a
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Tereny Centaurów
List z Hogwartu
Niestety jak to często bywa, coś się kończy, a coś innego zaczyna. Czas Listu z Hogwartu dobiega końca. Mam nadzieję, że część osób będzie wspominało tę stronę z pewnym sentymentem, a nawiązane tutaj znajomości przetrwają pomimo zakończenia naszej działalności. Dziękujemy za te dwa lata! Administracja


 

  Tereny Centaurów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz Budowy



Liczba postów : 299

PisanieTemat: Tereny Centaurów   Pią Wrz 19, 2014 9:38 pm

[You must be registered and logged in to see this image.]


Obszerne ziemie należące do centaurów. W samym środku znajduje się wielki obóz, w którym mieszkają i prowadzą proste życie. Na obrzeżach bardzo często wysyłane są patrole, które pilnują, aby nikt nie naruszał ich spokoju. Bardzo nie lubią, gdy jakieś stworzenia wchodzą na ich teren, łącznie z ludźmi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bryan Carell



Liczba postów : 180

PisanieTemat: Re: Tereny Centaurów   Pon Kwi 27, 2015 10:37 pm

No nic, gryfon naprawdę cieszył się, że to wszystko między nimi skończyło się tak dobrze...Serio, wyobrażał sobie ich spotkanie po takim czasie zupełnie inaczej. Myślał, że będzie na niego tak wściekła, że będzie krzyczeć, że nic nie wskóra swoim przepraszaniem...A jednak chyba dostrzegła w jego oczach żal i chyba zrozumiała jak bardzo było mu przykro, jak bardzo żałował przez ten cały czas tegoco zrobił...Jego serce radowało się na samą taką myśl, naprawdę. Była niesamowitą kobietą.
Sam nie wiedział, gdzie właściwie teraz idą, ich nogi chyba prowadziły ich same, w każdym razie...Czuł w swojej dłoni jej dłoń, czuł jej delikatną rączkę, którą objął swoją, właściwie...Miał wrażenie, jakby były dopasowane, jakby jej ręka była stworzona do tego, by ją za nią trzymał. Cóż, może to głupota, a może...za bardzo się od niej uzależniał...
-Rose...nie mam pojęcia co my tutaj robimy, ale cieszę się, że jesteś tu ze mną.. - mruknął wchodząc do zakazanego lasu. O cholera. Tutaj to dopiero mogą narobić sobie kłopotów. Nie daj boże wpadnie tutaj jakikolwiek nauczyciel...Już była tak późna godzina, a oni tak po prostu szwędali się trzymając się za ręce i beztrosko (no prawie) rozmawiając.
Przeniósł na chwilę na nią wzrok, a potem zatrzymał się sprawiając, by ona również się zatrzymała. Objął ją w pasie przybliżając się do niej i musnął swoimi wargami jej usta na chwilę przymrużając oczy. Mmm..Kochał się z nią całować.
Uniósł ją na moment do góry przytulając do siebie i obrócił się raz w powietrzu...
-Tak strasznie się cieszę, że znowu jesteś obok...I powtórzę to po raz kolejny. Kocham Cię.. - po raz kolejny wypowiedział te słowa, tak bardzo mu zależało, by uwierzyła, że to prawda.
Tak mało czasu wystarczyło by tak wiele poczuł.
Kochał ją.
Pragnął jej...
Chciał by była.
Zawsze.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3416-bryan-carell#57308
Rosemarie Cleverly



Liczba postów : 963

PisanieTemat: Re: Tereny Centaurów   Pon Kwi 27, 2015 11:28 pm

Dziewczyna nie chciała już myśleć o tym co było ani tym bardziej co będzie jeżeli to się powtórzy. Wolała czerpać przyjemność z beztroskiej teraźniejszości. Może nie potrafiła tego wszystkiego wymazać ze swojej pamięci, ale na pewno była w stanie o tym nie myśleć, w szczególności kiedy gryfon był obok. Nie miała pojęcia co tutaj robią, już za samo błąkanie się po błoniach o tej porze dostaliby szlaban, a co dopiero zakazany las, ale w sumie w tym momencie nawet szlaban nie wydawał się taki straszny. Ścisnęła nieco mocniej jego rękę, tak aby dodać sobie trochę pewności, Drogę rozświetlały im niewielkie ilości światła jakie dawał księżyc, nie trudno było się w takich warunkach przewrócić czy zgubić, a ona miała do tego zadziwiające zdolności... dobrze, że nie była tutaj sama.
Dziwne było, że oboje nie wiedzą co robią w tym miejscu, jakby wyłączyli się w chwili podjęcia decyzji... i całej drogi tutaj, miała coś powiedzieć o tym, że też się cieszy, ale nagle chłopak się zatrzymał, po czym zmusił ją do zrobienia tego samego i przymknął jej usta muśnięciem warg... nie wypadało w takich chwilach gadać o pierdołach.
Poczuła, że unosi, jej ręce powędrowały na boki, a głowę odchyliła do tyłu ze śmiechem jakby latała... miała nadzieję tylko, że nie przyjdzie mu do głowy ją ot tak puścić. Na szczęście odstawił ją grzecznie na ziemię, a ona gdy tylko poczuła grunt pod nogami sięgnęła do swojej torebki.
-Nie wyobrażam sobie, aby mogłoby mnie obok ciebie nie być...- Powiedziała całując go, wierzyła w to, że ją kocha, ale na prawdę uwielbiała kiedy jej to mówił, więc jak dla niej mógłby jej to powtarzać co pięć minut.
-Powinniśmy uczcić to, że w końcu udało nam się pogodzić, więc... zabrałam dzisiaj coś z moich podłóżkowych zapasów!- Oświadczyła wyjmując z torebki butelkę ognistej i tabliczkę czekolady. Oczywiście od pierwszej klasy ma pod swoim łóżkiem ogromny kufer pełen słodyczy... no od jakiegoś roku znajdują się tam też napoje wysokoprocentowe, ale ważne, że zawsze znajdzie się tam coś na wyjątkowe okazje...

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t608-rosemarie-rose-cleverly
Bryan Carell



Liczba postów : 180

PisanieTemat: Re: Tereny Centaurów   Wto Kwi 28, 2015 8:50 pm

Prawda, dobrze, że nie była tutaj sama. Nie pozwolił by jej zrobić sobie krzywdy. Nie było nawet możliwości, by się przewróciła, potknęła...trzymał ją mocno, czuł, że na jego barkach spoczywa odpowiedzialność za nią...No po prostu nie widział takiej sytuacji, by cokolwiek jej się stało, gdy on był obok. Zabił by każdego, kto próbował by teraz jej zagrozić.
-Hmm..Ja też nie wyobrażam sobie już życia bez Ciebie. Wyobraź sobie...jakby los nas nie złączył...Tak strasznie Cię kocham, nie wiem jakby to było, gdyby nie było Cię koło mnie..Ale boję się tego, że Ty nie czujesz tego co ja. - powiedział, gdy w końcu odstawił ją na ziemię. Nigdy nie był taki szczęśliwy i miał wrażenie, że ona chyba też nigdy nie doświadczyła takiego szczęścia, jakie on jej dawał. A możecie wierzyć lub nie, naprawdę było to cudowne wrażenie.
Mimo wszystko w końcu wyraził swoje obawy, może były one bezpodstawne, a może po prostu minęło zbyt mało czasu, a tylko on tak szybko się zakochał...Chociaż to był pierwszy raz, gdy powiedział kobiecie coś takiego po tak krótkim czasie...Właściwie bądźmy szczerzy - nigdy nikomu nic takiego nie powiedział. Była pierwsza, a w głębi duszy teraz chciał by była tą ostatnią.
Uśmiechnął się wesoło, gdy wyciągnęła z torebki flaszkę. Och...był człowiekiem, który lubił sobie po prostu wypić. Może to było złe, ale w tej chwili, gdy sama proponowała...Akurat czekolada go mniej interesowała, bo nigdy nie przepadał specjalnie za słodyczami, a ona o tym doskonale wiedziała, ale to nie ważne. Wyjął jej z dłoni flaszkę, chowając ją za plecy, a potem znów uśmiechnął się bezczelnie - jak zwykle, na swój sposób. Podobno to właśnie w tym uśmiechu kobiety się zakochiwały.
-Ale zaraz...nie wiem czy Ty powinnaś pić.. - zażartował ponownie się do niej przybliżając, oparł wolną dłoń na jej policzku i pocałował ją ponownie, tym razem dłużej i pozwalając po raz kolejny, by ich języki się spotkały.
Przez ten pocałunek uśmiechnął się, a gdy w końcu się od niej oderwał po dłuższej chwili oparł swoje czoło o jej czoło patrząc jej prosto w oczy..
-Nigdy Cię już nie opuszczę, skazałaś siebie na moją obecność... - wyszeptał, a była to sama prawda. Ni cholerę się już go nie pozbędzie, nawet jeśli kiedykolwiek się (tfu, tfu! Odpukać!) rozstaną wiedział, że już jej nie opuści, ta dziewczyna miała już na zawsze zostać w jego życiu.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3416-bryan-carell#57308
Rosemarie Cleverly



Liczba postów : 963

PisanieTemat: Re: Tereny Centaurów   Sro Kwi 29, 2015 3:16 pm

Dziewczyna się myliła twierdząc, że nie będzie potrafiła czuć się bezpiecznie przy nim, bo już jej poglądy były zupełnie inne, ale za to nie była pewna czy równie bezpieczni są wszyscy na około, ale chyba w większości przypadków nie specjalnie ją to interesowało. Może było to dość egoistyczne z jej strony, ale cóż... nie miała zamiaru tego w sobie zmieniać.
Nie potrafiła sobie teraz tego wyobrazić, gdyby mieli się nigdy nie spotkać, to było tak nierealne, z resztą jeżeli nie wtedy to na pewno poznaliby się później, była tego pewna, chociaż nie do końca wierzyła w przeznaczenie.
Niekontrolowanie na je twarzy pojawił się uśmiech, kiedy powiedział jej o swoich wątpliwościach, jak w ogóle mógł wątpić w jej uczucie, fakt, może nie powiedziała mu jeszcze, że go kocha, ale wydawało jej się, że mógł to odczuć, ale tak czy inaczej chyba najwyższa pora aby mu to powiedzieć. Przygryzła wargę i opuściła na moment wzrok zastanawiając się jak to wszystko ubrać w słowa, bo tu nie chodziło o zwykłe powiedzenie "kocham cię", tu chodziło o coś więcej, z resztą przy nim zawsze chodziło o coś więcej.
-Pamiętasz nasz pierwszy pocałunek?- Zapytała nieśmiało podnosząc wzrok i nie czekając na odpowiedź ciągnęła dalej.-Tę chwilę kiedy złączyły się nasz usta? Zabrałeś wtedy kawałek mojego serca.- Wzięła głębszy oddech i zaczęła mówić dalej zanim się rozmyśli.
-Pamiętasz tę chwilę na trybunach, kiedy powiedziałeś, że pragniesz bym zawsze była obok?-Jej dłoń odszukał w ciemności rękę gryfona, którą mocno ścisnęła, aby dodać sobie pewności siebie.-To co wtedy powiedziałeś odebrało mi kolejny kawałek serca... A pamiętasz ten moment kiedy pierwszy raz powiedziałeś mi, że mnie kochasz? Nikt wcześniej mi tego nie mówił z taka pewnością, nigdy wcześniej nikomu w to nie wierzyłam. To wtedy skradłeś mi największy kawałek serca.- Nie wiedziała czy Bryan zrozumie to co chce mu powiedzieć... w swoich słowach nie ograniczała się tylko do miłości, ale też do przynależności, czuła że należy do niego.
-Został mi już ostatni kawałek serca, ale jestem pewna, że kiedyś i on trafi do ciebie.- Wzięła głęboki wdech i popatrzyła mu głęboko w oczy, mając zamiar powiedzieć mu najważniejsze.-Bryanie Carell Kocham Cię jak nikogo innego i nigdy niech ci więcej nie przyjdzie do głowy, aby w to wątpić.- Powiedziała i wspięła się na palce, aby go pocałować.

Powinna wiedzieć, że nie przepada za słodyczami? No trudno, z resztą zabierając ją z dormitorium i tak bardziej myślała o sobie, w końcu powinni mieć czym to oblać i coś w rodzaju tortu... ale jak nie to nie, sama ją zje.
-Nie powinnam... A to oddaj wyciągnę dopiero jak już będę mogła.- Zaczęła sięgać za jego plecy usiłując odzyskać butelkę, ale ze względu na ich rozmiary było to dość trudne.
Odwzajemniła pocałunek, pozwalając połączyć się w tańcu ich językom i jęknęła cicho z niezadowolenia kiedy chłopak go przerwał.
-Trzymam cię za słowo.- Odpowiedziała i tym razem to ona zainicjowała pocałunek z racji tego, że był na tyle blisko, że mogła to zrobić i korzystając z okazji sięgnęła do tyłu wolną ręką i zabrała mu butelkę.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t608-rosemarie-rose-cleverly
Bryan Carell



Liczba postów : 180

PisanieTemat: Re: Tereny Centaurów   Czw Kwi 30, 2015 6:55 pm

Cóż, faktycznie można śmiało stwierdzić, że ktokolwiek teraz zapragnął by zrobić jej krzywdę, cóż..Na pewno nie miał by lekko z chłopakiem, który tak mocno ją kochał. Prędzej sam by się pochlastał niż dał ją skrzywdzić, nie było aktualnie człowieka, który mógłby bez walki z Bryanem jej coś zrobić. A ona na pewno o tym doskonale wiedziała - i dobrze!
Słuchał wszystkiego, co mówiła do niego dziewczyna. Nie odpowiadał, gdy zadawała mu pytania, cóż...Być może nie potrafił nawet wykrzesać z siebie słowa, gdy mówiła o tym wszystkim co już razem przeżyli...Właściwie to niesamowite, znali się tak krótko, a już mieli tyle wspólnych wspomnień...W każdym razie...Uśmiechnął się patrząc jej prosto w oczy i przez dłuższą chwilę właściwie nie miał pojęcia co w ogóle powinien teraz powiedzieć...Aż w końcu postanowił się odezwać.
-Rose, ja...ja nie wiem co...Też Cię kocham tak mocno...Cieszę się, tak strasznie się cieszę, myślałem, że to ja jestem dziwny i tak szybko się w Tobie zakochałem, ale teraz widzę...W końcu widzę, że to działa w obie strony. Ja...na pewno Cię nie skrzywdzę, zrobię wszystko byś była tak szczęśliwa jak to tylko możliwe... - powiedział w końcu przytulając ją mocno do siebie, oddając jej pocałunek. Och, miło, że zaczęła przejmować inicjatywę, tak po prostu wspinała się na palce, całowała go, przytulała...A on był naprawdę szczęśliwy, gdy to robiła.
Och, a co to za picie alkoholu przed osiągnięciem odpowiedniego wieku? Nie nie nie, tak to być nie może.
-Ja to konfiskuję...! - zdążył mruknąć tylko, zanim dziewczyna go pocałowała, a on po raz kolejny zatracił się w smaku jej ust wiedząc, że to najlepsze uczucie jakiego w życiu doznał.
Dziewczyna wyjęła mu z dłoni butelkę, a on tylko westchnął. Dlaczego to ona była ciągle górą, dlaczego nie potrafił się jej sprzeciwić ...Może jego przeznaczeniem było siedzieć sobie grzecznie pod jej bucikiem, może miał zostać pantoflarzem? To wszystko przez Rose! To naprawdę nie fer..Ale kochał ją, mógł się zgodzić na wszystko, byle ona była obok.
-Oddaj mi ten kawałek serca... - szepnął patrząc jej w oczy, może pogodził się z tym, że zabrała mu butelkę? I tak ją zaraz otworzy, a jak już wypiją, emm..może być ciężko...

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3416-bryan-carell#57308
Rosemarie Cleverly



Liczba postów : 963

PisanieTemat: Re: Tereny Centaurów   Pią Maj 01, 2015 3:14 pm

Cisza przeciągała się, jak dla niej trochę za długo... czyżby powiedziała coś nie tak? Zaczęła analizować jeszcze raz swoje słowa w poszukiwaniu czegoś niewłaściwego, ale z drugiej strony chłopak się uśmiechał... w tym momencie już nic nie rozumiała, na szczęście rozmyślenia przerwał jej w końcu głos gryfona.
Oczywiście, że oboje byli nienormalni, nadal uważała, że tak szybkie obdarzenie drugiej osoby uczuciem jest czymś niecodziennym, ale przynajmniej nie była w tym osamotniona. Już teraz była szczęśliwa i nie musiał nic więcej robić, wystarczyło jej, że był.
Nie miała nic przeciwko przejęciu inicjatywy od czasu do czasu, ale tylko czasami, ona musi w to włożyć więcej wysiłku niż on... jemu wystarczy się tylko delikatnie schylić i już może robić co chce... ona za to musi się głowić jak tu się podwyższyć o jakieś 25 centymetrów, by w ogóle dostać do jego twarzy, to było całkowicie nie fair.
Nie ma konfiskacji jej butelek! Zamachała mu ją przed twarzą z szerokim uśmiechem.
-Wiesz jak nie chcesz brać udziału w deprawowaniu nieletnich to pić nie musisz.- Powiedziała wzruszając ramionami, otwierając butelkę i upijając z niej. Jak zawsze po pierwszym łyku skrzywiła się nieprzyzwyczajona jeszcze do smaku alkoholu, ale później poszło już lepiej.
Nie jej wina, że miała taki silny charakter i niemal zawsze musiało być tak jak ona tego chce, nie lubiła przyznawać racji, a tym bardziej przyznawać się do błędu... no cóż, ciężko będzie chłopakowi nie stać się pantoflarzem, ale niech próbuje, może i on ją zmieni.
-Trochę cierpliwości... - Również szepnęła całując go w policzek. Nie mogła oddać mu wszystkiego tak od razu, później nie będzie miał się o co strać, znudzi się i odejdzie, a ona zostanie z niczym...

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t608-rosemarie-rose-cleverly
Bryan Carell



Liczba postów : 180

PisanieTemat: Re: Tereny Centaurów   Pon Maj 04, 2015 7:00 pm

Oczywiście, że nie powiedziała niczego złego, ba..wręcz przeciwnie. Powiedziała tak wiele, że zanim się odezwał musiał zebrać myśli i opanować je, a przede wszystkim przelać je w słowa. W końcu udało mu się wykrztusić te kilka zdań, które były tak...liche przy tym, co powiedziała ona, wiedział już teraz, że do końca życia zapamięta, co mu tutaj powiedziała.
I nawet jeśli oboje byli nie do końca normalni, to w sumie dobrze, bo przynajmniej nie jest nudno, prawda?
W ogóle musiał się nauczyć panować nad swoim rozpływaniem się, gdy go całowała, bo aktualnie wręcz nogi mu miękły, gdy tylko ich wargi się łączyły, a ona wtedy mogła zrobić wiele rzeczy, jak na przykład odebranie mu butelki, którą przecież przed chwilą sam jej skonfiskował! No ale było po ptakach, pokręcił głową zrezygnowany, ale jednak z uśmiechem na twarzy, gdy pomachała mu flaszką przed nosem. Posłał jej spojrzenie w stylu "no dobra, wygrałaś, ale ostatni raz!", chociaż doskonale wiedział, że na pewno nie był to ostatni raz. W sumie akurat jeśli ktoś miał z nim wygrywać, to tylko ona. Dziewczyna napiła się, a on uśmiechnął się jeszcze szerzej.
-Och, niech będzie...wezmę w tym udział, ale jakby ktoś pytał to mnie tu nie było. - powiedział udając powagę, ale zaraz potem wybuchnął śmiechem, oczywiście, że by się przyznał, jeszcze pewnie wziął by winę na siebie.
-Nigdy nie byłem cierpliwy... - odszeptał, a potem złapał ją za dłoń ciągnąc za sobą gdzieś...przed siebie. W głąb lasu, kompletnie nie miał pojęcia gdzie, ale...nie bał się, w ogóle się nie bał, mało tego nie czuł nic oprócz swojego przyspieszonego bicia serca, oraz ciepła jej dłoni, na której mocno zacisnął palce. W końcu zatrzymał się, oparł o jakieś drzewo i wyjął jej flaszkę z rąk, upił porządnego łyka, a raczej kilka i skrzywił się lekko, chociaż mniej - jakby picie wódki było dla niego czymś bardzo dobrze znanym...
Przytulił ją mocno do siebie, opierając brodę na jej głowie.
-Pamiętasz, jak mówiłem Ci, że zakochasz się we mnie bez pamięci..? - powiedział, a potem cichutko się zaśmiał. Nie mylił się wtedy, hm?

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3416-bryan-carell#57308
Rosemarie Cleverly



Liczba postów : 963

PisanieTemat: Re: Tereny Centaurów   Pon Maj 04, 2015 10:22 pm

Jej akurat bardzo podobało się to jego nie panowanie nad rozpływaniem się, przynajmniej w ten jeden sposób była w stanie zdobyć sobie przewagę. Nie twierdziła, że pocałunki na nią nie działają, ale w momencie kiedy zostaje on zainicjowany przez nią i kiedy skupi się na swoim celu, była w stanie to osiągnąć. Chociaż nie miała zamiaru korzystać z tego zbyt często... jeszcze się chłopak przyzwyczai i skończy się jej broń, albo co gorsza sam zacznie z niej korzystać.
Widziała jego spojrzenie i odpowiedziała swoim w stylu "Może jednak się przyzwyczaj do moich zwycięstw... " Chociaż wiedziała, że nie zawsze będzie górą, to chłopak mógł być pewien, że zrobi wiele, aby tak było, w końcu ona się nie poddaje. I kocha mieć rację... chociaż chyba bardziej kocha jego, więc może od czasu do czasu pozwoli mu wygrać, w szczególności kiedy będzie widziała, że nie ma szans.
-Oczywiście, że nie... jak coś to powiem, że jakiś Centaur pomógł mi opróżnić butelkę.- Zaśmiała się mrugając do niego... a ona zapewne nie pozwoliłaby wziąć tej winy na siebie, czułaby się wtedy głupio, jeżeli któreś ma być ukarane, to sprawiedliwiej byłoby gdyby to była ona.
-To chyba najwyższa pora się nauczyć...- Powiedziała unosząc delikatnie brwi, po czym pod wpływem jego pociągnięcia zaczęła iść gdzieś w głąb lasu. Nie zwracała uwagi na to gdzie są, nawet o tym nie myślała, choć normalnie pewnie byłaby delikatnie mówiąc... przestraszona. Niemal machinalnie przysunęła się bliżej gryfona pozwalając, aby ich ramiona się stykały i zmniejszyła ilość płynu w butelce o kilkanaście milimetrów.
Zatrzymali się, ponownie... czuła, że Bryan robi sobie z nią co chce, ciągnie, później znowu się zatrzymuje, całuje i tak dalej, ale nie miała zamiaru protestować. Pozwoliła mu wyjąć sobie z ręki butelkę i patrzyła jak prawie bez mrugnięcia okiem smakuje alkoholu.
Wtuliła się w niego kiedy tylko nadarzyła się ku temu okazja, naciągając rękawy na zimne dłonie. Musiał sobie teraz o tym przypomnieć!? Dobrze, że twarz aktualnie miała na jego klatce piersiowej i nie mógł dostrzec rumieńców na jej policzkach. Nie chciała przyznać się do tego, że tak łatwo udało mu się ją rozkochać.
-Nie... nic takiego sobie nie przypominam...- Powiedziała to tonem, który całkowicie przyznawał mu rację... 1:0 dla niego!

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t608-rosemarie-rose-cleverly
Bryan Carell



Liczba postów : 180

PisanieTemat: Re: Tereny Centaurów   Wto Maj 05, 2015 6:50 pm

Oj tak, wcale nie dziwię się, że jej naprawdę pasowało to, że tak bardzo tracił kontrolę, gdy była blisko niego. Mogłaby to w sumie wykorzystać w wielu sytuacjach, ale doskonale wiedział, że nie jest taka i tego nie zrobi, chociaż...W tych najdrobniejszych na pewno jeszcze nie raz jej ulegnie i przyzna jej rację. No cóż, taka jest miłość, dla drugiej osoby można zdobyć się na wiele wyrzeczeń, chociaż...Żadna kobieta nie działała na niego do tego stopnia co ona. Ojej, z czasem to może zrobić się naprawdę niebezpieczne!
-Pff...żaden mężczyzna nie może się do Ciebie zbliżyć, nawet jeśli jest pół facetem, a pół koniem, więc kit z tym, że centaur z Tobą pił odpada! - powiedział oczywiście przekomarzając się z nią, chociaż to była prawda. Po chwili jednak przypomniał sobie niedawną sytuację z Royem i miał nadzieję, że odbierze to...normalnie, nie połączy tego z tym, co zrobił jej przyjacielowi...Bo naprawdę nie chciał teraz poruszać tego tematu.
-Nauczysz mnie bycia cierpliwym..? - szepnął jeszcze, również puszczając jej 'oczko', zaraz przed tym jak pociągnął ją w głąb lasu. W końcu po dłużącej się drodze (mimo, że to wcale nie było tak naprawdę daleko!), gdy już stali pod tym drzewem i przytulali się, ona bezczelnie zaczęła ściemniać.
-Ja za to pamiętam doskonale skarbie! - mruknął ujmując ją za podbródek, a potem uniósł jej buzię do góry, by spojrzała mu w oczy i z szerokim uśmiechem pocałował ją.
-Hmm...chyba się wtedy nie myliłem. - dodał po chwili wiedząc doskonale, że jest 1:0!
No, może wygrał bitwę, ale wątpił, by wojna należała do niego...

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3416-bryan-carell#57308
Mistrz Gry



Liczba postów : 4357

PisanieTemat: Re: Tereny Centaurów   Wto Maj 05, 2015 7:40 pm

Profesor McGonagall miała do załatwienia kilka ważnych spraw poza szkołą i żeby nie wzbudzać podejrzeń przemierzała zakazany las pod postacią kota... z resztą co ona będzie się tu tłumaczyć, ktoś inny chyba powinien. Tak więc miała już opuścić ścianę drzew, kiedy usłyszała dźwięk jakiś kroków, początkowo pomyślała, że to po prostu centaury, ale śmiech nie był już do nich podobny. Zbliżyła się, nie ujawniając swojej obecności w razie niebezpieczeństwa, ale nie było się czego bać... to tylko dwójka uczniów i to na dodatek z jej domu. Im starsi tym głupsi... myślą, że im wszystko wolno. Podbiegła do nich i powróciła do swojej pierwotnej postaci tuż przed ich nosami, popatrzyła groźnie i po rozejrzeniu się zaczęła przesłuchiwać.
-A wasza dwójka co tu robi!?- Zagrzmiała nie widząc sensu wymieniać punktów regulaminu, które złamali... niech lepiej wymyślą sobie dobrą wymówkę...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rosemarie Cleverly



Liczba postów : 963

PisanieTemat: Re: Tereny Centaurów   Wto Maj 05, 2015 8:02 pm

-Żaden mężczyzna...- Powtórzyła niedowierzając, miała być niby skazana na towarzystwo samych dziewczyn i jego... przecież ona prędzej zwariuje z nimi wszystkimi!-A jak chcesz tego dokonać!?- Zapytała zainteresowana z uśmiechem.-Zamkniesz mnie w klatce? Czy może jakieś zaklęcie? A może nie odstąpisz mnie na krok!? Mnie osobiście najbardziej podoba się ta ostatnia opcja, jeżeli moja opinia w ogóle się tu liczy.- Nie chciała na razie wracać do sytuacji z Royem, nie było potrzeby psuć sobie nastroju wspominając przykrą sytuację, ale wiedziała, że niedługo będzie musiała złamać swój "zakaz" i go odwiedzić.
-Gwarantuję ci, że sam się jej nauczysz.- Powiedziała jeszcze zamykając temat, ona może być jedynie powodem dla którego będzie chciał być cierpliwy.
Bezczelne ściemnianie to było za dużo powiedziane... ona mogła co najwyżej delikatnie nagiąć fakty czy minąć się z prawdą, a to ogromna różnica.
-Masz za dobrą pamięć...- Powiedziała pod nosem odpowiadając na pocałunek, cóż mogła zrobić, że dotrzymał słowa i się nie mylił!?
-A ja coś nie wspominałam wtedy, że ty zrobisz to pierwszy!?- Zapytała wspominając jak się wtedy przekomarzali i stwierdziła, że może i zakocha się bez pamięci, ale to on pierwszy zapomni jak się nazywa. Tym razem to ona go pocałowała i to trochę dłużej, a później ponownie...
-To co... pamiętasz jeszcze jak się nazywasz?- Zapytała z uśmiechem, który po chwili znikł z jej twarzy, bo wyrosła przed nimi Profesor McGonagall. Dziewczyna szybko schowała butelkę za plecy, starając się wsunąć ją niezauważenie do torebki.
-Pani Profesor... My...- Zatrzymała się na chwilę nie wiedząc co powiedzieć.-Poszliśmy na spacer po błoniach i tak jakoś się stało, że się tu znaleźliśmy, nie mam pojęcia dlaczego, a później szukaliśmy drogi powrotnej i tak jakoś zeszło, że jeszcze jej nie znaleźliśmy, jeżeli będzie Pani taka miła i ja nam wskaże, to bylibyśmy bardzo wdzięczni.-Dziewczyna zestresowała się obecnością nauczycielki i włączyło jej się szybkie mówienie... miała nadzieję, że zagada ją na tyle, że ta sobie odpuści.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t608-rosemarie-rose-cleverly
Bryan Carell



Liczba postów : 180

PisanieTemat: Re: Tereny Centaurów   Wto Maj 05, 2015 8:18 pm

-No dobra, może nie żaden...Ktoś tam może do Ciebie podejść, ale...niech uważają lepiej, bo lewą ręką zabijam, a prawej to sam się boję. - odparł, a potem zaśmiał się. Noo...nie mógł przecież jej zabronić kontaktów ze wszystkim przedstawicielami płci męskiej, bo nie miał zwyczajnie takiego prawa. Tak jak on potrzebował innych kobiet niż ona w otoczeniu, tak ona musiała czasem pogadać z jakimś chłopakiem, prawda?
-Emm..sama nie będziesz chciała znać innych, bo ja jestem najlepszym facetem jakiego znasz? - odparł dalej żartobliwym tonem, oczywiście żartował sobie cały czas.
-Och tak, przy Tobie na pewno.. - odparł zrezygnowany wiedząc, że jeszcze nie raz zmusi go, by na coś czekał, nie będzie dostawał od razu wszystkiego czego pragnie, więc na pewno nauczy się odpowiedzialności.
Aha, faktycznie było coś takiego, ale i tak nie zamierzał jej przytaknąć, było 1:0 dla niego i nic tego nie zmieni, mówił, że zakocha się bez pamięci i tak właśnie się stało! Nie ma, że nie.
-Jeszcze pamiętam, ale jak długo...tego nie wiem. - odpowiedział jednak oddając jej wszystkie pocałunki..
A potem nagle bum! I centralnie przed nimi pojawiła się jakaś kobiecina, mniej niż kilka sekund zajęło mu zrozumienie kto to jest...
-O kurw... - urwał w połowie gryząc się w język, wiedział, że to nie jest najlepszy pomysł przeklinać przy nauczycielce, oraz ich opiekunce...W każdym razie teraz mieli kłopoty. Zauważył jak Roska próbuje schować do torebki butelkę, taak, lepiej żeby Pani profesor tego nie zobaczyła..
-Taak, właśnie. Po prostu zboczyliśmy z głównej drogi bo się zagadaliśmy, wymienialiśmy akurat informacje na temat referatu na następną lekcję eliksirów i przypadkiem znaleźliśmy się tutaj, ale już wracamy! - wyrzucił z siebie również, potwierdzając jej zdanie, przy okazji dając jej czas by mogła schować flaszkę, bo gdy mówił, pewnie nauczycielka przeniosła swój wzrok na niego.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3416-bryan-carell#57308
Mistrz Gry



Liczba postów : 4357

PisanieTemat: Re: Tereny Centaurów   Sro Maj 06, 2015 3:11 pm

Kobieta spojrzała na nich z politowaniem, byli mało przekonywujący, a to całe gadanie dziewczyny powoli przestawało na nią działać. Zaczęła się zastanawiać nad karą dla tej niby zagubionej dwójki, kiedy zobaczyła jakiś ruch wykonywany przez gryfnkę. Wystawiła rękę i po chwili w jej dłoni znalazła się butelka z alkoholem, odkręciła ją i wylała jej zawartość, nie widząc sensu, aby to komentować, wiedzieli doskonale co o tym myśli.
-Mam nadzieję, że jutro nie zgubicie się w drodze do wielkiej sali, bo po śniadaniu zjawicie się tam i wyznaczę wam zadanie.- Nie wiedziała jeszcze co to dokładnie będzie, ale miała całą coś, aby wymyślić coś po czym odechce im się nocnych wycieczek.
-A teraz za mną!- Powiedziała i odprowadziła ich pod samo dormitorium, gdyby przyszło im do głowy zgubić się ponownie.

[z/t wszyscy]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alexandra Woods



Liczba postów : 81

PisanieTemat: Re: Tereny Centaurów   Pon Cze 15, 2015 9:59 pm

To niesamowite, jak po przemianie z jej pamięci uciekały wszelkie wspomnienia. Wywar Tojadowy nie spisał się tej nocy - musiała trafić na jeden z gorszych wyrobów. Do pewnego momentu pamiętała ten okropny ból, kiedy kości się wydłużały, a mięśnie wraz z nimi, ale, gdy futrzasta sprawa przeszła na wyższe obroty, film się urwał. Jakby za sprawą niewidzialnych nożyczek, którymi skracała życie jedna z trzech Moir, sióstr tragicznych. Dopiero nad ranem, zmarnowana, acz nie w pełni świadoma, wydostała się z celi, zabierając swoje rzeczy. Głowa łupała, jakby wypiła kilka litrów alkoholu, a przed oczami miała co jakiś czas nieprzyjemne mroczki. Podświadomość nakazywała ruch obolałemu ciału, choć umysł Alexandry wyraźnie nakazywał jej zatrzymanie i przeczekanie symptomów po przemianie w wilkołaka. Może działała z instynktem, a może z własnym przekonaniem, o czym świadczyłoby założenie podarowanego przez Katherin swetra na porwaną koszulkę, dopiero po całym seansie - mimo wszystko, nie chciała go zniszczyć, choć przyjaciółka wyraźnie zaznaczyła, że nie zależy jej na nim. Trudno, tej upartej Ślizgonce zależało, aby wrócił cały do rąk właścicielki. Niech własne ubrania się niszczą, ale nie panny Grigori.
Gdy w końcu zakodowała, że znalazła się gdzieś w lesie, a zdrowy rozsądek przypomniał, iż w okolicy zamku znajdował się jedynie Zakazany, prędko pożałowała kierunku wędrówki. Stukot końskich kopyt gdzieś w pobliżu roznosił się echem i z każdą sekundą znikał. Centaury? Centaury... Uciekały na jej widok? Może dalej ma te szpony, okropny, wilczy pysk i uszy? Gdyby gdzieś tutaj była kałuża, dostrzegłaby, iż po prostu wyglądała, jak chodząca zaraza. Poszarpane, zniszczone spodnie i buty, blada twarz, dzikie, zmęczone oczy... Opadła bez sił pod jednym z drzew i po prostu zasnęła...

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.]
[You must be registered and logged in to see this image.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3577-alexandra-woods#59873
Katherin Veronica Grigori



Liczba postów : 167

PisanieTemat: Re: Tereny Centaurów   Pon Cze 15, 2015 10:23 pm

Wstała bardzo wcześnie. Pierwsze promienie słońca zaczynały dopiero nieśmiało zaglądać do pokoju w którym spała. Jeszcze nie w pełni świadoma odwróciła się w stronę łóżka przyjaciółki. Nietknięta pościel świadczyła tylko o jednym - nie było jej jeszcze w pokoju. Z niepokojem spojrzała na zegar. Według jej obliczeń Alexandra już dawno powinna tutaj być. Coś musiało się stać, skoro jej nie ma. Ta myśl bardzo, ale to bardzo się jej nie spodobała. Natychmiast zerwała się z posłania. Nie zwracała nawet w co się ubiera. Nawet włosów nie uczesała tylko związała w niedbały kok i wziąwszy ze sobą kurtkę przyjaciółki wyszła jej poszukać.
Pierwszym miejscem od którego zaczęła była cela do której schodziła Lexa. Niestety, była pusta. Kath nie chciała przebywać w niej zbyt długo, dlatego od razu ją opuściła. Nie chciała patrzeć na miejsce w którym jej przyjaciółka cierpi podczas każdej pełni. Było to zbyt drastyczne jak dla niej.
Nie miała pojęcia, gdzie udać się później. Klasy? Gabinety? Może Wielka Sala? Nawet jeśli Lexa znajdowała by się w którymś z tych miejsc z pewnością jakiś nauczyciel już by ją znalazł i zaprowadził do... Właśnie! Skrzydło szpitalne. Kath jak najszybciej umiała pobiegła w jego kierunku. Niestety to co zastała po otworzeniu drzwi rozwiało jej nadzieje. Wszystkie łóżka były puste co znaczyło, że i ty jej nie ma. Coraz bardziej się jej to nie podobało. Niby było jeszcze jedno miejsce ale tam by Lexa nie poszła. No chyba, że... A może jednak. W sumie nie miała nic do stracenia.
Nawet nie zarejestrowała momentu przejścia przez większą część zamku i wyjścia pod sam Las. Dopiero silny podmuch wiatru wrócił jej myśli na właściwy tor. Jej puls lekko przyśpieszył. W zakazanym lesie była tylko raz i nie znała go aż tak dobrze aby szukać po nim kogokolwiek. Jednak nie chciała się poddawać. Pewna swego weszła na jedną ze ścieżek.
Błąkała się przez dobrą godzinę nawołując przyjaciółki. Niestety nic nie znalazła. Dopiero postój przy jednym z drzew dał jej nikłą nadzieję. Pomiędzy jednym a drugim drzewem na przeciwko niej siedziała, a raczej leżała, jakaś postać. Z sercem na dłoni podeszła do niej.
Widząc, że to Lexa prawie się popłakała. Nie zwracając uwagi na gałązki, liście i kamienie upadła obok niej na kolana. Dziewczyna spała co, mimo wszystko, wywołało uśmiech na ustach Grigori. Fakt, wyglądała strasznie ale zarazem bardzo spokojnie.
- Lexa. Obudź się. - widząc ruch powiekami otuliła dziewczynę jej własną kurtką.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Katherin Veronica Grigori

[You must be registered and logged in to see this image.] [You must be registered and logged in to see this image.] [You must be registered and logged in to see this image.]
I śmierci myśl jest miła mojej duszy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3474-katherin-veronica-grigor
Alexandra Woods



Liczba postów : 81

PisanieTemat: Re: Tereny Centaurów   Pon Cze 15, 2015 10:48 pm

Podczas ostatniej pełni zawędrowała do gabinetu McGonagall, dwa miesiące temu znaleziono ją pod Bijącą Wierzbą, a teraz skończyła w Zakazanym Lesie. Gdy tak leżała, nieświadoma tego, co się dzieje dookoła, śniła po raz kolejny ten nieprzyjemny sen o nicości i cmentarzu, który był jedynym miejscem, jakie mogła odwiedzić. Te same, murszejące tabliczki z kojarzonymi przez Ślizgonkę nazwiskami, choć były jedynie wytworem fantazji, przyprawiały o ciarki oraz bardzo kiepskie samopoczucie praktycznie za każdym razem, kiedy Al się budziła. Nie brakowało oddechu, nie trzęsła się również, jak suchy liść klonu na wietrze, ale dopadał ją chwilowy paraliż senny i nic nie mogła z tym zrobić, poza poddaniem się dobrowolnie łasce własnego umysłu, który odtwarzał te najmniej przyjemne momenty z życia, jak niechcianą powtórkę serialu w telewizji. Zaczynało od dzieciństwa, a zwykle kończyło na spotkaniu z wilkołakiem. Rutyna, do której wciąż się nie przekonała.
Ściółka była zimna, twarda i dałaby sobie rękę uciąć, że właśnie leżała na swojej torbie, a najwygodniejsza ona nie była. Coś wbijało się w jej bok; miała dwa strzały - różdżka albo butelka. Jeżeli przedmiot numer jeden, to lepiej, aby nie okazał się złamany. Złość tuż po skończonym teatrzyku przy pełni księżyca nie była wskazana. Nie jedna osoba zdążyła się przekonać o tym, że wigor oraz siła bestii pozostaje jeszcze trochę po zajściu ziemskiego satelity... Cóż, niektórzy bardziej, inni mniej...
Pod prawym policzkiem czuła nieprzyjemny nacisk i chyba go odrobinę rozcięła, co wywnioskowała po tępym uczuciu szczypania. Zielone oczy powoli się otworzyły, a szmer w uszach zlał się z cudzym głosem, a to nie ułatwiło w zrozumieniu rzekomych słów. Bo to były słowa, prawda? Natychmiast zamknęła oczy i ściągnęła brwi, cicho jęcząc, gdy siekacze już ostatni raz zabolały, wracając do normy. Poruszyła obolałymi rękami, szurając nogami po korzeniu drzewa i bardzo mozolnie uniosła się na łokciach, chwiejąc nieznacznie przez zawirowania w głowie.
- Ugh... - warknęła pod nosem, gdy spróbowała zmienić pozycję na bardziej komfortową, tak aby nie czuć tego kłucia w boku. Powoli podniosła się i wtedy jakieś ubranie spadło z niej na ziemię, co natychmiast wywołało reakcję obronną Alexandry. To trwało może sekundę i już była w kuckach, podpierała jedną ręką o pień drzewa, a dzikie spojrzenie wpatrywało w postać dziewczyny, która klęczała przed nią. Rozszarp, wygryź gardziel, zabij... Podszepty rozkazujące działanie. Wtedy do niej dotarło. Zamrugała kilka razy, zanim na jej twarzy, zamiast agresji i grozy, wymalowało się zdziwienie oraz niespotykany ból.
- Katherin? - zapytała, wyciągając dłoń powoli do przodu, jakby bała się, że to jedynie iluzja, która zniknie, gdy jej dotknie. - Katherin... Ja... Kath... - nie mogła skleić nawet durnego zdania. Opuściła rękę i niepewnie zbliżyła się, a kiedy wreszcie jej mózg zakodował, że ma do czynienia z dziewczyną prawdziwą, ze skóry i kości, rzuciła się na nią, obejmując mocno ramionami i chowając twarz w szaty Ślizgonki, gdy tak powtarzała imię przyjaciółki, szepcząc je niczym zbawienną mantrę w agonii.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.]
[You must be registered and logged in to see this image.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3577-alexandra-woods#59873
Katherin Veronica Grigori



Liczba postów : 167

PisanieTemat: Re: Tereny Centaurów   Wto Cze 16, 2015 4:37 pm

Siedząc tak przed nią widziała wszystkie emocje rysujące się na jej twarzy. I szczerze powiedziawszy nie były one przyjemne. Sen, który najwidoczniej nawiedził ją musiał być koszmarem. Próbowała parę razy obudzić przyjaciółkę wymawiając jej imię, bądź szturchając lekko. Niestety, żadna z tych metod nie skutkowała. Jedyne co mogła teraz zrobić Kath to siedzieć i patrzeć na jej twarz.
Podarte ubranie, rana na policzku, sińce na rękach jak i nogach. To wszystko wywoływało ucisk w jej klatce. Nie mogła patrzeć na nią w takim stanie. Nie dlatego, że wyglądała ohydnie czy odpychająco. To w ogóle nie o to chodziło. Bardziej było to spowodowane uczuciami jakie ten widok wzbudzał w Grigori. Zacząwszy od współczucia, a kończywszy na nienawiści do osoby która jej to zrobiła. Rozumiała, że tamten ktoś mógł mieć podobnie i również mógł być zmieniony z nie swojej woli, lecz to i tak nie przemawiała na tyle aby przestać chcieć jego śmierci.
Bywały dni kiedy wyobrażała sobie takowe spotkanie. Ciemny las, zero ludzi, zero jakichkolwiek odgłosów. Tylko ona i ten drań. Ona z różdżką a on bez. Wynik był z góry przesądzony. Oczywiście na korzyść Grigori. Jednak czy śmierć tego osobnika przyniosła by jej ulgę? Nie, obwiniała by się do końca życia. To było pewne. Nawet taki osobnik nie zasługiwał na śmierć. W końcu i tak ma gorszy los. Wilkołactwo to klątwa na całe życie.
Jeki przyjaciółki sprowadziły ją na ziemię. Lekko pochyliła się w jej stronę aby sprawdzić czy wszystko jest w porządku.
- Lexa. Słyszysz mnie? Obudź się piękna. - zmartwiony wyraz, goszczący na jej twarzy, nie odstępował jej nawet na krok. Jedna, jedyna łza potoczyła się po policzku aby spaść na ziemię. Tylko jedna. Szybko wytarła ękawem jej pozostałości.
I znów cichy jęk. Jednak tego co nastąpiło potem nie spodziewała by się nigdy. Lexa zerwała się w ciągu kilku sekund do siadu patrząc na Grigori dzikim spojrzeniem. W tych oczach, które tak uwielbiała, nie było nic ludzkiego. Czysty dziki instynkt przemawiał przez nie. Kath sama nie wiedziała dlaczego zrobiła to co zrobiła. Przecież to była Lexa - Jej NAJLEPSZA PRZYJACIÓŁKA. A mianowicie, o co chodziło? Gdy Lexa spojrzała na nią tym dzikim spojrzeniem, Kath, chcąc się cofnąć upadła do tyłu. W jej oczach czaił się strach. W jej głowie pojawiła się myśl: Różdżka, gdzie ja mam różdżkę. ! Lecz nie trwało to długo. Wybudzona z amoku skarciła się za takie myśli. Przecież to Lexa do cholery a nie jakieś dzikie zwierzę! Czego tu się bać? W oczach zalśniła jej nowa porcja łez.
- Lexa. Ja.... Ja przepraszam cię. Nie wiem.... - nie dane było jedna jej dokończyć, gdyż dziewczyna rzuciła się na nią mocno obejmując.
Sama również objęła przyjaciółkę. Nie miała zamiaru jej wypuszczać. Nie teraz. Łzy zaczęły płynąć po jej policzkach.
- Ciii. - starała się ją uspokoić, sama będąc w rozsypce. Przyciągnęła ją bliżej siebie okrywając przy tym szatą - Tak bardzo cię przepraszam. Nie wiem co się ze mną stało. Alexandra... Ja.... - nie mogła jednak skończyć zdania. Sama zaczęła szlochać. Jak mogła dopuścić do tego co się stało. Nie powinna tak zareagować. Nie powinna.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Katherin Veronica Grigori

[You must be registered and logged in to see this image.] [You must be registered and logged in to see this image.] [You must be registered and logged in to see this image.]
I śmierci myśl jest miła mojej duszy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3474-katherin-veronica-grigor
Alexandra Woods



Liczba postów : 81

PisanieTemat: Re: Tereny Centaurów   Wto Cze 16, 2015 5:42 pm

Świadoma tego, jak ludzie mogą zareagować na jej widok, gdy tylko długa, uciążliwa noc z pełnią dobiegała końca, Alexandra w większości przypadków pamiętała, aby nie pokazywać się im na oczy. Jej mózg działał w tej kwestii świetnie, odtwarzał w kółko tę samą komendę Zostań na miejscu!, bądź Dopilnuj, aby cię nie widziano!, jak niechcianą piosenkę. Co z tego, skoro za każdym razem jednak ciało poruszało się samo, wbrew woli dziewczyny? Mogła o to podejrzewać powoli wygasający instynkt dzikiej bestii. Na palcach obu dłoni można by policzyć, ile razy udało się Al dotrzeć do sypialni w Pokoju Dziewcząt bez przeszkód. Wtedy opadnięcie bez sił na łóżko w poszarpanych ubraniach wydawało się być zbawienne dla zmęczonego wilkołaka, a po kilku godzinach snu, widok przyjaciółki obok działał wręcz kojąco.
Czasami budziła się w Skrzydle Szpitalnym, do którego, jak wieści od nauczycieli głoszą, trafiała albo kompletnie przez przypadek, albo dzięki pomocy któregoś z profesorów. Jedynym pewniakiem w tej sytuacji były dwie rzeczy - pierwsza, pielęgniarka zawsze wiedziała, że w noc po pełni, przynajmniej jedno łóżko musi być wolne. Taki nieprzyjemny przywilej; własne łóżko szpitalne w Hogwarcie. No a drugim - Kath. Była obok, gdy się budziła otępiała i obolała, ale nigdy nie mogła powiedzieć, że widok przyjaciółki nie wywoływał u niej poczucia szczęścia - i wcale nie szkodziło, iż czasami Ślizgonka podjadała czekoladę, którą Al miała zjeść po pobudce. W porównaniu do tego co miesięcznego strachu o nią, jedna tabliczka w tą czy w tamtą nie robiła różnicy, a wręcz było jej za mało. Nigdy nie ureguluje tego długu. W końcu była skazana na życie wilkołaka, prawdopodobnie, na zawsze.
Nigdy też nie chciała, aby ktokolwiek widział te szalone oczy, które nie należały do niej, a świadczyły o zwierzęcej naturze drzemiącej w środku Woods. Pozwoliła na to jedynie Anarhold, a i tak jej pierwsze reakcje wystarczająco przekonały Ślizgonkę, że nikt nie powinien tego widzieć. Ba, nikt nie powinien jej po przemianie w ogóle widzieć. Brakowało tylko większej ilości przypadków pokroju Flavii - raz, dosłownie raz, zobaczyła na żywo, co się dzieje z Alexandrą podczas pełni i tyle wystarczyło, aby przegnać ją z tego lichego życia na zawsze. Od tamtego momentu - to jest czwartego roku - nastawiła się na większy dystans do świat, a nawet początek relacji z Grigori nie był najcieplejszy. Druga Ślizgonka musiała się napracować, aby przekonać Woods do siebie, ale koniec końców podołała. Al poprzysięgła sobie, że nigdy nie pozwoli do powtórki z rozrywki. Nie mogła stracić kolejnej osoby, na której jej tak strasznie zależało i było to kompletnie bezinteresowne. Dlatego, gdy tylko ujrzała Katherin przed sobą, a do niej w końcu dotarło, że patrzy na nią, jak na potencjalną ofiarę, wstyd wlał się do klatki piersiowej i wywoływał nieprzyjemne kłucie. Strach przyjaciółki był ciosem, który sama sobie wymierzyła.
Nie winiła jej za reakcję, ale dźwięk tego płaczu, którego nie powinno dzisiaj być, to drżenie i głośny oddech, jaki towarzyszył szlochaniu, to wszystko bolało o wiele bardziej, aniżeli wszystkie kości i mięśnie razem teraz wzięte. Bała się spojrzeć jej w oczy, dlatego uścisnęła tylko mocniej Katherin, zaciskając mocniej powieki. Nie mogła płakać. Ona nie miała powodu... Poza przestraszeniem dziewczyny.
Zacisnęła mocniej palce na materiale szaty, gdy poczuła, że powoli jej ciało osuwa się w dół. Opuściła głowę w dół i zagryzła mocno dolną wargę. Nie płacz, nie płacz, nie masz prawa, Woods...
- Przepraszam- mruknęła zza zaciśniętych zębów, czując jeszcze siekacze. - Miałaś mnie nigdy takiej nie zobaczyć... - dodała, odruchowo warcząc pod nosem. Jeszcze trochę. Zaraz powinno przejść wszystko.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.]
[You must be registered and logged in to see this image.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3577-alexandra-woods#59873
Katherin Veronica Grigori



Liczba postów : 167

PisanieTemat: Re: Tereny Centaurów   Wto Cze 16, 2015 8:09 pm

W głowie klatka po klatce przesuwały się wszystkie sytuacje mające związek z Alexandrą. Ich pierwsze spotkanie, rozmowa, kłótnie, przekonywania aż na samym końcu zaufanie i przyjaźń. Droga do tego ostatniego nie była łatwa dla Grigori. Musiała się wiele napracować aby Ślizgonka wreszcie jej zaufała. Ale mimo wszystko było warto. Gdyby ktoś zapytał się jej czy zrobiła by to jeszcze raz odpowiedź była by jedna - TAK.
Pamiętała każdą spędzoną noc jak i ranek przy łóżku Lexy. Zawsze po pełni kierowała swe kroki po przebudzeniu do Skrzydła szpitalnego. Oczywiście nie obywało się bez niezbędnego ekwipunku. Czekolada. Płynna, stała - nieważne. Ważnym było, iż była to czekolada. Lubiła też podkradać jej trochę Lexie jak spała. Taki nawyk, którego nie mogła się pozbyć.
Czuła jak dziewczyna wtula się w nią bardziej. To był odruch, Kath zaczęła głaskać ją po plecach, włosach szepcząc przy tym kojące słowa uspokojenia.
- Przepraszam cię bardzo. Nawet nie wiem jak usprawiedliwić swoje zachowanie. - pomimo, iż już nie płakała jej głos był zachrypnięty. I faktycznie, mówiła prawdę. Choć bała się na początku. Ale tylko przez chwilę. Później opanowała się. Przecież to LEXA. Jej Lexa. Ona nie zrobiła by jej krzywdy, wiedziała to doskonale - Przecież ty to ty. Nie jesteś zwierzęciem. Jesteś moją Lexą. - słowa wypływały z jej ust strumieniem. Możliwe, że były nie zrozumiałe jednak mówiła prosto z serca.
Złapała ją mocno aby nie osunęła się jeszcze dalej. Wiedziała, że jest zmęczona jednak to nie to było przyczyną tego. Kath tylko się domyślała.
- Nie przepraszaj za to. To ja powinnam ciebie błagać i prosić o wybaczenie. - delikatnie głaskała przyjaciółkę po głowie. Tym gestem nie chciała uspokoić tylko i wyłącznie Lexy ale również i siebie. Monotonne ruchy były najlepsze na emocje targające ciałem. Pozwalały się uspokoić choć trochę - Może i nie miała ale stało się. Martwiłam się i to bardzo. Mogła bym cię taką widywać podczas każdej skończonej pełni tylko po to, aby mieć pewność, że żyjesz i jesteś cała.
Widziała co się z nią dzieje. Nie było to zdrowe aby hamować emocje. Jednak nie chciała jej do niczego zmuszać, nie teraz. Przyjdzie jeszcze na to czas później, gdy już będą w swoim dormitorium.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Katherin Veronica Grigori

[You must be registered and logged in to see this image.] [You must be registered and logged in to see this image.] [You must be registered and logged in to see this image.]
I śmierci myśl jest miła mojej duszy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3474-katherin-veronica-grigor
Alexandra Woods



Liczba postów : 81

PisanieTemat: Re: Tereny Centaurów   Wto Cze 16, 2015 9:02 pm

Gdzieś tam w środku odczuwała to beznadziejne obrzydzenie w stosunku do samej siebie. Szydziła ze swojej słabości, która coraz bardziej zakleszczała się na jej sercu wraz z każdą, następującą pełnią. Była przekonana, że któregoś dnia już tego nie zniesie, a ta sytuacja jedynie potwierdziła jej obawy. Nie chciała być powodem do strachu dla Katherin czy kogokolwiek choćby na sekundę. Wrogów nie posiadała, tak było wygodnie, ale to wcale nie musiało oznaczać, że nikt nie miał wobec niej uprzedzeń. Gdyby większość uczniów Hogwartu dowiedziała się o Ślizgonie wilkołaku, prawdopodobnie zostałaby potraktowana przez niektórych tak, jak ci, których podejrzewa się o kontakty z Voldemortem i Śmierciożercami. Jakby już jej korzenie wystarczająco nie dawały się we znaki.
Kręciła jedynie w zaprzeczeniu głową na każdy sprzeciw Katherin. Miała za co przepraszać i tak, była jej Lexą, była wciąż i tym bardziej pluła sobie w twarz. Niby zdarzenie trwało zaledwie kilka sekund, ale zdążyło odcisnąć piętno na przyjaciółce. Ten obraz przerażenia wyrył się w pamięci Alexandry i nie była pewna czy zdąży o nim kiedykolwiek zapomnieć.
Każde przepraszam wypowiedziane w jej kierunku tworzyło nowe pokłady nienawiści do samej siebie. Chciała się wtrącić, zaprzeczyć wszystkiemu i najzwyczajniej w świecie przekonać Grigori, że to nie ona jest ta zła. Nic nie zrobiła, ona się tylko przestraszyła bestii. Przestraszyła się Alexandry.
- Przestań... - wyszeptała, trwając w uścisku, gdy zaczęła się trząść. - Przestań, Katherin. Przestań, do cholery!
Odsunęła się od dziewczyny gwałtownie, aż poleciała do tyłu do siadu, natrafiając odcinkiem lędźwiowym na swoją torbę. Odrobinę zabolało. Warknęła i rzuciła coś pod nosem, gdy oparła ręce do tyłu o konary drzewa, wbijając paznokcie w strukturę kory, aż poczuła, jak drzazgi wbijają się w opuszki. Wbiła zbolały wzrok w te miłe, pełne zrozumienia oczy Kath i znowu pokręciła głową w sprzeciwie.
- Nie rozumiesz? - zapytała, prychając w marnym rozbawieniu. Wcale jej nie było do śmiechu. - Byłam gotowa ci coś zrobić. Nie możesz mnie przepraszać za coś, na co nie masz wpływu, bo nic nie zrobiłaś, do cholery! To ja cię przestraszyłam! To ja prawie... Ja prawie... Ugh! - złapała się za głowę, zaciskając mocno powieki. - Twoje bezpieczeństwo nie jest warte sprawdzania czy ze mną wszystko w porządku, zrozum!
Warknęła ponownie i uderzyła prawą pięścią w ściółkę obok zniszczonego półbuta. Miała wrażenie, że ziemia zadrżała. Ciężko było złapać oddech, a jeszcze trudniej utrzymać kontakt wzrokowy, nie płacząc przy tym. Była na granicy. Woodsowie nie płaczą.
Co ona robiła? Była niewdzięczna... W ogóle nie doceniała tego, że Ślizgonka ją odnalazła tutaj. Po chwili milczenia, przesunęła się do tyłu oparła o pień drzewa, chowając twarz za rękawami swetra Katherin, które oparła o przyciągnięte do klatki piersiowej kolana. Nie płacz.
- Wracaj do Hogwartu - mruknęła, zaciskając palce na materiale ubrania. - Wracaj, nie jesteś teraz ze mną bezpieczna. To się wciąż nie skończyło.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.]
[You must be registered and logged in to see this image.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3577-alexandra-woods#59873
Katherin Veronica Grigori



Liczba postów : 167

PisanieTemat: Re: Tereny Centaurów   Sro Cze 17, 2015 1:37 pm

Nie wiedziała co zrobiła źle. Chociaż nie, wiedziała. I to doskonale. Czemu Lexa nie widziała tego, jak Kath teraz cierpiała? Czemu nie widziała bólu w jej oczach na samo wspomnienie swojego przerażenia? To tak bardzo bolało. Z pewnością obraz ten zostanie z nią do końca życia. Obraz w którym przeraziła się własnej przyjaciółki.
Jej gwałtowne wyrwanie się zasmuciło Kath. Nie wiedziała jak ma ją przekonać, iż to co czuje również jest bolesne. No jak?
- Co mam przestać? Mówić prawdę? - mówiąc nawet nie podniosła głosu. Była spokojna i opanowana na ile było to możliwe. Jedyne co czuła to... Właśnie, jedno uczucie tego nie opisze. Była ich tak duża ilość, że Kath sama się pogubiła.
Wiedziała to. Doskonale. Widziała to przecież w jej oczach. Ale co z tego? Może i była głupia siedząc tutaj ale przecież nie zostawi jej samej.
- Wiem to. - powiedziała cicho - Ale to mnie nie powstrzyma przed szukaniem ciebie po każdej przemianie.
Czasami zastanawiała się jak by to było, gdyby i ona była wilkołakiem. Gdyby i ją jeden ugryzł. Nie było by za wesoło ale na pewno Lexa nie była by sama. Bosze, o czym ona myślała. Nie mogła nim zostać. Nie,ze względu na przyjaciółkę. Z pewnością obwiniała by się do końca życia.
- Nie jest? A pomyślałaś o mnie. Jak ja się czuję, gdy nie wracasz po przemianie do pokoju? Gdy nie wiem co się z tobą dzieje? - może i nie powinna jej tego mówić ale nie mogła dłużej trzymać tego w sobie - Twoje bezpieczeństwo jest również i dla mnie ważne.
Nie spuściła nawet na chwilkę wzroku z Alexandry.
- Ty chyba żartujesz, że cię tu zostawię! Nie ma nawet takiej opcji. - zostawić ją? Tutaj? O nie.
Delikatnie podeszła do niej na kolanach i złapała za ręce.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Katherin Veronica Grigori

[You must be registered and logged in to see this image.] [You must be registered and logged in to see this image.] [You must be registered and logged in to see this image.]
I śmierci myśl jest miła mojej duszy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3474-katherin-veronica-grigor
Alexandra Woods



Liczba postów : 81

PisanieTemat: Re: Tereny Centaurów   Sro Cze 17, 2015 7:18 pm

Była czasami samolubna, ale w tym całym egoizmie zawsze chodziło o innych. Jak teraz - nie dopuszczała do siebie myśli, co by Katherin miała się nią zajmować, ryzykując przy tym własnym życiem, bo, nie ukrywajmy, właśnie to robiła. Denerwujące szepty wciąż kusiły to wyrwania trzewi Ślizgonki, a w powietrzu niemalże czuła zapach świeżej krwi. Końcówka była najgorsza, bo uświadamiała Al, jak bardzo kruchą i podatną na wpływ zwierzęcej natury się stała. Przeklinała to swoje ja na każdym kroku, a jednak, jak do tej pory, nie potrafiła poza tym nic zrobić. Puste słowa na wiatr.
- Ty naprawdę nie rozumiesz? Naraziłaś się. Jaką masz gwarancję, że nic bym ci nie zrobiła, nosz do cholery!
Wywróciła zirytowana oczami, warcząc głośno. Czy już zostało wspomniane, że nie znosiła takich sytuacji? Gdy musiała podejmować decyzje głową, a nie sercem? Uwielbiała Katherin, była jej droższa, aniżeli większość ludzi i mogłaby za nią spokojnie wskoczyć w ogień. Problem tkwił w tej całej przekichanej moralności Lexy. Chciała trzymać Grigori z dala od wszelkich niebezpieczeństw - nawet, jeżeli oznaczałoby bycie taką, jak teraz.
- Powiedziałam ci, że wrócę, kiedy będzie po wszystkim - wtrąciła, puszczając mimo uszu uwagę Kath o jej bezpieczeństwie. Nie wiedziała na co się porywała podejmując te poszukiwania. - Przecież zawsze wracam, prędzej czy później. Nie ufasz mi?
Opuściła skonsternowane spojrzenie na dłonie dziewczyny, które teraz naruszały jej prywatną sferę. Warknęła coś niezrozumiałego pod nosem i z całych sił próbowała jeszcze bardziej nie podnieść głosu.
- Wracaj do Hogwartu.
Powtórzyła, unosząc wzrok ku oczom dziewczyny, a jej mina wyraźne świadczyła, iż Woods nie zniesie ani krzty sprzeciwu.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.]
[You must be registered and logged in to see this image.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3577-alexandra-woods#59873
Katherin Veronica Grigori



Liczba postów : 167

PisanieTemat: Re: Tereny Centaurów   Sro Cze 24, 2015 10:40 pm

I właśnie tu pojawiał się zasadniczy problem - nie miała gwarancji na to. Nie mogła z całą stanowczością powiedzieć : " W stu procentach mi nic nie zrobisz. Nie przejmuj się tak tym". No nie mogła. Zraniła by tym Lexę i prawdopodobnie samą siebie. Choć w większym stopniu przyjaciółkę.
Schowała swoją twarz za zasłoną włosów.
- Nie mam takiej gwarancji. - jedynie osoba znajdująca się bardzo blisko niej mogła usłyszeć jakiś sens w tym szepcie - Wiem, że się naraziłam ale czy ty nie rozumiesz ? -gwałtownie uniosła głowę do góry. Nie chciała jej tego mówić lecz dłużej już nie mogła wytrzymać - Tylko ty mi teraz zostałaś. - po policzku popłynęła jej tylko jedna, zbłąkana łza - Nie mam nikogo innego. Już nie.
Nie chciała jej mówić o liście. Jeszcze nie. Okoliczności do tego nie były najlepsze, a i samo samopoczucie Lexy również. Jedynie tyle mogła jej na razie powiedzieć, choć z pewnością to też było za dużo. Miała tylko nadzieję, że przyjaciółka nie będzie o nic pytała i wrócą jeszcze go tego przy najbliższej okazji. Szybko otarła pozostałości po tej jednej, zdradzieckiej łzie. Miała nadzieję, że już dziś ani jednej nie uroni. Jednak nie wiedziała jak bardzo się myliła.
I kolejne ukłucie w sercu. Jeszcze bardziej boleśniejsze niż poprzednie. Jak mogła uważać, że Kath jej nie ufa! To było niedorzeczne. Wręcz abstrakcyjne. Z niedowierzaniem na twarzy i bólem w oczach patrzyła wprost na nią.
- To nie jest brak zaufania. - powiedziała po woli chcąc panować nad emocjami - To jest troska o drugą osobę. Nawet nie masz pojęcia .... - wziąwszy głęboki oddech zebrała myśli jeszcze raz - Tylko i wyłącznie o ciebie troszczę się w tym zamku. Tylko ty jesteś dla mnie ważna. Tobie ufam całkowicie. Jesteś moją rodziną. - wypowiedziawszy to wszystko na jednym wydechu zaczerpnęła powietrze. Jej serce galopowało w zawrotnym tempie. Nie wiedziała tylko czy ze strachu, radości, smutku, żalu... Mogła by wymieniać w nieskończoność uczucia targające nią w tym momencie.
Widząc wzrok Lexy od razu puściła jej dłonie. Nie chciała jeszcze bardziej jej rozgniewać. Jednak to co powiedziała zaraz po tym kompletnie zaskoczyło Katherin. Miała wracać do zamku? Bez niej? Co to, to nie! Nie zrobi tego. Jednak wzrok przyjaciółki wystraszył dziewczynę. Nie dała jednak tego poznać po sobie.
Bardzo powoli podniosła się z ziemi. Stojąc już pewnie na dwóch nogach mogła odpowiedzieć Woods.
- Skoro tak bardzo tego chcesz. - Odwróciła się tyłem do przyjaciółki. Czuła, jak do jej oczu napływają niechciane łzy. Nie chciała jednak aby je widziała, nie teraz - Chciałam dobrze. - niestety, przy ostatnim zdaniu nie dała rady ukryć drżenia wywołanego łzami i nagromadzonymi emocjami.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Katherin Veronica Grigori

[You must be registered and logged in to see this image.] [You must be registered and logged in to see this image.] [You must be registered and logged in to see this image.]
I śmierci myśl jest miła mojej duszy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3474-katherin-veronica-grigor
Alexandra Woods



Liczba postów : 81

PisanieTemat: Re: Tereny Centaurów   Czw Cze 25, 2015 9:53 am

W tym momencie nie wiedziała czy powinna dalej ciągnąć teatr głupiej, zwierzęcej furii i rozchwiania emocjonalnego, do którego przecież się nie poczuwała, czy dołożyć wszelkich starań, aby zminimalizować wszelkie straty. Zadane pytanie było wręcz absurdalne, ale miało swe solidne podstawy, świadczące o tym typowym chłodnym podejściu Alexandry do sprawy - mimo wszystko, stoicyzm poniekąd funkcjonował, choć na chwilę obecną był on po prostu błędnym kołem. Dlaczego? Pozwoliła, pomimo wyraźnego sprzeciwowi w środku, aby Kath czuła się przy niej źle. Krótko powiodła wzrokiem do miejsca na ziemi, gdzie spadła pojedyncza łza Ślizgonki, co wywołało w środku dziewczyny znajomy ból, o którym miała nadzieję zapomnieć. Tak jak i miała nadzieję zapomnieć o Tempestowej - nadszarpana relacja i jeszcze ten głupi manewr, którego się podjęła... Nic tylko strzelić sobie w łeb albo skoczyć z mostu do rzeki. Byłoby prościej, gdyby Katherin nie była jej przyjaciółką. Mogłaby ją wtedy dogłębnie zranić i nie martwić się cokolwiek...
- To nie jest warte takiego ryzyka, Grigori.
Powtórzyła twardo swój pogląd wbrew sercu, starając się zignorować kołotanie w klatce piersiowej. W takich momentach bała się samej siebie, bo, gdyby zaszła taka potrzeba, jakoby uratowanie Grigori zależało od dokonania wyboru pomiędzy racjonalnym zachowaniem i ograniczeniem ofiar, a potężnymi stratami, może nawet i życiem własny, to była pewna, że przez rozbicie nie mogłaby funkcjonować. Głowa ponad sercem. Co to da, jeżeli straci Katherin?
Wiedziała, że nie postępuje teraz tak, jak dobry przyjaciel powinien. Nie, zachowywała się, jak nalepszy przyjaciel, który za wszelką cenę chce utrzymać przy życiu najdroższą w jego życiu osobę i choć cel wydawał się szlachetny to świadczył o narcystycznym usposobieniu Lexy. Łatwiej było przecież żyć ze świadomością, iż Kath jest zdrowa i żyje, aniżeli że jest ranna i w niebezpieczeństwie. To ostatnie trzeba było wyeliminować. Musiała zniwelować zagrożenie - siebie, ale to nie takie proste... Nie po tych słowach.
Zagryzła mocno dolną wargę. Chciała znowu przerwać ten potok, nie pozwolić na otworzenie jątrzącej rany, lecz nim zdążyła cokolwiek powiedzieć, ciepłe dłonie Kath puściły te należące do Woods i to był ten moment, kiedy wiedziała, że nawaliła na całej linii. Ślizgonka traktowała ją jak członka rodziny. Wiedziała o problemach w rodzie Grigorich, miała świadomość, iż przyjaciółka najchętniej odcięłaby się od nich, ale raczej nie oczekiwała bycia najważniejszą osobą w jej życiu. Co z Willem? Co z pozostałymi?
Korzystając z okazji - odwrócona do niej tyłem dziewczyna, wolne dłonie - przyłożyła palce po obu stronach głowy i rozmasowywała łupiący pod czaszką ból. To naprawdę było gorsze od kaca, a wieloletnie doświadczenie wcale nie znaczyło, że wiedziała jak ma sobie radzić z efektami po przemianie. Za dużo myśli, za dużo symptomów, za dużo wszystkiego.
W gardle urosła gula i nie pozwalała nawet wykrzyknąć prostego nie chcę! jakie teraz zdradziłoby jej kruchą postać. Nie chciała tutaj zostać sama, nie chciała też zostawić Katherin bez porządnych wyjaśnień ani tym bardziej w takim stanie. Nie chciała być powodem do jej łez, a jednak te drżące ramiona były wystarczającym dowodem, że takowym się stała. Była głupia.
- Katherin - poruszyła ustami bezgłośnie, unosząc głowę nieznacznie, a wtedy tętent kopyt przerwał jakiekolwiek próby, których miała się podjąć Lexa. Panicznym wzrokiem spojrzała w bok, skąd dobiegał dźwięk. Tumany wzbitego kurzu i niebezpiecznie drżąca ziemia. Dobrze pamiętała z lekcji, że centaury atakują tylko w dwóch przypadkach: gdy odczują zagrożenie (patrz, wilkołak) albo gdy wejdzie się na ich teren bez zapowiedzi (patrz, Ślizgonki).
Z trudem uniosła swe ciało na drżących nogach, podpierając się z tyłu o pień drzewa.
- Uciekaj, centaury!

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.]
[You must be registered and logged in to see this image.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3577-alexandra-woods#59873
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Tereny Centaurów   

Powrót do góry Go down
 

Tereny Centaurów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Tereny przy fabryce
» Tereny wokół budynku

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
List z Hogwartu :: Wspomnienia :: Porządki 3. :: HOGWART :: TERENY ZAMKOWE :: Zakazany Las-