a
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Wahadło - Page 2
List z Hogwartu
Niestety jak to często bywa, coś się kończy, a coś innego zaczyna. Czas Listu z Hogwartu dobiega końca. Mam nadzieję, że część osób będzie wspominało tę stronę z pewnym sentymentem, a nawiązane tutaj znajomości przetrwają pomimo zakończenia naszej działalności. Dziękujemy za te dwa lata! Administracja


 

 Wahadło

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Barty Crouch Jr

avatar

Liczba postów : 419

PisanieTemat: Re: Wahadło   Pon Gru 22, 2014 3:34 am

Starał sobie to wszystko wyobrazić, to o czym mu mówiła wyglądając za okno. Pofałdowane błonia, fale na jeziorze, księżyc otulający swoim blaskiem najdrobniejsze kamyczki, zamiast tego słuchał jej głosu. Tego z jaką fascynacją, niemal pieszczotą opowiada o widoku za szybą. Przekręcił głowę tak, że kątem oka widział jej profil. Delikatny uśmiech, długie rzęsy rzucające cień na jej kremowe policzki, kosmyki włosów muskające skórę...
- Tak, chyba już teraz wiem, o co Ci chodzi - odparł również rozmarzonym głosem, wcale nie mając na myśli pejzażu za oknem, a przed sobą.
- Na swój sposób tak. Lubię wiedzieć czy osoby, które znam się z kimś spotykają czy wiodą samotną egzystencję - odparł wymijająco, napotykając jej spojrzenie koloru morskich fal. Przez jakiś czas w milczeniu się w nie wpatrywał, tak po prostu.
Wysłuchał jej, zanalizował to co powiedziała. Nie do końca pojął sens jej słów. Widząc jak oczy niebezpiecznie błyszczały, modlił się o to, by nie płakała. Bo wtedy by ją przytulił, na pewno. Wykonał by prosty, typowy odruch ze strony mężczyzny, by pocieszyć płaczącą kobietę. Poza tym, nie musiał się krępować, że ktokolwiek ich tutaj zobaczy. Nie o tej porze. Westchnął i zaczął mówić.
- Zraniona? Niby czym? Gorzkimi słowami, docinkami? Może to głupio zabrzmi, ale robiłem to po to, by pomóc. Byś była twarda, nie przejmowała się ludźmi wokół. Robiłem głupio, wiem. Nie rozumiem tylko tego, twierdzisz, iż zniknąłem. Jak to rozumiesz? - odparł z mocą i wtedy właśnie dostrzegł jej łzę. Słona kropla zostawiła mokry ślad na jej policzku. Zaklął w duszy. Tylko nie to. - Nikt nie chce być tchórzem - dodał i zanim cokolwiek odpowiedziała, starł łzę wierzchem dłoni. Potem objął ją ramieniem. Po prostu.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Barty Crouch
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3055-bartemiusz-crouch-jr#506
Amelia Mary Fern

avatar

Liczba postów : 1107

PisanieTemat: Re: Wahadło   Pon Gru 22, 2014 4:11 am

Zmarszczyła lekko brwi słysząc rozmarzony ton chłopaka, którego się po prostu po nim nie spodziewała i zauważając, ze nie spogląda on za okno, a raczej na nią. Automatycznie jej blade policzki ozdobił rumieniec, a ona z zawstydzonym uśmiechem spuściła głowę, by ukryć krasne lico przed Barty'm. Zaczęła wyłamywać sobie palce.
-Można wieść samotną egzystencję mając wokół siebie liczną rodzinę i wielu przyjaciół- powiedziała cicho, a uważny słuchacz mógłby w jej głosie wyłapać nutkę świadczącą o.... doświadczeniu. Nie był to pusty frazes Amelia wydawała się aż nazbyt dobrze wiedzieć o czym mówi. Została uwięziona przez oczy chłopaka. Po prostu mimo zawstydzenia nie potrafiła spuścić głowy i przerwać tego kontaktu.
-Po części. Docinki zawsze były częścią naszej znajomości. Czymś nieodłącznym, bez czego nie wyobrażałam sobie rozmowy z tobą. To było co miłego, choć czasem nie źle potrafiłeś mi dopiec.-zaśmiała się wspominając ich przekomarzanie  i wzajemne docinki.
-Bolały te wszystkie gorzkie słowa, w których nie było nic z przekomarzania i docinek. Na początku wmawiałam sobie, ze to tylko żarty, słabe ale żarty, później nie potrafiłam i zwyczajnie bolało- uśmiech zrzedł.
-Pomóc? Masz rację to brzmi głupio. W jaki sposób miało pomóc sprawianie mi przykrości? Na prawdę sądziłeś, ze to pomoże? Latami wpajano mi, ze tylko to jak mnie widzą  mnie inni się liczy. Nie potrzebowałam być twardą... potrzebowałam kogoś, kto zaakceptowałby nie taką jaką jestem naprawdę, nieidealną. Dostrzegł Amelię w panience Fern- powiedziała z lekką złością i wyrzutem Nie rozumiała tego co jej mówił.
-Najpierw byłeś, a potem...skończyło sie wszystko nawet docinki.Przestałeś się do mnie w ogóle odzywać. W pewnym momencie odkryłam, ze wole gdy mi docinasz na każdym kroku, niż  gdy milczysz- tak ona to widziała. Może on inaczej to odbierał...
-Ale ja nim byłam. Uciekałam zamiast walczyć. Raniłam tych których kocham zamiast stawić czoła niebezpieczeństwu Tłumaczyłam sobie, ze tak jest lepiej, że bezpieczniej, gdy mnie nienawidzisz.- wtuliła się w oplatające ją ramie chłopaka.
Myślałam, ze chronię, a jedynie ... raniłam... wszystkich- teraz łzy leciały jedna za drugą, strumieniami po jej policzkach, gdy pustym wzrokiem patrzyła w dal.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Amelia Mary Fern
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t382-amelia-mary-fern
Barty Crouch Jr

avatar

Liczba postów : 419

PisanieTemat: Re: Wahadło   Pon Gru 22, 2014 10:42 pm

Kiedy spuściła głowę Barty uśmiechnął się. Nie mógł dostrzec w pełnej okazałości jej twarzy, ale domyślił się, że się zawstydziła. Z jego powodu? Przecież tylko patrzył, nic nawet nie powiedział.
- To wiele nas łączy - wyrwało mu się. On sam także czuł się samotny, owszem, miał rodzinę, miał Sofie, ale tak naprawdę zawsze ze wszystkim był sam. Nie lubił opowiadac o swoich problemach, otwierać się na świat. Mniej zdradzasz, mniej cierpisz. Zasada znana jak wynik dwa plus dwa.
- Jestem dość specyficznym, żeby nie powiedzieć, dziwnym typem człowieka. Lubię obrażać, chociaż i tak lubię osobę, której docinam. Zdaję sobie sprawę z tego, że może niepotrzebnie Cię raniłem, ale to był zwyczajny instynkt obronny, żeby.... - machnął ręką. Nie był pewny czy chce powiedziec jej, że był dla niej niedobry tylko dlatego, że bronił sie przed uczuciem do niej. I tak pewnie by nie uwierzyła, jak ostatnim razem. - Jeśli to poprawi Ci humor, to przeprazm, za to jaki byłem. Człowiek dorasta, przemyśla pewne sprawy, rozumuje jak głupio się zachowywał. Teraz w sumie sobie uświadomiłem, że nigdy nie pomyślałem o tym, jak może Cie to wszystko dotykać - dodał po chwili przemyślenia.
- Cóż, jak miałem się do Ciebie odzywać po czymś takim? Odrzuciłaś mnie, wybrałaś Leffera, wolałem zniknąć, a przynajmniej zejść Ci z drogi - wyjaśnił. Powinna zrozumieć co nim kierowało, że tak własnie postąpił. Nie ukrywał jednak, że schlebiało mu to, iż Amelia woli jego obecność nawet jak jest dla niej okropny.
- Ale ja Cię wcale nie nienawidzę... - zaprotestował gwałtownie. Była wkurzająca, dała mu kosza, ale żeby zaraz obdarzał ją nienawiścią? Nie, raczej nie.
- Ej, nie becz - powiedział, przygarniając ją do siebie. Postanowił robić za gąbkę. -Prosze... - dodał licząc, że to pomoże.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Barty Crouch
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3055-bartemiusz-crouch-jr#506
Amelia Mary Fern

avatar

Liczba postów : 1107

PisanieTemat: Re: Wahadło   Wto Gru 23, 2014 12:21 pm

-Tak.Wiele- wyszeptała cicho ze wzrokiem wbitym w dłonie.-Może to właśnie to sprawiło, ze byliśmy sobie tak bliscy, ty byłeś mi bliski - wyjrzała ponownie przez okno, jakby bojąc się spojrzeć Barty’emu w oczy. Widocznie unikała jego wzroku. Ich rozmowa zbaczała na temat uczuć, temat którego chyba nie powinni unikać, jednak chyba oboje mieli z nim spore problemy. Amelia nie lubiła i chyba nie do końca umiała mówić o swoich uczuciach.-Na swój sposób-dodała wciąż z niewidzącym wzrokiem  wbitym w szybę.Ich relacje były bardziej niż skomplikowane. Jedno Amelia tylko wiedziała. Zależało jej na Ślizgonie.
-Instynkt obronny? Przed czym?- spytała odwracając głowę i patrząc uważnie na chłopaka. Nie rozumiała o co mu chodzi. Jakim zagrożeniem dla niego była. On dla niej wielkim. Ale ona dla niego...-Żeby?- powtórzyła po nim pytająco. nie zwracając uwagi na jego machnięcie ręką.
-Nie wydaje ci się, ze nasza rozmowa coraz bardziej przypomina tamtą z dziedzińca?- zaśmiała się tak cicho , tak ze przypominało to bardziej westchnienie.- Wtedy też mówiliśmy o tym jak to się bardzo zmienił się świat i my. Ale czy na prawdę tak wiele się zmieniło?-spojrzała na niego pytająco, by po chwili odwrócić twarz znów ku oknu. - Nie zmieniło się to, ze mi na tobie zależy.  Alex był tylko wymówką by się usunąć. W dzień w którym rozmawialiśmy już  z nim nie byłam.Za to ...uświadomiłam sobie, ze tym których kocham, na których mi zależy zawsze grozi niebezpieczeństwo, najpierw Sebastian zniknął i wrócił skatowany, później Alex zniknął… znalazłam go przed wigilią… martwego… chciałam odsunąć od siebie wszystkich na których mi zależy. Między innymi ciebie. To był ciężki okres w moim życiu...Wszystko było mi obojętne...- pod koniec wypowiedzi spojrzała na niego by podkreślić swoje słowa.-Wiesz… miałam wtedy na dziedzińcu nadzieję, ze mnie zatrzymasz i zmusisz by powiedziała co na prawdę myślę-zaśmiała się z własnej naiwności kręcąc głową.
Nie szlochała ani nie jęczała, jak to czasem wygląda na filmach. Nie Ona już dawno nauczyła się płakać w ciszy. Tylko strumienie łez spływające po policzkach i nierówny oddech, który mógł wyczuć pod swoimi  obejmującymi ją ramionami Barty. Chwile tak trwała, nawet, gdy łzy już przestały lecieć, tuląc się po prostu do ciepłych ramiona chłopaka, a potem delikatnie się odsunęła.
- Przepraszam- wyszeptała cicho niepewna swojego głosu, który nawet w szepcie się łamał.    
- Nie chciałam robić sobie z ciebie chusteczki-uśmiechnęła się krzywo ocierając policzki.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Amelia Mary Fern
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t382-amelia-mary-fern
Barty Crouch Jr

avatar

Liczba postów : 419

PisanieTemat: Re: Wahadło   Czw Gru 25, 2014 9:02 pm

- Nie jestem taki zły, jak Ci się wydaje. Zwyczajnie nie lubię ogłaszać światu jaki to jestem nieszczęśliwy i samotny i myślę, że Ty to wiesz, bo jesteś taka sama - zakończył cicho. Teraz doskonale rozumiał co miała na myśli, szkoda, że tak późno to do niego dotarło. Było mu bardzo wstyd, że to robił, nie zastanawiając się ani trochę nad jej odczuciami.
- Żeby się w Tobie nie zakochać - parsknął ze złością. Ma co chciała. - Cholera! - zaklął. Nie chciał się przed nikim otwierać, tylko Sofie znała jego oblicze, prawdziwe ja.
- Masz rację, zdecydowanie ją przypomina. Tylko wtedy mi nie uwierzyłaś. Myślałaś, że to jakiś kolejny żart, podpucha. A ja mówiłem prawdę - powiedział z mocą patrząc na nią. - Wiele może nie, ale część na pewno - dodał, lustrując jej profil, gdy znów spojrzała na okno. Zamrugał kilka razy, zdziwiony. Tego się nie spodziewał. Był jak mocny cios w brzuch, wyduszający całe powietrze w płuc. - Pieprzona męska duma... - skomentował pod nosem licząc, że nie usłyszy. Prawdą było, że był wściekły. Potraktował jej słowa, jak odrzucenie, wyśmianie jego uczuć, dlatego jej nie zatrzymał, ale chyba nie musi tego wiedzieć? - Nie zastanawiałaś się kiedyś nad tym, że wszyscy mężczyźni wokół ciebie albo giną albo znikają? - zapytał jej z uśmiechem, ale wcale nie drwiącym, żeby przypadkiem tego tak nie odebrała.
Nie słyszał jej szlochu, jęku, czy nawet nie wyczuwał drżenia jakie w przypadku płaczu dziewczyny z siebie wydają. Zamiast tego nieznacznie szybciej oddychała, płytko, nierówno.
- Nie masz za co przepraszać, nie przeszkadzała mi rola chusteczki - odparł łapiąc ją za dłoń.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Barty Crouch
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3055-bartemiusz-crouch-jr#506
Amelia Mary Fern

avatar

Liczba postów : 1107

PisanieTemat: Re: Wahadło   Pią Gru 26, 2014 2:22 am

Zaśmiała się cicho, bez cienia wesołości, raczej z lekkim pobłażliwym rozbawieniem. Jak dorosły śmiejący się z jakiegoś drobnego błędu dziecka, które jest tym ogromnie przejęte.
-Nigdy nie myślałam, ze jesteś zły. Złośliwy.... może czasem, ale nie zły- powiedziała szczerze, patrząc mu prosto w oczy.
-Tak. Wiem- odpowiedziała krótko, jednocześnie patrząc na Barty'ego jakby chciała mu coś przekazać. Trwało to dłuższą chwilę. Tak jak zauważył chłopak... żadne z nich nie lubiło rozmawiać o swoich uczuciach.
-Może gdyby choć jedno z nas było bardziej otwarte wszystko było by... prostsze. Inaczej się potoczyło- rzuciła wzruszając ramionami. Takie gdybanie po fakcie nie miało żadnego sensu. Zauważyła prostą rzecz, której żadne z nich nie zmieni. Tacy już byli. Swoje problemy rozwiązywali sami. O tym jaki jest na prawdę stan psychiczny Amelii do tej pory wie tylko Afrah i to tylko dlatego, ze dzielą pokój i dziewczyna chcąc nie chcąc była świadkiem conocnych koszmarów panny Fern. Gdyby nie to, pewnie i ona nic by nie wiedziała o problemach swojej przyjaciółki.
Wzdrygnęła się i lekko odsunęła gwałtownym ruchem, gdy chłopak wybuchnął. Spodziewała się, że odpowiedź nie będzie grzeczna, w końcu na niego naciskała, a przy tym mało kto spokojnie odpowiada. Nie spodziewała się jednak aż takiej gwałtowności i złości. A już na pewno nie takiej treści. Choć może, gdzieś tam na granic świadomości to podejrzewała, ale nigdy... nawet przez moment nie myślała, ze Barty to powie.
-Za-zakochać..sie we- we mnie?-powtórzyła szczerze zszokowana. Nie chodziło nawet o to, ze nie wierzyła by on mógł się w niej zakochać. Nie wierzyła, ze ktokolwiek mógłby. Nawet gdy była z Alex'em nie uwierzyłaby gdyby jej powiedział, że się w niej zakochał. Nawet rozmawiając z Sebastianem... nawet z ust tego najbliższego jej chłopaka nie spodziewała się nigdy słyszę tych słów, choć prowadzili i poważne rozmowy na temat swoich uczuć i słowo "miłość" padało nie raz. Jej po protu latami wpajano, ze nie można jej kochać. Dziadkowie zadbali by wiedziała jak bezwartościowa jest. Ten brak wary w siebie w jakiś sposób słychać było w jej głosie.
-Sama nie wiem co wtedy myślałam...Chyba w ogóle nie myślałam...- skuliła się obejmując nogi ramionami i opierając brodę o kolana.-Chciałam ci wierzyć i nie chciałam.... byłam zagubiona i wiedziałam tylko, ze nie możliwe byś czuł do mnie to co ja do ciebie. Mnie nie można kochać-powtórzyła słowa swoich dziadków. Te które powtarzali jej cały czas odkąd pamiętała.
-Męska duma?- powtórzyła pytająco unosząc brwi. Ledwie usłyszała te słowa. Ale usłyszała i zainteresowało ją o co chodzi.
-Nie raz... Jestem przeklęta i skazana na samotność- powiedziała cicho. Odwzajemniła uśmiech. Nie potrafiła inaczej, tym bardziej, ze nie było w niej zwyczajowej kpiny. Nie był to drwiący uśmieszek jakim do tej pory obdarzał ją chłopak.
Lekko zdziwiła się, gdy Barty chwycił jej dłoń. Niepewnie uniosła głowę patrząc na niego pytająco i uśmiechnęła się delikatnie, uroczo. To był bardzo miły i ciepły gest.
-Dziękuję- powiedziała szeptem cichym niczym westchnienie. Sama nie wiedziała za co mu dziękuję... za szczerość, pocieszenie czy.. ciepło jakie jej okazał. Była wdzięczna.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Amelia Mary Fern
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t382-amelia-mary-fern
Barty Crouch Jr

avatar

Liczba postów : 419

PisanieTemat: Re: Wahadło   Pią Gru 26, 2014 2:08 pm

Westchnął. Nie był zły? Jak nazwać kogoś, kto chce zostać Śmierciożercą i zabijać w imię większego dobra i czerpiącym z tego przyjemność, jeśli nie złym? Amelia w gruncie rzeczy wcale nie znała go, tak jak jej się wydawało.
- Staram się uchodzić za złego - odparł tylko, sprzedając jej bajeczkę w tej samej wersji, którą obdarzył swojego ojca w ubiegłe święta.
- To na pewno, ale niczego już nie zmienimy - odparł. W ogóle rozmowa o uczuciach nie jest w jego stylu. Nauczono go, by dusić wszystko w sobie, nie odkrywać się za bardzo przed innym, gdyż grozi to wykorzystaniem przeciwko Tobie. I tak za dużo wiedziała panna Brown, ale to zazwyczaj wychodziło przy alkoholu, na trzeźwo nigdy się nie otwierał.
- Co w tym dziwnego? - spojrzał na nią zły, że to powiedział, ale i równie zaskoczony jej reakcją. Nie miała chyba aż takich kompleksów, że nie wiedziała iż może podobać się facetom. Jemu się podobała.. ale za późno na cokolwiek. Jej dalsze słowa sprawiły, że poczuł się jak dupek. Przypominała mu Sofie, smutną, zagubioną, ale inaczej. - Kto tak powiedział? - zapytał zniżając głos, bo domyślił się, że sama tak nie myśli, musiała mieć to wpojone od małego, podobnie jak on miłość do szlam, która jednak nigdy nie zakiełkuje.
- No wiesz... potraktowałem Twoje słowa jak odrzucenie... a jak wstałaś i poszłaś, duma nie pozwoliła mi tego zrobić, gdyż została urażona - wyjaśnił.
- Hej, nie mów tak. To, że nie znalazłaś jeszcze nikogo nie znaczy wcale, że jesteś przeklęta czy skazana na samotność. Jesteś młoda masz jeszcze czas na znalezienie prawdziwej miłości - starał się pocieszyć ją ja tylko umiał. Z reguły zawsze tylko ją krzywdził, ale żeby poprawiać humor? Nie, to robił po raz pierwszy i nie był pewien czy dobrze mu to wychodzi.
- Nie ma za co - odpowiedział i lekko uścisnął jej dłoń. Na tyle tylko mógł się zdobyć, póki co. Dziwnie mu było być dla niej miłym, ale i ciekawe. Może faktycznie dorastał?

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Barty Crouch
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3055-bartemiusz-crouch-jr#506
Amelia Mary Fern

avatar

Liczba postów : 1107

PisanieTemat: Re: Wahadło   Pon Gru 29, 2014 12:42 am

Barty nie wydawał się Amelii zły. Bardziej...złe były idee którymi kierował się w życiu. Tak jak mówił jej jakiś czas temu Lis “każdemu jego idee, wydają się dobre”, czy jak kto woli “ punkt widzenia zależy od punktu siedzenia”.
-Nie wychodzi ci to trochę. Ktoś zły nie siedziałby tu i mnie nie pocieszał, tylko jeszcze bardziej dobił.- uśmiechnęła się do niego lekko.- Już rozmawialiśmy na ten temat- zaśmiała się cicho pod nosem bez cienie wesołości, wyginając kwaśno usta- przez to nijako się pokłóciliśmy, pamiętasz? Ty nie jesteś zły, złe jest to do czego dążysz. Przynajmniej z mojego punktu widzenia i dla wielu tych, których skrzywdzi taka ideologia. Wiem, ze popierasz Czarnego Pana, ty wiesz, ze ja nie wierze i w żaden sposób nie popieram tego do czego on dąży. Dla mnie wszyscy są równi. Nie ma gorszych i lepszych. Zastanów się… tak na prawdę ta niby wyższość czystej krwi polega tylko na tym,że w jakiś sposób zachowała w danym rodzie moc. Bo jak inaczej wytłumaczyć, ze w wielkich rodach czarodziejów zdarzają się niemagiczni potomkowie, a w mugolskich czarodzieje? -spojrzała na niego pytająco. Choć wiedziała, ze to raczej bezsensu starała się pokazać mu, ze to co uważa za dobre, nie ma żadnych logicznych podstaw. Oboje byli uparci na sój sposób.
- Poznałam Śmieciożerców i wiem, że w dużej mierze to albo marionetki Voldemorta, którymi ten wysługuje się, a ich jedyną korzyścią jest zaspokojenie sadystycznych zapędów, albo kompletni psychole. -skomentowała z niesmakiem.-Jak dla mnie nie zaliczasz się do żadnej z tych kategorii.
Uśmiechnęła się tylko widząc, ze miała rację, dla nich obojga rozmowa o emocjach i uczuciach była czymś nienaturalnym, zapewne dlatego, że oboje zostali nauczeni by być nieugiętymi i właściwie bezuczuciowymi, dusić wszystko w sobie. Nie okazywać uczuć, bo to oznaka słabości.
Wzruszyła ramionami.
-Niby nic, a jednak...nie wiem… nie wyobrażam sobie byś ty, by ktokolwiek się we mnie zakochał…-znów wzruszyła ramionami trochę smutno.
-Kilka osób- powiedziała cicho wciąż skulona.
-Duma bywa przeszkodą dość często, szczególnie gdy zostaje urażona-uśmiechnęła się delikatnie jakby chcąc go pocieszyć, ale chyba bardziej tłumaczyła to sobie.
-Niby tak. Mam czas. Ale ile jeszcze wytrzyma moje serce. Za każdym razem, gdy je komuś oddaje zostaje rozbite na kawałki, a nie istnieje coś takiego jak klej na łamane serce. W krótkim czasie rozpadło się tyle razy, ze chyba nie da się już nic zrobić… Szczerze … boję się zakochać, z obawy o życie nieszczęśnika i stan własnej psychiki- wyznała uśmiechając się smutno, a jej głos stał się całkowicie bezbarwny. Znów popadała w stan, z którego z wieki trudem wyszła...tak działo się zawsze gdy otwierała się choćby minimalnie przed kiś, a teraz, przed Ślizgonem otwierała się dość znacznie.
Nie tylko jemu było nieco dziwnie. Amelia była bardzo niepewna w tych drobnych gestach na ogół, a w stosunku do Barty’ego jej niepewność miała zdwojoną siłę. Gesty zawsze znaczyły dla niej więcej niż słowa. Jeśli trudno mówiło jej się o uczuciach to okazywać ja było jej jeszcze trudniej, a teraz siedziała z chłopakiem, który stanowił jej pierwsze wielkie zauroczenie, jeśli nie miłość, który ją zranił, do którego wciąż coś czuła, od którego nieprzyzwyczajona była dostać ciepło i czułość, które okazywał jej dość niemrawo, widocznie sam do tego nie przyzwyczajony, w tej chwili. Przygryzła delikatnie wargę i patrzyła na Barty’ego spod opuszczonych delikatnie powiek, a jej policzki powoli oblewał rumieniec.
-Jest. Niewielu chłopaków wytrzymałoby z ryczącą dziewczyną. Większość ucieka gdzie pieprz rośnie- zaśmiała się.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Amelia Mary Fern
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t382-amelia-mary-fern
Barty Crouch Jr

avatar

Liczba postów : 419

PisanieTemat: Re: Wahadło   Wto Gru 30, 2014 6:22 pm

Za nic w świecie nie przyznałby jej racji, może i nie był zły za jakiego starał się uchodzić, ale jego myśli bardziej ku temu zmierzały. Zdenerwowała go jednak tym, że starała mu się wmówić, iż mugole nie są niczemu winni. Nie chciał już być dla niej miły, skoro ona nie rozumiała tego co on.
-Równi? Uważasz, że mugol czy szlama jest równa z Tobą? - oburzył się. - A dlaczego się zachowała? Bo nie była zbrukana szlamem, oto prosta odpowiedź. Nie rozumiesz tego? A odpowiedzi na to, że w czystych rodach zdarzają się charłaki, a mugolskich, czarodzieje, jest jedna: potomek. Najwidoczniej ktoś czysto krwisty wcale nie zaszedł w ciążę z czysto krwistym i odwrotnie. To, że rodzą się szlamy, musi być ugruntowane genetycznie. W ich rodowodzie musi się znajdywać jakiś czarodziej. Magia nie bierze się z niczego, Amelio. Tak samo jak sama nie znika. Ktoś musi mieć w tym udział. To jedyne wytłumaczenie - mówił z mocą, a oczy przy tym niebezpiecznie mu błyszczały.
- Poznałaś... - powtórzył. Możliwe. Przecież była porwana, musiała mieć z nimi styczność. - Sądzę, że raczej myślą jak ja. Czarny Pan również. On to wszystko zapoczątkował. On wpadł na pomysł, jak zrobić, by świat rodził tylko czarodziei, trzeba pozbyć się wszystkich niemagicznych - odpowiedział po prostu. - Skąd pewność, że ja nie pójdę w ich ślady, hm? - zapytał groźnie. Przyciągnął ją mocno do siebie i zmusił, by spojrzała mu w oczy, czuł jej oddech na swojej twarzy i bijące ciepło od jej skóry.
- A powinnaś to sobie wyobrazić... może kiedyś, pewnego dnia, ktoś to zrozumie... - urwał, odsuwając się od niej.
- Nikt nie jest skazany na samotność, to raczej wolny wybór, pamiętaj o tym. Nie możesz dać satysfakcji tym kilku osobom, że jednak mieli rację, udowodnij im, że się mylili - nigdy nie przypuszczał, że wydobędzie z siebie kiedykolwiek takie słowa i to w stosunku do panny Fern.
- Niestety - potwierdził na słowa o dumie.
- wbrew pozorom serce wytrzymuje wiele. Po prostu oddajesz je niewłaściwym typom, powiedziałem Ci o tym rok temu, na dziedzińcu - umilkł. - To, że oni akurat nie żyją, to raczej ich pech, nie Twoja osoba, tak uważam - stwierdził. Równie dobrze mogli zginąć, nie będąc w żaden sposób powiązaniu z dziewczyną.
Zaśmiał się. Niewiele przecież brakowało, żeby wstał i oddalił się czym prędzej, jak tylko ujrzał jej płynącą, samotnie łzę. Ale został.
- Miałem taki zamiar, ale zrezygnowałem - odparł obrysowując palcem jej pełne usta.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Barty Crouch
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3055-bartemiusz-crouch-jr#506
Amelia Mary Fern

avatar

Liczba postów : 1107

PisanieTemat: Re: Wahadło   Wto Sty 13, 2015 2:02 am

-Jest takim samym człowiekiem. Jedyną różnicą jest posiadanie mocy magicznej
Weszła mu w słowo spokojnie podczas gdy on najwyraźniej coraz bardziej się nakręcał słysząc jej słowa. Znała poglądy Barty’ego. Nie musiał krzyczeć by jej je przekazać. Na tym polu niestety bardzo się różnili. Ona szanowała życie samo w sobie, on chciał wartościować ludzi według nałożonej przez siebie samego miary.
-Może masz trochę racji, jeśli chodzi o to skąd w czarodziejskich rodach szlamy. A nie zastanowiło cię kiedyś, skąd moc u nas czystokrwistych czarodziejów? Nasi przodkowie tak po prostu się z nią urodzili? Czemu akurat oni i czy to nie oznacza, że właściwie każdy może posiąść moc? Sam przed chwilą powiedziałeś moc nie bierze się znikąd. Więc skąd się wzięła? To mnie zastanawia i właśnie dlatego, póki tego nie zglebię nie chce nikogo potępiać. Może i w jakiś sposób jesteśmy lepsi od mugoli, w końcu to nasze rody posiadły w jakiś tam sposób moc i ją zachowały. Nie wykluczam tego… tylko… zrozum...ideologia propagowana przez Czarnego Pana zabrała mi rodziców, brata i wielu przyjaciół tylko dlatego, że ich przodkowie nie mieli mocy...nie mogę tak o zaakceptować mordowania ludzi...Życie to dar, który otrzymaliśmy wszyscy niezależnie od mocy. Czy nie powinniśmy tego szanować?
Chciała jak najpełniej przedstawić m swoje stanowisko. Prawda była taka, że gdy w pewnym momencie stało jej się wszystko obojętne, zaczęła nawet trochę popierać Czarnego Pana, a raczej przekonywać się do niego. Może ze strachu, może dlatego, ze już i tak nic właściwe nie miała. Jednego nie potrafiła wciąż znieść- śmierci ciągnącej się za Czarnym Panem.
-Heh… on jedynie miał dość charyzmy i zaparcia by wcielić swoje pomysły w życie. Nie jest ani pierwszy ani ostatni. A co do jego popleczników… zdążyłam poznać ich na tyle by wiedzieć co mówię. Czarny Pan jest tak charyzmatyczną osobą, ze jak nie po dobroci to strachem przekona cię do swoich idei. Nawet ze mna mu się częściowo udało swego czas...Większość z tych ludzi idzie za nim, a nie za jego ideą. Wyjątkami są ci którzy na prawdę wierzą w to wszystko.
Dalej mówiła niewzruszona. Nawet gdy przyciągnął ją do siebie i ścisnął mocno nie jęknęła nawet, a jedynie położyła dłoń na jego ściskającej jej ramię dłoni, bardzo delikatnie, jakby prosząc by puścił.
-Pewności nie mam i nigdy mieć nie będę. Ale choć może i chcesz nie przypominasz popleczników Czarnego Pana. Nie ma w tobie tego… poddaństwa i pustki.
Wolną dłonią bardzo delikatnie dotknęła jego policzka uśmiechając się ciepło.
-Co zrozumie?
Spytała nie bardzo rozumiejąc o czym chłopak mówi. Przysnęła się do niego i ujęła jego twarz w dłonie zmuszając by patrzył jej cały czas w oczy. Jej dotyk był delikatny niczym ptasiego puchu ale nieustępliwy.
-Może lepiej być samem. Mniej boli
Rzuciła ze smutną melancholią w głosie.
-Ale nawet ono ma swój kres… Ale wiesz, że jesteś jednym z nich?
Zaśmiała się rzucajac słowa ta po prostu i dopiero po chwili orientując się co powiedziała. Postanowiła to jednak przemilczeć i jedynie skryć twarz tradycyjnie za kotarą włosów i modlić się by w mdłej poświacie księżyca nie było widać, jak jej policzki czerwienieją.
-Czemu zrezygnowałeś?
Jak miała zatrzymać własne serce, które pod dotykiem chłopaka galopowało jakby chciało wyskoczyć z jej piersi?

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Amelia Mary Fern
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t382-amelia-mary-fern
Barty Crouch Jr

avatar

Liczba postów : 419

PisanieTemat: Re: Wahadło   Sro Sty 14, 2015 4:43 pm

- Moc magiczną kradną nam szlamy, więc nie są takimi samymi ludźmi jak my.
Szlamy są winne wszystkiemu.Ukradły czarodziejom wiele pozycji, krew, magię. Był zły, że Amelia albo nie potrafiła tego zrozumieć albo była strasznie odporna na wiedzę.
- Skąd się wzięła? Powiem Ci skąd. Znasz pewnie historię o trzech braciach? Oni byli czarodziejami. Najwidoczniej COŚ wybrało potężnych, godnych dzierżenia różdżki czarodziejów i dało im moc. Powinni uszanować dar jaki otrzymali, a oni co? Parzyli się z mugolami, gardzili daną im mocą chcąc ją zhańbić niemagiczną krwią. A Twoja ideologia... straciłaś rodziców, brata. Każdy codzinnie kogoś traci. Najwidoczniej były powody, dla których zginęli. Gdyby szanowali swoją krew, przeżyliby. Winni są tylko Ci co zginęli. I pamiątaj, zginęli w dobrej wierze. Dzięki ich śmierci, świat magii jest czystszy - odpowiedział znaną tylko sobie logiką.
- Nie twierdzę, że nie wiesz co mówisz. Wiem, że miałaś z nimi styczność. A Czarny Pan. On po prostu wziął się do roboty. Wykonuje brudną robotę i wciela w życie pomysły, o których tylko większość potrafi prawić bez końca i bez efektów - stwierdził. Kiedy już wreszcie spojrzał jej w oczy i poczuł dotyk jej delikatnej dłoni na swojej, puścił ją.
- Pustki? - zapytał. Nie miał pojęcia o tym teraz mówiła, co miała na myśli, wypowiadając to słowo. Bezsensownego poddaństwa także nie miał, on w przeciwieństwie do niektórych, naprawdę wierzył w to wszystko.
Zadrżał, gdy dotknęła jego policzka. Patrzyła mu głęboko w oczy, a on po raz pierwszy w życiu nie wiedział co zrobić, ze sobą, z dłońmi, z ciałem.
- Durna... jeszcze nic nie rozumiesz? - powiedział niemal szeptem.
- Jest w tym wiele racji, ale z drugiej strony, życie w samotości jest beznadziejne i puste - powiedział i westchnął. Nie tak dawno prowadził podobną rozmowę z Sofie. Wtedy mówił coś zupełnie innego.
- Jednym z nich? To co znaczy? - spytał z walącym mocno sercem, że niemal dudniło mu w uszach.
- Nie mogłem zostawić Cię tutaj samej - odpowiedział. Ujął ją za podbródek i skierował jej twarz ku sobie. Oświetlił ją blask księżyca. Pochylił się i zbliżył swoje usta do jej, muskając je prawie niewyczawalnie.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Barty Crouch
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3055-bartemiusz-crouch-jr#506
Amelia Mary Fern

avatar

Liczba postów : 1107

PisanieTemat: Re: Wahadło   Czw Sty 15, 2015 12:43 am

-Jak niby nam ją kradną?
Parsknęła kpiąco słysząc słowa chłopaka, które nie miały w sobie za grosz logiki i sensu.
-Szlamy mają moc i tyle, jeśli już to bezprawnie ją otrzymują, ale same nie są niczemu winne. Nikt nie jest winny temu jaki się urodził. To tak jakby mugol oskarżał ciebie o kradzież bo...nie wiem… używasz aparatu fotograficznego, który o ile pamiętam z lekcji historii został wynaleziony przez mugoli a jedynie później przez dostosowany do magicznego świata.
Próbowała mu uświadomić jak całkowicie pozbawione sensu są jego słowa. Nikt niczego nikomu nie kradł. Światy magiczny i niemagiczny wiekami funkcjonowały obok siebie. Wszystkie instytucje i urzędy miały swoje odpowiedniki w tym drugim świecie więc nie było mowy o żadnym kradnięciu pozycji. O posiadaniu mocy nikt sam nie decydował. Rodziłeś się z nią lub nie i tyle. A krew… to już było śmieszne!
-To bajka. Może zawiera ziarno prawdy, ale wątpię by była w stu procentach prawdziwa. Zresztą… otrzymali moc od Śmierci, czyli jakiejś siły wyższej, więc równie dobrze jakaś inna siła wyższa mogła dać moc komuś innemu. Przecież to nie wykluczone, prawda? A tak już zupełnie na marginesie… pierwsi magowie wcale nie używali różdżek, a ich magia ma tyle wspólnego z nasza jak ja z dwunastowieczną japońską księżniczką. Czyli właściwie nic. A co do “psucia krwi” jeśli już czepiamy się bajki… było ich trzech. Jedyni trzej czarodzieje. JEDYNI. Z kim mieli się wiązać jak nie z mugolami, a to tylko oznacza, że każdy z nas ma wśród swoich przodków przynajmniej jednego mugola.
A rodziny nie straciłam od tak sobie...zostali zabici...Pool na moich oczach, a nie zawinił niczym poza tym, ze mimo pochodzenia posiadał moc. To nie była jego wina. Taki się urodził. Jeśli już kogoś winić to nasza matkę, bo pokochała mugola. Co mi po czystości świata jak odebrano mi możliwość poznania matczynej miłości? A brata odebrano na krótko po tym, jak go odnalazłam? Może mówić, ze jestem egoistką i myślę tylko o sobie a nie czystym magicznym świecie, ale taka już jestem. Ludzie są dla mnie ważni.
Choć na początku mówiła całkiem spokojnie, może trochę kpiąco, pod koniec w jej oczach znów stanęły łzy i tylko kręciła głową sprawiając, ze zaledwie chwile temu odgarnięte zza ramię włosy znów przykryły jej twarz ukrywając choć odrobinę mokre policzki. Jej głos przy tym stał się mieszaniną smutku i gniewu. Nie zwracała uwagi na to w swojej wiadomości wykazała się wiedzą, której posiadać nie powinna. Nikt raczej nie wiedział jak wyglądały początki magii. Poza Lisem i nią samą.
-Styczność. Nie nazwałam bym tak tego. Voldemort z jakiś powodów upodobał sobie mieć mnie w swoich szeregach.
Rzuciła bezbarwnym głosem. Dalej nie potrafiła rozgryźć zamiarów Czarnego Pana względem swojej osoby. Przecież nie była nikim wyjątkowym. Ba była najmłodsza i najmniej właściwie użyteczna, a jednak czarnoksiężnik uparł się na nią.
-Tak. Tylko tak można określić to co mają w oczach… właściwie nic tam nie mają… ich oczy są zwyczajnie puste. Jakby byli lalkami a nie żywymi ludźmi
Wytłumaczyła najlepiej jak umiała, choć wątpiła by Barty kiedykolwiek zauważył to nawet jeśli, a raczej kiedy będzie miał ku temu okazję. Tylko ktoś kto wie jak wygląda pusta może to zauważyć. Ona niestety wiedziała. Widziała ją przez długi czas w lustrze.
-Nie. Może mi wytłumaczysz?
Pokręciła głową delikatnie i uśmiechnęła się delikatnie lekko przekrzywiając głowę. Nie wiedzieć czemu także szeptała.
-To chyba dość jasne
Zaśmiała się cichutko i krótko patrząc na niego spod półprzymkniętych powiek wciąż z tym samym delikatnym uśmiechem na twarzy i rumieńcami zawstydzenia zdobiącymi policzki. Zagryzła lekko dolną wargę, ponownie opuszczając wzrok. Z kontekstu ich rozmowy, tych kilku krótkich zdań bez problemu można było wywnioskować jaka jest odpowiedź na pytanie chłopka, nieprawdaż?
-Dlaczego?
Spytała szeptem cichym niczym westchnienie, by po chwili stracić wszelki dech. Tego co zrobił Barty w żaden sposób się nie spodziewała, choć może po prostu nie dopuszczała do siebie takiej myśli… Teraz nie myślała w ogóle osłupiała. Dopiero po chwili, które wydawała się wiecznością, a w rzeczywistości była zaledwie ułamkiem sekundy położyła delikatnie dłoń na przegubie jego ręki trzymającej jej podbródek, jakby chciała go odepchnąć. Zamknęła oczy i bardzo niepewnie odwzajemniła tę drobną pieszczotę jaką było delikatnie muśnięcie ich ust.
Nie wiedziała co się właściwie dzieje Nic nie wiedziała. Nie myślała. Jedyne co wciąż odbijało się od ścian jej czaszki było” co?czemu? co dalej?”

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Amelia Mary Fern
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t382-amelia-mary-fern
Barty Crouch Jr

avatar

Liczba postów : 419

PisanieTemat: Re: Wahadło   Czw Sty 15, 2015 12:43 pm

Przecież gdybym wiedział jak to robią, to na pewno poinformowałbym odpowiednie służby ich likwidacji - prychnął. Na pewno miały swoje sposoby na to, by podstępem to zrobić.
- Ja nie używam mugolskich sprzętów, nawet jeśli zostały zmodyfikowane przez magię - oburzył się niemal tak, jakby dała mu w twarz. Już sam fakt, że zwykły mugol otrzymał moc, było całkowicie absurdalnie i niedorzeczne. Czarodziej powinien rodzić się tylko z czarodzieja. - To co, że mają moc? Ale nie są czyści, nie rozumiesz? Nie urodził ich czarodziej, ale mugol! Ich krew jest skażona - nie miał już żadnych pomysłów jak jej to skutecznie wytłumaczyć.
- Skąd pewność, że tylko było ich trzech? Byli trzej opisani, skąd wiesz, że nie było ich więcej? - zapytał. Nigdy nie zgodzą się co do tej kwestii. On miał zdanie swoje, a ona swoje. I żadne nie zamierzało zrezygnować ze swoich przekonań.
- Czarodziej, który zakochuje się w mugolu również powinien zginąć. Nie jest godny noszenia różdżki i miana czarodzieja, skoro hańbi krew - skomentował krótko. - Nawet mój ojciec, wielki wielbiciel szlam, nadający im takie same prawa, wybierał sobie, a następnie mnie, czysto krwistą czarownicę. Jak myślisz, dlaczego? - zapytał z ironią. Skoro tak bardzo ich broni i uważa za równych powinno być mu wszystko jedno kogo poślubi jego syn. Najwidoczniej jednak w tej kwestii myśli tak samo jak on. Czarodziejska krew powinna być tylko czarodziejska, nie mieszaka z brudną i tyle.
- Widocznie uznał Cię za godną. Powinnaś przyjąć jego propozycję jaką Ci dał. Nie odrzucaj przyjaznej dłoni - powiedział i spojrzał już na nią nieco inaczej, gdy mu to powiedziała.
- Rozumiem - powiedział. Nie, nie był pusty, miał w oczach coś, co na pewno nie można było nazwać pustką. Były żywe, czasem przyjazne, czasem złe, ale żywe.
- Powiem to raz i nigdy więcej nie powtórzę. JA byłem w Tobie zakochany, więc dlatego wiem co mówię - powiedział wzdychając. Nie był pewny, czy faktycznie coś do niej czuł, a nawet jeśli to wszystko odpłynęło, gdy tak po prostu odrzuciła go wtedy na dziedzińcu. A przynajmniej tak myślał, że to zrobiła.
- Bo nie chciałem byś płakała - odparł zwyczajnie. Serce łomotało mu w piersiach, zapach Amelii był taki słodki, zastanawiał się jakich perfum używała. Przez maleńki ułamek sekundy myślał, że go odepchnie po raz drugi, strzeli mu w twarz i ucieknie. Ale poczuł jak uległa i oddała mu delikatny pocałunek, jeśli można to tak nazwać. Przejechał dłonią po jej policzku, spojrzał przez moment w jej niezwykle jasnoniebieskie oczy i powtórzył pocałunek. Teraz już wykonany prawidłowo, jak należy. Nie wiedział co spowodowało, że zachowywał się tak jak teraz. Coś go do tej dziewczyny przyciągało, jak magnez opiłki żelaza.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Barty Crouch
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3055-bartemiusz-crouch-jr#506
Amelia Mary Fern

avatar

Liczba postów : 1107

PisanieTemat: Re: Wahadło   Czw Sty 15, 2015 9:30 pm

Spojrzała na niego z ukosa, kręcąc delikatnie głową z ledwie zauważalnym jakby pobłażliwym uśmiechem.
“Czy on się słyszy?” zastanawiała się jak bardzo przekonany musi być Barty by mówić tak całkiem bez sensu i bez większego zastanowienie.
-Skąd pewność, ze te sprzęty których używasz nie są choćby inspirowane mugolskimi? Przestań Barty! Nasze światy od wieków się przenikają i nawzajem na siebie wpływają. Nie można temu zaprzeczać ani odcinać się od tego.
Teraz jej spojrzenie niemal błagało go by pomyślał nad tym co mówi. Był uparty i jakkolwiek ona była skłonna przyjąć jego myślenie gdyby dał jej porządną argumentację, tak on był całkowicie zamknięty. Nie chciał nawet pomyśleć nad tym co mu mówiła.
- Dobrze. Nie są czyści. Ich krew jest skażona. Temu nie da rady zaprzeczyć...Jednak czy to w jakikolwiek sposób ich wina? Czy można karać ludzi za coś, na co nie mieli wpływu. Szlamy to wciąż w jakiś sposób czarodzieje. Jeśli sami sparują się z czarodziejem to ich potomkowie będą czystej krwi, tak mi się wydaje… Cóż nie ważne. Uważam po prostu,że to niesprawiedliwe karać kogoś za to, że urodził się taki a nie inny. Jak dla mnie można by t było załatwić… zakazując związków mieszanych i pilnując by już nigdy mugolska krew nie zmieszała się z czarodziejską. Oddzielić nasze dwa światy całkowicie. My sobie oni sobie i tyle. Za dwa pokolenia w naszym świecie nie byłoby już mieszańców, a za jakiś czas pewnie nawet szlamy by zniknęły. Same. Śmiercią naturalną. To się wydaje lepsze i…. mniej brutalne rozwiązanie. Nikt by nie ginął
Cały czas upierała się w tej sprawie na swoim. Zabijanie nie było rozwiązaniem. Nigdy. To zło niezależnie w jakim celu popełniane.
-Nawet jeśli w czasach trzech braci było już więcej czarodziei, to kiedyś musiał być jakiś pierwszy. Protoplasta wszystkich. Nie mając wyboru jak tylko związać się z kimś bez mocy. To jak dla mnie jedyny logiczny ciąg zdarzeń. Mogła co prawdę narodzić się kilka osób z mocą w podobnym czasie, ale mało prawdopodobne by na jednym terenie. Raczej w różnych częściach świata. Więc się nie zlali i wiązali się z mugolami, a nawet jeśli część z nich się znała to w końcu musieli by związać się z mugolem, bo wchodzili by po paru pokoleniach w związki kazirodcze które rzadko kiedy dobrze się kończą. Nie uważasz, że to dość logiczne?
Starała się zmusić go do pomyślenie choć przez chwilę nad jej słowami. Choćby przez chwilę. By tylko postarał się zrozumieć o czym ona mówi. Nie miała nawet nutki nadziei, ze poprze jej myślenie, ale zrozumienie to i tak dużo.
Na informacje o ojcu Barty’ego tylko wzruszyła ramionami. Bo co miała zrobić.
-Moi dziadkowie też naciskają bym związała się z czysto krwistym rodem, ale jak na razie nie mają pomysłu z kim dokładnie. Wciąż powtarzają, ze przecież żaden szanujący się czarodziej czystej krwi nie zechce potomkini szlamy i tak dalej...Pomijając, że mama była półkrwi...
Westchnęła zrezygnowana. Nie miała najmniejszej ochoty wiązać się z kimś wybranym rzez rodzinę, choć wiedziała, że nie ma wyboru i koniec końców zostanie żoną tego, którego wybiorą jej dziadkowie.
-Nie nazwałabym tego taką znów przyjacielską dłonią. Jego podwładna usunęła mi kość z nogi, zaciągnęła za włosy nie mówiąc już o zmuszaniu do stania przez dłuższy czas na jednej nodze i torturowania jakiś mugolów w środku wilgotnego lasu. Przez miesiąc musiałam pić dziwne mikstury pani Pomfrey by mi odrosła kość. Ale sam Voldemort… cóż jest przekonujący, choć trochę straszny.
Skomentowała opierając się o ścianę okalającą okno .
-Możesz powtórzyć?
Zaśmiała się by ukryć zakłopotanie.Nie umknęło jednak jej uwadze, ze użył czasu przeszłego. Nie potrafiła ukryć, ze trochę ją to zabolało.
Bardzo powoli uniosła powieki, gdy chłopak się odsunął głaszcząc jej policzek. Spojrzała mu w oczy niepewnie wielkimi oczyma, tonąc w jego spojrzeniu, by po chwili zatonąć całkowicie w kolejnym, tym razem pewniejszym pocałunku. Rozpływała się pod dotykiem jego ust, zmieniając w roztopioną czekoladę, a przynajmniej tak się czuła.
Bardzo delikatnie przesunęła dłoń na tył jego głowy wplatając smukłe palce w jego włosy i delikatnie drapiąc po karku.
Minęła dłuższa chwile nim się odsunęli od siebie. Wciąż zszokowana i nie do końca świadoma swego ciała uniosła dłoń i dotknęła lekko nabrzmiałych ust. Czuła jak jej policzki płoną i mogłaby się założyć, że jej oczy wyglądają jak dwa wielkie połyskujące znaki zapytania. Drżała lekko...

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Amelia Mary Fern
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t382-amelia-mary-fern
Barty Crouch Jr

avatar

Liczba postów : 419

PisanieTemat: Re: Wahadło   Sob Sty 17, 2015 8:24 pm

W porządku, zagięła go. Akurat tutaj miała rację w tej kwestii, że używają sprzętów zainspirowanych mugolskimi, jednak zostały magicznie ulepszone. Przynajmniej niektóre. Takie łóżko to raczej było wymyślone przez mugoli.
- Dobra. Niech Ci będzie. Używam. Ale to nie znaczy, że mam od razu ich lubić. Brzydzę się nimi. Są gorsi od nas, nie mają magii, niszczą nasza krew i zdania nie zmienię. Możesz mi tu prawić morały do samego rana, a ja nadal będę uważał, że są tylko po to, by lizać nam buty i jeszcze dziękować, że im na to pozwalamy - powiedział z obrzydzeniem. Nie miał już siły się z nią kłócić. I tak każde z nich miało swoje własne poglądy, żadne nie chciało ulec i przekonać się do tych drugich. Byli różni i tego nikt nie zmieni.
- Myślisz, że zakazanie komukolwiek związków z mugolami cokolwiek pomoże? Będzie jeszcze gorzej. Zakazane owoce smakują najlepiej, wszyscy będą robić na przekór, by nie dać sobie rozkazywać. Dlatego jedynym i rozsądnym rozwiązaniem jest ich eliminacja. Nie będzie mugoli, nie będzie mieszania się z nimi, proste? - odparł zdecydowanie. Przecież tacy kuzynowie na przykład nie byli już nie wiadomo jak mocno spokrewnieni, nie byłoby więc ryzyka. Mieli już przecież inne matki i innych ojców, geny się zmieszały.
- I mają rację. To jedyny sposób do zachowania naszej rasy - skomentował. Co z tego, że była potomkinią szlamy? Teraz najważniejsze jest to, by poślubiła kogoś czystego.
- Jak możesz tak po prostu wypowiadać jego imię - otworzył szeroko oczy ze zdziwienia. Dla niego był Czarnym Panem i w żaden sposób nie ośmieliłby się nazwać go prawdziwym imieniem, które budziło zarówno szacunek jak i strach.
Zaplótł sobie jej kosmyk włosów na palec i bawił się nim.
- Powiedziałem, że nie będę się powtarzał - odparł z lekkim uśmiechem. Powiedział to raz, zresztą i ta nie powinien jej mówić, że był w niej zakochany, bo tak można to nazwać. Ale czy był? Czy rzeczywiście już mu przeszło? Jeśli tak, to dlaczego nie może od niej odejść, czemu przejmuje się jej płaczem czy samotnością?
Zadrżał gdy poczuł na swoim karku jej delikatny dotyk paznokci. Przysunął się do niej, przywarł niemal i przesunął dłonią po jej twarzy i szyi. W głowie mu zawirowało, a potem się od siebie odsunęli. Serce waliło mu młotem, oddech nieco przyspieszył. Wpatrywał się jej wielkie, pytające oczy...
- Spróbujmy... - wyszeptał. Zrobił to drugi raz. Znowu zaryzykował i wiedział, że jeśli teraz znowu go odrzuci, zdepcze jego serce na zawsze. Dla niego zniknie z powierzchni ziemi, przestanie istnieć. Nie mógł pozwolić, by to się powtórzyło. Zaczął też żałować, że wydusił z siebie to jedno słowo, które dźwięczało w jego uszach. Zapadła niepewność, która przygniotła jego duszę...

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Barty Crouch
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3055-bartemiusz-crouch-jr#506
Amelia Mary Fern

avatar

Liczba postów : 1107

PisanieTemat: Re: Wahadło   Sob Sty 17, 2015 10:06 pm

Zauważyła, że  chyba zagięła Ślizgona i na jej twarzy pojawił się lekki, triumfujący uśmiech, który jeszcze się przyznał, ze ma rację. Bo kto nie lubi, gdy przyznaje mu się rację?
-Jesteś tak uprzedzony, że to aż momentami śmieszne wiesz? Nie mam zamiaru przekonywać cię do rana, chce tylko byś się zastanowił, pomyślał nad tym co powiedziałam, to chyba wcale nie tak wiele?
Spojrzała na niego z prośbą w oczach.
-Nie każe  ci też ich lubić. W takie cuda nie wierzę
Zaśmiała się bez cienia złośliwości, której można by było się spodziewać. Ich różnice  były aż nazbyt widoczne, ale może właśnie dlatego tak ich do siebie ciągnęło?
-Zakazany owoc? Tak kusi najbardziej.Nie wiem czy coś by to dało, to był pierwszy pomysł i tyle. A Lord Voldemort wydaje się naśladować w tej całej eliminacji wielokrotnie już powtarzany schemat- ktoś mi nie pasuje to go zabiję
Tym razem kpina aż wyciekała z jej głosu, choć przy pierwszych słowach widać było, jak popada w chwilowe pełne melancholii zamyślenie. Myślała nad czym, czy może jej tolerancja i poglądy nie są właśnie takim zakazanym owocem. Czy to nie wszystko dlatego, ze przez całe życie naciskano na nią by miała takie a nie inne poglądy, więc ona wyrobiła sobie przeciwne dla samego buntu?
-Nie żeby ni było to skuteczne, ale nie sądzisz, że mimo wszystko to zwyczajnie okrutne?
Spytała patrząc na niego smutnymi oczyma.
-Tak, tylko dlaczego rozpatrują osoby, które ni tylko mają czystą krew ale są  zwykłymi szowinistami. Poznałam kiedyś jednego kandydata, jego poglądy można zamknąć w jednym zdania- Kobieta to niema i kompletnie pozbawiona rozumu maszyna do  rodzenia dzieci…to był  jeden z tych nielicznych momentów, gdy miałam  ochotę wydrapać komuś oczy
Aż wzdrygnęła się na wspomnienie. Nie była jakoś specjalnie arogancka czy kłótliwa, raczej spokojna i pragnąca kompromisu, ale nie wyobrażała sobie, by  mężczyzna, z którym wiąże się na całe życie traktował ją jak rzecz.
-Normalnie.  Szanuje go….na swój sposób, ale nie rozumiem tego strachu przed wypowiadaniem imienia. To on jest straszny nie jego imię
Skomentowała patrząc na Barty’ego pytająco, bo widać było szok w jaki wprawiła go jej swoboda w wymawianiu imienia Czarnego Pana.
Odwzajemniła uśmiech bardzo nieśmiało.
Podczas pocałunku czuła drżenie  jego ciała, które wywoływało dreszcze na jej ciele. Patrzyła mu w oczy i próbowała wyrównać oddech. Lekko pochyliła głowę czując jego dotyk, jakby domagając się by nie przestawał jej głaskać.
Słysząc to jedno słowo zaczęła kręcić głową, jednocześnie uśmiechając się coraz szerzej, aż wreszcie jej twarz ozdobił ciepły szeroki uśmiech, którego nie mógł widzieć, bo  przysunęła się delikatnie i złożyła delikatny pocałunek na jego wargach, tak,ze mógł poczuć jej uśmiech.
-Spróbujmy
Powtórzyła niepewnie patrząc mu znów w oczy, a jej własne były tak szkliste i wielkie, że przypominały błękitne lustra, w których odbijało się gwiaździste niebo zza okna.
Delikatnie ułożyła dłoń na jego policzku. Nie powtórzy tego co stało się ostatnio. Żałowała, teraz miała nadzieję nie żałować.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Amelia Mary Fern
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t382-amelia-mary-fern
Barty Crouch Jr

avatar

Liczba postów : 419

PisanieTemat: Re: Wahadło   Nie Sty 18, 2015 8:57 pm

Nie lubił przyznawac komuś racji, ale nie miał wyjścia. Przecież ją miała. Śmieszne? Jego zdanie ją śmieszyło? Nie podobało mu się to ani trochę!
- Nie, niewiele. Mogę Ci tylko obiecać, że pomyślę nad Twoimi słowami, ale nie spodziewaj się innego zdania, niż to jakie już ci wyraziłem - odparł. Przecież o tak dużo nie prosiła. Może pomyśleć o wszystkich argumentach za i przeciw mugolom, ale i tak niczego to nie zmieni.
- Myślę, że jednak nie dałoby to nic. Co do... Czarnego Pana to owszem, tak postępuje. To najłatwiejszy sposób. Po co męczyć się z kimś kto stoi na przeszkodzie? - wzruszył ramionami. Dla niego było to oczywiste. Przeszkody się usuwa. Wtedy problemy znikają.
- Okrutne czy nie, to jedyne wyjście.
Był bezlitosny w tej kwestii.
- Cóż. Kobieta nie jest tylko do rodzenia, takie jest moje zdanie. Każdy ma prawo do własnego zdania, myślenia bez względu na płeć. To chyba jedyne w czym się zgadzamy - skomentował, a na jego twarzy zabłąkał uśmiech. Uważał, że kobieta również może mieć coś ciekawego do powiedzenia i on nie narzucałby jej swojej woli.
- To na pewno, ale samo imię tak jakoś brzmi... - powiedział krótko, w po plecach przeszedł mu dreszcz.
To jedno ciche słowo wywołało szeroki uśmiech na jego twarzy. Nie został odrzucony. Czy był szczęśliwy? Można to tak określić.
- Nie będziesz żałować - zapewnił ją w razie, gdyby myślała, że jest inaczej. Ujął jej dłoń i podniósł do ust, delikatnie całując jej wierzch, a potem pogłaskał ją po twarzy.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Barty Crouch
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3055-bartemiusz-crouch-jr#506
Amelia Mary Fern

avatar

Liczba postów : 1107

PisanieTemat: Re: Wahadło   Nie Sty 18, 2015 9:40 pm

-O nic więcej nie proszę
W podzięce za obietnice obdarowała go słodkim uśmiechem, choć widziała, ze niezbyt chętnie ją składa. Tym bardziej ją ona cieszyła.
-To raczej najłatwiejsze wyjście
Pokręciła zrezygnowana głową. Była przeciwna przelewaniu krwi i tego nic raczej nie mogło zmienić. Nie dało się nie zauważyć pewności z jaką Barty mówił to wszytko. Ta pewność napawała ją większym strachem niż Bella i widoczne w jej oczach szaleństwo. Nie bała się samego chłopaka, tylko… trudno to wytłumaczyć, bała się jego myśli i przekonań. I to nawet nie ze względu na siebie czy innych, ale ze względu na niego samego. Cała ta krucjata przeciw mugolom mogła mieć dla niego opłakane skutki.
-Przynajmniej jedna rzecz w której się zgadzamy
Zaśmiała się krótko.
-Niestety moi dziadkowie żyją wciąż w średniowieczu i pewnie za jakiś czas dostanę list, ze jestem obiecana jakiemuś staremu prykowi, którego głównym zadaniem będzie utemperowanie mojego “ bezczelnego charakteru” jak to mawiają dziadkowie
Zrobiła w powietrzu cudzysłów a po chwili z cichym westchnieniem rezygnacji oparła się znów o ścianę i zamknęła oczy.
-Raz zdarzyło im się mieć dobry pomysł w tej kwestii
Rzuciła w przestrzeń nawet o tym nie myśląc.
-Strasznie narzekam?
Otworzyła jedno oko patrząc na Ślizgona z boku.
-Zależy jak dla kogo. Ja od początku jego działalności w domu słyszałam o nim aż za dużo i jakoś tak… nie rusza mnie używanie jego imienia
Wzruszyła ramionami.
Nie mogła nie odwzajemnić tego uśmiechu. Chłopak wydawał się jej… szczęśliwy, a przynajmniej uradowany z jej odpowiedzi.
-Czas pokaże czy ty nie będziesz żałował
Powiedziała z nutką melancholii, po czym pochyliła się i złożyła delikatny pocałunek na policzku Ślizgona. Niepewnie oparła głowę na jego ramieniu, delikatnie się do niego tuląc. Znów dopadły ją myśli o “ klątwie” jaka ciążyła nad jej związkami. Jak do tej pory żaden nie skończył się dobrze dla jej partnera, oby tym razem było inaczej… miała dość opłakiwania bliskich.
Może i siedzieli by ta dłużej, gdyby nie podeszła do nich pewna dobrze znana każdemu uczniowi kotka.
-Pani Noris
Rzuciła zaskoczona półgłosem automatycznie podnosząc się do pionu i patrząc na swojego towarzysza bezradnym wzrokiem. Podczas ich rozmowy rozpoczęła się cisza nocna, a kotka zapowiadała przybycie woźnego...A Amelia jeszcze nigdy nie dostała szlabanu i była by bardzo szczęśliwa z zachowania takiego stanu…
Kotka zastawiła jedyne wyjście z pomieszczenia a na schodach już słychać było kroki woźnego...

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Amelia Mary Fern
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t382-amelia-mary-fern
Barty Crouch Jr

avatar

Liczba postów : 419

PisanieTemat: Re: Wahadło   Pon Sty 19, 2015 2:27 pm

Westchnął. Skoro już jej obiecał, to innego wyjścia nie było. Musiał dotrzymać słowa i zamierzał to zrobić.
- No tak, przecież nikt nie chce sobie niczego utrudniać - odparł zdecydowanie. Nie bał się rezlewu krwi, wręcz nie mógł się doczekać kiedy z błogim uśmiechem spojrzy w oczy nędznej szlamie i rzuci mordercze zaklęcie... Albo będzie słuchał ich wrzasków bólu, które będą miodem na jego uszy.
- Dobre i to - również się zaśmiał. Rzadko kiedy zgadzał się w jakimś poglądzie czy decycji z panną Fern, ale kiedy już do tego doszło, było to prawdziwe święto.
- Jaki pomysł? - zaciekawił się. Nie znali się przecież zbyt dobrze, powini wiedzieć nieco więcej na swój temat skoro już mają być razem.
- Staremu to chyba nie, co? - zaniepokoił się. Co jak co, ale wyobrażenie sobie Amelii w rękach jakiegoś starucha nie spodobało mu się. Takie aranżowane związki młodych dziewcząc ze starcami to tylko chyba w kulturze Cyganów i w Afryce. Nie słyszał o takich przypadkach w Anglii.
- Strasznie nie, ale narzekasz - zerknął nią z rozbawieniem.
- Skoro tak twierdzisz... - On nie odważyłby się nazwać swojego przyszłego pana po imieniu. Nie był tchórzem, ale swój rozum miał. Wiedział, że pewnie tylko nieliczni mają taki przywilej.
-Raczej nie - odezwał się z delikatnym uśmiechem. Oboje wyjaśnili sobie kilka spraw, porozmawiali normalnie, bez złośliwości. Objął ją w talii i przycisnął policzek do jej głowy, kiedy oparła ją na jego ramieniu. Nie potrzebowali więcej słów, bo wszystko co chcieli zostało powiedziane. Wtedy usłyszał ciche miauknięcie i głos Amelii mówiący, że to Pani Norris. Musieli się stąd zmyć i to jak najprędzej. Chociaż słychać już było kroki woźnego na schodach.
- Musimy wiać - wyszeptał i pociągnął dziewczynę za rękę. Schowali się za filarem, żeby woźny ich nie dostrzegł. A gdyby tak wymazać mu zwyczajnie pamieć? Nie, wtedy na pewno wywalili by go ze szkoły, w tym zamku się nic nie ukryje. Pozostaje im więc uciec i nie dać się złapać.

z/t
______
skończyłam, bo to chyba przed świetami się zaczęło, wszystko co mieli sobie powiedzieć, powiedzieli i są szczęśliwą parką

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Barty Crouch
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3055-bartemiusz-crouch-jr#506
Amelia Mary Fern

avatar

Liczba postów : 1107

PisanieTemat: Re: Wahadło   Pon Sty 19, 2015 10:13 pm

Uśmiechnęła się jeszcze szerzej słysząc jego  westchnienie godne staruszka, zmęczonego życiem. Zupełnie jakby spełnienie złożonej jej obietnicy było zadaniem ponad ludzkie siły.
-Wręcz przeciwnie. Ludzie lubią wszystko sobie ułatwiać, a przez to wiele tracą.
Dodała jeszcze ze smutnym uśmiechem. Przypomniała jej się rozmowa na ten temat z Lisem.
Zauważyła, że oczy Barty’ego błyszczą  w sposób typowy dla kogoś kto myśli o czymś wyczekiwanym, jednocześnie coś w ułożeniu jego ust mówiło jej, ze nie koniecznie chce wiedzieć, na co tak czeka.
-Na kandydata… myśleli o tobie
Powiedziała nieśmiało.
-Ale byłeś już z kimś zaręczony
Dodała po chwili.
-Staremu. Bo tylko taki jest dość konserwatywny by mi pokazać moje miejsce
Rozwiała jego wątpliwości smutnym głosem.  Niestety dla jej dziadków starszy partner był czymś całkiem normalnym. Nie widzieli nic złego w swataniu wnuczki z dużo starszymi mężczyznami, mimo, ze ta miała dopiero 16 lat.
-Według dziadków “ starszy partner to same korzyści” a “ 16 lat to idealny wiek na zamążpójście”. Mówiłam Średniowiecze
Teraz jej głos był praktycznie pozbawiony emocji, jakby to było jej już zupełnie obojętne.
-Już przestaje
Uśmiechnęła się.
Dała się pociągnąć za rękę i potykając się w pośpiechu schowała się razem ze Ślizgonem zza filarem, gdzie poczekali aż woźny i jego kotka sobie pójdą, a następnie wymknęli się z wieży zegarowej, bo jedyne co im pozostało to uciekać, aż było już późno i ryzyko złapania tylko wzrastało- udali się do swoich dormitoriów.
{zt}

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Amelia Mary Fern
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t382-amelia-mary-fern
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 4357

PisanieTemat: Re: Wahadło   Sob Lut 28, 2015 7:11 pm

NUMERY

Student nie przez przypadek znalazł się dnia 1 marca w Hogwarcie. To właśnie on,Christian Fawley, otrzymał bardzo ważne zadanie dostarczenia listu do profesor McGonagall od samej dyrektorki Kolegium.
Kierował swoje kroki prosto do jej gabinetu, jednak coś mu przeszkodziło. Była to para ślizgonów -Kayla Levis oraz Thomas de Morcerf.
Najwyraźniej mieli jakiś poważny konflikt, ponieważ było ich najpierw słychać, a potem widać. Zainteresowany chłopak podszedł do nich. Chciał ich jakoś uspokoić, bolała go głowa, więc ostatnie, na co miał ochotę było wysłuchiwanie kłótni.
Podszedł do nich, przerwał im i spojrzał w oczy.
Zauważył w ich oczach coś dziwnego... Numery... U Kayli były to 30379, a u Thomasa 20379. Sama para nie zauważyła u siebie czy u przerywającemu im studencie nic nienaturalnego. Byli raczej zajęci kłótnią i wymyślaniem nowych wyzwisk.
Czy działo się coś niebezpiecznego w Hogwarcie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kayla Levis

avatar

Liczba postów : 110

PisanieTemat: Re: Wahadło   Sob Lut 28, 2015 8:39 pm

Co za idiota! Kayla niemal trzęsła się z wściekłości. Ledwo się znali, ale on już sobie nadał prawo dyktowania jej z kim może rozmawiać, a z kim nie. Nie obchodziło jej, że tamta dziewczyna nosiła czerwone dodatki do szaty. Nikt sobie sam domu nie wybierał, więc jakim prawem ona teraz musiała się odciąć od innych, bo niby wielki konflikt gryfini-ślizgoni. Tak na prawdę miała to w nosie i nie miała zamiaru przejmować się zdaniem chłopaka, ale sam fakt, że sobie pozwolił zwrócić jej uwagę był dla niej niedopuszczalny.
-Mam gdzieś co o tym myślisz!- Wydzierała się na niego.-Nie masz żadnego prawa mówić mi co mam robić, zajmij się sobą i swoim napompowanym do granic możliwości ego. Weź się poprzeglądaj w lusterku, poznęcaj się nad kimś, ale mnie zostaw w spokoju!- Nagle zauważyła jeszcze jakąś osobę w pobliżu, popatrzyła na przybysza, ale kiedy go nie poznała, całkowicie straciła zainteresowanie nim i wróciła do piorunowania wzrokiem ślizgona, chociaż niewiele brakowało od wyciągnięcia przez nią różdżki i przećwiczeniem na nim jakiegoś ofensywnego zaklęcia.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Kayla Tessa Levis
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t2627-kayla-tessa-levis?highli
Christian Fawley

avatar

Liczba postów : 67

PisanieTemat: Re: Wahadło   Nie Mar 01, 2015 1:59 pm

Odległość między Kolegium a Hogwartem przemierzył błyskawicznie, chcąc jak najszybciej wykonać swoje zadanie i wrócić do akademika, by w spokoju odpocząć i pozbyć się uporczywego bólu głowy. Miał za dużo rzeczy do zrobienia, by szlajać się po zamku i mimo że chętnie by odwiedził stare mury, co do których odczuwał ogromny sentyment, to ni w ząb nie pasowało mu, by zrobić to teraz. Dlatego gdy znalazł się już w środku, praktycznie w biegu mijając kolejne korytarze, nie zwracał uwagi na nic i na nikogo, chociaż zapewne jego osoba jako studenta musiała budzić pewne zdziwienie.
I już, już gdy od upragnionego gabinetu dzieliło go może kilka zakrętów, musiał się na nich natknąć. Oczywiście że ich kojarzył, miał możliwość napotykania się na nich w pokoju wspólnym, ale to nie znaczyło, że musiał teraz przystawać i wdawać się z nimi w dyskusję. Planował ich ominąć, rzucając w ich stronę jakieś krótkie przywitanie, ale oni byli w sumie tak zajęci obrzucaniem się nieprzyjemnymi epitetami, że od razu zrezygnował z drugiej części planu. W pobliżu nie kręcił się nikt inny, a silne ukłucie w skroniach dało o sobie znać i Christian zrobił coś, czego od wielu lat próbował się oduczyć. Wtrącił się w nie swoje sprawy.
- Chwila moment - powiedział głośno, ale bez nadziei, że zdoła przekrzyczeć dziewczynę, która właśnie pokazywała siłę swoich płuc. Stanął więc tuż obok nich i machnął ręką między ich ciałami, by zwrócić na siebie ich uwagę. Ale zamiast tego dojrzał coś innego. Oczy Ślizgonki były jakieś dziwne, jakby odbijały w sobie jakieś symbole. Zerknął na nią uważniej, korzystając z chwili zdziwienia wywołanego swoją osobą. Tak, te symbole to były cyfry układające się w jakieś liczby. Odwrócił się w stronę chłopaka, by zapytać go o to dziwne zjawisko... i wtedy dojrzał, że u niego również ono występuje, ale cyfry były inne. Cofnął się zdenerwowany i zaskoczony. Jakaś nowa moda panuje w Hogwarcie, czy co?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3071-christian-fawley
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Wahadło   Pon Mar 02, 2015 8:37 pm


A tak faktycznie, już poprawiam.
~`~
Idąc korytarzem, natknąłem się na dziewczynę należącą do tego samego domu, która właśnie żegnała się przyjaźnie z uczennicą Gryffindoru po przeprowadzeniu z nią przyjacielskiej wymiany zdań . Choć nie uczestniczyłem w powszechnej niechęci pomiędzy Slytherinem a Gryffindorem, gdyż prawdę mówiąc nie widziałem większych podstaw ku temu, to jednak zwróciłem jej uprzejmie uwagę na to, że nie powinna tak otwarcie zadawać się z osobami przynależącymi do Domu Lwa. W moim głosie dało się wyczuć wyraźną nonszalancję i pewną drwinę, co poskutkowało tym, iż rozdrażniona dziewczyna zaczęła wydzierać się na mnie, wytykając mi to, że wtrącam się w nieswoje sprawy i nic mi do tego, co robi i z kim się zadaje. Popatrzyłem na nią z politowaniem oraz pewną dozą wyższości, kiedy jej monolog przerwał absolwent Hogwartu, który również swego czasu należał do Domu Węża. Stanąwszy obok, zaczął się nam uważnie przypatrywać. Na jego twarzy zagościł pewien rodzaj szoku i konfuzji.
- Coś nie tak?-zapytałem chłodnym tonem, przenosząc na niego beznamiętny wzrok, wyrażający całkowitą obojętność.

Chciałabym zauważyć, że Kayla nie była ubrana w barwy Gryfindoru, ale jedynie rozmawiała z osobą z tego domu.


Ostatnio zmieniony przez Thomas de Morcerf dnia Sro Mar 04, 2015 9:50 pm, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 4357

PisanieTemat: Re: Wahadło   Wto Mar 03, 2015 3:28 pm

Christian Fawley miał kilka opcji do wyboru...
a) Powiedzieć, co widzi... Jednak jest tutaj ryzyko, że uczniowie go wyśmieją. W końcu, kto uwierzy, że Christian widzi jakieś numery.
b) Udawać, że nic się nie stało
c) Skierować się do nauczyciela z tym problemem, ewentualnie do biblioteki... jednak musiałby przekonać Kaylę i Thomasa do pójścia z nim.
Wszystko zależało od studenta.
Co zrobisz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Wahadło   

Powrót do góry Go down
 

Wahadło

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
List z Hogwartu :: Wspomnienia :: Porządki 3. :: HOGWART :: ZAMEK :: III piętro-