a
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Pusta Sala - Page 2
List z Hogwartu
Niestety jak to często bywa, coś się kończy, a coś innego zaczyna. Czas Listu z Hogwartu dobiega końca. Mam nadzieję, że część osób będzie wspominało tę stronę z pewnym sentymentem, a nawiązane tutaj znajomości przetrwają pomimo zakończenia naszej działalności. Dziękujemy za te dwa lata! Administracja


 

 Pusta Sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Madeline Hatter

avatar

Liczba postów : 112

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   Sro Paź 22, 2014 7:18 pm

Mad wpatrywała się w okno. Patrzyła na drzewa Zakazanego Lasu, wykonujące swój klasyczny taniec pod wpływem wiatru. Patrzyła na chmury, na niebo, na cokolwiek, byle nie na Davida. Bała się jego odmowy, szczególnie, że cześć jej samej odmawiała. Ta część mówiła jej, ze jest za dziwna na jakikolwiek związek i że jedynie zrani Davida. A ta druga, egoistyczna część, chciała być jak najbliżej niego. W końcu znali się już wieki, byli najlepszymi przyjaciółmi, ufali sobie. A w dodatku David był taki przystojny, ze to aż dziw, iż zwrócił na nią uwagę.
Krukonka drgnęła na jego słowa, by po chwili przenieść na niego swoje zielone oczy, które teraz znów przybrały wyjątkowo niewinny wyraz uroczego zakłopotania. Wstrzymała delikatnie oddech, chociaż wcale nie zrobiła tego specjalnie. Zupełnie jakby jej płuca same przestały czerpać przy nim powietrze. Usta Madeline zaczęły drżeć na granicy delikatnego uśmiechu wraz z kolejnymi słowami chłopaka.
- David... - zaczęła, ale zaraz umilkła, co było wyjątkowo dziwne. Mad bardzo rzadko milkła, a już ja pewno nie dlatego, ze nie wiedziała, co powiedzieć.
Teraz jednak nie mogła znaleźć żadnych adekwatnych do tej sytuacji słów, wiec tylko podeszła do Davida na miękkich nogach (dalej z fukającym Earl Greyem na rękach, tak btw), stanęła na palcach i delikatnie musnęła usta bruneta.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

There is a place. Like no place on Earth.
Some say to survive it: You need to be as mad as a Hatter.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t2879-madeline-hatter
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Pusta Sala   Sro Paź 22, 2014 7:37 pm

Kiedy dziewczyna odsunęła się od pocałunku, David pochylił się nad nią i pocałował. Nieco mocniej niż przedtem. Złapał ją delikatnie za biodra i przyciągnął do siebie. Pal licho królika! Niech zmyka do nory i zostawi Alicję oraz Kapelusznika samych. Chłopak z każdym pocałunkiem cóż... Całował coraz bardziej namiętnie. W pewnym momencie poczuł, jak Mad leci w tył, na ławkę. Szybko przytrzymał ją. Mimo wszystko nie przestawał ją całować. Usta, twarz, szyja i dekolt. I pewnie leciałby dalej, gdyby nie jeden wścibski królik. Odskoczył w tył, jak oparzony, gdy jego ręka została zaatakowana przez strasznego potwora zwanego Earl Grey. Młody czarodziej spojrzał z wyrzutem na zwierzaka, a dopiero potem zdał sobie sprawę co zrobił. Miał przez chwilę minę typu: gdzie ja do cholery jestem?, po czym spojrzał z uwagą na dziewczynę. Czuł jak serce mu szybko bije, a usta pulsują od pocałunków.
-Em... Dzięki Earl - zaśmiał się, spoglądając już łagodnie na zwierzaka.
Powrót do góry Go down
Madeline Hatter

avatar

Liczba postów : 112

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   Sro Paź 22, 2014 7:59 pm

Maddie przywarła do ust Davida, nieświadomie ściskając Bogu ducha winnego Earl Greya miedzy nimi. Chociaż teraz, szczerze mówiąc, Earl Grey był ostatnia rzeczą o jakiej myślała. Całe jej nastoletnie niewinne jestestwo skupione było na Stewarcie, a konkretniej jego ustach. Dziewczyna chłonęła ich smak, zapach i fakturę, każdy pojedynczy oddech i pocałunek. Sama nie pozostawała dłużna, chociaż całowała dość nieporadnie. W końcu jej jedynym doświadczeniem był ten niewiarygodnie dziwny calus z X, który naprawdę nie mógł sie równać z tymi tutaj. Krukonka nawet nie zauważyła, jak poleciała na ławkę. Oprzytomniała mniej wiecej dopiero, gdy David od niej odskoczył. Na początku zrobiła wybitnie głupia minę, która w połączeniu z jej zarumienionymi policzkami i rozburzonymi włosami musiała wyglądać przekomicznie, by dopiero po chwili spojrzeć na krolika, który wierzgał w jej dłoniach jakby szatan w niego wstąpił. Dziewczyna roześmiała sie nerwowo, próbując zatuszować jakoś swój przyspieszony oddech i bicie serca, które głośnością mogło konkurować z Big Benem.
- O kurczę - zaśmiała się znowu, po czym spojrzała na Davida z nieśmiała czułością. Pozwoliła wypełznąć królikowi do jej lewego rękawa, po czym zaczęła zbierać rzeczy. - Rozumiem, że zaproszenie na bal jest dalej aktualne? - spytała i nie czekając na odpowiedz chwyciła Davida za rękę i pociągnęła w strone drzwi. - W takim razie trzeba będzie załatwić stroje! Chyba nawet mam materiały w dormitorium. Myśle, że uda mi się przemycić cie do pokoju dziewczyn - oznajmiła Maddie konspiracyjnym tonem, puściła oczko do bruneta, po czym poszli razem do wieży Ravenclawu.

// zt x2

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

There is a place. Like no place on Earth.
Some say to survive it: You need to be as mad as a Hatter.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t2879-madeline-hatter
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Pusta Sala   Pon Gru 01, 2014 6:47 pm

Był piękny i zajebisty grudniowy dzień, kiedy Wiktor postanowił, że wybierze się na jakiś zajebisty spacer. Nie zdecydował się na to by zabrać ze sobą jednego ze swoich najlepszych kumpli, czy w ogóle całej grupy. Uznał, że tym razem taka gwardia przyboczna nie jest mu niezbędna do penetrowania jakiejkolwiek części zamku. Tym razem wolał zrobić to zupełnie w samotności, choć na brak zaufanych znajomych nie narzekał. Nie można było też powiedzieć, że był nielubiany w szkole. Może miał dziwny charakter i ogólnie był dziwnym człowiekiem, ale ostatecznie dało się z nim przebywać w jednym miejscu. A nawet jeśli ktoś by coś do niego miał, jakieś wątpliwości, to nie przejąłby się tym zbytnio.
Gdy znalazł się na 7-dmym piętrze, zastanawiał się gdzie by mógł sobie spokojnie usiąść i podumać nad swym jakże zajebistym losem. Wszedł do jakiejś pustej sali, która wyglądała na opuszczoną od dawna. Kurz się walał wszędzie.
- Ciekawe... – powiedział sam do siebie dotykając jakiejś ławki. - Tu musiała być jakaś sala lekcyjna. – dodał po chwili rozglądając się dookoła.
Powrót do góry Go down
Órlaith Pádraigín

avatar

Liczba postów : 12

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   Pon Gru 01, 2014 7:33 pm

Nie wiedziała za bardzo jaki dzisiaj jest dzień, ale nie stało to na przeszkodzie aby zaszyć się gdzieś w ustronnym miejscu i w ciszy delektować się rozmyślaniami. W przypadku Puchonki nie były one za wesołe. Przyszła do tej pustej sali głównie przez wzgląd na swoich rówieśników którzy patrzyli na nią litościwie. Ciekawskie spojrzenia, domysły, szepty za plecami... Miała tego wszystkiego serdecznie dość, czuła się jak dziwaczka albo jak zwierzę w zoo. Nawet przyjaciółki nie potrafiły jej pomóc, nikt nie potrafił. Dawna Orla została odesłana w niebyt w momencie kiedy dementor żywił się dobrymi wspomnieniami. Jaka była diagnoza magomedyków i uzdrowicieli?
Słyszała jak mówią roztrzęsionym rodzicom, że ich córka miała wiele szczęścia. Jeszcze chwila, a stałaby się ludzką powłoką pustą w środku. Czy potrafiłaby tak egzystować? Rodzice by sobie z tym nie poradzili, wiedziała o tym. Nie chciała być dla nich ciężarem. Może po prostu należało porzucić Hogwart i wyruszyć w świat? A może po prostu wystarczy wyzionąć ducha? Takie paskudne rozmyślania przerwał jej hałas. Zorientowała się, że do klasy ktoś wszedł i nie jest tu już sama. Nie ruszyła się jednak z miejsca. Nadal siedziała przy ścianie w otoczeniu porzuconych ławek i krzeseł. Zbudowała wokół siebie niezłą fortece.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3212-orlaith-padraigin#53496
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Pusta Sala   Sro Gru 03, 2014 7:57 am

W sumie dzisiejszy dzień nie zapowiadał się jakoś specjalnie ciekawie, ale ostatecznie Rosjanin postanowił się tym wielce nie przejmować. Właściwie to ostatnio wieloma rzeczami przestał się przejmować czy interesować, ale to wcale nie oznacza, że był w jakiś sposób nie na bieżąco z aktualnymi wydarzeniami czy informacjami. Po prostu we większości uznawał, że nie musi wszystkim się zajmować na dany moment. Może to też dlatego wybrał się ot tak na jakąś przechadzkę po zamku?
Kiedy znalazł się w sali, nie zauważył początkowo, że nie jest jedyną żywą istotą, która się tutaj znajdowała. Dlatego spokojnie penetrował wnętrze i nie przejmował się niczym, co mogłoby zwrócić na niego uwagę. W pewnym momencie, jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, poczuł czyjś wzrok na swoich plecach. To uczucie nie dawało mu spokoju, choć nie zauważył jeszcze mugolaczki z Puchonlandu.
- Ktoś tu jest? – zapytał nie pewnym głosem, a jego prawa ręka powędrowała w kierunku kieszeni, w której znajdowała się jego różdżka. Pojedynki w szkole były zakazane, ale chyba nikt nie będzie miał do niego pretensji jeśli przyjdzie mu walczyć na śmierć i życie, a on użyje jakichś czarów.
Powrót do góry Go down
Órlaith Pádraigín

avatar

Liczba postów : 12

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   Czw Gru 04, 2014 11:57 am

Nie pisnęła ani słowa, siedziała i obserwowała poczynania nieznanego jej w pierwszej chwili chłopaka. Z każdym jego krokiem poznawała z kim ma do czynienia. Dawna Orla wyłoniłaby się ze sterty ławek i krzeseł z uśmiechem, chcąc uniknąć konfrontacji. W końcu miała przed sobą Ślizgona, a oni bywali dosyć specyficzni no i dosyć kpiąco odnosili się do kolegów oraz koleżanek z Hufflepuffu. Pádraigín w obecnym stanie wolała pozostać w swoim kokonie. Tutaj była bezpieczna, o ile będzie miała szczęście to pozostanie niedostrzeżona. Chłopak wieczność nie będzie siedział w pustej klasie ponieważ nie było tutaj nic specjalnego. Chyba, że przyszedł tutaj na schadzkę i zaraz Puchonka będzie świadkiem namiętności.
Obserwowała go pustym wzrokiem, nie starając się na nawet o to aby rozpoznać jego tożsamość. W końcu ukazał jej swoją twarz. Poznała go. Wiktor Estrin... Ni to ją ziębił ni to grzał. Nie zadarła z nim ani w przeszłości nie zamieniali ze sobą zbyt wielu zdań. Ona była mugolaczką, a on w swoim świecie pretendował na miano rosyjskiego księcia. W podglądaniu drugiej osoby było coś ekscytującego. Órlaith miała go na wyciągnięciu ręki, a on pozostawał nieświadomy jej plugawego towarzystwa. Ta sytuacji nie trwała zbyt długo, bo nieoczekiwanie dziewczynie zakręciło się w nosie od kurzy i kichnęła. Kilka krzeseł się przesunęło, ale nadal nie było jej widać. Czy Wiktor zbada jej krzesełkowoławkową fortyfikację?

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3212-orlaith-padraigin#53496
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Pusta Sala   Czw Gru 04, 2014 5:14 pm

Bardzo niepewnie się w tym momencie poczuł, mimo że miał w sobie wrodzoną naturę Ślizgona i ogólnie był odważnym człowiekiem. Teraz jednak troszeczkę mu się niezbyt miło zrobiło. Nie wiedział czego lub kogo może się spodziewać w tym pomieszczeniu, a nie chciał zakończyć tutaj żywota. Miał wielkie plany, a okazać się może, że nie zostaną one spełnione, bo zachciało mu się wejść do pustej sali tal dla hecy. Wyciągnął różdżkę przed siebie i strzelił z niej iskrami ostrzegawczo, tak aby przynajmniej wystraszyć potencjalnego oponenta.
Podszedł do fortyfikacji krzesełkowoławkowej i powoli ją odsłaniał. To co tam zobaczył, albo raczej kogo tam zobaczył, to w ogóle się nie spodziewał.
- Órlaith Pádraigín... - wymówił imię i nazwisko dziewczyny, którą spotkał za tą całą dziecinną barykadą. - Wszystkiego mógłbym się spodziewać tutaj, ale raczej nie Ciebie. - powiedział i niemalże natychmiast odszedł parę kroków w tył i odwrócił się plecami do Puchonki. Schował różdżkę do kieszeni, bo dziewczyna nie wyglądała na kogoś, kto mu może zrobić krzywdę.
- Nie chcesz po dobroci czasami opuścić tego miejsca? - zapytał, niby to z grzeczności.
Powrót do góry Go down
Órlaith Pádraigín

avatar

Liczba postów : 12

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   Czw Gru 04, 2014 9:39 pm

Skrzaty zdecydowanie powinny częściej sprzątać to miejsce. Pozycja Puchonki została niechybnie zdradzona przez najzwyklejszy kurz, a co za tym idzie, Ślizgon miał podaną ją na tacy. Zmrużyła oczy z powodu światła, które wpuścił do jej ławkowej krypty. Dlaczego musiał wybrać akurat tą pustą klasę? W zamku było ich od groma, jak dotąd udawało się jej cieszyć niezmąconym spokojem oraz ciszą.
Duże, zielonkawe oczy patrzyły na Wiktora bez wyrazu. Nie było w nich żadnej emocji na której chłopak mógłby oprzeć swoją reakcję.
Żadnej złości, zawstydzenia czy też innego uczucia. Pustka, a właściwie obojętność, która wręcz biła od dziewczyny. Jej było wszystko obojętne. To czy Ślizgon wyjdzie, zostanie, a nawet potraktuje ją zaklęciem. Właściwie to może nawet chciała aby rzucił klątwę. Wtedy zdecydowanie coś poczuje, chciała czuć. Zostało to jej jednak odebrane, nie wierzyła w zapewnienia Uzdrowicieli iż pustka jaką w głębi serca odczuwała zniknie. Kiedyś byłaby dumna z faktu, że Ślizgon zna jej imię i nazwisko, lecz teraz nawet nie zadrgał jej kącik ust.
Na jego pytanie za którym kryło się coś więcej miała jedną odpowiedź, która chyba zbije go z pantykału.
- Nie wiem - odparła bardzo cicho, nie ruszając się z miejsca. Siedziała na podłodze, oparta o ścianę, obejmując kolana. Była bezbronna i cóż, śmiało można było dostrzec jej ofiarność. Nie chciała nigdzie iść ponieważ nie czuła się na siłach. Tu jej było dobrze. Otoczona ławkami czuła się... bezpiecznie.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3212-orlaith-padraigin#53496
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Pusta Sala   Czw Gru 04, 2014 10:03 pm

Najwyraźniej jednak Puchonce się tak bardzo spodobało to miejsce, że nie zamierzała go opuścić dobrowolnie. Nie mógł też wyrzucić jej siłą, bo znając Puchońskie przyzwyczajenia to jeszcze by poleciała na skargę do któregokolwiek z nauczycieli. A nie chciał mieć problemów przez jakąś szlamę. Tak, ta dziewczyna o dziwnym imieniu i jeszcze dziwniejszym nazwisku była mugolaczką. Ogólnie Wiktor nie używał wulgarniejszej formy określającej jej status społeczny, ale znał to pojęcie. Właściwie to teraz nawet cisnęło mu się ono na usta, ale ostatecznie ugryzł się w język i nic podobnego nie rzekł.
Przemógł się, choć trwało to dosyć długo, i odwrócił się twarzą w twarz do Puchonki. Zdziwiła go jednak ta obojętność dziewczyny, która raczej do normalnych zachowań nie należała. Zwykle jak tak się do kogoś odzywał to ten ktoś odszczekiwał coś do niego i zaczynała się fajna rozmówka. Od razu teraz zwietrzył jakiś postęp, co raczej nic dobrego nie wróżyło.
- Dziwna jesteś, nawet jak na mugolaczkę... - stwierdził Wiktor i nawet zmarszczył czoło. Wolałby aby się stawiała. Czy on miał jakieś perwersje?
- Chociaż miejsce jest dość.. pasujące do Twojego stanu społecznego. - stwierdził Rosjanin rozglądając się dookoła. Po cichu liczył na jakąś zdecydowaną reakcję Puchonki.
Powrót do góry Go down
Órlaith Pádraigín

avatar

Liczba postów : 12

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   Sob Gru 06, 2014 11:31 pm

Kilkanaście miesięcy temu próbowałaby rozwiązać sprawę pokojowo lub też rzuciłaby Ślizgonowi wyzwanie, nie dając mu żadnej szansy na wygłaszanie takich poniżających tekstów. Nigdy nie miała kompleksów na punkcie swojego pochodzenia i jedynie na pierwszym roku nauki zetknęła się z obraźliwym określeniem "szlama". Nie dotknęło to jej na tyle aby się tym zadręczała, znała bowiem swoją wartość jako człowieka. Władała magią równie dobrze jak czarodzieje z tradycyjnych rodzin, a nawet szło jej lepiej. Wzmianki o kradzieży magii wyśmiewała i skłaniała rozmówcę do dyskusji do której najczęściej nie dochodziło z braku argumentów. Mogła teraz wstać i upomnieć Wiktora, lecz coś ją wręcz przytłaczało do podłogi. Zamiast się postawić wolała schować się w swojej skorupie licząc na to, że chłopak prędzej odpuści. W końcu jak nie dostarczy mu rozrywki to najzwyczajniej na świecie się znudzi. Patrzyła na niego, ale było to tak naprawdę spojrzenie "przez niego". Mogło go tu również nie być, a jej oczy wyrażały by to samo.
- Tak? - wyrwało się z jej ust, choć tak naprawdę nie chciała nic mówić. Ostatnie zdanie Ślizgona jednak ją zaciekawiły, ponieważ brzmiały... dziwnie. Nadal siedząc i opatulając rękoma kolana, wpatrywała się w osobę, która być może jej zagrażała. Kiedyś poczułaby lęk, teraz było to obce uczucie.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3212-orlaith-padraigin#53496
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Pusta Sala   Nie Gru 07, 2014 12:35 pm

Normalnie chyba miał wrażenie, że rozmawia z jakąś chorą psychicznie dziewczyną. Właściwie czy praktycznie jednostronne wypowiedzi można by nazwać jakąkolwiek konwersacją? Dziewczyna niemalże nie reagowała na żadne słowo, które wypowiadał Rosjanin. I Wiktora nawet to nie wkurzyło. Bardziej był zdziwiony czemu taka szlama się mu nie stawia. Wolałby aby coś odpyskowała, a nie stała jak taka ostatnia ciapa. Cóż, nie od dziś mieszkańcy Hufflepuffu byli uważani za ciamajdy. Tutaj najwyraźniej trafił się jakiś.. specyficzny przypadek.
- Czy Ty w ogóle dziewczyno kontaktujesz? – prychnął Wiktor. - Ja Cię niemalże tutaj obrażam, a Ty nic? – dziwił się marszcząc czoło. Swoją drogą to też może za słabo się starał? Może trzeba było użyć jakichś mocniejszych słów?
- Szlamo! Czy Ty istniejesz czy jesteś jakimś popapranym duchem? – zapytał w końcu, bo nie wytrzymał z wściekłości. Starał się jednak trzymać nerwy na wodzy by jej nie potraktować klątwą jakąś. Zresztą, co uczeń 6-storoczny mógłby jej zrobić?
Powrót do góry Go down
Verónica Vargas

avatar

Liczba postów : 153

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   Nie Gru 07, 2014 8:49 pm

Verónica wyszła z Pokoju Wspólnego Gryffindoru, ponieważ ciasnota tego miejsca powoli doprowadziłaby do tego, że zaczęłaby chodzić po ścianach. Właściwie mało brakowało, a doszłoby do tego. Maszerowała szybkim krokiem korytarzem siódmego piętra. Miała zamiar zejść na dół, może do Wielkiej Sali, żeby coś zjeść, ponieważ niedługo miała się zacząć kolacja, a Verónica lubiła być przy stole pierwsza, oczywiście po to by zgarniać dla siebie najlepsze kąski. Zatrzymała się jednak, kiedy za drzwiami jednej z opuszczonych klas dobiegł ją jakiś nieprzyjemny głos, który kierował swoją agresję w drugą osobę. Mimo, że Verónica nie była żadnym prefektem ani z reguły nie wcinała się nikomu w relacje, postanowiła wejść i zobaczyć co się tam dzieje. Pierwsze co zobaczyła to osobę Wiktora Estrina, który prychał wściekle na kogoś kogo w pierwszej chwili nie dostrzegła. Dopiero kiedy weszła do środka zdała sobie sprawę z obecności Órlaith. Znała Puchonkę od najmłodszych lat szkolnych i zawsze pozostawały w jak najlepszych stosunkach. Atak dementora diametralnie zmienił dziewczynę, jednak mimo tego, że Órla zachowywała się inaczej, Verónica i tak zabiegała o to, by podtrzymać ich relacje i wspierać dziewczynę, chociaż ta wydawała się już zupełnie kimś innym.
- Stul dziób, Estrin, bo nie robisz na nikim wrażenia - Warknęła w stronę chłopaka i podeszła do Puchonki. Spojrzała na nią z zarażającym pozytywną energią uśmiechem, bez jakiegokolwiek cienia litości nad jej losem. Owszem, ubolewała nad tym co przytrafiło się jej przyjaciółce, nie życzyłaby tego nawet najgorszemu wrogowi, nie okazywała jednak jakiegoś nadmiernego współczucia, aby Órla czuła się traktowana jak człowiek, a nie jak dziwadło czy też ciekawy okaz z zoo.
- Cześć, Órla. - Przywitała dziewczynę z uśmiechem na ustach. - Co dziś porabiałaś ciekawego? - Spytała siadając tuż obok niej w jej bunkrze z ławek i krzeseł. Na moment odwróciła wzrok na Ślizgona i zmierzyła go spojrzeniem.
- Na co się gapisz? - Warknęła.

---
No więc tak, zaproponowałam granie Wiktorowi, ale z braku pomysłu na sesję napisałam tu, ponieważ zaciekawił mnie wasz wątek, a z Órlą dopiero co ustaliłyśmy relki, więc pomyślałam, że czemu nie? Jak wam to nie leży, to najwyżej usunę Razz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3028-veronica-vargas
Órlaith Pádraigín

avatar

Liczba postów : 12

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   Nie Gru 07, 2014 9:37 pm

Wyprowadzanie Ślizgonów z równowagi zawsze było interesującym widowiskiem ponieważ niemal zawsze efektownie się pieklili. W tym przypadku Wiktor niczym się nie różnił od swoich kolegów i koleżanek. Wystarczyła chwila, aby ten podniósł głos i zaczął się miotać. Dawna Orla skwitowałaby to perlistym śmiechem, zostawiając chłopaka z wielką niewiadomą. Niestety obecnie była mimozą przez co do śmiechu i pogody ducha było jej daleko. Brakowało jeszcze tego aby się kiwała jak przy chorobie sierocej. Nie rozumiała zachowania Wiktora, lecz po pewnej chwili docierało do niej to, że on po prostu czuje się bezradny. Na obelgi reaguje się obroną albo ucieczką, a ona po prostu siedziała patrząc na niego jakby nie rozumiała jego słów. Powinna się obrazić za określenie swojego pochodzenia lecz było jej to przeraźliwie obojętne. Po co miałaby zwracać mu uwagę skoro i tak jeżeli będzie chciał to to powie. Jaki jest sens robienia czegokolwiek? Kiedy Ślizgon wybuchł, ona tylko sprawiła, że brwi powędrowały w górę a spojrzenie zrobiło się pytające. Najwidoczniej biedaczek nie czuł się zbyt swobodnie w jej towarzystwie. Może dzięki temu opuści salę i da jej upragniony spokój? Wpatrywała się w niego nadal, do momentu w którym do opustoszałej klasy weszła Gryfonka. Pádraigín ją znała bowiem przyjaźniły się od pierwszego roku nauki w Hogwarcie, mimo przynależności do innych domów. Zdarzało się im razem siedzieć na zajęciach, odrabiać prace lub spędzać czas wolny. Verónica była jedną z niewielu przyjaciółek, które przy niej zostały nie obawiając się zmian jakie zaszły. Bez problemu zaakceptowała milczącą bez życia Puchonkę, którą było trzeba siłą zaciągać na zajęcia czy na spacery po błoniach. Należało mieć do niej anielską cierpliwość, a nie wszyscy potrafili się tym wykazać... Orla wiedziała, że Verónica nie da Ślizgonowi teraz żyć. Patrzyła na swoją przyjaciółkę z dozą niepewności. Powinna odwzajemnić jej uśmiech, ale mięśnie nie chciały współpracować. Dlatego schowała twarz za kurtyną włosów.
- Nic ciekawego - odparła cicho, bo w końcu jakie to miało znaczenie - On nic nie zrobił - dodała, nie chcąc kolejnego zamieszania. Niech wszyscy idą w czortu.


// ja nie mam nic przeciwko!

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3212-orlaith-padraigin#53496
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Pusta Sala   Pon Gru 08, 2014 11:23 pm

Normalnie powinien chyba jej strzelić w pysk za to, że nie potrafiła mu odszczekać. Ze wszystkich rzeczy na świecie najbardziej nie lubił jak ktoś wobec niego był obojętny. I właśnie tutaj z taką obojętnością mieliśmy do czynienia. A trzeba Wam wiedzieć, że ów Rosjanin bardzo lubił zwracać na siebie uwagę, nie tylko jeśli chodzi o płeć przeciwną. Uwielbiał także kiedy wrogowie do niego coś „brąchali”. Wtedy miał powód by dać im w pyszczola. Niestety Puchonka nie dała się wyprowadzić z równowagi, nawet jeśli te jego słownictwa uwłaczało jej czci. I nagle w tym momencie na ratunek przyszła..
-Verónica Vargas... – wypowiedział imię i nazwisko Gryfonki, która właśnie wparowała do pustej sali. - Jedna z najbardziej pustych lal w szkole. – to powiedziawszy na jego twarzy pojawił się ironiczny uśmieszek. Potem w naturalny dla siebie sposób Ślizgon prychnął w kierunku nowo-przybyłej. A już miał nadzieję, że utnie sobie ciekawą rozmowę z Puchonką. Niestety Gryfoni zwykle za punkt honoru obierali sobie wchodzenie w dupę mieszkańcom Slytherinu.
- Normalnie powinnaś zapytać „na kogo”. Ale w sumie w wypadku tej Puchońskiej Szlamy to rzeczywiście musi być „na co”. – odparł Veronice Ślizgon. Coś nie bardzo mu pasowała jej obecność. A może złość z Puchonki powinien właśnie na Vargasową przenieść? No cóż... Może tak się stanie jak minie jeszcze kilka dobrych chwil. Następna rzecz zdziwiła go jeszcze bardziej.
Puchonka tak jakby zaczęła go.. bronić? Nie, no tego to już chyba za wiele... Zbiła go z pantałyku normalnie.
- Pádraigín... Czy Ty się dobrze czujesz? – zapytał teraz bardziej zdziwiony niż zatroskany. Aż nie wiedział co w tym momencie ma zrobić – wyjść z sali, czy dalej cisnąć dziewczynie? A może strzelić w mordę tej Gryfonce? Już sam nie wiedział co zrobić...
Powrót do góry Go down
Verónica Vargas

avatar

Liczba postów : 153

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   Sro Gru 10, 2014 8:52 pm

Verónicę bolała zmiana jaka zaszła w Órli, ale w życiu nie pokazałaby tego po sobie. Kiedy zobaczyła zobojętniałą na wyzwiska Ślizgona Puchonkę, Verónicę coś ścisnęło w dołku. Kiedyś Órla wyśmiałaby chłopaka i odeszła, a to jej obecne zobojętnienie sprawiało, że dawne zachowania dziewczyny były jedynie wspomnieniem. Widać było, że Ślizgon niedługo będzie doprowadzony do ostateczności brakiem jej reakcji. Verónica wcale nie zaakceptowała zmiany w zachowaniu Puchonki, uważała, że jeśli będzie ją siłą pchać na zajęcia, albo na spacery po błoniach, to ta w końcu po jakimś czasie wróci do swojego prawdziwego ja. Obecność Wiktora w klasie i jego zachowanie zezłościło Verónicę. Nie dawała jednak tego po sobie poznać kiedy zwracała się do Órli.
- To dosłownie tak jak ja dzisiaj. – Odparła pogodnie, a kiedy Puchonka dodała kolejne słowa, Verónice zadrgała powieka na sam ich dźwięk. Z początku zignorowała słowa Ślizgona pod swoim adresem, teraz stanęła i zmierzyła go zimnym spojrzeniem.
- Wiktor Estrin, jeden z najbardziej poszkodowanych uczniów domu Salazara Slytherina jeśli chodzi o siłę charakteru, którą stara się sobie zrekompensować agresją. Aż się dziwię, że trafiłeś do Slytherinu. – Wycedziła z jadowitym uśmiechem na ustach. Całkowicie zignorowała jego pseudo-groźne prychnięcie.
- Och, ależ z Ciebie językoznawca. Tak się składa, że sformułowałam zdanie dobrze, mając na myśli satuację a nie jej osobę. – Warknęła, po czym dodała. – Na Twój widok nikt nie czułby się dobrze, Estrin. Spływaj stąd, ponieważ Órlaith nie ma ochoty na rozmowy z Tobą.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Verónica Vargas
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3028-veronica-vargas
Órlaith Pádraigín

avatar

Liczba postów : 12

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   Czw Gru 11, 2014 8:17 pm

Spotkanie tej trójki przybierało dosyć ciekawy obrót i być może przejdzie do historii. Brakowało tu jeszcze przedstawiciela domu Roweny Ravenclaw. Órlaith nie zastanawiała się nigdy jak czują się jej przyjaciółki po informacji co się jej stało. Niektóre się od niej odwróciły, a nieliczne zostały. Jedną z nich była właśnie Verónica, która nie chciała stracić Puchonki. Postawa godna pochwały, lecz czy sama Pádraigín to docenia? Bardzo trudno ocenić jej stosunek do pomysłów Gryfonki, wielokrotnie w końcu uciekała albo poddawała się jej decyzjom dla świętego spokoju. Orla nie myślała o tym w kategoriach na które pewnie Verónica liczyła. Może obojętność Irlandki przesądzi sprawę i zakończy się kolejna przyjaźń? Towarzystwo Ślizgona nie poprawiało sytuacji, bowiem był on już na starcie wrogo nastawiony do dziewczyny z domu lwa. Łatwo można było się domyślić, że oboje będą się prowokować do pojedynku, a to zdecydowanie nie oznacza ciszy i spokoju. Órlaith westchnęła słysząc ich rozmowę. Mogła tak siedzieć pod ścianą i być biernym widzem, lecz z jakiegoś powodu również wstała, nadal podpierając ścianę. Przyjaciółka przemówiła w jej imieniu dosyć niegrzecznie, za to wyręczenie powinna być jej wdzięczna lecz miały to jak u goblina w kieszeni, że Wiktor zaszczyci ich soczystą ripostą.
- Nic mi nie jest - odezwała się za siebie patrząc obojętnie na chłopaka, a potem odbiła wzrok na resztki swojej fortyfikacji.
Czy miała jakąkolwiek szanse ponownego zaszycia się w swojej norze?

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3212-orlaith-padraigin#53496
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Pusta Sala   Czw Gru 11, 2014 8:49 pm

Wszystko było pięknie i fajnie i nawet te pociskanie Puchonki się mu w miarę podobało, lecz kiedy przyszła tutaj Veronica to już nie było tak za wesoło.
- Och, jaka Ty jesteś miła, Vargas. – uśmiechnął się złośliwie i przez dłuższą chwilę milczał. Trzeba było przyznać, ze naprawdę go trochę do pionu ustawiła. A w każdym razie nie wiedział co ma jej odpowiedzieć. No a milczeć nie wypada, zwłaszcza podczas rozmowy z takimi upierdliwymi jak wrzody na dupie Gryfonami.
- Mamy jeden mały problem, Vargas. – zaczął Wiktor. - Nie widzę tu żadnej rzeki, jeziora, morza czy innego zbiornika wodnego, po którym mógłbym spłynąć. No chyba że mam Ci wyczarować takie cudu i sama stąd spłyniesz? – próbował ją ukąsić w ten sposób. Ta jednak chyba była jakąś niezmordowaną zawodniczką. Pierwszy raz od dawna trafiła mu się taka „waleczna” Gryfonka. No cóż, kiedyś musi być ten pierwszy raz.
- Vargas, ta Twoja Puchoniasta koleżaneczka chyba ma.. wiesz.. – i popukał się po głowie jednocześnie gwizdając. -.. no nie jest do końca normalna. Może macie jakieś kółko wzajemnej adoracji? – zapytał uszczypliwie.
Powrót do góry Go down
Verónica Vargas

avatar

Liczba postów : 153

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   Pią Gru 12, 2014 1:36 am

Oczywiście, że Verónica czasem, a ostatnimi czasy coraz częściej traciła cierpliwość do nowej osobowości Órli. Bardzo często miała ochotę po prostu złapać ją za ramiona i potrząsnąć, żeby się otrząsnęła z tego wszystkiego. Wiedziała jednak, że fizyczny sposób dotarcia do dziewczyny na nic się nie zda. Ostatnio była do tego stopnia zmęczona psychicznie, że niekiedy unikała kontaktów z Puchonką. To nie tak, że nie chciała się z nią przyjaźnić. Po prostu czasem jej samej trudno było przezwyciężyć się do takiego zabiegania o względy drugiej osoby, kiedy na ogół była osobą dosyć „niezabiegającą”. Lubili ją – dobrze, nie lubili – też dobrze! Podejrzewała, że Órla i tak sobie nic z tego nie robiła. Nie mogła jednak pozwolić, żeby ten gnom Estrin naprzykrzał się dziewczynie. Verónica wcale nie przejmowała się tym, że chłopak jest do niej wrogo nastawiony. Nie miała potrzeby być przyjaciółką całego świata, a już bynajmniej tego egzemplarza sklątki tylnowybuchowej, bo to jej w tym momencie przypominał. Nie oczekiwała w rzeczywistości wdzięczności od Puchonki za to, że się za nią wstawiła. Zrobiła to, bo taka była jej natura. Natomiast drugą stroną medalu było to, że Verónica w złości lubiła miotać ripostami w przeciwników, jeśli tylko wybadała, że jest on od niej słabszy. Órla wreszcie się odezwała pełnym zdaniem, a nie monosylabami. Verónica z wrażenia aż odwróciła się do koleżanki i obrzuciła ją szerokim uśmiechem. Była w świetnym humorze, ponieważ zobaczyła, że chłopakowi na jej słowa zrzedła mina.
- Pozory, Estrin. – Wzruszyła nonszalancko ramionami i zmrużyła groźnie oczy. – Miła buzia nie musi być dopełnieniem miłego usposobienia, a takiego właśnie mi brakuje, kiedy stajesz mi na drodze, Estrin. – Wycedziła, uśmiechając się przy tym słodko. Chłopak przez długą chwilę milczał, a Verónica unosiła brwi, czekając na jakąkolwiek reakcję z jego strony. Może i była w tym momencie wrzodem na dupie, wiedziała, że potrafi być strasznie upierdliwa, jednak była zwycięskim wrzodem, a to już był powód do świętowania. Wrzód wygrał ze Ślizgonem!
- To jest już Twój problem, Estrin. – Odparła z cynicznym uśmiechem. – Szczerze mówiąc spodziewałam się po Tobie czegoś mocniejszego. Chyba nie wyszedłeś z formy, co? Moglibyśmy tak bazować na słownych przepychankach niskich lotów do jutra, ale nie mam na to jakoś ochoty. Cóż. – Obejrzała swoje wypielęgnowane paznokcie, na moment całkowicie ignorując chłopaka, po czym znów na niego spojrzała. – Nie każ mi więc, bym używała ostrzejszych i wulgarnych słów, bo tego nie lubię.
Oczywiście, że jego „ukąszenie” spłynęło po Verónice jak po kaczce. Szczerze mówiąc to zrobiło jej się mdło, jakby zjadła właśnie jakiś czerstwy chleb. Nie uważałaby się za jedyną waleczną Gryfonkę. Znała wiele dziewczyn z Gryffindoru, które poradziłoby sobie z Estrinem bez problemu, na przykład kapitan ich drużyny Quidditcha – Jessi Mall, ta to miała gadane. Albo Lucy Black, ona ciętych ripost chyba uczyła się od samych Huncwotów.
- Właśnie powiedziała, że nic jej nie jest, naucz się słuchać, Estrin. Tak, mamy tu kółko wzajemnej adoracji i widzę, że przyszedł pierwszy statysta chętny do dołączenia do stowarzyszenia. – Rzuciła, machając niedbale ręką w jego kierunku.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Verónica Vargas
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3028-veronica-vargas
Órlaith Pádraigín

avatar

Liczba postów : 12

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   Sob Gru 13, 2014 8:31 pm

Potrzebowała więcej czasu albo po prostu musiała się zmienić tu i teraz inaczej straci wszystko. Powinna być wdzięczna za to, że żyje. Udało się jej przeżyć atak dementora, czy nie powinna więc wyciągnąć z tego innych wniosków niżeli siedzenie w kącie i zamulanie?
Bardzo chciała powrócić do swojego "ja" z przeszłości lecz miała świadomość, że nie będzie już taka jak przedtem. Dementor zabrał cząstkę jej wspomnień, których jej brakowało. Czy to jednak tłumaczyło ją w oczach przyjaciół? Verónica nie zasługiwała na takie traktowanie. Była jedną z niewielu która została z własnej, nieprzymuszonej woli. Pomagała jak tylko mogła. Órlaith powinna wziąć sprawy w swoje ręce i zacząć żyć dalej. Gdyby tylko jeszcze potrafiła czuć jak dawniej...
- Nie jestem świrem! - oburzyła się Puchonka widząc co pokazuje Ślizgon, już nawet skupił się na jej przyjaciółce jakby ona przestała się już liczyć. Trudno sprecyzować czy naprawdę ją to uraziło, może odezwała się bo tak zrobiłaby dawniej? Czy tak spostrzegali ją inni? To było... uwłaczające nawet jak dla tak wyalienowanej osoby jak ona. Zagryzła dolną wargę i zacisnęła dłonie w pięści. - Nie jestem świrem - powtórzyła jakby to o to się rozchodziło. Zmrużyła oczy i wpatrywała się w Wiktora. Mimo iż starała się wyrażać milion emocji naraz to niestety słabo jej to wychodziło. Może dla lepszego efektu powinna tupnąć nogą?

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3212-orlaith-padraigin#53496
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Pusta Sala   Sob Gru 13, 2014 9:12 pm

A miało być tak pięknie...
Niestety przyszła panna Vargas i musiała popsuć taką piękną rozmowę z Órlaith. Przyzwyczaił się jednak, że z Gryfonami czy Gryfonkami wcale nie mam tak łatwo i trzeba się z nimi użerać. Nawet można powiedzieć, że w pewnym sensie lubił takie coś. Utarczki słowne z tego typu ludźmi nawet go podbudowywały. Jednakże czasami wiedział, że trzeba z tym przystopować. Poza tym czasami teksty Wiktora Estrina nie oddziaływały tak jakby on sam tego chciał. I tak też było w tej chwili.
Rosjanin nie wiedział co ma odpowiedzieć koleżance Gryfonce. Był pewien, że ona nie odpuści. Z kolei jak wyjdzie bez słowa to wyjdzie na kompletnego tchórza albo jakąś ciapę. Już lepiej by było gdyby nic nie powiedział, a mimo wszystko został w pomieszczeniu.
- Znasz wulgarne słowa Vargas? No proszę... A niby taka kulturalna z Ciebie Gryfonka... – zakpił sobie Wiktor. Nie chciał już nic dodawać tylko zacmokał ustami i pokręcił głową. Dziwna była ta rozmowa z Veronicą. A kiedyś nawet chciał spróbować normalnie rozmawiać z mieszkańcami Gryffindoru. Jednak to już chyba jest tak mocno zakorzenione w Ślizgonach, że Gryfoni przez nich są traktowani jako zaprzysiężeni wrogowie.
- No proszę.. czyli trafiłem. Kółko wzajemnej adoracji, w której Veronica Vargas i Órlaith Pádraigín mają... – i nie do kończył swojego zdania, gdyż Puchonka Pádraigín właśnie uniosła się głosem. To tak zbiło go z pantałyku, że aż nie wiedział co powiedzieć. Pierwszy raz tak go ktoś przygasił od dawna i aż nie wierzył, że była to taka niepozorna i szara myszka jak Órlaith Pádraigín. Aż rozdziawił usta z wrażenia.
- O kurwa... – rzekł głośno jak minęły ze dwie lub trzy minuty kompletnej ciszy. Takiego zachowania się nie spodziewał. Uznał, że nie ma co tu dłużej czekać, bo i tak nie dobije swego. Wyszedł więc z sali. Po jakiejś minucie wybiegła też i Órlaith.

z/t dla Wiktora
z/t dla Órlaith
Powrót do góry Go down
Verónica Vargas

avatar

Liczba postów : 153

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   Nie Gru 21, 2014 1:57 am

Nie zwróciła więcej uwagi na teksty Ślizgona, ponieważ aż ręce jej opadały, za każdym razem kiedy chłopak otwierał usta, by coś powiedzieć. Z pewnością lepsze wrażenie robił na kobietach, kiedy trzymał jednak język za zębami. Verónica znała kilkoro Ślizgonów, z którymi dało się normalnie rozmawiać. Jednym z nich był na przykład Christian Fawley, który ukończył już Hogwart, albo też Sofie Brown, z którą całkiem dobrze jej się rozmawiało na tajnym spotkaniu dziewcząt. Przestała zwracać na niego uwagę, ponieważ po raz pierwszy od bardzo dawna Órlaith dała jakikolwiek znak, że nadal jest żywym człowiekiem i zdobyła się na dosadną odpowiedź, nawet podnosząc się z miejsca. Verónica stała w osłupieniu i patrzyła na dawną koleżankę. Odwróciła się za siebie, kiedy usłyszała trzaskające drzwi, za którymi zniknął Ślizgon. Nie miała zamiaru go zatrzymywać. Jednak nie minęła chwila, a Puchonka również wybiegła.
- Órla, zaczekaj! - Zawołała, jednak dziewczyna już zniknęła za zakrętem korytarza. Verónica westchnęła ciężko, plując sobie w brodę, że w ogóle się w to wtrąciła, ponieważ sytuacja skończyła się bardzo dziwinie i w dodatku przeszła jej ochota na cokolwiek. Zamknęła za sobą drzwi opuszczonej sali i wróciła do Pokoju Wspólnego.
/zt

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Verónica Vargas
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3028-veronica-vargas
Jasmine A. Leighton

avatar

Liczba postów : 67

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   Wto Lut 10, 2015 8:47 pm

Co by było, gdyby Jasmine wróciła do domu z najgorszą oceną z Eliksirów? Matka zapewne popadłaby w rozpacz, ojciec zaś uraczyłby młodą Krukonkę dość nieprzyjemnym spojrzeniem. Pech chciał, że pani Leighton szczyciła się nieprzeciętną wiedzą w tejże dziedzinie i wymagała od córki również nieprzeciętnych umiejętności. Niestety, Jasmine uczyła się nawet lepiej z Historii Magii niż z Eliksirów. Przeważnie uwarzenie jakiejś mikstury równoważyło się z wielkim wybuchem. BUM! Dziewczyna przede wszystkim nie chciała, aby jej mama wybuchnęła w domu, tak samo jak jej eliksiry, dlatego też postanowiła, że zdecydowanie się za nie weźmie. Jakimś cudem udało jej się przemycić kociołek nie napotykając po drodze Filcha, no i jeszcze w zanadrzu kilka fiolek i potrzebne składniki.
Ale mnie napadło... Amortencja? Jeszcze ktoś mnie przyłapie i stwierdzi, że chcę rozkochać kogoś w sobie! — warczała na siebie po drodze. Właśnie... dlaczego akurat ten eliksir? Jakimś cudem, Jasmine wydał się on być jednym z najprostszych, a zamierzała zacząć od zera. Och, jakże ona chciałaby należeć do Klubu Ślimaka!
Znalazła jakąś pustą dawno zapomnianą przez żywą duszę salę. Ułożyła kociołek na ziemi, rzuciła składniki... z fiolkami obchodziła się jednak zdecydowanie ostrożniej. Westchnęła, szukając jakiejś wewnętrznej siły, która pomogłaby jej, bądź oddała część talentu warzenia eliksirów. Merlinie Drogi, zlituj się nade mną! Splątała włosy w słowiański warkocz, aby przypadkiem jej nie przeszkadzały i wzięła się do roboty. Spokojnie, Jasmine, spokojnie. Tobie się nie uda? Kpina! Jakieś ziele, potem... o matko, co potem? Kompletnie spanikowała.


Ostatnio zmieniony przez Jasmine A. Leighton dnia Sro Lut 11, 2015 11:42 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3330-jasmine-a-leighton
Luke Williams

avatar

Liczba postów : 186

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   Wto Lut 10, 2015 9:22 pm

Luke postanowił się pouczyć w jakimś spokojnym miejscu. Teoretycznie mógł oczywiście wybrać bibliotekę, ale tam było mimo wszystko sporo osób, a on lubił czytać nie tylko w ciszy, ale i w samotności. Pomyślał, że ta sala to całkiem dobre miejsce na odrobinę prywatności. Kiedy zobaczył, że ktoś w niej jest już chciał się wycofać, ale zatrzymały go same włosy. Nie dlatego, że poznał osobę, dlatego, że świadczyło to o jej płci. Dopiero kiedy chwilę się przyjrzał, dostrzegł, że to Jasmine. Uśmiechnął się rozbawiony i nachylił nad skupioną do granic możliwości dziewczyną. Cmoknął ją lekko w policzek
- Co ważysz? Proszę cię, nie rozsadź tego pomieszczenia, przynajmniej póki jestem w pobliżu.Jeszcze uszkodziłoby to moją piękną twarz, lub nie daj Merlinie, co gorsza, ciało. Wiesz ile uczennic popadłoby w żałobę? - zaśmiałs się cicho

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _


Każda kobieta to fortepian- tylko trzeba umieć grać
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t2214-luke-williams
Jasmine A. Leighton

avatar

Liczba postów : 67

PisanieTemat: Re: Pusta Sala   Sro Lut 11, 2015 3:26 pm

Dobra, spokojnie. Jasmine, przecież jesteś geniuszem, musi Ci się udać! motywowała wciąż siebie w myślach. Po panice nie było ani śladu. Mogłoby się wydawać, że wszystko przebiega zgodnie z planem, gdyby ktoś go po prostu nie zakłócił... pierw usłyszała dźwięk cmoknięcia, by poczuć za chwilę jego usta na swoim policzku. Od razu jej polik spłonął rumieńcem. Nie była przyzwyczajona do takich czułości, tym bardziej od płci przeciwnej. Dość nieśmiała z niej dziewczyna, ale kiedy się odezwie, to już dobitnie! Zachichotała dość cicho po Jego słowach. Wystarczająco dystansu do siebie miała, by zrozumieć, że słowa Williams'a to jedynie żart. Następnie wywróciła oczyma. Luke i ta nadmierna pewność siebie... ona też miała jej dość dużo, ale okazywała jej w taki sposób. Chłopak niemniej jednak miał w sobie coś, że nie dało się go nie lubić. I cóż... ostatnio chyba wziął sobie naszą Jasmine na celownik, czego nie była w ogóle świadoma. Speszyła się, kiedy chciała już odpowiedzieć... no bo jak się wytłumaczy z faktu, że warzy eliksir miłosny? I to na tyle silny, że powoduje wręcz obsesję?
Spokojna głowa, kochasiu. Może nie wiesz, ale podciągnęłam się z Eliksirów i nic Tobie nie grozi przy mnie. — uniosła dumnie głowę, choć nie do końca była to prawda, dlatego też zaczęła mówić, by nie powrócił do tej kwestii. — To Amortencja. I cóż, nie wybucha, widzisz? Jedna kropla i mogłabym sprawić... że się we mnie zakochasz. — spojrzała na niego spod rzęs czując dziwny przypływ ciepła. Panno Leihgton, czyżbyś flirtowała z samym Lukie'm?! Zamrugała oczyma, jakby wybudziła się z transu i dodała następne składniki mieszając je. Po chwili poczuła przyjemny zapach. — Och, czujesz to... to jaśmin, zdecydowanie. I... zapach lasu, nawet czuję perfumy mamy i... — wstrzymała się i odciągnęła od Eliksiru. Odchrząknęła, by móc zaraz się uśmiechnąć. — Udało mi się, naprawdę mi się udało...


Ostatnio zmieniony przez Jasmine A. Leighton dnia Sro Lut 11, 2015 11:43 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3330-jasmine-a-leighton
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pusta Sala   

Powrót do góry Go down
 

Pusta Sala

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości
» Pusta Klasa
» Kosmiczna sala

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
List z Hogwartu :: Wspomnienia :: Porządki 3. :: HOGWART :: ZAMEK :: VII piętro-