a
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Sala chorych
List z Hogwartu
Niestety jak to często bywa, coś się kończy, a coś innego zaczyna. Czas Listu z Hogwartu dobiega końca. Mam nadzieję, że część osób będzie wspominało tę stronę z pewnym sentymentem, a nawiązane tutaj znajomości przetrwają pomimo zakończenia naszej działalności. Dziękujemy za te dwa lata! Administracja


 

 Sala chorych

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Mistrzów

avatar

Liczba postów : 1001

PisanieTemat: Sala chorych   Pią Maj 30, 2014 3:39 pm

Olbrzymi biały budynek, w którym długie korytarze rozchodzą się do sal, w których leżą pacjenci. Wszędzie krzątają się uzdrowiciele i pomoc medyczna. Czuć tutaj zapach podobny do takiego, który występuje w mugolskich szpitalach. Wszystko jest bardzo zadbane, a łóżka dla pacjentów bardzo wygodne.
Każde piętro odpowiada za inne przypadki. Na samym dole przyjmowani są przeziębieni, skaleczeni i z innymi lekkimi schorzeniami. Im wyżej, tym poważniejsze dolegliwości, od ran i bardzo poważnych chorób po nieuleczalnie chorych i wymagających psychiatrycznej pomoc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sydney Tortuga

avatar

Liczba postów : 44

PisanieTemat: Re: Sala chorych   Sro Lip 23, 2014 10:24 pm

Pojawiła się w szpitalu, ale jak to się stało, że znalazła się na drugim piętrze? Zabłądziła? No raczej, ale po co ona się tu zjawiła? A no tak, już wiem i wam mówię. Otóż nie chwaliła się nikomu, ale znów kłopoty w domu z siostrą. Ona jest jakaś trochę nienormalna chyba. Dobrze, że Sydney miała ubrany czarny płaszcz na sobie to nic nikt nie mógł zobaczyć. Póki co jakoś się trzymała, ale chodziła tak jak jakaś zakręcona w ogóle. Po co ona na drugie piętro przyszła? Czemu to? No cóż.
Gdy tak chodziła korytarzem i zaglądała do niektórych sal mignęła jej znajoma osoba, ale przeszła dalej. Zatrzymała się jednak i obróciła za siebie.
Iść czy nie? zastanawiała się chwilkę, ale trochę niepewnie poszła w kierunku tej sali. Zatrzymała się i pchnęła dłonią uchylone drzwi. Weszła cicho i wolno do środka.
To on? Ale jak? Gdzie? Czemu? przeszło jej przez myśl. W pewnej chwili chciała zawrócić. Już się nawet wycofywała, ale jednak zatrzymała się i została.
Nie podeszła jednak do łóżka. Stała tak w progu nie wiedząc co zrobić. Zostać i podejść czy zawrócić i zająć się sobą. Całkiem zapomniała po co tu przyszła. Nie myślała nad tym czy to poważne czy nie. Mało ją to teraz obchodziło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1658-sydney-tortuga
Dexter Devrim

avatar

Liczba postów : 81

PisanieTemat: Re: Sala chorych   Pią Lip 25, 2014 7:11 pm

Dexter leżał w swoim łóżku a obecnie i dla ścisłości to właśnie czytał książkę. Zapytacie co tu robił. No to już większa tajemnica, ale mogę wam zdradzić pewną jej część. Jak wiecie Dexter jest chory na pląsawice. Była na rutynowych badaniach, które mają określić stan rozwoju ów choroby. Niestety, badania nie wyszły najlepiej i jest poddany drastycznemu leczeniu a jednocześnie odwykowi, który planowany nie był. Dwa w jednym. Prawie jak biedronka. A nie przepraszam. Prawie jak żabka.
Tak, więc leżał czytając spokojnie. Do jego nozdrzy doszedł znajomy zapach jednak wciąż nie odrywał się od książki. Właśnie ją kończył a mimo wszystko wiedział, że ona wciąż będzie tu stać i przypatrywać mu się z ukrycia.
- Nigdy chyba nie zrozumiem zakończenia tej historii – Stwierdził z westchnieniem zamykając książkę. – Nie wiem doprawdy co ludzie widzą pięknego w tej historii. Chyba nigdy nie byłem zakochany dostatecznie mocno aby to zrozumieć – Stwierdził odwracając się ku Sydney. Oczywiście czytał nic innego jak Romeo i tą taką co miała takie dziwne imię.
- Co cię tu sprowadza? – Zapytał wciąż się na nią patrząc. Właściwie nie życzył sobie aby ktoś go widział w takim żałosny stanie. Bardziej żałosnym niż zawsze, ale nie miał na to wpływu a, skoro już tu była to przecież nie wyrzuci jej za drzwi prawda? On taki nie był. Wręcz przeciwnie, ale to przecież wszystko już wiemy.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _


Świado­mośc ak­ceptac­ji spra­wia, że czu­jemy się wyjątko­wi.
Miła jest myśl, że otaczają nas ludzie w po­dob­ny sposób po­jeba­ni jak my sami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arisa Watanabe

avatar

Liczba postów : 200

PisanieTemat: Re: Sala chorych   Pon Sie 11, 2014 5:10 pm

Podróż przebiegła całkiem szybko i sprawni. Kyo przyjęli bardzo odpowiedzialni ludzie,którzy szybko się nim zajęli. Nie było to dla nic nic nowego. Widzieli już kilka razy takie rzeczy i nie tylko takie, a o wiele gorsze. Szybko,więc została Gryfonowi udzielona niezbędna pomoc. Kiedy tylko lekarze przewieźli go do sali chorych dziewczyna weszła do niego i siedziała przy nim na stołeczku. Z czasem na parapecie okna od zewnętrznej stronie usiadła sowa Ari,która patrzyła co się dzieje z chłopakiem. Sama dziewczyna gładziła go po ręce od czasu do czasu przecierając oczy by nie usunąć.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t2095-arisa-watanabe?nid=1#402
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Sala chorych   Pon Sie 11, 2014 5:15 pm

Kyo po pewnym czasie poruszył się nieznacznie. Zaczęły do niego dochodzić jakieś bliżej nie zidentyfikowane dźwięki. W sumie w tej chwili był to jeden wielki szum. Próbował otworzyć oczy, ale jak na razie było to stosunkowo trudnym zadaniem. Czuł jak ktoś trzyma jego rękę dlatego też zacisnął ją delikatnie aby upewnić się czy to mu się nie wydaje. Zacisnął lekko powieki a po chwilce pokazał światu swoje brązowe tęczówki. Zobaczył tylko jakieś niewyraźne mazy.
-C...co się stało ?- Zapytał się cicho starając się sobie przypomnieć dlaczego tutaj trafił. Zaraz, pamiętał klif, bahankę, oganiał się od niej a potem nic...ciemność. Idąc tym śladem domyślił się kto go trzymał za rękę.
-Jesteś cała ?- Zapytał się z troską w głosie. No wpakowali się w kłopoty nie ma co. Tak czy inaczej chłopak nareszcie odzyskał ostrość widzenia i mógł w pełni zobaczyć twarz Azjatki.
Powrót do góry Go down
Arisa Watanabe

avatar

Liczba postów : 200

PisanieTemat: Re: Sala chorych   Pon Sie 11, 2014 5:35 pm

Czując jak chłopak zacisnął mocniej palce na jej dłoni uśmiechnęła się. Pocałowała jego dłoń patrząc na niego i czując ulgę w sercu. Kiedy się odezwał pogładziła go po policzku. -Spokojnie wszystko dobrze jesteśmy w szpitalu.-stwierdziła, a sowa zastukała w szybę wesoło pohukując. Ari uśmiechnęła się do zwierzaka,który po chwili się uspokoił. Za oknem powoli zaczynało świtać.- Kyu ugryzła cię bahanka ale już jest oki i leżysz w szpitalu, więc odpoczywaj,dobrze?-odzywała się ciepłym i miłym głosem. - Tak jestem cała. Tobie też nic nie będzie.- kiedy otworzył oczy pocałowała go delikatnie w czoło. Jej nic nie było oprócz kilku zadrapań na nogach i ramionach.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t2095-arisa-watanabe?nid=1#402
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Sala chorych   Pon Sie 11, 2014 5:41 pm

Kyo wsparł się na łokciach i przyjął półsiedzącą pozę.
-Następnym razem wolę już awantury z twoimi rodzicami- Powiedział i uśmiechnął się lekko. Nie czuł się jeszcze najlepiej. Pewnie to antidotum nadal niwelowała skutki trucizny.
-Przepraszam....- Chociaż w sumie do końca nie wiadomo do końca za co przepraszał, jasnowidzem nie był i nie miał pojęcia, że ten wypad tak się skończy. Chociaż mimo wszystko czuł się naprawdę kiepsko z tym.
-Mogłem szybciej wyciągnąć różdżkę i pozbyć się tego cholerstwa- Powiedział i pogładził ją delikatnie po policzku.
-Ale i tak się cieszę, że nic tobie się nie stało...i dzięki- Uśmiechnął się w jej kierunku i poprawił się trochę na łóżku. Widocznie medycy spisali się na medal bo pomimo lekkich zawrotów głowy przy gwałtowniejszych ruchach wszystko z nim było dobrze.
Powrót do góry Go down
Arisa Watanabe

avatar

Liczba postów : 200

PisanieTemat: Re: Sala chorych   Pon Sie 11, 2014 6:03 pm

Widząc jak chłopak się podnosi przywróciła go do stanu leżącego. Nie chciała by zbytnio się przemęczała,bo jeszcze znowu coś niedobre mu się stanie, a tego nie chciała. - Wybacz, przepraszam nie chciałam by,to się tak skończyło. Wynagrodzę ci to jakoś.- przytuliła jego dłoń do swojego policzka. Czuła się jak najbardziej winna tej sytuacji,bo to ona wyciągnęła chłopaka z swojego domu. - Nie przepraszaj... wypoczywaj lepiej. Masz na coś ochotę? Chcesz się czegoś napić.-dłonią ułożyła jego włosy, które były nieco potargane.- Spokojnie, nie obwiniaj się. Teraz najważniejsze byś odpoczywał i wydobrzał, a ja tutaj zostanę z tobą.-uśmiechnęła się i usłyszała jak coś rąbnęło w szyję. Była,to druga sowa. - No i oczywiście pod opieka jeszcze naszych sów-uśmiechnęła się.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t2095-arisa-watanabe?nid=1#402
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Sala chorych   Pon Sie 11, 2014 6:10 pm

Gryfon uśmiechnął się lekko i pociągnął ją w swoim kierunku na wskutek czego wylądowała na jego torsie. Objął ją i pocałował w głowę.
-Jedyne czego potrzebuję to ciebie i tyle mi wystarczy- To fakt chciał mieć ją jak najbliżej się dało. Sądził, że w nikim się już nigdy nie zakocha, że nie będzie pragnął bliskości drugiej osoby. A tutaj takie zdziwienie.
-Ty wyleciałaś, ale jak by na to nie spojrzeć ja ciebie tam pokierowałem....ale co było, minęło i nie wpisuje się w rejestr. Czysty wypadek. Nikt z nas nie przewidział tego- Chciał już zakończyć ten temat i wejść na coś innego.
-Na klifie zaczęłaś mówić coś o siostrze. Chodzi ona do szkoły, czy jest jeszcze za młoda ?- Zapytał się zaciekawiony. Tak chciał zmienić temat aby więcej nie rozpamiętywać tego nieszczęśliwego wypadku.
Powrót do góry Go down
Arisa Watanabe

avatar

Liczba postów : 200

PisanieTemat: Re: Sala chorych   Pon Sie 11, 2014 6:26 pm

Padła na niego delikatnie, amortyzując upadek dłonią,która wylądowała na mięciutkie kołdrze. Odgarnęła włosy by spojrzeć na chłopaka,którego delikatnie cmoknęła w usta. -Wiesz nie chce być posądzona o męczenie przystojnego pacjenta.- zaśmiała się i drugiego buziaka dała mu w czoło. Słysząc wyliczankę kiwnęła głową, później pewnie będą się z tego śmiali. Teraz jednak było ważne to co tutaj się działo. - Ona ma dopiero 9 lat i jest jeszcze trochę za mała ale taka słodka, że bym ją mogła zjeść. Razem czasami jeździmy konno, a czasami czarujemy i tak to już jest.- lubiła swoją młodszą siostrę,bo była bardzo fajna i mogła się z nią bez trudu dogadać. -A twój brat jaki jest, też ma zdolności magiczne? Co lubi robić?-była ciekawa.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t2095-arisa-watanabe?nid=1#402
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Sala chorych   Pon Sie 11, 2014 6:41 pm

Kyo zaśmiał się cicho na jej stwierdzenie, że nie chce być oskarżona o męczenie pacjenta.
-Jak coś takiego będzie miało miejsce to powiem, że to nowy sposób leczenia- No taki chłopak miał zawsze odpowiedź na wszystko. Chociaż nie było do końca powiedziane, że jakiś uzdrowiciel to by kupił.
-Mój brat.....nie, nie miał tyle szczęścia co ja. Nie dość, że jest mugolem, siedzi z nieodpowiedzialną matką i jeszcze jest chory. Gdybym mógł oddał bym mu te swoje magiczne umiejętności i bym zajął jego miejsce- Oj tak gdyby to było możliwe chłopak nie zastanawiał by się nawet przez chwilę.
-A co lubił robić. Cóż...można spokojnie powiedzieć, że poszedł trochę w moje ślady, ale skończył jeszcze gorzej niż ja. On nigdy nie będzie mógł grać ponieważ wysiłek nie wpływa najlepiej na jego serce. Ale znalazł sobie zajęcie zastępcze. Bardzo lubi książki o zwierzętach. Podwędzał często moje. I nie ma co się dziwić. W końcu w tych naszych podręcznikach są stosunkowo niesamowite stworzenia- Powiedział i zaczął ją delikatnie głaskać po głowie.
-Naprawdę fajny z niego dzieciak.- Uśmiechnął się lekko na samo wspomnienie tego malca.
-Wiesz, że gdyby nie on najpewniej bym nie poszedł uczyć się magii- Dokładnie to jego brat podjął tą decyzję, i tym samym utwierdził go w przekonaniu, że da sobie radę bez niego.
Powrót do góry Go down
Arisa Watanabe

avatar

Liczba postów : 200

PisanieTemat: Re: Sala chorych   Pon Sie 11, 2014 7:36 pm

-Cwaniak.-pokazała mu język śmiejąc się. Głaskanie po głowie,trochę ją usypiało ale, to nic . Wysłuchała spokojnie Kyu gładząc go po klatce piersiowej. - Myślisz,że spodobało mu by się u nas w domu? Wiesz ze zwierzętami i całą resztą?- miała w głowie pewien plan oczywiście jeśli wszystko ułożyłoby się dobrze. -Wiesz można by go sprowadzić tutaj i mógłby jeździć na koniach i się nimi opiekować, karmi. I jeszcze kiedy on ma urodziny? Pufka można mu wysłać albo zdjęcia czy coś takiego magicznych zwierzą.-miała tyle pomysłów. - Wiesz chyba będę zmuszona mu podziękować za,to że tu jesteś.-uśmiechnęła się.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t2095-arisa-watanabe?nid=1#402
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Sala chorych   Pon Sie 11, 2014 7:57 pm

-U nas w domu ?- Powtórzył wyraźnie zdziwiony. Jak to u nich w domu....przecież nie mieli żadnego wspólnego domu, nie mieszkali nawet razem...co wbrew pozorom nie było takie głupie.
-No wiesz wysyłałem mu różne rzeczy....ale na pufka nie wpadłem- No tak kobieta u boku faceta jest naprawdę potrzebna. Ma zdecydowanie lepsze pomysły.
-No tak....najpewniej gdyby mnie nie przekonał to najpewniej nawet bym się nie zdecydował aby rozpocząć edukację. Wiesz, on był dla mnie wtedy najważniejszy. No po za jedną osobą do której się pomyliłem i to bardzo- W sumie od tamtego momentu bardzo uważnie dobierał sobie ludzi którym mógł zaufać.
-Mówię tutaj o mojej byłej dziewczynie. No tak miałem przedtem kogoś. Miała na imię Yuki. Wiesz jak to jest, pierwsza miłość, hormony buzują. No i zakochałem się nie w tej osobie co trzeba. Okazała się być oszustką. Nie dość, że mnie zdradzała to jeszcze na koniec okradła- Cóż uznał, że chyba będzie dobrze jeżeli dziewczyna się o tym dowie. Nie chciał mieć przed nią żadnych tajemnic.
Powrót do góry Go down
Arisa Watanabe

avatar

Liczba postów : 200

PisanieTemat: Re: Sala chorych   Pon Sie 11, 2014 8:18 pm

-Przepraszam miałam na myśli nasz dom, znaczy mojej rodziny.-no,tka tego zbytnio,to nie przemyślała. Miała nadzieję,że nie urazi tym stwierdzeniem Kyo. - Przepraszam, to był kiepski pomysł.-stwierdziła spuszczając głowę.-No,to co wyślemy mu kiedyś? Myślisz,że się ucieszysz? Albo nie bo jak mugole zobaczą? To może lepiej sowę.-uśmiechnęła się spokojnie kładąc się na jego klatce piersiowej. Ziewnęła zakrywając usta, nieco zmęczona całym dniem. - Przykro mi, że tak się stało ale teraz ja zaopiekuje się twoim serduszkiem,dobrze?-patrzyła mu w oczka.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t2095-arisa-watanabe?nid=1#402
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Sala chorych   Pon Sie 11, 2014 8:48 pm

-Nie spokojnie.....nic się nie stało- Kyo ciężko było urazić...wróć nie umiał się obrażać na bliskie osoby.
-To jest mądry dzieciak. I jestem pewien, że zrobi wszystko aby nikt tego nie zobaczył- Pod tym względem mógł na swojego brata liczyć. Kiedy poprosi go o dyskrecję na pewno tak będzie.
-No taką opiekę to chciałby mieć dosłownie każdy- Powiedział i posunął się kawałek aby dziewczynie było bardziej wygodnie. W sumie ciekawa sprawa, z wierzchu Kyo był chłopakiem z którym nie wiele osób chciało by mieć do czynienia, ale kiedy zajrzy się w jego warstwy które gdzieś tam skrywał okazywało się, że jest zupełnie innym chłopakiem niż rozgłaszał wszystkim. Umiał być miły, czuły i opiekuńczy. Co więcej potrafił ułożyć zdanie które nie zawierało żadnej groźby. A to naprawdę nie często się zdarza.
-Dlaczego trafiłaś do ślizgonów. Nie ukrywam trochę inaczej sobie ich wyobrażam- Powiedział wprost. No tak te sterotypy.
Powrót do góry Go down
Arisa Watanabe

avatar

Liczba postów : 200

PisanieTemat: Re: Sala chorych   Wto Sie 12, 2014 11:12 am

- To fajnie, to kupimy mu co? Znaczy jeśli mi pozwolisz też przyłączyć się do tego.-nie chciała mieszać do relacji dwóch braci i prezentu dla młodszego jeśli Kyo jej na to nie pozwoli. -Wiesz szkoda,że nie możemy mu kupić jakiejś mikstury by go wyleczyć i tyle.-westchnęła smutno. Czemu nie było jeszcze takiej rzeczy i w świecie czarodziei mugoli,która by pozbyła się tej choroby.Kiedy Gryfon się posunął Ari ułożyła się na poduszce i poczęła opowiadać. -Nie wiem. W mojej rodzinie ludzie byli i w Gryfonów i Krukonów, nie wiem szczerze. Może w środku jest straszna i okropna.-uśmiechnęła się i spojrzała za okno myśląc czemu wylądowała w tym miejscu. Po chwili poczęła sobie nucić piosenkę i usnęła,a melodia ustała.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t2095-arisa-watanabe?nid=1#402
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Sala chorych   Wto Sie 12, 2014 6:23 pm

W końcu dziewczyna przysnęła. Czuł jej ciepły oddech na swojej szyi. Uśmiechnął się lekko i okrył ja kawałkiem kołdry. Cóż chciał czy nie musiał przyznać, że to łóżko było z lekka małe, ale teraz on nie miał sumienia aby ją budzić. Tak też objął ją tylko delikatnie i sam w końcu przysnął. Nie ma co się dziwić, w końcu całkiem męczącą noc mieli za sobą (i to nie to o czym myślicie...zboczuchy jedne).
Nad ranem chłopak obudził się jako pierwszy, a między innymi dlatego, że słońce zaczęło mu świecić prosto w twarz, co spowodowało, że nie czuł się z tym najlepiej. Uchylił lekko oczy, ale zaraz zasłonił je ręką. No tak nadal był w tym cholernym szpitalu. Wstał cicho z łóżka aby nie obudzić dziewczyny. Czuł się już znacznie lepiej dlatego też nie miał zamiaru dłużej tutaj siedzieć. Napisał dziewczynie karteczkę z taką treścią.
-"Nie miałem sumienia ciebie budzić...nic mi nie jest, wyszedłem sobie wcześniej...jak coś to wiesz gdzie mnie szukać"- Szybko napisał coś takiego i położył obok niej. Co jak co, chłopak ma naprawdę niezłe wyjścia z resztą wejścia również. Tak też wyszedł z pokoju zamykając za sobą cicho drzwi.
z/t
Powrót do góry Go down
Arisa Watanabe

avatar

Liczba postów : 200

PisanieTemat: Re: Sala chorych   Sro Sie 13, 2014 7:40 pm

Obudziła się po smacznej drzemce. Już przetarła oczy i ułożyła dłonią włosy by następnie począć przepraszać Kyo lecz zauważyła,że go nie ma. Chwyciła kartkę i przeczytała ja śmiejąc się. Po chwil i wyszła dziękując uzdrowicielom za opiekę. Posłała również łóżko ,które zostawiała w nienagannym stanie. Woła się jak najszybciej ulotnić, gdyż nie chciała zebrać batów za spanie na łóżku dla chorych.

zt

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t2095-arisa-watanabe?nid=1#402
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Sala chorych   Nie Sie 17, 2014 5:55 pm

Był późny wieczór, a ona szła sobie spokojnie ulicami swojego miasteczka. W sumie nie miała nic ciekawego do roboty, ciągle w głowie miała sprawę lalkarza i tego jak się zemścić na Bellatrix. Minęło już kilka miesięcy od śmierci Poola czy Seana, a ona dalej o tym myślała. Wiedziała, że nie zazna spokoju dopóki tego nie dokona...
Czy ona była złą osobą? Nie, po prostu pragnęła sprawiedliwości, a nikt nie ukarał zabójców jej najbliższych. Miała szczęście, że miała jeszcze Roya, Jessi i Davida... Jej brat? Co się z nim działo. Spojrzała przed siebie. Niebo zaczynało ciemnieć, zbliżał się zmrok. Spojrzała na zegarek. Trzeba wracać. Pomyślała, jednak szła dalej. W pewnym momencie przed nią pojawił się szary mur. Mrugnęła zaskoczona kilkakrotnie, skręcając w najbliższą uliczkę, a tam...
-Co jest do cholery.- podbiegła do mężczyzny leżącego na zimnym kamieniu, na którym już zdążyła się pojawić duża kałuża krwi. Leżał na brzuchu, więc nie poznała go w pierwszej chwili, jednak kiedy go odwróciła, a trzeba było powiedzieć, że mężczyzna trochę ważył doznała szoku. Momentalnie na jej ciele zauważyć można było ciarki. Musiała na kilka sekund zamknąć oczy, żeby się uspokoić. W błyskawicznym tempie udało jej się to i przypominała sobie regułki pierwszej pomocy. Wyciągnęła też różdżkę. Najważniejsze, że już dawno była pełnoletnia, więc nie musiała bać się ukarania... gorzej, że mogą się zaraz zjawić jakieś mugolskie bandziory. Westchnęła i jak najszybciej wezwała pomoc...


Jakiś czas później siedziała już przy opatrzonym Marcusie. Zastanawiała się, co jeszcze ma zrobić. Był nieprzytomny i to ją martwiło. Tak samo nie wiedziała, co mu się stało. Kto go zaatakował? Zwykli mugole, czy może śmierciożercy? Czy miał z czymś podejrzanym wspólnego? Nie miała pojęcia. Usiadła na brzegu łóżka zaraz obok niego. Wzięła jego rękę w swoje dłonie zaczynając ją delikatnie gładzić. Popatrzyła na jego twarz. Był przystojny, nie mogła zaprzeczyć, ale to nie zmienia faktu, że był okropnie przemądrzały. Poza tym to nie fair, że zawsze wszyscy interesowali się bardziej nim niż nią... Swego rodzaju byli rodziną, jednak przez długi czas tego nie chciała. Teraz? Co było w tej chwili nie mogła określić. Czuła pewien niepokój, a wręcz strach, że coś poważnego może mu się stać. Ale to tylko dlatego, że jej dziadkowie kochali go całym sercem. Przecież nie chciała, żeby cierpieli. Właśnie w taki sposób tłumaczyła sobie to, co czuła w tym momencie. Spędziła tak z kilka godzin,aż w końcu pojawiło się mała iskierka w tunelu... Marcus jakby mruknął, coś odchrząknął, że chce mu się pić. Anka jak najszybciej wzięła mały kubeczek i przyniosła mu wody. Podniosła głowę i dała mu pić...Wtedy otworzył oczy. Zatkało ją i po prostu się w nie wpatrywała jak zaczarowana...
Powrót do góry Go down
Marcus de Croÿ

avatar

Liczba postów : 5

PisanieTemat: Re: Sala chorych   Nie Sie 17, 2014 6:38 pm

Co się właściwie stało? Marcus nie miał pojęcia. Wracał do domu. Był jak zawsze na polowaniu z Dziadkiem. Potem jeszcze wypili po koniaczku i Marcus postanowił wracać do domu. Oczywiście mógł spać u dziadków, ale jednak nie chciał być kłopotem. No dobra nigdy nie był.
Tak czy inaczej, Marcus pożegnał się ciepło obiecując, że na pewno przyjdzie na śniadanie, bo jakby nie mógł? Nikt tak dobrej jajecznicy nie robił jak jego kochana babcia! Jednak po drodze stało się coś czego nie przewidział. Zresztą, kto, by przewidział? Nie. Marcus nie był w nic zamieszany. Przecież był ostoją spokoju nawet nie imprezował! Był chyba najbardziej nudnym facet oraz tematem do rozmów we wszechświecie! Jednak oberwał czymś w głowę. Nie wiedział czym może zaklęcie, a może jakimś kijem? Ciężko powiedzieć, ale upadł na ziemie. Był bity przez przynajmniej trzy osoby. Nie była to akcja na celu kradzieży. Nic mu nie ukradli. Jednak czuł tylko ból aż w końcu stracił przytomność. Odzyskiwał ją regularnie co jakiś czas, ale nie miał siły się podnieść. Czuł jak ulatuje z niego reszta sił. Słyszał ze ktoś go dotyka, leczy. Tak mu się wydawało. Może mu się śniło? Sam nie wiedział.

Budził się powoli. Ciężko. Z początku niczego nie widział. Jednak już nie bolało. Ktoś podawał mu picie. Ktoś trzymał go za dłoń. Był to ciepły gest. Gest wsparcia i troski. Czegoś jeszcze, czegoś co nie potrafił rozumieć, przeanalizować.
- O to i mój anioł wybawienia – Powiedział słabo lekko się uśmiechając. Nie wypuścił jej dłoni wręcz przeciwnie. Uścisnął ją delikatnie jakby na znak, że wszystko będzie dobrze , że nie ma, o co się martwić – Co się właściwie stało? - Zapytał, chociaż wątpił, by mogła znać odpowiedź. Jednak, kto wie? Może była przy wszystkim? Może widziała, kto i za co?
Ich stosunki kompletnie były dziwne. Sam Marcus się w tym pogubił a dziadek tylko uśmiechał się wesoło i patrzył tak dziwnie (znacząco) na babcie, gdy ta dwójka znajdowała się w jednym pomieszczeniu. Nigdy nie chciał ranić Anki. Nigdy nie chciał, by czuła się przez niego dziwnie, skrępowana, niechciana.
- Długo tak leże? Miałem rano być u babci na śniadaniu – Zorientował się w końcu! Obiecał jej a słowo święte musiał je dotrzymać, chociażby miał teraz wstać. W tym stanie! Ech ten facet... Czasem mnie dobija.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Sala chorych   Nie Sie 17, 2014 7:19 pm

Czy on właśnie się uśmiechnął do niej? Mrugnęła zdziwiona kilkakrotnie. Chciała zabrać swoją rękę jak najszybciej. Ten dotyk... Miała wrażenie, że przechodzi przez nią prąd. Wzięła głęboki oddech przekrzywiając lekko głowę delikatnie się uśmiechając. Sięgnęła też dłonią, po magiczny przycisk, który zaraz miał sprowadzić uzdrowiciela. Kiedy ten się pojawił, odsunęła się i stanęła gdzieś z boku, przyglądając mu się. Wydawał jej się w tym momencie taki... spokojny i beztroski. Jakby ta cała sytuacja go nie obchodziła. W końcu honorowy Marcus, obiecał, że będzie na śniadaniu, to był...
Pokręciła głową poprawiając swoje warkoczyki. W tym momencie spojrzała na lustro znajdujące się po prawej stronie sali. Wyglądała tak jak mała dziewczynka... chyba nie powinna już się tak czesać. Z zamyślenia wyrwał ją głos lekarza, który zaczął coś tłumaczyć chłopakowi. Ewidentnie chciał mu przemówić do rozsądku. Chyba się uparł, żeby jak najszybciej wrócić do domu.
-Może to nie byłby taki zły pomysł? W domu będzie miał dobrą opiekę. W końcu nie ma to jak kochani dziadkowie prawda panie doktorze?-zapytała delikatnie wtrącając się. Wiedziała, że zginąć mu to oni nie dadzą. Dostanie zaraz gorący rosołek i zostanie położony do łóżka, z którego nie wyjdzie, aż mu nie wrócą rumieńce i babka nie zobaczy w nim tego wigoru i siły, widocznej u młodego mężczyzny. Lekarz westchnął tylko pobłażliwie patrząc to na Anę to na Marcusa, jednak uległ.
-Pójdę przygotować wypis, ale ma uważać na siebie i być pod opieką przynajmniej najbliższy tydzień. Jest cały poobijany i ma obrażenia wewnętrzne, które mogą być niebezpieczne dla jego zdrowia, jeśli będzie się za bardzo męczył.- stwierdził doktor wychodząc. Anarhold odetchnęła i klapnęła na najbliższym miejscu. Swój wzrok skierowała na swojego przyszywanego kuzyna. Wydawał się lekko zaskoczony. Chyba zazwyczaj była w opozycji, a teraz mu pomogła. Przecież znała go nie od dziś. Jakby lekarz się nie zgodził, wyszedłby stąd nie pytając nikogo o zgodę.
-I to ty będziesz mi mówił co się stało. Znalazłam cię nieprzytomnego, miałeś szczęście, że skręciłam akurat w tę uliczkę.- powiedziała przypominając sobie całą sytuację. Nigdy więcej nie chciałaby się znaleźć w tamtym miejscu. Było ciemne i brudne. Na samo przypomnienie zrobiło jej się nie dobrze, a jeszcze to uczucie, kiedy zobaczyła kim jest osoba całą w szkarłatnej czerwieni. Przez krótką chwilę przecież myślała, że on nie żyje...
-I widzisz, jak obiecałeś, będziesz u dziadków na śniadaniu. Przynajmniej przez ten tydzień. Zrobią ci twoje ulubione naleśniczki...- powiedziała z przekąsem i położyła mu na łóżku jego czyste ubrania. Magia była niesamowita. Nie trzeba było się przemęczać i czekać najpierw, aż się wypierze, a potem wyschnie...
-Chyba nie mam ci pomagać się ubierać?-zapytała przyciągając do jego łóżka kotarę. Przecież nie będą czekać na ten wypis wiecznie. Miała nadzieję, że jeszcze z dziesięć minut i znajdą się w bezpiecznym, ciepłym domu dziadków. Znając życie ona też będzie musiała zostać. Wątpiła, że wypuszczą ją tak po nocy. Już w głowie słyszała „Jesteś zmęczona, wyśpij się.” Bla, bla bla... eh, dziadkowie...
Powrót do góry Go down
Marcus de Croÿ

avatar

Liczba postów : 5

PisanieTemat: Re: Sala chorych   Nie Sie 17, 2014 7:51 pm

Marcus tak naprawdę mało jeszcze rozumiał z tej całej sytuacji. Bolała go głowa i czuł się, jak w nie swojej skórze. Czuł się osłabiony i zagubiony. Kiedy zabrała swoją dłoń poczuł się dziwnie, jakby reszta energii z niego samego gdzieś zniknęła jakby zabrała ze sobą ową energię i to tajemnicze coś, co go zachwycało czego się bał i pragnął jednocześnie. Nie pojmował tego. Jednak jej ton z odrobiną kpiny, wyższości i tej niechęci do niego postawił go szybko do pionu. Westchnął cicho i przymknął oczy. Nawet teraz mu tego nie daruje. Jednak musiał przyznać sam przed sobą, że i tak jest dla niego milsza niż zazwyczaj.
Leżał jeszcze przez chwilę, by w końcu zdecydowanie wstać jednak to był błąd. Szybko wylądował na łóżku a w oczach mu pociemniało. Dobrze, że dziewczyna teraz tego nie widziała. Bo... Bo właściwie co? Czego bał się Marcus? Że zaczęłaby z niego sobie kpić czy może zechciałaby się, nim zaopiekować? Sam nie wiedział.
Siedział na łózko jeszcze przez dłuższa chwilę, gdy w końcu doszedł do siebie i się ubrał. Odsłonił kotarę i spojrzał na dziewczynę. Stanie jednak nie szło mu najlepiej, więc dla zachowania jakichkolwiek pozorów usiadł na łóżku jak, gdyby nigdy nic.
- Nie wiem, co się stało. Dostałem czymś w głowę a później był tylko ból. Było ich trzech, tak mi się wydaję – powiedział i ponownie westchnął. Nie chciał drążyć tego tematu. Chciał to zostawić. Nie pierwszy i nie ostatni raz go to spotyka. Chociaż pierwszy, kiedy ktoś się o tym dowiaduje i pierwszy, kiedy naprawdę było z, nim aż tak źle.
Marcus spojrzał na nią i uśmiechnął się tym swoim spokojnym, wyrozumiałym spojrzeniem i spojrzał je jw. oczy.
- Wiesz doskonale, ile dla mnie znaczy dane komuś słowo. Trafienie do szpitala nie jest wystarczającym powodem aby je łamać – Powiedział spokojnie przymykając trochę swoje oczy. Jeszcze nie wiedział jakby miał trafić do dziadków, bo dojść nie dojdzie a teleportacji w tym stanie nie zniesie. Nawet łącznej. Za wielkie ryzyko rozszczepienia przy jego obecnym stanie.
Marcus położył się na plecach i złapał za głowę. Zamykając oczy zastanawiał się and tym wszystkim. Nad ostatnimi wydarzeniami i wszystkim innym czego nie rozumie. Przede wszystkim dlaczego tak bardzo liczy się dla niego Zdanie kobiety o męskim imieniu? Zawsze tak było, od dziecka. Ale dlaczego? Nie wiedział.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Sala chorych   Nie Sie 17, 2014 8:20 pm

Oparła się o ścianę i czekała, aż chłopak się ubierze i wyjdzie zza kotarki. Miała nadzieję, że sobie poradzi. Pomogłaby mu, ale... czułaby się dość niezręcznie. Zresztą on na pewno też, więc postanowiła im tego zaoszczędzić. W tym czasie pojawił się obok niej lekarz z gotowym wypisem i jakimś woreczkiem, który zaintrygował dziewczynę.
-Tutaj ma pani eliksir wzmacniający. Proszę podawać go choremu dwa razy dziennie przez trzy dni. Po takim czasie powinien być już zdrowy jak ryba. W razie komplikacji musicie się zgłosić z powrotem.- nakazał podając jej lek i żegnając po chwili. W tym momencie wyłoniła się głowa chłopaka. Nie wyglądał dobrze, ba.. był taki zmęczony, bez energii. Chyba jednak będzie musiała mu pomóc. Podeszła do niego i popatrzyła. Pokręciła głową i wzięła go pod ramię z tajemniczą miną.
-Idziemy. Nie sądzę, żebyś był w stanie nas teleportować, więc pojedziemy Błednym Rycerzem.- stwierdziła podnosząc go z łóżka. Kurcze, trochę ważył. Ale co się dziwić był prawdziwym mężczyzną. Z krwi i kości... kto by pomyślał, że z takiego szczupaka wyrośnie taki chłopak... pokręciła głową na tę myśl i żegnając się z personelem pozwoliła mu się opierać o siebie i tak powoli ruszyli do windy.
-Mam nadzieję, że mi po drodze nie zemdlejesz...- powiedziała przeszywając go swoimi błękitnymi oczami. W końcu nie miała zamiaru drugi raz zbierać go z ziemi i tutaj wracać. Poza tym musiałaby tutaj sprowadzać dziadków. A oni i magia... wiedziała, że dziadek pochodził z ich świata, ale babcia...
Westchnęła tylko na tę myśl...
Kiedy znaleźli się przed budynkiem mogli odetchnąć chłodnym, letnim powietrzem. Delikatny wiaterek orzeźwił ich... Ana wezwała Błędnego Rycerza. Zostało im czekać. Miała tylko nadzieję, że tym razem kierowca nie będzie szalał. Jednak okazało się inaczej. Podróż była okropna. Usiedli na jednym z łóżek i w sumie siedzieli w milczeniu. Anarhold nie wiedziała nawet co powiedzieć. Patrzyła tempo w okno analizując swoje uczucia i całą sytuację. W sumie chciała jeszcze od niego wyciągnąć parę szczegółów z jego wędrówki, jednak nie zdążyła. Zatrzymali się przed domem dziadków. Pomogła mu wysiąść i ruszyli w stronę drzwi, które oczywiście od razu się otworzyły. Czy oni mieli jakiś radar?
-Spokojnie żyjemy, Marcus miał tylko mały wypadek i musi położyć się do łóżka.- powiedziała prowadząc go do domu. Jednak tutaj już obskoczyła go najukochańsza babcia z milionem pytań do przyszywanego wnuka. Przecież, jak mógłby mu spaść chociażby włos z głowy. No kto to słyszał... Bandziory... eh... Wprowadziła go na piętro i położyła na łóżko, gdzie tak naprawdę mógł już odetchnąć. Był w domu wśród ludzi, którzy się nim zaopiekują. Dziewczyna położyła na stoliku nocnym eliksir i skryła się w cieniu. Usiadła przy biurku, jednak nie spuszczała z chłopaka wzroku. Przecież wzięła za niego odpowiedzialność...
W tym czasie koło niego znajdowała się para staruszków. Chyba oni zaopiekują się nim najlepiej. Jednak... chciała być w pobliżu.
/zt x2
Możesz stworzyć dom dziadków i ten pokój i tam napisać.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sala chorych   

Powrót do góry Go down
 

Sala chorych

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości
» Kosmiczna sala
» Sala treningowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
List z Hogwartu :: Wspomnienia :: Szpital Św. Munga :: II piętro-