a
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Salon - Page 2
List z Hogwartu
Niestety jak to często bywa, coś się kończy, a coś innego zaczyna. Czas Listu z Hogwartu dobiega końca. Mam nadzieję, że część osób będzie wspominało tę stronę z pewnym sentymentem, a nawiązane tutaj znajomości przetrwają pomimo zakończenia naszej działalności. Dziękujemy za te dwa lata! Administracja


 

 Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Christian Fawley

avatar

Liczba postów : 67

PisanieTemat: Re: Salon   Sob Lis 29, 2014 12:35 am

Wparował do salonu kompletnie głuchy i ślepy na to, co działo się dookoła. Na środku pomieszczenia mogła teraz spokojnie stać panna Evans w stroju Ewy, obwiązana wstążeczką i z wielkim napisem "NIESPODZIANKA", a i tak mało prawdopodobne, by go w tym momencie to w jakiś sposób ruszyło. Nic dziwnego, że dopiero po chwili zauważył, że w środku panuje podejrzana cisza, która na pewno nie powinna mieć miejsca na żadnym przyjęciu. Chyba że stypie, a z tego co Christian zaobserwował, Black miał się ostatnio całkiem nieźle. Rozejrzał się uważnie i dopiero wtedy dojrzał Syriusza, którego podejrzane towarzystwo składało się między innymi z dmuchanej lalki. Zaniemówił na chwilę, ale zaraz przypomniał sobie powód, dla jakiego się tu znalazł.

- BLACK!! - ryknął, podchodząc do Huncwota i wymachując mu przed nosem małym piórkowym czymś, co zapiszczało żałośnie, po czym zatrzepotało skrzydłami. - Poznajesz? - przystawił mu stworzonko do twarzy, a sowa korzystając z mniejszego uścisku wydostała się z jego dłoni i cicho zahuczała, wędrując na ramię swojego właściciela i zwisając z niego smętnie. Christian wyciągnął drugą rękę, w której trzymał pudło karmy dla sów i praktycznie wepchnął je w Syriuszową klatkę piersiową. Chłopak w ostatniej chwili przytrzymał pudełko, a siedząca na jego ramieniu sowa spojrzała na nie z sowim błyskiem w oku, momentalnie odżywając.

- Wszystkiego najlepszego - warknął, przyglądając się reszcie towarzystwa. Wyglądało na to, że impreza faktycznie nie była jeszcze rozkręcona. No, może jedynie dla obściskującej się niedaleko parki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3071-christian-fawley
James Potter

avatar

Liczba postów : 743

PisanieTemat: Re: Salon   Sob Lis 29, 2014 7:05 pm

Impreza u Syriusza. A właściwie w Akademiku. James nie mógł się już doczekać i grubo przed odpowiednią godziną był gotowy. Wiadomo, zwykłe dżinsy, snieżnobiała koszula i luźny krawat, który dodawał uroku. Gdyby miał nosić krawat tuż przy szyi to chyba w końcu by się udusił. Kruczoczarne włosy jak zwykle tworzył nieład, tylko James postawił je trochę bardziej do góry, co wyglądało dość zadziornie i pociągająco. Ogólnie prezentował się w stylu "sportowa elegancja" i kiedy szedł korytarzami akademika, niejedna oglądała się za nim. Myślał, że będzie dużo wcześniej, a w każdym razie na pewno punktualnie, ale skąd mógł wiedzieć, że Lily będzie potrzebowała tygodnia na szykowanie się? Prawie usnął, kiedy w końcu dziewczyna oznajmiła, że jest gotowa. Ruszyli do salonu. Tak, James trzymał paczuszkę. Paczuszkę wielkości smoka! To był istny wór, a nie paczuszka! James taszczył go przed sobą. Dobrze, że przez grę przez lata nabrał sił, bo gdyby był jakims chudzielcem to worek prawdopodobnie złamałby go wpół. Dotarli w końcu do salonu, gdzie stało zaledwie kilka osób, ale James wiedział dlaczego. Syriusz wtajemniczył go w całą tajemnicę wystroju imprezy. Zauważył jednak Syriusza, któy witał się z goścmi i uśmiechnął się szeroko. Lily zaczęła składanie zyczeń i James przysłuchiwał się im kiwając głową. Kiedy przerwała dopowiedział kilka słów od siebie:
- Tak, stary, najlepszego, podpisuję się pod tym - wskazał na Lily, mając na mysli jej życzenia. Ach, Ci wylewni faceci! Widział, że Syriusz zerka z zaciekawieniem na wór, który przytaszczyli. Wyszczerzył się i sam przeniósł wzrok na worek.
- A, tak - powiedział, przedłużając. Potem podszedł do worka i otworzył go, a ze środka wyleciały na niego srebrne farfocle. Co? Chwila, jak to się nazywało.. Takie srebrne, skrzące się skrawki folii. Hm, konffetti? Nie, chociaż w środku też to było i zatrzymało się wszystkim obecnym w pokoju na włosach. A srebrne farfocle - czy co tam Lily wpakowało do środka - latały po pokoju niczym płatki śniegu. Ładnie.
- Gdzieś tu miałem dla Ciebie prezent - mruknął James, udając, że nie przejmuje się tym co się stało. Szperał w środku wyrzucając za siebie różnorakie przedmioty.
- To nie.. to nie.. to też nie to.. - mówił, przeciągając słowa, a na głowie i całej postaci Syriusza lądowały najróżniejsze rzeczy, które potem opadały powoli i miękko na podłogę. Sprytne zaklęcie wynalezione gdzieś przez Lily. Skarpetki w skrzaty domowe, spodnie od piżamy w hipogryfy, bokserki w motocykle, ładne orle pióro, kanapka, kałamarz (zamknięty!), trzy rolki pergaminu, jakaś ksiązka o motocyklach z ruszającymi się zdjęciami, gnom.. (Tak, dobrze widzisz, James upchnął tam nawet gnowa, który aktualnie wbiegł przestraszony pod stół).
- Jest! - wyjął dwa zawiniątka i podszedł do Syriusza. Z uroczystą miną podał mu dwa przedmioty. - Niech Ci dobrze służą - powiedział, ocierając niewidzialną łzę, kiedy Syriusz przyjął prezenty. W jednym była nowa skórzana kurtka na jego motocykl, a w drugiej woreczek ze skóry wsiąkiewki. James podszedł ponownie do worka i wyjął torbę słodyczy z Miodowego Królestwa oraz ułozone w kształcie tortu butelki Ognistej Whisky. Potter wyszczerzył się do Blacka. - Myślę, że alkoholu nie zabraknie, ale kto wie... Najwyżej spozyjemy w pokoju - powiedział półgębkiem do przyjaciela, tak, aby Lily nie słyszała. Po chwili wyrzucił ręce w górę i zawołał:
- Wszystkiego najlepszego!
W tym momencie z worka jeszcze coś wypadło, a potem nastepne i następne.. Coś skakało po podłodze, wydając dziwny chrzęst, grzechot, trzask.. Były to magicznie zaczarowane sztuczne szczęki, który podhasały do Syriusza i zaczepiły się o jego ubranie. Syriusz wyglądał na cokolwiek zdezorientowanego.
- Masz na zapas, niech Ci dobrze służą- powtórzył swoje słowa i wyszerzył się szeroko.
Potem rozejrzał się wokół.
- Łapa, masz coś do żarcia, bo umieram z głodu? - zapytał, jak gdyby nigdy nic.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _


James Potter

"Rogacz"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1530-james-potter
Jessi Mall

avatar

Liczba postów : 2424

PisanieTemat: Re: Salon   Sob Lis 29, 2014 11:49 pm

Wzrok Jessi od razu przykuło wielkie poruszenie jakie wywołało jej przybycie a kto inny mógł ucieszyć się na jej widok do tego stopnia jeżeli nie tylko Remus.
Oczy dziewczyny rozbłysły na widok swojego ukochanego który zrywając się z fotela wylał na siebie butelkę kremowego piwa, cóż nie mogła powstrzymać się od śmiechu na widok jego małej wpadki.
- Jesteś ostatnio strasznie wyrywny słyszałam że wylałeś cały atrament zalewając pół sali wykładowej. - wyszczerzyła się szeroko a jej chłopak był już tuż przy niej i brał ją w ramiona.
Mall westchnęła tylko cicho, bardzo jej tego brakowało, jakiż był to luksus gdy oboje byli jeszcze w Hogwardzie i mogli widywać się tak często jak tylko mieli na to ochotę. Jessi pocieszyła się w duchu perspektywą zbliżających się świąt które wszyscy razem mieli spędzać w jej rodzinnym domu. Ciekawe czy Syriusz zabierze ze sobą Shirę? Było by bardzo fajnie gdyby tak się stało wtedy wszyscy mieli by kogoś do pary. No pod warunkiem że znajdą dziewczynę dla Glizdogona jednak on na pewno będzie szczęśliwy mając okazję całą przerwę świąteczną spędzić w kuchni Państwa Mall w towarzystwie ich skrzatów podsuwających mu co i rusz coś pysznego do jedzenia.
Wtuliłą się w Remusa który właśnie proponował jej rozmowę sam na sam gdy pokój wypełnił deszcz konfetti!
Ok czyja to była wina?
Rozejrzała się dookoła i zauważyła Lily i Jamesa, puściła im tylko oczko i uśmiech nr.574.Była tak zabsorbowana swoim chłopakiem że nawet nie zwróciła uwagi na pojawienie się kolejnych osób! A ku jej zdziwieniu byli to nie tylko jej przyjaciele ale i dwie dodatkowe osoby. Kiedy oni przyszli? A teraz nie było to ważne.
Spojrzała na Lupina z zalotnym uśmieszkiem.
- A co to takiego że nie możesz mi tego powiedzieć teraz i tutaj? - zapytała po czym złożyła na ustach swojego chłopaka pocałunek, przygryzając leciutko jego dolną wargę.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Jessi Mall
Zanim ty to rozwiążesz
wymienię ci pięć osób, które nas jutro znienawidzą.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t866-jessica-jessi-mall
Syriusz Black

avatar

Liczba postów : 570

PisanieTemat: Re: Salon   Nie Lis 30, 2014 12:33 pm

Syriusz wbiegł ile miał tchu w płucach i siły w nogach ponownie do salonu, który zaczął wypełniać się kolejnymi gośćmi. Wyszczerzył zęby w uśmiechu na widok Remusa i Jessi, który wyglądali jakby skleili się nawzajem jakimś magicznym klejem. Nie byłoby imprezy, gdyby jakaś para nie miziała się na oczach wszystkich, pomyślał z rozbawieniem, chociaż jak na razie salon w porównaniu do zapełniającego się Pokoju Życzeń wyglądał iście kameralnie. Słyszał słowa Jessi już od progu i miał właśnie wykrzyknąć, że impreza roku czeka na nią i Rogacza, by zacząć się na dobre! Już miał zawołać ostrzegawczo na komentarz Remusa odnośnie jego imprezy, ale nie zdążył, ponieważ Ci znów zaczęli się całować, na co Łapa wywrócił oczami i udał, że puszcza pawia na dywan. Chwycił jeden z wiszących pod sufitem balonów i wepchnął napełnioną helem kulkę między tych dwoje, szczerząc zęby w rozbrajającym uśmiechu.
- Nie naprzykrzaj się jej i pozwól przywitać mi m o j e g o kolejnego gościa, Luniaczku! – Rzekł, drocząc się jak z zwykle z Remusem, po czym odbił mu w przenośni dziewczynę i wyściskał, ciesząc się, że przyszła.
- Cześć Jesssssssssi! Już się bałem, że przyjdziesz tu ciągnięta za ucho przez prof. McGonagall! Nie rób mi tego więcej! – Rzekł ze śmiechem. Dał im jednak szybko spokój i mogli wrócić do ponownego gruchania, ponieważ Syriusz podniósł wzrok i ruszył w kierunku kolejnych gości.
Kolejnymi osobami, które weszły do salonu była para roku 1977-1978 – James Potter i Lily Evans! Podparł się pod boki i spojrzał na oboje groźnym wzrokiem.
- No nie?!?!?! Ile można czekać na państwa Potter, co? – Zawołał, wybuchając śmiechem, kiedy zobaczył, że Rogacz ciągnie wielki wór z bliżej niezidentyfikowaną zawartością. Ciekawy był co też ten przygotował. Czy zaraz zrobi magiczne bagno, wylewające się z tego wora, a może śmierdzącą bombę? Spojrzał na Lily, która przygotowana na szampańską zabawę miała ze sobą urodzinowy gwizdek, który rozwijał się po dmuchnięciu w niego. Łapa również lubił tego typu zabawki i co bardziej dociekliwy gość mógł takie znaleźć na balonowym stole i się poczęstować zabawką. Lily podbiegła do Syriusza i zawiesiła mu dłonie na szyi, na co Łapa zrobił minę, jakby pod wielkim ciężarem zaczęły uginać mu się pod nią kolana. Nie było to jednak prawdą, ino żartem! Uśmiechnął się po raz kolejny kiedy Evans wycisnęła mu na policzku urodzinowego buziaka. Uniósł brwi, widząc jej grymas na twarzy.
- A owszem! – Odparł i przywitał się szybko z Jamesem, Evans rozglądała się przy okazji po wystroju salonu oraz gościach, jednak zaraz jej uwaga znów skupiła się na solenizancie. Na co kolejne słowa, tylko wywracał oczami z rozbawieniem. – Twoje zachcianki? Są tak wymagające, że ja też muszę się do nich dokładać? Nie no, Rogacz, toć sobie znalazłeś dziewczynę, zbankrutujesz w przeciągu roku, a ja będę musiał płacić za wychowanie waszych dzieci! – Wybałuszył oczy i zachichotał, kiedy Lily zwróciła uwagę na prezent od Luniaczka.
Owszem, to moja dziewczyna. Ma na imię Amanda, nie mogła się doczekać waszego przyjścia i zaczęła imprezę bez was. – Rzekł ze śmiechem. Kątem oka widział, że zjawiają się kolejni goście, jednak w tej chwili zajęty był tylko Lily i Jamesem, którzy należeli do tych najbardziej wyczekiwanych przez Łapę. Skinął głową na słowa Jamesa, rozumiejąc, że woli się podpisać pod słowami swojej dziewczyny, niż składać swoje własne, ponieważ był jedyną osobą na Sali, która i tak wiedziała wszystko o Syriuszu, więc rozumieli się bez słów. Syriusz zerknął z zaciekawieniem na wór, który Potter tu przytaszczył z małą pomocą panny Evans. Spojrzał pytająco na Rogacza, który szczerzył się jak mysz do sera i widocznie pragnął przedłużyć sytuację. Podszedł za Jamesem do worka i patrzył jak przyjaciel go otwiera, a ze środka wyleciały jakieś srebrne farfocle! Rozleciały się po pokoju niczym płatki śniegu i ładnie komponowały się z kolorowymi balonami. Było ładnie, aż do granic możliwości, jednak Łapa nie zwrócił na to uwagi, bo skupiony był na farfoclach w swoich włosach. Rozbawiony był do łez, kiedy James z każdym słowem wyrzucał jakieś dziwne przedmioty z worka, które odbijały się od Syriusza i lądowały na podłodze. Syriuszowi opadła szczęka, kiedy dostrzegł skarpetki w skrzaty domowe, spodnie od piżamy w hipogryfy, które do złudzenia przypominały jego świąteczną piżamę w renifery! Bokserki w motocykle, ooo, te chwycił z podłogi i obejrzał z każdej strony, wyobrażając sobie jak przechadza się w nich korytarzem Akademika, a dziewczyny padają na jego widok. Orle pióro, które skojarzyło mu się w tym przypadku z obrzydliwymi listami nadsyłanymi od Fawley’a, kanapka odbiła się od ramienia Syriusza, jednak tej też nie zdążył złapać, całe szczęście, że nie był ścigającym, bo to byłby koniec jego kariery. Kałamarz odbił mu się od czoła, szczęście, że zamknięty! Pergaminy latały tu i ówdzie, o! Nawet książka o motocyklach! Syriusz zerknął na okładkę z zaciekawieniem. Co tam jeszcze James wyrzucił? Na brodę Merlina, Rogacz musiał tego gnoma schwytać w ogródku państwa Potterów, kiedy ten wylądował na podłodze, czym prędzej czmychnął pod stół, a cała reszta gości odprowadziła go zdziwionym wzrokiem. W końcu zdaje się, że James znalazł to czego szukał. Zbliżył się do Łapy z jakimiś dwoma tajemniczo wyglądającymi przedmiotami. Usta Syriusza rozciągnęły się w leniwym uśmiechu, kiedy przyjął od Rogacza dwa pakunki.
- Dziękuję, ale co to jest? – Spytał, tłumiąc wybuch śmiechu, kiedy James otarł niewidzialną łzę. Syriusz szybko rozpakował prezenty i wybałuszył oczy na Rogacza, śmiejąc się przy tym wesoło.
- Nieee, Ty to zawsze wiesz czego mi trzeba, dzięki stary! – Przewiesił sobie kurtkę przez ramię i przejął torbę z Miodowego Królestwa, kładąc ją na uginającym się od jedzenia stole. Później przetransportuje ten stół do Pokoju Życzeń, musiał jednak stwarzać pozory kameralnej imprezki, dla niepoznaki. Tort z butelek Ognistiej Whisky był strzałem w dziesiątkę, podobny troszkę do tego od Dorcas, ale ten od dziewczyny był ułożony z kolorowych alkoholi i wyglądał bardziej dziewczęco. Natomiast ten od Rogacza był przeznaczony dla „prawdziwych mężczyzn”. Uśmiechnął się półgębkiem do przyjaciela, tłumiąc chichot. Skinął głową, patrząc z zadowoleniem na stukające o siebie butelki. Nie mógł się doczekać aż zejdą na dół. Syriusz miał ochotę wyrzucić ręce w górę tak jak Rogacz, nie mógł tego jednak zrobić, ponieważ był obładowany. Nadrabiał jednak minął i takim samym tonem zawołał.
- DZIĘKUJĘ! – W tym momencie przy worku coś zaczęło się dziać. Wypadało z niego coś, co wydobywało z siebie chrzęsty, grzechoty i trzaski. Syriusz mimowolnie spojrzał w dół i aż podskoczył, kiedy armia sztucznych szczęk zaczęła kłapać na niego zębami, przypominając tym samym książki z ONMS z trzeciego roku nauki w Hogwarcie. Machnął stopą na prawo i lewo, żeby strzepać z siebie to paskudztwo, jednak szczęki nie dawały za wygraną. Podniósł wzrok na Rogacza i wybuchnął szczerym i głośnym śmiechem. Wziął do ręki jedną ze szczęk i zaczął kłapać nią palcami, zaprzestał jednak tych wyczynów, kiedy ta ugryzła go w palec. Odrzucił ją do worka, rozmasowując bolącą dłoń i spoglądając na szczęki oskarżycielskim wzrokiem. Odszedł kawałek i ustawił „Whiskaczowy tort” na stół wskazując Jamesowi tony jedzenia znajdujące się tuż obok. Kiedy Lily podeszła do stołu za Jamesem, zerknął na nich kątem oka i powiedział.
- Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy, to są bowiem urodziny moje, które dla was zostały zorganizowane. – Zachichotał i odszedł do kolejnych gości, mimo, że miał ochotę już zejść do podziemi i porządnie się najeść i napić.
Przywołał na twarz prawie, że sympatyczny uśmiech, kiedy na swojej drodze napotkał Dawn Fairbain. Nadal miał w pamięci jej wybryk na zaklęciach zaawansowanych, zdjął więc jedną z uczepionych do jego nogawki sztucznych szczęk i „pokłapał” dziewczynie przed nosem, kiedy ta podeszła, żeby chyba złożyć mu życzenia. Nie zdążyła jednak tego zrobić, ponieważ do Sali wtargnął nie kto inny jak FAWLEY. Syriusz przeprosił Dawn na chwilę i podszedł do znajomego marszcząc brwi na taki brak kultury i krzyki od samego wejścia.
- C Z E G O, FAWLEY??!! – Odpowiedział taką samą monetą, jednak po chwili dostrzegł z przerażeniem, że Fawley trzyma w rękach jego sowę. – Kryspin! Jasne, że poznaję! Będziesz się palił w piekle jak kiełbaska za uprowadzenie mojej sowy, kupo zgniłego łajna! – Dodał ze złością, jednak w przeciwieństwie do tonu głosu, z ptakiem obchodził się bardzo delikatnie. Złapał wciśnięte mu z całą mocą pudło z karmą dla sów i spojrzał z krzywą miną na Christiana.
- Niezły pretekst do wproszenia się na imprezę, Fawley. – Żachnął się, kiedy były Ślizgon zaczął rozglądać się po wnętrzu salonu. Machnął ręką i rzucił karmę na jedno z wolnych krzeseł przy stole.
- Skoro to już wszyscy, to chodźcie na dół, pozostali już czekają. – Rzekł z tajemniczym błyskiem w oku, kiedy zaprowadził Jessi, Remusa, Lily, Jamesa, Dawn i Fawley’a do Pokoju Życzeń, który aż huczał od głośnej muzyki, której w salonie nie było słychać.

/zt dla was tu obecnych, piszcie już tam misie kolorowe ;p
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3039-syriusz-black
Peter Pettigrew

avatar

Liczba postów : 230

PisanieTemat: Re: Salon   Pon Gru 08, 2014 4:47 pm

-Prze-przepra-przepraszam!- dało się słyszeć przez drzwi salonu dobiegający z oddali, zdesperowany, zdyszany i błagający o wybaczenie głos Glizdogona, a on po chwili pojawił się przed drzwiami, by w następnej sekundzie dosłownie wpaść do salonu z hukiem upadającego słonia. Leżał chwilę na ziemi zbyt zmęczony biegiem by wstać, ale wciąż przepraszał mamrocząc w podłogę.
Spóźnił się. Jak zwykle się spóźnił. Takie typowe dla Glizdka. Ale tym razem miał dobre wytłumaczenie! Na prawdę miał!
Po dłuższej chwili uniósł głowę zdziwiony i to nie mało, ze nie słyszy tradycyjnych dla momentu jego pojawienia się w jakże spektakularny sposób.
-Spóźniłem się!- usiadł smutny na podłodze. A tak sie starał. Nawet się ładnie ubrał, specjalnie na urodziny kumpla. Miał nawet krawat.I się uczesał. Wszystko na nic.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3839-peter-pettigrew
Syriusz Black

avatar

Liczba postów : 570

PisanieTemat: Re: Salon   Czw Gru 11, 2014 8:40 pm

Syriusz w między czasie, kiedy akurat nikt niczego do niego nie mówił, ani nie chciał, tylko wszyscy zajęci byli zabawą, usłyszał sygnał, że w salonie pojawił się jakiś spóźnialski. Pokręcił tylko głową i wywrócił oczami, jednak zaraz wbiegł sprintem po wysokich schodach. Parę manewrów przy kostce w ścianie i znalazł się znów w salonie. Na podłodze siedział Peter. Jednak w ogóle do siebie niepodobny! Włożył na siebie krawat i Syriusz nie mógł przez chwilę wyjść ze zdumienia.
- Peter, Ty się uczesałeś! - Zawołał ze zdziwieniem i podszedł do przyjaciela. Biorąc go pod pachy, pomógł grubaskowi stanąć na nogi. - Nie płakusiaj, Glizdku! Jesteśmy na dole! Chodź, chodź, napijesz się z nami wódki! - Zawołał i pchnął lekko Petera przed siebie, prowadząc do zatłoczonego Pokoju Wspólnego. Od razu zamknął za sobą drzwi, tak by muzyki znów nie było słychać.
/zt x2

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Sryriusz Black
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3039-syriusz-black
Mavis Snow

avatar

Liczba postów : 37

PisanieTemat: Re: Salon   Sob Kwi 04, 2015 10:55 pm

Zanim się obejrzała, a jej dłonie ponownie zostały uleczone. Hm... Jeszcze kilka takich upadków i skaleczeń i zyska status niezdary.
- Także na to liczę. - odparła. Spojrzały na siebie i nagle obie wybuchnęły śmiechem w tym samym momencie. Narwany Zorro ratujący ją jako swą księżniczkę. Nigdy by nie przewidziała, że znajdzie się w takiej bajce, choć właściwie dopiero teraz to dostrzegła. Jako mała dziewczynka (z resztą jak chyba każda kobieta) pragnęła, by pewnego dnia porwał ją książę na białym koniu. A teraz, nagle... Cóż, wniosek z tego taki, że trzeba uważać z marzeniami. W końcu niektóre mogą się spełnić.
- Hm... Chyba tak - westchnęła i skierowała swój wzrok za siebie, ale Zorro rozpłynął się w powietrzu. Może był dalej, niż myślała na początku? Może teraz błąkał się po ogrodzie i jej szukał.
- Chodźmy stąd. - Przyspieszyła. Wiadomo, czy ten niewydarzony książę czasem jej nie zobaczy i znów nie porwie?
Przystała na propozycję napicia się czegoś ciepłego. Pobuszowała chwilkę po szafkach zanim wyjęła torebki z herbatą.
- Tobie też? Mleko, cukier? - Pytając, zalała swój kubek wodą, a następnie mlekiem i dosypała dwie łyżki cukru.
Z parującymi napojami udały się do salonu. Mavis zasiadła przed kominkiem i objęła kubek obiema dłońmi.
- Więc jesteś z kierunku medycznego? Na początku obstawiałam Bezpieczeństwo Magiczne. - Przechyliła głowę, nieświadomie wiercąc w niej dziurę spojrzeniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3403-mavis-snow
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Salon   Nie Kwi 05, 2015 2:58 pm

Kawa była tym czymś, na co w danej chwili miała ochotę. Chciała się zrelaksować i pomyśleć o czymś naprawdę przyjemnym. Była bardzo zadowolona z wybrania Salonu przez Mavis. Usiadła zaraz koło niej. Przyjemne ciepło rozchodziło się po jej ciele z każdym łykiem.
Ona i Bezpieczeństwo Magiczne. Uśmiechnęła się szerzej do koleżanki. W sumie może jej powiedzieć, szczerze dlaczego się nie nadaje na ten właśnie kierunek studiów.
-Dlaczego tak pomyślałaś? Jestem taką niezdarą, że chyba bym wyleciała na pierwszym dniu praktyk. Poza tym lubię pomagać innym. Zawsze sprawiało mi to radość.- wyznała szczerze zerkając na koleżankę łagodnym wzrokiem. Zaczynała się chyba przed kimś w końcu otwierać. Był to całkiem duży postęp, jeśli chodzi o Gabriellę. Zazwyczaj siedziała cicho, nie miała zbyt wielu znajomych, dopiero w kryzysowych sytuacjach pojawiała się jakaś adrenalina i zaczynała poprawnie komunikować się z otoczeniem i wchodzić w jakiekolwiek interakcje.
Napiła się odrobiny kawki, po czym spojrzała na koleżankę zaciekawiona...
-Nie wydajesz się mieć wielu znajomych. W Hogwarcie też cię chyba nie widziałam...- może po prostu nie zwracała uwagę na ludzi w szkole i teraz robiła z siebie kretynkę, ale... kto pyta ten nie błądzi.
Powrót do góry Go down
Mavis Snow

avatar

Liczba postów : 37

PisanieTemat: Re: Salon   Nie Kwi 05, 2015 3:20 pm

- A więc kawa... - Wyciągnęła ją z odpowiedniej szafki. Musiała się chwilę porozglądać, pootwierać i pozamykać szafki, zanim ją zlokalizowała. Zapamiętanie gdzie przebywała nie miało najmniejszego sensu. I tak za chwilę włoży ją tam gdzie nie trzeba, albo przestawi ją ktoś inny.
Wzruszyła ramionami na pytanie Gabrielli.
- Nie wiem... Dużo ludzi wybiera ten kierunek... No i się nie zawahałaś, kiedy popędziłaś za mną do tego... Zorro.
Uśmiechnęła się leciutko i podniosła kubek do ust, żeby za chwilę go odstawić. Ależ ta herbata była gorąca! Mavis była dość niecierpliwym stworzeniem, a do tego nieco gapowatym. Wiecznie we własnym świecie.
- Kiedy odkryłaś, że to jest to, co chciałabyś robić? - spytała. Sama nawet na tym etapie nie była pewna, czy dobrze wybrała. Może jest jakiś kierunek, na którym miałaby większe pole do popisu? Już jako dziecko chciała być po kolei baletnicą, księżniczką, aurorką, ministrem, uzdrowicielką, dziennikarką, fotomodelką, aktorką... i wiele, wiele innych, których lista nie zmieściłaby się na stopie pergaminu.
- [b]Nie chodziłam do Hogwartu/b] - wyznała, ignorując pierwszą część zdania. Może po prostu mało zwracała uwagę na ludzi wokół. Mijali ją, mieli własne towarzystwo i znali się od lat. Co im było po jakieś tam studentce z kierunku artystycznego? Mavis też nie była nigdy jakoś specjalnie towarzyska. W całości wystarczało jej malowanie i książki. I jej własny świat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3403-mavis-snow
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Salon   Nie Kwi 05, 2015 5:03 pm

Czuła się w jakiś sposób odpowiedzialna za koleżankę, to się nie zawahała. Zresztą jakim byłaby człowiekiem, gdyby zostawiła ją na pastwę jakiegoś wariata. Miałaby okropne wyrzuty sumienia, a tak poza tym może zyskała właśnie przyjaciółkę, której nigdy nie miała?
Kiedy ona wiedziała, że kierunek medyczny jest dla niej... Nie stało się tak od razu. Pamiętała jak się zastanawiała nad swoją przyszłością. Przez dłuższy czas planowała kierunek prawno-polityczny. Rodzina chciała,żeby miała ciepłą posadkę w ministerstwie i siedziała na tyłku i przeglądała kolejne papiery.
-Dokładnie nie wiem, ale rodzina od zawsze widziała mnie w Ministerstwie. Umarłabym tam z nudów, wbrew pozorom lubię mieć kontakt z ludźmi. Uwielbiam pomagać, kiedy coś mogę zrobić dla kogoś czuję się szczęśliwa.- Chyba zabrzmiało to dziwne, ale Gabriella miała naturę altruistki. Potrafiłaby się bardziej poświęcić. Wyjechałaby na jakąś misję do biedniejszego kraju, może gdzieś w Afryce.
Jednak jej rodzina nigdy jej na to nie pozwoli, więc wybrała przyszłość, która będzie jej się podobała. Z dnia na dzień widziała, że po prostu to jest to.
Kiedyś jak już nie będzie zależna od rodziny to wyjedzie. Kto wie? Zdziwiła się, na wieść, że Mavis nie uczyła się w Szkole Magii i Czarodziejstwa, ale... przecież tak się zdarza.
-Mogę się zapytać, w takim razie, gdzie się uczyłaś?-zapytała zaciekawiona, w sumie chyba pierwszy raz spotykała kogoś spoza kręgu uczniów Hogwartu.
Powrót do góry Go down
Mavis Snow

avatar

Liczba postów : 37

PisanieTemat: Re: Salon   Nie Kwi 05, 2015 6:11 pm

Czuła wdzięczność do Gabrielli za ten ratunek. Ale i poczucie długu. Będzie musiała się jej jakoś odwdzięczyć, ale to w swoim czasie.
- Tak, rodzina zawsze pragnie by ich dzieci coś osiągnęły... właśnie w Ministerstwie. Choć uzdrowiciel to też całkiem porządna posada, moja ciotka na pewno by się ucieszyła, gdybym zaczęła to studiować... - przyznała. Tak, ucieszyłoby ją to, że zajęła się czymś "poważnym", zamiast gryzmolenia na papierze... Cóż, może i wciąż powtarzała, że nie będzie się wtrącać w jej wybory, ale nigdy nie kryła swoich poglądów. Miała do nich prawo.
Z resztą Mavis wciąż podróżowała po grząskich, wąskich ścieżkach, błądziła i z powrotem odnajdywała słabo zarysowaną drogę. A wszystkie wyglądały tak samo. Skąd wiadomo która jest słuszna?
Oczywiście starała się ją wybierać rozsądnie, jednak nie zawsze prosta, wygodna ścieżka była tą właściwą.
Im dłużej o tym myślała, tym wszystko coraz bardziej jej się plątało. I znów musiała rozważać wszystkie za i przeciw, zanim coś podjęła. I już, już zmierzała tą drogą, gdy nagle wpadał jej do głowy jakiś silny argument, który kazał jej zawrócić. Tylko, że nie z każdej ścieżki jest powrót...
- W domu. - odparła po prostu. Co się tu dłużej rozpisywać. Po prostu zrezygnowała z nauki w Hogwarcie. Nie było to konieczne, a ciotka Imogena miała wystarczającą wiedzę i mnóstwo książek.
Po jej minie jednak poznała, że jednak trzeba ten temat pociągnąć dalej.
- Wiesz, po prostu zdecydowano, że nie potrzebuję tego, żeby zyskać wykształcenie... Uczyłam się w domu.
Był jeszcze jeden powód, rzadko wyciągany na wierzch z odmętów przeszłości. Miała wówczas mały kryzys osobowości spowodowany śmiercią obojga rodziców. Już zdążyła się zaaklimatyzować w domu w Londynie, ale nie miała najmniejszej ochoty zmieniać lokalizacji po raz kolejny. Mimo wszystko nie była fanką zmian. A te studia... były zmianą konieczną. Jej szansą. Właściwą ścieżką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3403-mavis-snow
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Salon   Pią Kwi 10, 2015 12:51 pm

/Przepraszam za tak długą zwłokę, ale najpierw studia, potem internetu mi brakło i tak o. Mam nadzieję, że mi wybaczysz :<

Gabriella uśmiechnęła się do swojej Mavis, przecież to nic, że uczyła się w domu. Każdego spotykają różne rzeczy w życiu. Wzięła łyk kawy, po czym wygodniej ułożyła się na fotelu. Było jej teraz tak dobrze, tak przyjemnie. Jak nigdy...
Czuła się bezpiecznie, a potem przekrzywiając głowę wyszczerzyła się do Snow.
-Muszę ci jednak powiedzieć, że mimo wszystko to niezła z ciebie bestia. Współczułam trochę temu twojemu zorro, musi mieć dzięki tobie trochę siniaków.- powiedziała ze śmiechem wspominając jeszcze ich przygodę. Przecież kiedy dziewczyna próbowała się uwolnić biła go. Naprawdę musiała się postarać i wykorzystać dużo siły. Teraz pewnie była odrobinę zmęczona. Zresztą Gabi widziała to w jej oczach.
Powoli jej się po prostu zamykały. Może po prostu to zbytnie zmęczenie. Miały w tym dniu tyle wrażeń...
-Dobra, jak jesteśmy tutaj same... mów który z naszych studentów wpadł ci w oko? Chyba, że masz już kogoś?-zapytała, rugając nieznacznie do koleżanki.
W sumie mogły sobie trochę poplotkować, nie było tutaj nikogo kto mógłby je podsłuchać. NIKOGO, żadnej Rity żuczka, ewentualnie nikogo innego ciekawskiego, więc dziewczyny mogły być wobec siebie całkowicie szczere.
Gabi jeszcze pobiegła na chwilę do swojego pokoju, przyniosła swoje ulubione ciasteczka czekoladowe. Postawiła je przed Mavis, sama dołożyła jeszcze do kominka.
Potem spojrzała na nią i czekała z niesamowitym zaciekawieniem na koleżankę.
Powrót do góry Go down
Mavis Snow

avatar

Liczba postów : 37

PisanieTemat: Re: Salon   Pią Kwi 10, 2015 9:27 pm

//Rozumiem, wybaczam. Wiem, że ty nie czatujesz codziennie przy liście, tylko po to by mi odpisać Wink

A jednak... Bardzo się cieszyła, że Gabby nie drążyła tego tematu o uczeniu się w domu, bo naprawdę nie miała jej nic do powiedzenia. Choć na początku wydawała się tym zaciekawiona. W końcu niewiele jest takich indywidualistów jak ona...
Czasem się zastanawiała, czy nie jest czasem jakaś aspołeczna, skoro nie myślała o ludziach, którzy ją otaczali dopóki jej nie potrącili lub nie rzucili jakieś kąśliwej uwagi.
Albo uratowały z rąk niewydarzonego Zorrro...
A jak już jesteśmy przy Zorro... Rzeczywiście, była zmęczona. I jakoś dopiero teraz zdała sobie z tego sprawę... Czy wcześniej też tak przymykała oczy? I ziewała? Nie, zamykające się oczy mogła przeoczyć (albo raczej nie przyuważyć, żeby nie było aż tyle o oczach), ale ziewanie... W każdym razie ziewnęła potężnie i właśnie dzięki temu ziewnięciu zdała sobie sprawę ze swojego zmęczenia.
- Raczej to ja się poobijałam. - Była zmęczona, ale siniaki - jeśli już jakieś miała po biciu Zorro, choć raczej się ich spodziewała po upadku z konia - jakoś ją nie nękały. Może po prostu wtedy nie zwróciła na to uwagi, a potem, zanim zdążyła coś zauważyć jej dłonie już zostały uleczone? Tak, z pewnością tak było.
- Eee... - Brawo, bardzo elokwentna odpowiedź. I jeszcze to ciepło uderzające w policzki... Ale co miała jej powiedzieć? Że kompletnie nikt jej się nie podobał, bo nie zwracała najmniejszej uwagi na ludzi wokół siebie? - Nie mam chłopaka - wydukała tylko.
Odetchnęła cicho, gdy Gabby wyszła na chwilę, co jej dało chwilę do namysłu. Ktoś jej się podobał?
Wiedziała, że na studia chodziło kilku chłopaków na których każda inna dziewczyna zwróciłaby uwagę. Ale co, miała wymienić ich wszystkich? W dodatku jak, jeśli większości nie znała z imienia, a jeszcze innych nawet z nazwiska? Było tych czterech... Niektórzy szumnie nazywali ich "Huncwotami" (a raczej niemal wszyscy) i wyglądało na to, że właśnie z tego słyną. Trzech z nich miało całkiem przyzwoity wygląd. Przynajmniej jak na jej gust, choć nawet na nie skupiała się na tym specjalnie... Ale z tego co wiedziała, przynajmniej dwóch z nich miało dziewczynę.
Był Christian... Christian... Z nazwiskiem na "F", albo na "V"... Co prawda, on sam nie starał się przyciągać innych, jak wywnioskowała, ale mimo wszystko... Jakimś sposobem...
I Jack. Brown, zdaje się. Nie Brave.
Cóż, i tyle wynikło z jej przemyśleń, bo nagle sprowadził ją na ziemię brzdęk porcelany o drewniany stolik i zapach czekoladowych ciasteczek. Jak to ona - od razu po nie sięgnęła. Zanim zdążyła się zastanowić, czy nie zachowuje się zbyt łapczywie, sięgała już po drugie.
- Nie wiem... Mam jeszcze chyba na to czas... - Wzruszyła ramionami niepewnie. A jeśli wychodziła teraz na cnotkę? - To znaczy... yy... (musi się wyzbyć tych "yyy" i "eee"!) Kilka jest całkiem fajnych... - Może to wystarczy? Nie, raczej nie za bardzo, ale Mavis naprawdę nie miała żadnego pojęcia w tych sprawach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3403-mavis-snow
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Salon   Pon Kwi 20, 2015 6:12 pm

Oczywiście Gabriellę interesowała płeć przeciwna. Była normalną, dorosłą już dziewczyną. Dodatkowo trzeba dodać, że niezwykłą romantyczką, marzącą o niesamowitej, prawdziwej miłości.
Wiedziała, jednakże nie jest o nią tak prosto. Jeszcze nie spotkała odpowiedniego mężczyzny. Czasami sobie myślała, jakby to było, gdyby akurat idąc ulicą w Hogsmeade, czy Pokątnej jakiś przystojny czarodziej zaczepił ją. Powiedział "Cześć, chcę cię poznać" i tak właśnie mogłoby się to rozpocząć.
Eh...
-Niby jest tyle czasu, ale skąd wiadomo ile człowiekowi zostało? Może tego do końca nie widać, ale naprawdę żyjemy w niebezpiecznych czasach. Dodatkowo istnieje tyle nieuleczalnych chorób,z którymi magia nawet nie wygra. Człowiek to krucha istota, a smutno byłoby odejść nie zaznając takiego szczęścia.-stwierdziła pogrążając się na chwilę w myślach. W sumie zaczęła myśleć o sensie swojej egzystencji na tym świecie. Chciałaby wnieść coś znaczącego do świata medycyny. Może jakieś innowacyjne zaklęcie, eliksir uzdrawiający. Cokolwiek, co mogłoby pomóc naprawdę wielu ludziom. Nie tylko ze świata magicznego, ale mugolskiego. W końcu tamci... czy byli od nich gorsi? Nie posiadali pierwiastka magicznego, ale przecież w niczym to im w życiu nie przeszkadzało. Ba! Pozwalało im rozwijać technologię, której w dużym stopniu Czarodzieje, a szczególnie czystokrwiści nie rozumieli. W końcu dziewczyna sama z takowej rodziny pochodziła, a więc mogła wypowiedzieć się w tym temacie.
-Jeśli wybuchnie wojna? Po której stronie staniesz? Czym się zajmiesz? Czy w ogóle będzie miało miejsce szkolnictwo? Czy Hogwart? Kolegium jest bezpieczne?-zapytała zerkając w końcu na Mavis. Właśnie to było ciekawe, że z takiego prostego, lekkiego tematu dziewczyna mogła zejść na dość ciężko, krępujące, a może trudne pytania.
Chyba nikt w tym momencie, nie mógł odpowiedzieć na to pytanie. Siedziały przed kominkiem, ogień wesoło igrał sobie w nim, nie zapowiadało się na nic złego...
Ba! Było bardzo przyjemnie. Czyżby Gabriella po prostu intuicynie przeczuwała, że coś może się zdarzyć? Tego nikt nie wiedział, a szczególnie ona sama.
Co siedziało w Mortonowej? Obawa o przyszłość, o to co nadejdzie?
Dziewczyna nie miała do tej pory ani jednej, prawdziwej przyjaciółki... W końcu chciała ją mieć....
Powrót do góry Go down
Mavis Snow

avatar

Liczba postów : 37

PisanieTemat: Re: Salon   Pon Kwi 20, 2015 7:46 pm

Ledwie chwilę temu wykazała się swoją elokwencją w kwestiach chłopaków, a zaraz potem Gabriella tak nagle spoważniała... Spodziewała się wszystkiego: kpiny, zdumienia, śmiechu, słowotoku... Ale nie tego.
- Wiesz, Gabby... Sądzę, że jeśli chodzi o czas... to każdy powinien go gospodarować według siebie. Na takie rzeczy nie powinien wpływać pośpiech, czy to spowodowany wojną, czy czymś innym... Z resztą może nawet lepiej byłoby w ogóle się nie wiązać w takich czasach? - Zakręciła łyżeczką w herbacie. Wojna. Tak, oczywiście, wiedziała, że gdzieś tam, obok, dzieją się rzeczy, które wielu mogą męczyć w koszmarach. Nawet jeśli nigdy nie zaatakował ją żaden śmierciożerca. Czytała gazety, a nawet jeśli nie słyszała jak ciotka Imogena kręci głową i mówi, mówi, mówi... A wieści dostarcza jej nie tylko gazeta, ale także jej... "informatorzy" - jak Mavis nazywała ludzi z otoczenia ciotki, wśród których trzymały się plotki na niemal każdy temat.
Za chwilę została zbombardowana pytaniami. I to wcale nie łatwymi.
- Ja... nie wiem... Ale... Gabby, na pewno nie zamierzam patrzeć jak wszystko płonie. Tego możesz być pewna. - Może i w pierwszych jej słowach zabrzmiała pewna bezsilność, niepewność... ale kolejne były już niemal twarde, choć wypowiedziane miękkim głosem. Mavis patrzyła na tę dziewczynę, która znała od... ilu? Godzinę, pół? Może mniej? Zdążyła ją zaintrygować. Wygląda na to, że Gabrielli bardzo leżą na sercu te dywagacje, więc zastanawiała się :dlaczego? Czyżby już zdążyła zostać w jakiś sposób skrzywdzona przez krążącą wokół wojnę?
- Gabby... - Jakby tu delikatnie o to zapytać?
Straciła zainteresowanie herbatą. Odłożyła ją na stolik. Nie byłaby zdolna teraz jej przełknąć.
- Wiem, że to nie moja sprawa... może niepowinnam o to pytać, ale... widzę, że to z jakiegoś powodu cię dotyka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3403-mavis-snow
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Salon   

Powrót do góry Go down
 

Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Mały salon
» Główny Salon
» Pokój Dzienny - Salon II - Parter
» Salon z kuchnią
» Studio Piercingu i Tatuażu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
List z Hogwartu :: Wspomnienia :: Porządki 3. :: Strefa mieszkalna-