a
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Kuchnia
List z Hogwartu
Niestety jak to często bywa, coś się kończy, a coś innego zaczyna. Czas Listu z Hogwartu dobiega końca. Mam nadzieję, że część osób będzie wspominało tę stronę z pewnym sentymentem, a nawiązane tutaj znajomości przetrwają pomimo zakończenia naszej działalności. Dziękujemy za te dwa lata! Administracja


 

 Kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Mistrz Budowy

avatar

Liczba postów : 299

PisanieTemat: Kuchnia   Pią Paź 03, 2014 7:27 pm


Kuchnia jest gigantyczna, znajduje się tam pięć stołów identycznie położonych do tych, które znajdują się w Wielkiej Sali. W ten sposób kładąc półmisek z przysmakami na stole pojawi się on na swoim odpowiedniku w Wielkiej Sali. Sklepienie obwieszone jest błyszczącymi, mosiężnymi garnkami i rondlami, z olbrzymimi ceglanym paleniskiem w jednym końcu.
Kuchnia znajduje się pod Wielką Salą na dole klatki schodowej prowadzącej do Piwnicy Hufflepuffu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Madeline Hatter

avatar

Liczba postów : 112

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Pią Paź 03, 2014 7:48 pm

Maddie przeciągnęła Sama chyba przez pół zamku, zanim udało im się trafić do kuchni. W międzyczasie zdążyła opowiedzieć mu o tym, i o owym - wakacjach, które spędziła głównie na robieniu kapeluszy. I że dostała staż na ferie w pewnej herbaciarni na Pokątnej.
- Czeeść waaam! - przywitała się wesoło ze skrzatami, które bardzo dobrze ją znały - w końcu była tutaj częstym gościem. Jednak nie tak łatwo zrobić sobie magicznie herbatkę, nie rozwalając przy tym połowy dormitorium. - Zrobilibyście nam, proszę, dwie zwykłe, z cytryną i troooooooszeeeeczkę cukru? - uśmiechnęła się do skrzatów, które od razu zabrały się do pracy. Strasznie zazdrościła tym skrzatom takiej pracowitości. Ona, kiedy nie chciała czegoś zrobić, to nie było bata, żeby to zrobiła.
Zaraz Madeline chwyciła Samuela za rękę i pociągnęła na kanapę. Usiadła na po turecku, położyła cylinder, z Earl Greyem w środku, przed sobą i spojrzała z niezwykłą ciekawością na Puchona.
- Kurczę, gadam tak cały czas, a ty nic nie mówisz. Ale skoro ja już ci powiedziałam o moich wakacjach, to teraz twoja kolej! - zaśmiała się Krukonka.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

There is a place. Like no place on Earth.
Some say to survive it: You need to be as mad as a Hatter.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t2879-madeline-hatter
Samuel O'Hara

avatar

Liczba postów : 47

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Pią Paź 03, 2014 8:08 pm

Sam przez całą drogę wsłuchiwał się w słowa Mad. Był dobrym słuchaczem, w dodatku chciał wiedzieć jak minęły jej wakacje. Dziewczyna nie musiała go ciągnąć, nie wiedział gdzie idą, ale za tą krukonką poszedłby wszędzie. Uśmiechnął się na widok miejsca w które trafili. -Hej- powiedział cicho do skrzatów. Również ich znał. Często pomagał im w kuchni. W zamian skrzaty słuchały jego problemów i próbowały mu w jakiś sposób pomóc. Samuel uważa je za bardzo pracowite, ale niestety nie doceniane i wykorzystywane stworzenia.
-Ja nie słodzę- poinformował. Zawsze wolał herbatę bez cukru. Jak on to mówi, cukier zabija smak, robi słodkie z czegoś co ma być gorzkie.
Puchon rozłożył się na kanapie. Poczuł jak się dziś zmęczył. To był dość ciężki dzień. Ale miło było go zakończyć w taki sposób. Pijąc herbatę z najlepszą przyjaciółką.
-U mnie nic ciekawego. Pojechałem do rodziny, do Irlandii. Pływaliśmy kajakami, robiliśmy ognisko, pojechaliśmy w góry. Nic wielkiego, zwykłe, mugolskie sprawy- powiedział. Sam nie zna nikogo od strony matki, a jego rodzinka od strony ojca, wie tylko tyle że Samuel chodzi do szkoły z internatem. Dlatego wakacje spędza, jak zwykły mugol.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t2914-samuel-o-hara
Madeline Hatter

avatar

Liczba postów : 112

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Pią Paź 03, 2014 9:54 pm

Maddie spojrzała z rozmarzeniem na Puchona i westchnęła. Uwielbiała wręcz naturę. W sumie ona lubiła praktycznie wszystko, ale jednak natura miała w sobie to coś. Szum drzew, ich cichy szept, zrozumiały dla tak nielicznych. I mnóstwo innych odgłosów, które ludzie słyszą, ale ich nie słuchają. Nie potrafią ich zrozumieć, bo dla nich stanowią tylko tło.
- Czarownie. Też bym chciała kiedyś pojechać w góry, ale tata ma uczulenie na trawy, czy coś. Może kiedyś byśmy razem pojechali? - spytała z ożywieniem. Już przed oczyma pojawiała jej się wizja wyprawy w góry z jej najlepszym przyjacielem. Picie wieczorami herbatki, robienie ognisk i w ogóle. - A masz jakieś plany na ferie? Może przyjechałbyś do mnie? Albo ja bym przyjechała do ciebie! Albo w ogóle najlepiej - wyjechalibyśmy gdzieś daaaleeeeko, a potem byśmy wrócili. Albo najlepiej byłoby nie wracać - mówiła Mad, lekko bez ładu i składu, jak to ona, oczywiście. No ale cóż poradzić, herbata tak na nią działała.
Nooo, wszystko tak na nią działało, wygraliście.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

There is a place. Like no place on Earth.
Some say to survive it: You need to be as mad as a Hatter.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t2879-madeline-hatter
Samuel O'Hara

avatar

Liczba postów : 47

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sob Paź 04, 2014 9:22 pm

Samowi bardzo podobało się spojrzenie Mad. Siedział spokojny, wyluzowany, w takich miejscach czuł się bezpiecznie. Wiedział że mogą rozmawiać o czym chcą. Nie było nikogo, oprócz skrzatów, ale one były zajęte swoimi sprawami.
-Jasne!- powiedział żwawo. Podobała mu się ta myśl. On i Maddie, ogniska w górach, blisko natury, ciepła herbata, spanie w namiotach. Osobno oczywiście, żeby nie było. Sam chciałby już teraz tam pojechać. Niestety wakacje się skończyły, ale za rok, mogą zrobić taki wyjazd.
Chłopak wysłuchiwał energicznej wypowiedzi krukonki. Nie miał kiedy wtrącić swoje "nie" albo "pewnie" między pytaniami. -Pojedźmy gdziekolwiek, byle bym był z tobą.- powiedział spokojnie.
Sam spojrzał w oczy dziewczyny, zamyślił się. -Kocham cię.- powiedział. Zadziałała na niego atmosfera, i pewnie ta herbatka, co do niej dolali? No nieważne. Po paru sekundach puchon zorientował się co powiedział. Poczuł lekki wstyd, nie wiedział jak dziewczyna zareaguje na ten komplement. Miał nadzieję że weźmie to jako nieudany żart, to lepsze niż ucieczka ze strachu. Takie myśli chodziły mu pogłowie, ale na twarzy dalej miał spokojny uśmiech. Udawał że nic nie powiedział. -Dobra ta herbata- zmienił szybko temat, biorąc łyka napoju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t2914-samuel-o-hara
Madeline Hatter

avatar

Liczba postów : 112

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sob Paź 04, 2014 9:51 pm

Maddie trajkotała, podekscytowanq wizją wspólnego wyjazdu. I mogliby zabrać Earl Greya i kapelusze i może jeszcze X! Madeline uwielbiała spędzać czas z ludźmi, których kochała - nie ma chyba nic lepszego na świecie. Ha, mogłaby za to oddać nawet ostatni kubek herbaty.
Krukonka odruchowo podłapała spojrzenie Sama. Miała już coś powiedzieć, rzucić kolejna wizje, ale tym momencie nastąpiło bardzo dziwne wyznanie ze strony jej przyjaciela.
Że co?
Madeline otworzyła szeroko oczy i spojrzała na chłopaka z niedowierzaniem. Co on opowiadał? Pewnie mówił to w takim sensie, ze kocha ją jak przyjaciółkę, prawda?
Dziewczyna wpatrywała się tak dalej w Samuela, starając się przyswoić jego słowa. Stwierdzenie o herbacie przeleciało gdzieś tam przez jej umysł, jednak zaraz zostało zepchnięte na drugi plan?
- Kochasz? W sensie jak, no nie wiem, herbatę albo ciastka? Albo flamingi? - spytała w końcu Mad, po niewiarygodnie długiej chwili milczenia. Była kompletnym nieogarem, jeśli chodzi o sprawy sercowe. Ona najwieksza miłością darzyła swoja rodzinę, przyjaciół i królika. I herbatę, i mnóstwo innych rzeczy. Wiec w sumie nawet jeśli byłaby w kimś zakochana, chyba nie wiedziałaby, jak to rozpoznać. Jak to w ogole działa?

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

There is a place. Like no place on Earth.
Some say to survive it: You need to be as mad as a Hatter.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t2879-madeline-hatter
Samuel O'Hara

avatar

Liczba postów : 47

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Pon Paź 06, 2014 4:22 pm

Sam powiedział te słowa tak po prostu. Nie zastanowił się nad tym czy to wyznanie jakoś nie speszy Mad. Wziął głęboki wdech. Zamknął oczy. Zaczął sobie wszystko po kolei układać. Nie! Nie! Nie kochał jej jak jakieś głupie ciastka czy flamingi. Kochał ją, jak ją.
Samuel zastanawiał się czy to nie jest kolejne zauroczenie, których miał dużo w życiu, czy może prawdziwe uczucie.
-Kocham cię, jako osobę. Nie wyobrażam sobie bez ciebie życia- powiedział przez zaciśnięte zęby. Nie wiedział jak się wysłowić -Nie ważne, nie słuchaj mnie, źle się czuje- powiedział potrząsając głową. Wziął jeszcze jeden głęboki wdech. Próbował sobie ustalić co powiedział, co jeszcze ma powiedzieć. - Ta herbata naprawdę jest dobra- mruknął jak by nigdy nic. Chciał o wszystkim zapomnieć. Ten to ma gadane.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t2914-samuel-o-hara
Madeline Hatter

avatar

Liczba postów : 112

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Pon Paź 06, 2014 8:02 pm

Maddie spojrzała na Samuela wielkimi oczyma. Był gorszy społecznie chyba nawet od niej. W sensie, fakt, Mad była nieświadomie "rozwiązła" (serio? nie, nie wiem jak to inaczej nazwać, przepraszam!), ale nigdy nie chciała nikogo skrzywdzić! Ostatnio jeszcze X ją opierniczyła. No i podobno ona też ją kocha! Dżizas, ludzie, co wy macie z tą miłością? Oczywiście, jest piękna, ale zarazem taka skomplikowana.
Krukonka zaraz jednak bardziej skupiła się na kolejnych słowach Sama. Źle się czuł? Przysunęła się do niego na kanapie, marszcząc z zaniepokojeniem brwi. Bądź co bądź zawsze strasznie martwiła się o przyjaciół, może czasem bezpodstawnie.
- Masz gorączkę? - spytała i nie czekając na odpowiedź Puchona, odgarnęła mu włosy z czoło i przycisnęła do niego delikatnie wargi. Jej ojciec zawsze tak robił i była to bardzo skuteczna metoda. - Ale jesteś rozpalony. Nie chcesz, żebym zabrała cię do Skrzydła? - W głosie dziewczyny słychać było autentyczny strach o życie Samuela, jakby gorączka miała go zabić.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

There is a place. Like no place on Earth.
Some say to survive it: You need to be as mad as a Hatter.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t2879-madeline-hatter
Samuel O'Hara

avatar

Liczba postów : 47

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Wto Paź 07, 2014 7:05 pm

Sam był bardzo zmieszany. Miał wiele myśli w głowie. Gdyby ktoś kazałby mu to przelać na papier, narysował by swój mózg a w nim wielki huragan myśli.
Już chciał odpowiedzieć Mad że dobrze się czuje, ale krukonka przeszkodziła mu w tym sprawdzaniem gorączki. Samuela przeszyło miłe uczucie. Chciałby zatrzymać tą chwilę na zawsze. Jednak po chwili to uczucie minęło. Sam w miejscu gdzie Mad miała wargi czuł teraz nie przyjemnie zimno. Był już zmęczony dzisiejszym dniem. Oczy mu się kleiły, a mózg powoli przestawał pracować. Mógł wyglądać na kogoś z gorączką.
-Nie, och, zmęczony tylko jestem- powiedział zaraz potem ziewając by podkreślić swoje zmęczenie. -Wiesz co ja już się chyba położę- Chłopak dokończył swoją herbatę. Wstał i ruszył w stronę wyjścia. -Dobranoc- Rzucił spokojnie i wyszedł. To był dość ciężki dzień.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t2914-samuel-o-hara
Lucie Miller

avatar

Liczba postów : 13

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Czw Paź 16, 2014 6:57 pm

-No szybciej Summit!- Mruknęła Miller marszcząc przy tym brwi i posyłając gramolącej się ku drzwiom dormitorium Hufflepuffu przyjaciółce. Wieczorne wyprawy do kuchni to już była niejaka tradycja. Sposób udowodnienia swojej wartości wśród reszty Puchonów. Niczym wśród starożytnych plemion łowca, który powrócił z najbardziej luksusowymi towarami stawał się chwilowym ulubieńcem całego domu. Dzisiaj jednak Mimmit szły tylko na wieczorne kakao, bo jak wiadomo to przy nim rozmawiało się najlepiej.

Odkąd tylko Summit wspomniała, że ma do Lucie sprawę blondynka głowiła się nad tym co też Irlandka może od niej chcieć. Koniec końców zniecierpliwona wskazała drzwi... I tak znalazły się w drodze do kuchni a humor Szkotki poprawiał się wprost proporcjonalnie do malejącego dystansu dzielącego ją od gorącej czekolady.

-To co? Może w końcu powiesz mi o co chodzi i czemu cały dzień wyglądasz jakbyś knuła napad na bank Gringotta!- Rzuciła w końcu szturchając granatowooką w ramię i wyszczerzyła się do niej przepuszczając przodem przez drzwi kuchni.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _



Miss Miller, you have a way with words!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t2952-lucie-bleedin-miller
Noreen Summit

avatar

Liczba postów : 7

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Czw Paź 16, 2014 7:21 pm

-No przecież idę! – odpowiedziała jej, równie zniecierpliwiona i szybko włożyła na stopy swoje zielone, irlandzkie skarpety. Po treningu w końcu należało je zmienić, poza tym wyprawa do lasu nie sprawiła, że jej poprzednie skarpetki nadawały się do dalszego użytku…
W końcu Summit była gotowa do wyjścia i wraz z Miller skierowały się w stronę kuchni. Rzecz jasna Irlandka miała jeszcze tonę pracy domowej do odrobienia, ale jak zwykle postanowiła to kompletnie zignorować. Kto przejmowałby się jakimś tam wypracowaniem na eliksiry… Puchonka zawsze mogła wymyślić coś równie genialnego jak wysadzenie całej klasy w powietrze i cichaczem wymknięcie się z Sali. Tak, to było doskonałym pomysłem na nadchodzące zajęcia. Co z tego że Horacy od razu wiedziałby czyja to robota.
Noreen rzecz jasna wiedziała, że wzbudziła ciekawość Lucie samym wspomnieniem o sprawie, którą brunetka miała do blondynki. Widziała też że ta nie może się doczekać aż dowie się cóż to za ważna sprawa.
Kiedy obie dziewczyny dotarły już do kuchni, tradycyjnie Summit zajęła miejsce na blacie, czekając aż ich kakao będzie gotowe. Machnęła kilka razy nogami odzianymi w irlandzkie skarpetki w paski i wyszczerzyła się naprawdę głupio do swojej towarzyszki.
-Wpadłam dzisiaj rano na genialny pomysł. Jako że na mitle potrafię już niemal wszystko, a ciągle znajduje się ktoś, kto śmie twierdzić że jest w tym ode mnie lepszy, po prostu zrobię sztuczkę. Sztuczkę, do której jesteś mi potrzeba. – zapewniła bardzo oficjalnym tonem i wyjęła z kieszeni plan owej „sztuczki”, po czym podała kartkę Luśce, żeby mogła się z tym zapoznać.
-Wszystko jest oczywiście do dopracowania, ale ktoś musi mnie… hym, wysadzić w powietrze. Co ty na to? – zapytała i wyszczerzyła się do niej, a w jej oczach pojawiły się te typowe dla Norci iskierki wariata.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t2956-noreen-summit
Lucie Miller

avatar

Liczba postów : 13

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Czw Paź 16, 2014 7:40 pm

-Jakoś wolno Ci to idzie!- Wyszczerzyła się do Norci, ale że w końcu znalazły się już w kuchni to narzekanie było bez sensu. Miller rozejrzała się po wielkim pomieszczeniu i szybko namierzyła dwa kubki i dzbanek z parującym kakao. Choć nie wiem jak by się starała skrzaty zawsze umiały uprzedzić uczniowskie zachcianki i w jakiś magiczny sposób przygotować wymarzone posiłki. Po niedługiej chwili, wciąż zastanawiając się nad tym niezwykłym zjawiskiem, znalazła się już przy blacie gdzie siedziała Norcia i usadowiła się obok podsuwając przyjaciółce jeden z kubków.

-Te skrzaty są niesamowite! Mam nadzieję, że wszystkie dostają w końcu wolność za tą pracę.- Stwierdziła zaciągając się zapachem czekolady i ponownie uśmiechnęłą się szeroko, czekając, aż Summit podzieli się w końcu planowaną konspiracją. Poprawiła jeszcze swój Puchoński szalik i nachyliła się nieco zasłuchana w słowach Norci.

-Mhm... No tak, wiem... Ale, że co?- Padało jedynie z ust zaabsorbowanej Szkotki. Wzmianka o sztuczce sprawiła jednak, że Miller zainteresowała się marudzeniem Norci zdecydowanie bardziej niż wcześniej. Praktycznie wyrwała kartkę z rąk Puchonki i uważnie zaczęła ją wertować. Kiedy już trzykrotnie przejechała palcem po całej długości planu, próbując sobie wyobrazić jak całość miała wyglądać w rzeczywistości złożyła kartkę i nieco bledsza pokręciła głową.

- No Chyba zgłupiałaś do reszty! Przecież Ty się zabijesz!

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _



Miss Miller, you have a way with words!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t2952-lucie-bleedin-miller
Noreen Summit

avatar

Liczba postów : 7

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Czw Paź 16, 2014 8:30 pm

Norcia z wielką chęcią przejęła od Luśki parujący kubek z kakao i oplotła go palcami, po czym zaciągnęła się słodkim zapachem i uśmiechnęła pod nosem. Pachniało znakomicie i Puchonka nie mogła doczekać się chwili, aż napój ostygnie i będzie mogła się po prostu napić.
Po słowach Miller, Summit zamyśliła się na chwilę. Faktycznie, jej przyjaciółka miała rację, skrzaty pracowały bardzo ciężko, a właściwie nikt ich nie doceniał.
-Wiesz… Nie sądzę żeby ktoś je uwolnił, słyszałam kiedyś teorię od pewnego Krukona, że one są stworzone do pomocy i pełnią swoją służbę do końca życia. – powiedziała i skrzywiła się, kątem oka zerkając na blondynkę. – Istnieje jednak sposób na to, żeby je uwolnić. Można podarować im jakąś część ubrania i stają się wyzwolone! Czyż to nie cudowne? Uwolnijmy pod koniec siódmej klasy wszystkie skrzaty, przynajmniej nie będą mogli już nas wywalić ze szkoły. – zaśmiała się, nie zdając sobie sprawy z tego, że owy plan wypali szybciej niż by tego chciała, tyle że nie będzie to spektakularne uwolnienie wszystkich skrzatów.
-Oj daj spokój, wcale się nie zabiję. – jęknęła, kiedy Miller w końcu zapoznała się z jej planem, który starannie rozrysowała na kartce podczas zajęć z eliksirów. Wyrwała jej swoją własność i sama zaczęła jeszcze raz analizować. – Tu nie ma nic strasznego. No poza kilkoma fragmentami, ale dla mnie to bułka z masłem! Damy radę, zobaczysz. Kiedy masz czas? – puknęła ją zaczepnie w ramię i pociągnęła spory łyk słodkiego napoju, po czym machnęła nogami i w oko wpadła jej jedna z irlandzkich skarpetek.
Nora momentalnie znieruchomiała z nogą w górze i zrobiła tę swoją iście zamyśloną minę. Po chwili wydala z siebie zadowolony okrzyk, który brzmiał mniej więcej jak „eureka!” i zeskoczyła z blatu, przy okazji rozlewając trochę kakao.
-Miller! Wiem! Uwolnijmy jednego skrzata, damy mu moje skarpetki, a w zamian będzie nam odrabiał wszystkie prace domowe! – przedstawiła jej swój kolejny, bardzo wybitny plan, wskazała ruchem dłoni na swoją stopę i aż klasnęła dłonie, rzecz jasna wcześniej odkładając kubek na bok.
Nie czekając na żadną reakcję Luśki, Summit po prostu rozejrzała się dookoła, jakby szukała jakiegoś odpowiedniego skrzata, któremu mogłaby podarować swoją zieloną skarpetkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t2956-noreen-summit
Lucie Miller

avatar

Liczba postów : 13

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Czw Paź 16, 2014 9:36 pm

Niewykle prostolinijna kiedy chodziło o kwestię moralności i jej braku Miller aż się skrzywiła słysząc słowa przyjaciółki. Wiedziała, że Krukoni to generalnie banda dupków podobnych do Ślizgonów (o słodka ironio...), ale głoszenie takich teori śmierdziało jeszcze większym rozpuszczeniem i snobizmem niż Miller mogła znieść. Nerwowo zacisnęła dłonie na kubku z kakao i aż napiła się łyka gorącego napoju by uspokoić nieco nerwy.

-Niech zgadnę... To ten idiota Bates opowiadał takie herezje!- Rzuciła tylko z niesmakiem zastanawiając się jak to możliwe, że tak mało skrzatów domowych decydowało się na morderstwo swoich właścicieli. Noreen jak zwykle okazała się skarbnicą niebezpiecznie genialnych pomysłów i po chwili Szkotka uśmiechnęła się szeroko, nie mogąc nie zgodzić się z tak kunsztownym planem. -To jest myśl, Summit! Dokładnie tak zrobimy! Tylko do tego czasu trzeba zbierać wszystkie po-treningowe skarpetki i skurczone swetry, bo tych skrzatów jest więcej niż by się wydawało. O tak! To będzie cudowne...- Zgodziła się z aprobatą szczerząc przy tym swoje bielusieńkie zęby. Uśmiech ten zniknął jednak kiedy ilustrowany plan sztuczki został wyrwany z jej dłoni.

-Oi!- Mruknęła jedynie w defensywie i pokręciła głową, by pokazać, że nie pozwoli się tak traktować. Prawda była jednak taka, że Summit wygrała. Może i owa sztuczka wyglądała przerażająco i nieprawdopodobnie, jednak Miller doskonale wiedziała jak dobrym lotnikiem jest jej znajoma. Uda się, musi się udać. Przynajmniej będzie sporo dobrej zabawy. -Mogę nawet i dziś, ale chyba już za późno! Poza tym trzeba zbudować to... to coś.- Dodała pokazując palcem odpowiedni fragment rysunku. Raz jeszcze przestudiowała piekielną machinę nakreśloną przez Summit i w ten sposób jej nos został zroszony pryskającym z kubka kakao, kiedy to Irlandka poderwała się na równe nogi pchana prześwitem geniuszu.

Ocierając kakao z nosa Miller spojrzała na swoją towarzyszkę jak gdyby była zielona i właśnie przyleciała z planety Namek. Po chwili zaniosła się histerycznym śmiechem i sama ześlizgnęła się z blatu na ziemię.

-No dobra... Spróbujmy. Ale jeśli to wypali to wiszę Ci duże kremowe piwo!- Skwitowała Miller podobnie jak Summit rozglądając się za jakimś skrzatem. Zazwyczaj w kuchni krzątało się ich dość sporo: przygotowując posiłki dla uczniów, sprzątając czy też rozmawiając między sobą i dzisiaj nie było inaczej. Tylko jak wybrać tego jednego, który powinien zostać uwolniony? Zamiast zastanawiać się nad potencjalną karą za taki wybryk (a przed szlabanem na pewno nie uciekną) skupiła się właśnie na tym problemie. W końcu z szerokim uśmiechem wycelowała palcem w jednego ze starszych, zgarbionych skrzatów który akurat szedł w ich stronę niosąc tacę pełną naczyń. -Ej Ty! Czekaj chwilę! Krzyknęła w stronę delikwenta a kiedy ten oszołomiony zerknął w stronę dziewcząt Miller zanurkowała w stronę podłogi łapiąc Summit za kostkę.

-Na co czekasz? Dawaj skarpetkę!

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _



Miss Miller, you have a way with words!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t2952-lucie-bleedin-miller
Noreen Summit

avatar

Liczba postów : 7

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Czw Paź 16, 2014 10:25 pm

-Tak to on, ale to nieważne. – powiedziała co do Batesa i machnęła ręką, co miało oznaczać dosłownie tyle, że Noreen była już myślami zupełnie gdzieś indziej i nie miała najmniejszego zamiaru zajmować się teraz jakimś Krukonem, który według niej powinien być w Scytherinie, a nie w Ravenclavie.
Summit uśmiechnęła się, widząc że Luśce spodobał się jej pomysł z uwolnieniem wszystkich skrzatów domowych z Hogwartu. Pokiwała też ochoczo brązową czupryną na pomysł ze skarpetkami drużyny.
-Jestem w stanie ich sporo załatwić! Dużo z nich zostaje w szafkach po treningach czy meczach i nikt się nimi nie przejmuje, słuchaj pozbieramy je przez kilka miesięcy i przechowamy w jakimś randomowym kufrze, a później zostaniemy królowymi hogwardzkich skrzatów! – obwieściła i ponownie klasnęła w dłonie, po czym przyjrzała się Puchonce, kiedy ta ponownie analizowała plan sztuczki Norci. Przez dłuższą chwilę Irlandka zabawnie marszczyła brwi, jakby zastanawiała się kiedy będzie najlepsza pora, aby wcielić owy plan w życie. Musiały być na to dobre warunki, w końcu Summit przewidziała dosłownie wszystko, wzięła nawet poprawkę na wiatr.
-Jeśli to zbudujemy to musimy tylko czekać na w miarę dobrą pogodę. Myślę że budowa nie zajmie więcej niż kilka godzin, w końcu to nie jest aż tak skomplikowane. – stwierdziła bardzo mądrym i uczonym tonem, po czym zaśmiała się, widząc że na nosie blondynki wylądowało kilka kropelek kakao.
-Sorka… ale to i tak nic w porównaniu z różową rewolucją w postaci nieudanej koloryzacji… - przypomniała sytuację, kiedy to zupełnie przez przypadek pofarbowała włosy Szkotki na intensywny róż, za co spotkała się z odwetem w postaci włosów tęczowych, które musiała nosić przez całe trzy tygodnie. Summit miała wtedy wrażenie, że cała szkoła dosłownie kpi zarówno z niej jak i z Miller. W każdym razie obie bawiły się i tak dobrze, a teraz przynajmniej było co wspominać.
Noreen wyszczerzyła się ponownie, kiedy jej kolejny genialny pomysł spotkał się z akceptacją w postaci śmiechu Lucie.
-Ah! Oczywiście że to wypali, nie mogę doczekać się już tego piwa. – pokiwała głową i również zaczęła rozglądać się za skrzatem. Wyszło na to, że to Szkotka wybrała najbardziej odpowiedniego osobnika.
Następnie wydarzenia potoczyły się bardzo szybko, Miller zaczęła łapać Norcię za kostkę i żądać od niej skarpetki, więc ta posłusznie pozwoliła ją sobie zdjąć, po czym kiedy Lucie miała już w ręku jej pachnącą zielenią i Irlandią skarpetkę, sama Summit zdjęła z stopy drugą.
Obie podeszły do skrzata i Szczytowa dopilnowała tego, aby skarpetki dotknęły stworzenia w jednej chwili. Inaczej ten mógłby uznać, że wyzwoliła go na przykład tylko Lucie, a wtedy Norcia nie miałaby skrzata do odrabiania zadań na eliksiry i musiałaby szukać drugiego, co mogłoby już zostać zauważone na przykład przez jakiegoś prefekta, czego z pewnością obie nie chciały.
-Skrzacie! Uwalniamy cię oto od tej męczącej pracy! Od teraz możesz nam służyć i odrabiać za nas wszystkie zadania domowe! – przemówiła, chyba nie zdając sobie sprawy z tego, że owa metoda może i owszem, działa, ale jej skutki są zupełnie inne od tych zamierzonych.
Przecież po obdarowaniu skrzata jakąś częścią odzieży, ten stawał się wyzwolony od swojego właściciela, a nie przechodził z jednego do drugiego…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t2956-noreen-summit
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia   Wto Paź 21, 2014 4:43 pm

- Aaa, ym... - nie zdążył nawet odpowiedzieć na jej pytanie, bo już szybkim krokiem przekraczała próg obrazu, chcąc więc czy nie, podążył za nią korytarzami, aż dotarli do kuchni, która jak zawsze pełna była skrzatów i niesamowitych zapachów, od których Adamowi ponownie zaburczało w brzuchu. Automatycznie przysiadł przy stole Gryffindoru, podświadomie wybierając swoje ulubione miejsce. Od razu też pojawił się przy nim skrzat, który z zaciekawionym spojrzeniem wpatrywał się w chłopaka z oczekiwaniem, aż ten wyjawi swoje jedzeniowe życzenie. A to było naprawdę obszerne, bo o ile połykanie książek jedna za drugą było jego skrywanym sekretem, o tyle z połykaniem coraz to nowszym potraw wcale nie zamierzał się skrywać.

Wydawało się, że skrzat był niesamowicie uszczęśliwiony, że trafił mu się czarodziej, któremu można aż tak dogodzić i który z chęcią spróbuje każdej z potraw. Jednak dopiero po chwili Adam w końcu zwrócił uwagę na dziewczynę. Był odrobinę zawstydzony, że składanie specyficznego zamówienia tak go zaabsorbowało, że kompletnie o niej zapomniał.
- Mówiłem, że jedzenie to moja pasja - mruknął usprawiedliwiająco, patrząc tęsknie na palenisko, nad którym w garnku buzowała jakaś cudownie pachnąca zawartość. - Co innego zmywanie naczyń, to mógłbym sobie odpuścić, ale niestety rodzice się upierają, że póki jestem u nich w domu i spędzam z nimi wakacje, muszę mieć jakieś zajęcia. Najlepiej takie do bólu mugolskie, których im się nie chce wykonywać - dodał z przekąsem.
Powrót do góry Go down
Anarhold Tempest

avatar

Liczba postów : 522

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Wto Paź 21, 2014 10:16 pm

Słysząc niezwykły entuzjazm w głosie chłopaka zaśmiała się zadowolona siadając naprzeciwko niego. Sama zamówiła sobie tosta i kubek gorącej herbaty. Wspominałam, że Anarhold kochała każdy rodzaj tego napoju i mogłaby pić go rano, wieczorem, w południe... ba, nawet o trzeciej w nocy. Kiedy już skończyła mówić spojrzała na Adama, który dalej mówił, czym by się posilił. Kto by pomyślał, że taki szczupły chłopak potrafi wchłonąć tak dużo jedzonka. Uśmiechneła sie do niego...
-Gdzie ty to zmieścisz?-zapytała zaciekawiona przekrzywiając głowę. Skrzaty w tym czasie zabrały się za swoją pracę i przygotowywały dla nich ulubione dania. Ciekawa była, co takiego najbardziej przyciąga Adama do kuchni. Miała już zapytać, kiedy zaczął jej opowiadać o najgorszej czynności obecnej w życiu mugoli- zmywaniu.
-Nie mów mi nawet o tym. Też tego nie lubie. Właśnie z tego, powodu, że można czarami wszystko wyczyścić tak to pokochałam. Pomyśl sobie jeszcze o takiej np. wigilii, gdzie masz niesamowicie wielką stertę naczyń. PORAŻKA.- stwierdziła żywo gestykulując. W sumie to całkiem ciekawe, że Gryfon tak szybko przekonał do siebie Ankę, w sumie naiwna to ona była, jednak nigdy nie marudziła, ani nie narzekała do obych, a tutaj... no prosze.
Ale to, co stwierdziła kolega powinien znać z własnej praktyki. Sam stwierdził, że rodzice go do tego zmuszali. Ciekawe jak dobry ma z nimi kontakt. Czy to ze złośliwości czy może po prostu chcą nauczyć go odpowiedzialności i pracowitości. W końcu to dwie, różne kwestie.
Kiedy dostała już swoją herbatę. Czarną z sokiem malinowym. Tym razem mieszkańcy kuchni ją zaskoczyli. Nie wiedziała, że to możliwe, ale...
Napój był niesamowity. Po prostu nigdy takiego nie miała w ustach. Czy może to zasługa soku. Nie miała pojęcia. Nadzieja matką głupich.... bo miała nadzieję, że jednak nie.
-Polecam wszystkie napoje robione przez tych magików. Sama nie zrobiłabym lepszej.- skomentowała patrząc na wszystkie talerze przynoszone na ich stolik. Gdzie to wszystko ma się zmieścić. Oczy otworzyły jej się ze zdziwienia. W końcu było tego bardzo dużo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t10-anarhold-roddy-tempest?hig
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sro Paź 22, 2014 9:31 am

Siedząc za stołem w kuchni czuł się o wiele bardziej rozluźniony, niż chwilę wcześniej w wieży Gryffindoru, chociaż ogromny wpływ na to miało zdecydowanie oczekiwanie na jedzenie. Zadziwiające, jak wizja porządnego posiłku, graniczącego wręcz z okropnym obżarstwem, może tak pozytywnie wpłynąć na samopoczucie. Cóż, najwidoczniej nie tylko dziewczyny są gatunkiem trudnym do zrozumienia. Uśmiechnął się lekko na wspomnienie świąt i wszelkiego rodzaju rodzinnych zjazdów, które wręcz uwielbiał, ale musiał jej przyznać rację. Sprzątanie tego całego bałaganu było zdecydowanie najmniej lubianą przez niego częścią takich spotkań.

Poklepał się po brzuchu, który na szczęście po ostatniej domowej wizycie zdążył już wrócić do w miarę normalnego stanu i dopiero wtedy odpowiedział:
- Spokojna głowa, wszystko się gdzieś upchnie, mam w tym doświadczenie - roześmiał się swobodnie, dając do zrozumienia, że to nie pierwsza jego wizyta w kuchni w celu sekretnego objadania się smakowitościami. Przyciągnął do siebie kubek z gorącą czekoladą, który w międzyczasie jeden ze skrzatów dyskretnie przed nim postawił. Mimo parującej zawartości napój nie parzył w język, ale był przyjemnie ciepły. Adam z trudem powstrzymał się, by nie wypić wszystkiego od razu, chociaż skrzaty z pewnością wpadłyby w ekscytację, gdyby poprosił o dolewkę.
- To prawdziwy napój bogów - dodał po chwili, świdrując dziewczynę wzrokiem. - Pamiętam, gdy byłem jeszcze mały - zobrazował to wystawieniem ręki przed siebie i wskazaniem mniej więcej na swój ówczesny wzrost - jak mordowałem rodziców o kilkadziesiąt centów, aby kupić sobie kubek tej cudowności w jednym z londyńskich automatów ustawionych przy wejściu do metra. Pierwsze, co zrobiłem po przybyciu do Hogwartu w czasie uczty powitalnej, było wyszukanie dzbanka z gorącą czekoladą - zaśmiał się na samo wspomnienie, gdy wręcz w panice przeszukiwał kolejne dzbany, ku swemu rozczarowaniu znajdując w nich jedynie sok z dyni. - Byłem ogromnie zawiedziony, że pozbawiono mnie tej przyjemności, ale już następnie dnia na śniadaniu moje marzenie w końcu się spełniło i zaanektowałem cały dzbanek dla siebie.

Przerwał na widok kilku skrzatów ustawiających na stole talerze z wybranymi przez niego potrawami. Pieczony ryż z jabłkami prezentował się znakomicie, tak samo jak cała góra naleśników z malinowymi i porzeczkowymi konfiturami, ale pierwszymi po co sięgnął, były małe krokieciki nadziewane mięsem i kapustą. Chociaż jego rodzice uważali za smakową perwersję łączenie tego smaku z czekoladą, dla Adama było to istne smakowe niebo. Odstawił też na bok malutkie kanapki z łososiową pastą i posypane szczypiorkiem, postanawiając zabrać je ze sobą do dormitorium. Nadział na widelec kawałek krokieta i wycelował go w dziewczynę.
- Mój żołądek prędzej czy później się pewnie zbuntuje, ale przyznaj sama, tym małym uroczym stworzonkom - zwrócił widelec z krokietem w kierunku skrzatów - i ich kulinarnym zdolnościom nie można się przecież oprzeć. - Widelec powędrował w kierunku jego ust i po chwili chłopak ze smakiem pałaszował zawartość najbliższego talerza.
Powrót do góry Go down
Anarhold Tempest

avatar

Liczba postów : 522

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sro Paź 22, 2014 6:33 pm

Zaśmiała się tylko widząc jak z zadowoleniem wypija kolejne łyki gorącej czekolady. Trzeba przyznać, że troszkę ją to zszokowało. Jednak pozytywnie była zaskoczona również tym, że zaczął jej opowiadać o swoich doświadczeniach z dzieciństwa. Sama miała podobne. Jej babcia... kochana kobieta brała ją zawsze zimą do specjalnej budki z napojami przy lodowisku i kupowały czekoladę. Opowiadała jej przy tym swoje wszystkie historie, ba... przygody. Kiedyś pewna była, iż to bajki...
W końcu kto by uwierzył babci, że pływała z przyjaciółmi w jeziorze pełnym magicznych istot, czy w to, iż latała na grzbiecie ziejącego ogniem smoka. W ogóle smoki... to one istnieją. Jak Anarhold sama mogła się przekonać - istnieją. Nie chciałaby mieć z nimi większych kontaktów. Zależało jej na włosach i... całej jej. Nie chciałaby zamienić się w jedną, wielką osmoloną kupkę pyłu.
-Też tak myślę, jednak z czasem jakoś bardziej posmakowały mi herbaty. Nie wiem... może po prostu dorastam.- stwierdziła patrząc w oczy Adama. Takie były fakty. Z małej, przestraszonej dziewczynki wyrosła już praktycznie kobieta. Świadoma zła i dobra umiejscowionego w świecie. Wiedziała też, iż nie znajdzie tu tylko barw czarnych czy białych. W ludziach była szarość, temu trzeba było dobrze zastanowić się, nim się kogoś oceni. Jednakże w dalszym ciągu była uprzedzona do uczniów Slytherinu. Podejrzewała niemal każdego o kontakty z Lordem Voldemortem i pewnie nie bez przyczyny. Nie mogła niestety nikomu tego udowodnić. Westchneła tylko i przygryzła nerwowo wargę. Nie powinna w tym momencie o tym myśleć. Chciała się odprężyć, ale chyba nic z tego.
-Myślisz, że możemy w Hogwarcie czuć się bezpiczni? Ataki w tamtym roku pokazują mi, że nie do końca. Jednak jest coś w tym zamku i w samej postaci naszego dyrektora, że chciałabym w to wierzyć...- zapytała go, automatycznie dzieląc się swoim zdaniem. Nie powinna wypowiadać go głośno, dodatkowo przy uczniach młodszych klas. Nie wiedziała, jak zareagują. Po prostu liczyła na szczerą opinię. Na to ostatnimi czasy nie miała, co liczyć. Po prostu... Chciałaby uchronić wszystkim przed tym, na co wskazywały ostatnie wydarzenia. Miała wrażenie, że rozpęta się prawdziwe piekło. To było coś w rodzaju przeczucia... bo przecież jasnowidzem nie była. A... może to tylko taki humor... Nie mogła się doczekać ukończenia Hogwartu. Wtedy miałaby większe możliwości. Mogłaby działać... ochronić swoją rodzinę.
Adam mógł zauważyć, że mina jej lekko zrzekła. Jednak taki podchwyciła temat. Podniosła głowę i spojrzała na buzię chłopca. Wydawał się taki niewinny... przypominał jej trochę brata - Davida. Starszy z Tempestów ostatnimi czasy zaginął. Nie wiedziała, czy został wysłany na jakąś niebezpieczną misje czy porwany. Po prostu martwiła się...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t10-anarhold-roddy-tempest?hig
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sro Paź 22, 2014 7:44 pm

Dokończył w spokoju ostatniego naleśnika, wytarł usta chusteczką i choć uśmiechał się lekko z zadowoleniem po pysznym jedzeniu, to w jego oczach można było zauważyć czystą powagę. Odsunął od siebie talerze, które natychmiast sprzątnął jeden ze skrzatów i dopiero wtedy zwrócił się w stronę siedzącej obok dziewczyny.
- Wiesz, dyrektor ma swoje dziwactwa, nie da się zaprzeczyć, w końcu kto normalny nosiłby taką brodę. Kiedyś babcia rzuciła na mnie zaklęcie porostu włosów i przez tydzień wyglądałem jak święty Mikołaj ze skołtunioną czupryną i brodą i za nic nie dało się tego rozczesać - zatrząsł się na samo wspomnienie tego incydentu. - Ale jest najlepszym i największym czarodziejem, o jakim kiedykolwiek słyszałem, oczywiście pomijając samego Merlina. Sama wiesz, że proponowano mu posadę ministra magii, ale odmówił, bo chciał zostać w szkole i zajmować się bandą nieokiełznanych dzieciaków, to już wiele o nim świadczy. Babcia zawsze mówi o nim z wielkim szacunkiem - dodał takim tonem, jakby to przesądzało o wszystkim.

I tak w pewnym sensie było, chociaż Adam nie chciał jeszcze sam przed sobą przyznać, jak wielki wpływ na jego życie miała babcia. Odkąd dowiedział się, że posiada magiczne zdolności, czuł się zupełnie inaczej. Nie chodziło o to, że uważał się za lepszego od swoich rodziców. Bardzo ich kochał i żadne magiczne zdolności czy ich brak by tego nie zmieniły. Chodziło raczej o to, że to samo rodzice czuli się gorsi i mniej doskonali, ponieważ ich syn był czarodziejem, a oni tylko zwykłymi mugolami. Oczywiście, cieszyli się ze swojego syna i byli dumni, że będzie mógł się kształcić w Hogwarcie, ale jednocześnie byli świadomi, że stracą przez to całe jego dzieciństwo i wczesną młodość. Odzyskanie syna po siedmiu latach praktycznej nieobecności z pewnością nie wpływało pozytywnie na rodzicielskie przeżycia.

Przywołał z powrotem uśmiech na twarz, starając się, by wypadł jak najbardziej uspokajająco, pociągnął ostatni łyk czekolady z kubka i powiedział:
- Naprawdę, nie ma się co martwić na zapas. Pomijając już osobę dyrektora, chronią nas też pewnie pradawne zaklęcia, których założyciele szkoły z pewnością nie żałowali.
Powrót do góry Go down
Anarhold Tempest

avatar

Liczba postów : 522

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sro Paź 22, 2014 8:20 pm

Oczywiście, że była świadoma potęgi Albusa Dumbledore'a. Sama go chwaliła i niezwykle mocno szanowała. Był jej mentorem, ale jednak zawiódł. Nie było go w momentach, które zadecydowały o życiu wielu osób. Chyba nie trzeba wspominać o uczniach, którzy stracili życie w tamtym roku?
Mogłaby wymieniać. Pamiętała jeszcze swojego dobrego kolegę Olivera Chateau. Krukon w jej wieku, dlatego kojarzyła chłopaka. Prefekt, niezwykle pomocna osoba, rzucająca się w oczy. Słyszała o nim z opowiadań Lily, podobno nie raz wyratował ją z opresji zwanej - Ślizgonami. Jak zginął?
Podczas jednej z większych szkonych imprez zginął. Tak samo życie stracił jej przyjaciel Sean. Może to po prostu jej wina? W końcu każdy związany z nią osobnik... tracił coś. Komuś odjęło rozum... Westchnęła...
-Widzisz, ja szanuję naszego dyrektora. Jest potężny, ale nie daje rady nas ochronić. Dlatego musimy coś robić sami. Uczyć się zaklęć obronnych, ćwiczyć. Zastanawiam się nad wstąpieniem do klubu pojedynków. Ale nie wiem jak tam jest... - wyznała zerkając na chłopaka. Wiedziała, że on ma inne zdanie i miał do tego prawo. Nie przeżył tyle ile ona... kurcze...
-Ale masz racje nie ma co się przejmować. Przyszłość zależy od nas wszystkich, a mam nadzieję, że będzie świetlana. Masz pomysł na kierunek studiów? Ostatnio dodali kilka ciekawych... - zapytała, żeby zmienić tenat, W sumie była też zainteresowana tym tematem. W tym roku miała mieć owutemy, a potem wybrać. W sumie kierunek sportowy był dla niej niezwykle interesujący. Kiedyś chciała się zająć Quidditchem zawodowo... ostatnio miała jednak całkiem inne pomysły. Chciała pomagać... jednak tutaj miała dwie opcje... walka z Voldemortem bezpośrednia- zostanie aurorem albo pośrednia -zostanie uzdrowicielem i pomagać każdemu zranionemu przez jego zaklęcia. Sama już nie wiedziała... może Adam jej coś ciekawego podsunie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t10-anarhold-roddy-tempest?hig
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sro Paź 22, 2014 9:28 pm

- Żadna ochrona nic nie da, jeśli sami nie będziemy się wzajemnie chronić - wypowiedział słowa, które usłyszał kiedyś podczas rozmowy rodziców i uznał, że są warte przytoczenia. - I żadna obrona nic nie da, jeśli nie będzie połączona z atakiem - dodał znacznie ostrzejszym tonem, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że jego głos może teraz brzmieć dość oschle. - Sama nauka zaklęć obronnych jest w porządku, ale spójrzmy prawdzie w oczy: to, czego nas teraz uczą, nigdy nie wystarczy do tego, aby kogoś zaatakować we własnej obronie. Robi się z nas jakieś ofiary, które potrafią tylko rzucać zaklęcia tarczy. A gdzie nauka poważnych uroków, które potrafiłyby wyeliminować z walki przeciwnika?

Zacisnął nad stołem dłonie i głośno prychnął, zirytowany sposobem kształcenia młodych czarodziejów. Doskonale wiedział, że w interesie szkoły i ministerstwa wcale nie leży uczenie młodzieży tego, jak rzucać straszne uroki i krzywdzić innych ludzi, ale w obecnej sytuacji zarzucanie ich nauką wyłącznie zaklęć obronnych, od czasu do czasu jedynie wzbogacanych jakimiś słabszymi urokami, było dla Adama śmieszne i kompletnie pozbawione sensu.
- Szczerze wątpię, aby podczas poważniejszej walki, gdy nasze życie będzie zagrożone, ktoś atakował nas druzgotkami albo nasyłał na nas boginy - mruknął już nieco łagodniejszym tonem, próbując zatuszować swój gwałtowny wybuch świadczący o dość radykalnych poglądach. - Tym bardziej pomysł z klubem pojedynków jest dobry, o ile będą uczyć tam czegoś więcej, niż na dotychczasowych lekcjach z obrony przed czarną magią. - Przymknął oczy, próbując wyrzucić z myśli obraz kompletnie bezbronnych młodych czarodziejów, którzy nieprzygotowani do walki opuszczają mury Hogwartu. Być może jeszcze kilka lat temu nie miałoby to żadnych większych konsekwencji, ale teraz? Zagrożenie było zbyt duże, a wszystko wskazywało na to, że z dnia na dzień będzie jeszcze większe.

Na twarzy pojawił mu się kwaśny uśmiech, gdy usłyszał jej kolejne pytanie. Jego plany na studia? Nawet gdyby jakieś miał, to i tak musiałby je zweryfikować i poddać się woli rodziców. Przynajmniej tyle był im winien, a skoro oni życzyli sobie, by ich syn został uzdrowicielem i chociaż pod tym względem poszedł w ślady ojca, to zamierzał to życzenie spełnić. Kto wie, może z czasem sam się do tego przekona.
- Studia, cóż - zaczął, spoglądając wymownie w sufit - jeśli je podejmę to tylko kształcąc się na uzdrowiciela. Mam dziwne przeczucie, że w przyszłych latach ten zawód będzie szalenie potrzebny. Zdaje się, że ty masz już coś na oku - raczej stwierdził, niż zapytał, z powrotem wbijając w nią swoje spojrzenie.
Powrót do góry Go down
Szara Dama

avatar

Liczba postów : 14

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sro Paź 29, 2014 9:39 pm

Zła jeszcze bardziej, bo zdenerwowała się na tą trójkę gadatliwych uczniów, Szara Dama wędrowała po zamku właściwie bez celu. Gdy wpłynęła do pomieszczeni zorientowała się, że znalazła się w kuchni. Wzięła się pod boki widząc dwójkę uczniów, siedzacych beztrosko w kuchni.
- Uczniów nie wolno przebywać w kuchni! - zawołała. - Co Wy tu robicie? Schadzki urządzacie? - zmarszczyła brwi, wbijając w nich wzrok. Uniosła na wpół przezroczystą dłoń i pofrunęła szybko w ich stronę. Z każdym jej ruchem zrywał się wiatr, przeraźliwie zimny i targający włosy.
- Chyba należy przekazać Dyrektorowi, aby zmienił zabezpieczenia do tego pomieszczenia - powiedziała na odchdnym, przepływając przez ścianę i zostawiając za sobą hulający po kuchni wiatr. Chcąc czy nie chcąc, osoby w środku musiały wyjść, chyba, że chciały siedzieć w przeciągu, a to przecież na dłuższą metę byłoby nie do zniesienia.


z/t

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

The Grey Lady


When I lived, I was Helena Ravenclaw...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t2267-szara-dama
Lucy Black

avatar

Liczba postów : 65

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Pon Lis 03, 2014 12:47 am

/niezależna sesja, inny dzień, inny czas, mam nadzieję, że Wam nie przeszkadza xd/

Było już po ciszy nocnej, ale Lucy nie wypiła jeszcze swojej codziennej porcji kakao, a nie mogła bez niego zasnąć! Wyszła więc z dormitorium i z sercem podchodzącym do gardła (w końcu mogła się na kogoś natknąć!) przemykała się korytarzam. Jakimś ogromnym cudem, za który dziękowała niebiosom udało jej się niezauważalnie dojśc do kuchni. Otworzyła drzwi i weszła do środka.
- Witajcie! - zawołała do skrzatów, które mimo tak później pory czyściły jeszcze ostatnie naczynia. Jeden z nich już podbiegał do wielkiej szafki, wyjmując z niej kakao. Nie mogły jej nie znać, w końcu prawie codziennie wpadała tu napić się kakao przed snem. Usiadła na wysokim stołku prrzy stole, podciągając nogi po brodę. Odrzuciła wilgotne jeszcze włosy na plecy. Nawet zdążyła się wyjąpać i dopiero potem uświadomiła sobie, że musi odwiedzić kuchnię! Siedziała więc w piżamie z bluzką na ramiączka i krótkich spodenkach w hipogryfy oraz rozwiązanym szkarłatnym szlafroku (idealny strój na skradanie się), czekając na kakao. W końcu dostała upragniony napój i niespiesznie zaczęła pić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3008-lucy-black
Mark North

avatar

Liczba postów : 17

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Pon Lis 03, 2014 12:57 am

Mark codziennie wieczorem przechadzał się po zamku o stałem porze i zaglądał w wszelkie możliwe miejsca, żeby sprawdzić, czy wszyscy uczniowie aby na pewno są w łóżkach. Wyjątkiem była kuchnia. Tam nie zaglądał praktycznie nigdy, ale tym razem nabrał ochoty na kubek herbaty i jakąś nocną przekąskę. Kiedy zobaczył, że uczennica przebywa w kuchni i to po ciszy nocnej, przewertował ją wzrokiem jeszcze kiedy była do niego tyłem. Nie musiał nawet czekać, aż się odwróci. Już wiedział, kto to jest i niesamowicie poprawiło mu to humor.
- Proszę, proszę... kogo my tu mamy. Panna Black - oparł się o blat kuchenny i spojrzał na nią ze złośliwym błyskiem w oku. - Po ciszy nocnej i jeszcze w kuchni? Chyba masz za dużo wolnego czasu, skoro sama prosisz się o szlaban - wziął winogrono ze stołu i zjadł je, patrząc na dziewczynę z szyderczym błyskiem w oku. - Tak się zastanawiam, jak spędzisz najbliższe popołudnia. Na czyszczeniu doniczek w szklarni, czy segregowaniu opisów roślin? Tyle zajęć przychodzi mi do głowy, że ten szlaban będzie musiał być naprawdę wykańczający.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3097-mark-north
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kuchnia   

Powrót do góry Go down
 

Kuchnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» [P2] Kuchnia ze spiżarnią
» Kuchnia z jadalnią
» Kuchnia
» Kuchnia
» Kuchnia z jadalnią na parterze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
List z Hogwartu :: Wspomnienia :: Porządki 3. :: HOGWART :: ZAMEK :: Lochy-