a
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Pearl
List z Hogwartu
Niestety jak to często bywa, coś się kończy, a coś innego zaczyna. Czas Listu z Hogwartu dobiega końca. Mam nadzieję, że część osób będzie wspominało tę stronę z pewnym sentymentem, a nawiązane tutaj znajomości przetrwają pomimo zakończenia naszej działalności. Dziękujemy za te dwa lata! Administracja


 

 Pearl

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz Budowy



Liczba postów : 299

PisanieTemat: Pearl   Wto Wrz 16, 2014 3:10 pm



Elegancki, modny bar prowadzony przez czarodzieja imieniem Marcus. Mugole nie zdają sobie sprawy z tego kim jest gospodarz lokalu i tym lepiej dla nich. Bez obaw żaden szanujący się czarodziej nie będzie musiał obcować z mugolami ponieważ Marcus dla swoich magicznych gości ma osobną której ich przyjmuje. Musisz porozmawiać z kimś wpływowym a nie możesz dopukać się do jego bura? Sprawdź tutaj pewnie po pracy sączy szklaneczkę ognistej w tym właśnie lokalu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Hope Henderson



Liczba postów : 240

PisanieTemat: Re: Pearl   Czw Wrz 25, 2014 7:45 pm

Męczący dzień pełen papierkowej roboty dobiegał dla Hope końca. Ostatnio jej "dodatkowe zajęcia" ograniczały się do pilnowania poczynań Ministra więc tak na prawdę nie miała nic do roboty. Za to została wręcz zasypana dokumentami do wypełnienia. Już kolejny dzień spędziła przy biurko pisząc i czytając dokumenty, których treść w gruncie rzeczy była niemal taka sama. Tekst już mienił jej się przed oczami.
Gdy wybiła godzina wyjścia z biura z cichym westchnieniem ulgi wstała zza blatu, schowała pozostałe dokumenty do podręcznej teczki. Typowym dla siebie pełnym gracji krokiem opuściła ministerstwo udając się do jedynego baru w Londynie, który uważała za godny swojej osoby.
Zasiadła przy barze i zamówiła swojego ulubionego drinka. Czekając na realizację zamówienia rozglądała się po pomieszczeniu pełnym bardziej lub mniej znajomych twarzy. Spotykało się tu wielu urzędników różnych szczebli Ministerstwa. Cześć z nich znała część nie. Wszystkich taksowała takim samym obojętnym, zimnym wzrokiem.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Hope Henderson
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t561-hope-henderson
Louis Arrangton



Liczba postów : 83

PisanieTemat: Re: Pearl   Czw Wrz 25, 2014 10:14 pm

- Dwadzieścia galeonów się należy.
Odebrał pieniądze, uścisnął wielgaśną dłonią dłoń klienta i spakował narzędzia do swojej ukochanej walizeczki. W końcu koniec. Siedział nad tymi cholernymi kominkami dwa dni. Machał różdżką, kluczami, młotkiem, a wyraz twarzy kleinta, kiedy wparował do domu z wielgaśną, mugolską piłą łańcuchową była bezcenna. Jednak w końcu udało mu się naprawić cholerne kominki, odebrał zapłatę, którą nieco obniżył, ze względu na syf, który narobił i kilka innych czynników, po czym wrócił do domu. Szybko się przebrał i już po chwili był praktycznie gotowy do wyjścia. Czas się napić! Czas balować! Szkoda tylko, że bez Nicholasa. Teleportował się pod sam lokal, wchodząc do środka. Pierwszym, na co padł jego wzrok, była bardzo znajoma sylwetka. Westchnął ciężko.
Nie widział Hope odkąd rozstali się pod jej domem, oboje identycznie wnerwieni. Ona na to, że Stephen nie raczył jej powiedzieć, że jest szlamą, on o to, że Hope w ogóle robi to różnicę. Tymczasem poprawił poły marynarki i podszedł do kobiety, sięgając dłonią do włosów i zaczesując je w tył.
- Witaj Hope. - zwrócił się następnie do barmana - dla mnie szkockiej.
Usiadł na stołku barowym, niezbyt paląc się do zagajenia rozmowy. To nie on nawalił. Zdecydowanie nie on. Mimo to nie ukrywał przed sobą, że tęsknił za nią. Cały ten czas, kiedy go torurowali, kiedy leżał u Lilly, myślał o niej lub o Nicholasie. Ciemne oczy mężczyzny zlustrowały drobną postać kobiety, a na jego usta wpłynął delikatny uśmiech.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

I am not saying that I don't like you...
but I would like to knock you out, just for being such an asshole.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3142-louis-arrangton
Hope Henderson



Liczba postów : 240

PisanieTemat: Re: Pearl   Czw Wrz 25, 2014 10:44 pm

Po chwili jej drink gotowy znalazł się przed nią. Podziękowała skinieniem głowy i upiła drobny łyk, wracając do obserwowania sali. Barman już nawet nie wysilał się by z nią porozmawiać. Choć był od niej może z dwa lata starszy i jeszcze jakiś czas temu usilnie starał się z nią porozmawiać ilekroć przychodziła do baru, teraz najwidoczniej sobie odpuścił widząc jak niewielkie wrażenie robiły na kobiecie jego starania.
Nie zauważyć Stepha graniczyło z cudem. Ze swoim wzrostem i w ogóle posturą rzucał się w oczy nawet w największym tłumie. Jego widok wywołał u Hope nieprzyjemne ukłucie w sercu. Po ich ostatnim spotkaniu, które zaczęło się lepiej niż wspaniale, a skończyło gorzej niż źle, długo myślała nad swoja z nim znajomością. Nad swoimi przekonaniami. I nie potrafiła tego pogodzić...A tak bardzo by chciała.
Ludzie mogli sądzić, że jest bezuczuciową sadystką. Ale to nie była prawda. Tamten dzień silnie odcisnął się na niej. I choć nawet próbowała znaleźć ukojenie w torturach swojego ulubieńca, a później w jego ramionach. Nic nie pomogło i myślami wciąż wracała do Stephena i tamtej sytuacji. Gdy go teraz zobaczyła jednocześnie ucieszyła się i przeraziła oraz zdenerwowała.
Ucieszyła się, ze go widzi. Znów stracili kontakt na dość długi czas i zwyczajnie tęskniła.
Przeraziła, bo nie wiedziała co zrobić. Rzucić mu w ramiona i przeprosić za tamto, jak podpowiadało jej serce. Zignorować go i udawać, ze nie istnieje, jak kazał jej rozum. Czy posłuchać dumy i wyjść.
Zdenerwowanie miała zaś dwa źródła. Nie wiedziała czy i jak z nim rozmawiać. I wpojone latami przekonania kazały jej wygonić go, bo przecież to szlama, co robi w eleganckim lokalu dla czarodziei.
Jej myśli zostały przerwane przez widok sposób w jaki przeszedł przez lokal w stronę baru i... jej. Kuśtykał. Nie dając nic po sobie poznać, mimo ze bardzo ją to zmartwiło dalej lustrowała lokal wzrokiem, zastanawiając się co tez mężczyzna zrobi.
Na jego przywitanie odpowiedziała zdawkowym skinieniem głowy upijając kolejny łyk drinka.
Kątem oka zauważyła uśmiech na twarzy Stepha gdy lustrowała ją wzrokiem i kącik jej ust lekko drgnął unosząc się minimalnie.
To było dla niej automatyczne. Gdy on się uśmiechał ona też. Od lat tak samo. Jakby byli w jakiś sposób połączeni.
-Czemu kuśtykasz?- spytała najbardziej obojętnym tonem na jaki ją było stać, jednak nawet ona nie dała rady powstrzymać lekkiego drżenia głosu wyrażającego zmartwienie. To był Steph! Jej Steph! Chłopak który potrafił sprawić, że się śmiała, uspokoić ją gdy wpadała w szał. Jej najlepszy przyjaciel ze szkoły. Chłopak dla którego łamała przepisy regulaminu. Nie potrafiła się o niego nie martwić.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Hope Henderson
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t561-hope-henderson
Louis Arrangton



Liczba postów : 83

PisanieTemat: Re: Pearl   Czw Wrz 25, 2014 11:06 pm

RZeczywiście, mężczyzna odruchowo przyciskał prawą rękę do uda, lekko utykając na prawą nogę. Po torturach jeden z mięśni nie mógł dojść do siebie. Mimo wszystko było leiej niż wcześniej, tylko dzięki omocy Lilly i Daniela. Mężczyźnie już dawno podziękował, jednak nie sądził, by mógł jakkolwiek wynagrodzić Lilly to, co dla niego zrobiła. Nie rozumiał, czemu Nick tak strasznie warczy i narzeka na Dana. Facet był przecież sympatyczny, mieli podobne poczucie humoru, no i z tego co wyczuł (a Steph miał do tego nosa!), troszczył się o Lilly. I miał totalnego fioła na punkcie Amelki. Dostał swoją szkocką i upił łyka. Nie umknął mu delikatny uśmiech Hope. Oparł łokieć na ladzie, natomiast policzek ułożył na dłoni. Kobietę mógł dojść cichy śmiech.
- Też mi Cię miło widzieć. Ktoś mi zrobił kuku, niezbyt się zagoiło, więc utykam.
Nie mógł się powstrzymać od patrzenia na nią. Miała specyficzną, surową urodę, jednak podobała mu się. Wiedział, że ma opnię "zimnej suki", jednak znał Hope na tyle długo, by wiedzieć, że kobieta potrafiła normalnie się śmiać, żartować, rzucać poduszkami czy dyskutować jak każda z osób, które mają ją za chłodną i sadystyczną wiedźmę. No i była piekielnie bystra, co w połączeniu z jej ostrym językiem (mrrrr), bywało zabawne, zwłaszcza, kiedy beształa lub prawiła kazania komuś poza nim. Cóż, STeph niezbyt teraz wiedział, czy może coś dodać. Po ostatnim razie, kiedy miał nadzieję, że między nimi coś się... rozwinie, bo iskrzyło już od dawna, nieco podupadł na duchu. Nigdy jednak nie żałował, że jest szlamą. O nie, Stephen był dumny ze swojego pochodzenia. Nagle stanęły mu przed oczami sceny z ostatniego wieczoru kiedy się widzieli. Zacisnął lekko szczęki, jednak niczym innym nie dał po sobie poznać, że wspomina. Dosyć późno oboje zdali sobie sprawę, że coś między nimi jest, coś więcej niż przyjaźń, Steph jednak miał wielką nadzieję, że nie jest za późno. I nie miał zamiaru się poddać. Hopa była jego. Tylko jego.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

I am not saying that I don't like you...
but I would like to knock you out, just for being such an asshole.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3142-louis-arrangton
Hope Henderson



Liczba postów : 240

PisanieTemat: Re: Pearl   Czw Wrz 25, 2014 11:47 pm

Musiała mocno zacisnąć wargi by te nie wygiely się w uśmiechu, gdy usłyszała cichy śmiech mężczyzny. Lubiła jego śmiech gdy jeszcze chodzili razem do szkoły, a jego głos był dużo bardziej dziecinny. Teraz gdy nabrał męskiej głębi... Uwielbiala ten dźwięk. Mogłaby go słuchać całymi dniami i pewnie by się jej nie znudził. Sprawiał, że po plecach przechodziły jej przyjemne dreszcze.
-Nie kłam. Ostatnio byłeś na mnie delikatnie mówiąc wkurzony - rzuciła, a w jej głosie przebrzmiewala cicha nutka smutku. W głębi serca chciała by na prawdę cieszył się na jej widok tak jak ona cieszyła się że widzi jego.
-Wy tak z Nickiem na zmianę? Raz ty raz on obrywa. Za co tym razem dostałeś? - spytała niby obojętnie, jednak jej oczu uważnie lustrowaly w tej chwili mężczyznę szukając innych obrażeń.
-Duże to kuku skoro się nie zagoilo - stwierdziła.
-Znów podrywales zajęta? - spytała beztrosko, jednak jej oczy zwyczajnie ciskaly piorunami jak zawsze gdy myślała o innej dotykajacej Stepha. Zawsze tak było. Juz w szkole każda która zbliżyła się do jej, wtedy jeszcze przyjaciela, oceniala surowo i zazwyczaj z negatywnym wynikiem. Żadna nie była dla niego dobra. Wtedy jeszcze tego nie rozumiała. Teraz wiedziała że była i jest zwyczajnie zazdrosna.
Zauważyła skrzywienie ust Stepha.
-Co tam się w twojej główce kotłuje? - spytała wreszcie obracając się przodem do mężczyzny in patrząc mu prosto w oczy. Mogła opanować w sobie niemal wszystko ale nie to, że gdy patrzyła w jego tęczówki jej wzrok lagodnial. Beznamietne tęczówki wypelnialy się ciepłem zarezerwowanym tylko dla Stepha. Dlatego tak długo unikalna jego oczu.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Hope Henderson
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t561-hope-henderson
Louis Arrangton



Liczba postów : 83

PisanieTemat: Re: Pearl   Pią Wrz 26, 2014 10:57 pm

Stephen uśmiechnął się leniwie.
- To, że byłem zły, nie znaczy, że nie cieszę się na Twój widok, Hope. Wiesz, że nie jestem z tych, którzy się długo... gniewają? Tak to ująć? Poza tym, od tamtego czasu... dużo się wydarzyło.
Kobieta przecież nie widziała, co spotkało Stephena. Dopiero od niedawna pracował, Lilly w ogóle się sprzeciwiała, jednak żelazne argumenty Stephena w końcu przekonały aurorkę, że potrafi sam zjeść zupę. Więc pracował, chadzał na spacery... Nie mógł jednak znaleźć sobie miejsca. Kilka razy nawet chciał zapukać do jej drzwi, jednak nawet nie wiedział gdzie mieszka. Pewnie, spytać mógł Nicholasa, jednak czy napewno chciał znać adres...? W sumie to po chwili znów się zaśmiał.
- Nie, złotko, nie podrywałem. Powiedzmy, że oberwało mi się za kogoś innego.
Skrzywił się lekko, kiedy noga zapulsowała tępym bólem, a Stephen przekręcił się lekko na krześle, bardziej zwracając się w stronę Hope, nieśmiało wyciągając w jej stronę rękę i zakładając kosmyk jej włosów za ucho.
- Zastanawiam się, jak długo bym jeszcze wytrzymał bez wojego widoku.
Powiedział ciszej, jakby z namysłem. Cholera! Tęsknił za nią niesamowicie. Mimo, że ich spotkanie po latach trwało krótko, jednak w tym krótkim czasie naprawdę coś zaiskrzyło. A Steph był romantykiem, poza tym, uparł się, że Hope będzie jego. Nie dlatego, że chciał ją zdobyć i zostawić. Naprawdę mu się podobała i to nie tylko fizycznie. Bystra, inteligentna, zabawna i ciepła. Lubił, kiedy mierzwiła jego włosy, śmiał się, kiedy tahała z kuchni taboret, żeby sięgnąć jego włosów.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

I am not saying that I don't like you...
but I would like to knock you out, just for being such an asshole.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3142-louis-arrangton
Hope Henderson



Liczba postów : 240

PisanieTemat: Re: Pearl   Sob Wrz 27, 2014 5:33 pm

Ten leniwy uśmieszek przyspieszył by serce nawet martwej kobiecie, a Hope była jak najbardziej żywa. I jak najbardziej Nie odporna na urok Stepha.
-Wiele się wydarzyło... - powtórzyła zamyślona. Bardzo wiele. Czy czasem nie zbyt wiele. Tak dużo się zmieniło w jej życiu i w niej samej, choć pozornie wszystko pozostało takie samo. Na zewnątrz była ta samą zimna urzędniczka ministerstwa. Z zewnątrz. Wewnątrz przeszła prawdziwa rewolucje.
-A cóż znaczy to 'wiele'? Co takiego się wydarzyło? - pytała by oderwać myśli od tego co działo się w jej własnym życiu.
-Za kogo? - spytała mrożąc wzrokiem barmana, który właśnie poszedł do Stepha i udając, że ściera, całkowicie czysty blat, zaczął szeptać do niego:
-Odpuść se chłopie. Ta cizia jest zimna jak kamień. Nie trać na nią czasu. Nie zaliczysz. Nawet mi się to nie udało - trzeba bowiem wiedzieć, że mężczyzna uważał się, nie całkiem bezpodstawnie bo był przystojny, za takiego któremu żadna nie odmówi. Jak tam się działo, do czasu aż zainteresował się Hope. Jego reputacja była znana już w wielu kręgach. Uchodził za zdobywce, jednoznacznego oczywiście.
Gest Stepha zaskoczył ja mile. Jej policzki lekko poróżowiały, gdy pobudzona jego dotykiem krew zaczęła szybciej krążyć.
-Długo byś nie musiał - szepnęła wymownie. Ona też okropnie za nim tęskniła. I nie dawała już sobie z ta tęsknota rady. Jeszcze kilka dni a sama poszła by do niego, byle tylko go zobaczyć, dotknąć, usłyszeć.
Pogłaskała delikatnie jego policzek uśmiechając się czule pod nosem.
-Też tęskniłam - wyznała.
Siedzieli jeszcze długo, aż wreszcie barman musiał ich pożegnać, bo lokal trzeba było zamykać.
Wyszli razem i udali się w tylko sobie znanym kierunku.
/zt

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Hope Henderson


Ostatnio zmieniony przez Hope Henderson dnia Nie Lis 09, 2014 12:32 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t561-hope-henderson
Rick Whites



Liczba postów : 53

PisanieTemat: Re: Pearl   Nie Lis 02, 2014 2:04 pm

Och, było już późno. Ale całe szczęście, że blondyn jutro dostał wolne, a to trzeba uczcić, nie? 
A jak lepiej odpocząć, niż usiąść sobie w barze ze szklanką jakiegoś dobrego trunku w jednej dłoni i papierosem w drugiej? 
Tak więc opuszczając sklep w którym pracuje udał się do domu by się przebrać, a jakiś czas później wchodził do lokalu o nazwie 'pearl'. Był to jeden z elegantszych barów w Londynie, ale nie było tu jakoś sztywno. Lubił to miejsce. Ubrany dokładnie TAK pchnął drzwi do lokalu, rozglądając się po sali. Było tu kilka znajomych czarodziei, jednemu kiwnął głową na przywitanie. Uśmiechnął się sam do siebie widząc spojrzenia kilku kobiet, bardzo przychylne spojrzenia jeśli można to tak nazwać. Podszedł do baru i usiadł przy nim prosząc od razu o popielniczkę i szklankę whisky z lodem. Czekając na zamówienie stukał nerwowo palcami o blat, znowu myślał o swojej siostrze, ale postanowił wyrzucić ją z głowy. Na tą chwilę, chciał odpocząć. Zaplanował, że tej nocy nie zobaczy jej we śnie...Chociaż w sumie takich rzeczy nie można planować, ale jeśli nie będzie o niej myślał to może...
A z resztą. 
W końcu dostał upragniony napój, uniósł naczynie do ust i przechylił pozwalając by ognisty płyn wypalił z jego ciała wszystkie złe rzeczy. Tak jak ogień spalił jego siostrę...Aj.
*Miałeś zapomnieć idioto!* - zbeształ się w myślach jakby to miało coś dać. 
Zerknął na zegarek, zaraz wybije godzina dziewiąta. 
Sięgnął po papierosa, którego odpalił za pomocą zapalniczki, wypuścił dwie chmury dymu, jedną po drugiej i ponownie rozejrzał się po pomieszczeniu. Napotkał spojrzenia kilku osób - znowu. Co on, miał coś na twarzy? No nic, przywykł do tego. Pogrążył się w swoich myślach, które podążyły tym razem w kierunku pracy, rozmyślał nad tym co trzeba będzie zamówić do sklepu...a czas płynął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pearl   Nie Lis 02, 2014 2:47 pm

Mia czasami przeżywała coś w rodzaju kryzysu. Albo po prostu nie potrafiła przyznać samej sobie, że potrzebuje napić się czegoś mocniejszego. Osiemnastka ma tyle w sobie dobrego, że jeśli zapragniesz coś niekoniecznie nielegalnego, nie kryjesz się już po kątach, ryzykując wszystko... ale może właśnie to na swój sposób było pociągające? Dziewczyna pamiętała, jak wiele razy chowała się z jakimiś przygłupami ze starszych klas w opuszczonych klasach i piła różne soczki wyskokowe. Uśmiechnęła się delikatnie na wspomnienie czasów szkolnych. Choć była Krukonką, wcale nie przypominała rozważnej i pełnej mądrości życiowej dziewczyny. A wszystko zmieniło się, kiedy straciła matkę. Wcześniej miała swój autorytet, pragnęła za wszelką cenę stać się kimś dobrym, jak matka. Pojęła wraz z nadejściem jej śmierci, że takie osoby nie mają szans w dzisiejszym świecie. Jej charakter diametralnie się zmienił. Niektórzy nie dawali sobie rady, stała się trudna. Ale przynajmniej spośród licznego grona przyjaciół pozostali ci najprawdziwsi... a ich na palcach nawet liczyć nie musiała. Powracając do teraźniejszości - Mia z hukiem otworzyła drzwi od lokalu. Zabrakło tu robiącego wrażenie kopniaka, ale aż takiego widowiska nie miała zamiaru robić. Dziewczyna miała dość specyficzną urodę i sposób ubierania się. Prosta grzywka, proste czarne włosy, które zaś bardzo podkreślały jej jasny odcień oczu. Celtycki wzór sukienki, czarne pończochy, a do nich... ciężkie, czarne buciory. Niemniej jednak umiała zrobić wrażenie - górowała u niej naturalność, którą teraz koniecznie kobiety próbowały zakryć makijażem, z roku na rok coraz bardziej odważniejszym. Panna Dewan mijała stoliki, przy którym siedziały najczęściej roześmiane osoby, które albo wzbijały do góry kieliszki i kufle, albo szeptały coś po cichu, wskazując palcami na pewnego mężczyznę. Naturalna ciekawość odezwała się w bogini smoków. Skierowała wzrok w stronę, w którą wskazywała pewna kobieta dość bujnej figury i z pewnością po czterdziestce. Był bar. Okej, nic nadzwyczajnego. Barmanka ładna, ale szału nie robiła. Dewan zaczęła się zastanawiać, czy przypadkiem nie chodziło o tą męską sylwetkę odwróconą do wszystkich tyłem. Czarodziejka wzruszyła ramionami, siadając z pewnością w oczach obok niego i niespodziewanie się odwróciła. Szepty wcale nie ustały, a nawet się nasiliły. Usiadła bokiem, mogąc teraz przyjrzeć się jego profilowi. Dobra, nieziemsko przystojny, ale żeby robić z tego halo? Mia wpadła w dziwny okres małej fascynacji mężczyznami. Może to przez te smoki... właśnie!
- Jakiś ognisty trunek poproszę! Wiesz co lubię... - zawołała do barmanki i ponownie wbiła spojrzenie w obiekt "westchnień" kobiet. Zapewne mógł już poczuć pewną krępację. - Wybacz, że Ci się tak przyglądam... zastanawiam się, co one w Tobie widzą.
Powrót do góry Go down
Rick Whites



Liczba postów : 53

PisanieTemat: Re: Pearl   Nie Lis 02, 2014 3:02 pm

Naszego, jak to ktoś ładnie wyżej ujął 'nieziemsko przystojnego' blondyna z jego wędrówce po własnych myślach wyrwał odgłos otwierania drzwi, ale nawet nie odwrócił się w tamtą stronę. W zasadzie mało interesowało go kto tutaj wchodzi. No bo co mu za różnica? Prawda, miał wrogów - nie zliczył by ich na wszystkich palcach, tak, ktoś mógł palnąć mu teraz avade w plecy, ale jakoś...Chwilowo było mu wszystko jedno. Podniósł po raz kolejny szklankę do ust, a papierosa dalej dzierżył między palcem wskazującym a serdecznym drugiej dłoni, dym oplatał mu całą rękę, otaczał go łącząc się z zapachem jego dość mocnych perfum. Tak, zdecydowanie - pachniał papierosami i mocnymi perfumami. Odstawił naczynie, niestety już puste.
-Jeszcze raz to samo.. - zdążył mruknąć tylko, a ułamek sekundy po jego słowach jakaś dziewczyna wykrzyknęła swoje zamówienie. Zerknął na nią tylko kątem oka, skoro już zamawiał i sobie...
-To dwa razy whisky z lodem, na mój rachunek. - wbił spojrzenie przed siebie, nie było to zdecydowanie jakieś szowinistyczne zachowanie, ani marny podryw. Po prostu chciał jej postawić szklankę whisky, czy w dzisiejszych czasach to coś złego?
Dziewczyna natomiast zwróciła się właśnie bezpośrednio do niego. Przeanalizował jej słowa, zaczął w sumie zastanawiać się nad tym pytaniem.
Faktycznie, co one wszystkie w nim widzą? Cóż, odpowiedź nie była na pewno taka prosta. A może była? 
-Zgaduję, że jedna trzecia z tych kobiet po prostu jest głodna wrażeń, patrzą na mnie i myślą, że tylko czekam, żeby zabrać którąś z nich do siebie do domu i zapewnić jej najlepszą noc jej życia. Druga część, to zapewne jakieś desperatki które szukają tutaj miłości swojego życia, spójrz jestem dobrze ubrany, mam dość drogi zegarek - wyglądam jakbym był bogaty, to było by wygodne życie z bogatym mężczyzną, a trzecia część...hmm...sam już nie wiem. Wybacz, chyba bredzę. Może za dużo whisky.. - wyrzucił z siebie uśmiechając się delikatnie, ciekawe było to, że nawet na nią nie spojrzał mówiąc to wszystko, dopiero po swojej wypowiedzi zwrócił głowę w jej stronę zaglądając jej prosto w oczy.
-A Ty? Co we mnie widzisz? - spytał, nie przestając się uśmiechać, a gdy barmanka położyła szklanki na stół sięgnął po swoje naczynie i uniósł je do ust.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pearl   Nie Lis 02, 2014 3:26 pm

Mia niespecjalnie przejęła się faktem, że ktoś właśnie zafundował jej drinka. Tym bardziej nie odebrała to jako wstęp do flirtu. Następne dwa najwyżej weźmie na swój koszt, o ile mężczyźnie uda się nie uśpić ją przy pierwszych próbach nawiązania kontaktu. Oj, ostatnio dość ciężko o dobrego towarzysza do rozmów! Właściwie Mia nie była lepsza - o ile ktoś zaczynał temat o smokach - idealna kołysanka. Dziewczyna obracała w dłoni wisiorek w kształcie Rogogona, smoka, który zabił kilka lat temu jej matkę. Robiła to nieświadomie, ale kto właściwie zwracał by na to uwagę? Mia oparła się łokciem o blat baru, wsłuchując się z widocznym na twarzy zaciekawieniem. Rozbawiły ją dość jego własne domysły, ale niestety mógł mieć sporo racji. W sumie.... czemu niestety? Miłość można poznać w każdym etapie swojego życia. Generalnie może to być nawet w najzwyklejszym pubie. Zabawny tu jest fakt, że kobiety czyhają na tę miłość, zamiast to miłość czyhała na nie. Barmanka po chwili podłożyła nam trunki. Kiwnęłam głową, zdecydowanie sięgając po szkło. Nie przejmowałam się opinią mężczyzny, po prostu przechyliłam szklaneczkę i na raz wypiłam całość. I właśnie o to chodziło... uczucie ogarniającego ciepła. Dewan otarła usta wierzchem dłoni i ponownie bez skrępowania spojrzała w oczy mężczyzny. Z czasem zaczęło jej przeszkadzać, że nawet nie raczył skierować w jej stronę twarz. Poczuła się zignorowana, ale nie potrafiła nic nie powiedzieć. Nie byłaby wtedy sobą.
- A trzecia część czeka na Twoją porażkę. Czeka aż się nie podniesiesz. Jak z mężczyzny stanie się mały nic nie warty worek ziemniaków. - powiedziała cicho, za chwilę przygryzając wargę. Byleby nie wybuchnąć śmiechem. - Bredzimy oboje.
Jakoś nie miała chęci mu się jeszcze przedstawiać. Chciała przez moment być anonimowa, powiedzieć coś, czego konsekwencję nie będą zapisane na Mii Dewan. Poza tym pasowało niego imię John i wcale nie chciała się rozczarować! Zadał jej bardzo interesujące pytanie. Usiadła wygodniej na krześle, wyraźnie ożywiona.
- Co w Tobie widzę? Człowieka. - zaczęła dość tajemniczego. - który ma problem. I chce go ukryć w podświadomości. A alkohol wydaje się teraz jego najlepszym przyjacielem.
Jasnowidzem nie była. Załóżmy, że strzelała.
Powrót do góry Go down
Rick Whites



Liczba postów : 53

PisanieTemat: Re: Pearl   Nie Lis 02, 2014 3:37 pm

Zdecydowanie tak - w dzisiejszych czasach ciężko było znaleźć odpowiedniego rozmówcę, takiego z którym rozmowy nie toczy się na przymus, byle by nie być niegrzecznym i nie urwać dyskusji...chociaż w sumie Rick raczej nie należał do ludzi, którzy ukrywają to co myślą. No a przynajmniej wtedy, gdy sytuacja nie wymaga ukrycia swoich myśli. Dziewczyna dołożyła swoje trzy grosze do wypowiedzi na temat kobiet zajmujących wiele stolików w tym niewątpliwie eleganckim lokalu.
Spodobało mu się to co powiedziała, zdecydowanie miała rację.
-Dokładnie tak. Być może to jest zazdrość, albo po prostu czysta nienawiść za moje sukcesy, co w dzisiejszych czasach jest raczej popularną chorobą. Nie sądzisz? - zaciągnął się po raz ostatni i zgasił papierosa w popielniczce, chmurę dymu wypuścił gdzieś na bok i skierował swoje spojrzenie ponownie na jej twarz. Zaczął dostrzegać detale, których na początku nie zobaczył, a może po prostu nie chciał ich widzieć? Jej buzia bądź co bądź była delikatna, piegi dodawały dźwięku, miała niesamowite oczy, które podkreślały kruczoczarne włosy. Wszystko to spowodowało, że blondyn po raz kolejny się uśmiechnął, raczej do swoich myśli.
Z jej strony? Wyglądało to dokładnie tak - gasi papierosa, spogląda na nią, lustruje dokładnie jej buzie i uśmiecha się. Może i głupio to wyglądało, ale co tam. Dziewczyna przechyliła na raz zawartość szklanki, postanowił to skomentować.
-Whisky nie jest raczej alkoholem, który przechyla się na raz. Raczej zamawia się go by delektować się jego smakiem przez dłuższą chwilę, ale jak kto lubi. Widać, że jesteś raczej wyjątkowa, hm? - zaśmiał się i podobnie jak ona - przechylił na raz szklankę, a raczej to co w niej zostało.
-Nie mogę zostać w tyle, moja męska duma została by urażona, a tak być nie może. - a następnie trafiła dokładnie w sedno.
-Alkohol zawsze był jednym z lepszych przyjaciół, zawsze wysłucha, nie odmówi Ci...w pewnym sensie masz rację. Jestem człowiekiem z problemem. A Ty kim jesteś, piękna nieznajoma? - zagadnął ponownie uśmiechnięty, a potem zerknął w kierunku barmanki i dodał spokojnym tonem.
-Dwa wściekłe psy. - lubił to, kieliszek wódki z sokiem z granata, oraz dodatkiem tabasco. Coś niesamowitego. 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pearl   Nie Lis 02, 2014 4:00 pm

Mia z jednej strony nie lubiła osób, które mówią, żeby mówić. Lubiła tych zdecydowanych, dla których każde swoje wypowiedziane słowo miało znaczenie. Z drugiej zaś strony ceniła umiejętność konwersacji, co z pierwszym typem człowieka nie zawsze się pokrywało. Ona sama była stosunkowo dziwna - skryta, a zarazem nie umiała ukryć swoich spostrzeżeń, myśli, które czasami były dość uszczypliwe.
- A co uważasz za swój życiowy sukces? - nie odpowiedziała na jego pytanie. Zauważyła, że byłoby bez sensu potwierdzenie jego myśli, skoro to było oczywiste, że każdy potencjalny jego rozmówca przytaknąłby głową. Ona z pewnością też, ale jak to Mia - zwróciła na coś innego uwagę. I kolejne iskry zaciekawienia kryły się w jej oczach. Zmrużyła nieco powieki wciąż mu się przyglądając. Kiedy on zaś skierował wzrok w jej stronę, nawet nie drgnęła. Wydawała się taka beznamiętna, niekiedy obojętna. A wystarczyło spojrzeć w jej oczy. Tak gnieździła wszystko. Tylko kiedy uniósłby spojrzenie, dostrzegłby daleko kryjące się rozbawienie. Wystarczyło tylko się przyjrzeć, naprawdę.
- Po prostu uwielbiam to rozgrzewające uczucie. I nim się delektuję. Coś w tej mojej wyjątkowości musi być. Nie jesteś pierwszym, który mi to mówi. - pomyślała o swojej mamie. Mia uważała, że takich słów nie można rzucić na wiatr. W końcu słowo "wyjątkowa" brzmiało wyjątkowo. Nawet przez myśl jej nie przeszło, że mógł je rzucić na wiatr.
- Ha, tutaj Cię przed muszę ostrzec. Zazwyczaj to ja mam najmocniejszą głowę. Męska duma przy mnie odpada. - kiwnęła głową, po raz pierwszy obdarzając go promiennym uśmiechem. W końcu Mia nie była zaraz jakimś a-społecznym typem!
- Nie uważasz, że jakbym Ci powiedziała, kim jestem, nie byłbyś mną zainteresowany, jak na samym początku? - uniosła swoją prawą brew, choć pewnie to i tak nie było widoczne przez jej grzywkę, która sięgała prawie do samych oczu. - Bądź odkrywcą. Jak myślisz, kim jestem?
Mia właśnie walczyła z drgającym kącikiem ust. Rozmowa z nim stawała się dla niej niezłą formą rozrywki. Nawet zapomniała, że jest mężczyzną, którym zawsze mówiła a feee...
Powrót do góry Go down
Syriusz Black



Liczba postów : 570

PisanieTemat: Re: Pearl   Pon Lis 03, 2014 1:56 am

Syriusz spacerował ulicami Londynu z niechęcią myśląc o następnym dniu, który miał spędzić w murach Kolegium. Niedawno wrócili z Potterkiem od jego rodziców z Doliny Godryka obładowani słoikami smakołyków niczym prawdziwi studenci, albo żakowie na przestrzeni wielu lat, praktykujący podobny schemat. Syriusz rzucił w kąt pokoju akademickiego swoją torbę po czym prędko ulotnił się z budynku, ponieważ naszła go ochota na spacer. Zatrzymał się przy wejściu do baru o ciekawej nazwie "Pearl", w którym jeszcze nie był. Jak widać Dziurawy Kocioł to przeżytek, pomyślał i wszedł do środka wzruszając ramionami. Usiadł przy barze i zamówił dla siebie szklankę Ognistej, mógł równie dobrze zamówić coś innego, jednak nie miał ochoty stać i przyglądać się długiej jak broda Merlina liście trunków. Usadowił się przy barze, przodem do wejścia, żeby móc widzieć wchodzących ludzi. Kto wie? Może spotka kogoś znajomego, kto podobnie jak on stoczył się po opuszczeniu bezpiecznych murów Hogwartu i zagląda w takie miejsca? Upił kolejny łyk, leniwie wodząc wzrokiem po obecnych w lokalu czarodziejach, a jego spojrzenie padło na dziewczynę w grzywce, która wydała mu się znajoma. Zajęło mu dobrą chwilę umiejscowienie jej w pamięci jako byłą krukonkę Mii Dewan, którą znał z widzenia. Uśmiechnął się pod nosem, kiedy zobaczył, że ma towarzystwo i to, trzeba przyznać - niech straci - nie byle jakie. Nie znał owego mężczyzny, jednak sprawiał wrażenie jakby wielką wagę przykuwał zarówno do swojego ubioru jak i wyglądu. Syriusz zmrużył oczy dopijając ostatni łyk trunku, który wypalił mu gardło, po czym odstawił szklanke na blat baru. Przejechał palcami po trzydniowym zaroście i przeczesał zwichrowane włosy palcami. Postanowił podejść się przywitać z dziewczyną, bowiem rozpoczęli wspólne studia i wypadałoby przyspieszyć jakoś ich wspólną znajomość, oczywiście na stopie koleżeńskiej. Nie brał pod uwagę jakiejś większej rywalizacji o dziewczynę, zwłaszcza z tym wymuskanym pięknisiem. Zeskoczył z wysokiego krzesła i obszedł bar, zatrzymując się obok Mii po czym usiadł obok niej, tak, że miał widok zarówno na nią jak i na jej towarzysza. Oparł łokieć na barze, a jego uśmiech jeszcze się poszerzył, kiedy usłyszał jak facet zamawia dwa wściekłe psy, o ironio losu!
- Witaj moja piękna znajomo-nieznajomo! - Uśmiechnął się do dziewczyny porozumiewawczo, dając tym samym znak, że usłyszał strzępek ich kokieteryjnej rozmowy i nie miał zamiaru im w tym przeszkadzać, tym samym nie zdradzając jej godności. - Przyszedłem się przywitać, bo wkrótce zostaniemy łączącymi się we wspólnej doli studentami. - Zerknął na mężczyznę po jej drugiej stronie i wyciągnął do niego dłoń na przywitanie. - Widzę jednak, że masz już doborowe towarzystwo, zajmę wam tylko chwilę, spokojnie. - Uścisnął mocno dłoń mężczyzny, uśmiechając się łobuzersko, tak jak miał w zwyczaju. - Syriusz Black, miło mi.


Ostatnio zmieniony przez Syriusz Black dnia Sro Lis 05, 2014 12:03 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3039-syriusz-black
Rick Whites



Liczba postów : 53

PisanieTemat: Re: Pearl   Wto Lis 04, 2014 10:42 pm

Blondyn sięgnął po kieliszek otrzymany przez barmankę, poczekał aż dziewczyna z którą prowadził rozmowę uniesie również swój i skierował naczynie w jej stronę by zbić się kieliszkami.
-Za dzisiejsze spotkanie. - mruknął i przechylił zawartość szkła delektując się alkoholem. Taki 'małolat', a tak lubił pić, myślał by kto. Padło pytanie, w sumie dość ciężkie pytanie. Życiowy sukces? O matko kochana. Co było jego życiowym sukcesem? Właściwie nigdy nie zastanawiał się specjalnie nad swoimi osiągnięciami...
-Hmm..sukcesem mogę chyba nazwać skończone studia, a jak na razie na swój życiowy triumf pracuje, jestem młody, mam na to czas. - odpowiedział, przesuwając wolną dłonią po nieogolonym (ciągle przeklina dzień w którym zaczęła mu rosnąć broda!) zaroście. Zignorował jej dalszą wypowiedź na temat jej mocnej głowy do alkoholu, cóż, nie było sensu rozprawiać na ten temat. Nie miał zamiaru tego sprawdzać, a przynajmniej nie dzisiaj. Być może faktycznie tak jest, a może i nie. Nie ważne.
-A Ty? Co uważasz za swój największy sukces, albo z czego jesteś dumna? - zapytał jeszcze, a następnie postanowił zamówić kolejne dwa wściekłe psy. Z gotówką stał całkiem dobrze, wiadomo o co chodzi, dzisiaj był młodym bogiem w tej kwestii..wypłata. Jak każdy w mniej więcej tym wieku wiedział - w dniu wypłaty jest się Bogiem, potem cały miesiąc się zdycha, ale nie ważne. Zdążył rzucić do barmanki by polała dwa shot'y, gdy dosiadł się do nich jego mężczyzna. Pierwsza myśl Rick'a? Wygląda jakby spędził co najmniej ostatni tydzień na dworcu king's cross, ale cóż, pozory mylą, nieprawdaż? Uścisnął jego dłoń, równie mocno jak nowo poznany chłopak jego i rzucił:
-Bardzo mi miło, Rick Whites. Zostań, śmiało, napij się z nami. W takim razie poprosimy jednak 3 wściekłe psy! - ostatnie zdanie oczywiście było skierowane do barmanki. I trzeba było zauważyć jedną rzecz, w ten sposób dziewczyna z którą nawiązał konwersacje poznała jego imię, on natomiast dalej nie miał pojęcia z kim rozmawia. Cóż, być może podobała mu się ta nutka tajemniczości?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Syriusz Black



Liczba postów : 570

PisanieTemat: Re: Pearl   Sro Lis 05, 2014 1:42 am

/"(...) gdy dosiadł się do nich jego mężczyzna." <- śmiechłem xD


Starał się wyrzucić z pamięci fakt, że bezceremonialnie przeszkodził im w prywatnej rozmowie, jednak uznał, że widocznie nie była ona na tyle poufała, coby nie mógł w niej uczestniczyć. Uśmiechnął się kącikiem ust, kiedy na ponowne życzenie Ricka barmanka dostawiła mu kieliszek mocnego trunku. Tym zachowaniem Rick otrzymał mentalnego plusika. Postukał palcami w blat, zerkając kątem oka na dziewczynę, jednak ta była troszkę milcząca. Widocznie była onieśmielona towarzystwem takich przystojniaków, pomyślał, jak zwykle pewny siebie. Uśmiechnął się wesoło do swoich towarzyszy i odezwał się jakby z lekko udawanym ociąganiem.
- No-oo, sko-ooo-ro nalegasz to-ooo zo-ooo-stanę. - Rzekł, przeciągając samogłoski, jednak po jego zachowaniu można było poznać, że na razie nigdzie się nie wybiera. - Dzięki za gościnność i wyrozumiałeś wobec mojego włażenia z buciorami w rozmowę. - Powiedział, śmiejąc się.
Z rozbawieniem zarejestrował fakt, że nowy znajomy przedstawiając mu się, zdradził swoje imię również i dziewczynie więc w tej ich całej mini rywalizacji - jak to Syriusz nazwał w myślach - to ona była nadal "górą", a jej imię tajemnicą. Ciekaw był jak się to wszystko dalej potoczy, sam nie zwracał się do dziewczyny po imieniu lecz per "Ty/piękna/moja droga" itp itd, aby nie psuć im tej powlekanej tajemniczością zabawy, czy jak by to nazwać.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Sryriusz Black
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3039-syriusz-black
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pearl   Sro Lis 05, 2014 7:00 pm

Mężczyźnie dużo łat­wiej jest za­bijać smo­ki niż mówić o głębo­kich uczuciach - tak zawsze powtarzała matka Mii. Nie wiedząc czemu, dokładnie w tym momencie skojarzył sobie jej słowa. Dosyć często powracała do jej myśli i to w najmniej spodziewanych momentach, jak na przykład ta. Przez moment czarodziejka po prostu zamilkła uciekając do swojego świata, choć Rick zupełnie nie musiał sobie zdawać z tego sprawy. Zwróciła w końcu swoją uwagę na jego przystojną twarz, w tej chwili oceniając, czy on mógłby mówić o swoich uczuciach. Barmanka przyniosła im kolejny trunek, Mia przyjęła go, choć w jej głowie wyraźnie zapalała się czerwona lampka. Może i nie miała słabej głowy to i tak nie zamierzała próbować sprawdzać swoich sił. Często gęsto w czasie upojenia alkoholowego mówiła kompletne bzdety i po prostu nie miała ochoty się ośmieszyć... następnego dnia mało by pamiętała, albo co gorsza, pamiętałaby wszystko i nie mogłaby otrząsnąć się ze wstydu. Niemniej jednak stwierdziła, że powoli będzie delektować się swoim drinkiem. Wsłuchała się natomiast w jego słowa, które skutecznie odgoniły ją od zbędnych przemyśleń. Odbił piłeczkę.
- Nie zostałam pożarta przez smoki. - zaczęła dość niejasno. Uwielbiała to robić. Patrzeć na szok wypisany na twarzy swoich rozmówców, bądź niepokój. - A to dość trudne zważywszy na to, ile czasu z nimi przebywam.
Nie chciała nic dopowiedzieć, a nawet nie była w stanie, bo ktoś przeszkodził im w rozmowie. Uniosła z zaciekawieniem swoje jasne oczy. Nie spodziewała się, że spotka właśnie Severusa Blacka, a co lepsza - że podejdzie do niej i zaczepi, jak gdyby nigdy nic. W jej oczach malowało się zdumienie, ale też naturalna radość. Dopóki jej nie podpadł, nie żywiła do niego żadnej urazy, więc dlaczego miałaby zachowywać się w stosunku co do niego obojętnie, czy też lekceważąco.
- Oh, Syriusz! - zawołałam nagle. Mógł potraktować to zarówno jako przywitanie się, jak i zgodę. - Jak miło Ciebie widzieć. Masz rację, jaki kierunek wybrałeś? Oh, no właśnie to jest... ten... - miała nadzieję, że nikt nie uchwycił jej ostatnich słów. Rick przywitał się w trakcie jej wypowiedzi. Co za ulga! A poza tym Rick? Wiedziała, że bardzo rozczaruje się jego imieniem. - Bez przesady, prowadziliśmy luźną rozmowę. Co Cię sprowadziło do Pearl?
Powrót do góry Go down
Rick Whites



Liczba postów : 53

PisanieTemat: Re: Pearl   Sro Lis 05, 2014 10:59 pm

///Tak, zauważyłem od razu że tak napisałem, ale na telefonie nie da się zmienić, a nie mam dostępu do komputera teraz haha Very Happy.

Smoki. Ciekawy temat. Bynajmniej, mało która kobieta wspomina o nich podczas rozmowy z obcym jej facetem. O ile chciał zachować chociaż odrobinę tajemniczości podczas rozmowy z tą "przepiękną nieznajomą"' o tyle wiedziała już o nim więcej niż on o niej. No cóż, nie zawsze ma się to co chcę, prawda? Nie był raczej typem jakiegoś chama, zdecydowanie cieszył się z towarzystwa jeszcze jednego mezczyzny, zwłaszcza, że chłopak wydawał się naprawdę w porządku. Po raz kolejny sięgnął po paczkę papierosów, z tym że tym razem poczestowal wszystkich. Jeśli nie chcieli, trudno. Sięgnął do kieszeni po kolejną "porcję " gotówki.
-To co pijemy tym razem? - zapytał ich obdarzajac promiennym usmiechem. Chciał jak najdłużej z nimi zostać. Odpowiadało mu to towarzystwo, najważniejsze, że nie czuł się źle wśród nich.
//I przepraszam, ze tak krótko, ale na tym cholernym tel nie mam już siły klikać w tą klawiaturę..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Syriusz Black



Liczba postów : 570

PisanieTemat: Re: Pearl   Czw Lis 06, 2014 3:19 pm

/Nie przepraszaj, jest krótko ale treściwie Razz

Syriusz zerknął kątem oka na Mię i stłumił uśmiech widząc jej reakcję na swoje przybycie. Od razu został obrzucony wstępnym zestawem pytań i szybko pozbierał myśli, żeby na nie odpowiedzieć.
- Ciebie też miło widzieć, moja droga matko smoków. - Rzekł, wymyślając jej kolejne tytuły, żeby tylko nie zdradzić jej imienia przed Rickiem, nie chciał później wysłuchiwać słów typu - Syyyyyriuuuuusz, miałeś być cicho, ależ masz długi jęzor! Chociaż Mia nie wyglądała na osobę, która zrobiłaby mu z takiego błahego powodu wymówki. Raczej wspierał jej anonimowość przed nowym kolegą dla czystej zabawy. Nawet nie spodziewał się, jak blisko jest prawdy w tym co mówi. Coś słyszał, że dziewczyna lubi wielkie latające gady, nie znał jednak szczegółów tej jej zażyłości z nimi.
- A Ty jaki wybrałaś? Bo ja Bezpieczeństwo Magiczne, jednak z moimi aspiracjami zostanę jeszcze co najmniej Ministrem Magii i Aptekarzem na Pokątnej. - Rzekł z szelmowskim uśmiechem i dodał po chwili. - Co mnie tu sprowadza? Raczej ciekawość i chęć sprawdzenia jak taki bar presperuje. Jakiś czas temu pracowałem na barze w Dziurawym Kotle i przyszedłem zobaczyć jak się miewa konkurencja.
Zerknął na Ricka, który właśnie częstował ich papierosami. Syriusz nie palił, jednak w tej chwili nie odmówił i wziął jednego, odpalając go od różdżki[przyp.aut. rozśmieszyła mnie ta wizja xD] i zaciągnął się dymem. Dobrze czuł się w ich towarzystwie i również chciał posiedzieć trochę dłużej. Jednak kiedy zobaczył, że Rick wyciąga pieniądze, powstrzymał go ruchem dłoni i wyjął własny portfel.
- Nie, nie, tym razem na mój koszt. - Uśmiechnął się rozbrajająco. - Biorę to samo, nazwa "wściekły pies" jest bardzo bliska memu sercu. - Roześmiał się i spojrzał pytająco na Mię i Ricka. - A wy?
Skierował wzrok na dziewczynę.
- Wróćmy do tematu o smokach! - Rzekł nagląco, spoglądając wyczekująco na Mię. Czekał na więcej szczegółów z jej smoczych opowieści.
EDIT(bo nie daje mi to spokoju): Świetnie bawił się w towarzystwie Ricka i Mii, jednak noc zrobiła się już późna. Dokończył swój trunek, zostawił pieniądze i pożegnał się ze znajomymi. Wyszedł na chłodne nocne powietrze i teleportował się do Akademika.
/zt


Ostatnio zmieniony przez Syriusz Black dnia Nie Gru 07, 2014 7:54 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3039-syriusz-black
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pearl   Pon Lis 10, 2014 1:08 pm

Mia zaczynała dobrze się bawić w tym towarzystwie. Między nią a Rickiem panowała całkiem tajemnicza atmosfera, natomiast Syriusz dodawał do niej nieco humoru. W duchu była wdzięczna koledze, że pielęgnuje jej anonimowość. Rick nie musiał od razu wszystkiego w niej poznawać, jednak była pewna, że jeszcze dzisiaj pozna jej imię. Bez przesady, prawda? Albo w końcu wymsknie się Syriuszowi, albo nie wytrzyma ona i ostatecznie się przedstawi. W tym momencie mogła być matką smoków, jak to ładnie nazwał ją Black. Mia delektowała się alkoholem, dopóki Syriusz nie zadał jej pytania. Odłożyła szklaneczkę i wysłuchawszy go, usiadła wygodniej na krześle, zarazem swoją zgrabną nogę zarzucając na drugą. Nie umiała zapanować nad uśmiechem... skąd u niej taki dobry nastrój?
Wybrałam kierunek przyrodniczy. Ale chyba mogłeś się tego domyśleć... — wzruszyłam ramionami, jednak momentalnie zwróciłam uwagę na Ricka, by nie poczuł się olany. — A ty? Byłeś na studiach? Na jakim kierunku?
Tym razem rozmowa toczyła się na normalne codzienne tematu. Mia zostawiła te dziwne zagrywki na później, no wiecie, typu rozmowy o smokach, czy też te filozoficzne pytania, z głębi serca i umysłu. Jak to brzmi w ogóle. Mia skrzyżowała dłonie pod piersiami, zastanawiając się nad kierunkiem Syriusza. Skrzywiła się, kiedy ten sięgnął po papierosa i go zapalił. Pomachała dłonią przed twarzą i wzruszając ramionami odsunęła się minimalnie. Uśmiechnęła się w chwili, kiedy Syriusz postanowił, że tym razem drink na jego koszt. Pokręciła grzecznie głową.
Ja już podziękuję. Damie tyle nie przystoi. — roześmiała się cicho, jednak momentalnie ucichła, kiedy Syriusz zaproponował rozmowę o smokach. Nawet nie wiedział na co się pisze. — Syriusz... prowokujesz mnie? Wiesz, że mogę rozmawiać o tym godzinami. Ale w sumie... — dziewczyna przysunęła się do nich, by atmosfera między nimi zrobiła się bardziej "tajna". Z boku wyglądali, jakby knuli niecny plan. — Z samego serca Szkocji, za górami i lasami była rodzina... pozornie zwykła, miła i gościnna. Lecz skrywała tajemnicę... dość straszną, niebywałą. Kto by pomyślał, że pastwisko jest prawdziwą hodowlą smoków? Mała dziewczynka od dziecka wychowywała się wśród nich. Poznała strach, zwalczyła go, pokochała ogień i czucie pod dłonią skóry pokrytej łuskami. — dziewczyna się uśmiechnęła. Ciekawe czy domyślą się, że o niej mowa. — Znała wszystkie gatunki. Niektóre były przyjazne, niektóre zaś wrogie... ale co wam będę mówić. To tylko bajka. Przecież smoki nie istnieją.
Puściła im obojgu oczko, bo wszyscy doskonale zdawali sobie sprawę z istnienia tych gadów... chociaż może nie każdy? No i kto by pomyślał, że jej rodzina zajmuje się takimi stworzeniami. Ciekawa jedynie była ich reakcji.
Powrót do góry Go down
Elizabeth Russell



Liczba postów : 44

PisanieTemat: Re: Pearl   Pon Mar 09, 2015 11:10 pm

Elizabeth Russell zaliczała się do tych rozważnych kobiet, które doskonale znały swój organizm i wiedziały, kiedy należy przestać pić alkohol. Z dość niewyjaśnionych przyczyn, panna Russell postanowiła dziś jednak nieco się odurzyć. Najpierw zamówiła drinka z niebezpiecznie dużą zawartością procentów. Obracała słomkę wbijając w jeden konkretny punkt swoje nieobecne spojrzenie — podłogę. Ktoś z boku powiedziałby, że kobieta ta jest zamyślona, a przy tym nie do końca świadoma, co dzieje się wokół niej. Tak właśnie było... kolejna rzecz niepodobna do Aurorki. Po drinku, który dał jej ukojenie dla niespokojnej duszy zaledwie na kilka chwil... zbyt krótko, zamówiła kilka kieliszków wódki. I właśnie tak się zaczęło. Przytłoczona była zachowaniem jej matki, która raptem wręcz bezczelnie zaczęła ingerować w jej życie, które na swój sposób już ułożyła. Dodatkowo dowiedziała się o siostrze! O siostrze, którą zawsze pragnęła mieć. Czy to był dobry powód, aby schlać się do nieprzytomności? Dla Elizabeth z pewnością. Przechyliła kolejny kieliszek czując tak przyjemne ciepło rozchodzące się po wnętrzu. W końcu rozejrzała się po lokalu, co nie było najlepszym pomysłem. Świat zaczął wirować jej przed oczyma. Musiała podeprzeć się blatu stołu, by nie runąć jak długo na ziemię. Poczuła się żałośnie... a więc pozornie alkohol jej pomógł, ostatecznie pogłębiając rosnące w niej cierpienie. No masz, czy też musiałaś odziedziczyć tak słabą głowę! Zaklnęła się w myślach i z powrotem usiadła na krześle. Zachichotała cicho, kiedy przez myśl przeszło jej, że nie da rady unieść zacnych pośladków i chyba będzie musiała tu przenocować. Ale przygoda...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3394-elizabeth-russell#56732
Rick Whites



Liczba postów : 53

PisanieTemat: Re: Pearl   Pon Mar 09, 2015 11:46 pm

Ahmm...Rick zerknął na zegarek - było koło 21, dopiero zaczynał się wieczór, a że dzisiaj był piątek...mógł w końcu odpocząć od tej cholernie nudnej pracy - okej, nie było tam źle, szef był w porządku...Ale to nie było dla niego, czuł się tam jak w klatce. Zebrał swoje rzeczy, narzucił na czarną koszulkę skórzaną kurtkę i wyszedł z roboty. Kierował się...ee...sam nie wiedział gdzie, a nogi z przywyczajenia poprowadziły go do pobliskiego baru - Perły. Był to co prawda raczej ten z bardziej eleganckich lokali, ale Rick był tam już tyle razy, że sporo osób go tam poznawało. Sporo stałych bywalców.
Gdy już uporał się z przejściem do osobnej sali wydzielonej specjalnie dla czarodziejów rozejrzał się po całej sali. Nic szczególnego, ludzie rozmawiali, zamawiali kolejne drinki, pili...Czyli to czego było mu trzeba. Usiadł na krześle przy samym barze i poprosił barmankę o szklankę whisky z lodem, obdarzając ją promienistym uśmiechem, gdy już otrzymał to o co poprosił.
Podniósł szklankę wpatrując się w nią tępo.
Myślami był daleko, rozplanowywał sobie co zrobi w pracy w następnym tygodniu - trzeba będzie przeprowadzić mały remanent, myślał czy starczy mu pieniędzy, by opłacić mieszkanie...podstawowe problemy ludzi w jego wieku.
Potrząsnął głową by wyrwać się z tego wiru myśli, i wreszcie upił łyka z naczynia.
Porządnie rozgrzewało - tego mu było teraz potrzeba,
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elizabeth Russell



Liczba postów : 44

PisanieTemat: Re: Pearl   Wto Mar 10, 2015 11:58 am

Elizabeth czuła się podobnie jak za czasów, kiedy w jej świecie nie występowała magia, może jedynie w bajkach, które ojciec czytał jej do snu, rzadko zresztą. Wtedy też często wybierała się na plac zabaw, gdzie znajdował się postach wszystkich dzieciaków o słabych nerwach. Eliza znana ze swojej chęci udowodnienia wszystkim, że nic nie jest jej straszne, wsiadła na karuzelę i rozkazała kolegom mocno ją rozbujać. To był zły pomysł, zupełnie tak samo zaczęła myśleć w tej chwili. Przynajmniej tym razem nie miała żadnych mdłości. Świat jedynie robił sobie niej żarty... Zarówno odnośnie jej matki, a także niewielkim zawrotom głowy. Dość mało logiczna myśl wpadła jej do głowy, ale czego mogłoby się spodziewać od odurzonej kobiety. Myśl ta podpowiadała jej, aby ukoić zawroty kolejną dawką alkoholu. Uniosła dłoń, mając nadzieje, że lada moment pojawi się kelner. Nie wiadomo ile siedziała z dłonią ku górze... Może godzinę, może minutę, niemniej jednak Aurorka zdecydowanie zaczęła się niecierpliwić.
Cóż to za obsługa! Ja już im pokaże. — zdecydowanie komicznie wyglądała z groźnym spojrzeniem i niepewnym chwiejnym krokiem. Jakimś sposobem dotarła do baru spotykając się z politowanym wzorkiem barmana. Elizabeth dumnie odrzuciła blond włosy do tyłu i zaczęła swój kąśliwy wywód:
Czy pan chce stracić klientkę? Domagam się drinka, a pan patrzy na mnie jakby nie wiedział, za co się wziąć...
Panience alkoholu już nie sprzedam. Ledwie się pani na nogach trzyma, nie mam serce doprowadzić pani do nieprzytomności. — ostrożnie mówił barman zarazem polerując szklaneczkę. Elizabeth oburzyła się. Nie było sensu się kłócić. Mężczyzna miał rację... Ale jej tak kręciło się w głowie. Ostatni drink, obiecała sobie... Szkoda tylko, że nie zdawała sobie sprawy, że choć mała dawka alkoholu doprowadzi ja do utraty przytomności. Zwróciła się do mężczyzny, który siedział przy stoliku i sączył alkohol najwyraźniej nieco zamyślony. Eliza peronie wybudziła go z zadumy.
No cześć, kochasiu, ja z dość... — urwała na zaledwie chwile próbując przypomnieć sobie odpowiednie słowa.  —Zakupiłbyś miłej koleżance. — tu wskazała na siebie z niezbyt szczerym uśmiechem. Nawet nie zwróciła uwagi na swojego nowego rozmówcę. Pewnie, gdyby była trzeźwa, nie umknęłoby jej uwadze, że był przystojny. Teraz widziała niewyraźny obraz... No i chciała tego cholernego drinka. — Jednego drinka? Barman chyba nie wie za bardzo, jak się wziąć na zamówienie od kobiety. Więc jak?  — i spadaj... Mruknęła w myślach.


Ostatnio zmieniony przez Elizabeth Russell dnia Wto Mar 10, 2015 3:44 pm, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3394-elizabeth-russell#56732
Rick Whites



Liczba postów : 53

PisanieTemat: Re: Pearl   Wto Mar 10, 2015 12:09 pm

Rick akurat wyciągał z kieszeni papierosy, oraz zapalniczkę, gdy stał się świadkiem tej śmiesznej sytuacji. Wiedział, jak to jest być pijanym, ale z drugiej strony fajnie obserwować takie coś z boku. Uśmiechnął się delikatnie i umiejscowił papierosa w ustach za chwilę rozpalając go za pomocą zapalniczki. Zaciągnął się i wypuścił dym gdzieś w górę, a następnie ponownie się napił, gdy dziewczyna się do niego zwróciła.
-Kochasiu? - powtórzył wyraźnie rozbawiony. On nie był pijany, więc jego uwadze nie umknęła jej zjawiskowa wręcz uroda. Jakby miał być szczery - dawno tak pięknej kobiety nie widział. Ani tak nachlanej.
Zaciągnął się po raz kolejny starając się zrozumieć co ona właściwie bełkocze, a gdy już doszedł do tego pokręcił głową ze zrezgygnowaniem.
-Myślę, że Ci już dzisiaj wystarczy... - powiedział niepewnie niechcąc się narazić na aferę ze strony mocno podchmielonej kobiety..I myśląc co by dalej zrobić. Porozmawiać z nią? Właściwie to chyba nie ma sensu.
Dopił do końca to co miał w szklance.
-Może chciałabyś wyjść na zewnątrz przewietrzyć się? - zapytał z uśmiechem na ustach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pearl   

Powrót do góry Go down
 

Pearl

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
List z Hogwartu :: Wspomnienia :: Porządki 3. :: POZA HOGWARTEM :: LONDYN-