a
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Richmond Park
List z Hogwartu
Niestety jak to często bywa, coś się kończy, a coś innego zaczyna. Czas Listu z Hogwartu dobiega końca. Mam nadzieję, że część osób będzie wspominało tę stronę z pewnym sentymentem, a nawiązane tutaj znajomości przetrwają pomimo zakończenia naszej działalności. Dziękujemy za te dwa lata! Administracja


 

 Richmond Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Budowy



Liczba postów : 299

PisanieTemat: Richmond Park   Wto Wrz 16, 2014 12:05 pm


Największy spośród królewskich parków w Londynie, leżący w dzielnicy Richmond upon Thames. Zajmuje 955 hektarów. Jest największym ogrodzonym parkiem miejskim w Europie! Tu można się zgubić. Pamiętajmy też że park ten jest znany z żyjących tutaj licznych populacji jeleni i danieli! Uwaga na rogi !
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rick Whites



Liczba postów : 53

PisanieTemat: Re: Richmond Park   Nie Mar 15, 2015 2:14 pm

Powoli zmierzali w kierunku tego wspaniałego miejsca, a Rick po drodze zasłonił jej oczy. Niedaleko, by nie szła nic nie widząc długi okres czasu, ale na tyle daleko, by nie wiedziała, że idą właśnie tutaj. Nie miał pojęcia, czy kiedykolwiek tutaj była, ale wiedział doskonale, że o tej porze park wygląda cudownie. Był jeden problem - o tej godzinie bramy były już zamknięte...Ale...
Drobny problem dla czarodzieja. Mruknął cichutko zaklęcie pozwalające mu otworzyć kłódkę i zdjął łańcuchy z bramy. Otworzył ją i wpuścił dziewczynę do środka, cały czas zasłaniając jej oczy jedną dłonią. Wprowadził ją szybkim krokiem na wyższe części parku i w końcu odsłonił jej oczy, którym ukazał się niesamowity widok (dokładnie taki jak na obrazku).
-I jak? - machnął drugi raz różdżką, a nagle niemalże z nieba przyleciała do nich butelka dobrego białego wina i dwa kieliszki, które złapał. Zaprosił ją gestem na ławkę.
Najpiękniejsze było to, że byli tu całkiem sali, było cicho...
I był tutaj z niesamowitą dziewczyną, z jakiegoś powodu dalej mu zależało, by czuła się cudownie.
Otworzył wino, uśmiechając się cały czas tak jak wcześniej, a gdy już rozlał do dwóch kielichów odstawił je na ziemii przy ich nogach.
Czuł się trochę jak gówniarz, włamanie do parku, picie w nim alkoholu...
Ale często tutaj przebywał, właśnie w tym miejscu. Gdy musiał pomyśleć.
-To jest miejsce, do którego przychodzę, gdy mam wszystkiego dość. Biorę ze sobą jakieś piwo, siadam i rozmyślam nad wszystkim, odcinam się od rzeczywistości. Ale tylko w nocy. W dzień nie jest tutaj tak...magicznie. Nigdy tutaj nikogo nie przyprowadziłem.. - powiedział cicho sięgając po papierosa, który po chwili zapłonął między jego wargami. Zaciągnął się i wypuścił chmurę specjalnie w drugą stronę, by nie dmuchnąć na nią. Wiedział, że nie wszyscy to lubią.
-Więc...powiesz mi coś ciekawego o sobie? Chciałbym wiedzieć o Tobie jak najwięcej. - mówił patrząc na roztaczający się przed nimi widok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elizabeth Russell



Liczba postów : 44

PisanieTemat: Re: Richmond Park   Nie Mar 15, 2015 2:57 pm

To wszystko zaczynało się robić naprawdę dziwne. I gdyby Rick okazałby się psychopatycznym mordercą, z pewnością Russell wpadłaby teraz w jego pułapkę. Niemniej jednak przeczucie mówiło jej, że może mu zaufać... możliwe, że łatwiej jej było obdarzyć kogoś zaufaniem w czasie upojenia alkoholowego. Rick wciąż zakrywał jej oczy. Mogłaby użyć zaklęcia, ale widocznie chciał sprawić jej pewnego rodzaju niespodziankę, a ona zaś nie potrafiła mu zniweczyć "planu". Wciąż czuła na karku jego ciepły oddech. Drobne dreszcze przechadzały się po jej ciele, co najmniej dwa razy musiała wstrzymać powietrze oszołomiona taką pieszczotą... niepozorną wręcz. Panna Russell poczuła przypływ mocy mężczyzny, usłyszała dźwięk otwieranej się bramy. Po chwili już znajdowali się w królewskim parku w Londynie. Elizabeth zmrużyła powieki przyglądając się pięknej matce naturze. Nie należała do tych, które zachowywały się jak leśne nimfy, podbiegały do kwiatków i śpiewały wesołe piękne pioseneczki. Nie była tak subtelna, delikatna... a mimo to drzemała w niej kruchość, która ukazywała się w najmniej spodziewanych momentach. Na zewnątrz była jednak twardą babką, jak to kiedyś przyznał jej przyjaciel z pracy. Musiała coś powiedzieć, w końcu Whites oczekiwał reakcji.
- Przypominają mi się błonie w Hogwarcie. - uśmiechnęła się znacząco. Mnóstwo wspomnień przemknęło jej raptem przed oczyma. W końcu jednak usiadła na ławeczce. Byli tu sami. Oświetlała ich zaledwie jedna samotna lampa, druga jak kropka światła w czeluści ognia zapewne znajdowała się kilkanaście metrów dalej. Rick przywołał jeszcze butelkę białego wina i kieliszki. Elizabeth próbowała być oburzona, jednak rozbawienie w oczach psuło jej groźny wyraz twarzy.
- Och, panie Whites! Teraz jestem pewna, że chce mnie pan upić! - pokręciła głową i chwyciła zaraz za kieliszek. Obserwowała, jak trunek rozlewa się po ściankach ilekroć nim ruszyła. Mężczyzna podjął temat, dość... prywatny i z pewnością nie pasujący do Russell. Miała ona jednak umiejętność, bardzo cenną - potrafiła słuchać. Zmrużyła powieki zdając sobie sprawę, że pod tą maską radosnego faceta, kryje się coś głębszego.
- Jestem pierwsza. - stwierdziła jedynie. Westchnęła zaraz, kiedy okazało się, że Rick również zapragnął dowiedzieć się o niej więcej. Nie lubiła się zwierzać... zdecydowanie nie. Ale to wszystko, co zrobił, to miejsce, naprawdę mu ufała. I mogłaby żałować wszystkiego jutro, dziś jednak czuła, że podzieli się z kimś swoim ciężarem. - Niedawno odnalazłam matkę. Pewnie jej Ci znana... - to powiedziała znacznie ciszej, jakby do siebie. Ród Brownów, kto by nie znał...
- Nie należę do osób, które wybaczają. Jednak byłam skłonna to zrobić. Byłam skłonna wybaczyć jej to, że mnie zostawiła. Gdyby... - zagryzła nerwowo wargę i przeniosła wzrok na niego. Rozgwieżdżone niebo. - nie fakt, że mam siostrę. Muszę ją odnaleźć. Ale... bądź rad, że tyle z siebie wykrzesałam, nie każ mi rozwijać tego wszystkiego. Mam wrażenie, że nie jesteś do końca szczęśliwy. Nie mylę się, prawda?
Ach, tak! Pojawiła się prawdziwa Elizabeth! Ta wymijająca trudnej odpowiedzi, ta, która potrafi manipulować rozmową... szybko zeszli na tor jego zwierzeń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3394-elizabeth-russell#56732
Rick Whites



Liczba postów : 53

PisanieTemat: Re: Richmond Park   Nie Mar 15, 2015 6:16 pm

Zaraz, dlaczego od razu dziwne? Czy naprawdę jest w tym coś dziwnego, że mężczyzna zachowuję się jak niepoprawny romantyk? Że dopiero co poznaną kobietę zabiera w ważne dla niego miejsca i zaczyna jej mówić o sobie? Hmm...Może faktycznie Rick nie należał do najnormalniejszych ludzi, ale mimo tej powłoki złośliwej panienki którą pokazywała miała w sobie - gdzieś w środku - coś...sam nie do końca potrafił określić co, coś, co sprawiało, że mógł jej zaufać. To dopiero jest pogmatwane i dziwne. Ale przynajmniej było ciekawie, ludzie w pełni normalni są nudni. O tak.
-Błonie w Hogwarcie? Być może i tak. Pamiętam dobrze jak uciekało się w nocy z zamku, ciekawe swoją drogą czy Filch jeszcze żyje.. - mruknął, a potem zaśmiał się cicho. Na samo wspomnienie tego co zrobił podczas swoich najlepszych lat w Hogwarcie, by uprzykrzyć życie wspaniałemu Panu woźnemu robiło mu się wesoło. Oj...
-Chciałbym znów przeżyć lata nauki w Hogwarcie. Tam wszystko było takie..prostsze. - sam sięgnął po swój kieliszek wina upijając spory łyk. Trochę kwaśne, ale dobre. Po raz kolejny uniósł papierosa do ust i wypuścił chmurę obserwując jak dym wznosi się w górę i miesza z powietrzem, jakby to był aktualnie najciekawszy widok tutaj. Ponownie spojrzał na nią, utkwił swoje spojrzenie prosto w jej oczach, zauważając, że również mu się bardzo podobają.
-Upić? Po co miałbym Panią upić, Panno Russell? - och, jacy oni zrobili się oficjalni!
W końcu zaczęły się poważniejsze tematy, więc wypadało zmazać ten uśmieszek z ust i wysłuchać tego co niebieskooka ma mu do powiedzenia. Zamyślił się na chwilę, gdy zakończyła swoją wypowiedź na temat rodziny.
-Hmmm...Siostrę? - przerwał jej powiedział, nie wiedzieć dlaczego. Ale tego tematu nie zamierzał poruszać, na pewno nie prędko to nie było coś...o czym chciałby z kimkolwiek rozmawiać. Ale cóż, w końcu padło pytanie w jego kierunku.
Czy jest do końca szczęśliwy? Sam nie wiedział. Nie był pewien, w jego życiu nie było wielu powodów do radości...Zastanowił się chwilę, w między czasie ponownie zaciągając się dymem tytoniowym..
-Hmm...Powiem tak, nauczyłem się doceniać małe rzeczy. Cieszę się z rzeczy, z których inni ludzie nie zawsze potrafią. Z tego, że mam chwilę odpoczynku, że mogę sobie spokojnie wypić piwo. Z tego, jak ptaki rano wesoło ćwierkają, z czasem zaczynasz zauważać rzeczy na które wcześniej nie zwracałaś uwagi...i dostrzegasz piękno świata. Szczególnie, gdy żyjesz sam, gdy wszystko robisz sam, gdy przestajesz potrzebować kogokolwiek. I doceniam to, iż otworzyłaś się chociaż odrobinę przede mną. Bardzo mi miło. Czuję się zaszczycony. - uśmiechnął się wesoło na końcu, ponownie wbijając spojrzenie w jej oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elizabeth Russell



Liczba postów : 44

PisanieTemat: Re: Richmond Park   Wto Mar 17, 2015 8:10 pm

- Ten uroczy staruszek wciąż trzyma się przy życiu... wciąż powtarza, że przez te bachory- tu próbowała naśladować jego głos - utraci resztki sił, ale jak chcę to potrafi przebiec korytarz w obawie, że ktoś znowu zadrwił z pani Norris. - roześmiała się cicho. Nikt nie działał jej na nerwy, jak woźny... no, prócz Irytka, ale on sam w sobie mia wszystkich drażnić. Właściwie z Filchem było identycznie, ten charłak do nikogo nie żywił większych uczuć. Obudziła się ze wspomnień stwierdzając, że Rick może zapewne dziwić się, że panna Russell posiada takie informacje.
- Byłam niedawno w Hogwarcie. - kiwnęła głową i rozejrzała się ze spokojem. Powietrze było lekkie, zimno drażniło jej policzki, które momentalnie nabrały rumieńców. Przymknęła na moment powieki wraz z potokiem jego słów, kiedy to wspominał hogwarckie lata. Uśmiechnęła się znacząco do siebie samej... miała cudowne dzieciństwo i chętnie do niego wracała. Jednak była twardo stąpającą po ziemi kobietą, szybko wyrwała się z zadumy i zwróciła spojrzenie w jego stronę. Powtórzył słowo "siostra", nie zareagowała na to szczególnie. Czekała, kiedy w końcu temat przejdzie na niego. Na szczęście podjął się jej manipulacji. Oparła łokieć o oparcie ławki, od czasu do czasu przeczesując blond włosy. Patrzyła mu prosto w oczy, one zawsze mówiły prawdę. Właściwie niegłupio mówił, dlatego poprawiła się z wyraźnym ożywieniem... naprawdę zaczął ją intrygować.
- Ach, a może po prostu wydaje Ci się, że nikogo nie potrzebujesz. Samotność jest dobra, ale na krótką metę. Człowiek później zaczyna wariować, nie sądzisz? Może... już jesteś wariatem. - a może ja? mruknęła sama do siebie, kiedy poczuła dziwne ciepło pod wpływem jego intensywnego spojrzenia. Wstała z ławki i zrobiła kilka kroków, jakby napawała się naturą. Biła się z myślami, irracjonalnymi zresztą. W końcu jednak odwróciła się do swojego towarzysza, rzucając mu tajemnicze zmrużone spojrzenie.
- Chodź tu... do mnie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3394-elizabeth-russell#56732
Rick Whites



Liczba postów : 53

PisanieTemat: Re: Richmond Park   Wto Mar 17, 2015 8:26 pm

Uroczy staruszek? I kwestia jej normalności została rozwiązana. Kto przy zdrowych zmysłach nazwał by Filcha 'uroczym staruszkiem'? Przecież to tak jakby nazwać trolla uroczym zwierzątkiem. Zaśmiał się w duchu, ale nie skomentował tego. Szczerze mówiąc...nie zamierzał w ogóle toczyć dalej tematu woźnego, to było kompletnie zbędne, gdy zaczęli już poruszać naprawdę poważne tematy.
Dlaczego on w ogóle z nią o tym rozmawiał?
Przecież...znał ją zaledwie od kilku godzin. Bądź co bądź już trochę zdążył się na niej poznać, przynajmniej tak mu się przez chwilę wydawało. Też nie miała lekko, mimo, że była złośliwa, to w środku kryła się dobra osoba. Wspomniał słowa z hotelu...
'Co Ty ze mną robisz...' - oj właśnie, nie miał pojęcia co z nią robi, ale chyba powoli zdobywał jej zaufanie - a powszechnie wiadomo, że na to potrzeba czasu. Być może on zdobędzie je szybciej, niż ktokolwiek inny. Nikt nie wie co przyniesie los..
-Hmm? W jakim celu tam byłaś? Jeśli mogę wiedzieć oczywiście. Być może to jedna z wielu Twoich tajemnic.. - uśmiechnął się nie odrywając od niej wzroku nawet na chwilę. Czuł się zahipnotyzowany tym spojrzeniem, ale wiedział, że ona również mięknie, gdy wbija w nią swój wzrok. Następne zdania, które wypowiedziała dały mu trochę do myślenia.
-Być może i tak - chociaż szczerze mówiąc czasem nie wiem czy to świat wariuje, czy ja. A może i jedno i drugie? Mimo wszystko...Gdy jesteś sam wszystko wydaje się prostsze, gdy dbasz tylko o siebie, nikt Ci nie mówi co masz robić...U mnie to trwa już długo i po prostu...Mam wielu kumpli, ale najlepszy to samotność. On mnie dobrze rozumie. - powiedział, obserwując jej ruchy, gdy podniosła się z ławki.
Był urzeczony samym jej sposobem poruszania się, figurą, wszystkim jak do tej pory. Odwróciła się powoli w jego kierunku, a on poczuł się..dziwnie. Gdy poprosiła...nie...kazała mu wręcz przyjść do siebie, jego ciało zareagowało samo, może nawet wcześniej niż umysł, jakby bardzo tego chciał, jakby zrobił to podświadomie. Podszedł do niej, stanął blisko patrząc jej dalej w oczy.
-Hmm? - mruknął jakby nie rozumiał o co jej chodzi. Chociaż on wiedział czego teraz chciał, tylko czy ona chciała?
-Nie jesteś naprawdę taka, jaką siebie pokazujesz na zewnątrz...ta złośliwość, to tylko głupia maska. - szepnął, nie odrywając od niej wzroku. Znał się na ludziach, po prostu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elizabeth Russell



Liczba postów : 44

PisanieTemat: Re: Richmond Park   Wto Mar 17, 2015 9:19 pm

Wokół rozbrzmiał jej dość niekontrolowany śmiech. Nie miała zbyt dużo hamulców, alkohol wciąż kierował jej zachowaniem. Uspokoiła się jednak zaraz przypominając sobie, że właściwie nie powinno ich tu być, a odgłosami tego typu mogłaby zwołać nieproszonych gości. Patrzyła mu teraz prosto w oczy zastanawiając się, co ten mężczyzna może mieć w sobie, że po prostu mu się poddaje... że przyspiesza jej serce, rodzi się w niej w jakiś sposób namiętność, ale i tak zgoniła to wszystko na alkohol we krwi. Miała jednak dużo siły w sobie i odpierała jego atak, nie mogła się poddać bez walki. Rick ponownie wyrwał ją z zadumy. Uśmiechnęła się tajemniczo a zarazem zadziornie. Właściwie czemu by nie... może się z nim nieco podrażnić.
- Owszem, byłam. A wiesz... takie tam prywatne a może jednak służbowe sprawy. - rzuciła niby tak od niechcenia, a rzeczywiście śledziła jego reakcję. Był jeszcze dla niej nieznanym, zapragnęła go odkrywać, na nowo, wciąż na nowo. Nie ugięła się pod jego spojrzeniem, nawet jeśli było tak intensywne, hipnotyzujące wręcz. Musiała na moment wstrzymać powietrze, ale na szczęście nie mógł tego zauważyć. Wsłuchała się w Jego męski głos.
- Samotność... to musi być naprawdę nudne, Rick. Każdy potrzebuje samotności, ale nie na długo. Jesteśmy stworzeniami stworzonymi do relacji między sobą. Każdy ma swoją specyfikę. Ale myślę, że przyzwyczaiłeś się do samotności... aż uwierzyłeś, że stała się ona Twoim przyjacielem. - wzruszyła ramionami i wtedy też poszła oprzeć się o drzewo. Odwróciła się zaraz wydając mu rozkaz pełen tajemniczej nuty, gdyby chciał... uchwyciłby też w tym głosie domieszkę uwodzicielstwa. Poszedł, natychmiast, co spodobało się pannie Russell. Był naprawdę blisko. Atmosfera zagęściła się pomiędzy nimi tak, że ciężko było wręcz oddychać.
- Rick. - wyszeptała jego imię, miękko i prawie bezgłośnie. Wystarczyło się pochylić i och, zadrżała na samą myśl, co by było gdyby tak zrobiła i BUM! Czas prysł. Poczuła się kompletnie naga, oszołomiona i... rozpracowana, w małym stopniu, a jednak. Czar prysł. Odchyliła się momentalnie i pokręciła głową. Nie odwróciwszy się nawet zmierzyła w drodze do bramy. Była wredna, była zła... wszyscy mieli tak myśleć, nawet on. Mimo że chciała się odwrócić i przyznać mu rację. Nie, niech ma nauczkę! Całą sobą walczyła chęcią powrotu. Użyłaby teleportacji, by znaleźć się w domu, albo cokolwiek... ale chciała wrócić tam, do hotelu. Zobaczyć ten romantyczny wystrój, uśmiechnąć się i odejść. Po prostu.


(zt, kochasiu!)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3394-elizabeth-russell#56732
Rick Whites



Liczba postów : 53

PisanieTemat: Re: Richmond Park   Wto Mar 17, 2015 9:34 pm

Zupełnie jakby czas na chwilę się zatrzymał, gdy znaleźli się tak blisko siebie. Faktycznie, pierwszy raz od jakiegoś czasu poczuł dziwne ciepło w okolicach klatki piersiowej, po plecach przeszły mu ciarki...Aj, nie miał kompletnie pojęcia co ona z nim robiła. Ale nie chciał chyba tego wiedzieć, chyba podobało mu się to i chyba był nią oczarowany. Nie, nie chyba. Zdecydowanie dokładnie tak było. Cholera, co sprawiało, że aż tak jej się poddawał..? Uśmiechnął się słysząc swoje imię, i ze zdziwieniem stwierdził w duchu, że cholernie mu się podoba, gdy je mówi. Ale nagle - zupełnie niespodziewanie wszystko to się skończyło. Nie wiedział dlaczego, wydawało mu się, że nie zrobił nic złego, ale nigdy nie wiadomo.
Zanim odeszła, zdążył tylko powiedzieć cicho:
-To chyba trochę nie fer...nie uważasz? W razie czego wiesz gdzie mnie znaleźć... - można było usłyszeć smutek w wypowiadanych przez niego słowach, wyraźny smutek, a potem...odwrócił się w drugą stronę i również sobie poszedł.
Po drodze...musiał zachaczyć o jakiś sklep.
~z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aidan Pond



Liczba postów : 49

PisanieTemat: Re: Richmond Park   Nie Maj 17, 2015 9:48 pm

Maj.
Czy to nie odpowiedni miesiąc na flirty, miłości i spełnianie swoich marzeń. Mężczyzna zwiedził praktycznie cały świat, ale nie zaznał w swoim całym życiu tego, co czuł kiedy widział tą jedną kobietę.
Narcyza Black.
Piękna, szlachetna, budziła w nim najwyższe uczucia. Chciał ją nosić na rękach, nawet mimo swojej złej natury. Niestety ona już była obiecana innemu. Mógł jedynie cieszyć się chwilami, kiedy widział ją. Rozmową...
To wychodziło mu najlepiej, chyba lubiła jego poczucie humoru. Podobał mu się w niej uśmiech. Potrafił rozjaśnić cały jego dzień. Poprawić humor... ale...
Ono zawsze było i będzie. Niestety.
Tego dnia umówił się z nią o tej samej porze, co zwykle. Ile to trwało? Nie miał pojęcia, nie liczy się przecież jednych z najszczęśliwszych momentów w swoim życiu.
Usiadł na oparciu ławki ciesząc się promieniami słońca. Było gorąco, wiec zrezygnował z charakterystycznego dla siebie płaszcza. Stwierdził, że koszula wystarczy. Wybrał też czerwone trampki i zadowolony z siebie wpatrywał się w dal za przyjaciółką, która skradła mu chyba serce...
Róża czekała na nią na ławeczce. Bał się, że ona uschnie, tak jak on codziennie usychał bez niej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Narcyza Malfoy



Liczba postów : 189

PisanieTemat: Re: Richmond Park   Nie Maj 17, 2015 10:16 pm

Spojrzała na zegarek. Jak zwykle przybyła na miejsce punktualnie. Podobnie jak on. Zarzuciła blond włosy do tyłu. Uwielbiała towarzystwo Aidana. Był dla niej jak pokrewna dusza. Mogła mu się wygadać ze wszystkich swoich problemów, a on ją przytulał i żartował, co zawsze dodawało jej otuchy. Kołysząc lekko biodrami podeszła w jego stronę.
- Mój drogi. - powiedziała kładąc swoją szczupłą i wypielęgnowaną dłoń na jego ramieniu. - Witaj.
Usiadła tuż obok niego, trzymając nogi blisko siebie. Tak robiły prawdziwe damy. Tak została wychowana. Posłała mu jeden ze swoich zniewalających uśmiechów. Nie był wcale sztuczny, o nie! Naprawdę cieszyła się z tego spotkania. Miała mu tyle do powiedzenia. I musiała mu zadać bardzo ważne pytanie. Westchnęła i spuściła głowę. Powinna teraz? Zacisnęła obie ręce. Raz kozie śmierć.
- Wiesz, że wychodzę za mąż za Lucjusza Malfoya, prawda? - powiedziała cicho. - Chciałabym zaprosić cię na nasz ślub. Zawsze byłeś i będziesz dla mnie kimś ważnym. Nie wyobrażam sobie tego dnia bez ciebie.
Spojrzała mu głęboko w oczy, czekając na odpowiedź. Bardzo chciała, by przyszedł. Nie zauważyła nawet kiedy złapała go za rękę. To było takie naturalne. Takie... Poprawne. Tak, tylko to słowo przychodziło jej do głowy. Inaczej nie potrafiła tego wytłumaczyć.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Narcyza Black
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1095-narcyza-black
Aidan Pond



Liczba postów : 49

PisanieTemat: Re: Richmond Park   Nie Maj 17, 2015 10:32 pm

Kiedy przyszła uśmiechnął się do niej promiennie. Po prostu tak jak zawsze, poczuł się jak w domu. Nie musiał nikogo i niczego udawać. Był sobą.
Wręczył dziewczynie różę. Zawsze to robił, był to dla niego miły gest. Chciał w końcu pokazać jej, że zawsze będzie dla niego ważna. Nawet jak już zostanie panią Malfoy on dalej będzie przychodził z kwiatami, będzie mogła na niego liczyć.
Kiedy zaprosiła go na uroczystość uśmiechnął się szerzej. Nie dał po sobie poznać, że trochę go to zabolało. W końcu nie będzie mógł wyrwać jej z domu o każdej porze dnia i nocy...
To drugie chyba nie bardzo spodobałoby się Lucjuszowi. Zresztą, co go to obchodziło. Nie przepadał za blondynem. Aidan wiedział, że mężczyzna miał coś na sumieniu, nie bardziej od samego Ponda, ale jednak.
Martwił się czasami o Blackównę, wydawała mu się taka krucha... Było to mylne wrażenie, ponieważ tak naprawdę drzemała w niej niesamowita siła.
-Dziękuję, na 100% się pojawię. Obiecaj mi tylko chociaż jeden taniec.- wstał i pociągnął ją w swoją stronę. Wziął ją w ramionach, tak że przyjęli pozycję do walca. Uśmiechnął się szerzej pokazując swoje białe ząbki. Okręcił ją i zaczął się delikatnie poruszać.
-Przy tobie zapominam o istotnych sprawach.- powiedział kręcąc głową i wyczarowując mały sprzęcik pochodzenia mugolskiego. Znał się na tym, więc szybko włączył muzykę. Spokojną... I tak sobie mogli przytuleni bujać po parczku. Ludzie patrzyli się na nich, ale Aidan się tym nie przejmował. Miał ich daleko, ważne, że dobrze się bawił. Tak było!
-Wolę ten taniec zaliczyć też teraz, w końcu na weselu nie tylko dla mnie będziesz najważniejszą kobietą na sali.-stwierdził śmiejąc się. Obserwował w międzyczasie innych ludzi, którzy... chyba mieli go za wariata. Ale czy to źle szaleć z osobą, którą się uwielbiało?
Zresztą, gdyby mógł zabrałby ją na bal do Henryka VIII, ale... Charles zabrał ich budkę. Trudno. Będą musieli zadowolić się parkiem. Musiał pomyśleć o wybudowaniu jakiegoś domku na drzewie. Czy to nie byłoby ekscytujące? Mogliby czuć się wiecznie jak dzieci.
Zresztą oni do tej pory nimi byli. Nie można było z tym w ogóle dyskutować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Narcyza Malfoy



Liczba postów : 189

PisanieTemat: Re: Richmond Park   Pią Maj 22, 2015 1:50 pm

Powąchała różę i wpięła ją sobie we włosy. Zawsze tak robiła. I nigdy w życiu nie przyznała mu się do faktu, że wciąż ma wszystkie inne róże, które jej podarował. Suszyła je i wkładała do swojego pamiętnika. Ucieszył ją fakt, że jej ukochany Aidanek, bo tak uwielbiała go nazywać w swoich myślach, pojawi się na jej ślubie. To wiele dla niej znaczyło. W końcu komu innego mogła wypłakać się na ramieniu, kiedy Bella i Lucjusz nie mieli dla niej czasu? Jednak to nie ostatnia rzecz, którą miała mu do zakomunikowania. Było to o wiele ważniejsze, niż zaproszenie na ślub. Nie wiedziała jednak, jak mu to przekazać, więc pozwoliła porwać mu się do tańca.
- Uwierz mi. Ja również zapominam. Jednak nie myśl sobie, że to coś złego. To jedna z tych rzeczy, które w tobie uwielbiam, drogi Aidanie.
Położyła głowę na jego ramieniu, pozwalając mu się prowadzić. W głowie wciąż miała jedną myśl, która nie dawała jej spokoju. Nawet Lucjuszowi o tym nie powiedziała. To nie była byle jaka sprawa. Doskonale o tym wiedziala. I ta "sprawa" nie była zamierzona. Lecz jakie to ma znaczenie, skoro i tak będą małżeństwem? Chciała, by Aidan pomógł jej myśleć. Spróbowal naprowadzić na właściwy tor. Przełknęła głośno ślinę. Musiała to zrobić. Podniosła powoli głowę i spojrzała mu prosto w oczy.
- Chciałam, żebyś jako pierwszy się o tym dowiedział. Jest mi bardzo ciężko i muszę wygadać się komuś, kto mnie zrozumie, zanim powiem o tym swojemu narzeczonemu.
Wiedziała, że zrobił się w tym momencie bardziej czujny. Był świadomy tego, że to, co mu powie jest bardzo ważne. Ona też.
- Ja... Jestem w ciąży. - powiedziała cicho. - Tak, to dziecko Lucjusza.
Nie miała pewności do tego, jak naprawdę zareagował na taką... Cóż. Niby jest do dobra wiadomość, lecz nieco nieoczekiwana i zaskakująca. Ciąża i to tuż przed ślubem?

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Narcyza Black
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1095-narcyza-black
Aidan Pond



Liczba postów : 49

PisanieTemat: Re: Richmond Park   Pią Maj 22, 2015 4:21 pm

Spodziewał się różnych informacji, tego że spotyka się z Henrykiem VIII, została żoną króla angielskiego lub wynalazła bombę atomową najnowszej generacji, ale nie tego, że była w ciąży.
Nie, żeby nie szanował czy nie lubił Malfoya, po prostu ten człowiek go irytował. Miał ochotę go rozszarpać, jednak powstrzymywał się ze względu na Narcyzę. Była jego przyjaciółką i tak będzie zawsze. Przynajmniej miał taką nadzieję. Na wieść o tej cudownej nowinie uśmiechnął się...
-Gratuluję! To chyba powinniśmy bardziej uważać.-stwierdził prowadząc dziewczynę na ławkę. Chyba to było odpowiednie. Skierował swoją głowę w stronę brzucha Narcyzy i przyjrzał mu się z uwagą zastanawiając, który to już miesiąc, tydzień. Zresztą coś tutaj było nie tak, czy czasem w czystokrwistych rodach kobieta do ślubu nie powinna iść dziewicą? Zresztą, co za różnica wychodziła za ojca swojego dziecka.
-Cześć maluchu! Mam nadzieję, że się tam dobrze miewasz... Może akurat zostanę twoim chrzestnym. Jeśli twoja mama się zgodzi przeżyjesz niesamowite przygody. Obiecuję ci to.- stwierdził głaskając brzuszek Blackówny. po czym zaczął się śmiać. W sumie takiego rozwoju sytuacji to się nigdy nie spodziewał, a jak opowie o wszystkim swojemu bliźniakowi to nie będzie miał życia. Zresztą nie było ważne.
Istotne było szczęście blondynki prawda?
-To co, będę mógł być chrzestnym?-zapytał uśmiechając się przeuroczo do przyjaciółki. Wyszczerzył się jak nigdy wcześniej, w sumie nawet mu na tym zależało. Wtedy nikt nie miałby prawa zabraniać mu kontaktu z dziewczyną. Zresztą maluchy też uwielbiał... Super byłoby móc zabierać kogoś do zoo, na wycieczki itd. Raczej sam nie planował potomstwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Narcyza Malfoy



Liczba postów : 189

PisanieTemat: Re: Richmond Park   Pią Maj 29, 2015 5:35 pm

Na całe szczęście mogła odetchnąć z ulgą! Wiedziała, że z Aidanem nie będzie żadnych problemów, lecz mimo wszystko wstrzymała na chwilę oddech. Był taki nieskomplikowany... I musiała przyznać, że przystojny. Zawsze tak uważała. Do tego wszystkiego zawsze poprawiał jej humor. Uwielbiała facetów z poczuciem humoru, a Lucjusz nie zawsze śmiał się z jej żartów. Pozwoliła mu zaprowadzić się na ławkę. Oparła głowę na jego ramieniu i przymknęła oczy.
- O nie, nie! Żadnych przygód! Zresztą... Lucjusz na to nie pozwoli. Ja również. - spojrzała na niego ostro, lecz z uśmiechem. Kto mógłby gniewać się na tego przystojniaka? Zadrżała pod jego dotykiem, lecz nie dała nic po sobie poznać. Gdyby nie poznała swojego ukochanego, najpewniej byłaby właśnie z nim. O ile on chciałby z nią być. Czemu ona w ogóle o tym myśli? Niedługo wyjdzie za mąż za mężczyznę, którego kocha prawie tak samo, jak swoją siostrzyczkę.
- Nie wiem, czy mój narzeczony się na to zgodzi. Ja już wybrałam chrzestną. Decyzja należy do niego... - urwała i zacisnęła usta w wąską linijkę. - Czy wy... Lubicie się?
Nigdy nie widziała, by ci dwaj darzyli się nawzajem sympatią. Bardzo jednak chciała, by było to nieprawdą.
- Wiesz, że dużo dla mnie znaczysz. Chciałam, żebyście zostali przyjaciółmi. Lub przynajmniej kumplami. Wtedy byłoby mi łatwiej.
Westchnęła ciężko i wtuliła się w swojego towarzysza.
- Tak bardzo się boję, Aid... - szepnęła słabo.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Narcyza Black
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1095-narcyza-black
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Richmond Park   Today at 2:47 am

Powrót do góry Go down
 

Richmond Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
List z Hogwartu :: Wspomnienia :: Porządki 3. :: POZA HOGWARTEM :: LONDYN-