a
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Sad Moose
List z Hogwartu
Niestety jak to często bywa, coś się kończy, a coś innego zaczyna. Czas Listu z Hogwartu dobiega końca. Mam nadzieję, że część osób będzie wspominało tę stronę z pewnym sentymentem, a nawiązane tutaj znajomości przetrwają pomimo zakończenia naszej działalności. Dziękujemy za te dwa lata! Administracja


 

 Sad Moose

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Budowy



Liczba postów : 299

PisanieTemat: Sad Moose   Wto Wrz 16, 2014 2:23 pm



Smutny Łoś to lokal który raczej większość osób omija szerokim łukiem, no chyba ze ma się ochotę pospiskować, wynająć jakiegoś drab lub po prostu dostać po twarzy. Na pierwszy rzut oka wydawało się ze jest to przytulny bar, nic bardziej mylnego, rzędy stolików zajmują typy spod ciemnej gwiazdy, usiądziesz się na krzesło i masz tą obawę że się od niego nie odkleisz, jeść raczej też bym tutaj nie radziła. No chyba że żołądek ze stali to wtedy, na własne ryzyko. Dobra rada brzmi: uważaj na każdym kroku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nicholas James Sharker



Liczba postów : 273

PisanieTemat: Re: Sad Moose   Sro Lis 05, 2014 11:05 pm

Dawno go nie było. Zdecydowanie zbyt długo. Musiał przemyśleć kilka rzeczy, zniknąć stąd..ale nie powinien tego robić. Odwalił akcję, czas na poniesienie konsekwencji za to wszystko. Ubrany dość elegancko, w wygodne buty, jeansy i Czarną koszulę pchnął mocno drzwi do tego lokalu, który bądź co bądź nie był specjalnie znany. Dostał informację, że pewna kobieta dorabia tu sobie jako barmanka. Nie. Nie pewna kobieta. Miłość jego życia, kobieta którą potraktował bardzo źle. Co mu pozostało? Błagać ją o przebaczenie? Prosić by przyjęła go z powrotem. Zrobił by wszystko by mu wybaczyła, choć były na to marne szanse. Podszedł do baru, z białą różą w dłoni. Szukał jej wzrokiem, a gdy w końcu znalazł...
Zaparło mu dech w piersiach.
-Lilly.. Możemy porozmawiać? - udało mu się wysapać, spuścił wzrok..nie miał odwagi patrzeć jej w oczy. Miał nadzieję, że da mu szansę.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _


Nicholas James Sharker

A gentleman is a man
who has respect for those
who can be of no possible service to him


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lilly Crew



Liczba postów : 156

PisanieTemat: Re: Sad Moose   Sro Lis 05, 2014 11:37 pm

-When I die and they lay me to rest
Gonna go to the place that's the best
When I lay me down to die
Goin' up to the spirit in the sky

Goin' up to the spirit in the sky
That's where I'm gonna go when I die
When I die and they lay me to rest
Gonna go to the place that's the best

To były pierwsze słowa, które usłyszał Nick, wchodząc do baru, którego główną słąwą było to, że żeby wyjść stąd ze wszystkimi zębami najlepiej było wcale nie wchodzić. Mimo to bar trzymał swój klimat, przypominał jeden z saloonów na Dzikim Zachodzie, zwłaszcza muzyką, zapachem piwa i lekką wonią potu. Mimo to Lilly lubiła tu pracować. Czasami zostawała tu na noc, siedząc na ladzie, popijając piwo i grając z samą sobą w rzutki, czasem wpadał Trick, posiedzieć z nią do późna. Karłowaty właściciel baru zdecydowanie nie sprawiał wrażenia draba (może dlatego, że miał jakiś metr wzrostu.), zwłaszcza, że dziewczyna potrafiła rozśmieszyć do łez. Lilly jednak nie siedziała teraz na ladzie, ale stała za nią, energicznie trąc kufel ścierką. Wysoko spięte włosy opadały na jej ramiona, kiedy wgapiała się w szkło z taką zawziętością, jakby plamka na powierzchni naczynia miała zaważyć na losach ludzkości. Mimo to podniosła głowę, kiedy zauważyła, że ktoś podszedł do baru. Zamarła na chwilę, jednak wróciła do czyszczenia kufla. Serce, które przed chwilą zabiło mocniej uspokoiło się, a kobieta powróciła spojrzeniem do naczynia.
- Mamy o czym? Jakoś się nie przejmowałeś rozmowami jak dotąd. Cudowne oświecenie, że ktoś czasem chce wiedzieć, gdzie jesteś?
Chłodny ton kobiety zwrócił uwagę karła, który, przechodząc obok, obrzucił Nicholasa niechętnym spojrzeniem.
- W porządku, Trick.
Uspokoiła go Li, jednak niewiele to dało. Podreptał na zaplecze, burcząc coś o "nieodpowiedzialnych gówniarzach". Po chwili skończyła czyścić naczynie i odstawiła je na półkę.
- No co tak stoisz? Szczęścia szukasz?
Nie zamierzała, nie chciała i nie powinna być miła. Nie zasłużył na to, a nawet jeśli, to ona jakoś tego nie dostrzegała. Nie była nawet zła. Chyba bardziej rozczarowana, ale diabli ją wiedzą...

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1754-lilly-crew
Nicholas James Sharker



Liczba postów : 273

PisanieTemat: Re: Sad Moose   Czw Lis 06, 2014 10:29 pm

Muzyka nie była szczególnie.. Hmm..nie, inaczej. Raczej nie trafiała w jego gusta. Ale cóż, nie miał zamiaru narzekać. Nie był raczej w stanie do takich rzeczy. Nie było żadnego wytłumaczenia na jego zachowanie, nawet najmniejszego. Zachował się jak gówniarz, jak ostatni kretyn...ale dość o nim. W końcu pojawiła się ona, piękna jak zwykle..Ale jej słowa już takie piękne nie były. Ale zasłużył. Wysłuchał wszystkiego z pokorą, a gdy ujrzał spojrzenie, którym obdarzył go ten śmieszny karzełek...tylko dla niej powstrzymał się od jakiegoś komentarza. To by tylko pogorszyło sprawę. Wysłuchał wszystkiego co ma do powiedzenia. Nie mają o czym? Raczej mieli, przynajmniej według niego, ale nie powiedział tego na głos. Zdobył się tylko na spuszczenie głowy w dół. Wzrokiem błądził gdzieś po ziemi, po swoich butach..wstyd mu było. Zacisnął palce na róży którą dzierżył, po palcach popłynęła mu krew. Nie wiele, ale jednak. Drugie pytanie sprawiło, że zadrżał..cholera jasna. Miał przesrane, jak można tak bardzo kochać osobę, czuć do niej respekt...
-Moje szczęście stoi przede mną.. - mruknął niewyraźnie, a następnie położył różę na blacie przed nią. Zmusił się by unieść głowę do góry, spojrzeć na nią.
-Przepraszam, tak strasznie przepraszam.. Nie ma najmniejszego wytłumaczenia na to wszystko, jestem jeba*ym egoistą..przytoczyło mnie to wszystko, jak zwykle pomyślałem tylko o sobie, ale kocham Cię Lilly, tak strasznie Cię kocham.. Chcę tylko prosić o wybaczenie. Nie chcę się tłumaczyć. A najbardziej chcę Twojego szczescia. Nie wiem już co mam robić. - znowu spuścił wzrok. Nie wiedział jak sobie z tym poradzić, co miał zrobić..chyba już nic. Był takim idiotą .

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _


Nicholas James Sharker

A gentleman is a man
who has respect for those
who can be of no possible service to him


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lilly Crew



Liczba postów : 156

PisanieTemat: Re: Sad Moose   Pią Lis 07, 2014 12:19 am

Oparła się dłońmi o blat, kiedy stwierdził, że "jego szczęście stało przed nim". Powoli, bardzo powoli się uśmiechnęła. Samymi ustami. Jasnobłękitne tęczówki Crew nawet nie pałały się do uśmiechu, choćby najchłodniejszego.
- Twoje szczęście w takim razie jest dosyć blisko. Szkoda, że moje spierdoliło gdzieś bez słowa wyjaśnienia.
Przekrzywiła lekko głowę i chwyciła wysoką szklankę do piwa, nalewając złocistego płynu do naczynia i podała go jakiemuś gościowi, który mruknął coś w stylu "dzięki" i podreptał ociężale w stronę stolika. Dziewczyna odwróciła spojrzenie i wróciła do układania podkładek, jenak kątem oka dostrzegła krew kapiącą z jego dłoni. Westchnęła ciężko, chwyciła brązową skrzyneczkę i wyjęła bandaż. Chwyciła jego rękę i obwinęła bandaż kilkukrotnie wokół dłoni Nicholasa.
- Co za kaleka...
Wytarła ręce w ścierkę i wsunęła apteczkę pod ladę, po czym oparła się o szafkę za nią.
- Przypominam Ci, James, że to nie jest pierwszy raz. Myślisz, że kiedy coś się zdarzy, Ty odejdziesz, żeby pomyśleć, a ja będę siedzieć i czekać? Nie mam na to nerwów. Sądzisz, że wytłumaczenie, przepraszam i kwiatek wystarczą? To się, k*rwa pomyliłeś. Nie jestem Twoją zabawką, którą możesz sobie rzucić w kąt, kiedy będzie źle i wrócić do niej, gdy już się zdecydujesz, że "och, może jeszcze dam radę z nią pobyć". Mógłbyś mieć do mnie chociaż odrobinę szacunku. Wołodia, możesz to odłożyć? Ile razy mam Cię prosić?
Facet w czarnej, potarganej koszulce, bojówkach i z ogoloną głową zabrał wielkie łapy z rogów łosia, który był symbolem baru, wymamrotał coś po rosyjsku i klapnął na ławę i wróci do piwa, łypiąc ponurym wzrokiem na ścianę.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1754-lilly-crew
Nicholas James Sharker



Liczba postów : 273

PisanieTemat: Re: Sad Moose   Pią Lis 07, 2014 12:33 am

Sam jej dotyk przyprawił go o kolejne dreszcze, obserwował jak debil jak zawijała mu dłoń w bandaż. To nie było potrzebne, ba.. Nie powinna tego robić, ale doskonale wiedział, że ona już taka była. Dbała o wszystkich naokoło, tylko nie o siebie. A cierpienia, które jej przysporzył..to nie było takie proste jak mała ranka na palcach, którą można było zabandażować i po sprawie. Zaraz, a może nie? Może po prostu już przelała się czara goryczy? Mógł mieć tylko cichą nadzieję, na to, że ma jeszcze jakąkolwiek szansę na naprawę swoich błędów. Była w tej chwili zimna jak lód, spodziewał się tego. Zasłużył, oj tak, teraz na to zasłużył.
-Ja..to nie jest tak Lilly. Gdy byłaś daleko zdałem sobie sprawę, że to nie jest miejsce gdzie chciałbym być. Zdałem sobie sprawę, że nic już nie jest ważne, że jedyne czego chcę to budzić się każdego ranka obok Ciebie, dzielić z Tobą każdą chwilę, żebyś była zawsze. Wiem, że znowu zjebałem sprawę, ale to nie jest tak, że traktuję Cię jak zabawkę... Wiem, że głupi kwiatek i głupie przepraszam nie wystarczy, ale tylko to mi przyszło do głowy. Chcę wszystko naprawić, tylko nie wiem jak. Nigdy nie byłem w tym zbyt dobry, pogubiłem się..ale bez Ciebie wszystko traci sens. Czuje się jak zakochany gówniarz, i mówię jakbym miał 15 lat..ale wszystko co mówię to prawda. - wyrzucił z siebie potok słów, nawet na nią nie patrząc. Sięgnął po papierosy i zapalił jednego, dłoń delikatnie mu drżała. Delikatnie, ale nie na tyle by Lilly mogła tego nie dostrzec.
-Nie wielu może się pochwalić tym, że kobieta którą kochają jest również ich najlepszą przyjaciółką.. Nick i Lil, Lil i Nick. Chciałbym żeby tak zostało na zawsze.. Ja jestem...nie, bylem Twój, a Ty moja. Nie zostawię Cię już..daj mi szansę. - podniósł głowę wypuszczając kolejną chmurę dymu. Miał gdzieś, że inni to słyszą. Miał gdzieś tego karła, i tego ruska, i wszystkich innych. Teraz była tylko ona.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _


Nicholas James Sharker

A gentleman is a man
who has respect for those
who can be of no possible service to him


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lilly Crew



Liczba postów : 156

PisanieTemat: Re: Sad Moose   Pon Lis 24, 2014 4:12 pm

Obrzuciła go spojrzeniem bez wyrazu, kończąc czyścić ostatnią szklankę, po czym oparła się plecami o regał za nią. Półki zaskrzypiały lekko. Potarła kark ręką i skrzyżowała ramiona na piersi, prezentując sobą obraz uporu, stanowczości i zdecydowanej odmowy.

- Układam sobie życie od nowa, James. Nie dam go sobie ponownie wywrócić do góry nogami.

ZAchowywał się jakby naprawdę go to bolało. Trudno. Gdzie był, kiedy ją bolało? W nosie miała jego skruchę. Nauczyła się wiele przez ten czas, kiedy go nie było. Układała sobie życie, żyła swoim własnym ciągiem. Nie po to przyzwyczaiła się do braku jego obecności, by codziennie teraz myśleć, czy wróci do domu. MIała dosyć nieprzespanych nocy. Alastor musiał mówić do niej dwa razy, zanim ogarniała, co się wokół niej działo. Ileż się biedny Moody namęczył. Brała wszystkie akcje jak leci, praktycznie z każdej wracając poturbowana, ale z mściwą satysfakcją. Nienawidziła, kiedy ktokolwiek nie doceniał jej w pracy. Była jedną z najlepszych. Wiedziała o tym i nie dawała sobie w kaszę dmuchać jakimś gryzipiórkom, którzy całe życie spędzali za biurkiem. Lilly kochała swoją pracę, każdy jej aspekt. Jej gabinet był ostatnimi czasy jej domem. Karzeł wytuptał z zaplecza, niosąc stertę gratów trzy razy wyższą od niego.
- Zabijesz się kiedyś.

Człowieczek rzucił jej rozbawione spojrzenie i przetuptał koło niej. Sterta wylądowałaby niemal na środku sali, jednak dziewczyna chwyciła chwiejącego się niebezpiecznie karła za kołnierz, przywracając mu równowagę.

- Dzięki. A właśnie, Lucjusz wspominał coś, że paczka jest u Ciebie w domu. Lilly skinęła głową. Ostatnimi czasy musiała korzystać z depozytu Lucjusza. Aurorskie skrytki ostatnimi czasy zaczęły magicznie zmieniać same z siebie zamki. Ktoś powinien to naprawić

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1754-lilly-crew
Nicholas James Sharker



Liczba postów : 273

PisanieTemat: Re: Sad Moose   Czw Gru 04, 2014 1:17 pm

Ahh, gdyby to było wszystko takie proste jak sobie wymarzył. Ale w zasadzie czego ten mały zagubiony człowieczek oczekiwał? Że rzuci mu się w ramiona krzycząc, że tak bardzo go kocha i że za nim tęskniła? Ale z drugiej strony nie spodziewał się, że to będzie tak cholernie boleć. Świat mu się zawalił, co prawda nie pierwszy raz, ale teraz było inaczej. Osoba, która pomagała mu odbudować to co zniszczył teraz..odwracała się od niego. To wszystko było jak zły sen. Zgasił papierosa i przetarł dłońmi twarz. Zasznurował usta i opuścił głowę, splatając ze sobą dłonie zaczął nerwowo wyłamywać palce. Układał w głowie kolejne zdania, które miały na celu przekonać ją, by dała mu kolejną szansę, ale z każdą chwilą zdawał sobie sprawę jak cholernie ją zawiódł. Uśmiechnął się blado.
-W tym..nowym życiu, które sobie układasz..nie ma już miejsca dla mnie? - spytał cicho. Nie spodziewał się, że te słowa będzie mu tak ciężko wypowiedzieć, ale jakoś poszło.
-Może to już nic nie znaczy, ale kocham Cię, ciągle tak samo, niezmiennie. Nie można tak wyzbyć się uczuć, nie wiem co mam zrobić, czy mogę to naprawić, ale chciałbym spróbować.. Powiedz mi tylko czy to ma jakikolwiek sens.. - zadając to pytanie zaczął mentalnie przygotowywać się na odpowiedź, której nie chciał usłyszeć. Zawsze uważał się za silnego, ale w tej chwili zdał sobie sprawę, że to ona była jego siłą. Zrozumiał, że jego życie to zbiór momentów spędzonych z tą kobietą, a teraz ją traci i zostaną mu wspomnienia.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _


Nicholas James Sharker

A gentleman is a man
who has respect for those
who can be of no possible service to him


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Moira Riordan



Liczba postów : 12

PisanieTemat: Re: Sad Moose   Sro Kwi 01, 2015 1:04 pm

Niesforna panna Riordan znana była z zamiłowania do wszelkiego rodzaju spelunek i miejsc, w których stopa szanowanego czarodzieja by nie postanęła. Miała nosa do tego typu miejsc, odnajdowała je w mieście wręcz intuicyjnie. W wielu z nich z obsługą była na "ty". Nic dziwnego; gdyby poświęcała tyle samo energii i czasu nauce co włóczeniu się po ciemnych zaułkach Londynu zapewne udałoby się jej znaleźć w czołówce najlepszych studentów. Ku zgryzocie rodziców Mo nie zanosiło się na to, aby sytuacja w najbliższej przyszłości miała się odmienić. Młodość ma swoje prawa, prawda?
"Smutny łoś" był jednym z ulubionych londyńskich przybytków Riordanówny. Speluna jakich mało, doskonale pamiętała wieczór, w którym go odkryła. Spacerowała ulicami, moknąc przy tym niemiłosiernie. Miała ledwie ukończone siedemnaście lat, wróciła z Hogwartu i przed powrotem do domu chciała pozałatwiać ostatnie sprawunki w Londynie. Jako istota z natury lekkomyślna nie przewidziała ulewnego deszczu. Cóż było robić; bursztynowe oczy dziewczyny momentalnie odnalazły najbliższy szyld, a blada dłoń zacisnęła się na klamce. Równie dobrze mogła przeczekać oberwanie chmury przy szklaneczce Ognistej, nie śpieszyło jej się nigdzie. Nietrudno się domyślić, iż osoba młodej czarownicy wzbudziła w lokalu sporo zainteresowania. Nie często widywano w nim podobną klientelę. Nie zrobiło to jednak na niej większego wrażenia, energicznym krokiem podeszła do baru i usiadła przy nim, wbijając niecierpliwe spojrzenie w niskiego barmana, który podszedł do niej z wyraźną niechęcią. Złożyła zamówienie, udając iż nie zauważa spojrzeń rzucanych w swoim kierunku.
Było to dwa lata temu; od tego momentu nie raz nie dwa zdarzało jej się zawitać w "Smutnym łosiu", jednak już nie w aurze niemej niechęci. Stała klientela przyzwyczaiła się do  osoby  Mo, a barman z czasem chyba nawet całkiem polubił dziewczynę - nigdy nie zastanawiała się czy powodem tego były galeony, których nie szczędziła czy też po prostu jej charyzmatyczna i wesoła osoba.
Dzisiaj również siedziała przy barowej ladzie, sącząc powoli whisky ze szklanki. Czekała na braci, zachwycając się w duchu swoją punktualnością i nie mogąc doczekać się ich min na widok lokalu, który wybrała na spotkanie. Nie wydawało jej się, aby były to klimaty któregoś z bliźniaków. Szczupłym palcem przejechała po ciemnej ladzie, obserwując jak pojawia się na niej smuga. Wargi Mo drgnęły nieznacznie, gdy wycierała dłoń o serwetkę. Faktycznie, czystość nie była priorytetem w Łosiu. Czy jej to przeszkadzało? Niespecjalnie.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nolan Riordan



Liczba postów : 71

PisanieTemat: Re: Sad Moose   Sro Kwi 01, 2015 2:27 pm

Gdy tylko sowa od Mo wpadła do jego gabinetu, niosąc w dziobie lakoniczny liścik z zaproszeniem, był pewien, że siostra zapewne znowu będzie sępiła od niego dodatkowe kieszonkowe. A kiedy chwilę później do gabinetu wpadł Mairtin z takim samym zaproszeniem, Nolan był już pewien, że ich ukochana siostrzyczka szykuje się na większe zakupy, których skromny rodzicielski budżet ich ojca nie obejmuje.
I właśnie dlatego w ten pochmurny dzień zaciągnął brata za bety, teleportując się z nim do Londynu i szukając między podejrzanie wyglądającymi uliczkami miejsca, które nosiło dumną i zastanawiającą nazwę Smutnego Łosia. Nolan był pewien, że większość klientów wychodzi raczej na durnych łosi, dających się kroić na grubą kasę za marnej jakości trunki, ale miał cichą nadzieję, że przynajmniej jego siostra wykaże się większą odpowiedzialnością i nie będzie wydawała rodzinnej fortuny za wątpliwiej klasy alkohol. Chociaż znając Mo, to dziewczyna nie odmówiłaby nawet procentowej lury, ku ogromnemu utrapieniu swojego brata (tego bardziej kochanego i przystojniejszego oczywiście).
- Pamiętaj, nie dajemy jej ani złamanego knuta, bo znów zamówi nam nagich striptizerów na urodziny i będzie jedyną osobą, którą bawią roznegliżowane karły tańczące na stole - upomniał Mairtina, zanim pchnął drzwi i wszedł do środka. Spodziewał się niespecjalnego zapachu, który od razu powaliłby go z nóg, ale na szczęście wnętrze wcale nie wyglądało tak tragicznie, jak można byłoby sądzić po jego zewnętrznym wyglądzie. Nie było nawet aż tak bardzo zadymione, chociaż i tak Nolanowe nozdrza zostały niemile podrażnione zapachem papierosowego dymu.
Nietrudno było dostrzec Mo, która wydawała się chyba jedyną kobietą w całym towarzystwie (Nolan nie był co prawda pewny, czy te wąsate postaci w kącie też nimi przypadkiem nie były, ale dla własnego bezpieczeństwa wolał nie podchodzić i nie sprawdzać). Skierował się prosto do lady, mierząc zdegustowanym spojrzeniem mijane osoby i odetchnął z ulgą, gdy w końcu usiadł po prawej stronie Mo. Zerknął na jej szklankę.
- Gdzie się podziała moja mała, niewinna siostrzyczka - zaczął, wznosząc oczy ku niebu, a bogin w jego wnętrzu zatrzepotał brwiami ze zdenerwowania. Rzucił ostre spojrzenie bratu, ale ten wydawał się absolutnie niezainteresowany krucjatą Nolana, by sprowadzić ich siostrę na właściwą drogę. - No dobrze, więc ile kasy potrzebujesz i na co tym razem?

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

I'm sorry. I can't be perfect
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3188-nolan-riordan
Máirtín Riordan



Liczba postów : 61

PisanieTemat: Re: Sad Moose   Czw Kwi 02, 2015 1:59 pm

Ten dzień zapowiadał się doprawdy monotonnie. Do czasu, gdy na parapecie otwartego na oścież okna jego salonu nad gabinetem, do którego wstępu nie miał nikt poza nim samym i zaproszonymi przez niego gośćmi płci pięknej, usiadł pewien pan. I to nie byle jaki pan. A raczej Pan. Ponura sowa jego młodszej siostry, łypiąca na niego jeszcze bardziej ponurymi żółtymi ślepiami. Otworzył liścik i nim skończył czytać pospiesznie nabazgrane słowa Mo, znajdował się już w gabinecie Nolana, piętro wyżej. Spojrzał na liścik w jego dłoni i obaj już wiedzieli, do czego są potrzebni Moirze. A raczej nie oni, tylko ich sakiewki.
Teleportowali się do Londynu i mimo, że to Nolan zaciągnął tam Mairtina, to młodszy z bliźniaków odnalazł prędzej szyld lokalu, do którego udała się ich na pozór niewinnie wyglądająca siostrzyczka. Nolan rozglądał się chwilę jak sowa wypatrująca tłustej myszy, a kiedy Mairtin wskazał mu łaskawie drogę, udali się w tamtym kierunku. Oczywiście, że znał to miejsce, nigdzie nie gromadziło się więcej typów spod ciemnej gwiazdy niż właśnie tutaj. No, chyba, że w Świńskim Łbie. Jednak Mairtinowi bardziej do gustu przypadła nazwa Sad Moose. Knajpa słynąca z niesmacznych dań, ale za z jakże mocnych trunków. Roześmiał się głośno na wspomnienie ostatnich urodzin, tak, że kilka zakapturzonych postaci obejrzało się za nimi.
- To raczej Ty byłeś jedyną osobą, której one nie bawiły. Nie dramatyzuj, Nolan. Moira nie jest aż taką materialistką na jaką się kreuje. – Poklepał brata po ramieniu, popychając lekko w strone drzwi, mając przy tym wrażenie, że Nolanowi pozostały nawyki z dzieciństwa, gdy wydawało mu się, że dzięki 3 minutom przewagi mógł nim dyrygować. Wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi, które głośno zaskrzypiały[Razz]. Rozejrzał się po dobrze znanym wnętrzu i od razu zlokalizował Moirę, która zdecydowanie wyróżniała się na tle pozostałych klientów. Obrzucił spojrzeniem mijane osoby, jednak nie spotkał nikogo znajomego. Wreszcie dotarł do baru, siadając po lewej stronie Mo. Również zerknął na jej szklankę.
- Nasza mała, niewinna siostrzyczka rozbestwiła się jak dziadowski bicz. Gdzie popełniliśmy błąd w jej wychowaniu? – Rzekł, równie teatralnie wznosząc oczy ku niebu. Zmarszczył brwi na ostre spojrzenie Nolana, udając, że nie ma pojęcia o co mu chodzi. Natomiast kiedy najstarszy Riordan wypowiedział kolejne słowa, brwi Mairtina wystrzeliły w górę. Nie odezwał się jednak słowem, tylko skierował wzrok na Moirę.
- Nie jesteś za stara by żydzić od nas pieniądze? Z tego co mi wiadomo, niektórzy moi studenci pracują, by zarobić na swoje zachcianki. – Przeniósł spojrzenie na Nolana, po czym kontynuował. – Czy mi się wydaje, czy Fawley wpadł Ci w oko?

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Máirtín Riordan
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3190-mairtin-riordan
Moira Riordan



Liczba postów : 12

PisanieTemat: Re: Sad Moose   Wto Kwi 07, 2015 12:27 pm

Uwaga dziewczyny oscylowała gdzieś pomiędzy szklanką z whisky, a drzwiami prowadzącymi na chłodne londyńskie ulice. Nie trudno było się domyślić, iż zaczynała się niecierpliwić oczekując na przybycie zaproszonych przez siebie gości. Punktualność niekiedy mocno ssała... Aczkolwiek raz na jakiś czas warto było udowodnić otoczeniu, że mimo powszechnych wątpliwości poprawne odczytywanie wskazówek zegarka nie wykraczało poza jej umiejętności. Zmrużyła brązowe oczy, upijając łyk trunku ze swojej szklanki. Gatunkowo był bardzo średni, jednak Mo nie miała w zwyczaju narzekać na jakość alkoholu - niestety, była w stanie wlać w siebie większość rzeczy mających w swoim składzie procenty.
W Smutnym Łosiu było niespodziewanie cicho, także skrzypnięcie drzwi wejściowych dotarło do uszy dziewczyny. Z nadzieją wymalowaną na bladej twarzy, zwróciła spojrzenie w ich stronę i uśmiechnęła się szeroko, rozpoznając dwie wysokie męskie postacie. Zdecydowanie bardziej pasowali jej do tego otoczenia niż do przestronnych sal Kolegium, w których to starali się poszerzać horyzonty czarodziejskiej młodzieży - a przynajmniej zachowując takowe pozory. Nie odrywając oczu od braci, upiła kolejny łyk wykańczając tym samym zawartość szklanki.
Doskonale wiedziała co za chwilę usłyszy, przyzwyczaiła się do komentarzy pod tytułem "no, ile tym razem potrzebujesz kasy, Mo?". Nie przeszkadzały jej one zupełnie, szczególnie że niespecjalnie rozmijały się one z prawdą. Owszem, pomimo pieniędzy, które dostawała od ojca, sępiła również galeony od braci. Złote monety nie trzymały się dziewczyny; jako rozpieszczone dziecko nie potrafiła (i nie musiała) oszczędzać na swoich wydatkach. Każdy ma jakieś niewielkie wady, prawda?
Mimo wszystko chęć podreperowania budżetu nie była jedynym ani głównym powodem, dla którego chciała spotkać się z braćmi poza murami Kolegium. Miała ochotę wyrwać się z terenu uczelni, spędzić trochę czasu z dala od jej zatęchłych korytarzy.
Zmrużyła nieznacznie oczy, posyłając w stronę siadającego po jej prawej stronie Nolana spojrzenie pełne oburzenia. Takim samym po chwili poczęstowała Mairtina.
- Wciąż jestem niewinna niczym... - zawiesiła głos, nie mogąc znaleźć odpowiedniego porównania. Machnęła dłonią ze zrezygnowaniem, widocznie porzucając próbę znalezienia odpowiednich słów. Zamiast tego uśmiechnęła się nieśmiało, przebierając palcami po nie pierwszej świeżości barze.
- Ale skoro już o tym wspomniałeś... To nie będę zaprzeczać, że przydałoby mi się małe wsparcie. Ostatnie spotkanie koła debaty nieco nadwyrężyło moje skromne fundusze - zmarszczyła nos, niespecjalnie rozmijając się z prawdą. Faktycznie uczęszczała na takowe zajęcia dodatkowe, faktycznie uczestniczyła w ostatnim spotkaniu i faktycznie wydała ona na nim o wiele więcej niż powinna. Co z tego, że po zaledwie godzinie zajęć koło naukowe przerodziło się w dość sporą imprezę w akademiku? Jako przyszła (zapewne niedoszła) pani polityk wiedziała, że niektóre kwestie lepiej przemilczeć i pozostawić w szarej strefie. Nawet jeśli rozmówca domyślał się prawdy.
Słowa na temat pracy postanowiła puścić pomimo uszy, nie wdając się w niepotrzebną jej zdaniem dyskusję. Szczególnie, że uwaga Mairtina przeniosła się na starszego brata. Dziewczyna uniosła jedną brew, słysząc zadane pytanie. Miała nadzieję, że to jeden z kiepskim żartów, którymi młodszy z Riordanów lubił raczyć towarzystwo. Chociaż w sumie? Wbiła zaintrygowane spojrzenie w twarz Nolana.
- Właśnie, właśnie. Fawley coś ostatnio często zagląda do Twojego gabinetu, a ciężko mi uwierzyć, że naprawdę interesują go te wszystkie książki, które od Ciebie pożycza - dorzuciła od siebie trzy knuty, poruszając przy tym ciemnymi brwiami w dół i górę.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nolan Riordan



Liczba postów : 71

PisanieTemat: Re: Sad Moose   Sro Kwi 08, 2015 12:19 pm

Zerknął na dłoń Moiry, która przesunęła się niezbyt czystymi blacie, zgarniając z niego mnóstwo brudu. Zapamiętał, by nie dotykać tej dłoni przynajmniej do czasu, gdy siostra nie postanowi zadbać o jej higienę. Zamiast tego zamówił schłodzoną colę, rozglądając się na tymi przepysznymi mugolskimi chipsami i równie pyszną czekoladą, ale najwyraźniej Smutny Łoś nie był tym rodzajem lokalu, w którym można byłoby dorwać takie rarytasy. Cóż, tym razem Nolan będzie musiał obejść się smakiem, ale przynajmniej jeden dzień dłużej pozostanie szczupły i gibki niczym młoda panna na wydaniu. Czyli taki, jakim powinna być Moira, gdyby tylko nie wpierniczała dzień w dzień tony słodyczy.
- Bo wybrałaś sobie idiotyczny kierunek na studiach - zmarszczył czoło, jakby sama myśl o tym okropnym kierunku budziła w nim odrazę. - Prawno-polityczny, myślałby kto, wiesz jak skończysz po takich studiach? - zmarszczka na czole jeszcze bardziej mu się powiększyła, ale oczy się śmiały. Był niezmiernie dumny z siostry, że chociaż częściowo poszła w jego ślady i nie wahał się z tego powodu puszyć jak paw za każdym razem, gdy Mo wspomniała, gdzie studiuje. Dla większego spokoju wolał jednak nie pytać, czy ten wybór był podyktowany faktycznymi zainteresowaniami Mo, czy większy wpływ miały na to wyniki jej egzaminów.
I wbrew wszelkim pozorom, jakie próbował stwarzać, był gotowy w środku nocy teleportować się do najbliższego sklepu, by kupić ukochanej siostrze pudełko pysznych truskawek. Oczywiście nie mógł sobie darować w takich wypadkach zjadliwych komentarzy o zachciankach, jakie mają czasami kobiety w ciąży. Niestety albo właśnie stety wokół dziewczyny nie kręciło się zbyt wielu facetów (a ku utrapieniu Nolana nawet niezbyt wiele dziewcząt). Postanowił więc postawić wszystko na jedno kartę.
- Fawley? - zapytał, przewracając oczami. Ciemnowłosy wąsacz przesiadujący w jego gabinecie? Tak, był taki, ale zdawał się bardziej zainteresowany osobą Mo, która siadywała tam razem z nim. - Oczywiście, że nie interesują go żadne książki, przecież to kompletny idiota - upił odrobinę coli, która na szczęście była prawdziwą colą i na jeszcze większe szczęście była cudownie schłodzona. - Przyłazi tylko wtedy, gdy u mnie jesteś, więc jeśli chciałby coś studiować, to... - wzruszył ramionami, wpatrując się w bar i tłumiąc lekki uśmiech, który powoli pojawiał się w kącikach ust.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

I'm sorry. I can't be perfect
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3188-nolan-riordan
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sad Moose   

Powrót do góry Go down
 

Sad Moose

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
List z Hogwartu :: Wspomnienia :: Porządki 3. :: POZA HOGWARTEM :: LONDYN-