a
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Florence Lacroix
List z Hogwartu
Niestety jak to często bywa, coś się kończy, a coś innego zaczyna. Czas Listu z Hogwartu dobiega końca. Mam nadzieję, że część osób będzie wspominało tę stronę z pewnym sentymentem, a nawiązane tutaj znajomości przetrwają pomimo zakończenia naszej działalności. Dziękujemy za te dwa lata! Administracja


 

 Florence Lacroix

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Florence Lacroix



Liczba postów : 77

PisanieTemat: Florence Lacroix   Pią Paź 10, 2014 2:20 pm

Imię/imiona: Florence
Nazwisko: Lacroix
Czystość Krwi: 3/4
Data urodzenia: 02.01.1962
Miejsce urodzenia: Francja, Bordeaux
Miejsce zamieszkania: Walia, Cardiff
Status majątkowy: bardzo bogaty
Wymarzony dom: Nigdy o tym specjalnie nie myślałam, jednie co mogę powiedzieć na ten temat to, to że raczej nie chciałabym trafić do Hufflepuffu, myślę że nie czułabym się tam swobodnie. Slytherin to raczej też nie mój dom, w końcu nie chcę być taka jak moi rodzice, a jeśli tam trafię to tak się stanie.
Różdżka: 13 cali, cedr, włókno ze smoczego serca
Patronus: ważka
Bogin: brat, który nie żyje

Wygląd: Jak wyglądam? Zapewne kiedyś mijałeś/aś mnie już na korytarzu. Mam włosy koloru blond, niektórzy mówią że jest to blond, nieco rudawy. Moje włosy jednego dnia są pofalowane, a już następnego proste. Wszystko zależy od poranka i mojego humoru oczywiście. Niemal zawsze rozpuszczone, opadające na ramiona. Oczy duże i niebieskie. Spojrzenie, którym obdarzam innych jest przenikliwe, nieraz peszy daną osobę. Usta niemal zawsze ułożone w zaczepny uśmieszek. Jestem szczupła i raczej średniego wzrostu, mierzę dokładnie 171 cm. Nigdy nie spuszczam głowy w dół, oraz patrzę prosto w oczy osobie, z którą rozmawiam lub po prostu ją obserwuję, nie zdarzyło mi się jeszcze jako pierwszej odwrócić wzroku, a szkoda, chciałabym poznać takiego śmiałka, który wywołałby u mnie taką reakcję. Byłaby to zapewne bardzo ciekawa znajomość. Cera na mojej twarzy nie jest nieskazitelnie czysta, występują na niej piegi, a nawet dość spora ich ilość. Czy mi przeszkadzają? Szczerze powiedziawszy tak jak w przypadku włosów, zależy to od dnia i mojego humoru. Czasem staram się je skutecznie ukryć, a innego dnia są widoczne i wcale mi to nie przeszkadza. Jeśli chodzi o ubiór, to zawsze staram się ubrać stosownie do sytuacji. Nie stronię od sukienek, więc czasem po prostu ubieram je bez żadnej specjalnej okazji. Lubię dobrze wyglądać i wcale tego nie ukrywam. Często wybieram stylizacje pokazujące sobą elegancję, ale równie często zdarza mi się ubrać zwyczajnie, tak jak inni. Większość moich ubrań jest w kolorach czerni, bieli, szarości, granatu. Nie znaczy to jednak, że inne kolory nie pojawiają się w mojej szafie. Kto tak pomyślał, ten się grubo pomylił. Mam ubrania w niemal wszystkich kolorach, po prostu nie zakładam ich tak często. Biżuterię wkładam jedynie na specjalne okazje, jedynie na mojej ręce można zawsze zauważyć zegarek i czasem jakąś bransoletkę.
Ach, zapomniałabym. Przecież jeszcze nie powiedziałam najważniejszego. Zapamiętaj, ja uważam, że nie jestem w ogóle podobna do rodziców, więc lepiej nie wspominaj o żadnym podobieństwie, które zauważysz.

Charakter: Ciężko mówić o sobie, w moim wypadku nie jest inaczej, często ludzie obawiają się, że wyjdą na samochwały, ale bez obawy, mi to raczej nie grozi. Jaka jestem? Myślę, że można mnie określić w paru trafnych słowach. Jakich? - tego już musisz dowiedzieć się sam/a, w życiu nigdy nie jest łatwo. Uwierzysz mi czy też nie, ale to wcale nie jest takie łatwe, jak może się wydawać. No, ale zaczynajmy, zdecydowanie można stwierdzić, że jestem niestała w uczuciach. Jednego dnia mogę Cię kochać, a drugiego już nienawidzić. Nie, nie, nie, źle poprzednie zdanie zdecydowanie trzeba skreślić, przecież ja nie wiem co to znaczy kochać - o tym zresztą za chwilę. Kontynuując, jednego dnia mogę Cię uwielbiać (zdarza się to bardzo rzadko), a już następnego nienawidzić. Przyczyn konkretnych takiego zachowania u mnie nie ma. Tak jest od małego i jak widać raczej się to już nie zmieni. Nie dziw się więc, gdy zmierzam w Twoją stronę z zaczepnym uśmieszkiem, a jak już dotrę, urządzam Ci awanturę i jestem na Ciebie wściekła. Nie łatwo mnie rozszyfrować, mało kto wie co czuje w danej chwili. Potrafię się bardzo dobrze maskować, dlatego też często zaskakuję ludzi. Sprytna i przebiegła, o tak, zdecydowanie można tak o mnie powiedzieć. Dlaczego? No cóż potrafię wykorzystać daną sytuacje na swoją korzyść, wiem jak zwieść człowieka, no i prawie zawsze wychodzę cało z trudnych sytuacji. No ale nie myśl sobie, że jestem aż tak okropna i nie daję nikomu szansy by się do mnie zbliżyć. Tak nie jest, a wręcz przeciwnie. Bardzo chętnie przyjmuję śmiałków, którzy mają choć trochę odwagi, by podejść i sprawdzić, czy jestem taka jak myśleli, czy ich podejrzenia są słuszne. Oczywiście nie oczekuj, że od razu się przed tobą otworzę, powierzę wszystkie sekrety i myśli. U mnie trzeba sobie na to zasłużyć, a to wymaga trochę czasu. Wracając do początku, a mianowicie zdania o miłości, ja nie wiem co to znaczy "kochać". Nigdy nie zostałam obdarzona takim uczuciem, więc sama chyba również nikogo nim nie obdarzyłam. Smutne? Zależy jak dla kogo, ja jakoś specjalnie nad tym nie ubolewam, po co niepotrzebnie to rozgrzebywać i się załamywać. Przecież żyje i mam się dobrze. Może to się kiedyś zmieni, może kogoś pokocham, kto wie, może nawet ty będziesz tą osobą. Długa droga jednak czeka tego śmiałka, w końcu złośnica ze mnie niesamowita, a jak bardzo wredna to sam/a się przekonasz. Często zdarza mi się powiedzieć o jedno słowo za dużo, lecz nie żałuję tego, bo jeśli tak powiedziałam to znaczy, że sobie na to zasłużyłeś/aś. Zdecydowanie nie należę do osób cierpliwych, nie znoszę czekać. Jestem kłótliwa, zdarza się że mam kogoś dość i emocje zbyt mnie ponoszą, przechodzę do rękoczynów. Tak wiem, że jest to nienormalne, szalone, no i przecież dziewczynie nie wypada. Szczerze, nie obchodzi mnie to i mam to gdzieś. Denerwują mnie ludzie, którzy mówią co dziewczynie wolno robić, a co nie - to właśnie oni sprawiają, że mam ochotę komuś porządnie przyłożyć. W końcu nikt, ale to nikt nie będzie mi mówić co mogę robić. Zawsze mam swoje zdanie na każdy temat, trzymam się go. Nawet gdy nie mam racji i tak go bronię, bynajmniej nie przyznam się do błędu. Nigdy, ale to przenigdy nie płakałam na oczach innych. Możecie mi wierzyć, czy też nie, ale nigdy tego również nie zrobię. Płacz to słabość! Ja jej nikomu nie pokażę. Jestem oziębła, tak zdecydowanie taka właśnie jestem. Odnoszę się z rezerwą do ludzi obcych, nieznanych. Nie wzruszają mnie uczucia innych, małe dzieci, czy też dla niektórych poruszające sytuacje. Zdarza się, że chłodna jestem nawet wobec bliskich. Nie mam na myśli tu rodziców - ich nienawidzę, po tym co się dowiedziałam, nie mam ochoty ich nawet widzieć, od razu wyprowadziłam się do brata. Tylko on mnie tak naprawdę zna. Uważa, że pewnym momencie stworzyłam całkowicie nową wersje siebie. Po części ma rację, ale nie do końca. Otóż stałam się taka, dlatego że ludzie zbyt często mnie krzywdzili, ranili - byłam zbyt słaba. Teraz jest inaczej, jestem odporniejsza i silniejsza. Może i jest to dla niektórych śmieszne, ale to właśnie te krzywdy, które ludzie mi czynili, bolały najbardziej - niszczyły mnie. Zbyt wielu osobom na to pozwalałam. Jestem pewna, że gdyby dalej tak było to już dawno skończyłabym na jakimś zamkniętym oddziale. Z dnia za dzień, z wiecznej optymistki, stałam się realistką, a może nawet pesymistką. Zabawne prawda? Tak drastyczna zmiana, która zaszła w tak krótkim czasie, wręcz nierealna. Nie myślcie sobie jednak, że to już cała ja, została mi jeszcze ta być może nieco pozytywniejsza strona mojej osobowości. Muszę wam przyznać, że przy bliższym poznaniu wiele zyskuję, tak wiem to skromne nie było, ale ja nigdy nie mówiłam, że taka jestem. Jeśli choć trochę Cię lubię, to możesz być pewny/a, że zawsze stanę w twojej obronię, nie ważne czy to ty zawiniłeś/aś czy też nie, pamiętaj, że zawsze możesz zwrócić się do mnie o pomoc. Jestem lojalna wobec bliskich mi osób, staram się ich nie okłamywać, być niemal całkowicie szczera. Nie zawsze mi to wychodzi, no ale bez przesady, nie oczekuj ode mnie zbyt wielu, w końcu ja też jestem tylko człowiekiem. Mam pełno energii, którą lubię wykorzystywać na dobrą zabawę, czy jakieś kawały. Mimo że zdarza mi się często niezbyt dobrze sypiać, ty tego nie zauważysz, zawsze skutecznie to zamaskuję i wyglądam jak zwykle. Zdarza mi się opowiedzieć głupie kawały, które śmieszą tylko mnie, a ty tak naprawdę udajesz, że też Cię to bawi, lub po prostu nie śmiejesz się. Zawsze mam wyznaczone cele, do których uparcie dążę, nie poddając się w trakcie ich realizacji. Mimo że wiele razy sama zawiodłam się na ludziach, nie pozwolę byś ty mógł/mogła się w jakikolwiek sposób zawieść na mnie. Zawsze jestem gdy mnie potrzebujesz - pamiętaj o tym, bo wtedy nie liczą się dla mnie inne rzeczy, najważnieszy/a jesteś ty. Pomimo że jestem wredną zołzą, trochę z normalnego człowieka we mnie pozostało. Jak mówiłam na początku trudno jest opowiadać o sobie, ale dotrwałam do końca, bo to byłby właśnie on. Powiedziałam ci dość sporo, ale oczywiście nie wszystko. Parę informacji ominęłam byś sam/a, mógł/mogła przy bliższym poznaniu je odkryć. Najlepiej więc będzie jeśli sam/a podejdziesz i przekonasz się jaka jestem.  

Biografia:
Dziwne - jest to trafne słowo określające, jakie było moje dzieciństwo. Moja matka miała mnie gdzieś, nie zajmowała się mną, ale co się dziwić w końcu chciała się mnie pozbyć. Wyobrażam sobie wyraz jej twarzy, gdy w ostatniej chwili mój ojciec jej przeszkodził. Musiała być wściekła, bardzo wściekła. Czasem zastanawia mnie, czy z moim bratem też chciała tak postąpić, a może na początku go kochała? No ale wracając do tego, jak wyglądało moje życie, gdy byłam mała. Wiele nie pamiętam, ale co się dziwić, większość z nas tak ma. Zajmował się mną nasz skrzat domowy. To on mnie karmił, przewijał, kładł do snu, a nawet bawił w wolnych chwilach. Gdyby nie on, to nie wiem co by się ze mną stało. W końcu mój brat sam był jeszcze wtedy dzieckiem, trochę ciężko żeby dziecko miało zająć się niemowlęciem prawda? Lecz w pamięci przewijają mi się obrazy przedstawiające mnie leżącą na kocyku, a obok siedział Eric, zabawiając mnie swoimi zabawkami. Gdy nieco podrosłam, a dokładnie skończyłam sześć lat, potrafiłam już czytać i pisać. Niektórzy powiedzieliby, że szybko, inni zaś stwierdziliby, że późno. Nikomu się nie dogodzi. Mi nikt nie czytał, opowiadał bajek na dobranoc, musiałam sobie sam to robić. Dobrze, że miałam na tyle wyobraźni, by mi to wychodziło. Od kiedy moja matka zaczęła poświęcać mi choć trochę uwagi? No cóż nie tak długi czas później, a dokładnie dwa lata. Gdy miałam już osiem lata postanowiła, że czas coś ze mną uczynić. Zaczęła się interesować moi wykształceniem, starała się bym miała jak najlepszych nauczycieli. Kupiła mi fortepian, opłaciła lekcje gry na nim. Kiedyś myślałam, że robi to dla mnie, bo w końcu przypomniała sobie, że ma córkę i chce nadrobić ten stracony czas. Czasem nadal nie potrafię uwierzyć w to jak naiwna i głupia byłam. Po jakimś czasie przekonałam się, że zrobiła to tylko po to, by mieć czym się chwalić przed innymi. Och jaką to ona ma wspaniałą i zdolną córkę. Aż rzygać mi się chce, gdy sobie o tym przypominam. Gdy byłam już na tyle mądra i zdolna, przyszedł czas by zabrać mnie na zakupy. W końcu muszę jakoś wyglądać. Wtedy nadal byłam zaślepiona i nie dostrzegałam, czemu tak zaczęła się mną interesować. Okazało się, że tak jak kiedyś  jej rodzice, ona również chciała mi znaleźć potencjalnego kandydata na męża. Gdy tylko się o tym dowiedziałam, uciekłam. Szukali mnie aż dwa dni. Co się dziwić, w końcu nie znali mnie, nie wiedzieli gdzie mogłam się ukryć. Nie myślcie sobie, że znalazło mnie któreś z moich rodziców, bo tak nie było. Odnalazł mnie mój brat. Nie odzywałam się do nich przez prawie pół roku, nie wychodziłam z pokoju, nie chciałam ich nawet widzieć. Wtedy też moi wspaniali rodzice postanowili, że przeprowadzimy się z Francji do Anglii, a dokładnie Walii, wcale nie podobał mi się ten pomysł. Rok przed rozpoczęciem nauki w Hogwarcie, moja matka zaczęła jeszcze bardziej naciskać, chciała, bym wiedziała wszystko, zanim zacznę tam naukę. O tak moi rodzice mieli bzika na tym punkcie. Najważniejsze dla nich było, bym była we wszystkim najlepsza, nie poszła w ślady brata. Miałam się liczyć dla siebie tylko ja, nie zważać na innych. Tak było, przez jakiś czas, aż w końcu zmądrzałam. Gdybym przez przypadek nie podsłuchała rozmowy rodziców, nadal pewnie bym taka była, pozwalała im sobą manipulować i stwarzać ich idealną córeczkę. Cieszę się, że dowiedziałam się prawdy, mimo że była tak bolesna. Lepszy był ten ból, niż bycie taką, jak oni chcieli. Jak tylko dowiedziałam się o tym, że moja matka chciała się mnie pozbyć, a nie stało się tak tylko dlatego, że mój ojciec jej przeszkodził, spakowałam wszystkie swoje rzeczy i uciekłam. Wydarzyło się to, gdy miałam piętnaście lat. Gdzie poszłam? Odpowiedź jest prosta, udałam się do mojego brata. On wyprowadził się z domu, gdy tylko ukończył siedemnaście lat, był już w końcu pełnoletnim czarodziejem. Nie zdziwił się gdy zobaczył mnie przed swoimi drzwiami, tak jakby się tego spodziewał. Przyjął mnie do siebie i pozwolił zamieszkać razem z nim. Na początku było mi głupio, w końcu nie dość, że musiał utrzymywać siebie to teraz jeszcze doszłam ja. Musiał wiele razy mi tłumaczyć, że to nie jest żaden problem, w końcu tak jakby możemy liczyć tylko na siebie, więc musimy się trzymać razem. Mieszkam z nim do dzisiaj, mam się dobrze, lepiej niż kiedykolwiek. Stara się on bym miała wszystko co mi potrzebne, nawet na szesnaste urodziny kupił mi fortepian. Wie jak bardzo lubię na nim grać, uspokajam się wtedy. Rodziców widziałam tylko parę razy, na jakiś tam ważnych spotkaniach, na których musieliśmy się pilnie wstawić i godnie ich reprezentować. Ach te pozory, stanowią one nieodłączną część mojego życia. Czasem zastanawiam się, jakby wyglądało moje życie, gdyby ojciec nie powstrzymał mojej matki, albo gdyby miała innych rodziców. Jednak najstraszniejszą wersją nadal pozostaję dla mnie, gdyby Erica nie było, nie wyobrażam sobie tego i nawet nie próbuję tego zmienić. Wbrew pozorom nie mam się źle, pogodziłam się z tym wszystkim, a może nawet jestem zadowolona z takiego obrotu spraw? Sama już nie wiem.

Rodzina:
Elizabeth Lacroix - moja matka, czarownica półkrwi, uczyła się w Beauxbatons. Cóż wam mogę opowiedzieć o tej kobiecie? Zdecydowanie mnie nie znosi, wręcz nienawidzi, jak się ostatnio okazało wcale nie chciała mnie wychować, wolała zostawić w sierocińcu, jednak mój ojciec jej w tym przeszkodził. Ta kobieta nie jest zdolna do jakichkolwiek innych uczuć względem ludzi, jak nienawiść, niechęć lub pewnego rodzaju przyzwyczajenie. Nie kocha mego ojca, ani brata, no i oczywiście mnie. Zimna, oziębła, zakłamana - zdecydowanie taka jest. To po niej chyba przejęłam niektóre z tych cech. Jej małżeństwo z moim ojcem było zaplanowane odkąd ukończyła 10 lat. Nigdy go nie kochała, a może nie czuje względem niego żadnych uczuć, chociaż to właśnie jedynie do niego odnosi się z szacunkiem, ale co się dziwić to w końcu on ją utrzymuje, kupuje wszystko co tylko zechce. Nieraz podejrzewałam ją o jakiś romans z innym mężczyzną i miałam rację. Widziałam ją z nim, ona również mnie zauważyła, ale najśmieszniejsze w tym jest to, że wcale się tym nie przejęła. Nie rozumiem jakim cudem ktoś mógł ją pokochać, przecież jest okropna, a może jest taka tylko względem nas? Kto wie, może gdzieś tam na boku ma drugą rodzinę. Szczerze, nie obchodzi mnie to, niech robi co chce, w końcu to jej życie.

Jonathan Lacroix -  mój ojciec, czarodziej czystej krwi, wychowanek domu Salazara Slytherina. Do końca nie wiem kim jest z zawodu, nigdy nie było okazji by się go o to spytać, a on też jakoś specjalnie nie lubi opowiadać o swojej pracy. Jedynie co wiem to, to że jest kimś ważnym w Ministerstwie. Co się więc dziwić, że nie pozwolił matce mnie oddać do sierocińca, w końcu kiedyś wyszłoby to na jaw, ludzie zaczęliby pytać. On nie mógł sobie na to pozwolić, nasza rodzina od wielu pokoleń jest szanowana wśród innych czarodziei, a dla mojego ojca właściwie liczy się tylko to, by utrzymać ten status. Dla niego najważniejsze jest co powiedzą inni, dlatego też gdy byłam mała uczył mnie jak się dobrze zachować, a gdy robiłam coś źle - stosował kary. Wydaje mi się się, że on tak naprawdę wie, że moja matka ma z kimś romans, może nawet sam ją widział, ale przecież przenigdy w życiu się z nią nie rozwiedzie, ludzie mieli by wtedy temat do rozmów, a on sobie na to pozwolić nie może. Rzadko kiedy bywa w domu, najczęściej wraca tylko na noc, a czasem nawet w ogóle. Może też ma jakąś kobietę na boku? Kto wie, wszystko jest możliwe, a z takimi ludźmi jakich ja mam za rodziców to już na pewno musisz być przygotowanym na wszystko.

Eric Lacroix - mój kochany braciszek, o czystości jego krwi chyba nie muszę mówić co? Myślę że sami się tego domyślicie. Jest on ode mnie o osiem lat starszy, kiedyś również uczył się w Hogwarcie. Może nie uwierzycie, ale należał do Puchonów, aż trudno uwierzyć co? Ale tak właśnie było, rodzicom nie udało się go zniszczyć, tak jak mnie. Jest miły i zawsze pomaga temu, kto tego potrzebuje. Jest marzycielem, ma marzenia, które w przyszłości chce zrealizować i muszę wam przyznać, że o dziwo na razie mu to wychodzi, wszystko jest po jego myśli. Wie jak się zachować w towarzystwie, można by powiedzieć, że czasem to on jest jego duszą. Czemu go tak uwielbiam? No cóż jest pozytywnym człowiekiem, można by powiedzieć, że wieczny optymista z niego, co prawda czasem mnie to irytuję. Zawsze wesoły, potrafiący rozbawić każdego. Mogę mu powiedzieć dosłownie o wszystkim, a on nie będzie mnie oceniał, tylko wysłucha i pomoże najlepiej, jak potrafi. Gdy zjawiłam się przed jego drzwiami, przyjął mnie do siebie bez problemu, pozwolił zamieszkać jak długo tylko zechcę. Rodzice nie znoszą go równie mocno, jak mnie. Nie rozumiem tego, przecież on jest tak wspaniałym człowiekiem, nigdy nie dał im powodu do wstydu, czy też gniewu, a może to wina tego, że jest inny niż oni? Tego nikt nie wie i raczej się nie dowie.



Dodatkowe informacje:
- potrafię grać na fortepianie
- jestem wegetarianką
- mówię biegle po francusku i angielsku
- nie znoszę zimy
- czasem zdarza mi się zapalić papierosa
- mam dobre poczucie rytmu
- kiepsko śpiewam
- mam kota o imieniu Misza
- uwielbiam kawę, można by powiedzieć, że jestem od niej uzależniona



Wybrany wizerunek: Freya Mavor
Inne konta:
Dane kontaktowe:PW, ewentualnie mogę podać gg
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t2936-florence-lacroix
Rosemarie Cleverly



Liczba postów : 963

PisanieTemat: Re: Florence Lacroix   Pon Paź 13, 2014 4:15 pm


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t608-rosemarie-rose-cleverly
 

Florence Lacroix

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Gabinet profesor Lacroix
» Walka wręcz - zajęcia z profesor Lacroix
» Namiot nauczycielski - Chantal Lacroix
» Chantal Lacroix

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
List z Hogwartu :: Bohaterowie :: KRONIKI :: UCZNIOWIE-