a
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Salon
List z Hogwartu
Niestety jak to często bywa, coś się kończy, a coś innego zaczyna. Czas Listu z Hogwartu dobiega końca. Mam nadzieję, że część osób będzie wspominało tę stronę z pewnym sentymentem, a nawiązane tutaj znajomości przetrwają pomimo zakończenia naszej działalności. Dziękujemy za te dwa lata! Administracja


 

 Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Salon   Wto Lip 15, 2014 9:15 am

Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Salon   Wto Lip 15, 2014 9:41 am

Dziewczyna tego dnia była bardzo znudzona.
W sumie umówiła się z Jessi, ta jednak jakoś się nie pojawiała. Miała skłonności do spóźniania się, ale nic w tym dziwnego. Mall była szaloną damą, jednak co by nie włożyła to wyglądała genialnie.
Anarhold leżała sobie na kanapie przed telewizorem i oglądała jakieś durne programy. Przełączała kanał za kanałem i nic...
Nuda, nuda, nuda i w kółko to samo...
Miała się spotkać ze znajomymi z mugolskiego świata. Jednak niedogadywała się z nimi. Oni mieli swoje proste problemy. Szkoła, studia, prawo jazdy...
Ona zajmowała się magią i pokonaniem całego zła tego świata. Zapłaciła śmiercią dwóch bliskich jej osób. Pool i Sean...
Ciągle w jej myślach, ciągle w jej życiu. Zdjęcia, wspomnienia... wszystko ją przytłaczało. Wzięła poduszkę i podłożyła sobie pod głowę i tak... zasnęła.
Powrót do góry Go down
Jessi Mall

avatar

Liczba postów : 2424

PisanieTemat: Re: Salon   Wto Lip 15, 2014 8:58 pm

Jessi tego dnia miała wstać wcześnie rano ale jakoś nie udała jej się ta sztuka, nic dziwnego wszak dzięki swej nowej współlokatorce miała wieczory zapełnione a ta wczoraj na prawdę się rozbrykała i prawie do czwartej rano buszowała po garderobie Jessi przymierzając sukienki i buty, tak też gdy tylko skrzat wszedł do pokoju Jessi z tacą jedzenia ta tylko przekręciła się na drugi bok...
Jakież było zdziwienie dziewczyny gdy poczuła na policzku ciepłe promienie słońca, przecież słońce w okolice łóżka Jessi dociera około południa... Gdy tylko sobie uświadomiła która jest godzina zerwała się na równe nogi ! Wskoczyła pod prysznic, złapała pierwszą lepszą sukienkę, sandały i zbiegła po schodach na dół, odnalazła skrzaty krzątające się w kuchni i poprosiła by Chrapek teleportował się z nią pod dom panny Tempest, pożegnała się z nim przed domem i zapewniła że wróci błędnym rycerzem o przyzwoitej porze i że nie mają czekać z posiłkami.
W końcu zapukała do drzwi, przeczesując dłonią włosy, odpowiedziała jej cisza...
Chyba przyjaciółka nie zapomniała o jej wizycie prawda? Nie to nie było w stylu ANki !
Po kilku chwilach nieprzyjemnej ciszy Jessi zdecydowała się że sprawdzi czy drzwi są zamknięte. Nacisnęła na klamkę i okazało się że wejście stało przed nią otworem co trochę ją zaniepokoiło, po cichu weszła do środka, usłyszała dźwięk telewizora więc skierowała się w stronę salonu gdzie zobaczyła śpiącą ANkę ! Od razu odetchnęła z ulgą i rzuciła się na łóżko.
- Wstawaj śpiochu ! - zaśmiała się zdejmując poduszkę która pozostawi z twarzy dziewczyny zwariowane odciśnięte wzorki i rzucając ją na podłogę.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Jessi Mall
Zanim ty to rozwiążesz
wymienię ci pięć osób, które nas jutro znienawidzą.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t866-jessica-jessi-mall
David Tempest

avatar

Liczba postów : 102

PisanieTemat: Re: Salon   Wto Lip 15, 2014 9:37 pm

-Bierz ich z lewej flanki, pójdę z chłopakami od prawej! - wykrzyczał David, poprawiając uścisk na rączce pistoletu, palec pewnie oparty o spust, gotów w każdej chwili go nacisnąć, by wpakować kolejną kulkę między oczy kolejnemu wietnamcowi. Cholera, było ich za dużo, za dużo!
Obok niego stał jego towarzysz, oraz kilku innych chłopaków, może z czterech? Standardowy oddział, oni zawsze byli za nim, a porucznik Tempest zawsze rozważnie podejmował decyzje tak, by nie posłać ich na śmierć. Ale nie tym razem, wziął za mało ludzi, to była zasadzka, cholerna zasadzka...
W jednej chwili patrzył w oczy swojego kumpla, Jeremy'ego, który klepał go po ramieniu.
-Damy radę. - powiedział wtedy, ale nie mógł przewidzieć tego co będzie za chwilę, cholera, nikt nie mógł. Minuta? Dwie minuty? Zaledwie tyle czasu minęło, a pojawiły się posiłki - na ich nieszczęście nie byli to przyjaciele, nie. Nad półwyspem indochińskim tego dnia polała się krew. Zginęło mnóstwo ludzi. Zbyt wielu, a przez co? Przez złe decyzje, podjęte lekkomyślnie.
Schowali się za jakimś kamieniem, David widział jak giną jego przyjaciele, jak padają jeden po drugim. Wychylił się zza osłony, oddał kilka strzałów. Konkretnie pięć, trzy trafione - zawsze miał oko. Głowa, klatka piersiowa i noga - trzech chińczyków padło na ziemię, a ten ostatni dostał jeszcze kontrolny strzał, by upewnić się, że już się nie podniesie. Wyszedł zza osłony, ruszył powoli w jego kierunku, był pewien, że to już wszyscy...Ale zza pagórka wyłonił się kolejny oddział, to stało się tak szybko, zdążył podnieść broń, wycelować...Ale nie nacisnął spustu, nie. Jeremy odepchnął go, a David mógł tylko obserwować jak jego przyjaciel pada na ziemię, jak z jego klatki piersiowej zaczyna wydobywać się posoka, zalewając mundur...
Wszystko przestało się liczyć, sam poczuł ból w ramieniu - trafili go. Padł obok swojego kumpla, swojego towarzysza broni...
-Walcz o lepsze jutro David...Cieszę się, że mogłem służyć u Twojego boku. Za ojczyznę.. - zdążył tylko wyrzucić z siebie tamten, być może porucznik by coś odpowiedział, ale...stracił przytomność.
Czy to raj...?

***
Obudził się, siadając na łóżku, dyszał ciężko, był cały zlany potem. Cholera jasna. Znowu ten koszmar, znowu w jego podświadomości odtworzone zostało zdarzenie które miało miejsce - jedna z bitew, podczas której został postrzelony. Spojrzał tępo przed siebie, w ścianę, znajdował się w jakimś motelu, w wynajętym pokoju, na twardym łóżku - na takich spało mu się najlepiej. Która to już godzina? Południe. Znowu nie mógł w nocy spać, myślał, za dużo myślał.
Uspokoił oddech, przetarł wierzchem dłoni czoło, a potem podniósł się. Dzień miał być wyjątkowy, w końcu zdecydował się na ten krok - postanowił odwiedzić rodziców. Czy wybaczą mu to, że opuścił ich na tyle lat? Miał nadzieję, że zrozumieją, służba ojczyźnie, jego marzenie zostało spełnione...
Tylko z biegiem lat okazało się, że te ideały które go wypełniały, te marzenia o wolnym kraju...to nic. Z chłopca przepełnionego ideałami, marzeniami stał się...maszyną do zabijania, która bez tego nie potrafiła zrobić nic więcej. Bez mordowania czuł się...nikim.
Wrócił z piekła i nie zamierzał tam wrócić, ale czegoś mu brakowało.
Zabrał się za podstawowe czynności, wykąpał się, ogolił, wypachnił i takie tam..
A potem ubrał się w mundur, a ta czynność była dla niego czymś wyjątkowym, czuł się dumny z tego kim jest, dbał o swój mundur, o to by stopień wojskowy był dobrze widoczny, kołnierzyk wyprasowany...Przypiął swojego glock'a do pasa, różdżkę...Nie była mu tak potrzebna jak pistolet, ale zawsze...Oj odzwyczaił się do używania magii. Nie mógł powiedzieć, że nie. Zgarnął jeszcze papierosy, zapalniczkę, klucze do pokoiku - mimo wszystko zamierzał tu jeszcze wrócić i wyszedł.

***
Znał drogę do rodzinnego domu na pamięć, trafił by z zamkniętymi oczami - takich rzeczy się nie zapomina, prawda? Dlatego też po jakimś czasie był już przed drzwiami, przeszukał kieszenie - klucze dalej tam były. A wątpił by zmienili zamki, nie mieli by raczej powodów...Wyciągnął papierosa i odpalił go, wypuszczając chmurę dymu, jakby wraz z nią miała ulecieć z niego cała niepewność.
Wypalił papierosa wspominając stare czasy, te wszystkie chwile które tu spędził, dzieciństwo, każde wakacje, jak opiekował się siostrą...
Ana. Tak bardzo za nią tęsknił, do dzisiaj miał w kieszeni jej zdjęcie, na które w trudnych chwilach patrzył, które dawało mu siłę...
*Dasz radę David, dasz radę.* - mruknął do siebie w myślach dodając sobie otuchy i podszedł do drzwi, włożył klucz do zamka - po kilku próbach, z niewyjaśnionych powodów ręce mu się trzęsły. W końcu udało mu się go przekręcić i wejść. Nic się nie zmieniło. Zamknął za sobą drzwi i rozejrzał po pomieszczeniu, ciekaw kto wyjdzie. Ruszył w głąb domku, w kierunku salonu. I ujrzał ją, aż go zamurowało, stanął jak wryty...
*Wyrosła na piękną dziewczynę..* - rzucił w myślach, nie widział jej tyle czasu, nie wracał na żadne przepustki, bo ich nie było. Pisali tylko listy, a teraz...
-Anarhold.. - mruknął, a uśmiech sam pojawił mu się na twarzy. Zauważył również jakąś inną dziewczynę, były takie radosne..Przedstawi się, pewnie, że to zrobi - ale teraz musiał nacieszyć się kochaną siostrzyczką, najważniejszą, obok matki kobietą w jego życiu.
Tak się za nią stęsknił.
-Ale urosłaś... - rzucił kompletnie bez sensu, by zapełnić czymś ciszę. Jak zareaguje? Ochrzani go, że tyle go nie było? Miał się dowiedzieć za chwilę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t2247-david-tempest?view=newes
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Salon   Wto Lip 15, 2014 10:04 pm

Miała niezwykle lekki sen. Co jej się śniło... Jakaś łąka, uśmiechnięty Pool. Była szczęśliwa, ale czy to możliwe? Znalazła sie w niebie razem z nim? Czyżby tak naprawdę nie śniła, a umarła? Wyciągnęła do niego rękę pełna nadziei...
Chciała go dotknąć, szła w jego stronę, a on... jakby jej nie widział. Wtedy zaczynała biec. Zbliżała sie i nagle rozmył się. Zdezorientowana obróciła się, żeby zobaczyć co jest za nią. Cała łąka zaczynała znikać. Jakby rozpadać się na malutkie kawałeczki. Tak samo wyglądało jej serce, w momenci śmierci jej chłopaka, a potem Sean...
Tak on też tam był...
Sean... powiedziała przez sen, tak samo próbując się z nim komunikować. W pewnym momencie pojawił się jeszcze wielki troll. Wyciągnęła różdżkę i wymówiła zaklęcie. Jednak ono nie trafiło potwora, a jej przyjaciela. Oddychała coraz szybciej. Znalazła się tam Jessi..Co ona do cholery jasnej tam robiła. Przecież to niebo albo piekło, więc... Umarła? Jej też nie uratowała? Poszuła ten dziwny chłód. Było tak zawsze, gdy czuła jego obecność... Lalkarz! Miała właśnie zaatakować, gdy...
-Jessi?- Wzrok przeniosła na swoją przyjaciółkę. Potem szybko rozejrzała się po salonie. Telewizro grał, leciał jakiś talk show, więc wyłączyła i po prostu wtuliła się w tak naprawdę jedną z trzech osób, które były jej przyjaciółmi. Nie wiedziała, co by zrobiła bez niej. Szalona, zawsze pomocna. Odważna...
Czy była jakaś akcja, w której dziewczyna nie brała udziału?
-Spóźniłaś się!- wytknęła jej lekko się uśmiechając i przyciągając do siebie na sofę. Odsunęła jeszcze od siebie koc i poduszkę ładnie układając. Miała właśnie zapytać się, czy czegoś się nie napije, jednak wtedy pojawił się on.
Jej brat.... Człowiek, który zostawił ją kilka lat temu na pastwe całego zła tego świata, żeby wziąć udział w mugolskiej wojnie. Ciekawe czy w ogóle zdawał sobie sprawę, że w ich rzeczywistości działo się coś znacznie gorszego...
Voldemort, Lalkarz...
Ta jego wojenka, to było nic. Ludzie bez sensu się zabijali. Rząd ich wysłał praktycznie na pewną śmierć, a jej brat miał wybór.
Ona albo tamto piekło. Wolał męską zabawę. Jednak w tym momencie nie było to ważne. Teraz jej oczy wpatrywały się w źrenice starszego Tempesta. Podeszła do niego w milczeniu, stanęła przed nim. Ostatnim razem ledwo sięgała mu pasa. Tym razem była starsza... wystarczyło zadrzeć głowę. Miała ochotę mu wygarnąć, co myśli...
Jednak wzruszenie zwyciężyło, uśmiechnęła się lekko i rzuciła mu się na szyję. Przytuliła go najmocniej jak potrafiła.
-Tęskniłam!- powiedziała puszczając go po chwili. Wtedy pojawiła się jej mama, która zeszła z piętra sprawdzić, co się dzieje. Kiedy zobaczyła swoje dziecko, z jej oczu poleciały łzy. Ana grzecznie odsuneła się. Rozumiała mamę. W końcu widziała jej tęsknotę, zmartwienie. Pragnęła mieć już wnuka, jednak oczywiście nie dziecka swojej córeczki. Matka przytuliła Davida i wciągnęła wszystkich do salonu. Kazała im poczekać i poszła przygotować herbatę, ciasteczka...
Ba! Wyciągnęła nawet schowaną chałwę, wyciąganą tylko na specjalne okazje. Powrót syna marnotrawnego to idealny powód nieprawdaż?
Kiedy zniknęła w kuchni An spojrzała z tajemniczą miną na Jess i Davida.
-Jessi moja najlepsza przyjaciółko poznaj mojego brata, Davida, który zamiast ze mną spędzać czas wolał sobie siedzieć z dala od rodziny.- powiedziała z przekąsem, jednak z jej ust nie schodził uśmiech. Miała niesamowicie dobry humor. Przypadek? Nie sądze. W końcu pojawiła się osoba, której będzie mogła opowiedzieć, co przeszła. Tylko pytanie, czy starszego Tempesta nie zmieniło miejsce,w którym przebywał?
Powrót do góry Go down
Jessi Mall

avatar

Liczba postów : 2424

PisanieTemat: Re: Salon   Wto Lip 15, 2014 10:25 pm

Jessi zaśmiała się krótko widząc jak Anka się przebudza - A kogo się spodziewałaś ? - zapytała mierzwiąc jej włosy. Widziała że obudziła się jakaś nerwowa, cóż pewnie męczyły ją koszmary, nie tylką ją jedyną, Jessi też ostatnio nie spała zbyt dobrze, kiedy były w Hogwarcie nie miały tego problemu, jeśli któraś w nocy źle spała lub męczyły ją koszmary ta druga w każdej chwili mogła znaleźć się w jej łóżku teraz były pozostawione same sobie. Ścisnęła przyjaciółkę mocno, wiedziała że to wystarczy, już dawno przestały mówić sobie frazesy "już dobrze to tylko zły sen " bo przecież wiedziały że to sen, nie potrzebowały się upewniać w tym przekonaniu potrzebowały bliskości kogoś komu mogły ufać, potrzebowały siebie na wzajem.
Jessi już chciała się tłumaczyć ze swojego spóźnienia gdy poczuła czyjąś obecność, czyjś wzrok który spoczywał na nich, odwróciła wzrok w tamtą stronę i ujrzała chłopaka...
Została sama na kanapie przyglądając się temu wszystkiemu, po chwili odwróciła jednak wzrok, czuła się jak piąte koło u wozu, jak by wtargnęła w czyjeś prywatne sprawy z pełną premedytacją, Anka i jej mama tak się ucieszyły na jego widok, nie dało się ukryć że to ktoś z rodziny, podejrzewała że to ten legendarny brat przyjaciółki, podobieństwo rodzinne było widoczne.
Pomyślała o tym że jej nigdy nie będzie dane przeżyć czegoś takiego, była jedynaczką a na jej widok w domu cieszyły się jedynie skrzaty bo rodziców nigdy przecież nie było, nie ma to jak kariera !
Jessi starała się stać niewidzialną by nie zakłócać radości tej chwili i do świata żywych sprowadził ją dopiero głos przyjaciółki.
- Miło mi cię poznać. - powiedziała z uśmiechem po czym skierowała wzrok na przyjaciółkę.
- To może ja odwiedzę cię innym razem skoro chcesz się nacieszyć bratem co ? - zapytała, bo w końcu czy miała prawo zabierać jej teraz czas który powinna poświęcić bratu?

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Jessi Mall
Zanim ty to rozwiążesz
wymienię ci pięć osób, które nas jutro znienawidzą.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t866-jessica-jessi-mall
David Tempest

avatar

Liczba postów : 102

PisanieTemat: Re: Salon   Pon Sie 04, 2014 1:00 pm

Gdyby wszystko było takie proste, jak się im wydawało. Ale nie umiał wytłumaczyć ani sobie, ani im swojego chorego pragnienia wstąpienia do wojsk stanów zjednoczonych. Być może faktycznie była to 'męska zabawa', ale...
Od dziecka był cholernie związany z ojczyzną, był tak zwanym patriotą. Teraz patrzył inaczej, widział jak wielkie głowy, prezydenci, premierzy wysyłali na rzeź niewinnych ludzi...Ale ktoś musiał ginąć, by innym było lepiej w naszym kraju, prawda? 
Ale jemu się udało. Był tak cholernie szczęśliwy, że może być tu z nimi, przytulić kochaną siostrę, w końcu...to nie było to samo co listowne rozmowy. 
Chociaż listy dały dużo, przynajmniej nie była mu obca, wiedział całkiem sporo na jej temat, pisali dużo. Nie mógł jej nigdy powiedzieć gdzie jest, zabraniali im. 
A to co mu napisała czytał przy słabym świetle świeczki, albo jak spał gdzieś pod gołym niebem z kamieniem pod głową, przy ognisku, a najlepszymi przyjaciółmi stali się dla niego colt - jego broń z którą się nie rozstawał i samotność, która go dobrze rozumiała. Zbyt dobrze, jak na złość.
-Ja też...ja też siostrzyczko. Mam Ci tyle do opowiedzenia... - i pewnie zaczął by opowiadać, gdyby w tym momencie do pomieszczenia nie weszła ich mama.
-Mamo.. - rzucił, a przez uśmiech zaczęły płynąć łzy. Łzy szczęścia. Tak bardzo się zmieniła, na jej twarzy widać było delikatne oznaki starości. System im dokuczył, nikt nie miał łatwo.
Przytulił matkę tak mocno, jakby miał ją widzieć ostatni raz. 
Następnie kobiecina zniknęła, poszła do kuchni, a Anarhold przedstawiła Davidowi swoją przyjaciółkę.
A ten niepoprawny gentleman podszedł i wyciągnął do niej dłoń.
-Cześć, jestem David. Miło mi poznać w końcu kogoś z otoczenia Any. - a następnie złożył delikatny pocałunek na zewnętrznej stronie jej dłoni. Te maniery, których uczył ich generał. Bo chcąc nie chcąc był w porządku człowiekiem, bardzo w porządku. Nie tolerował braku posłuszeństwa i wiele Tempesta nauczył. Pod jego okiem blondyn stał się porucznikiem.
-Zostań z nami. Chodźmy usiąść. Będzie mi bardzo miło. - uśmiechnął się i zaprosił je na kanapę gestem dłoni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t2247-david-tempest?view=newes
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 4357

PisanieTemat: Re: Salon   Pon Kwi 13, 2015 12:24 pm

Nadszedł czas świąt. Wszyscy mieli naprawdę dobre humory. Przynajmniej tak się pani Tempest wydawało. Przyszykowała piękny stół, potrawy pachniały od samego rana.
Teraz jedynie czekała na swoje dzieci i zapowiedzianych gości. Zapowiadał się naprawdę miły... wręcz genialny dzień. Przynajmniej na to liczyła.
Rozległ się dzwonek do drzwi, po czym dało się słyszeń życzenia. To dziadkowie Any i Davida...
CZAS ROZPOCZĄĆ UROCZYSTY RODZINNY OBIAD.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
David Tempest

avatar

Liczba postów : 102

PisanieTemat: Re: Salon   Sro Kwi 15, 2015 9:45 am

No cóż, faktycznie rodzinny obiadek może okazać się nie do końca taki, jak sobie wszystko David wyobrażał, ale...w głębi duszy cieszył się, że będą wszyscy razem. Wszystkie osoby, które kocha i szanuje w jednym miejscu, wszyscy tak bliscy mu ludzie. Utykając leciutko zabrał całą ekipę z dworca prosto do ich domu...Idąc spokojnie obok Morfki, którą po drodze chwycił za dłoń - kompletnie nie obchodziło go, jak zareaguje na to ona, czy też jego siostra, obydwie bardzo dużo dla niego znaczyły i jedna będzie musiała się przyzwyczaić do drugiej.
Mimo, że właściwie znaleźli się pod drzwiami ich wspólnego domu, David postanowił jednak zapukać do drzwi i grzecznie czekać, aż ktoś mu otworzy. Dziadkowie..Uh. Nie widział ich bardzo długo, ciekawe jak się zachowają. Dziadek pewnie zdrowo go ochrzani za to, że tak ryzykuje, babcia będzie się ciągle zamartwiała, ale doskonale wiedział, że rodzina (a przynajmniej ta męska jej część) była dumna z syna/wnuka, wiedzieli, że wyrósł na mężczyznę i postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Zrobił sporo dla ojczyzny podczas tych wszystkich walk na półwyspie indochińskim, to było...straszne, ale gdyby trzeba było ponownie stanąć do walki za swój kraj - zrobił by to bez wahania. Zerknął na siostrę i uśmiechnął się do niej delikatnie, jakby chciał bez słów przekazać jej jak bardzo się cieszy na to, że mogą być tutaj wszyscy. Jak mówiłem gdzieś wyżej - wszyscy razem...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t2247-david-tempest?view=newes
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Salon   Sro Kwi 15, 2015 10:48 am

Morphine nie miała zbyt wielu przyjaciółek. Nie mniej te z którymi utrzymywała kontakt potrafiły stanąć na wysokości zadania i natychmiast zareagować na rozpaczliwie nabazgrane jeszcze w domu i wysłane przez Mojżesza słowa "nie mam się w co ubrać na spotkanie z rodzicami Dejvida!"
Zresztą kto Morfę znał, wiedział, że ma równie dziwnych znajomych, co ona. I jedna taka właśnie czarownica porwała ją w połowie drogi do domów państwa Tempest. Morfka zdążyła rzucić tylko coś w stylu "zaraz was złapię, to zajmie sekundkę" i już została wciągnięta do pobliskiej knajpki.
Dlatego też resztę drogi pokonała wesoła gryfońska gromadka sama. Ona tymczasem została usadzona na krześle w barze i poddana misternym zabiegom mającym na celu sprawienie pozorów, że jest całkowicie normalna.
Spojrzała na swoje pozbawione resztek makijażu oblicze i skrzywiła się. Ugh co za okropne blond włosy. A te oczy...? Nie, jak tylko wróci do domu będzie to musiała pozmieniać.
Nie mniej z przyjaciółkami się nie pyskuje. Przyjaciółki zawsze wiedzą lepiej. Dlatego pozwoliła się przebrać w coś co chyba nazywało się spódnicą i w czarną bluzkę z dziwaczną kokardą. Na nogi rajstopy, których jedynym walorem był nadruk z meduzą. I to wszystko w 10 minut. (x)

Biorąc Mojżesza na ręce skorzystała z teleportacji i pojawiła się tuż obok drzwi idealnie w momencie, gdy Dejvi do nich zapukał.
Była gotowa na zagranie delikatnej i uroczej dziewczyny z wojska.
Powrót do góry Go down
Anarhold Tempest

avatar

Liczba postów : 522

PisanieTemat: Re: Salon   Czw Kwi 16, 2015 2:57 pm

Pokręciła głową patrząc na trzymających się za rączkę. Kto by pomyślał, że David pojawi się z takim cudakiem u rodziców. Znając ich... ojciec będzie zadowolony.
W końcu chyba nie widział syna z dziewczyną. Mamuśka mogłaby mieć więcej wątpliwości, w końcu to już ten wiek kiedy wybiera się kobietę na całe życie, bierze się ślub, pojawiają się na świecie wnuki. Anarhold wiedziała, że właśnie takie oczekiwania wobec syna miała Brietta Tempest. W końcu jej maleństwa wyrosły i nie mogła już tak skakać nad nimi prawda? Dodatkowo to wojsko Davida i Anarhold wiecznie w Hogwarcie, brakowało jej dzieci.
Kiedy Morphine'a zniknęła Anka zamrugała kilkakrotnie. Zbliżyła się do brata, po czym po przyjacielsku poklepała go po plecach.
-Twoja LUBA chyba stchórzyła.- miała już na końcu języka papuga kolorowa, jednak się powstrzymała, w końcu nie chciała nikogo obrażać ani sprawiać przykrości. Tak naprawdę Ana po prostu chyba była odrobinę zazdrosna o uwagę i czas poświęcany papużce.
Poza tym... Ona była chyba dwa lata starsza od Anki, więc nie było dużej różnicy wieku. Bardzo możliwe, że się dogadają. Wystarczy tylko odrobina dobrej woli.
Rozmawiała sobie z przyjacielem i braciszkiem,aż stanęli przed drzwiami średniej wielkości domu. Ojciec wybudował go z wujkiem i dziadkiem kiedy Anarhold jeszcze na świecie było. Mieli go kiedyś z Davidem odziedziczyć. Była ciekawa kto w końcu w nim wyląduje. Pewnie obydwoje. Razem będą się opiekować starymi rodzicami, tak jak oni opiekowali się swoimi dziećmi. W tym momencie dołączyła do nich...
CZY TO TA SAMA DZIEWCZYNA. Ana zrobiła naprawdę wielkie oczy.
-ŁOOOO... -powiedziała tylko, chciała coś dodać bardziej elokwentnego ale w tym momencie w drzwiach pojawił się jej ukochany tatuś. Coś w tym było, że faktycznie córeczki były bardziej związane z ojcami, a synowie z matkami. Skąd taka zależność? Nie miała pojęcia.
W każdym bądź razie dziewczyna rzuciła się Erickowi Tempestowi na szyję i mocno się przytuliła. Oczywiście, że tęskniła. Potem wszystko działo się niesamowicie szybko. Witała się z dziadkami, mamą...
-Patrzcie mój brat ma dziewczynę!- powiedziała wszystkim, ciągnąc Morphine w stronę swojej mamy. Sama skierowała się do kuchni, aby pomóc przygotowywać potrawy i zacząć nakrywać stół.

*** SUPER MG***
Brietta Tempest skierowała się do drzwi przywitać swoje dzieci. Ucałowała Anę, po czym skierowała się w stronę Davida. Roya już znała, widziała nie raz, elegancko się z nim przywitała i zaprosiła do środka. Jej ciekawość jednak skierowała się w stronę ładnej blondynki.
-Witam w naszych skromnych progach, zapraszamy.- skierowała słowa do Morphine i Davida, po czym dwójkę obcałowała. Eric Tempest również pięknie się przywitał.
-No, no... Masz dobry gust synu. Po tatusiu.- stwierdził pan Tempest całując swoją żonę w policzek. Skierował się do salonu, gdzie był już rozłożony stół. Anarhold powoli nakrywała go. Wszystko szło sprawnie.
Dziadkowie oczywiście też przywitali się z dwójką. Potem zaczęli dzielić się jajkiem i... pojawił się ALKOHOL. Zaraz miały się zacząć INTERESUJĄCE ROZMOWY.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t10-anarhold-roddy-tempest?hig
David Tempest

avatar

Liczba postów : 102

PisanieTemat: Re: Salon   Czw Kwi 23, 2015 12:00 pm

-Na pewno nie. - odpowiedział tylko David swojej siostrze, gdy tamta stwierdziła, że jego ukochana stchórzyła. To było niemożliwe, nie zostawiła by go tutaj teraz. Była słowną osobą, a jeśli powiedziała, że z nim pójdzie to tak właśnie będzie...Ale faktycznie, jej nagłe zniknięcie..cóż, mogło podsunąć pewne wątpliwości.
Zajął się rozmową ze swoją siostrą, oraz jej przyjacielem, ale...w sumie mało się odzywał. Cóż, ostatnim czasem nie był specjalnie wygadany. Po drodze wyciągnął papierosa i go rozpalił, nie bacząc w ogóle na to, że Anarhold może się to nie spodobać. Przecież musiał się odstresować przed rodzinnym spotkaniem, prawda? W sumie sam nie wiedział czemu się tak tym denerwował, to tylko jego najbliżsi, ale...tak dawno nie byli w komplecie, a dziadka, czy babci to w ogóle nie widział sto lat. Jeszcze nie zdążyli go opieprzyć za to, że się tak naraża, eh.
Wypalił, gdy doszli pod same drzwi. Faktycznie, dom był piękny, porucznik Tempest również znał tą historię, wiedział, że ojciec z dziadkiem swojego czasu naprawdę sporo nad nim pracowali, było warto. To było cudowne miejsce, tyle wspomnień, a jeśli go odziedziczą..Cóż, na pewno przez pewien czas będą tutaj mieszkać razem. Już sobie wyobrażał mieszkanie z siostrunią pod jednym dachem, heh. Było by co najmniej..ciekawie.
Zdążył zapukać, gdy tuż obok nich pojawiła się Morfka. Przeniósł na nią wzrok i uśmiechnął się.
-Cudownie wyglądasz.. - szepnął jej do ucha, zanim drzwi się otworzyły.
Wszystko wydarzyło się tak szybko. David przywitał się z mamą, również całując ją w policzek z uśmiechem na ustach, tacie, oraz dziadkowi podał dłoń, następnie przytulając ich krótko. Och..albo on urósł, albo oni zmaleli?
Babcia, cóż...uwielbiał tą starą kobiecinę, była cudowną osobą, dlatego przytulił ją do siebie, a następnie ucałował w czoło. Tęsknił za nią, nie zapomniał jej tego oczywiście powiedzieć, tak dawno jej nie widział, a gdy byli młodsi, cóż...zdecydowanie była osobą do której zwracał się z wieloma problemami.
W każdym razie czas zasiąść do stołu, zajął miejsce obok Morphine, mając nadzieję, że uda mu się obronić ją przed natłokiem pytań i ogólnym zainteresowaniem rodziny...Ale to bardzo trudne zadanie.
Po podzieleniu się jajkiem przyszedł czas na alkohol. Wiedział, że ojciec czy dziadek nie odpuszczą sobie okazji wypicia kilku głębszych z synem/wnukiem, a że cała trójka miała raczej mocny łeb...Zapowiadało się na to, że pęknie tutaj nie jedna butelka. Dopóki ich kobiety nie stwierdzą, że wystarczy. Och...Cóż za piękny, radosny świąteczny czas.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t2247-david-tempest?view=newes
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 4357

PisanieTemat: Re: Salon   Nie Cze 07, 2015 11:06 am

Dzień po pogrzebie urzędnik skierował się w stronę domu państwa Tempestów. Jako, że był zaufanym pracownikiem śp. Ericka i Brietty posiadał zapasowe klucze do domu.
Najpierw jednak zadzwonił. Nikt mu nie otwierał, więc użył ich i wszedł do środka. Skierował się do salonu. Tam rozłożył dokumenty i usiadł czekając na młodych ludzi, którzy mieli rozporządzać majątkiem.
Zresztą, wszystkiego mieli się dowiedzieć już całkiem niedługo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
David Tempest

avatar

Liczba postów : 102

PisanieTemat: Re: Salon   Nie Cze 07, 2015 11:47 am

Mężczyzna pojawił się przed domem całkiem niedługo po przybyciu urzędnika. Spojrzał na miejsce gdzie dorastał, wspomnienia uderzyły go ze zdwojoną siłą, ale..nie dopuścił ich do siebie, potrząsnął głową, jakby chciał w ten sposób pozbyć się ich ze swojej głowy. Zanim wszedł...wyciągnął jeszcze papierosa i rozpalił go za pomocą zapalniczki. Był..zdenerwowany - i chyba nie ma w tym nic dziwnego. On tak reagował na takie i podobne wydarzenia - gniewem, a teraz...ludzie, którzy są dla niego obcy...lepiej, by nie podchodzili bez kija.
Ulokował papierosa między wargami i poprawił krawat (bo warto zauważyć, że był ubrany w odświętny mundur - jak to on). Gęste chmury dymu tytoniowego unosiły się nad jego głową, a on...Cóż, po prostu patrzył na swoje domostwo zastanawiając się co otrzymają w spadku. Dom? Nie wiem, czy starszy Tempest chciałby po tym wszystkim w nim mieszkać..Na pewno nie na tą chwilę, teraz raczej wolał trzymać się z dala od miejsca, które przypominało mu o tej całej tragedii, na dodatek...Od razu myślał o zemście, o schwytaniu ludzi, którzy mu to zrobili. Ludzi, którzy zrobili to jego siostrze...Nawiasem mówiąc - Nie miał pojęcia co się teraz z nią stało, tak szybko zniknęła z cmentarza..zostawiła go tam samego i muszę przyznać, że trochę go to zabolało - myślała chyba bardziej o swoich przyjaciółkach niż o własnym bracie, ale...nie ważne, przywykł do takiego zachowania jego względem. Wszyscy koniec końców zapominali, że on też ma uczucia - bo ich po prostu nigdy nie okazywał. W każdym razie nie ważne. Gdy ja rozwodziłem się nad tym wszystkim nasz kochany Davidek zdążył już wypalić papierocha i pozbyć się go.
Podszedł do drzwi, odetchnął głęboko i szarpnął za klamkę sprawiając, że jego azyl stał teraz przed nim otworem. Azyl...powinien nim być i David obiecał sobie teraz, że kiedyś zrobi (wraz z Anką oczywiście) z tego miejsce, które naprawdę będzie azylem. Dla niego, czy jego dzieci, dla niej, czy jej dzieci...Chyba, że znowu postanowi zrobić wszystko sama, ponownie nie będzie liczyła się z jego zdaniem...To takie dla niej typowe, ale żeby nikt nie pomyślał inaczej - David Tempest kocha swoją siostrę nad życie. Tak, to, że czasem nie podoba mu się jej zachowanie..To chyba normalne jeśli chodzi o rodzeństwo, prawda?
Wszedł do salonu, a tam zastał siedzącego już mężczyznę. Poczekał aż tamten wstanie (bo tak przecież zrobi, kultura nakazuje się przywitać), a następnie poda mu dłoń.
-Witam. Anarhold jeszcze nie ma? - powiedział dość oficjalnie w końcu...był dorosłym mężczyzną, nie jakimś gówniarzem. Takie sprawy załatwiał tak, jak należało je załatwić. Został teraz poza tym w pewnym sensie..Głową rodziny. Prawda, był dziadek, babcia, ale...Wielu rzeczy już nie zrobią. A on może. Czuł, że wiele obowiązków spadło na niego...Ale wiedział, że stanie na wysokości zadania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t2247-david-tempest?view=newes
Anarhold Tempest

avatar

Liczba postów : 522

PisanieTemat: Re: Salon   Nie Cze 07, 2015 12:23 pm

Była trochę zdezorientowana sytuacją z poprzedniej nocy. Miała małe luki w pamięci, jednak niektóre obrazy naprawy ją lekkim niepokojem. Ona i ... nie.
Pokręciła głową przechodząc pomiędzy sklepami na pokątnej. Nie wyglądała zbyt dobrze, była niezwykle blada. Chyba to po prostu efekty ilości wypitego przez nią alkoholu. A trzeba wspomnieć, że Tempestówna miała dość słabą głowę, więc dużo jej nie trzeba było. Stanęła przed jedną witryną i ujrzała dziewczynę całkiem niepodobną do niej samej. Podkrążone oczy, ubranie pogniecione... chyba nawet śmierdziało od niej winem.
Weź się w garść Anka. powiedziała do siebie i teleportowała się wprost do swojego pokoju. Usłyszała głosy z dołu. No pięknie. Po cichu , biorąc najpierw rzeczy, skierowała się do łazienki. Wzięła szybki prysznic i przebrała się. Koszula i ciemne jeansy powinny być odpowiednie. Zresztą ubrania były jej najmniejszym zmartwieniem. Wysuszyła zaklęciem włosy, założyła swoje trampki i zeszła na dół. Nie patrzyła na wiszące zdjęcia, nie chciała płakać, a właśnie taki był efekt.
Weszła do salonu.
Urzędnik był chyba zaskoczony jej wejściem. Spodziewał się raczej wejścia od drzwi frontowych, a tutaj taka niespodzianka. Powitała mężczyzn przepraszającym spojrzeniem.
-Może kawy, herbaty?- zaproponowała grzecznie, zresztą jej mama na pewno by tak zrobiła. Skierowała się do kuchni i przygotowała kubki, wstawiła czajnik. Potrzebowała tego. Zaczęła przeszukiwać szafki, potrzebowała czegoś na głowę, ból był nie do zniesienia.
Kiedy przygotowała napoje, przyniosła je. Usiadła obok Davida i czekała na Elsę, której przygotowała jej ulubioną herbatę. Zaraz wszystko miało się wyjaśnić. Jak będzie wyglądało jej życie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t10-anarhold-roddy-tempest?hig
David Tempest

avatar

Liczba postów : 102

PisanieTemat: Re: Salon   Nie Cze 07, 2015 12:54 pm

Usłyszał znajome skrzypienie schodów oznaczające, że ktoś schodzi z górnego piętra. Och, ile razy w dzieciństwie Anka próbowała się skradać po tych stopniach, a zawsze zdradzało ją skrzypienie...Widzicie? To po prostu straszne, nawet taki głupi dźwięk przypominał mu o latach spędzonych tutaj..Cholera jasna..
Odwrócił głowę w jej kierunku i mimo, że ubrana była schludnie, to i tak widział doskonale, że jest wrakiem tej dziewczyny którą była jeszcze kilka miesięcy temu...Nie zasłużyła na to wszystko, David doskonale wiedział ile ostatnim czasem zwaliło jej się na głowę...Oczy miała podpuchnięte co świadczyło o tym, że całkiem niedawno płakała.
-Kawy poproszę. - odparł na jej pytanie wiedząc doskonale, że przynajmniej da jej jakieś zajęcie, może, jak zajmie czymś ręce to nie będzie tyle myśleć...Ciężko tak bezczynnie siedzieć na kanapie, gdzie kiedyś siedzieli wraz z rodzicami, rozmawiali, za młodu grali w różne gry...Co prawda Davidowi się to udawało, ale jak już wcześniej mówiłem - żołnierz był nauczony akceptować straty w ludziach, nie ważne jak bolesne...I chociaż bolało strasznie, to nie uzewnętrzniał tego tak mocno, jak co prawda powinien.
Gdy dziewczyna powróciła z kawą podniósł kubek i uniósł go do ust wlewając trochę gorącego płynu do swojego przełyku, i tak - zrobił to tylko po to, by również zająć czymś swoje ręce.
Po chwili jednak znalazł dla nich lepsze zajęcie, a raczej dla jednej - bez słowa sięgnął swoją dłonią do dłoni swojej siostry i zacisnął na niej mocno palce.
-Trzymaj się mała.. - powiedział kompletnie nie przejmując się obecnością urzędnika. Teraz tylko czekali na Elsę, która bądź co bądź również była rodziną Davida i była dla niego ważną osobą. Ją również chciał wziąć pod swoje skrzydło, pomóc jej, gdy będzie tego potrzebowała...Po prostu musiał, musiał się trzymać, one obie potrzebowały w nim oparcia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t2247-david-tempest?view=newes
Elsa Palmer

avatar

Liczba postów : 101

PisanieTemat: Re: Salon   Wto Cze 09, 2015 11:11 pm

Życie lubi czasami nas zaskakiwać.
I całkowicie bez naszej wiedzy, czy też świadomości, pisze scenariusze, których nawet się niespodziewamy .
Elsa nigdy chyba tego niezrozumie i nie jest jedyną, z której los zpłatał figla.
Ale wracając to stanu rzeczy, gdy pod koniec ceremonii pogrzebowej podszedł do niej urzędnik państwowy z informacją, że ma przyjść na romowę w sprawie Testamentu Tempestów, szczerze zaniemówiła, kompletnie nie mogąc wypowiedzieć słowa, które przeczyły by temu. Bo było to dla niej nielogiczne. Po prostu nie realne, żeby rodzice Any uwzględnili ją w swoim Testamencie. Oczywiście, ze należała do rodziny, ale nie była jej bliskim członkiem, a przez wieksząść część życia, wiele doznali przykrości od jej czystokriwistych i bogatych ciotek.
Dla tego, nie spodziewała się, że znajdzie swoje miejsce w ich ostatniej woli.
Było to bardzo miłe z ich strony, ale też beznadziejne niezręczne. Bo przecież ile znaczyć mogła dla nich i dla Any, a tym bardziej ile mogła znaczyć dla jej brata Davida. I wcale nie była by zdziwiona, gdyby mógł być niezadowolony z jej obecności w ich domu podczas takiej chwili.
No, ale niezależnie od tego czy chciała czy nie, musiała przyjść do Domu Państwa Tempest.
Oczywiście nie mogła się tam pojawić sama.
Musiała mieć kogoś przy swoim boku, kto doda jej otuchy i kto w żadnym stopniu nie jest powiązanu z tym co się tutaj będzie działo. Tak, obecność Andre - bo to o nim była mowa, musiała być w tej chwili absolutnie konieczna.
Przynajmniej będzie wstanie to znieść.
Nie chciała, aby reszta zgromadzonych na nich czekała, więc pojawiła się na progu salonu, trzymając Andre za dłoń tuż po Davidzie, z którym nie miała okazji się przywitać i złożyć mu kondolencji na cmenatrzu. Tak, więc nadrabiając to, podeszła do niego i próbując zdobyć się na uśmiech, łagodnie i spokojnie dobierając słowa.
- Dzień Dobry Davidzie - przywitała się, dodając słowa przeprosin, gdyż było by jej źle ze świadomością, że zapomniała też o swoim kuzynie, któremu też na pewno było ciężko. - Wybacz, że dopiero teraz i, że nie podeszłam do ciebie podczas pogrzebu, ale pomyślałam, że lepiej będzie jeśli zostawie ciebie samego i chcę powiedzieć, ze bardzo mi przykro z powodu  straty jaka cię spotkała- dodała, co było dosyć trudne, bo za każdym kolejnym wypowiedzianym słowem, czuła, że jeżeli jeszcze coś powie to kompletnie się załamie, a rozkleić się tutaj nie zamierzała.
Ach, Elso miej siłe...
Ale czego tu rządać od takiego słabego, stworzenia jakim była Elsa, a w grze pozorów nigdy nie była za dobrą, więc nie było to dziwne, że w jej oczach natychmiast, pojawiło się nieznośne, kłujące, pieczenie.
Nie chcąc jednak, aby jej łzy zobaczył David czy tym bardziej Andre, skryła twarz włosami iszybko skierowała swe kroki na kanapę i zostawiając chłopców samych, usiadła koło Any i to tak blisko, że aż prawie stykały się ramionami.
- Jestem, przepraszam, że musiliście tyle czekać - przerosiła Ane i ściskając jej chłodną dłoń, chciała tym gestem dodać jej otuchy i sam fakt, że była obok niej w tak ciężkich chwilach. - Nie gniewasz się, że przyszedł razem ze mną Andre - zapytała, chcąc mieć pewność, że dobrze zrobiła i obecność jego nikomu nie bedzię przeszakadzać.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _


<3 Krop­la miłości znaczy więcej niż ocean rozumu. <3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1648-elisabeth-palmer
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 4357

PisanieTemat: Re: Salon   Sro Cze 10, 2015 8:06 am

Kiedy pojawili się wszyscy zaproszeni urzędnik z poważną miną, jeszcze raz złożył wszystkim kondolencje. Chciał jak najszybciej wykonać swoją pracę i wrócić do swojej rodziny. Poza tym miał kilka zobowiązań. Kiedy zaproponowano mu kawę, chętnie o nią poprosił.
-Śmierć waszych rodziców była niespodziewana, jednak byłem z nimi cały czas w kontakcie. Tak się złożyło, że kilka tygodni przed tragedią zrobili porządek ze swoim majątkiem.- powiedział spokojnie upijając łyk gorącego napoju. Uśmiechnął się do dzieciaków łagodnie. Tak dzieciaków, w końcu był po 50, więc bądź co bądź mógłby być ich ojcem.
-Przejdźmy może do rzeczy.- zaproponował sięgając do stosu dokumentów. Nie mógł jednak odpowiedniego znaleźć. Pokręcił głową na swoje roztrzepanie, jednak zaraz znalazł to, co potrzebował.
-Zgodnie z prawem, świadomi swojego wyboru przepisujemy nasz dom w Dartford przepisujemy na własność naszemu synowi- Davidowi Tempestowi wierząc, że jest on w stanie odpowiednio zaopiekować się dorobkiem naszego życia. Dodatkowo w udziale zostawiamy mu samochód i nasze wszystkie oszczędności, w sumie 67 000 funtów na osobnym koncie i samochód marki Dacia. Jednak zobowiązujemy go, w razie naszej śmierci, do opieki nad siostrą do skończenia przez nią edukacji.- powiedział patrząc na mężczyznę. Dostała mu się największa część majątku. Jednak przecież to nie było wszystko.
-Naszej córce Anarhold Tempest przepisujemy niedawno zakupioną działkę pod Londynem i całe złoto należące do ich rodziny prócz małego złotego łańcuszka, który niech będzie pamiątką dla Elsy Palmer. Elsa Palmer otrzymuje również starą, cenną pozytywkę.- zakończył szykując protokoły do podpisania.
-Proszę podpisać tutaj...- wskazał, a kiedy wszyscy już podpisali. Pożegnał się ściskając wszystkim dłonie i wyszedł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
David Tempest

avatar

Liczba postów : 102

PisanieTemat: Re: Salon   Sro Cze 10, 2015 2:31 pm

-Dzień dobry. - odpowiedział Elsie, gdy tylko go przywitała. Cóż, faktycznie nie mieli specjalnie okazji porozmawiać na cmentarzu, ale..to nie ważne, ważne, że była tutaj teraz. Że wyraziła słowa współczucia, które...na pewno płynęły z serca, to nie były puste zdania, takie jak wielu osób zebranych na cmentarzu. Składali kondolencje, bo tak po prostu wypada, kompletnie nie mając pojęcia jaki ból rozrywał teraz duszę starszego z Tempestów.
-Cieszę się, że tu jesteś. - dodał po chwili uśmiechając się delikatnie, a właściwie...Nie wiem nawet czy można było to nazwać uśmiechem, jego kąciki ust uniosły się delikatnie do góry po to, by po chwili znowu na jego twarzy wymalowała się ta...obojętność. W każdym razie...tyle było z ich rozmowy. Przenieśmy się do teraźniejszości...
David wysłuchał uważnie wszystkiego co ma do powiedzenia urzędnik, a następnie podpisał papiery, czytając oczywiście wszystko wcześniej. Uścisnął mocno dłoń mężczyźnie.
-Dziękujemy. - rzucił jeszcze do niego, a potem odprowadził go do drzwi. Następnie wrócił do salonu i zerknął po kolei na wszystkich zebranych.
-Myślę, że lepiej będzie jeśli w czasie wakacji zamieszkasz u mnie. Nie tutaj, wynajmuję małe mieszkanko w Londynie...Co Ty na to? Nie zostawię Cię teraz samej. - zwrócił się do Any. Może chciał by była obok po części dla siebie, po prostu...czuł, że potrzebuje jej obecności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t2247-david-tempest?view=newes
Anarhold Tempest

avatar

Liczba postów : 522

PisanieTemat: Re: Salon   Sro Cze 10, 2015 5:38 pm

Nie wiedziała, co o tym myśleć. Liczyła, że chociaż dostanie połowę tego domu, pełnego jej wspomnień, jednak rozumiała to. Decyzje rodziców zazwyczaj miały coś na celu. Tym razem chodziło o zapewnienie jej opieki. Pokręciła głową i lekko się uśmiechnęła. Myślą o niej nawet po śmierci.
Kiedy mężczyzna wyszedł wstała, pozbierała kubki i wstawiła je do zlewu. Pozmywa je później, zresztą David też będzie mógł to zrobić, w końcu teraz to tylko jego własność prawda?
-Nie wiecie czasem, co to za działka? W ogóle po co oni ją kupili? Chcieli budować drugi dom?- zdziwiła się patrząc cna brata, kuzynkę i przyjaciela. W sumie bardzo dobrze, że Andre tutaj był. Wszyscy mieli okazję posiedzieć i porozmawiać. Przecież dopiero niedawno Krukon się odnalazł.
Pociągnęła swojego braciszka na sofę. Przytuliła się do niego mocno i popatrzyła na parę siedzącą niedaleko nich. Elsa Takawa... wiedziała, że może to niegdyś nastąpić. Będą z Andre rodziną, czy to nie będzie cudowne? Wiedziała, że on idealnie zajmie się jej kuzynką, będzie bezpieczna.
Jak mu na kimś zależało to potrafił zrobić dla tej osoby bardzo dużo. Dla Elsy, wiedziała, że jest on gotowy zrobić wszystko.
-Andre, chyba czas porozmawiać. Kto odpowiada za twoje zniknięcie. Komu mam skopać tyłek?- zapytała lekko się uśmiechając.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t10-anarhold-roddy-tempest?hig
Anthony Blackwood

avatar

Liczba postów : 170

PisanieTemat: Re: Salon   Sro Cze 10, 2015 6:27 pm

Niesamowite. Podczas, gdy cała dalsza rodzina siedziała na hucznie organizowanej stypie i zapewne wlewała w siebie litry wina, wódki tudzież ognistej, wnosząc coraz żarliwsze toasty o wspaniałych, świętej pamięci już krewnych, tu, w tym przestronnym pokoju atmosfera stawała się z każdą sekundą gęściejsza.
Uścisnął dłoń Davida. Jego udało mu się już wcześniej poznać, zapewne podczas jakiegoś wakacyjnego pobytu u Any. Bycie jej best friend foreva zobowiązywało do odwiedzin. Usiadł w milczeniu na kanapie, wypuszczając dłoń Elsy. Powinna być teraz przy kuzynce. Wysłuchał tego co miał do powiedzenia prawnik.
Stało się.
Umarli, osierocili dwoje młodych ludzi. A to wszystko przez błędy innych.
Spójrz na to z innej strony mon Andhre. Potwierdziłeś istnienie efektu motyla. Gdybyś nie poszedł do tej knajpy, ta wiedźma nie dowiedziałaby się jak wiele znaczy dla was Anarhold, jakiej jest krwi... Jej rodzice by żyli. Jedyne co cię powinno pocieszać to fakt, że nie ty ich zabiłeś. Jak myślisz, ile obiecali Jessi, że to zrobiła?
Zmarszczył brwi wsłuchując się w głos Morte. Tak... Coś musiało się stać, kiedy jego wrzucili do tej przeklętej piwnicy. Przecież Mall nie była taka.
Westchnął cicho, niemalże niesłyszalnie zaciskając palce na swojej różdżce, którą oparł o podłogę. Różdżce... a raczej tym co z niej zostało. Gdyby nie Ollivander i fakt, że włos kelpii był dość silny by utrzymać wszystko razem, zapewne musiałby szukać nowej. Poskładał ją, zrobił w formie eleganckiej laski. Zarobił na jego tragedii.

Prawnik odczytał co miał do odczytania i wyszedł.
A Takawa doskonale wiedział co będzie pierwszą rzeczą, którą usłyszy od Anarhold. Potrzebowała wyjaśnień. I wiedział, że będzie się ich domagała.
- An...- Zaczął po chwili jednak porzucając zamiar powiedzenia czegokolwiek. Nie potrafił tego ubrać w słowa.- Za moje zniknięcie odpowiadam tylko i wyłącznie ja. W czasie i przestrzeni są punkty, które muszą się zdarzyć. To wielkie rzeczy, ale i maleńkie, na których zaczepione jest nasze przeznaczenie. Mówi się, że przyszłość można napisać na nowo, ale... niektórych momentów nie zmienimy.
Spojrzał na nią tym swoimi zmęczonymi oczętami.
- Musiałem pomóc Jessi. Zabiliby ją, opowiedziała im, że jest w zakonie... Nie powinna się znaleźć w tej knajpie. Widziałem co się stanie parę dni wcześniej, dlatego poszedłem za nią. Żeby przeżyła. Przenieśli nas do jakiejś czarownicy, a ona nas przesłuchała i wypuściła. Nie chciała nas zabijać, to nie było dla niej, jak to określiła... zabawne. Poza tym jesteśmy z Jessi czystokrwiści. Chyba tylko to nas uratowało.
Potarł twarz dłonią próbując się uspokoić. Nie było po nim widać że udawał wzburzenie, tą śpiewkę ułożył sobie już w czasie pogrzebu.
- Jessi jest w złym stanie. Torturowała ją, mieszała w głowie, zrobiła sieczkę z pamięci i mózgu. Nie wiem czy poradzi sobie z tym psychicznym bólem. Bądź przy niej Ana... Ona nie ma teraz nikogo, komu mogłaby zaufać. Jest roztrzęsiona i przerażona.- Delikatnie złapał za dłoń Elsy, chcąc się upewnić, że jest przy nim. Że jest żywa.
- Nadchodzą złe czasy. Musimy je przetrwać, żeby wyszło słońce. Rok, dwa... nie wiem jak długo, ale oni wygrają. Przejmą wszystko. I tego nie możemy zmienić. Musimy to przeżyć.[/b]


Ostatnio zmieniony przez Andre Takawa dnia Sro Cze 10, 2015 9:29 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elsa Palmer

avatar

Liczba postów : 101

PisanieTemat: Re: Salon   Sro Cze 10, 2015 8:54 pm

Kiedy tylko prawnik opuścił dom Tempestów, Elsa poczuła uglę.
W końcu, miała to za sobą.
I pomimo tego, co wcześniej myslała i czuła, musiała przyznać się do tego, iż ostatnia wola rodu Tempestów, poruszyła jej już i tak wrażliwe serce. Niby złoty medalik i pozytywka nie są tak samo równe co otrzymanie fortuny, całego domu czy też ziemi, ale jednak dla niej były skarbem drąższym od wszystkich rzeczy materialnych jakie mogłaby posiadać i obiecała sobie, że będzie dbała o te przedmioty jak najbardziej tylko potrafiła, tym samym pamietając o ludziach, którzy jej je podarowali. .
A wyrażały one nie tylko miłość i troskę, jaką przez tyle lat  dostawała od Any, Davida i ich rodziców, ale których i to nawet w najmniejszych stopniu nie otrzymywała od własnego ojca czy też matki. Której przecież nawet nie pamiętała.
Szlak by to jasny trafił i niech jej ktoś teraz powie, że z ten świat jest w porządku...
Nie, oczywiście, że nie było i to było tego dowodem.
Ale może to właśnie dzięki temu co się wydarzyło, stała się taka, a nie inna. I czy wtedy, miałaby takich przyjaciół jak ci obok. Coś jednak trzeba stracić, żeby zyskać coś innego o wiele lepszego i cenniejszego - A dla takich chwil warto było oddać wszystko.
- Ważne, że jesteśmy tutaj wszyscy cali i zdrowi, czasami lepiej nie wiedziec wszystkiego co nas czeka, ja wole mieć świadomość, że do tej pory zrobiłam wszystko, żeby jak najlepiej cieszyć się życiem. Bo jak widać, jest ono bardzo krótkie - powiedziała, dobitnie, po wypowiedzi Andre, słuchając dokładnie tego co ma do powiedzenia i nie chcąć wcale ukrywać swoich myśli - W końcu trzeba wykorzystać te okazję, do szczerej rozmowy.
Bo, gdy tak siedziała na kanapie z Aną, Davidiem i Andre, czuła, że z nimi nic już jej nie grozi i jest wstanie przejść wszystkie złe chwile i dni. - Powiec lepiej nam co nam grozi i jakie czeka na nas realne niebezpieczeństwo ? - zapytała, zwracając się do Andre łagodnym i spokojnym głosem, w którym nie dało się słyszeć pretensji. - Czy w ogóle jestesmy wstanie temu zapobiec ?- dodała jeszcze, przebiegając po wszystkich wzrokiem. Wiedziała, że każdy chce, ale boi się zadać te niezręczne pytania, a ona chyba w przypływie emocji, dodała sobie nieco więcej odwagi.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _


<3 Krop­la miłości znaczy więcej niż ocean rozumu. <3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1648-elisabeth-palmer
David Tempest

avatar

Liczba postów : 102

PisanieTemat: Re: Salon   Czw Cze 11, 2015 4:26 pm

David szczerze mówiąc sam dziwił się, że cały dom został przepisany jemu. Ale...Głupotą było twierdzenie, że tylko dlatego mu go przepisali, bo chcieli mieć pewność, że będzie opiekował się Anarhold. Bez tego cholernego domu zrobił by to samo i jeśli ona myślała inaczej...Cóż, to najwyraźniej nikt z nich go nie znał. A to w sumie smutne, że własna rodzina myśli o nim w ten sposób. Dodatkowo jego siostra kompletnie olała to, że się do niej zwrócił. Widocznie miała ważniejsze sprawy związane z ich kuzynką, oraz jej chłopakiem - Andre. Nie zamierzał im przeszkadzać, dlatego dał się pociągnąć siostrze na sofę, i po prostu przysłuchiwał się ich rozmowie. Jednocześnie cały czas przytulał Ankę. Pogrążył się trochę w swoich rozmyślaniach, właściwie sam nie miał pojęcia co to za działka..
-Wiesz, może...pragnęli by każde z nas otrzymało kawałek ziemi? - po jakimś czasie odparł na jej pytanie dotyczące działki, to wyglądało jakby się trochę zawiesił, tyle czasu siedział bez słowa..Ale prawda była inna. Słuchał dokładnie co miałdo powiedzenia Takawa, a mówił on...Ciekawe rzeczy. To zabawne, że ludzie w tak młodym wieku są wplątywani w takie sprawy. Nie powinno ich to dotyczyć, ale piękne było to, że chcieli walczyć. Jednak, gdy Andre zakończył tym...dość pesymistycznym akcentem - postanowił w końcu się wtrącić:
-Z całym szacunkiem dla Twojego światopoglądu Andre, ale...Nie sądzę żebyś miał rację. Są ludzie, którzy staną do walki. Silni ludzie, wspólnie sprawimy, że Voldemort i banda jego popleczników skończą albo martwi, albo w Azkabanie. Ale musimy w to wierzyć, to co przed chwilą powiedziałeś...To zwykłe głupoty. Nie możemy zaszyć się i po prostu czekać, aż to wszystko przejdzie. Musimy się bronić. - zakończył swój wywód, och...do cholery, był od nich trochę starszy i widział więcej śmierci niż mogą sobie wyobrazić i...Kurwa, naprawdę nie miał ochoty widzieć po raz kolejny jak jego bliscy umierają.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t2247-david-tempest?view=newes
Anarhold Tempest

avatar

Liczba postów : 522

PisanieTemat: Re: Salon   Pią Cze 12, 2015 10:58 am

Nie rozumiała tego, co mówił Andre… Przecież jak mógł chcieć dać się uprowadzić. Chyba, że zbierał jakieś informację, jednak z tego co wiedziała nie był on działaczem zakonu feniksa. Wydawał się jej taki neutralny…
Ale była mu jak najbardziej wdzięczna. Uratował Jessi, był z nią. Jednak skoro widział, czemu nie powiedział o tym jej. Przecież Ana chciałaby chociaż spróbować powstrzymać Mall przed tą cholerną wycieczką do tej knajpy. Westchnęła.
Poza tym jesteśmy z Jessi czystokrwiści. Chyba tylko to nas uratowało. przez chwilę się nad tym zastanawiała. Coś jej w tym nie pasowało. W normalnym przypadku przecież śmierciożercy nie wypuszczali swoich ofiar. Przecież Jessi była w ZAKONIE FENIKSA, organizacji działającej przeciwko Voldemortowi. Ona nie powinna tego przeżyć.
Tam stało się coś więcej, ale... w tym momencie nie zamierzała drążyć tego tematu.
-Nie masz się, o co martwić. Nic jej się teraz nie stanie. Nie będę spuszczać jej z oka.- obiecała Takawie. Zresztą on powinien akurat wiedzieć, że rodzina i przyjaciele byli dla niej najważniejsi. Zrobiłaby dla nich wszystko, nawet poświęcając swoje życie. W końcu czym ono było bez ludzi, których kochała. Odpowiedź była jasna - niczym.
-Myślę, że nie będzie to takie proste.- odpowiedziała swojemu bratu. Był żołnierzem, wiedział jak wygląda wojna. Ile jest ofiar… niewinnych ofiar. Spojrzała na ścianę, gdzie wisiały ich rodzinne zdjęcia. Uśmiechnęła się delikatnie widząc uśmiechniętych rodziców. To było takie okropne, że już nigdy ich nie ujrzy. Zamknęła na chwilę oczy, próbując skupić myśli na czymś innym. Im dłużej miała obraz Brietty i Ericka w głowie tym trudniej było jej powstrzymać głupie drżenie głosu czy łzy. Jednak udało się, jak to mówią – PRAKTYKA CZYNI MISTRZA.
-Coraz mniej ludzi chce się angażować w politykę ministerstwa. Większość woli przejść na stronę Voldemorta, czuje się tak bezpiecznie. Walczących z nim jest mniej. Giną. Bardzo trudno będzie doprowadzić do końca ich terroru, a coś czuję, że niedługo może być jeszcze gorzej
.- stwierdziła zerkając na Andre. Wiedziała, że był wieszczem i ten coś przeczuwał. Właśnie, dlatego kazał im jakoś to przeczekać… najlepiej w bezpiecznym miejscu. Tylko tak naprawdę, gdzie teraz było bezpiecznie? Miała ochotę roześmiać się na tę myśl. Hogwart.
Mury szkoły zawsze napawały ją optymizmem, zawsze widziała w nich ostatni bastion oporu przed czystokrwistą manią rozpoczynającą opanowywać świat. Jednak ten obraz odchodził, widziała śmierciożerców chodzących po korytarzach. No dobra, nie miała pewności, ale podejrzewała. No chyba nikt jej nie wmówi, że taka Brown nie ma z nimi nic wspólnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t10-anarhold-roddy-tempest?hig
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 4357

PisanieTemat: Re: Salon   Wto Cze 16, 2015 4:28 pm

Siedzieli tak razem do później godziny. Jak to na gospodarzy przystało Andre i Elsa zostali zaproszeni do spędzenia nocy w domu Tempestów.
Poszli spać, a rano wstali z lepszymi humorami. Musieli pożegnać się z bratem Anarhold i teleportować się do Hogwartu, ewentualnie polecieć na miotłach.
Zdecydowali się skorzystać z teleportacji łącznej.
Tak. David im w tym pomógł.
I tak znaleźli się w HOGWARCIE.
/zt dla wszystkich
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Salon   

Powrót do góry Go down
 

Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Mały salon
» Główny Salon
» Pokój Dzienny - Salon II - Parter
» Salon z kuchnią
» Studio Piercingu i Tatuażu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
List z Hogwartu :: MIEJSCA ZAMIESZKANIA :: Dom państwa Tempest-