a
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Gabinet i kwatery praktykanta transmutacji
List z Hogwartu
Niestety jak to często bywa, coś się kończy, a coś innego zaczyna. Czas Listu z Hogwartu dobiega końca. Mam nadzieję, że część osób będzie wspominało tę stronę z pewnym sentymentem, a nawiązane tutaj znajomości przetrwają pomimo zakończenia naszej działalności. Dziękujemy za te dwa lata! Administracja


 

 Gabinet i kwatery praktykanta transmutacji

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Budowy

avatar

Liczba postów : 299

PisanieTemat: Gabinet i kwatery praktykanta transmutacji   Czw Paź 02, 2014 8:21 pm


Po otwarciu drzwi trafiamy do staromodnie zrobionego gabinetu, przed biurkiem stoi jedno krzesło, fotel Swena zaś stoi pod którąś z gablot z książkami. Po prawej od gabloty są małe drzwi do jego kwater, zaś dalej w wolnym miejscach piętrzą się kufry i papiery, z różnego rodzaju publikacjami na temat transmutacji. W środku nie ma ani okna, ani żadnego obrazu, wnętrze jest raczej ciężkie i ponure.

Po przejściu przez drzwi do kwatery znajdujemy się w zaskakująco widnym i jasnym miejscu. Wszystko jest w kremowych barwach, a szeroko otwarte okiennice zamkowych okien wpuszczają masę światła. W studio mieści się biurko zawalone gratami Swena, mały stolik z krzesłami, szafka z przekąskami ukradzionymi z kuchni. Za stołem jest kominek, przed którym leży puchaty dywan, a tuż obok dywanu komoda z ubraniami praktykanta. Na jednej ze ścian wisi obraz namalowany przez pewną uczennicę, dostał go na urodziny w tym roku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Swen Pure

avatar

Liczba postów : 116

PisanieTemat: Re: Gabinet i kwatery praktykanta transmutacji   Czw Paź 02, 2014 8:47 pm

Swen czuł się nieswojo. To było najbardziej trafne określenie. Powrót do zamku był koniecznością, ale od tego momentu uczty jej nie widział. Następnego dnia mignęła mu na posiłkach i gdy szła gdzieś z Fern między zajęciami... ale to było wszystko. Transmutację mieli w poniedziałki, miałby więc czekać, a był dopiero czwartek.
Właściwie sam nie wiedział co nim kieruje. Tłumaczył sobie to przyzwyczajeniem, bo czym innym mógłby? Dodatkowo była jego. Sam sobie ją porwał, nikt za niego tego nie zrobił, miał prawo z nią przebywać... niepokoiło go jednak to, że sama nie przyszła. Sądził, że przyjdzie. Przeliczył się? Nie wiedział. Może rzeczywiście niewiele wiedział o kobietach.
Wyszła ostatnia z sali zajęć, rozmawiając jeszcze z Flitwickiem chwilę po tym jak wszyscy sobie poszli. Złapał jej nadgarstek gdy przechodziła obok i pociągnął za sobą. Nikt ich nie widział, bo było już stosunkowo pusto. Korytarz w tej części zamku nie był uczęszczany. Ledwie parę minut wystarczyło by trafili do jego gabinetu, gdzie zatrzasnął drzwi.
Miał zamiar na nią nakrzyczeć, poszarpać, cokolwiek, był zły, był bardzo zły na nią, na siebie, na wszystko, jednak gdy tylko zamknęły się drzwi, przyciągnął ją do siebie obejmując mocno. Nos wsunął w jej włosy i przymknął oczy. Była taka drobniutka i malutka, że poluźnił uścisk, mając wrażenie że ją zaraz zgniecie. Nie odezwał się ni słowem, stał tylko tak, obejmując ją i powoli - bardzo powoli, czując się lepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1116-swen-pure
Afrah Suey

avatar

Liczba postów : 175

PisanieTemat: Re: Gabinet i kwatery praktykanta transmutacji   Czw Paź 02, 2014 10:26 pm

W zamku było dziwnie. Oczywiście, kochała stare zamczysko, jednak czuła się nieswoją, mając tak dużą przestrzeń do dyspozycji. W Dublinie było nieco inaczej - Czasami ze Swenem wychodzili, jednak zawsze trzymała się blisko niego - nie tylko dlatego, że taki był warunek jakiegokolwiek wyjścia gdziekolwiek, ale dlatego, że panicznie bała się od niego oddalić. Przecie nawet gdyby uciekła, byłaby zdana na siebie w obcym mieście, bez różdżki. Nie umiała się teleportować, w życiu nie była w Dublinie. W domu miała swój pokój i dostęp do górnego piętra, jednak chyba najbardziej preferowała właśnie jej pokój, który przewróciła do góry nogami, ustawiając meble po swojemu, kiedy jego nie było.
Jednak najbardziej dręczyła ją nieobecność Swena. Przywykła do tego, że jest z nią, obok, pilnuje jej, sprawdza, czy nie ma kontaktu ze światem zewnętrznym, a przynajmniej niezbyt duży. A teraz... Teraz co? Mogła robić to, za czym tęskniła w Dublinie, jednak teraz, kiedy już miała do tego sposobność, zdała sobie sprawę, że dręczy ją ta swoboda. Między zajęciami nie raz i nie dwa chciała go złapać, choćby tylko po to, by się przywitać, jednak Amelia przylepiła się do niej, zapełniając czas różnymi zajęciami. Dziewczyna przylepiła się do Suey, pilnując jej, nie spuszczając z niej wzroku, jednak Af tak naprawdę aż tak jej obecność nie przeszkadzała. Amelia doskonale wiedziała, gdzie są granice, i że Afrah ma dni, kiedy nie wolno jej wchodzić w drogę. Jednak dziewczyna w takie dni siadała wkącie łóżka, przytulała się do poduszki i rozmyślała, jednak nikt nie wiedział nad czym. Nawet Amelia.
Właśnie wrzuciła książki do torby i podeszła do Profesora Flitwicka, kiedy w kącie sali mignął jej Swen. Zacięła się na moment, wlepiając wzrok w kąt sali. Zmarszczyła brwi i uśmiechnęła się do niskiego profesora, żegnając się i odwróciła się, idąc w stronę drzwi. Dopiero po chwili, poczuła jak silna dłoń zaciska się na jej nadgarstku. Swen pociągnął ją przez korytarze, nie dając nawet szansy na odezwanie się, jednak kiedy praktycznie wewlókł ją do pomieszczenia, zdołała tylko wydusić
- Co Ty ro...
I nic więcej nie powiedziała, zaciskając dłonie na jego koszuli, i pochylając głowę, opierając czoło o jego pierś. DLaczego właściwie za nim tęskniła? Przecież wmawiała sobie, że go nienawidzi. Że... Nieważne. Minęła dłuższa chwila, stali w milczeniu, w końcu jednak westchnęła i odezwała się cicho.
- Przepraszam, że nie przyszłam... Ja... nie miałam jak.
Nie mogła przecież powiedzieć Amelce, że ma spadać. To w końcu dalej była jej przyjaciółka, a Afrah niezbyt umiała ją zbyć.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _













If I die young bury me in satin, lay me down on a bed of roses
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1727-afrah-suey
Swen Pure

avatar

Liczba postów : 116

PisanieTemat: Re: Gabinet i kwatery praktykanta transmutacji   Pią Paź 03, 2014 12:04 am

Tak było lepiej. Tak było wszystko na miejscu, tak przynajmniej czuł. Że to w ten sposób powinno wyglądać, że Afrah powinna być przy nim. Powinna być obok cały czas, w końcu tak właśnie ostatnio było, prawda? Ostatnie dwa miesiące spędził tylko z nią.
To było niemal zabawne, jak bardzo zmieniło się jego postępowanie względem niej. Zauważył ją jeszcze w zamku, przerażoną jego osobą i uznał że idealnie nada się na jego wakacyjną przygodę z torturami. Bo taki Swen był - spaczony, kochający przemoc i brutalność, sprawianie bólu go podniecało... i to mówię całkiem serio, bo stawał mu podczas tortur. Miał pannę Suey porwać, złamać, zniszczyć, zgwałcić i zabić na koniec, po wielkich męczarniach. A już gdy się u niego pojawiła, nie umiał jej tknąć. Nagle okazało się że znacznie lepiej mu się z nią rozmawia niż potencjalnie torturuje, że sam fakt spędzania wspólnego czasu sprawiał mu przyjemność. I nie mogła opuszczać jego piętra, nie mogła sama wychodzić, nie miała też różdżki ani kontaktu ze znajomymi ze szkoły... Ale miała wszystko inne, łącznie ze swobodą i tym, że wychodzili nawet razem z domu. Swen nigdy nie wspominał o swoim drugim życiu jako śmierciożerca, znikał jedynie od czasu do czasu i wracał z posępną miną... nigdy jednak w nic ją nie wmieszał i nie wplątał. Z potencjalnej ofiary stała się dla niego kimś zupełnie innym i sam nie wiedział jak to nazwać.
Nie odzywał się dłuższą chwilę, pozwalając sobie samemu nacieszyć się jej obecnością.
- Jeszcze raz nie będzie cię tyle czasu i zacznę mordować - jego głos był schrypnięty, ale wyraźnie mówił serio. Wciąż ją trzymał, dopiero po chwili rozluźnił uścisk i puścił ją. Jak gdyby nigdy nic otworzył drzwi od swoich kwater i wprowadził Suey do środka, gdzie zabrał się za robienie herbaty. Usiadł na swoim łóżku, które zdecydowanie było na niego samego za wielkie i wbił spojrzenie ciemnych oczu w dziewczynę - jak ci mija tydzień? Fern dała ci w końcu spokój?
Wiedział, że głupio zareagował w pociągu, ale jakoś nie umiał się powstrzymać, gdy Afrah się bała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1116-swen-pure
Afrah Suey

avatar

Liczba postów : 175

PisanieTemat: Re: Gabinet i kwatery praktykanta transmutacji   Pią Paź 03, 2014 12:43 am

Uśmiechnęła się. Nawet pomimo tego, że wiedziała, że byłby zdolny to zrobić, zabić, byle tylko się wyżyć, Afrah nie obdarzyła go przerażonym spojrzeniem, jak zwykła to robić na początku ich... znajomości? Co za durne słowo, zwłaszczaw tej sytuacji. Po chwili już siedziała w fotelu, wzdychając cicho i zdejmując buty. Lubiła chodzić bez butów, więc zdjęła czarne, zwyczajne balerinki i postawiła je tuż obok fotela. Usiadła wygodniej, nogi układając obok siebie, objęła kolana rękoma i spojrzała na Swena ze zmęczonym uśmiechem. Tak było... lepiej. Byli obok siebie, rozmawiali, nikt nie stał pomiędzy nimi. Tak miało być. Nie omieszkała zaśmiać się cicho na wspomnienie Amelki - w koncu wiecznie łażąca za Afrah przyjaciółka nie mogła ujść uwadze Swena.
- Energicznie, nawet za bardzo. Amelka dzień w dzień ciąga mnie na boisko Quidditcha, plotki, kilka razy zdążyła moją obecnością zatruć życie Hagrida. Te jego ciastka... - aż się zatrzęsła. Każdy wiedział, że ciastka Hagrida to modyfikowane genetycznie kawałki zbrylonego błota - a przynajmniej tak wyglądały. A smakowały... cóż. Lepiej się nie odzywać.
- Amelia... Jest moją przyjaciółką. Nie widziałyśmy się dwa miesiące. - Uśmiechnęła się łagodnie. - Usiłujemy to nadrobić, ale ona jest chyba aż nazbyt gorliwa. Ledwie wyrabiam z zajęciami. A Tobie jak idzie? Sterroryzowałeś już pierwszoroczniaków? Widziałam, jak jakiś mały Puchon wybiegał z sali Transmutacji, blady jak śmierć.
Rzeczywiście, Swen potrafił być... przerażający. Biedny Puchon niemal nie wywalił się o własne nogi, umykając z sali w tempie pociągu ekspresowego.
- Próbowałam jakoś Cię odwiedzić. To takie dziwne, kiedy ma się tyle swobody. Niby tak dużo zajęć, ale tak mało do roboty...

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _













If I die young bury me in satin, lay me down on a bed of roses
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1727-afrah-suey
Swen Pure

avatar

Liczba postów : 116

PisanieTemat: Re: Gabinet i kwatery praktykanta transmutacji   Pią Paź 03, 2014 4:36 pm

Czajnik zaczął gwizdać, a Pure podniósł się z łóżka. Przygotował kubki, wrzucił herbaty, a w między czasie czajnik przestał wydawać z siebie irytujący dźwięk tylko poganiać praktykanta w czynnościach określając go przy okazji pewnymi nieprzyjemnymi epitetami. Mężczyzna zanim złapał za niego musiał przywalić mu szmatką w rączkę by przedmiot przestał wyzywać i w końcu się uspokoił. Podał dziewczynie napój, sam wrócił znów na łóżko. Cały czas jej słuchał i nie omieszkał parokrotnie się skrzywić.
Amelia... mogła być problemem. Między nimi coś było, co prawda jakiś czas temu... ale dla takich dziewcząt niektóre rzeczy się nie zmieniają. Przypominała mu tamtą puchonkę, jego zakazany temat. Jednak gdy okryła jego tajemnicę Swen zaczął się od niej odsuwać. Wciąż darzył ją sympatią, ale nigdy to nie przerodziło się w nic więcej, podobnie jak nigdy do niczego między nimi nie doszło. A teraz praktykant kręcił się koło jej przyjaciółki, jak się okazywało. Melka pewnie sądziła że ubrał sobie ją za cel, albo do czegoś Suey wykorzystał... lub wykorzystywał. Uśmiechnął się pod nosem.
- Nigdy nie miałem okazji skosztować jego ciastek. Za czasów szkolnych nie byłem jego ulubieńcem - uśmiech lekko się pogłębił. Jako uczeń był nie tylko otoczony wianuszkiem dziewcząt które zmieniał jak rękawiczki i odrzucał tylko ze względu na kiepski status krwi... ale i przyszłymi albo już, śmierciożercami. Sam był bardzo nieprzyjemny, podobnie jak teraz otaczała go ta nieprzyjemna, ciężka aura, która jednak zniknęła nieco, zupełnie jakby czymś zagłuszana... no i nie umiał panować nad swoimi sadystycznymi zapędami.
- Oczywiście, że Amelia Mary Fern jest nazbyt gorliwa. Niczego innego się po Fernównie nie spodziewałem, zwłaszcza nie po tym co się działo w przedziale...
Zastanowił się, czy uświadomić dziewczynę co do całości sytuacji, czy nie, ale doszedł do wniosku że na razie lepiej nie. Jak dla niego zachowanie Fern nie było czysto przyjacielskie, kierowało nim też coś innego.
- Nie bywam bardziej przerażający niż McGonagall - odpowiedział tylko masując sobie kark. Był nieprzyjemny. Był nieprzyjemny, bo był niespokojny, a był niespokojny przez nią. Mogła sama się winić za pierwszorocznych, drugorocznych, trzeciorocznych... i całą resztę szkoły która miała nieszczęście mieć z nim już lekcje. Słysząc jej wytłumaczenie tylko na nią spojrzał, nic nie mówiąc. Chciała go odwiedzić? Z resztą, nie ważne, wyrzucił to z głowy dużo szybciej niż jego mózg zdążył choćby przetrawić tę informację.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1116-swen-pure
Afrah Suey

avatar

Liczba postów : 175

PisanieTemat: Re: Gabinet i kwatery praktykanta transmutacji   Sob Paź 04, 2014 2:19 am

Powoli pokiwała głową.
- Po tym, co się stało w przedziale, pół nocy mnie męczyła. Prawie cały czas o Ciebie pytała. Może nie wprost, ale starała się wracać do tematu.
Afrah zgarnęła włosy wpadające jej do oczu na prawe ramię i potarła lekko nasadę nosa, jak to zwykła robić po czym poprawiła się na fotelu, obserwując Swena, kiedy robił herbatę. Nie mogła powstrzymać lekkiego uśmiechu, kiedy podał jej kubek.
- Dziękuję.
Upiła kilka łyków i rozejrzała się po pomieszczeniu. Było niezwykle... czysto? Nie, żeby Swen był bałaganiarzem, czy coś, ale tu było tak dziwacznie. Jakby znajomo. Dopiero po chwili wlepiła wzrok w ścianę. Powiesił jej obraz. Była naprawdę zaskoczona - i szczerze, zrobiło jej się miło. Niezbyt wiedziała, co dać mu na urodziny, zważywszy na to, że nie mogła udać się do miasta w poszukiwaniu inspiracji, usiadła przed sztalugą, nie mogąc wpaść na to, co może namalować. W końcu jednak powstał obraz. Widok na zamek był nieco zamglony, jakby zamazany,jednak dalej można w nim było rozpoznać strzeliste wieże Hogwartu. Niebo na obrazie było różnokolorowe - między żółcią a czerwienią, kolory przenikały się, sprawiając wrażenie wschodu, bądź też zachodu słońca. Zamek znajdował się na drugim planie, jednak pomimo tego, najbardziej rzucał się w oczy. Nieopodal, napierwszym planie, bardziej z lewej strony rosło drzewo. na solidnym konarze, z nogami zwisającymi nad ziemią, siedziały dwie osoby. Widać było tylko tyły postaci. Patrzyły na zamek. Jedna z nich, dziewczęca, co można było poznać po długich, ciemnych włosach opadających na plecy, opierała głowę o ramię wyższego mężczyzny. Cały obraz namalowany był na stosunkowo średniej wielkości płótnie, mniej więcej formatu A2.
Nie skomentowała obrazu, upiła jedynie łyk herbaty i odstawiła kubek na stolik, przecierając oczy. Ostatnio nie sypiała dobrze. Irytowało ją nawet miękkie, Hogwardzkie łóżko. Wiecznie się w nim zapadała, co zauważyła i Mel. Ilekroć Afrah budziła się w nocy, kląc pod nosem i rzucając odpowiednie zaklęcie na materac, jednak za każdym razem rumieniła się dziko na zdumione, podejrzliwe spojrzenie Fern. Zamrugała szybko, wyrwana z zamyślenia. Nie mogła powstrzymać delikatnego drżenia kącików ust, kiedy skomentował swoje nastawienie.
- Nie no. Wcale. A uczniowie, wybiegający z sali z płaczem, lub bladzi jak śmierć, to tak sobie tylko dla hecy popłakują. Kółko teatralne.
Ponownie napiła się herbaty i rozejrzała się po pokoju.
- Ładnie tu masz. Tak jasno. I uprzedzam Cię, przywłaszczam sobie ten fotel.
Ostatnie zdanie wygłosiła z taką powagą, jakby chodziło o sprawę wagi państwowej. Miała dziś dobry humor, jednak teraz wydawała się promienieć radością.
- A Ty... robiłeś coś poza straszeniem uczniów swoją ponurą postawą? Swoją drogą, zauważyłam ciekawą rzecz. Nie można Cię zostawić na dłużej samego, bo robisz się posępny i zgryźliwy. Zupełnie jak Portos.
Czarny, puszysty kocur był utrapieniem Swena. Niezbyt się lubili, a nawet jeśli Swen wyzbył się chociaż w minimalnym stopniu niechęci do kota Afrah, to zwierzak raczej nie zamierzał praktykantowi odpuścić. Kiedy wchodził do pomieszczenia, z miłej przytulanki Portos zmieniał się w złośliwego, futrzastego skrzata, który uprzykrzał mężczyźnie życie. Swen zapewnie nigdy nie zapomni dnia, kiedy kocur rozszarpał na kawałki jego ukochane buty, Portos natomiast nie zamierzał wybaczyć mężczyźnie, że chciał go oddać do pralni, ukrytego pod stertą ubrań.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _













If I die young bury me in satin, lay me down on a bed of roses
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1727-afrah-suey
Swen Pure

avatar

Liczba postów : 116

PisanieTemat: Re: Gabinet i kwatery praktykanta transmutacji   Czw Paź 09, 2014 11:52 pm

Swen zamknął oczy, ledwie powstrzymując irytację, by nie wyszła na wierzch. Dlaczego miał wrażenie że "troskliwa" przyjaciółka Afrah wcale nie była zwyczajnie troskliwa, tylko chodziło o niego? Wywoływało to w nim ledwie powstrzymywaną wściekłość, zarówno na Fern, jak i na siebie samego. Choć oczywiście nie musiało o to chodzić... Ale mimo wszystko dziewczyny w tym wieku bywały raczej oczywiste. Dodatkowo Amelia była na tyle wścibską istotką, że niemal się spodziewał, że kiedyś przeciśnie się gdzieś pod czyimiś drzwiami żeby popodsłuchiwać czy coś. Całe szczęście, że po pierwsze do jego gabinetu nie można było od tak wejść, a po drugie, wejście do kwater było zabezpieczone zaklęciami i... cóż, zamkiem w drzwiach.
Z rozmyślań wybił go głos dziewczyny. Nie mógł nie zauważyć tego, że prawie się uśmiechnęła... spędzili wystarczająco czasu razem, by zaczął zauważać takie drobiazgi szybciej niż analizować jej słowa. Była rozbawiona.
-... A daj spokój - machnął lekceważąco ręką - nie było aż tak źle. Po za tym, nie mam ostatnio humoru. Częściej widzę twojego kota, niż ciebie.
Nawet nie zdał sobie sprawy z tego, że jego ton nagle zrobił się lekko marudny i w jednym ciągu ustawił swój zły humor z brakiem kontaktu z puchonką. Może, gdyby to zarejestrował zdał by sobie sprawę z wielu różnych interesujących spraw, ale... ale Swen pozostawał jedynie facetem, kompletnie niewzruszonym i obojętnym na takie niuanse które pozostawały po za zasięgiem jego możliwości percepcyjnych.
Za to jego uśmiech, który się nagle pojawił był zdecydowanie jednym z tych, który sprawiał że dziewczęta podkochiwały się w praktykancie.
- Wiesz, że to musi oznaczać to, że będziesz bywać tu częściej?
Powinen ktoś im zrobić zdjęcie, dać do ręki i pozwolić przeanalizować. Oboje w swoim towarzystwie zdawali się być znacznie szczęśliwsi niż jego pozbawieni i było to widać jak na dłoni. Zaraz jednak Swen się "nachmurzył" przynajmniej na pierwszy rzut oka, bo wciąż humor miał wyśmienity.
- Nie porównuj mnie do tej kupy sierści! ... Nie mam zbyt wielu zajęć po za przygotowywaniem lekcji - bezwiednie potarł lewe przedramię. Właściwie to przygotowywanie lekcji zajmowało mu masę czasu, zwłaszcza że McGonagall pozwoliła mu przejąć większość swoich zajęć, ale jakoś jego umysł pozostawał niezaprzątnięty specjalnie dodatkowymi myślami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1116-swen-pure
Afrah Suey

avatar

Liczba postów : 175

PisanieTemat: Re: Gabinet i kwatery praktykanta transmutacji   Pią Paź 10, 2014 10:08 pm

Zrobiło jej się dziwnie ponuro. Przecież nie mogła olewać lekcji. W sumie to mogła, ale źle by to wyszło, a ona nie lubiła olewać szkoły. Cóż, będzie musiał pogodzić się z tym, że nie będę każdej chwili spędzać razem. I w sumie, jakby się tak nad tym zastanowić, to jej też nie było dobrze z tą myślą.
Oczywiście, że będzie musiała przebywać tu częściej. Męczyła ją brak jego obecności, złośliwych uwag, chłodnego tonu, kiedy coś mu się nie podobało, pełnego samozadowolenia uśmieszku, kiedy się rumieniła, na którąś z jego dwuznacznych uwag. Zazwyczaj wtedy chowała się za kurtyną włosów i mamrotała, że musi coś zrobić na drugim końcu domu. Po chwili uniosła głowę i uśmiechnęła się delikatnie.
- Wiem. Muszę tylko opanować sztukę zbywania Amelii.
Spojrzała na niego uważniej. Wydawał się być zmęczony, jakby niewyspany, dostrzegła również jak pociera lewe przedramię. Zdążyła już przywyknąć do Mrocznego Znaku na jego ręce, jednak dalej napawało ją to lękiem. Nie on sam, ale właśnie Znak, jakby sam jego widok mroził krew w żyłach. Po prostu... przerażało ją to, kojarzyło się z najgorszymi rzeczami, jednak bardzo trudno było jej powiązać to ze Swenem - jakby nie mieściło jej się w głowie, że torturuje i morduje ludzi dla czystej rozrywki.
- Ja się zastanawiam, kiedy w końcu zaczną się nabory do drużyny. Wiesz, przyda się oderwanie od szkolnej rutyny, tylko, że połowa drużyny odeszła ze szkoły. Siódmy rocznik. Piątoklasiści zajęci są SUM-ami... Może być ciężko... Mam tylko nadzieję, że nie będą znów spadać z mioteł.
Ku zdziwieniu większości jej nielicznych znajomych i niej samej, Afrah nieźle radziła sobie na miotle. Co prawda na pałkarza się nie nadawała, jednak byłaszybka, jej niewielkie ciałonie stawiało oporu przy szybszych zwrotach, więc w trzeciej klasie zaczęła grać jako obrońca i tak już pozostało. Lubiła czuć się swobodnie, ponad ziemią lepiej jej się myślało. Była bardziej narażona na urazy, ze względu na jej kruchą sylwetkę. No i jeszcze jedno - nienawidziła momentu, w którym wchodziła na boisko. Czuła się, jakby całe trybuny się na nią gapiły. Jednak kiedy już odbijała się od ziemi... była inna. Pewna siebie, zadziorna i zdeterminowana, by zapewnić drużynie zwycięstwo.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _













If I die young bury me in satin, lay me down on a bed of roses
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1727-afrah-suey
Swen Pure

avatar

Liczba postów : 116

PisanieTemat: Re: Gabinet i kwatery praktykanta transmutacji   Pią Paź 10, 2014 10:45 pm

Swen upił herbaty kiwając głową, na zgodę. Zdecydowanie opanowanie unikania Amelii było umiejętnością niezbędną w przeżyciu każdej Afrah Suey. Zastanowił się, jakby to było gdyby uparł się żeby spała w jego komnatach i doszedł do wniosku... że to by było zbyt dwuznaczne. Musiałby udowodnić że nie jest w dormitorium bezpieczna a i tak Dumbledore by raczej wolał to rozwiązać w inny sposób. Ślub z dziewczyną też odpadał, bo przecież była za młoda i zaraz wybuchły by jakieś insynuacje że to demoralizujące dla innych uczniów... Upił jeszcze herbaty wpatrzony w przestrzeń i zatopiony we własnych myślach.
Bycie facetem jest w brew pozorom bardzo ciężkim zadaniem, zwłaszcza bycie takim facetem jak Pure, który raczej nie myśli zbyt wiele, nie planuje a działa impulsywnie. Jemu ciężko było się zastanowić co powoduje jego zły humor, podobnie jak ciężko było wpaść na to, czego brakuje gdy wraca do swoich pokoi. Wiedział tyle, że coś jest nie na miejscu... choć i "wiedział" w tym kontekście jest błędne. On to bardziej wyczuwał, intuicyjnie, niż wiedział dosłownie.
Wiedział za to, że był cholernie zazdrosny o każdą minutę wolnego czasu tej dziewczyny, o każdą jej atencję, o nią. Zazdrosny... hm. Uśmiechnął się do kubka, nie walcząc z tym odczuciem, tylko przyjmując je i akceptując, bez zastanawiania się i rozkładania na czynniki pierwsze.
Pochwycił spojrzenie na znak i ukrył to jak humor mu się nieco popsuł... To mu coś przypominało.
- No tak, przecież grasz... - mruknął, napił się i westchnął ciężko, spoglądając gdzieś w przestrzeń, gdy wracał wspomnieniami - dla mnie Quiddich był zawsze zbyt... delikatną grą.
Nikt przy zdrowych zmysłach nie uważał Quiddicha za grę "delikatną", zawsze mówiło się że to bardzo ostry sport.
- Też grałem, w ostatnim roku wybitnie mi się nudziło. Byłem pałkarzem, ale nie zagrałem zbyt wiele meczy - zaśmiał się i wrócił do niej spojrzeniem. - Nie przejmuj się, zawsze drużyny prędzej czy później mają komplet. A jak nie w tym roku wam się drużyna nie uda, to jest jeszcze przyszły w którym wciąż będziesz w szkole. Kto u was został kapitanem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1116-swen-pure
Afrah Suey

avatar

Liczba postów : 175

PisanieTemat: Re: Gabinet i kwatery praktykanta transmutacji   Sob Paź 11, 2014 12:52 am

Napiła się ponownie i ułożyła wygodniej w fotelu. Tak, zdecydowanie przywłaszczy sobie ten mebel. Miękki, przytulny i ciepły. Własnie taką atmosferę lubiła Afrah. Nie zapomni jego zdumionej miny, kiedy zapytana o sport, odpowiedziała, że gra w Quidditcha. W sumie niewiele osób chyba by się spodziewało, jednak Af miała wiele ciekawych cech i zainteresowań. Przekrzywiając głowę, założyła włosy za ucho i namyśliła się chwilę.
- Rowan Varnish jest kapitanem. Czwartoklasista z brązową burzą włosów, ciężko go przegapić.
Ją za to bardzo łatwo było przegapić. Z jej niewielkim wzrostem, umiejętnością mistrzzowskiego wtapiania się w ścianę i w ogóle nieistnienia była wręcz niewidzialna. I lubiła to. Nie znosiła większej grupy ludzi, nie tyczyło się to Wielkiej Sali i tak dalej. Po prostu źle czuła się z ludźmi, których nie zna. Uniosła leniwe spojrzenie z kubka na mężczyznę i westchnęła cicho.
- Dziwnie się czuję w zamku. Mam...chyba mam za dużo przestrzeni. O ironio. Klaustrofobiczka, która ma za dużo przestrzeni. Miesza mi się w głowie. Znaczy, bardziej niż zwykle.
Ostatnie zdanie dodała już z lekkim uśmiechem na ustach. Podniosła się i odstawiła kubek, po czym usiadła obok niego, przekrzywiając głowę. Miała chyba coś powiedzieć, jednak dostrzegła pewien zabawny fakt. Nie omieszkała zbliżyć twarzy do jego skroni.
- O. Mój. Boże. Święty Mikołaju. Ty masz siwy włos.
Po chwili trzymała włos w palcach i podstawiła mu go pod sam nos, niemal dusząc się ze śmiechu.
- Swen siwieje!
Opadła w tył, na materac, dalej w spazmach śmiechu zakryła twarz dłońmi. Tak było lepiej. I ona miała więcej powodów do śmiechu i on zdawał się być zrelaksowany.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _













If I die young bury me in satin, lay me down on a bed of roses
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1727-afrah-suey
Swen Pure

avatar

Liczba postów : 116

PisanieTemat: Re: Gabinet i kwatery praktykanta transmutacji   Nie Paź 12, 2014 9:17 pm

Czwartoklasista? Swen uniósł na nią zaskoczone spojrzenie.
- Czemu młodszy? Zawsze ktoś z ostatniego, albo przed ostatniego roku zostaje kapitanem - zmarszczył brwi - I jakoś go nie kojarzę. Wiesz - zaśmiał się - nie za bardzo zwracam uwagę na chłopców w tym zamku.
Uśmiechnął się lekko słysząc że ma za dużo przestrzeni i że miesza się jej w głowie. Opuścił nieco głowę, wciąż się lekko uśmiechając, przez co umknął mu moment gdy siadała obok i zbliżyła się nieco.
Zamarł, czując że jest tak blisko. Afrah zdecydowanie czuła się przy nim znacznie swobodniej niż wcześniej i trochę go to zaskoczyło. Raczej się do niego sama nie zbliżała i nie chciał jej spłoszyć... Ale gdy pokazała mu jego siwy włos i wybuchnęła śmiechem, wypuścił powietrze z ust. Nie przeszkadzały mu siwe włosy, jego ojciec zaczął siwieć znacznie wcześniej, przynajmniej nie miał genetycznie zaprogramowanego łysienia. Jednak gdy Afrah opadła na łóżko obok niego i zaczęła się śmiać...
Cóż, Pure był trochę impulsywnym panem, działał bardziej intuicyjnie niż z rozwagą.
Kolejne rzeczy wydarzyły się bardzo szybko. Kubek z herbatą wylądował z hukiem na podłodze, resztka herbaty wylała się na podłogę. Swen nie siedział już obok, tylko opierając się na rękach wisiał nad puchonką.
- Aż tak cię to bawi, Afrah? - jego głos był lekko schrypnięty, niski... wybitnie pociągający, spojrzenie jego ciemnych oczu było mroczne, a na ustach błąkał się cień uśmiechu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1116-swen-pure
Afrah Suey

avatar

Liczba postów : 175

PisanieTemat: Re: Gabinet i kwatery praktykanta transmutacji   Nie Paź 12, 2014 9:51 pm

Zaśmiewała się w najlepsze. Cóż,  rozbawił ją ten siwy włos, pewnie dlatego, że miała dobry humor. A miała humor, głównie ze względu na to, że nareszcie była ze Swenem.

Właśnie miała się podnieść, kiedy usłyszała brzęk tłuczonego naczynia i gdy otworzyła oczy, aż pisnęła z... zaskoczenia.

Mężczyzna wisiał tuż nad nią,wpatrując się w Afrah ciemnymi oczyma. Dziewczyna zadrżała mimowolnie. Przez ten długi okres, kiedy była na niego skazana, poznała go o wiele lepiej i cóż. Nie obawiała się go... tak jak na początku. Co prawda dalej zdarzało jej się wzdrygnąć, kiedy był bliżej, jednak momenty te były raczej rzadkie. Tymczasem nagle zamilknęła, by po chwili zarumienić się dziko na jego głos i odwrócić speszone spojrzenie.

- W sumie to tak.

Wymamrotała cicho. Skoro już mu WYRWAŁA włosa, ŚMIEJĄC się jak OPĘTANA, to mu nie będzie wciskać kitu, że jej to nie rozbawiło, prawda? Nagle poczuła się dziwnie. A raczej poczuła się inaczej. Zazwyczaj, kiedy był tak blisko, miała ochotę skoczyć choćby przez okno. Teraz jednak jakby mniej jej to przeszkadzało, mimo to, nie odważyła się na niego spojrzeć. Jej policzki i tak były już wystarczająco zaróżowione, nie potrzeba jej było wyścigów z burakiem, które z nich ma intensywniejszą barwę. Była uwięziona pod nim, jedyną drogą ucieczki była albo przewalenie go na bok, na co raczej nie miała szans, lub przepełznięcie pod nim, co również zajęło by za dużo czasu. Leżała tak więc, zdecydowanie uciekając od niego spojrzeniem. Zagryzła lekko wargę, jakby intensywnie nad czymś myślała.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _













If I die young bury me in satin, lay me down on a bed of roses
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1727-afrah-suey
Swen Pure

avatar

Liczba postów : 116

PisanieTemat: Re: Gabinet i kwatery praktykanta transmutacji   Nie Paź 12, 2014 11:29 pm

Widział bardzo wyraźnie, jak zmienia się jej wyraz twarzy, jak drży pod nim, zdając sobie sprawę z tego jak blisko jest. Przestała się śmiać, a jej policzki pokrył śliczny rumieniec. Była skrępowana jego obecnością i bliskością, a to sprawiało mu przyjemne połechtanie jego ego. Co zabawne, podobało mu się to równie mocno, co inne, mniej sympatyczne dla drugiej strony rzeczy jakie zwykle robił.
Utrzymując się na jednej ręce odsunął jej włosy z twarzy. Palce delikatnie musnęły policzek dziewczyny. Swen miał wyraźnie spracowane dłonie, nieco szorstkie, jednak dotyk był wyjątkowo delikatny.
- Teraz już nie wyglądasz na tak rozbawioną... ani rozgadaną - mruknął cicho.
Zapędził się. Wiedział, że się zapędził, nie umiał się jednak powstrzymać. Nigdy nie miał specjalnie silnej woli, więc nie umiał się trzymać na odległość. Problem pojawił się podobny co przy Amelii, ona była uczennicą. Od Amelii znacznie delikatniejszą przecież. Afrah wydawała się być wręcz krucha, choć jednocześnie... przecież przeżyła to, że ją porwał, prawda?
Uwolnił jej przygryzioną wargę.
- Krępuję cię - to nie było pytanie. Mógłby wstać, zostawić ją, zostawić wszystko tak jak było. Mógł uznać że się wystraszyła, odejść, dać jej przestrzeń... mógł, ale nie chciał. - Chcesz żebym... przestał?
Nie umiał inaczej ubrać tego pytania w słowa, choć kryło się pod nim więcej niż tylko wstanie dziś. Pytał o więcej, sprawdzał, czy pozwoli sama sobie na zaakceptowanie jego zachowania... Bo czy mu pozwoli na więcej - prawie się uśmiechnął - wiedział że nie. Ale Swen był przyzwyczajony do tego by brać to co chce bez pytania i zgody.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1116-swen-pure
Afrah Suey

avatar

Liczba postów : 175

PisanieTemat: Re: Gabinet i kwatery praktykanta transmutacji   Wto Paź 14, 2014 9:02 pm

A może nie chodziło konkretnie o Swena? Przecież Af jakoś zawsze stroniła od kontaktu fizycznego w dowolnej formie. Oczywiście, były jakieś tam wyjątki, jednak źle się czuła, kiedy ktoś zakłócał jej przestrzeń. Może tylko o to chodziło? Leżała tak chwilę bez słowa, po czym podniosła dłoń i wydobyła włosy spod dłoni Swena. Nie było to miłe uczucie, kiedy ktoś ciągał Cię za włosy. Nie była przyzwyczajona, że ktokolwiek bez jej zgody przekraczał jej świętą granicę spokoju. A to był Swen. I to było... inne. Jakby łatwiej przyjmowała do wiadomości, że może się do niej zbliżyć, że prędzej dopuści do siebie jego niż kogokolwiek innego. Przebywanie z jedną osobą dwa miesiące, bycie na kogoś skazanym naprawdę potrafiło namieszać głowę. Afrah ciężko było oswoić się ze świadomością, że może chodzić po błoniach, że... Że pierwszym odruchem po podniesieniu się z łóżka o niebotycznej godzinie jest poczłapanie i sprawdzenie, czy Swen ABY NAPEWNO zrobił zakupy i zabranie się za szykowanie śniadania z braku lepszego zajęcia. Po prostu nie potrafiła funkcjonować w sposób, bez którego żyła całe wakacje. Westchnęła ciężko i przeniosła na niego nieco przestraszone spojrzenie.
- Ja... nie przywykłam, że ktoś zbliża się do mnie na mniej niż trzydzieści centymetrów.
Uniosła delikatnie kąciki ust i dopiero po chwili ponownie się odezwała.
- Wiesz, nie przeszkadza mi to, do - zająknęła się- dopóki to jesteś Ty.
Dopiero po chwili zdała sobie sprawę z tego co powiedziała i zachciało jej się zapaść pod ziemię. Jak to zabrzmiało. Była po prostu... o wiele bardziej przyzwyczajona do jego osoby niż do kogokolwiek innego. Jego zachowania nie przerażały jej tak bardzo, jak gdyby wisiał by nad nią teraz ktoś inny.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _













If I die young bury me in satin, lay me down on a bed of roses
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1727-afrah-suey
Swen Pure

avatar

Liczba postów : 116

PisanieTemat: Re: Gabinet i kwatery praktykanta transmutacji   Czw Paź 16, 2014 7:30 pm

Swen czekał na odpowiedź. Pozwolił wyciągnąć jej włosy spod swojej dłoni, nie czując wcale dzikiej potrzeby by za nie złapać, ciągnąć i szarpać. Afrah to Afrah, nie czuł potrzeby maltretowania jej, żeby czuć podniecenie... Bo w tej chwili nie trudno było mu myśleć o jednym. Kolejny jednak raz wspinał się na wyżyny swoich możliwości i nie dość, że się powstrzymywał, to jeszcze wcale nie miał zamiaru nic z nią robić. Choć chciał. Miał idealną szansę, możliwość, była pod nim, bezbronna, ufna, mógł co chciał.
Mimo to, coś go wstrzymywało przed swym zwyczajnym zachowaniem, a biorąc pod uwagę jego, hm, potrzeby których nie mógł zaspokoić od dłuższego czasu, było to niejako zaskakujące.
A może chodziło tu o jej głos? Ciepły, wrażliwy, jak cała puchonka. Może to jej głos sprawił, że pochylił się nad nią, muskając ustami jej wargi, raz, drugi. Nie trzymał jej, nie unieruchomił, mogła go odepchnąć, mogła zacząć krzyczeć, odwrócić się... zrobić co chciała. Czuł się dziwnie... odsłonięty dając jej tyle wolności. Brak kontroli sprawił że pierwszy raz od bardzo dawna, na prawdę się denerwował, gdy muśnięcie ustami zmienił w pocałunek. Mimo tego lekkiego zdenerwowania, był pewny siebie, pewien tego co robił... I zdecydowanie wiedział co robić by mimo delikatności i braku natarczywości było czuć w nim jego osobę - pewną, bezczelną i biorącą to czego chce.
Przecież zawsze mogła go odepchnąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1116-swen-pure
Afrah Suey

avatar

Liczba postów : 175

PisanieTemat: Re: Gabinet i kwatery praktykanta transmutacji   Pią Paź 17, 2014 12:21 am

Puchonka wlepiła w niego wielkie, ciemne oczy i chyba miała się odezwać, jednak nie miała na to większej szansy. Po chwili zobaczyła, jak  Swen nachyla się nad nią i właściwie już otwierała usta,żeby coś powiedzieć, jednak średnio jej to wyszło. Sparaliżowało ją. Musnął jej wargi swoimi, jednak nie był natarczywy, nie czuła się do niczego zmuszana. Chyba właśnie ten brak przymusu popchnął ją do oddania pocałunku. Miał miękkie, przyjemnie słodkie wargi, przy czym nawet jeśli silnie się kontrolował, czuć było JEGO. Stanowczego, upartego i butnego Swena, który ośmielił się ją porwać, więzić i ... i co? I rozkochać w sobie? Jak to inaczej nazwać? Uzależnieniem? Przymknęła oczy i z jej gardła wydobył się pomruk zadowolenia.
Całując go, czuła wyraźnie delikatny posmak jakiegoś alkoholu, jakichś... papierosów i... chyba czekolady. Delikatna gorycz zmieszana ze słodyczą  oszałamiała ją, podobnie jak sama ta sytuacja. Wystarczała jego obecność, by czuła się jakby lepiej, inaczej, jednak jeszcze miesiąc temu nigdy nie pozwoliłaby mu się tak do siebie zbliżyć. Nie sądziła, że kiedykolwiek pokona strach wobec niego. Teraz chyba niezbyt rozumiała, czego tak bardzo się bała. Znaczy, czasami wciąż nieco ją przerażał, zwłaszcza gdy był zły, jednak czuła podświadomie, że Swen nie zrobi jej krzywdy. Może to i naiwne, ale co poradzić? Takie były jej odczucia, nie postanowienie. Musiała nauczyć się żyć z nim w jednym domu, jeść w jednej kuchni, chociaż bywały momenty, kiedy oboje mieli siebie dosyć. I jedno i drugie trzaskało wtedy drzwiami swoich pokoi, Af natomiast z płaczem wtulała się w poduszkę, bądź wściekle machała pędzlem po płótnie, żałując sowicie, że nie ma różdżki, by zmiotnąć go z powierzchni ziemi.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _













If I die young bury me in satin, lay me down on a bed of roses
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1727-afrah-suey
Swen Pure

avatar

Liczba postów : 116

PisanieTemat: Re: Gabinet i kwatery praktykanta transmutacji   Pią Paź 17, 2014 12:47 pm

Uśmiechnął się prosto w jej usta słysząc cichy pomruk jaki z siebie wydała. Już wiedział, że mu pozwoli na wszystko, wiedział już że tak oto Suey była już nieodwołalnie jego, że może pozwolić sobie na co chce, że właściwie, to prawdopodobnie w niczym mu nie odmówi, jeśli by się postarał i tak oto... Swen nie wykorzystał tego. Kolejny bezprecedensowy moment w jego życiu.
Gdy słyszał wśród kolegów, jeszcze w Hogwarcie i później, podczas studiów i praktyk, że jakaś dziewczyna jakośtam smakowała, zwykle wybuchał śmiechem. Dla niego kobiety smakowały strachem, niczym więcej... nie żeby takowe często całował, właściwie nigdy mu się do nie zdarzało, ale i tak jedyne co czuł od nich, to strach przed jego osobą. Więc poetyckie określenia "smakowała jak truskawki w letni dzień" wydawały mu się idiotycznie głupie, wyidealizowane, zupełnie jakby te dziewczęta miały stać gdzieś obok i wszystko słyszeć, a później piszczeć z radości i dziko zakochane lądować w łóżku ze zdobywcami swoich ust. Mimo to, gdy pocałował Af, rzeczywiście poczuł jej smak. Orientalny, ale słodki. Było w nim coś korzennego, ciepłego... jak Boże Narodzenie i cynamon. Jak dom, w święta i wyjęte z piekarnika ciasteczka cynamonowe polane lukrem zrobionym z soku z cytryny - słodkie, ale z kwaskową nutą. Pure był na tyle zaskoczony, na tyle nieprzyzwyczajony do takich doznań, że bezmyślnie, pogłębił pocałunek. Jego język rozsunął jej wargi, by mógł posmakować ją bardziej, mocniej, intensywniej, zachwycony i pochłonięty bez reszty.
Po chwili jednak odsunął się od puchonki, na jego ustach błąkał się pełen samozadowolenia uśmiech, gdy wisiał tak wciąż nad nią.
- Zaliczona - oznajmił schrypniętym, zadowolonym z siebie głosem który zwykle miał gdy żartował w swoim bezczelnym stylu. - Ale nie przejmuj się... i tak jesteś moja już od jakiegoś czasu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1116-swen-pure
Afrah Suey

avatar

Liczba postów : 175

PisanieTemat: Re: Gabinet i kwatery praktykanta transmutacji   Sob Paź 18, 2014 8:55 pm

Po chwili Swen się od niej odsunął, a do dziewczyny chyba dopiero teraz dotarło, co się stało. Po jego słowach zarumieniła się i, doskonale wiedząc,że żartuje, wlepiła w niego czarne oczy i po chwili odgryzła się złośliwie.
- Zaliczony.
Jak to, że była jego? W sensie, że co? A, pewnie że sobie ją sam porwał i nikt za niego tego nie zrobił, jak to nie raz twierdził, co bawiło ją od pewnego czasu. Doskonale wiedziała, że jej miejsce było przy nim. Uświadomiła to sobie, kiedy musnął ustami jej wargi. Nie interesowało jej już, że byŚmierciożercą, że zjadał pięciolatki na śniadanie,że był siedem lat starszy. Te fakty rozpłynęły się gdzieś w niebycie.
Swen Pure był jej. I nikt nie miał prawa go tknąć. Sama sobie znalazłą porywacza, nikt tego za nią nie zrobił. Dalej nad nią wisiał, więc nijak nie miała jak się podnieść, i chyba nie miała ochoty. Zupełnie nie rozumiała samej siebie, jak mogła się go bać.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _













If I die young bury me in satin, lay me down on a bed of roses
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1727-afrah-suey
Swen Pure

avatar

Liczba postów : 116

PisanieTemat: Re: Gabinet i kwatery praktykanta transmutacji   Sob Paź 18, 2014 9:41 pm

Swen zaśmiał się, bardzo rozbawiony jej "złośliwą" uwagą.
- Jeśli chcesz mnie zaliczyć kochanie, musisz się bardziej postarać. To ja ciebie pocałowałem, nie ty mnie - oznajmił skradając jej jeszcze jeden pocałunek, tym razem bardzo szybki, nie dając sobie samemu szansy żeby go przedłużyć i podniósł się znad niej. - Koniec tego dobrego - mruknął.
Siadł na łóżku i przeciągnął się krótko. Zaraz po tym podniósł przewrócony kubek, który odstawił na komodzie. Skoro już wstał, a wracać na łóżko nie mógł, rozejrzał się po swoich rzeczach i podszedł do skórzanej, czarnej kurtki wiszącej na oparciu krzesła i wyciągnął z niej paczkę mugolskich papierosów. Wyciągnął jednego i zapalił go, a zużytą zapałkę rzucił na stół z którego jeszcze przez chwilę unosił się dym.
Zaciągnął się powoli, siadając na krześle tak, by widzieć Afrah i przyglądał się jej w milczeniu. Cień tak padał, że zamiast oczu było widać ciemne punkty obrócone w jej stronę, nic więcej.
Miał problem. Teraz, gdy już, jak by to nazwać, coś się ruszyło, miał ochotę na więcej, a coś mu mówiło, że może lepiej nie brać za dużo na raz. Choć może, akurat puchonka tego chciała... ale i tak, nie powinien był. Dodatkowo, dotarła do niego jeszcze jedna rzecz.
Ona była jego uczennicą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1116-swen-pure
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Gabinet i kwatery praktykanta transmutacji   

Powrót do góry Go down
 

Gabinet i kwatery praktykanta transmutacji

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Gabinet Pielęgniarski
» Gabinet Ministra Magii
» Gabinet i prywatne kwatery profesora OPCM
» Podręcznik do Transmutacji
» Gabinet Śmiechu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
List z Hogwartu :: Wspomnienia :: Porządki 3. :: HOGWART :: ZAMEK :: II piętro-