a
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Kominek
List z Hogwartu
Niestety jak to często bywa, coś się kończy, a coś innego zaczyna. Czas Listu z Hogwartu dobiega końca. Mam nadzieję, że część osób będzie wspominało tę stronę z pewnym sentymentem, a nawiązane tutaj znajomości przetrwają pomimo zakończenia naszej działalności. Dziękujemy za te dwa lata! Administracja


 

 Kominek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz Budowy

avatar

Liczba postów : 299

PisanieTemat: Kominek   Czw Wrz 18, 2014 3:18 pm


Miejsce, gdzie większość uczniów relaksowała się. Działo się to szczególnie podczas zimowych wieczorów kiedy ogień daje dużo ciepła. Pomieszczenie ozdobione jest symbolami domu węża, a utrzymane jest w zimnej zieleni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gwendolyn de Villiers

avatar

Liczba postów : 113

PisanieTemat: Re: Kominek   Sro Paź 29, 2014 7:08 pm

Gwen zasiadła w fotelu przed kominkiem. Przysunęła się jak najbliżej, starając się odgrodzić od hałasów w całym Pokoju Wspólnym i dormitoriach. Nie wybierała się na bal. Nie lubiła i koniec. Wolała spędzić ten wieczór w lochach. Co ona by tam robiła? Prędzej czy później wyszłaby, nim w ogóle impreza by się rozkręciła.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _





Gwendolyn de Villiers
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1704-gwendolyn-de-villiers
Ann Nott

avatar

Liczba postów : 185

PisanieTemat: Re: Kominek   Sro Paź 29, 2014 7:29 pm

Ann spojrzaa na nią i uśmiechnęła się.
- Jesteś moim zbawieniem! Potrzebuje jakiegoś towarzystwa na imprezę. Halloween jest świetne, ale nie chcę go spędzać w towarzystwie tych idiotek z Gryffindoru - przewróciła oczami. Była ubrana w czerwony płaszcz, a pod spodem miała czarną sukienkę. Trochę mocniejszy makijaż niż zazwyczaj podkreślał efekt, ale nie bawiła się w konkretne, głupie kostiumy. Uwielbiała mrok, ale wiedziała, że szkolna impreza nie będzie wyglądała tak, jakby chciała. Po prostu dużo śmiechu i wygłupów, a nie o to jej chodziło w halloween. Zamierzała tam jednak wpaść i trochę poimprezować, nawet w takim towarzystwie, jakie miała do dyspozycji. Miała jednak nadzieje, że uda jej się wyciągnąć chociaż dziewczynę. Miała nadzieje, że może wpadnie też Sofii, czy Regulus
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1808-ann-nott
Gwendolyn de Villiers

avatar

Liczba postów : 113

PisanieTemat: Re: Kominek   Sro Paź 29, 2014 7:38 pm

Gwendolyn odwróciła głowę, słyszac znajomy głos. Czy Ann naprawde upadła na głowę?
- Ann, chyba oszalałaś. Nie dla mnie takie przedstawienia - powiedziała, znowu spoglądając obojętnie w ogień. - Słyszysz ten hałas? Przynajmniej 3/4 naszego domu się szykuje, na pewno będzie ktoś ze Slytherinu z kim będziesz mogła sie pobawić - mówiąc ostatnie słowo usta zadrgały jej ironicznie. Szkolna zabawa, przecież to nawet brzmiało komicznie. - Ja sie nigdzie nie wybieram - zakończyła, nie robiąc żadnego gestu, aby ruszyć się z fotela.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _





Gwendolyn de Villiers
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1704-gwendolyn-de-villiers
Ann Nott

avatar

Liczba postów : 185

PisanieTemat: Re: Kominek   Sro Paź 29, 2014 7:59 pm

Pokręciła głową i pociągnęła ją do pozycji stojącej.
- Oj daj spokój. Może i będzie, tym bardziej masz po co tam iść. Potańczymy, może postraszymy pierwszaków? Zobaczysz, będzie super - uśmeichnęła się. - A może nastraszymy jakoś moje ulubione gryfonki? - uśmiechnęła się ironicznie. - Nie musisz się przecież nawet przebierać, po prostu chodź ze mną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1808-ann-nott
Gwendolyn de Villiers

avatar

Liczba postów : 113

PisanieTemat: Re: Kominek   Sro Paź 29, 2014 8:09 pm

Nagle została pociągnięta do przodu i zazchwiała się lekko, zanim stanęła na nogach. Odeszła kilka kroków w tył, poprawiając sukienkę.
- Błagam, Ann, nie męcz mnie. Umrę tam z nudów lub z pęknięcia uszu przez ten hałas. Ewentualnie kogoś zabiję jak moja wściekłość osiągnie krytyczny poziom - potrząsnęła głową. - Nie lubię tłumów - oświadczyła. Nie lubiła tańczyć, naprawdę, każdy dobrze wie, że śmiała się mało. Więc jak mogła dobrze bawić się na takim zgromadzeniu? W dodatku w pastelowej sukience, jej ulubionej, wśród zapewne jakichś mrocznych postaci, wampirów i nie wiadomo kogo jeszcze.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _





Gwendolyn de Villiers
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1704-gwendolyn-de-villiers
Jęcząca Marta

avatar

Liczba postów : 90

PisanieTemat: Re: Kominek   Sro Paź 29, 2014 9:07 pm

Marta zawitała również i w pokoju wspólnym zielonych wężowych uczniaków, a co kto jej zabroni?
Usłyszała dwie dziewczyny które się o coś sprzeczały... ach ta jedna nie chciała iść na bal... No to może jej trochę pomóc...
- No nie musisz się nawet przebierać już wyglądasz jak straszydło ! - szepnęła Marta tuż przy uchu Gwen i umieściła na jej szyi wielki łańcuch z rolek papieru toaletowego.
- Teraz jest wprost idealnie ! - zarechotała i zniknęła.

z/t

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _





Kto powiedział że bycie duchem jest nudne?
Czy wydaje ci się że będąc żywą,
widujesz więcej nagich chłopców niż ja?!


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ann Nott

avatar

Liczba postów : 185

PisanieTemat: Re: Kominek   Sro Paź 29, 2014 10:08 pm

Spojrzała na nią i zmarszczyła nos.
- Jak to umrzesz z nudów? W moim towarzystwie? - pokręciła głową. - Ze mną na pewno będziesz się dobrze bawić i nawet nie poddawaj temu wątpliwości. A jak zabijesz... mówi się trudno, to halloween, utrzyma się w klimacie - zasmiała się. - Tylko jak już będziesz wybierać ofiarę, to zastanów się nad Moor, Mall, Tempest, czy którąś z tamtych - pokręciła głową i spojrzała na nią. - Idziesz w tym, czy się przebierasz? Impreza już się zaczyna!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1808-ann-nott
Gwendolyn de Villiers

avatar

Liczba postów : 113

PisanieTemat: Re: Kominek   Sro Paź 29, 2014 10:46 pm

- Och! - skomentowała Gwen pojawienie się Jęczącej Marty. Co ona tu, do diabła, robiła?! Umieściła na jej szyi jakiś łańcuch z rolek papieru toaletowego. Gdy zniknęła Ślizgonka niecierpliwie zerwała tą wątpliwą ozdobę z siebie, marszcząc lekko nos.
- Jeżeli mają tutaj zjawiać się duchy i same mnie stroić.. - wzruszyła ramionami i ruszyła niespiesznym krokiem do dormitorium. Rzuciła okiem na zawartość i w końvu zdecydowała się na sukienke w kolorze, ktory nosi bardzo rzadko. Założyła więc zwykłą czerwoną sukienkę, przeczesała palcami włosy, ale nie użyła szczotki, bo miała tego dnia lekkie fale. Zeszła do pokoju współnego.
- Więc chodźmy - powiedziała.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _





Gwendolyn de Villiers
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1704-gwendolyn-de-villiers
Ann Nott

avatar

Liczba postów : 185

PisanieTemat: Re: Kominek   Sro Paź 29, 2014 11:06 pm

Uśmiechnęła się.
- No i widzisz, to nie takie trudne - uśmiechnęła się i zabrała ją z pokoju. Lubiła takie imprezy, mimo wszystkich irytujących czynników.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1808-ann-nott
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Kominek   Sob Lut 07, 2015 3:16 pm

Po jakimś czasie oboje dotarli do Pokoju Wspólnego Ślizgonów. W zamku było zdecydowanie cieplej i można było bez dyskomfortu temperatury prowadzić dalej ich jakże pasjonującą konwersację.
- W sumie miałaś rację aby tu przyjść. – powiedział i usiadł na pierwszym lepszym fotelu, który mu się nawinął. Jego sposób siadania wskazywał tak jakby to on był Panem świata i był najważniejszym czarodziejem. Co prawda dużo mu jeszcze do tego brakowało, ale nic nie szkodziło temu by już się powoli wprawiać w przyszłego Ministra Magii.
- Przydałoby się jakieś piwo kremowe, prawda? – zapytał nagle Wiktor. - Albo coś mocniejszego. – dodał po chwile ponuro. - Wątpię jednak by tu gdzieś w szkole krążył jakiś diler tych specjałów. No chyba że uda nam się namówić skrzaty Hogwarckie aby nam coś przyniosły. – spojrzał w tym momencie wymownie na starszą od siebie koleżankę.
Powrót do góry Go down
Isa Rosier

avatar

Liczba postów : 18

PisanieTemat: Re: Kominek   Sob Lut 07, 2015 11:45 pm

Kiedy dotarli do Pokoju, Isa z westchnieniem zrzuciła z ramion ciepłą lecz ciężkawą zimową szatę i odrzuciła ją na oparcie kanapy, na której chwilę potem spoczęły jej cztery litery.
Przymknęła oczy, grzejąc się od kominka, tak że słowa Wiktora wpadły do jej umysłu jednym uchem i wypadły drugim, prawie niezauważone.
- Nooo... - odpowiedziała tylko, niezbyt składnie. Dotleniła się, a teraz było jej ciepło i dobrze i w zasadzie jedyne czego jeszcze potrzebowała do szczęścia to orzeszków w miodzie i piwa kremowego. Kiedy zaś Wiktor zawiesił głos i poczuła na sobie jego spojrzenie, dopiero wtedy otworzyła oczy i spojrzała na niego uważnie.
- No ja się nigdzie stąd nie ruszam. - oznajmiła stanowczo, acz z uśmiechem. Cóż, jej lenistwo w tym momencie wygrało z ochotą na orzeszki i piwo. Zresztą, wątpiła by posiadała dar przekonywania potrzebny do zjednania sobie szkolnych Skrzatów. Ostatecznie, choć spędziła tutaj już prawie siedem lat, do kuchni zajrzała dwa lub może trzy razy. Nigdy niczego jej nie odmówiono, ale też jakichś specjalnych frykasów nie dostała.
- Zazdroszczę Ci tej twojej pewności co do tego, jak potoczy się twoja przyszłość. - wymruczała, patrząc się w płomienie. Wiedziała, że to może prowadzić do potrzeby oddania moczu, ale uważała ten przesąd za wyjątkowo bzdurny. Ona uwielbiała widok ognistych języków, wyskakujących wysoko z rozżarzonego do białości polana. Lubiła przyglądać sie i obstawiać, który z nich podskoczy najwyżej, jakby każdy myślał że w końcu oderwie się i odleci w noc. One wypuszczały jednak tylko snopy iskier, a same cofały się do polana, przygotowując się do kolejnego skoku.
- Co sądzisz o tych ostatnich wydarzeniach? Atakach na mugoli i w ogóle...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3326-isa-rosier
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Kominek   Nie Lut 08, 2015 12:20 am

- Jesteś już w ciepełku i już Ci jest dobrze? – zapytał i miał nadzieję, że nie zabrzmiało to w jakiś sposób dwuznacznie. Nie chciał wyjść przed jej obliczem na jakiegoś szlamowatego chama, któremu tylko zbereźne rzeczy w głowie. Chciał się zrobić na kulturalnego człowieka, bo w istocie takim był. Tak go wychowali jego rodzice, za co był im stokrotnie wdzięczny. Był też niemalże pewny, że nie uda mu się nigdy w ciągu swojego życia w jakimkolwiek, nawet najmniejszym, procencie się zrewanżować.
- Wiesz, ta moja pewność siebie dodaje mi siły we wiarę w to, co mi się marzy. Jak będę pewny co do tego, że zostanę Ministrem Magii to prędzej czy później moje marzenie się spełni. Dlatego tak usilnie o to walczę. Na razie ta walka nie jest jakoś specjalnie widoczna, ale liczę na to, że kiedyś o mnie usłyszysz jako o takim człowieku. Wiktor Estrin – Minister Magii. Dobrze brzmi, prawda? – zastanawiał się głośno szesnastolatek mając nadzieję, że Isa utwierdzi go w jego przekonaniu. Nic tak bardzo nie budowało jego ego jak właśnie opinie, które potwierdzały jego pewność siebie. A jeszcze jak to były opinie ludzi, którzy nie należeli do jego rodziny czy przyjaciół to już w ogóle był uhahany.
- Po cichu je popieram. – powiedział brutalnie Wiktor. - Magia winna być przeznaczona tylko dla osób urodzonych w rodzinach czarodziejskich, i to najlepiej niezbrukanych szlamem. Kto jak nie czarodzieje lepiej pojmą magię? – takie było jego stanowisko w tej sprawie. W sumie to delikatny temat i raczej się o tym w pewnych kręgach nie rozmawiało. W każdym razie na pewno nie toczyło się to w oficjalnym tonie.
- Jak zostanę Ministrem Magii to chciałbym wprowadzić pewne ograniczenia co do osób urodzonych w rodzinach mugolskich. – zgrabnie zaczął swój wywód Estrin. Byłoby wysoce niekulturalne i nietaktowne gdyby zbyt nagminnie używał słowa „szlama”.
- Przede wszystkim coś w stylu „kontroli czystości krwi”. No i różdżek już by raczej nie otrzymali. Osoba niemagiczna nie może otrzymać atrybutu czarodzieja. Nigdy nie wiadomo co jej strzeli do łba. – mówił lekko przerażony Wiktor. Był święcie przekonany, że to co mówi, i co chciałby wprowadzić, jest słuszne.
- No i na pewno zreformowałbym system szkolnictwa. W Hogwarcie za dużo nam wpajają wiedzy niekoniecznie użytecznej, a ta która by mogła się przydać w ogóle jest pomijana. Nie sądzisz? – chciał poznać jej opinię na temat tego, co powiedział przed chwilą. Ciekawe co też Isa ma mu do powiedzenia. Przytaknie, czy też będzie miała zupełnie inne zdanie? A może jej odpowiedź będzie wyśrodkowana?
Powrót do góry Go down
Isa Rosier

avatar

Liczba postów : 18

PisanieTemat: Re: Kominek   Wto Lut 10, 2015 1:10 pm

Nie skomentowała jego słów o ciepełku. Będąc szczerą, to akurat zdanie zupełnie uszło jej uwadze, więc może akurat dziś był szczęśliwy dzień panicza Estrina. Bo gdyby faktycznie to usłyszała, musiałaby mu uzmysłowić że nie jest żadnym kotem ani innym futrzakiem, żeby jej można było bezkarnie takie komentarze strzelać.
- Brzmi może i dobrze. Chociaż to nie jest dla mnie osiągnięcie samo w sobie. Mieliśmy sporą ilość Ministrów i nie wszyscy z nich, moim zdaniem zostali wybrani na to stanowisko słusznie. Więc może lepiej, żebyś dążył do czegoś w stylu "Wiktor Estrin - Minister Magii, który zrewolucjonizował to i to, albo który nadał nowy bieg historii albo coś." - zauważyła, bawiąc się od niechcenia różdżką.
Kiedy usłyszała, że Wiktor wyraża podobną opinię co ona sama, rozluźniła się i uśmiechnęła. Pytanie było dlatego, że nawet w Slytherinie można było znaleźć osoby, które uważały że te ataki to przesada, że co prawda mugole owszem, byli słabsi no ale żeby aż uciekać się do przemocy... Dla Isy to było jedyne logiczne wyjście. Jak można było powstrzymać kontrrewolucjonistów inaczej niż właśnie wprowadzając totalną rewolucję?
Nie ma budowania bez burzenia. - powiedziała enigmatycznie, cytując nieświadomie mugolskiego rewolucjonistę, Mao Tse-Tunga.
Słuchała jego pomysłów, kiwając głową. Patrzyła na niego uważnie i zaczynała wierzyć w to co mówił. Wiktor miał w sobie coś takiego - dar czynienia swoich poglądów poglądami ludzi, którzy go słuchali. Wystarczyło, że na niego spojrzałeś i wiedziałeś, że chłopak święcie wierzy w swoje racje, że ufa swoim siłom i wie, że będzie w stanie osiągnąć to o czym mówi. I instynktownie zaczynasz chcieć mu w tym pomóc, bo czujesz, że jego słowa, wypowiedziane z taką mocą i taką ufnością, muszą być słuszne. Tak, on zdecydowanie miał w sobie to coś. Można było powiedzieć, że był urodzonym przywódcą.
Kiedy skończył mówić, Isa zamrugała i zorientowała się, że przez cały ten czas wlepiała w niego intensywny wzrok. Odwróciła spojrzenie, czując że na policzki występują jej rumieńce i nie wiedząc czy to z powodu jego przemowy, czy po prostu dlatego, że się zawstydziła.
- Wiesz, nawet wierzę że ci się to uda. To kawał roboty do odwalenia, ale czuję, że to właśnie ty jesteś tą osobą, która może tego dokonać. - uśmiechnęła się, przesuwając się na kanapie w stronę jego fotela. Był zdolny, dobrze wychowany, ładny, inteligentny i charyzmatyczny. Był też bezpośredni i potrafił bronić swoich racji. Urodzony przywódca. Czuła, że to człowiek za którym może podążyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3326-isa-rosier
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Kominek   Wto Lut 10, 2015 10:46 pm

- Mam wrażenie, że mówisz to w sposób taki jakbyś nie wierzyła w moje słowa. Zważ na nie, gdyż jak zostanę już tym Ministrem to będę pamiętał o moich znajomościach ze szkoły i na pewno nie zapomnę o Isie Rosier, która nie wierzyła we mnie, albowiem była słabej wiary. – powiedział to do niej ku przestrodze. Nie chciał jej przestraszyć, ale jej sposób konwersacji nie przypadł mu w tym momencie do gustu. A poza tym trochę wziął sobie jej słowa do serca i zaczął już „dążyć do władzy”, choć tak naprawdę nie musiał być aż takim bezpośrednim czarodziejem.
- Drzewo wolności trzeba podlewać krwią patriotów i tyranów. – odpowiedział na jej sentencję zdaniem, które sobie przypomniał. Słowa te należały ongiś do Abrahama Lincolna – amerykańskiego prezydenta w świecie mugoli.
- Widzę, że z nas byłaby dobrana para jeśli chodzi o politykę. Będzie z nas pożytek, droga Iso. – odpowiedział i kiedy tak przemawiał to kątem oka obserwował jak to dziewczyna wsłuchuje się w jego słowa. Była uważną słuchaczką i to się jej pisało na plus.
- To chociaż ktoś we mnie wierzy. – powiedział i podrapał się po głowie. - A jak Tobie się widzą moje plany? Poza tym, że w nie wierzysz to może nasunęły Ci się jeszcze jakieś myśli? – zapytał.
Czekał dość długo na odpowiedź, jednak Isa była najwyraźniej mocno zamyślona. Chyba była w kimś zakochana, bo zapomniała o Wiktorze.
- Muszę iść załatwić pewną rzecz. Spotkamy się następnym razem. Trzymaj się. - powiedział i poszedł w znanym sobie kierunku.


z/t Wiktor

Powrót do góry Go down
Alexandra Woods

avatar

Liczba postów : 81

PisanieTemat: Re: Kominek   Pią Cze 05, 2015 12:05 am

To był beznadziejny dzień, zarówno pod względem zajęć, jak i samego numerka w kalendarzu, skończywszy na pechu, który prześladował Woods. Myślała, że skoro z przyczyn niekoniecznie od niej zależnych będzie musiała przesiedzieć cały wieczór i noc na najniższym poziomie lochów, to chociaż nie tknie ją już żadna cholera. Jakiś przeklęty nicpoń dorwał się do jej rzeczy i zabrał ulubioną, czarną pilotkę Lexy z kożuchem oraz szalik w barwach Slytherinu. Niby nic wielkiego, to tylko ubrania, ale jedyne, które pozwalały jej przetrwać pośród tych lodowatych cel na samym dole. Już i tak wystarczyła świadomość, że będzie tam sama, dopóki księżyc nie zajdzie. W końcu od roku Anarhold już nie schodziła tam wraz z nią. Od roku stawiała czoła swojemu lękowi sama. Wciąż ciężko było Al przestawić się na taki obrót wydarzeń. Zaakceptować fakt, iż została odsunięta, bo tak to właśnie wyglądało.
Od dobrych trzydziestu minut siedziała na kanapie przed kominkiem w Pokoju Wspólnym, ubrana w czarne denimy oraz pleciony, ciemnoszary sweter z kominem. Tuż przy jej nogach leżała materiałowa, ciemnobrązowa torba na ramię. Pozostało niewiele czasu do co miesięcznego wymarszu i właściwie dziękowała zbiegowi okoliczności, że tym razem, zwykle pełne, pomieszczenie Ślizgonów, było puste.
Przekręcając nieświadomie w dłoni niewielki, ciemnobrązowy flakonik, wpatrywała się w buchający z kominka ogień, intensywnie zastanawiając nad kolejnymi ruchami. Powinna zorganizować sobie jakieś ciepłe ubrania i nie, gruba bluza z kapturem tutaj nie wystarczy. Ukochana pilotka była wyszywana od środka dodatkowo futrem, o ironio, więc o marznięciu nie było mowy. Już mogła przeboleć ten durny szalik, ale bez dodatkowego odzienia wyziębi się tam na dole, a nie mogła wziąć ze sobą żadnych eliksirów rozgrzewających, bo niektóre z nich zawierały cukier, a ten niwelował działanie Wywaru Tojadowego.
Z nietęgą miną uniosła flakonik i upiła porządny łyk, odchylając głowę energicznie. Ciężko było przełknąć taką lurę, a jeszcze trudniej było powstrzymać się od popicia tego beznadziejnego smaku czymś słodkim. Pokręciła głową na boki, robiąc przy tym grymas obrzydzenia, aż zatkała szkiełko korkiem i wsadziła je do bocznej kieszeni torby u nóg. Odechciało jej się tego wszystkiego. Mijał czwarty rok walki z wilkołactwem, a ona wciąż nie potrafiła znieść tej całej farsy. Przeklinała siebie za tamtą ucieczkę do Zakazanego Lasu, a jeszcze bardziej tępiła tamtego pchlarza, który ją ugryzł.
Niezadowolona, spojrzała na skórzany zegarek na lewym nadgarstku. Dochodziła siedemnasta, za godzinę w Wielkiej Sali podadzą kolację, na której, niestety, nie będzie obecna. Skrzyżowawszy ręce na piersi, pochyliła się do przodu, opierając łokciami o kolana i wśród tańczących płomieni szukała jakiegoś sposobu, aby wyłączyć myślenie. Miała tylko godzinę, nawet mniej, aby w spokoju zamknąć się w celi i udawać przed światem, iż jej nie ma. Przerąbane, dziewczyno, przerąbane z tym wilkołactwem...

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3577-alexandra-woods#59873
Katherin Veronica Grigori

avatar

Liczba postów : 167

PisanieTemat: Re: Kominek   Pią Cze 05, 2015 12:53 am

Od rana nie mogła znaleźć dla siebie miejsca. Zaraz po śniadaniu udała się na poranne zajęcia. Niestety był to bezcelowy czyn, gdyż nie mogła się kompletnie skupić a każde, nawet najprostsze zadanie jej nie wychodziło. Była zła na siebie jak i cały otaczający ją świat. Tak o to przetrwała do obiadu. Nie był on najsmaczniejszy lecz musiała mieć jako takie siły na dalszy ciąg dnia. Zastanawiała się, gdzie mogą się podziewać Sofie i Regulus. Nie widziała ich od rana i trochę ją to martwiło. Nigdy nie znikali na tak długo a w szczególności podczas zajęć.
Popołudniowe zajęcia rewelacji nie wniosły w jakże nudny dzień. No może z wyjątkiem sprzeczki z jednym z Puchonów. Ostatnio naprawdę starała się polubić osoby z tego domu. Naprawdę chciała żyć z nimi w symbiozie jednak nadzwyczaj jej to utrudniali. Dziś jeden z nich rzucił na nią klątwę. Całe szczęście, że nie był skomplikowana i łatwo było ją zdjąć bo z pewnością nie skończyło by się na sprzeczce.
Zrezygnowana i zmęczona wróciła do swojego dormitorium. Do kolacji pozostało niecałe dwie godziny. Wyciągając swoje książki z torby zauważyła małą karteczkę na jej dnie. Wyjęła ją ostrożnie rozwijając po drodze. Wręcz nie mogła uwierzyć w to co widziała. Dla pewności przetarła zmęczone oczy lecz litery nie zmieniły swej kolejności tworząc nowych zdań. Znajdowały się w tym samym miejscu jak spetryfikowane. Czytając po raz drugi była już w mniejszym szoku. Fakt, nieraz dostawała listy miłosne ale ten był od puchona. I co śmieszniejsze, od tego który rzuciła na nią klątwę. Rozbawiona zmięła kartkę i wyrzuciła do kosza. Niby chciał się z nią spotkać ale co z tego? Mógł nie rzucać na niej tej klątwy wtedy może i by to rozważyła a tak to był na straconej pozycji. Trzęsąc głową usiadła do eseju z eliksirów.
Czując ból w krzyżu przeciągnęła się unosząc ręce do góry. Leniwym wzrokiem spojrzała na zegarek. Za równą godzinkę miała być kolacja lecz ona nie miała zamiaru na nią schodzić. Była zbyt zmęczona aby słuchać narzekań i różnego rodzaju ekscytacji innych uczniów. Zamiast tego sięgnęła po swój gruby sweter z kufra i udała się do pokoju wspólnego. Miała nadzieję, że będzie on pusty i w spokoju będzie mogła pomyśleć nad swoim życiem otoczona ciepłem kominka.
Pokój, owszem, był pusty nie licząc osóbki siedzącej na kanapie przed kominkiem. Kat wszędzie poznała by tą sylwetkę jak i włosy. I dopiero teraz do niej dotarło. Pełnia. Zamknęła na chwilę oczy. Jak mogła zapomnieć o takim dniu? Szybko podeszła do Lexy. Uśmiechnęła się przyjaźnie do niej i usiadła obok. Jej spojrzenie powędrowało do torby którą dziewczyna miała ze sobą.
- Cześć piękna. - przywitała się okrywając się bardziej swetrem - Jak się dziś czujesz? - spytała zaniepokojona. Nie chciała aby Lexa pomyślała sobie coś złego. Zadała to pytanie tylko i wyłącznie z troski o nią.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Katherin Veronica Grigori


I śmierci myśl jest miła mojej duszy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3474-katherin-veronica-grigor
Alexandra Woods

avatar

Liczba postów : 81

PisanieTemat: Re: Kominek   Pią Cze 05, 2015 9:19 am

W którymś momencie, po przegranych bojach z próbami niemyślenia, złapała jeden z warkoczyków leżących na jej ramieniu i obracała jego końcówką w prawej dłoni. Nie miała tego w zwyczaju na co dzień, nawet zdenerwowania czy niepokoju w taki sposób nie przeżywała, ale z racji pełni, Al przestawiała się o tych kilka stopni i nic nie mogło na to wpłynąć. Ściągnęła groźnie brwi, kiedy pamięcią wróciła najpierw do pogrzebu państwa Tempestów, a potem do tej nieszczęśliwej kradzieży ciepłych ubrań, na nerwowym zaglądaniu na zegarek kończąc. Sekundy wydłużały się, każda chyba miała za zadanie udowodnić Woods, iż nie ucieknie od tego, ale może znieść agonię mozolnego ociągania czasu.
Odetchnęła ciężko, dając upust beznadziejnemu położeniu i zarzuciła warkoczykiem do tyłu. W głowie miała mętlik, a tysiące, przeróżnych myśli próbowało zlać się w jedną, doprowadzając dziewczynę do wrzenia - jeszcze trochę i zostanie oskarżona o niepoczytalność, a skazanie na banicję w Zakazanym Lesie nie będzie już takie złe. Lepsze to od zakładu św. Munga.
Wyprostowała się, nie odrywając ani na chwilę wzroku od ognia w kominku, który dawał przyjemne ciepło. A gdyby tak opuścić Hogwart na tę jedną noc? Użyć proszku Fiu, zaszyć się gdzieś w opuszczonej głuszy, daleko od mugoli, czarodziejów i magicznych stworzeń? To było o wiele lepsze od perspektywy zimnej celi oraz zardzewiałego łańcucha, który zobowiązała się zakładać na kostkę, co miesiąc, na dyrektorskie polecenie. Już myślami była przy bocznym wyjściu z lochów, nieopodal wejścia do dormitorium, którym mogłaby, niezauważona, przejść na dziedziniec z Bijącą Wierzbą, a stamtąd przecież dzielił ją tylko mur i las. Na upartego, wzięłaby ze sobą miotłę. Poleciałaby, najdalej, jak tylko by przemiana na to pozwoliła. To nie było takie znowu beznadziejne... I wtedy usłyszała kroki. Chociaż za wyostrzone zmysły mogła być, potencjalnie, wdzięczna.
Odwróciła się, dokładnie w momencie, kiedy Ślizgonka usiadła obok. Miała na sobie te same perfumy.
- Kath - mruknęła cicho, siląc na niewielki uśmiech, omiatając dziewczynę wzrokiem, zanim odwróciła zielone spojrzenie ponownie ku kominkowi. Wzruszyła ramionami. - Śpiewająco, rozważam plan nowej ucieczki i, niespodzianka, tym razem nie zakłada on pogryzienia przez jakiegoś pchlarza. - odpowiedziała z warknięciem, kręcąc głową na boki zanim ją zwiesiła bezradnie, niczym na ścięcie. Nie miała w zwyczaju tak się odzywać, zwłaszcza do Katherin. Nigdy nie żartowała w czarny sposób ze swojej przypadłości i całą winę mogła spokojnie zwalić na pełnię. Już czuła, jak siekacze milimetr po milimetrze się wydłużają, a na języku nadal tkwił obrzydliwy smak eliksiru.
- Mamy znowu chochliki w dormitorium. Albo złodzieja. Nic ci nie zginęło, poza złością na tego Puchona z dzisiaj? - uniosła lekko głowę, kątem oka zerkając na towarzyszkę, zanim usiadła prosto, otulając się rękoma. - Słyszałam, że zostałaś przeklęta, a mnie to ominęło. - dodała z udawanym smutkiem w głosie, zanim na twarzy pojawił się niewielki uśmiech. Ledwo jego cień. Trochę nawaliła, zostawiając Kath samą. Może, gdyby nie zajmowała się wtedy szukaniem tej głupiej pilotki, byłaby w stanie pomóc Ślizgonce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3577-alexandra-woods#59873
Katherin Veronica Grigori

avatar

Liczba postów : 167

PisanieTemat: Re: Kominek   Pią Cze 05, 2015 5:43 pm

Patrząc w płomienie zastanawiała się nad swoim życiem. Od pierwszego dnia postanowiła nałożyć na swoją twarz maskę. Nie chciała aby ktokolwiek znał jej najskrytsze uczucia, obawy czy emocje. Starała się jak mogła to ukrywać i na swój sposób się jej to udało. Przechadzając się korytarzami mroziła wzrokiem młodsze roczniki czy Puchonów. Tak naprawdę, w głębi serca, nie chciała tego. Chciała być z powrotem roześmianą i pełną nadziei dziewczyną. Niestety katą mogła być tylko przy Lexie. Sama do końca nie rozumiała swojego postępowania. Możliwe, że było to spowodowane chęcią wpasowania się w otoczenie. A może poniekąd z obawy, że straci Sofie. Nie wiedziała tego. Jedyne czego była pewna to tego, że musi porozmawiać z Mattiasem. Chłopak wielokrotnie ją przepraszał a ona za każdym razem z ciężkim sercem odmawiała przyjęcia ich. Większość uważała ją za zadufaną w sobie księżniczkę lecz ona wcale taka nie była. No może czasami.
Westchnęła i oparła łokcie na kolanach. Zdecydowanie można było powiedzieć, że jest beznadziejna ale to dzięki Lexsie zaczęła się zmieniać na lepsze. Nie chciała być jednym ze sługusów psychopaty. I w tym momencie przypomniała sobie o liście od ojca. Nie lubiła z nim rozmawiać jak i korespondować. Traktował on mugoli jak od dzielną jednostkę społeczną. Za coś, co nie powinno mieć w nim jakiegokolwiek prawa bytu. Z góry i z widoczną pogardą patrzył na mugolskie dzieci, których liczba cały czas wzrastała, jak gdyby mogły zarazić czymś prawdziwych czarodziei, a przede wszystkim - jego samego. W tych przekonaniach wychowywali poniekąd swoje własne dzieci, które bardzo szybko odziedziczały wpajane im od najmłodszych lat, pożądane cechy. Jej brat William zgadzał się w 100% z ojcem. Katherin nie do końca. Nie odnosiła się z niechęcią do mugoli. Wręcz przeciwnie, przy każdym spotkaniu okazywała wielkie zainteresowanie zarówno im jak i całemu ich światu. Ale wracając do listu. Nie potrafiła do końca go zrozumieć. Jego treść była następująca.
Droga córko
mamy nadzieję, że nauka w twoim przypadku jest na wysokim poziomie a i oceny są wybitne. Nie chcielibyśmy abyś przyniosła wstyd rodowi Grigorich. Tym bardziej, że dostąpiłem największego zaszczytu od dnia pracy w Ministerstwie Magi. Niecałe dwa dni temu dostałem odpowiedź od jednego z największych czarowników. Ja jaki i twój brat William zostaliśmy przyjęci w jego szeregi. Matka niestety nie może w tym uczestniczyć. Powodów niestety nie będę ci tłumaczył w liście.
Jest jednak jeszcze jedna sprawa. Chcielibyśmy abyś z nami stanęła u jego boku. Odpowiedź negatywna nie będzie tolerowana.
Z wyrazami miłości
O. M. Grigori.

Co było dla niej w nim niezrozumiałe? Jak jej brat mógł pójść na coś takiego. Przecież nie był taki jak ojciec. Nie rozumiała tego. Lekko potrząsnęła głową aby pozbyć się niechcianych myśli. Ona z pewnością nie przystanie na to. Niech ojciec ją nawet wydziedziczy, wyrzuci z domu czy co tam jeszcze. Nigdy nie przystanie do tej bandy psychopatów. Miała ona inne plany. Chciała być członkiem zakonu Feniksa.
- Plan powiadasz. Możemy razem uciec. Nie miała bym nic przeciwko temu. - spojrzeniem wróciła do przyjaciółki uśmiechając się blado. Nie wzięła do siebie tonu jakim powiedziała to Lexa. W końcu to niej jej wina, że ugryzł ją ten pchlarz. Katherin obiecała sobie, w momencie gdy się dowiedziała, że pewnego dnia odnajdzie tego który jej to zrobił i zabije go. To była jej misja na resztę życia.
- Nie, nic mi nie zginęło. - odpowiedziała z nutą rozbawienia w głosie - Nie przejmuj się. Zaraz przyniosę ci moją kurtkę więc nie zamarzniesz tam na dole. - kolejne słowa trochę ją rozluźniły - Niestety. Trochę to dziwne było tym bardziej, że po przyjściu do dormitorium i wysypaniu wszystkich rzeczy z niego znalazłam list miłosny. Właśnie od tego puchona co mnie przeklnął. Miłość jest dziwna.
I teraz przyszedł jej do głowy dość szalony pomysł. W sumie nigdy nie była z dziewczyną tam na dole ale wolała być tam niż myśleć nad tym listem i jej ojcem.
- Czy mogła bym być z tobą ? Chodzi mi tam na dole. Nie chcę abyś była sama a i ja nie chcę być sama.
Smutek z pewnością był widoczny w jej oczach. Tak bardzo chciało się jej płakać. Jednak żadna łza nie wyszła na światło dzienne. Katherin płakała tylko raz przy kimś. I to podczas krojenia przeklętej cebuli.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Katherin Veronica Grigori


I śmierci myśl jest miła mojej duszy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3474-katherin-veronica-grigor
Alexandra Woods

avatar

Liczba postów : 81

PisanieTemat: Re: Kominek   Pią Cze 05, 2015 6:25 pm

Od początku trzeciego roku nie zamieniła z matka ani jednego listu. Johanna albo odpowiadała z dużym opóźnieniem, albo wcale, a jej wiadomości zwrotne brzmiały schematycznie i wiecznie tak samo. Nigdy też wprost nie napisała o wstąpieniu w szeregi Śmierciożerców ani o tym, że Alexandra, jak na dobrą córkę przystało, powinna pójść w jej ślady. Problem tkwił jednak w tym, iż choć matka o tym głośno nie mówiła, to Woods wiedziała czego ta nieprzyjemna strona rodu od niej oczekuje. Może dlatego, nieco chętniej, pisywała listy do swego ojca, który na stałe pozostał w Bułgarii. Często w podpisie figurował też jej brat, Jared, ale jeżeli chodzi o jakiś większy kontakt to nic - ku jej rozczarowaniu - nie było. Chłopak kończył w tym roku Durmstrang i pewnie był zabiegany, a przynajmniej to sobie w taki sposób tłumaczyła. Z całej swojej rodzinki, akurat z ludzi od strony ojca była dumna. Może i była tym mostem pomiędzy dwoma rodami, ale przynajmniej do tych z wyvernem w herbie przyznawała się z dumą.
Zaśmiała się smutno pod nosem, patrząc wciąż w ogień. Ile by dała, aby przyjąć taką ofertę? Uciec po prostu z tego przybytku niedoli, który nie był najbezpieczniejszy w ostatnim czasie. Szczerze chciała już opuścić Hogwart. Może to miejsce nie było tak złe, jak jej rodzinny dom, ale wciąż przywoływało tylko wiele złych myśli, nieliczne miłe i przyjemne. Znajomość z Katherin, na szczęście, należała właśnie do tej drugiej kategorii, ale kiedy myślała o tych wszystkich więziach, jakie tutaj stworzyła, to od razu wracała pamięcią do pogrzebu rodziców Anarhold i wszystko zamierało. Pokręciła głową z nietęgą miną i przesunęła się nieco do tyłu, napierając plecami na oparcie kanapy. Uniosła nogi, opierając półbuty o krawędź mebla, obejmując ramionami kolana, a brodę ułożyła na jednym z nich. Słowa Kath nie tyle zaskoczyły, co zdumiały ją, aż obróciła głowę w bok i z pytającym spojrzeniem, uśmiechnęła się głupio.
- Po pierwsze, moja pilotka dzisiaj zaginęła i zastanawia mnie, skąd wiedziałaś, że potrzebuję dodatkowej warstwy? - uniosła kokieteryjnie brew i prędko dźgnęła dziewczynę w bok. - Mów, co o niej wiesz? Ilu ich było? Chcesz za nią okup! To moja ukochana kurtka! - z każdym kolejnym zdaniem delikatnie dźgała Kath, czemu towarzyszył niewielki uśmiech. Lubiła jej towarzystwo. Przy niej czuła się swobodnie i nawet pozornie bezpiecznie, choć obie nie raz wciągnęły tą drugą w tarapaty. Cóż, częściej to jednak była wina Lexy i jej pociągu do zamkniętej części biblioteki.
Miała ponownie dźgnąć Kath w żebra, ale zaniechała tego pomysłu, gdy tylko dowiedziała się o podrywie Puchona. Jedynie westchnęła ciężko, sięgając po warkoczyk na ramieniu.
- Miłość to słabość, Grigori.
Nie od dziś głosiła te słowa. Właściwie, to temu wszystkiemu byli winni Puchoni. A raczej Puchonka. Flavia. Szósty rok. Wciąż zero kontaktu. Powoli zapomina.
Uniosła brodę znad kolan i uważnie przyjrzała się towarzyszce, z uwagą ściągając delikatnie brwi. Coś wisiało w powietrzu.
- Wiesz, że to zbyt niebezpieczne. Nie mogę cię na to narazić... - mruknęła cicho z dziwną nostalgią, opuszczając nogi i siadając przodem do Kath. Ewidentnie o czymś nie było mowy. - Ja przeżyję - położyła lekko dłoń na ramieniu Kath. - ale chyba nie chodzi, aż tak bardzo, o przesiadywanie w zimnym lochu i dotrzymywanie mi towarzystwa, kiedy będę szczerzyć zębiska. Mam rację? - bardziej stwierdziła, aniżeli zapytała. Nie znała się ze Ślizgonką od dzisiaj. Przesunęła się nieco bliżej, lekko szturchając łokciem Kath. - Opowiesz mi o tym? Czy wolisz poczekać, aż wrócę z seksownie porwanymi ubraniami, bo przy takim stanie rzeczy dopiero umiesz mówić? I nie zaprzeczaj, pamiętam twoją minę, kiedy ostatni raz przyszłam z podartymi jeansami i resztkami koszuli.
Wystawiła krótko język, zanim tknęła ją ramieniem, zachęcając do mówienia. Tego w zasadzie jej było potrzeba. Śmiania się z tego durnego przypadku chorobowego, a jeżeli mogła pomóc tym samym przyjaciółce...

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3577-alexandra-woods#59873
Katherin Veronica Grigori

avatar

Liczba postów : 167

PisanieTemat: Re: Kominek   Pią Cze 05, 2015 7:00 pm

Czy wiedziała coś na temat kurtki Lexy? Oczywiście, że tak. Tajemniczy uśmieszek zagościł na jej ustach a oczy się zaiskrzyły. Zapewne, gdyby dziewczyna spytała o nią dwie godziny wcześniej nie miała by zielonego pojęcia o niczym. Teraz jednak znała miejsce w którym przebywała jej kurtka. Tą tajemniczą lokalizacją był kufer Kath. Nie to, że sama ją tam umieściła. Co to to nie. Sama nie wiedziała jak to się stało. Po otwarciu jego parę minut temu leżała na samej górze. Teraz jednak pozostawało pytanie czy zdradzić jej to czy jeszcze się z nią podrażnić.
Lexa delikatnie zaczęła dźgać kath przez co ta nie mogła wytrzymać ze śmiechu. Już dawno nie czuła się tak beztrosko. W tym momencie zapomniała o wszystkim. Liczyło się tylko teraz.
Mogąc złapać trochę tchu spojrzała na przyjaciółkę załzawionym wzrokiem lecz szczęśliwym.
- Może i wiem ale co będę mieć w zamian za tą informację? - powiedziała kokieteryjnie.
Miała dźgnąć dziewczynę po raz kolejny, gdy Khat powiedziała jej o puchonie. Dopiero po wypowiedzeniu tych słów zdała sobie sprawę jaką gafę popełniła. Nie powinna wspominać przy Lexie o Puchonie. Czemu? Jedno słowo tłumaczyło wszystko. Flavia. Z przepraszającą miną skierowała się do dziewczyny.
- Przepraszam cię. Nie powinnam o nim mówić. - przysunęła się bliżej dziewczyny ściskając ją za rękę. Gdyby ktoś zobaczył ją z boku pomyślał by, że to zapewne siostra bliźniaczka Katherin. W towarzystwie innych nigdy by się tak nie zachowała. Ale to była Alexandra. Przy niej mogła nawet płakać. - Może i słabość ale bez niej życie jest puste.
Coś o tym wiedziała. Sama beznadziejnie się zakochała. Nawet nie miała pojęcia czy on czuje to samo. A nawet jeśli by tak było raczej nie byli by razem. Zbyt dobrze go znała. Prędzej czy później zranił by ją.
- Zdaję sobie doskonale z tego sprawę ale nie chcę abyś była sama. - i ja też nie chcę być sama pomyślała. Może i było to egoistyczne z jej strony. Może nie powinna tak myśleć lecz nic nie mogła na to poradzić. W sumie z drugiej strony naprawdę zależało jej, aby Lexa nie przechodziła przez to sama. - Czasami jest to przerażające, że znasz mnie tak dobrze. - jej zaszklony wzrok spoczął na oczach dziewczyny. Tak bardzo się bała, że łzy same zaczęły napływać jej do oczu. Nie chciała jednak płakać. Uważała to za słabość. Słowa dziewczyny jednak wywołały uśmiech na jej ustach. Sama doskonale pamiętała tamten moment. - Kusząca propozycja. - mruknęła - Ale faktycznie, lepiej będzie jak wrócisz. Mamy duuużo czasu aby porozmawiać o tym. - zaczęła się śmiać. Jak dawno nie robiła tego bez przymusu.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Katherin Veronica Grigori


I śmierci myśl jest miła mojej duszy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3474-katherin-veronica-grigor
Alexandra Woods

avatar

Liczba postów : 81

PisanieTemat: Re: Kominek   Pią Cze 05, 2015 7:29 pm

Śmiech Kath działał na nią uspokajająco. Wszelkie troski odchodziły w bok, kiedy ta, z pozoru, zimna Ślizgonka zanosiła się tym przyjemnym dźwiękiem. Był on o tyle zaraźliwy, że praktycznie za każdym razem Woods uśmiechała się tak szeroko, iż po kilku minutach zaczynały boleć ją policzki. Właściwie to nie wiedziała, co zrobiłaby, gdyby Grigori nie była w pobliżu.
- Gwarancję, że przypadkiem nie wpuszczę gnomów pod twoje łóżko.
Odpowiedziała z poważną miną, przytakując sobie. Potrafiła wyciąć nie jeden numer, a hitem i tak stało się podrzucenie doniczki z mandragorą do rocznika niżej. Młode Ślizgonki zaszły Lexie porządnie za skórę, wylewając na jej pracę o testralach piwo korzenne, śmiejąc się przy tym do rozpuku, jakby to niefortunne wydarzenie było najlepszą komedią w ich życiu. Nie trudno było dostać roślinę, chociaż trochę już musiała się napracować nad przygotowaniem donicy, aby, gdy tylko się ją podniosło, mandragora zaczęła wyć wniebogłosy. Wciąż nie miała pojęcia, jakim cudem wyszła z tego bez ujemnych punktów, ale się udało.
Pokręciła głową, posyłając przyjaciółce niewielki uśmiech. Puchonka to była już przeszłość.
- No pewnie, że nie powinnaś. Zacznę być zazdrosna. - wymamrotała z przekomarzaniem, ściskając lekko dłoń Kath, zanim zabrała swoją i skrzyżowała ręce, czując nieprzyjemne dreszcze. Eliksir działał. - Mów do mnie jeszcze o miłości, Kath, a z tego wszystkiego zwrócę, uch...
Westchnęła ciężko nad swoją głupotą. Przecież kiedyś i tak będzie musiała powiedzieć Kath o tym, że ma kogoś na oku. Inaczej wyjdzie na hipokrytkę. Zresztą, może tak było na razie lepiej. Wolała już chyba zajmować się sprawami sercowymi przyjaciółki, aniżeli własnymi. Tak w zasadzie... Mogła tak żyć.
Posłała dziewczynie wątpliwe spojrzenie spod byka, cmokając pod nosem z niedowierzaniem. Wierzyła, że Grigori nie chce zostawić jej samej z tym wszystkim, ale obawa przed zrobieniem czegoś była zbyt duża. Nie miała gwarancji, że ten beznadziejny Wywar Tojadowy, co dopiero w fazie eksperymentalnej wypuścili na rynek, zadziała i tym razem poprawnie. Przeszła już przez przypadki, kiedy, pomimo zażycia trunku, w celi doszło do przemiany. Nie mogła, po prostu nie mogła zaryzykować bezpieczeństwa przyjaciółki. Ale wspomnienie o porwanych ubraniach również i jej poprawiło na chwilę humor. Tamten moment był bezcenny. No ale właśnie - na chwilę.
- Nic nie poradzimy na mnie - wzruszyła ramionami, niby od niechcenia. - Ale z tobą da się jeszcze coś zrobić, dumny Ślizgonie.
Uśmiechnęła się łagodnie, nie odwracając wzroku nawet na sekundę od oczu Kath i po chwili, nie czekając nawet na pozwolenie, przytuliła ją mocno do siebie.
- Wiesz, nikogo tutaj nie ma - wyszeptała przy uchu dziewczyny i kontrolnie powąchała głośno nosem, jak czworonogie miały w zwyczaju. - Tak, nie czuję nikogo, więc - ułożyła dłoń na jej miękkich włosach, głaszcząc powoli po głowie Katherin. - Daj sobie czasami ulżyć, głupia. Nie chcę, abyś wykończyła mi się tutaj psychicznie, tylko dlatego, że nie lubisz płakać przy ludziach, jasne? - jej samej głos zadrżał i nie wiedziała czy widok szklanek w oczach Kath tak na nią zadziałał, czy to jakiś nowy efekt uboczny magicznego napoju. - Pamiętaj, siedzisz teraz z wilkołakiem. To nie człowiek. Mnie zasada nie obowiązuje. - dodała z żartem. Cholera, jak ona nie chciała iść do tej celi sama...

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3577-alexandra-woods#59873
Katherin Veronica Grigori

avatar

Liczba postów : 167

PisanieTemat: Re: Kominek   Pią Cze 05, 2015 10:50 pm

- Nic z tego. I tak byś ich nie wpuściła. - puściła jej oczko. Co jak co ale tego by jej nie zrobiła. Raczej... Nie na pewno nie. - Ok. Temat miłości zamykamy. - w powietrzu zrobiła znak X. Nie będą tego ciągnąć. Nie dziś i nie teraz.
To spojrzenie mówiło więcej niż tysiąc słów. Do tego cmokanie którego tak nie lubiła. Przecież mówiła prawdę. Nie chciała jej tam zostawić samej. Bała się o nią. Naprawdę się bała.
- Poradzimy. Już ja coś wymyślę. Zobaczysz. - jednak sama nie do końca była pewna swoich słów. Jak niby miała pomóc Lexie? No chyba, że wymyśliła by lekarstwo na likantropię. To był jakiś plan. Może zrezygnuje z kariery Aurora na rzecz stworzenia lekarstwa... Jednak, gdyby nawet chciała nie była by w stanie tego dokonać. Z Eliksirów może i była dobra lecz zielarstwo nie należało do jej ulubionych. - Dumny. Wolała bym już być sobą a nie dumnym Ślizgonem. Dobrze, że mam ciebie. - mocniej wtuliła się w przyjaciółkę. Uwielbiała być tulona. Przypominały jej się wtedy szczęśliwe czasy dzieciństwa.
Na pierwsze słowa jedynie pokręciła głową lecz za chwilę już płakała. Po policzkach strumieniami leciały jej łzy. Brakowało jej tego. Tej wolności we własnych uczuciach. Teraz czuła wolność. Nieprzeniknioną wolność.
Powolne ruchy Lexy uspokajały ją. Co chwila wstrząsały nią spazmatyczne dreszcze wywołane szlochem przez co nie mogła mówić.
- Nie mów tak. Jesteś i zawsze będziesz człowiekiem. Nie obchodzi mnie, że jesteś wilkołakiem. - jej głos drżał przez cały czas.
Dziś nie ale po powrocie Lexy opowie jej o wszystkim. Może ona pomoże Wydostać się z tej pętli.


_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Katherin Veronica Grigori


I śmierci myśl jest miła mojej duszy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3474-katherin-veronica-grigor
Alexandra Woods

avatar

Liczba postów : 81

PisanieTemat: Re: Kominek   Pią Cze 05, 2015 11:13 pm

Chciała wierzyć, że może kiedyś komuś uda się faktycznie wynaleźć sposób na wyleczenie wilkołactwa. W tym świecie nie istniały rzeczy niemożliwe, a jedynie drogi okrężne, którymi należało się poruszać, aby odnaleźć to, co ukryte. Oglądanie obiektów pod różnym kątem ujawnia ich zmyślny charakter, nierzadko też wyjawiając sekrety, o jakich się nie śniło. Może naprawdę jeszcze wróci do zdrowia i nie będzie siać postrachu przez głupotę innego chorego, ale, z drugiej strony, jak mogła tego kogoś winić? On również został ugryziony albo zrodził się z innego wilkołaka. Czasami, w obawie o nie taką znowu daleką przyszłość, zastanawiała się czy nie powinna zmienić planów. Na profesjonalnego ścigającego już było za późno, nie trenowała przez ostatnie lata tyle, aby móc startować na akademię sportową, z kolei zawód aurora wiązał się z wezwaniami o każdej porze dnia czy nocy, od czego nie było ucieczki. Dlaczego miałaby zając miejsce innej osobie, która mogłaby pełnić służbę sprawnie, a nie zamykać się co miesiąc, aby samemu nie sprawiać komukolwiek zagrożenia? Była w kropce i nie do końca potrafiła wymyślić, co dalej z tym fantem zrobić.
- Będąc sobą, trafiłaś do Slytherinu. Tiara nie kłamie - mruknęła, przytakując sobie lekko. Nawyk. - I tak, jesteś dumna, ale nie w rażący sposób. Zaufaj mi czasami, nie plotę tylko trzy po cztery... - dodała z małym rozbawieniem, przyjmując do wiadomości ten miły fakt, jakoby Ślizgonka naprawdę ceniła sobie jej osobę. Ktoś. W końcu. Gdy większość się odwróciła, została Grigori.
Nie przestała gładzić włosów Katherin, gdy ta się rozpłakała i... w jakiś sposób samej Woods dzięki temu ulżyło. Cicho szeptała dziewczynie do ucha, że jest dobrze, jest z nią i jej nie zostawi - ale na jak długo? Ukradkiem zerknęła na nadgarstek ręki, którą obejmowała dziewczynę. Wskazówki pokazywały za pięć wpół do. Może spokojnie jeszcze chwilę z nią posiedzieć i w zasadzie była wdzięczna, że Kath się rozpłakała, bo powoli zaczynała coraz bardziej się trząść, ale wtedy, jak grom z jasnego nieba, padło hasło. Mimowolnie, kąciki ust uniosły się i zamknęła oczy, przytulając mocniej do siebie przyjaciółkę, mamrocząc ciche dziękuję w burzę jej włosów, nim to ucałowała je czule. Miała to po bracie. On też tak robił, kiedy płakała w dzieciństwie.
- Wrócę do ciebie, gdy tylko zajdzie księżyc. Obiecuję. - po chwili namysłu dodała. - I przyniosę opakowanie czekoladowych żab.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3577-alexandra-woods#59873
Katherin Veronica Grigori

avatar

Liczba postów : 167

PisanieTemat: Re: Kominek   Sob Cze 06, 2015 12:17 am

Zdawała sobie z tego sprawę. Wiedziała, że tu pasuje. Z drugiej jednak strony obawiała się samej siebie. W końcu jakaś cząstka zła siedziała w niej. Wiedziała o tym. Czuła to. W końcu jej ojciec nie do końca był dobry. Z resztą matka też choć nie okazywała tego w tak oczywisty sposób. To nie ona zamknęła ją w piwnicy ich rodzinnego Dworu. Kath spędziła w niej całą noc. Sama. Od tamtej pory boi się ciemności. W sumie boi się to za duże słowo, bardziej pasuje nie toleruje.
- Wiem, że nie kłamie. - a szkoda - No dobra, może i jestem ale tylko trochę.
Uspakajające słowa Lexy trochę pomagały. Nie na tyle aby przestała ale jednak. Trochę przypominało jej to stare dobre czasy ze swoim bratem. Zawsze gdy płakała przychodził do niej i opowiadał jej niestworzone historie. Potrafił przy tym w bardzo śmieszny sposób gestykulować. Uwielbiała to. Tą jego pasję w tym co robił. Może to i były zwykłe bajki lecz on uwielbiał je wymyślać na poczekaniu. A potem kładł się obok niej głaszcząc po włosach.
Słysząc dziękuję z ust Lexy uśmiechnęła się.
- Nie dziękuj za oczywiste rzeczy.
Bała się dnia w którym będą musiały się pożegnać. Być może nigdy więcej się nie spotkają, Jednak zawsze pozostawała nadzieja na to, że obydwie znajdą się w Zakonie F. W tedy widziały by się częściej. A może wynajęły by coś razem? Powrotów do domu nie lubiła żadna z nich. To by było jakieś rozwiązanie. Może pogada o tym z Lexą po pełni.
- Będę na ciebie czekała. - głos miała już spokojniejszy - Kocham czekoladę.
Zaśmiała się sama do siebie. Słabość ta pozostała jej z dzieciństwa.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Katherin Veronica Grigori


I śmierci myśl jest miła mojej duszy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3474-katherin-veronica-grigor
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kominek   

Powrót do góry Go down
 

Kominek

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Inara Nott

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
List z Hogwartu :: Wspomnienia :: Porządki 3. :: Pokój wspólny-