a
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Balkon
List z Hogwartu
Niestety jak to często bywa, coś się kończy, a coś innego zaczyna. Czas Listu z Hogwartu dobiega końca. Mam nadzieję, że część osób będzie wspominało tę stronę z pewnym sentymentem, a nawiązane tutaj znajomości przetrwają pomimo zakończenia naszej działalności. Dziękujemy za te dwa lata! Administracja


 

 Balkon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mistrz Budowy

avatar

Liczba postów : 299

PisanieTemat: Balkon    Pią Wrz 19, 2014 8:15 pm


Kamienny balkon z ozdobnymi poręczmi z żelaza i dębu,otacza najwyższy punkt wieży. Jest w stanie pomieścić 20 uczniów z teleskopami. Można z niego zobaczyć całe niebo bez przeszkód, gdyż w całej szkolenie ma wyższego punktu. W oddali widać migoczące światła pobliskiego miasteczka oraz chatkę gajowego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amelia Mary Fern

avatar

Liczba postów : 1107

PisanieTemat: Re: Balkon    Nie Wrz 28, 2014 3:22 am

Jej miejsce. Jej samotnia. Zawsze witala rok właśnie tu. Gdy kończyły się oficjalne uroczystości w Wielkiej Sali, ona wymykala się na balkon i obaerwowala nocne niebo. Nikt by nawet nie pomyślał, żeby zagladnac tu pierwszego dnia szkoły więc była względnie bezpieczna. Jedyna osoba, która wiedziała o tej małej tradycji był oczywiście Sebastian. Nigdy nic na to nie powiedział, jednak wiedziała, że nie bardzo rozumie jej małe tradycje. Kultuwowal cześć z nich razem z nią. Ale to nie znaczy że je rozumiał.
Tego roku weszła tu dużo później niż zwykle, choć tęsknota za miejscem była dużo większa. W ubiegłym roku nie była w stanie nawet zbliżyć się do balkonu. Zbyt wielki ból jej to sprawiało. A teraz... Stała oparta o barierki spoglądając na rozgwiezdzone niebo, wdychajac chłodne nocne powietrze i uśmiechając się blogo, gdy wiatr rozwiewal jej długie loki. Cieszyła się powrotem. Razem z przyjacielem, choć wyraźnie odmienionym odzyskała cześć siebie, ta którą sprawiała że była sobą, a nie martwa skorupa, która dane było jeszcze nie tak dawno oglądać światu.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Amelia Mary Fern
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t382-amelia-mary-fern
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Balkon    Nie Wrz 28, 2014 9:40 pm

Sebastian wciąż rozmyślał nad sensem przebywania w tym zamku, udając posłusznego praktykanta. Mógł w tym momencie obijać się w swojej rezydencji, robić to co zawsze - grać w golfa, imprezować, jeździć konno, czytać. A jednak nie. Wytyczono mu zadanie, którego on sam do końca nie pojmował. Stań się ich częścią, wzbudź zaufanie, wychwyć najwięcej informacji. Wiedział, że Czarny Pan szykuje się na atak, a on miał być swojego rodzaju "kapusiem" i co jest najgorsze? Nie obchodziło go to. Spełni zachciankę, Czarnego Pana, a zarówno swojego ojca i powróci do swojego bujnego życia. Teraz przechadzał się po zamku, chcąc się jakoś z nim przybliżyć. Nawet nie wiedział, kiedy wdrapał się na najwyższy punkt. Właściwie mógłby zejść, gdyby nie zauważył kobiecej sylwetki... kobiety! I to kolejne, na co nie potrafił sobie odmówić. Uśmiechnął się niemal arogancko, czego oczywiście nie mogła zobaczyć dziewczyna i ruszył na balkon, dość blisko niej, opierając się barierki. Mogła od razu dojrzeć wielką podobiznę Damona. Może nawet nie zorientuje się, że rozmawia z bratem, a pomyśli, że to prawdziwy Damon? Zabawnie by było! Sebastian odezwał się najmilszym głosem, na jaki było go w tym momencie stać.
- Na dole jest kolacja, po podróży powinnaś być głodna. Czemu siedzisz tutaj? O ile jesteś uczennicą, ale tak pięknej i młodej nauczycielki jeszcze nie widziałem. - mówił to, czując jak w środku go ściska. Nie wiedział, czy da radę robić z siebie cały rok takiej cioty, niemniej jednak nie kłamał, rzeczywiście była uroczą osóbką. Ale to nie Sebastian, on grał, a ona chyba jeszcze nie miała prawa tego zauważyć.
Powrót do góry Go down
Amelia Mary Fern

avatar

Liczba postów : 1107

PisanieTemat: Re: Balkon    Nie Wrz 28, 2014 10:24 pm

Była tak zamyslona, że dopiero gdy mężczyzna stanął tuż obok niej. Obdarzyła go powolnym ciepłym uśmiechem, sprawiającym że wyglądała trochę jak rozleniwiona kotka.
-Witaj Sebastianie - powiedziała patrząc wymowie na chłopaka, jakby mówiła "odpuść sobie".
-Te teksty są u was rodzinne? - zaśmiała się cicho, serdecznie przypominając sobie jak Damon zaczepil ja podobnym tekstem. Dobrze wiedziała, że Sebastian nie jest taki jakim się wydawał. Łączyły ich pewne poglądy i łatwość rozmowy, ale Amelia zdawała sobie sprawę z tego, że chłopak nie jest z natury miły, jakiego próbował grać. Zdradzały go oczy. Zimne i beznamietne. Podobne do oczu jego brata a jednocześnie zupełnie inne.
-To samo pytanie mogłabym zadać tobie... Czemu nie jesz uroczystej kolacji że wszystkimi na dole? - rzuciła patrząc mu prosto w oczy z przechylona lekko głową i zaciekawieniem w oczach.
-Ja... Mam swoje tradycje To jedna z nich - witanie szkoły z balkonu wieży astronomicznej .

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Amelia Mary Fern
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t382-amelia-mary-fern
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Balkon    Czw Paź 02, 2014 6:45 pm

Uśmiechnął się nieco ironicznie do Amelii. Niestety rzadko jego uśmiechy wyrażały prawdziwą wrażliwość, z reguły bywały albo chytre, albo zadziorne, bądź tak jak teraz - ironiczne. Nie wiedział sam, czym darzył Amelię. Sympatią? Nie, to nie to. Może jako jedna z nielicznych osób wydawała się go rozumieć. Nie pocieszała go na siłę, wystarczyło jedno spojrzenie, a on wiedział, że czuje podobne przygnębienie. Po pogrzebie wrócił do domu. Poszedł do pokoju brata i rozwalił wszystko, co spotkał po drodze. Przypomniał sobie jej spojrzenie i niemal natychmiast posprzątał. Pokój wyglądał niemal tak samo, może bez kilku niezbędnych przedmiotów, które zbyt mocno ucierpiały. Tak więc Amelia w pewien sposób miała wpływ na Sebastiana. Ale czy uda jej się to wykorzystać? A może po prostu ten wpływ przygaśnie? Wszystko zobaczy się w czasie.
- Po prostu brat od zawsze chciał był taki jak ja. - wyjaśnił niemal szybko, jakby to było oczywiste. Nie dziwiłby się, gdyby był rzeczywiście autorytetem dla brata. W końcu jest niemal idealny! No prócz małych zastrzeżeń, albo dużych, ogromnych... ale zależy kto na to patrzy. W końcu zastanowił się nad pytaniem panny Fern i wzruszył jedynie ramionami.
- Pewnie jako nowy praktykant, co większa bardzo przystojny. - przy tych słowach poprawił swój kołnierzyk od koszuli i zaraz kontynuował. - zrobiłbym furorę, ale nie mam po prostu serca odbierać sławy dyrektora, bądź pierwszaków, które z pewnością były wielką atrakcją dla starszaków.
Rozejrzał się wokoło. Zastanawiał się czy Damon tu kiedyś był. Czy tak jak on zachwycał się tutejszym widokiem? Nie wiedzieć czemu na samą myśl w jego gardle pojawiła się wielka gula. I to jest człowiek, który nie ma w sobie krzty uczucia?
Powrót do góry Go down
Amelia Mary Fern

avatar

Liczba postów : 1107

PisanieTemat: Re: Balkon    Sob Paź 04, 2014 4:57 pm

Swoim zwyczajem odwróciła się przodem do Sebastiana, by patrzeć mu w oczy podczas rozmowy. Lubiła widzieć swojego rozmówce. Obserwować jego reakcje, mimikę i gesty. A Sebastian był ciekawym obiektem obserwacji. Patrzyła na niego, a jej spojrzenie było spokojne i uważne. W oczach miała delikatne iskierki, których Sebastian nie mógł zobaczyć przy ich pierwszym i do tej pory ostatnim spotkaniu, wtedy na pogrzebie. Te iskierki, które dla wielu jej znajomych były czymś, bez czego Amelia nie była sobą. I mieli trochę racji.
Drgnęła jej lekko brew, gdy na usta chłopaka wpłynął uśmiech. Nie wiedziała skąd on, ale jakoś tak machinalnie porównywała Sebastiana i Damona. Szukała podobieństw. I choć znalazła wiele drobiazgów, które nie pozostawiały wątpliwości, ze tych dwóch jest rodzonymi braćmi, znajdywała także bardzo wiele różnic. Jedną z nich był uśmiech. Damon uśmiechał się... szczerze, podczas gdy uśmiech Sebastiana był raczej zawsze zabarwiony ironią.
- Z całą pewnością. W końcu jesteś taaaaaki idealny- specjalnie przeciągnęła samogłoskę wpadając w lekko ironiczny ton, by po chwili uśmiechnąć się szeroko. Sposób w jaki to powiedział, jakby to było całkowicie oczywiste, ze jest kimś kogo niemal każdy chciałby naśladować, rozbawił ją. Podobała jej się i bawiła ją pewność siebie chłopaka.
-A do tego jakże skromny- wtrąciła ze śmiechem.-Jakież to miłe z twojej strony. Dyrektor i pierwszaki będą ci z całą pewnością wdzięczni. W przeciwieństwie do baaardzo zawiedzionych niewiast, które wyczekiwały dwa miesiące by ujrzeć twoją śliczną twarzyczkę- zaśmiała się serdecznie, by po chwili spojrzeć na Sebastiana uważniej i z lekkim zmartwieniem, ponieważ naglę, spoważniał.
-O czym pomyślałeś?- spytała z zaciekawieniem.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Amelia Mary Fern
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t382-amelia-mary-fern
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Balkon    Czw Paź 30, 2014 10:06 am

Być może odpłynął w swoje myśli. Zbudziły go słowa Amelii. Wsłuchał się w nie i o dziwo wywołały one u niego rozbawienie. Rzadko się śmiał, więc i tym razem nie było jej dane usłyszeć jego śmiechu. Rozbawienie przemknęło mu jak cień po twarzy, która po sekundzie nabrała zimnego wyrazu. Skoro wydawał się lodowaty, dlaczego kobiety tak do niego lgnęły? Od dawna płeć piękną fascynowały osoby mało osiągalne, o które trzeba zawalczyć. Które wydają się jedną wielką niewiadomą - tajemnicą. Tak, z pewnością Sebastian wyglądał jak ogromna tajemnica, którą koniecznie trzeba odkryć. I bez przesady, pomimo jego naturalnego wrednego wyrazu twarzy, czaiła się nuta uwodzenia. Jeśli można to tak nabrać. Bo czy nie jest zabawne uwodzić kobiety? Samym namiętnym spojrzeniem skradać im serca? Sebastian w końcu zwrócił uwagę na jego towarzyszkę. Chociaż przy niej nie musiał udawać na domiar miłego i życzliwego.
- Widzisz, przynajmniej w czymś się zgadzamy, Amelio. - kiwnął głową. - Oh, piękne niewiasty będą musiały mi wybaczyć. Będą miały cały rok szkolny by nauczyć się mojego ciała na pamięć. Myślisz, że będzie mi wygodnie prowadzić zajęcia, wiedząc, że wzdychają na mój widok. Że wcale mnie nie słuchają, tylko rozmarzają o przyszłości ze mną? - spytał Amelię, choć wcale nie oczekiwał odpowiedzi. Powiedział to w sposób żartobliwy, ironiczny... nieważne, dla niego było to samo. Nie chciał usłyszeć następnego pytania. Zacisnął wargi w wąską linię, jednak słowa same cisnęły mu się na usta.
- Wiesz czy Damon też kiedyś tu był? I... jakie mieliście stosunki? Nigdy o tym z nim nie rozmawiałem. - ugryzł się w język. Za dużo, za dużo pokazywania, że może zależeć... Sebastian jednak skierował wzrok w jej oczy, wyrażając niemal palące zaciekawienie.
Powrót do góry Go down
Amelia Mary Fern

avatar

Liczba postów : 1107

PisanieTemat: Re: Balkon    Sob Lis 01, 2014 3:59 pm

Widziała, że był zamyślony i zastanawiała się nad czym tak intensywnie myśli.
Zauważyła chwilową zmianę na twarzy Sebastiana. Nie podziewała się nawet, że zobaczy jego uśmiech. Może nie znali się ani długo ani dobrze, ale przekonała się już, ze wywołanie tego błysku rozbawienia w jego oczach to wielki wyczyn. Uśmiechnęła się więc z drobną satysfakcją.
Kobiety lubią tych którzy wydają im się nie dostępni. Wbrew pozorom nie tylko mężczyźni są zdobywcami. Kobiety także lubią mieć troch pod górkę gdy uwodzą mężczyznę.
Nuta uwodzenia? Taak. Ale chyba w nastolatku. Sebastian w oczach Amelii był po prostu uwodzicielem, świadomym tego jak wpływa na kobiety i świetnie się przez to bawiącym.
- Och. To będzie dla ciebie takie okropne- powiedziała z udawanym współczuciem by po chwili zaśmiać się szczerze.- Wybaczą na pewno. Tobie miałyby nie wybaczyć? To mnie znienawidzą za zatrzymywanie cię z dala od nich- posłała mu lekko zadziorny uśmiech
-Nie wiem. - powiedziała patrząc na Sebastiana uważnie. Widać było po nim, ze zadanie tego pytania wiele go kosztowało.- Nigdy go tu nie zastałam. Choć to całkiem możliwe, że bywał tu. Pierwszy raz spotkaliśmy się w  podobnym miejscu- mówiła lekko zamyślonym głosem nie patrząc już na towarzyszącego jej mężczyznę lecz przed siebie w dal. Wydawała się bardzo odległa myślami. Wspominała tamto spotkanie- Na wieży widokowej- dodała odwracając lekko głowę i patrząc na niego z lekkim uśmiechem.- Chyba tak jak ja lubił być wysoko, obserwować niezauważonym przez innych. Nigdy jakoś o tym nie rozmawialiśmy. A nasze stosunki... czysto przyjacielskie... Dużo rozmawialiśmy o wszystkim i niczym, śmieliśmy się...po prostu mile spędziliśmy czas. Był jedną z niewielu osób przy których czułam się tak swobodnie. Był.. wyjątkowy[]/b- uśmiechnęła się ciepło z nutką melancholii i odległym wzrokiem. Myślała o Damonie.
Widziała to zaciekawienie w oczach Sebastiana i chciała je zaspokoić, ale nie bardzo wiedziała jak...
[b]- Próbowałam dobrać się do jego książki
- zaśmiała się na wspomnienie tamte rozmowy. Jej wzrok
także nabrał tego ciekawskiego wyrazu, jednak walczyła z samą sobą by okiełznać swoje zainteresowanie. Przygryzła wargę i patrzyła na Sebastiana przez ramię.
Długo jeszcze rozmawiali, aż zastał ich tak woźny i przegonił.
{zt}

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Amelia Mary Fern
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t382-amelia-mary-fern
Agnes Mikelson

avatar

Liczba postów : 72

PisanieTemat: Re: Balkon    Sob Sty 31, 2015 3:54 am

Agnes usiadła na ceglanym murze i obserwowała migocząca w oddali taflę jeziora. Miała świadomość, że nie powinna być tu o tej porze jednak nie obawiała się przyłapania. Od lat wchodziła na balkon za każdym razem gdy chciała pobyć sama. Otwarta przestrzeń pozwalała płynąć jej myślą swobodnie. Wróciła do Hogwartu niespełna tydzień temu a już zdążyła zrobić więcej niż przez pięć ostatnich lat. Śniadanie w kuchni? Klub Ślimaka? Powoli przebijała się przez skorupę zniechęcenia. Nadal jednak była ona twarda i czasem - a był to jeden z takich dni - otulała ją bardzo szczelnie. Rozglądała się myśląc o tym jak czuła by się gdyby to wszystko straciła.
Egoistka... - skarciła się w duchu - Ludzie tracą wiele więcej...
Nic nie mogła jednak poradzić na apokaliptyczne wizje które pojawiały się w jej głowie. Podciągnęła nogi i położyła się. Niebo nad nią usłane było gwiazdami tak gęsto, że w niektórych miejscach wyglądało na srebrne. Jego bezkres i fakt, że leży na wąskiej barierce setki stóp nad ziemią wzbudzały w niej poczucie nierzeczywistości. Była tylko ziarnkiem piasku na pustyni. Nie... To cały ten świat był jednym, marnym ziarenkiem podatnym na najmniejszy nawet podmuch wiatru.
- Ale warto chronić to ziarenko... - Powiedziała sama do siebie i posmutniała. Jej głos nie brzmiał zbyt pewnie...
Miała jednak świadomość, że wojna się nie skończyła. Dopóki istniała nadzieja warto było walczyć.
A jeśli kiedyś jej zabraknie?
Tym bardziej. Wtedy nie będzie nic do stracenia...

Zamknęła oczy. Któregoś dnia wyjdzie za bramy bezpiecznego Hogwartu i będzie gotowa zrobić wszystko. Dziś jednak nie miała nawet siły wrócić do dormitorium po płaszcz.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

"Być może istnieją czasy piękniejsze,
ale te są nasze..."

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3306-agnes-mikelson
Remus Lupin

avatar

Liczba postów : 663

PisanieTemat: Re: Balkon    Pon Lut 09, 2015 11:21 am

Wracając od dyrektora i zmierzają ku dormitorium Gryffindoru, coś usłyszał. Nadstawił uszu, ale ten dźwięk więcej się nie powtórzył. BYł jednak przekonany, że musi sprawdzić skąd dochodziło jego poprzednie źródło. Spostrzegł, że drzwi od wyjścia na wieżę astronomiczną, był uchylone. Wydobył różdżkę z kieszeni kurtki i ruszył w tym kierunku. Zło czai się wszędzie, szczególnie o tej porze. Musi sprawdzić czy ktoś nie potrzebuje przypadkiem pomocy.
Wyszedł na balkon i od razu w twarz uderzyło go mroźne powietrze. Żałował teraz, że nie zabrał żadnego szalika ze sobą. Z początku nawet nikogo nie dostrzegł. Miał się już odwrócić gdy znowu usłyszał ten dźwięk. Zerknął na ziemię. Leżała tam jaka ciemnowłosa dziewczyna, bez kurtki, czapki, w samym tylko stroju hogwardzkim. Podszedł do niej, myśląc, że jest ranna.
- Accio kurta i czapka! - powiedział i po chwili oczekiwania przez drzwi przyfrunęła jej czapka i kurtka. - Natychmiast to na siebie wkładaj - zażądał zdecydowanie, po wstępnych oględzinach stwierdzając, że nie dolega jej nic poza głupota.
- Mądra to Ty chyba nie jesteś, co? Tiara Przydziału bardzo się pomyliła umieszczając Cię w domu Kruka... Po co wyszłaś na mróz bez kurtki? - zadawał pytania czekając, aż dziewczyna wreszcie się odezwie i powie o co jej chodziło.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Remus Lupin

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1368-remus-mow-mi-lunio-john-
Agnes Mikelson

avatar

Liczba postów : 72

PisanieTemat: Re: Balkon    Pon Lut 09, 2015 1:40 pm

Zamyślona nie usłyszała kroków na schodach. Dopiero na dźwięk głosu - donośnego i chyba zdenerwowanego - poderwała się do pozycji siedzącej i sięgnęła do kieszeni po różdżkę. Gdzie jak gdzie ale w Hogwarcie do tej pory czuła się bezpecznie... Czyżby jej ostatnie miejsce na ziemi właśnie przepadło?
Mężczyzna przywołał w jej stronę kurtkę i czapkę.
W takim razie chyba mnie nie zabije... - pomyślała, jednak na wszelki wypadek mocniej zacisnęła palce na różdżce. Choć ubrania wyglądały kusząco nie sięgnęła po nie. Patrzyła na mężczyznę lekko osłupiała. Na dźwięk rozkazującego tonu zaczęła dopadać ją irytacja. Kim on do cholery był żeby mówić jej co ma robić? I jakim prawem był w zamku? Przyglądała mu się uważnie. Ubranie miał znoszone jednak nie można było mu odmówić swego rodzaju elegancji. Mimo widocznego zmęczenia stał wyprostowany z różdżką na wierzchu. Gdyby teraz postanowił ja zaatakować nie miała by szans na ucieczkę. Z drugiej jednak strony gdyby miał taki zamiar już raczej było by po wszystkim... Pojazdu na inteligencję nie wytrzymała. Mało co denerwowało ja tak bardzo.
- Z tego co mi wiadomo - sama nie wiedziała czy jej głos trząsł się z zimna czy furii - Eliksiru Pieprzowego w skrzydle szpitalnym nie brakuje... Dlatego też według swojej "wątpliwej", jak ją określiłeś mądrości nie uważam żeby moja obecność tu była czymś rażącym. Ty za to nie jesteś uczniem więc zamiast mną dyrygować mógł byś się przedstawić skoro jak mniemam nie masz zamiaru mnie zabijać. Chyba, że mam zostać pochowana w płaszczu i czapce.
Wpatrywała się w niego zadziwiona nieco swoją gadatliwością. Ujawniała się ona wyłącznie w momentach gdy czuła się zagrożona a spocone dłonie świadczyły o tym, że było tak właśnie w tej chwili.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

"Być może istnieją czasy piękniejsze,
ale te są nasze..."

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3306-agnes-mikelson
Remus Lupin

avatar

Liczba postów : 663

PisanieTemat: Re: Balkon    Pon Lut 09, 2015 5:12 pm

Mimo jego naskoczenia nie włożyła ciepłych ubrań. Westchnął. Nie znał jej, a już działała mu na nerwy swoją bezmyślnością. Zastanawiał się co tutaj robiła, dlaczego siedziała, a raczej leżała sama prawie w nocy w wieży astronomicznej? Postanowił się tego dowiedzieć i jakoś jej pomóc. Być ktoś zrobił jej krzywdę i potrzebowała pomocy? Obudził się w nim instynkt opiekuna, zwłaszcza, że nieznajoma wydała mu się dość... zagubiona.
- Nie, no pewnie. Nie zauważyłem, że masz napisane na czole ,,wypiłam eliksir pieprzowy, więc nie jest mi zimno'' - zadrwił z jej wyjaśnienia. Skąd miał niby o tym wiedzieć? Znalazł ją tu leżącą to nad czym miał myśleć? Miał się zastanawiać czy przypadkiem akurat go nie wypiła?
- Już nie jestem, ale byłem. Zabijać? Dlaczego myślałaś, że mam zamiar Cię zabić? Jestem ostatnią osobą, która mogłaby zabić kogokolwiek... - odparł zdezorientowany jej zdaniem. Wprost nie mógł się nie uśmiechnąć na wspomnienie jej słów. - Remus Lupin. Powiesz mi w końcu czemu tu leżałaś całkiem sama? - przedstawił się i schował różdżkę znowu do kieszeni.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Remus Lupin

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1368-remus-mow-mi-lunio-john-
Agnes Mikelson

avatar

Liczba postów : 72

PisanieTemat: Re: Balkon    Pon Lut 09, 2015 9:51 pm

Mężczyzna wpatrywał się w nią i westchnął z powątpiewaniem. Pomimo sarkastycznej uwagi napięcie chyba powoli z niego uchodziło, Agnes jednak nadal kurczowo zaciskała palce na różdżce. Nie wyprowadzała go z błędu. Wcześniej nawet nie pomyślała o eliksirze. Czuła przeszywające zimno ale ból które powodowało działał na nią - o dziwo - kojąco. Przynajmniej do pewnego momentu. Teraz nic nie kusiło tak jak jak ciepłe odzienie które miała na wyciągnięcie ręki. Uparcie jednak pozostawała w cienkiej szacie i bacznie obserwowała towarzysza. Nie miała zamiaru rozpraszać się, nawet jeśli - jak sądził - nie miał złych zamiarów. To nadal nie tłumaczyło jego obecności tutaj.
- Wybacz, nie często spotykam tu kogoś o tej porze. - Usiadła ponownie na barierce nie spuszczając z niego oczu. Jeśli jednak kłamał może zdążyła by przechylić się na tyle mocno by zlecieć... O ile zaklęcie spowalniające działające wokół wież zamku faktycznie było mitem istniała nadzieja, że ktoś na dole zauważy ją... A raczej to co z niej zostanie na tyle szybko by wszcząć alarm...
Wolna robisz się dla siebie bardzo niebezpieczna... - Zadrwiła z siebie w duchu.
Ku jej zdziwieniu przybysz uśmiechnął się i przedstawił. Nadal nie do końca ją to uspokajało jednak gdy schował różdżkę poczuła się pewniej. I to na tyle by puścić swoją i opleść ramionami nogi. Miała nadzieję, że w ten sposób delikatnie się ogrzeje.
- Jeszcze nie wiem czy miło cię poznać... Ale jestem Agnes. - Mówienie w sposób który umożliwiał jej delikatne chuchanie pod szatę a jednocześnie pozwoliło na nie spuszczanie wzroku z nieznajomego nie należało do najprostszych czynności, radziła sobie jednak całkiem nieźle.
No! Agnes! Czemu jesteś tu sama?
Bo wszędzie jestem sama... Bo moje poprzednie życie się skończyło a nowe nie zaczęło... Bo w ciągu tygodnia poznałam tuzin osób a i tak nie poznałam nikogo... Bo mogę poznać kolejne dwa tuziny a i tak to wszystko przestanie istnieć... Bo chciała bym móc coś temu zaradzić a nie mogę poradzić sobie z cholernym boginem... Bo po raz pierwszy dostałam T z obrony... Bo... Bo... Bo...

Uspokoiła myśli i wzięła głęboki oddech.
- Bo zalegam z referatem z astronomii. - Chciała się uśmiechnąć ale złapała się na tym, że przygryzła jedynie dolną wargę. Od lat walczyła z tym nawykiem. Potrafiła kłamać jednak ten gest zawsze zdradzał ją w najmniej dogodnych momentach. Dobrze, że stojący przed nią mężczyzna jej nie znał...

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

"Być może istnieją czasy piękniejsze,
ale te są nasze..."

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3306-agnes-mikelson
Remus Lupin

avatar

Liczba postów : 663

PisanieTemat: Re: Balkon    Wto Lut 10, 2015 7:04 pm

Remus nie uwierzył w ani jedno jej słowo o eliksirze. Miała to wymalowane na swojej sinej twarzy, że wcale go nie wypiła i teraz marznie na kość. Skoro jednak chciała być taka twarda, to zwyczajnie rzucił jej płaszcz i nakrycie głowy gdzieś obok nich. Liczył, że wreszcie zmięknie i sama bez proszenia to na siebie włoży i jeszcze będzie mu wdzięczna za okrycie.Patrzył na jej zaciśniętą w pięści różdżkę i uśmiechał się półgębkiem.
- Po prostu większość stara się przestrzegać regulaminu i nie przesiadywać na balkonie po godzinach, które są zabronione - odparł. Jakże teraz to zabrzmiało, sam wielokrotnie łamał regulamin i włóczył się z przyjaciółmi po zamku. Każdemu napotkanemu nauczycielowi tłumaczył, że właśnie prowadzi ich do woźnego, a woźnemu, że do nauczyciela, mało kto w to wierzył, już szczególne sam Filch, ale czasem się udało.
- Jeszcze nie wiesz... cóż. Jasne. Znalazłem Cię tutaj, chciałem udzielić pomocy, ogrzać Cię, jestem miły, a Ty mimo wszystko nie wiesz, czy miło mnie poznać? Kobiety,... - powiedział zaskoczony. Rozśmieszała go, ale i wywierała na niego wpływ uczuć braterskich. Nigdy nie miał siostry, a młodsza siostra wydała mu się dobrą perspektywą. Dziewczyna wyglądała na zagubioną, a jego obowiązkiem, było pomóc się jej odnaleźć. Jeśli będzie tego, rzecz jasna, chciała.
Lupin uniósł brew w geście zdziwienia. Uczyła się astronomii. Odebrał jej gest jako wstyd, że czegoś nie rozumie. Remus doskonale w tym momencie ją rozumiał, sam nie radził sobie z wróżbiarstwem. Nie miał wewnętrznego oka czy trzeciego ucha. Po trzech zajęciach całkowicie zrezygnował z tego przedmiotu. Uważnie się jednak rozejrzał po balkonie. Astronomia, gwiazdy, noc, teleskop, mapa... Gdzie teleskop i mapa? Miał ją. Właśnie przyłapał ją na kłamstwie.
- Kłamać trzeba umieć, moja droga. Trudno się uczyć bez mapy nieba i teleskopu... - powiedział cicho, starając się nie wybuchnąć śmiechem.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Remus Lupin

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1368-remus-mow-mi-lunio-john-
Agnes Mikelson

avatar

Liczba postów : 72

PisanieTemat: Re: Balkon    Sro Lut 11, 2015 8:06 am

Regulamin... Ok. Nie powinna tu być. Ale co go to właściwie interesowało? Nie był prefektem. Nauczycielem też nie...
Nowy stażysta? - Wystraszyła się lekko. Nigdy jeszcze nie dostała szlabanu. Jeśli już zdarzało jej się naginać lekko regulamin to zawsze robiła to na tyle dyskretnie by nikt się o tym nie dowiedział. Mężczyzna jednak nie wyglądał na takiego który miał by wyciągnąć konsekwencje z jej działań. Choć sam fakt, że zainteresował się jej osobą trochę ją niepokoił. Może i był miły ale...
Czego ty się spodziewasz strasząc ludzi po nocach człowieku... - pomyślała.
Nie mogła oprzeć się wrażeniu, że coś w jej postawie niezmiernie go śmieszyło. Bardzo ją to irytowało.
Przyłapana na kłamstwie rozejrzała się wokoło starając się na szybko skonstruować wymówkę. Miała ochotę uśmiechnąć się szyderczo i przywołać odpowiednie przedmioty mówiąc, że wiedziała, że o czymś zapomniała. Swój teleskop jednak zniszczyła dobry rok wcześniej a na zakup nowego nie mogła sobie pozwolić. Ktoś bardzo by się zdziwił gdyby jego kufer otworzył się z trzaskiem wyrzucając z siebie cała zawartość. Z pewnością nie był więc to najlepszy pomysł.
- Ja... - Zaczęła niepewnie - Ja piszę ciekawą pracę. Trąca o mugoloznawstwo. Staram się porównać znaczenie astronomii w życiu czarodziei i niemagicznych. Jestem właśnie na etapie obserwacji nieba przez mugola nie znającego się na temacie i... I no...
I...? Agnes weź się w garść!
Plątała się coraz bardziej, było jej zimno, czuła, że coś w niej zaraz pęknie.
- I co cię to właściwie interesuje? - Nieomal wykrzyczała. Zeskoczyła z barierki i chwyciła leżący na ziemi płaszcz. Trudno było jej zebrać myśli kiedy wszystkie jej kończyny dawały do zrozumienia, że za chwilę odpadną. Wróciła na swoje miejsce na murku i opatuliła się szczelnie. Gdy jej organizm stopniowo się rozgrzewał czuła, że coś w środku niej się roztapia. Spuściła głowę zrezygnowana. Nie miała siły walczyć. Nie dzisiaj...
- Przepraszam... - Wyszeptała starając się powstrzymać napływające do oczu łzy. - Nie powinnam na ciebie krzyczeć. Po prostu... - Nie potrafiła dokończyć zdania.
Brawo dziewczyno... Po prostu brawo...

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

"Być może istnieją czasy piękniejsze,
ale te są nasze..."

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3306-agnes-mikelson
Remus Lupin

avatar

Liczba postów : 663

PisanieTemat: Re: Balkon    Pon Lut 16, 2015 11:31 am

Chłopak domyślał się, że mógł być dla niej intruzem. Nie widywała go na szkolnych korytarzach, dlatego pewnie potraktowała jak wroga. Mógł być dla niej właściwie każdym, nowym nauczycielem czy jakimś stażystą. Tyle, że nie był ani jednym ani drugim. W dalszym ciągu starał się zachować powagę, jednak z każdym jej słowem, miną czy zachowem, przychodziło mu to z większym trudem. Kiedy jednak zaczęła szukać miejsca zaczepienia gdzieś wzroku poza nim samym, nie wytrzymał i roześmiał się lekko.
- W porządku. Nie ważne. To Twoja sprawa co tu robisz - powiedział widząc jakie kłopoty soprawia jej dalsze wprowadzanie go w błąd. Jemu, gdy chodził tu do szkoły szło to niezwykle gładko od samego początku. ,,Remusie, dlaczego jesteś taki blady!?'' ,,Zjadłem coś nieświeżego, zaraziłem się czymś od mamy, źle się czuje'' i tego typu sprawy. Problemem było tylko to, że nie oszukał swoich przyjaciół, ale może zwyczajnie kłamca po prostu swoich rozpozanaje? Lupin musiał nad tym głębiej pomyśleć.
Uśmiechnął się z triumfem, gdy dziewczyna zdecydowała się wreszcie zalożyć płaszcz. Wiedział, że długo nie wytrzyma na tym zimnie, nie była ze stali, by to znieść, a historia o pieprzowym eliksirze najzwyczajniej została wyssana z palca.
- A jednak - mruknął tylko do siebie i zdecydował się odpowiedzieć na jej pytanie. - Właściwie to nic. Pójdę już. Chciałem tylko sprawdzić, czy ktoś nie potrzebuje mojej pomocy. Najwidoczniej nie. Skoro wszystko z Tobą w porządku, to nic tu po mnie - stwierdził urażony. Nie przywykł by na niego krzyczano. Zwłaszcza wtedy, gdy niczym nie zawinił. Nie wszyscy widocznie chcą pomocy. - Nie ma sprawy. Nie przepraszaj. Już sobie idę. Do widzenia, Agnes - powiedział i odwrócil się, by zmierzyć ku wyjściu z wieży.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Remus Lupin

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1368-remus-mow-mi-lunio-john-
Agnes Mikelson

avatar

Liczba postów : 72

PisanieTemat: Re: Balkon    Pon Lut 16, 2015 11:30 pm

Kiwała się na barierce patrząc jak Remus odwraca się i zmierza ku wyjściu. Logicznie rzecz biorąc powinna ucieszyć się na ten widok. Tęskniła za tak długo wyczekiwanym spokojem. A jego obecność nadal budziła w niej irytację przemieszaną z furią.
Ale czy to jego wina? Agnes! Ogarnij się! W tej chwili!
Otarła szybko łzę która zdążyła wypłynąć z jej oka.
- Hej... - Chciała krzyknąć lecz głos, który dopiero co wykazał się niebywałą wręcz silą ledwie wydobył się z jej gardła - Czekaj... Poważnie przepraszam... I... I...
Za chwilę wahania miała ochotę sama siebie ukarać Cruciatusem. Wzięła głęboki oddech jednak niewiele jej to pomogło. Skupiona na perfekcyjności panienka która zawsze pilnowała tego by panować nad sytuacją z pewnością zbyt szybko traciła panowanie nad samą sobą.
Jeszcze zaistniejesz w tej wojnie... Jako kawał mięcha dla odwrócenia uwagi...
Złapała się za głowę chcąc choć na chwilę pochamowac destrukcyjne myśli. Miała świadomość, że jest warta nieco więcej. Tylko dlaczego przeświadczenie to zawodziło ją akurat dzisiaj?!
Zerknęła na mężczyznę mając smutne wrażenie, że w jej spojrzeniu nie było nawet cienia waleczności o którą tak bardzo codziennie się starała. Wyrażało ono jedynie skruchę i totalna rezygnację. Miała wątłą nadzieję, że nie widzi on wyrazu jej twarzy.
- I po prostu przepraszam... Wstrzeliłeś się po prostu w niewybaczalnie zły moment... - Chciała się uśmiechnąć jednak nadal musiała skupić się na powstrzymani płaczu. I tak okazała już zbyt wiele słabości.
- A ja zachowałam sie niewybaczanie głupio...- Łaknęła towarzystwa. Może nie akurat w tej chwili.. Może nie że strony zupełnie nieznanego jej człowieka... Ale jednocześnie złapała się namyśli, że potrzebuje JAKIEGOKOLWIEK człowieka. Inaczej zwariuje... A ten stojący przed nią - mimo jej obaw - faktycznie wydawał się w porządku... Mimo wcześniejszych doswiadczen zrozumiała, że nie może definiować każdego.
Było jej już z resztą wszystko jedno... Oparła głowę na ramieniu.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

"Być może istnieją czasy piękniejsze,
ale te są nasze..."

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3306-agnes-mikelson
Remus Lupin

avatar

Liczba postów : 663

PisanieTemat: Re: Balkon    Sro Lut 25, 2015 2:51 pm

Już miał zamiar nacisnąć dłoń na klamce i zostawić ją tu samą wedle jej życzenia, kiedy odezwała się znowu. Zatrzymała go, chciała by został. Na jego ustach pojawił się uśmiech triumfu, szybko jednak przywrócił twarzy obojętną minę i odwrócił się ku dziewczynie.
- Skąd mogłem wiedzieć, że to zły moment? - odparł. Nie musiała go przepraszać, zapomniał o tym, że tak powiedziała. Teraz chciał się dowiedzieć co dolega tej dziewczynie. Rzucił ją chłopak, pokłóciła się z przyjaciółką, nieszczęśliwie zakochała czy inne miliardy problemów jakie wymyślają sobie nastolatki w jej wieku.
- Ok. Już w porządku - powiedział ciepło. Nie chciał by płakała. Nie lubił płaczących kobiet, ale nie dlatego, że źle wyglądały, ale dlatego, że nie umiał poprawiać im nastrojów. Dobra w porządku. Podszedł do niej i użyczył jej swojego ramienia jako pluszaka. To jedyne co mógł zrobić. Wyczarował jeszcze wokół nich tarczę ciepła, by oboje niezmarzli.
- Co powiesz na taki układ? Ja nie znam Ciebie, Ty mnie też. Znamy tylko swoje imiona, żadnych nazwisk, miejsc zamieszkania. Ty powiesz mi co jest grane, co sprawia, że jesteś w totalnej rozsypce, a ja w zamian za to opowiem Ci o tym jak radzić i akceptować swoje problemy. Tak, mam jeden cholernie wielki - dodał na koniec w razie gdyby powiedziała mu, że nie ma pojęcia o żadnych problemach.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Remus Lupin

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1368-remus-mow-mi-lunio-john-
Agnes Mikelson

avatar

Liczba postów : 72

PisanieTemat: Re: Balkon    Sro Lut 25, 2015 10:17 pm

Spięła się lekko gdy obok niej usiadł jednak czując powiew ciepłego powietrza rozluźniła nieco. Zerknęła na ramię które wyciągnął. Nie oparła się na nim jednak. Może i faktycznie nie miał zamiaru jej zabijać. Może i faktycznie był nawet miły. Może faktycznie przesadziła.
Nie była jednak na tyle ufną osobą by bratać się od razu z każdym nieznajomym. Raczej nie było by to odpowiedzialne... A na pewno nie w tych czasach.
Obróciła się lekko przyglądając się błoniom. Zerknęła na Zakazany Las. Na jezioro. Mrugnęła kilka razy. Nie powinna płakać.
- Mieści ci się w głowie, że możemy to wszystko ot tak po prostu stracić?
Pokręciła lekko głową i przyjrzała mu się nieco uważniej. Z bliska nie wyglądał już tak... władczo. Z pewnością był od niej starszy jednak raczej niewiele. Zacisnęła lekko usta.
- Po prostu... Przepraszam. Musiałam pomyśleć gdzieś w spokoju. Wszędzie szaleje wojna a ja jestem bezużyteczna jak... Jak Filch w sali transmutacji. - Prychnęła lekko. - Nie...Woźny mógł by tam od czasu do czasu posprzątać. Jest stanowczo gorzej.
Westchnęła. Nie wiedziała ile już nocy zarwała nad ćwiczeniami. Efekty były tak mizerne, że nawet jej samej ledwie mieściło się to w głowie.
- Jak więc widzisz nie dolega mi nic poza żałosną kontemplacją rzeczywistości... I jestem Agnes...
Wiedziała, że jej obawy nie są niczym specjalnym. Tym bardziej irytowało ją to jak nie może sobie z nimi poradzić.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

"Być może istnieją czasy piękniejsze,
ale te są nasze..."

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3306-agnes-mikelson
Remus Lupin

avatar

Liczba postów : 663

PisanieTemat: Re: Balkon    Wto Mar 24, 2015 5:37 pm

Poczuł, że się spina, gdy tylko dotknął ją swoim ramieniem, ale przecież nie miał zamiaru nic jej zrobić. Chciał tylko pomóc. Wzruszył ramionami, gdy nie oparła się na nim, trudno, najwidoczniej nie potrzebowała tego. Rozumiał to. Tarcza działała i było im teraz ciepło. Dla pewności jeszcze zamknął drzwi od balkonu i zapieczętował zaklęciem, by nikt, na przykład woźny Filch nie pojawił się tutaj. Wtedy oboje mieliby niezłe kłopoty. Drgnął, gdy nagle usłyszał jej głos.
Chwilę zajęło mu zinterpretowanie jej słów.
- Owszem. Codziennie się nad tym zastanawiam. Codziennie myślę o tym, że być może stracimy wszystko. Ale mam także coś co jest mocniejsze od tych myśli. Nadzieję. Nadzieję, że nam się uda i to ona sprawia, że udaje mi się ogarniać i normalnie funkcjonować - odparł.
- Nie ma sprawy. Też nie lubię, gdy zakłóca mi się spokój, ale naprawdę bałem się, że coś Ci się stało, gdy leżałaś na ziemi. Nie rozumiem tylko dlaczego uważasz się za bezużyteczną. Filch. Filch jest charłakiem, Ty czarownicą, a to ogromna różnica. Nie możesz tak o sobie myśleć. Myślenie o sobie i traktowanie jak coś zupełnie beznadziejnego, to najgorsze to można zrobić. Kiedy inni tak o Tobie myślą, dasz sobie z tym radę, by udowodnić, że się mylą, ale jeśli sama tak siebie postrzegasz, sama w to wierzysz, to tak będzie. Nic Ci wtedy nie wyjdzie, bo z góry założysz, że i tak nie dasz rady. - Nie chciał jej pouczać, ale kiedy gadała takie rzeczy, po prostu musiał. Nie byłby wtedy Remusem Johnem Lupinem.
- W czym więc problem? W czym to niby jesteś taka bezużyteczna? I powiem Ci coś. Znam pewną osobę, która chodzi tu do szkoły. Dopiero się uczy, a właściwie jest za siódmym roku. I wiesz co? Stoczyła walkę z dwoma Śmierciożercami, ledwie uszła z życiem, ale pokonała ich, rozumiesz? Dała radę, a też mówiła, że jest bezużyteczna, że na pewno w obliczu zagrożenia padnie jako pierwsza - zakończył. Nagiął nieco prawdę, ale przecież wcale nie musi o tym wiedzieć. Właściwie to chyba nawet nie nagiął, Jessi mówiła, że na pewno nie da rady dwóm Śmierciożercom, a sprawa potoczyła się inaczej.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Remus Lupin

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1368-remus-mow-mi-lunio-john-
Agnes Mikelson

avatar

Liczba postów : 72

PisanieTemat: Re: Balkon    Czw Mar 26, 2015 1:46 am

Nadzieja... Słowo to nieznośnie mocno odbijało się w jej głowie. Nie mogła zaprzeczyć, że pomimo całej tej stagnacji w którą się zapędziła, nadzieja była czymś na czym polegała teraz najmocniej. Gdyby jej nie miała własna bezsilność w końcu nie ubodła by jej tak mocno... Ot, poddała by się jej i nie interesowała tym co wydarzy się następnego dnia. Przełknęła głośno ślinę dopuszczając w końcu do siebie tę świadomość. Zupełnie jak by zrozumiała, że jednak jej zależy. I to bardzo mocno... Odwróciła głowę w stronę błoni po raz kolejny ogarniając je podkrążonymi oczami. Uśmiechnęła się lekko pod nosem. Jeśli miała o coś walczyć, to właśnie o to. Nie odpowiedziała jednak na słowa chłopaka pozwalają na to by zawisły w powietrzu jak mała latarenka wskazująca cel. Wsłuchiwała się w jego mini wykład.
- I znowu przepraszam, pewnie zachowała bym się podobnie. - Pozwoliła sobie w końcu by na niego zerknąć. Przygryzała lekko wargę zastanawiając się nad odpowiedzią.
- I w sumie nie jestem taka najgorsza... Chyba. Tylko świadomość, że książki to jednak nie wszystko zbyt późno do mnie dotarła...
Chłopak odpowiedział gdy tylko zawiesiła głos. Uczennica siódmego roku i dwóch smierciozercow... Wybitne osiągnięcie. Uśmiechnęła się pod nosem.
- Gratuluję jej w takim razie samozaparcia. Mi go zawsze brakowało... Po prostu... Mogę z biegu wymienić ci cztery tuziny ważniejszych dat razem z dokładną argumentacją a nie jestem w stanie zapanować nad własną różdżką. Ludzie strzelają patronusem a ja zawieszam się przed boginem. - Mówiła szybko wywracając jednocześnie oczami. - Jestem czarownicą a to kompletnie do mnie nie dociera. Przyswajam teorie a jeśli chodzi o praktykę... - Wytrzeszczyła lekko oczy. - Serio, jestem jak mugol który przez pomyłkę dostał różdżkę. - Zachichotała nieco nerwowo, zaraz jednak pokręciła głową i przetarła twarz dłonią. - I spokojnie, nie jestem depresyjnym dzieciaczkiem. Zazwyczaj po prostu dużo od siebie wymagałam i kiedy mi nie wychodzi... - Wzruszyła ramionami. - Trzeba się pogodzić z tym, że w czymś nie będzie się dobrym. - Usta wykrzywił jej smutny uśmiech. Miała bowiem świadomość, że w tym wypadku nie bycie w czymś dobrym niosło ze sobą bardzo duże konsekwencje.
Zerknęła znowu podejrzliwie w stronę Remusa. Kilka chwil pozwoliło na to by powiedziała mu więcej niż komukolwiek ostatnio.
Chyba więc faktycznie z tobą koniec... Pomyślała i powstrzymała parsknięcie.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

"Być może istnieją czasy piękniejsze,
ale te są nasze..."

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3306-agnes-mikelson
Remus Lupin

avatar

Liczba postów : 663

PisanieTemat: Re: Balkon    Nie Mar 29, 2015 10:09 pm

Wiele osób już utraciło nadzieję, ale nie on i nie znane mu osoby. Ciągle wierzyli, że nadejdzie dzień, gdy to całe szaleństwo czystości krwi się skończy. Czekał cierpliwie na jej odpowiedź, cokolwiek.
- Myślisz, że ze mną jak było? Zanim poszedłem do szkoły przewertowałem już wszystkie, a jak znalazłem się w Hogwarcie i pryszło co do czego, by pokazać czego się nauczyliśmy, była jedna wielka klapa. W głowie miałem wszystkie formuły i hasła, ale za nic nie potrafiłem przelać wiedzy na praktykę. Pomogły ćwiczenia, dużo ćwiczeń i się udało - powiedział z uśmiechem wspominając te czasy. - Raz nawet miałem oddać dyrektorowi różdżkę i wrócić do domu, ale zdołał mnie przekonać, że ,,jeszcze przyjdzie czas na ciebie, Remusie''. Teraz już wiem, o co mu wtedy chodziło - dodał jeszcze.
- Bogin? Przez półtora roku próbowałem go pokonać, zawsze mnie paraliżował. Zawsze. Do momentu, gdy stanąłem przed lustem i powiedziałem sobie ,,cholera, to tylko głupi bogin, wytwór twojej wyobraźni, a ty jesteś czarodziejem, masz różdżkę i możesz nad nim zapanować, więc to zrób''. I zrobiłem - wyjaśnił nieco mniej skromnie.
Zaśmiał się ze stwierdzenia, że jest jak mugol, który dostał różdżkę przez pomyłkę.
- Serio? A jeszcze niedawno mierzyłaś nią we mnie, gotow ado obrony, bo myślałaś, że chcę cię zabić - przypomniał jej śmiejąc się.
- Ja też nie umiem wielu rzeczy - odparł zgodnie z prawdą. Ale miała też rację, nie można być we wszystkim dobrym, trzeba mieć zarówno mocne jak i słabe strony.

(musimy powoli kończyć, bo za długo ciągnięmy sesję Razz)

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Remus Lupin

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1368-remus-mow-mi-lunio-john-
Agnes Mikelson

avatar

Liczba postów : 72

PisanieTemat: Re: Balkon    Wto Mar 31, 2015 3:41 am

Różdżka... Przedmiot tak wątpliwy, ale jednoczenie do oddania go nigdy nie była by zdolna... I w momencie kiedy to sama sobie uświadomiła po raz kolejny dostrzegła błędne postrzeganie. Świat w którym się znalazła był jej wybawieniem... I jeśli nawet przypadkowym i nie sluszynym nie potrafiła by z niego zrezygnować... Co nie zmieniało faktu, że na ćwiczenia trzeba było mieć siłę, a Panna Mikelson miała jej coraz mniej. W końcu, słysząc o boginie zachichotała.
- Podziwiam... - Przygryzła lekko wargę. - Skoro to on jest odzwierciedleniem największego strachu... Musisz być dobry. - Zmarszczyła lekko brew, nadal kierując się ambicją ale też... Czy właśnie nie spotkała kogoś podobnego do samej siebie?
Parsknęła, chcąc powstrzymać idealistyczne myśli.
- Celowałam... - Spojrzała na przybysza przepraszającym wzrokiem. - Ale to nadal był instynkt, nie świadomość.
Mrugnęła i zeskoczyła z kamiennego muru podchodząc w srone drzwi. Jakże pięknie twarz dziewczyny wykrzywiła się gdy tylko napotkała opór...
- Mądrze z twojej strony, że zablokowałeś, ale cofnij to bo za godzinę się nie wytłumaczę... - Roześmiała się w końcu szczerze poprawiając skórzaną kurtkę, która bez pomocy zaklęcia nie stanowiła izolacji.
- I poważnie dziękuję... - Wyszeptała zbiegając po schodach.




//no trwa STO LAT XD Walnij z/t x2 Wink

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

"Być może istnieją czasy piękniejsze,
ale te są nasze..."

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3306-agnes-mikelson
Remus Lupin

avatar

Liczba postów : 663

PisanieTemat: Re: Balkon    Sro Kwi 01, 2015 11:20 pm

Dziwne było tak siedzieć na balkonie i rozmawiać z zupełnie obcą sobie osobą o rzeczach błahych, a jednocześnie szalenie ważnych. Byli do siebie podobni, ona także opierała się na wiedzy z książek, a jeśli chodziło o praktykę, wypadała gorzej, tak samo jak on. Patrząc teraz na to z perspektywy czasu kochał świat magii i mugoli, ale jednak to w tym magicznym widział swoje życie, nie byłby gotowy go porzucić. To tak jakby wyrzec się samego siebie.
- Ja wiem czy dobry. Bogin to tylko strach, a każdy strach należy pokonać, niezależnie od tego jaki jest wielki - stwierdził rzeczowo. Miał ochotę zapytać ją w co zmienia się jej bogin, ale bał się, że zostanie również zapytany o to, w co zmienia się jego.
- Instynkt czasem jest dużo silniejszy od świadomości. Czy wiesz, że różdżka potrafi sama ocalić życie czarodzieja w chwili zagrożenia? - rzucił filozoficzne pytanie.
Koniec rozmowy. Wstał również z murku, mruknął Finite i anulował wszystkie zaklęcia jakie tu rzucił. Zimno znowu uderzyło go w twarz.
- Masz rację. Ja również. Mnie w ogóle nie powinno tutaj być, niezależnie o jakiej porze - dodał z uśmiechem.
- Nie ma sprawy. W razie czego, zawsze możesz wysłać mi sowę. Fajnie się rozmawiało - uśmiechnął się ciepło. - Do widzenia, Agnes, mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy - dodał cicho. Z wieży wyszli razem, ale później każde poszło w swoją stronę.
_____
haha armagedon by nas niedługo zastał XDDDD

zt Agnes i Remus

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Remus Lupin

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1368-remus-mow-mi-lunio-john-
Jessi Mall

avatar

Liczba postów : 2424

PisanieTemat: Re: Balkon    Sob Kwi 04, 2015 5:01 pm

Ten wieczór nie miał być ani cichy ani smutny - co to, to nie! Jessi wymyśliła dla swojej drużyny imprezę! Mało tego wysłała do Andre sowę z zaproszeniem jego i całej drużyny krukonów do wspólnej zabawy tego wieczora.  W końcu oni mieli co świętować a gryfoni mieli imprezowanie we krwi prawda? Świętowali gdy się udawało a gdy nie... imprezowali jeszcze mocniej!
Powiedziała swoim zawodnikom gdzie i za ile mają się stawić i sama ruszyła wszystko przygotować.
W korytarzu prowadzącym na rozległy balkon wieży astronomicznej ustawiła stół z przekąskami i rozmaitymi trunkami w których każdy mógł znaleźć coś dla siebie.
Balkon za sprawą dekoracji w barwach obu domów  i sprzętu grającego zmienił się w coś na kształt tanecznego parkietu.
To będzie udany wieczór - pomyślała wskakując na barierkę balkonu twarzą do prowadzącego na wieżę wejścia tak by widzieć pierwszych nadchodzących gości....

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Jessi Mall
Zanim ty to rozwiążesz
wymienię ci pięć osób, które nas jutro znienawidzą.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t866-jessica-jessi-mall
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Balkon    

Powrót do góry Go down
 

Balkon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
List z Hogwartu :: Wspomnienia :: Porządki 3. :: HOGWART :: ZAMEK :: Wieże :: Wieża Astronomiczna-