a
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Nora Kitsune - Page 2
List z Hogwartu
Niestety jak to często bywa, coś się kończy, a coś innego zaczyna. Czas Listu z Hogwartu dobiega końca. Mam nadzieję, że część osób będzie wspominało tę stronę z pewnym sentymentem, a nawiązane tutaj znajomości przetrwają pomimo zakończenia naszej działalności. Dziękujemy za te dwa lata! Administracja


 

 Nora Kitsune

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
The author of this message was banned from the forum - See the message
Amelia Mary Fern

avatar

Liczba postów : 1107

PisanieTemat: Re: Nora Kitsune   Wto Lis 11, 2014 3:22 am

Mruknęła coś jedynie pod nosem potakująco ma słowa Lisa. Chwalebna śmierć w walce... Pięknie brzmi, ale czy na prawdę trzeba umierać?
Amelia zawahała się, gdyż wspomnienie przyjaciela w stanie w jakim go ostatni raz widziała było dla niej bolesne. Gdy udawała się na peron Steph co prawda już przytomny, wciąż był bardzo słaby. Puchonce serce się krajało gdy na niego patrzyła.
-Nie miałam serca. On... Chyba ją kocha... Wiem że powinnam mi powiedzieć, ale gdy go ostatni raz widziałam by w bardzo złym stanie, nie chciałam by mu się pogorszyło. Powiem mu... Gdy tylko się z nim znów zobaczę - zapewniła podejmując jednocześnie tą decyzję.
Uśmiechnęła się nieco zadziornie słysząc jego niemal cierpiętnicze westchnienie. Nabrała ochoty by pocałować go w nos.
Dlaczego Amelia jest tak wstydliwa i reaguje na gesty czułości rumiencem? Odpowiedź jest bardzo prosta nie jest do tego zwyczajnie przyzwyczajona. Na jej drodze stanęło jak dotąd bardzo niewiele osób które by ją ta czułością obdarowały. Krepowalo ją więc gdy ktoś okazywał jej zainteresowanie.
Skuliła się lekko gdy lis czochrał jej włosy.
Zadrżała gdy najpierw jego wady, a potem szorstki język polaskotaly jej szyję.
Widząc, że lis zmienił swoją formę odsunela się delikatnie siadając po prostu obok niego.
Uśmiechnęła się widząc jak Lis leży. Wyglądał przeslodko. Całkiem machinalnie poglaskala go po brzuchu drapiac lekko. Była ciekawa, czy zareaguje tak jak dotychczas znane jej zwierzęta i zacznie kopać jedna noga powietrze.
Wysluchala go uważnie, a gdy ja polizał zaśmiała się cicho i oparła twarz. Było jej potrzebne takie zapewnienie. Poczuła się dzięki temu odrobinę pewniej, co nie znaczy, że nagle straciła wstydliwosc. Tworząca się między nimi relacja wciąż budziła w niej skrępowanie i różne wątpliwości.
Króliczek, który ją tak uważnie obserwował w pewnym momencie bardzo ostrożnie i niepewnie przykical do niej i powachal jej dłoń. Zgodnie z poleceniem Lisa nie wykonywała żadnych gwałtownych ruchów, a jedynie obserowala, co też słodki uszatek zamierza. Ten po dokładnym obwachaniu jej dłoni polizał lekko szorstkim jezyczkiem jej palec serdeczny. Nieco tym osmielona, powoli uniosła dłoń i poglaskala królika, któremu zdawało się to podobało przymknal oczka. Uśmiechnęła się i spojrzała uratowana na Lisa, jakby chcąc się pochwalić "patrz pozwolił się pogłaskać".
Pisnela cicho, gdy lis usiadzil ją sobie na grzbiecie. Mocno się do niego przytulila i pozwoliła wynieść na polane przed nora.
Przestraszyła się widząc stworzenia powszechnie uznawane za nie przyjazne. Lis jakby to wyczuł i uspokoił ją, ale ona i tak trzymała się mocno jego futra, patrząc nieufnie na agramantule.
Nie tylko lis wyczuł jej strach. Spomiędzy gałęzi pobliskiego drzewa wylecialy dwie sowy, z których jedna w czasie lotu zmniejszyła się do rozmiarów spinki do włosów. Obie usiadły jej na ramieniu pokrzepiajaco ocierajac lepkami o jej policzek. Po chwili idąc za przykładem innych zwierząt obie dotknęły Lisa.
Po wypowiedzeniu przez niego zaklęcia poczuła się nagle cudownie... Żywa. Uśmiechnęła się aż i zadrżała lekko od przepelniajacej ja energii.
Weszli do nory gdy tylko zwierzęta zaczęły się rozchodzic. Podziękowała grzecznie za jedzenie i zaczęła zajadac, uprzednio schodząc z lisiego grzbietu i siadając obok. Tak zwyczajnie było wygodniej. Oparła się za to o Lisa, robiąc sobie z niego rodzaj kanapy.
- Czym różni się twoja magia od tego czego uczą nas w szkole? *spytałam chcąc już zacząć lekcje.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.]
Amelia Mary Fern
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t382-amelia-mary-fern
The author of this message was banned from the forum - See the message
Amelia Mary Fern

avatar

Liczba postów : 1107

PisanieTemat: Re: Nora Kitsune   Pon Lis 17, 2014 6:23 pm

Skuliła się nieco słysząc nieco karcące jej postępowanie słowa Lisa. Wiedziała, że źle postąpiła nie mówiąc Stephenowi kim jest jego, jak wynikło z tego co zaobserwowała przez te kilka dni u Lilly
Amelia, ukochana. Zdawała sobie sprawę, że gdyby coś się stało jej Wielkiemu Bratu, byłaby to w dużej części jej wina właśnie dlatego, że nie powiedziała mu. Dlatego postanowiła, że porozmawia z nim najszybciej jak tylko będzie mogła. Zaczęła się zastanawiać czy by mu listu nie napisać, bo zapewne spotkają się dopiero w okresie świątecznym, o ile Lilly ją zaprosi o siebie na ferie.
Sama do końca nie wiedziała skąd u niej drżenie pod dotykiem Lisa. To była reakcja jej ciała, której ona w żaden sposób nie kontrolowała. Jej ciało zdawało się do pewnego stopnia żyć własnym życiem i robić wszystko bez udziału jej świadomości.
Wybuchnęła śmiechem widząc jak Kitsune „kopie powietrze”. Nie zależnie od tego, ze jego rozmiary mogłyby wielu przerazić, on sam na milutką przytulankę nie wyglądał w żadnym razie, w tej chwili był zwyczajnie słodki. Amelii brakowało jeszcze tylko, by zaczął merdać ogonami.
Nie umknęło jej uwadze że jego skóra jest wyjątkowo twarda. Pomijając nawet jego rozmiar, przez samo gęste i sprężyste futro musiała drapać go po brzuchu obiema dłońmi wkładając w to nie mało siły. W pewnym momencie była nawet blisko decyzji by zwyczajnie usiąść na piersi Kitsune ułatwiając sobie zadanie drapania go.
Rozbawiona reakcją Lisa poczuła się jeszcze swobodniej. Prawie zapomniała, ze wciąż paraduje w koszuli nocnej...
Podejrzewała, że zachowanie zwierząt względem niej ma w dużym stopniu związek z Lisem i faktem, ze na pewno choć w minimalnym stopniu, ale jednak, pachnie nim. Mimo to cieszyła się, że może tak sobie podejść do dzikiego zwierzęcia i je pogłaskać, a ono nie ucieka ani nie chce jej zaatakować.
Zmarszczyła lekko brwi widząc jak lis zagryza mięsko owocami. Dla niej takie mieszanie smaków było co najmniej dziwne, ale nie odzywała się tylko w ciszy jadła robiąc sobie z Lisa swego rodzaju kanapę.
Zdziwiona uniosła ręce pozwalając by lisie ogony owinęły się wokół niej. Po chwili uśmiechnęła się czując, jak robi jej się cieplej i delikatnie pogłaskała biało-szare futro.
Gdy Lis zaczął mówić niemal dosłownie zamieniła się w słuch.
- Gdzieś tam pobieżnie, między wierszami na pierwszych zajęciach z zaklęć było to wspomniane, ale nikt nigdy jakoś specjalnie tematu nie rozwinął. Właściwie zostało to, o ile dobrze pamiętam, przedstawione jako coś bardzo mało istotnego. Zwyczajnie, że kiedyś magia wyglądała inaczej, a zaklęcia które dziś używamy pochodzą od starszych, których inkantacja brzmi zazwyczaj zupełnie inaczej. I na tym koniec.- odpowiedziała na pytanie Kitsune po chwili zastanowienia, bo musiała sobie przypomnieć pierwsze zajęcia, od których minęło bez mała sześć lat.
Zmarszczyła brwi:
-Czyli im prostsza inkantacja tym słabsze zaklęcie?- spytała trochę wtrącając się mu w wypowiedź,a po chwili sama się przekonała, gdy wymówił długą inkantację, której słów nie rozumiała, ale moc słów nawet nie popartych magią była wyczuwalna
-Fluktuacjami magicznymi?- powtórzyła pytająco nie za bardzo rozumiejąc.
-Czyli... podczas naszej nauki nie będę używać różdżki? Samo słowo i skupienie mocy? W takim razie jak ukierunkować zaklęcie? No i... jeśli już nauczę się pierwotnej magii, która jak mówisz odrzuca różdżkę, to czy potem będę mogła używać tych zaklęć, których uczą w szkole także bez różdżki?- dopytywała bawiąc się jednym z ogonów Lisa, które spoczywały wciąż na jej kolanach.
-A tak poza tym... mogę już się ubrać?- zaśmiała się.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.]
Amelia Mary Fern
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t382-amelia-mary-fern
The author of this message was banned from the forum - See the message
Amelia Mary Fern

avatar

Liczba postów : 1107

PisanieTemat: Re: Nora Kitsune   Pon Lis 24, 2014 7:33 pm

Z każdą chwilą coraz mniej się bała Lisa. Bo musiała przyznać, ze czuła przed nim pewien … respekt. A na początku na prawdę się go bała. Przestraszył ją dość skutecznie. Jednak jak już wspomniane, im dłużej z nim przebywała tym mniejszy była jej obawa. Właściwie już się niemal zupełnie nie bała Lisa. Zauważała jak w rzeczywistości, mimo swojego, trzeba przyznać budzącego respekt wyglądu, jest istotą niezwykle przyjacielską i choć dość psotny, jest jednocześnie miły. Nie milusi. Bynajmniej Li. s w żaden sposób nie był milusi czy milusiński. Tego powiedzieć o nim nie można. Ale jak najbardziej był miły. Wydawał się ponad to zwyczajnie łagodny. Mógł budzić strach swoimi gabarytami, jednak gdy poznało się go troszkę bliżej, zauważało się, ze jest uosobieniem łagodności. Amelii kojarzył się z wiosną. Skąd takie skojarzenie, sama dokładnie nie potrafiła powiedzieć. Miało chyba na to wpływ duo czynników, jak choćby to, że tam gdzie stąpała kwitły kwiaty. Ale także właśnie jego charakter.
Oczywiście zdawała sobie sprawę, ze mimo wszystko Lis jest półbogiem. Mimo wszystko zachowywała wobec niego pewien dystans i traktowała go z swoistego rodzaju szacunkiem. Takim samym jakim darzyła całą przyrodę.
Tak rozluźniła się nieco, jednak wciąż pamiętała, że jest ubrana tylko w dość skąpą koszulkę nocną. Może nie okazywała tego tak jak wcześniej, jednak nadal odczuwała pewien dyskomfort spowodowany brakiem porządnego ubrania, czego objawem było chociażby to, że bardzo pilnowała aby koszulka zbytnio się jej nie podwinęła.
Zauważyła, że Lis chyba woli głaskanie po głowie. Po jego reakcjach wnioskowała, ze jest to dla niego dużo przyjemniejsze, niż głaskanie ogona. Ona jednak w dziwny sposób upodobała sobie jego ogony, robiąc sobie z nich jakby przytulankę. Przeczesywanie gęstego futra uspokajało ją i pozwalało się odprężyć.
Kiwnęła głową na jego słowa, potwierdzając w ten sposób, ze słucha.
-Dlaczego?- spytała nie za bardzo rozumiejąc, co ma historia do używania czaru. Co prawda lubiła historię magii, choć profesor Binns potrafił uśpić nawet najwytrwalszych po kilku kawach, ale traktowała, to bardziej jak przedmiot dodatkowy, który nie ma większego użytku praktycznego, no może poza nauką na błędach przodków, ale czy ktokolwiek tak to traktował i na tych błędach się rzeczywiście uczył to już temat odrębnej i bardzo rozległej dyskusji.
-To by tłumaczyło skąd się biorą wśród mugoli czarodzieje. Tak zwane…- zacięła się na chwilę, bo jednak było to określenie powszechnie uważane za obraźliwe, co podkreśliła nie świadomie krzywiąc się przy wypowiadaniu ostatniego słowa- szlamy.- dokończyła nieco niepewnie. Ona sama nic do takich osób nie miała, choć pochodziła z rodziny czystej krwi, do tego o dość radykalnych poglądach.
-Moze nie będą mi potrzebne, jednak jak najbardziej konieczne na lekcjach. Raczej nie będę mogła o ta sobie używać starożytnych zaklęć na lekcji. Będę musiała używać współczesnych zaklęć, bo to z nich będę oceniana. A nie mam zamiaru chwalić się na lewo i prawo, że umiem coś więcej, tym bardziej przed nauczycielem, który za pewne spyta skąd znam takie zaklęcia, które nie występują w żadnych księgach, a już na pewno nie w tych do których mam dostęp.A ty chyba nie chcesz mieć tu pielgrzymek naukowych, co?- uśmiechnęła się przekrzywiając lekko głowę. Mniej więcej rozumiała, na czym polega techniczna strona magi, którą lis ma zamiar ją nauczyć, ale wiedziała, że w praktyce będzie mogła jej używać tylko prywatnie, poza szkołą, a najlepiej jak najdalej od oczu innych. Jaki był jej cel tej nauki, jeśli nie miała zamiaru używać jej na co dzień? O tym już mówiła. Chciała umieć walczyć, by móc stawić czoła Czarnemu Panu. A co jest lepsze niż magia, której on pewnie nie zna, potężniejsza niż jego?
-Czyli lepiej bym się nie przebierała?- upewniła się niepewnie. Jakoś nie uśmiechało jej się być dłużnej jedynie w koszulce nocnej, która więcej odkrywała niż zakrywała. Rozumiała, że ubranie może spłonąć, jednak wciąż…
Dała się ułożyć, nadal dość sceptycznie podchodząc do tego, ze ma zostać w tej piekielnej koszulce. Siedziała jednak grzecznie i cicho. Zorientowała się już, ze protesty nic nie dają.
W odpowiedzi na polecenie lisa jedynie mruknęła, starając się skupić i zrobić wszystko zgodnie z jego instrukcjami.
-Ej no! Bez przesady! Jak mam się odprężyć będąc u nagą!? Może ty nie ale ja jak najbardziej znam pojęcie wstydu! - zaczęła protestować. Bo to już była mocna przesada. Tu każe jej się odprężyć, a z drugiej strony jej to uniemożliwia, zabierając ostatni skrawek materiału oddzielający ją od świata. Czuła się strasznie obnażona. I nic ją nie interesowały jego tłumaczenia, ze nie musi się wstydzić i że jej ubrania i tak spłoną. W desperacji trzepnęła Lisa w ogon, który na szczęście ją zakrywał, ale i tak czuła się wyjątkowo nie komfortowo bez ubrania, co już mu przecież tłumaczyła ostatniego wieczoru.
Prychając pod nosem szczelniej okryła się jego ogonami, bo chwilowo tylko one jakoś zakrywały jej nagość i zaczęła wykonywać jego polecenia.
Wyciszenie się było dla niej niezwykle trudne. Mimo, a może przez zabiegi Lisa. I nie mowa tu o odebraniu ciuchów, lecz o kompletnym odcięciu jej od świata zewnętrznego. Dziwnie się czuła w kompletnej ciszy i ciemności. Co innego bowiem naturalna cisza lasu, a co innego próżnia w jaką wsadził ją Lis. Za każdym razem gdy udawało jej się jakoś skoncentrować, dekoncentrował ja jej własny organizm. Zwyczajnie wzdrygała się i traciła skupienie słysząc swój własny puls i oddech. Wielokrotnie tak się działo. Po prostu nie mogła przyzwyczaić się, że właśnie to jest jedynym dźwiękiem jaki dochodzi do jej uszu. Za każdym razem wzdrygała się, by po chwili potrząsnąć głowa i biorąc kilka głębokich oddechów znów podjąć próbę wyciszenia się i skoncentrowania.
Długi czas zajęło jej samo to wyciszanie się i skupianie na samej sobie. Jednak po któreś z kolei próbie, pewnie setnej którejś, udało jej się utrzymać pełną koncentrację. Skupiła się całkowicie na sobie, swoim wnętrzu. Gdy już to się jej udało, zaczęła poszukiwać w sobie tego ognia o którym mówił Lis. I to było kolejne niezwykle trudne zadanie. Zwykłe skupienie się i wyciszenie to zdecydowanie za mało. Trzeba było sobie jeszcze uświadomić, ze ten ogień to nie tylko jakieś tam wyobrażenie, to coś co jest niej i od niej, z jej wnętrza musi pochodzić, a potem jeszcze owy ogień odnaleźć skupić na nim i spróbować go wydobyć. Niby nic, prawda? A jednak wymaga nie lada wysiłku mentalnego, porównywalnego do choćby kilku godzin regularnego treningu na siłowni czy uczestnictwa w maratonie. Nie zdziwi więc, fakt, że podczas tego dziewczyna zwyczajnie zaczęła odczuwać zmęczenie i wyczerpanie.
Gdy myślała już nad tym by sobie przynajmniej na ten dzień odpuścić udało jej się odnaleźć ogień.Zaczęła ustawicznie w jednym rytmie bardzo dokładnie wypowiadając każde słowo inkantować zaklęcie, które przekazał jej Lis, starając się wydobyć ogień na zewnątrz, scalić z nim.
Zrobiło jej się okropnie gorąco, czuła się na początku jakby stała w pełnym słońcu w letni upalny dzień, w samo południe. Z każdą kolejną chwilą robiło jej się coraz cieplej, aż w pewnej chwili czuła się jakby całe jej ciało stanęło w ogniu piekielnym. Jednak i wtedy nie zaprzestała inkantacji. Dalej wypowiadała zaklęcie zwyczajnie ciekawa, co będzie dalej.
Po pewnym czasie gorąco oganiające jej ciało stało się nie do wytrzymania. Niemal czuła zapach palonej skóry.
Otworzyła oczy, nie tracąc jednak skupienia i zobaczyła, że… płonie.
Całe jej ciało dosłownie ogarnął ogień, rozświetlając ciemność. Krzyknęła przerażona…
Jej własny krzyk i strach który go wywołał zdekoncentrowały ja kompletnie. Ogień zgasł. Jedna ona dalej była przerażona. Kto by nie był? Przed chwilą przecież buchała płomieniami!
-Lisie…- rzuciła tonem wręcz żałosnym, od strachu.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.]
Amelia Mary Fern
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t382-amelia-mary-fern
The author of this message was banned from the forum - See the message
Amelia Mary Fern

avatar

Liczba postów : 1107

PisanieTemat: Re: Nora Kitsune   Sro Lis 26, 2014 11:31 pm

Amelia teraz świetnie zdawała sobie sprawę z tego, że Lis nie chciał jej zrobić krzywdy, a to jak się poznali jest właściwie jedynie jej winą, bo nie uważała i sprawiła mu ból. On sobie żartował. Teraz to wiedziała i zachowanie Lisa w tamtej chwili było dla niej nawet trochę zabawne, jednak wciąż miała w pamięci to jak straszny jej nowy przyjaciel potrafi być jeśli zechce. Podejrzewała, zapewne całkiem trafnie, ze gdyby ktoś mu poważnie podpadł potrafiłby nie tylko wyglądać, ale i być straszny i niezwykle groźny.
Z tego co zaobserwowała i zrozumiała na jego temat do tej pory wynikało, że jest istotą pozytywnie z reguły nastawioną do ludzi, choć właściwie należałoby powiedzieć, ze neutralnie. A dokładniej- póki szanują naturę jest dobrze. Jednak co gdyby ktoś poważnie naruszył królestwo Lisa? Amelia była pewna, ze taka .. nierozwaga została by przez półboga surowo ukarana.
Oj tak, Puchonka coraz lepiej i… luźnej czuła się przy nowym przyjacielu, aczkolwiek wciąż w głowie przebrzmiewały jej jego słowa... Dręczyło ją to i nie pozwalało dojść do porozumienia z samą sobą. No bo… Lubiła Liska. Temu zaprzeczyć nie mogła. Jednak czy to co jak na razie chyba jedynie z jego strony tak na prawdę, się rodzi, jest w ogóle możliwe? On jest półbogiem i do tego LISEM, a ona zwykłą śmiertelną, ludzką dziewczyną… czy to ma jakieś szanse na powodzenie?
Niby, w jej własnych więź między nią a Lisem rozwiała się bardzo jednostronnie. We własnym mniemaniu lubiła go ale nie tak jak on ją. Jednak jakby się zastanowić… skoro to było takie jednostronne, to czemu w ogóle się zastanawiała czy ma jakieś szanse?
Prawda była taka, ze rodząca się więź była jak najbardziej obustronna, tylko Amelia, była zbyt niedoświadczona i niewinna by to zauważyć. Jej sympatia do półboga zmieniała się w coś dużo głębszego i silniejszego. Ale to Amelia więc...pozwalała by wszystko toczyło się swoim torem i nie zastanawiała się głębiej nad własnymi uczuciami, póki nie było to na prawdę konieczne…
Chyba to właśnie wszechobecna wokół Lisa atmosfera dobroci i łagodności w dużym stopniu odpowiadała za to, że Amelia nijako zapominała, że jest on dzikim zwierzęciem, a nie domowym pupilkiem. Nawet z jej sowami było to dużo łatwiejsze. Ptaki często widywała po polowaniu, dziobały ją gdy coś im się nie podobało. Greenie nie raz na początku ich wspólnej przygody podrapała Amelię, a Lis… niby ją na początku przestraszył, ale potem okazał jej dużo więcej czułości i troski niż większość. Jak do tej pory jedynie… Sebastian, Stephen, Lilly i Afrah byli wobec niej tak opiekuńczy i traktowali ją jak kogoś ważnego...Dla Sebastiana była chyba kimś w rodzaju bratniej duszy, bo jak już kiedyś ustalili, choć zawarte było to nieco między wierszami, ich więź dawno wyszła poza granice przyjaźni...może gdyby spróbowali zostali by parą? Któż to wie? Na pewno nie oni.
Stephen był jej starszym braciszkiem, kimś kto ją rozśmieszał i przy kim czuła się bezpieczna. Wiedziała, ze przyjdzie zawsze jeśli tylko będzie go potrzebowała.
Lilly to Lilly nic więcej nie trzeba chyba mówić. Jej najlepsza przyjaciółka, choć dzieli je kilka lat.
Afrah… przyjaciółka nieoceniona. Jedyna osoba, która była przy niej, gdy traciła panowanie nad sobą, gdy była na skraju wyczerpania psychicznego, a jedyne czego pragnęła to śmierć…
Kim więc był dla niej Lis w tym zestawieniu? Wsparciem i powiernikiem jak Afrah? Przyjacielem jak Lilly? Kimś bliskim jak Stephen? Bratnią duszą niczym Sebastian? A może był kimś zupełnie innym, kimś wciąż nienazwanym?
Przewodnik? Cóż w pewien sposób pasuje to do roli jaką przyjął na siebie w życiu Amelii Lis. Był jej przewodnikiem i opiekunem na drodze po świecie starożytnej magii i nauki , by mogła stawić czoła złu, które czyha na jej bliskich.
Tęsknota… tak to uczucie Amelia znała aż za dobrze i jeśli Lis chciał być tą osobą która będzie tęskniła za nią...ona tego nie chciała. Nikomu nie życzyła przeżywania tego, co sama przeżyła nękana tęsknotą, wyczekując choć szmeru wiatru między liśćmi lasu, zwiastującego powrót bliskiej jej sercu osoby.
Oczywiście chciała być dla kogoś ważna. Każdy przecież chce być dla kogoś tym najważniejszym, prawda? A jednak… Amelia sama tyle przeżyła, że czasami zastanawiała się czy nie lepiej odciąć się od świata. żyć z dala od innych samotnie. Nie raniąc swoim ewentualnym odejściem innych, a jednocześnie oszczędzić sobie cierpienia, gdy to z twojego życia ktoś odchodzi. Dla niej było już jednak za późno. Cierpiała tracąc i częściowo wiedziała, a przynajmniej chciała wierzyć, że gdyby odeszła to choć jedna osoba by przynajmniej przez parę sekundę zatęskniła…
Ludzie się adaptują, ale nie w przeciągu kilku godzin. I na pewno nie do sytuacji, którą w toku ewolucji uznano za krępującą i jest to już wpisane w DNA. Nie chodziło nawet o to,że ktoś miałby ją zobaczyć nago. Ją zwyczajnie krępował sam fakt nagości.
Słuchała go jak zwykle bardzo uważnie, niemal spijając każde słowo z jego lisich ust.
Podczas medytacji cały czas słyszała w głowie cichy głos Lisa wymawiający powoli słowa inkantacji. Sprawiało to, ze czuła się lepiej i choć logicznie rzecz biorąc powinno ją przynajmniej odrobinę dekoncentrować było wręcz odwrotnie. Dźwięk głosu Kitsune uspokajał ją i pozwalał się skupić.
Przestraszona wtuliła się w miękkie futro i milczała. Przez długi czas drżąc trwała tak ściskając w dłoniach futro Lisa i powoli się uspokajając.
-Nie prawda. Praktycznie nic nie osiągnęłam. Nawet nie umiałam utrzymać płomienia- powiedziała cicho. Była perfekcjonistką do tego bardzo niecierpliwą. Chciała wszystko robić doskonale jak najszybciej. Dla niej dzisiejsze zajęcia z Lisem nie były żadnym sukces jak to przedstawiał Lis, a porażką. Chciała wrócić do nauki, spróbować jeszcze raz, a najlepiej kilka razy aż uda jej się wszystko tak jak powinno, jednak gdy uniosła głowę zorientowała się, że zbliża się wieczór, co by oznaczało, że medytowała przez kilka godzin. Gdyby spróbowała jeszcze raz zapewne zarwała by noc, a ponadto czuła się zwyczajnie wyczerpana i wątpiła by dała radę podjąć jeszcze jedną próbę.
Nie pytając już o nic weszła do lisiej nory głębiej i ubrała się. Gdyby ktoś patrzył na to z zewnątrz całkiem słusznie mógłby stwierdzić, że zachowywała się jak u siebie.
Wróciła do Kitune, siadła obok i zabrała się za jedzenie tego co wyczarował dla niej.
-Będę musiała wrócić do zamku. Jeśli nie dziś zaraz, t jutro o świcie….zajęcia- zakomunikowała bezbarwnym głosem, jakby całkiem zobojętniała na otaczający świat. Miała swój powód. Ten sam, który sprawiał, ze jej oczy się szkliły, a spojrzenie było nieobecne.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.]
Amelia Mary Fern
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t382-amelia-mary-fern
The author of this message was banned from the forum - See the message
Amelia Mary Fern

avatar

Liczba postów : 1107

PisanieTemat: Re: Nora Kitsune   Pią Lis 28, 2014 8:49 pm

Oj wobec Amelii jak najbardziej okazywał uczucia, co nieco krępowało dziewczynę nieprzyzwyczajoną by ktoś odnosił się do niej tak jak robił to Lis. Bardziej czuła niż rzeczywiście rozumiała, ze gesty Kitsune względem niej są wyrazem opiekuńczości troski i czułości. W nocy nie było to tak trudne do odczytania, bo choć wciąż zachowywał się trochę jak zwierzę, miał ludzkie ciało co częściowo warunkowało sposób jego zachowania. Jednak gdy na powrót stał się Lisem odczytanie dokładnie jego gestów stało się dla Amelii trochę trudne. Znaczy wiedziała, że się o nią troszczy i nią opiekuję, ale nie wiedziała na ile robi to ze względu na nią a na ile ze względu na własną naturę. Bo przecież jako bóg troszczył się o żywe istoty, a ona do nich należała...Niby jej powiedział, ze została jego samicą alfa, jakkolwiek to dla Amelii dziwnie brzmiało, ale ona nie do końca rozumiała, co on przez to rozumie bo chyba nie.. nie… nawet jej wyobraźnia w tym momencie wysiadała… poza pełnią to zwyczajnie nie wykonalne. Więc co… będą parą tylko na czas pełni, a przez pozostały czas będzie jego uczennicą? Nie bardzo jej to pasowało…
Nie umknęło jej uwadze, że Lis na bardzo wiele jej względem siebie pozwala. Traktowała go trochę jak domowego pupila, a on nawet nie mruknął, że mu się to nie podoba.
Też miała nadzieję, nigdy nie zaznać tej wątpliwej przyjemności podpadnięcia Lisowi i zobaczenia go w pełnej, dzikiej i niebezpiecznej krasie. Jak na razie, poza ciekawymi okolicznościami poznania, jej relacje z Kitsune zaliczyć można było śmiało do pozytywnych
Gdyby Lis kazał jej wyzbyć się wszystkiego co ludzkie… pewnie na początku przynajmniej stwierdzałby, ze upadł na głowę i przez jakiś czas unikała lasu jak ognia, byle tylko go nie spotkać, ale … możliwe, ze po jakimś czasie nawet zaczęła by taką opcje rozważać, z negatywnym skutkiem, ale przemyślałaby to i spotkała z Kitsune i wytłumaczyła mu dokładnie dlaczego nie może tak zwyczajnie zamieszkać sobie z nim w Lesie,nawet gdyby chciała, choć on chyba świetnie sobie zdawał z tego sprawę.
Zamieszkanie z nim w lesie przede wszystkim byłoby jakby ucieczką od wszystkiego. Kusząca opcja , lecz nie w stylu Amelii. Ludzie różnie ją postrzegali. Przez swoją niezdarność i roztrzepanie często uważano, ze jest tchórzem. Było wręcz przeciwnie. Amelia była rozważna, rozsądna. Wiedziała kiedy się wycofać, a kiedy walczyć, ale kiedy miała wybór zawsze podejmowała walkę, szczególnie o to na czym jej na prawdę zależy. Dlatego nie poddała się poszukując Sebastiana, mimo, że była w głębokiej depresji, a wszyscy w kółko powtarzali jej, że on nie żyję. Szukała i walczyła tak długo, aż nie znalazła go. Bo mogła uwierzyć, ze on jest martwy.. ale tylko jeśli zobaczyła by jego martwe ciało na własne oczy… Jej trud się opłacił. Odnalazła Sebastiana, żywego.ie, ucieczka była całkowicie nie w jej stylu. Ona chciała walczyć, szczególnie teraz, gdy dzięki naukom Lisa ma jakieś szansę w starciu.
Kiwnęła głową wysłuchawszy słów Lisa. Tak. Wiedział, ze musi być cierpliwa i dużo ćwiczyć. Nie tylko starożytna magia tego wymagała. Zwykłe, współczesne zaklęcia  też. Wszystko trzeba było przećwiczyć, wyćwiczyć...Ale ona już taka była i nic za bardzo na to nie poradzi. Cierpliwość nie była jej mocną stroną.
-Taaak- przyznała trochę niechętnie. Zdawała sobie sprawę z tego, jak wiele może wynieść ze swojego niepowodzenia, kiedy już się z nim pogodzi.
Na lisim grzbiecie przejechała niczym królowa przez cały las, aż do jego skraju, gdzie zgrabnie, jak na nią, czytaj nic nie złamała, zeskoczyła z Kitsune i stanęła przed nim, nie za bardzo wiedząc co teraz. Jak się pożegnać….do tego cały czas była głęboko zamyślona, jakby nieobecna. Patrzyła na Lisa, ale ten mógł odnieść wrażenia, ze patrzy gdzieś za niego, przez niego, nie widząc go zupełnie. Tak jakby jej ciało było tu, a duch w całkiem innym miejscu.
Gdy Lis przytulił ją, machinalnie odwzajemniła uścisk, lekko zarzucając ramię na jego kark. Dopiero po chwili otrząsnęła się nieco i już bardziej świadomie i serdeczniej przytuliła Kitsune na pożegnanie. Po trwającej dość długo chwili odsunęła się i ze smutnym uśmiechem pomachała Lisowi udając się powolnym krokiem w stronę zamku.
Poszła prosto do swojego dormitorium, po drodze zaglądając do pracowni eliksirów, która była pusta, jednak nie to ją interesowało. Poszła do biurka i uśmiechnęła się lekko pod nosem, pierwszy raz od dłuższego czasu. W trochę lepszym stanie, a przynajmniej na tyle dobry by nie wzbudzać niepokoju swoich koleżanek z pokoju znalazła się w sypialni.
Następne kilka dni upłynęło jej w niezwykłej atmosferze pośpiechu i pracy. Niby całkiem normalne w Hogwarcie, jednak coś jej mówiło, ze nie wszystko jest tak jak powinno. Biegała z miejsca na miejsce, pisała jedną pracę domową za drugą, nie mając nawet chwili czasu by zająć się sobą. Ktoś ciągłe coś od niej chciał. Jak nie Af pomocy przy jakimś wypracowaniu, to nagle Luke gdzieś ja ciągnął, albo Greenie przynosiła list za listem od Lilly, ale w tych listach nie było nic wartego uwagi tak na prawdę. Wyglądało tak, jakby cały świat i wszyscy jej przyjaciele uparli się by wypełnić jej jak najbardziej czas.
Po którymś już z kolei takim zabieganym dniu miała serdecznie dość. Nie lubiła mieć wolnego, ale bez przesady. Każdy czasem potrzebuje czasu dla siebie!
Skorzystała więc z pierwszej lepszej okazji i poszła do Lasu. Defene niemal od razu urosła i w postaci całkiem dużej sowy zaprowadziła ją, prosto do nory Lisa.
Amelia podziękowała sowiej przyjaciółce dając jej krakersa, które ta wręcz maniakalnie zajadała.
Stałą dłuższy czas przed norą zastanawiając się czy Lis tamj est i czy powinna jakoś zapukać lub oznajmić swoje przybycie. Po krótkim namyśle zwyczajnie weszła do nory i zobaczyła, ze ta jest pusta. Usiadła więc niedaleko wyjścia i zaczęła z bliska przyglądać się zdobiącym ściany kryształom, które jak pamiętała służyły ostatnio za lampkę nocna, teraz jednak nie świeciły. Dlaczego weszła do nory i w niej została?  Dość oczywiste… było tam cieplej niż na zewnątrz.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.]
Amelia Mary Fern
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t382-amelia-mary-fern
The author of this message was banned from the forum - See the message
Amelia Mary Fern

avatar

Liczba postów : 1107

PisanieTemat: Re: Nora Kitsune   Nie Lis 30, 2014 1:53 am

Przez te kilka dni od ostatniego spotkania z Lisem zastanawiała się jak będzie dalej wyglądać jej nauka.Czy każde zaklęcie będzie poznawać na drodze medytacji, czy może is znajdzie jakieś inne metody? Przede wszystkim ciągle na nowo analizowała ostatnie spotkanie, a szczególnie tę edukacyjną ego część, choć nie raz jej myśli uciekały w stronę wspólnej nocy i wyznania Lisa. Starała się jednak uciec od tych myśli i skupić na odbytej medytacji, słowach Kitsune odnośnie czaru, popełnionych błędach i drodze do osiągnięcia w “Świętym Ogniu” perfekcji jak najszybciej.Dobrze wiedziała, ze jej nauka tego zaklęcia dopiero się zaczęła, a przed nią jeszcze wiele etapów poznawania go.
Na co nudniejszych lekcjach, gdzie nie było za bardzo co notować zapisywała wszystko co wie od Lisa na temat zaklęcia, zrobiła listę swoich błędów i dokładnie zaplanowała oraz prze analizowała jak je naprawić. Sporządziła listę celów do osiągnięcia, której trzymanie się miała nadzieję, że zapewni jej sukces.
Wspominała też te ostatnie chwilę ich spotkania, tuż po kolacji, na skraju lasu. Zastanawiała się czy Lis zauważył, że jest nieobecna i czy będzie próbował wyciągnąć z niej dlaczego. A może miał już jakieś swoje podejrzenia, choć wątpiła w to by jeśli je miał, to były trafne. Nie mógł wiedzieć co ją trapi. Sama nie do końca to rozumiała, ale z każdym dniem jej niepokój rósł. Dostawała nerwowych tików, a jej wargi były już mocno poranione przez jej własne zęby. Wyglądało to trochę makabrycznie, jakby się przyjrzeć. Na szczęście nikt za specjalnie się jej wargom nie przyglądał.
Gdy siedziała w norze Defene swoim zwyczajem zmniejszyła się do rozmiarów sporej broszki i usiadła na jej głowie, gdzie przypominała bardziej ozdobą spinkę niż żywe zwierze, przez co wiele osób nie zwracało na nią zazwyczaj większej uwagi, w tym nauczyciele, dzięki czemu sówka mogła bezkarnie towarzyszyć Amelii na zajęciach. Zazwyczaj sówka przesiadywała tak całe dnie, tylko w nocy opuszczając posterunek by zapolować, tym bardziej zdziwiła się Amelia, kiedy Defene naglę zarwała się i wyleciała. Obejrzała się za wylatującym ptakiem i zauważyła, ze krzewy nieopodal poruszyły się, choć wydawało jej się , że wiatr nie wieje. Wzruszyła jednak ramionami nie wyczuwając zagrożenia i ufając zarówno w swojego sowiego anioła stróża jak i swoje umiejętności magiczne i instynkt. Defene nie zostawiła by jej tak, gdyby cokolwiek jej groziło, a Amelia sama nie czuła się w żaden sposób zagrożona, a była osobą niezwykle czujną i niemal zawsze czuła, gdy coś było nie tak. Wróciła więc do oglądania kryształów zastanawiając się nad sposobem ich działania i pochodzeniem. Wyglądały jak integralna część skały na której się znajdowały. Jednak o ile dobrze orientowała się w geologii w okolicznych lasach gleba raczej nie zawiera skrystalizowanych minerałów, a na pewno nie w tak duże kryształy. Rozglądając się po norze oszacowała bowiem, ze najmniejsze z nich są wielkości połowy jej dłoni. Przyglądając się jednemu z bliska zaczynała dochodzić do wniosku, ze ich działanie jest ściśle związane z Lisem. On jest katalizatorem i jakby… włącznikiem. Zaśmiała się cicho wyobrażając sobie jak naciska na nos Lisa by włączyć światło w norze. Albo ciągnie za ogon. Tylko który, bo ma ich dziewięć… a może trzeba przekręcić jakoś ucho.
Usłyszała za sobą jakiś szelest, ale nim zdążyła się obrócić poczuła jak coś oplata się wokół niej i przyciąga.
W pierwszej chwili krzyknęła przestraszona i próbowała się uwolnić wijąc się i bijąc w oplatające ją więzy, dopóki nie rozpoznała pod pięściami miękkiego futra Lisa i nie usłyszała jego głosu w swoich myślach.
Uspokoiła się i spojrzała na niego wciąż wielkimi ze strachu oczyma.
-Lubisz mnie straszyć- rzuciła lekko zdyszanym głosem, obejmując dłońmi miękkie ogony i już spokojnie opierając się o Lisa.
-Czemu pachniesz spalenizną?- spojrzała na własne dłonie, którymi obejmowała jeden z oplatających ją ogonów i zobaczyła szary brud,
-Coś ci się stało?- zaczęła dłońmi dokładnie badać osmolone lekko ogony. Wyglądało jakby Lis miał kontakt z silnym ogniem i nie do końca zmył jego ślady. Jej reakcja była całkiem automatyczna i dla niej naturalna. Dostała sygnał, że Lisowi mogła dziać się jakaś krzywda i zabrała się za ocenianie czy wszystko jest w porządku. Zawsze tak się zachowywała względem tych, na których w jakiś sposób jej zależało. Niektórzy, jak Sebastian czy Afrah lub Lilly byli już do tego nijako przyzwyczajeni. A Seba to wyjątkowo. Jeszcze pamiętała jak na początku narzekał uciekał od niej. Po jakimś czasie tylko przewracał oczyma i dawał jej działać, gdyż nauczył się, że nie ma przed nią ucieczki gdy się uprze i najlepiej jest przeczekać napady opiekuńczości.
-Trochę- odpowiedziała wciąż go badając, dopiero po chwil orientując się co powiedziała. Zarumieniła się i lekko spuściła głowę by ukryć czerwieniejące policzki za kotarą swoich włosów.
Po badaniu dała się grzecznie zanieść bardziej w głąb jaskini, ale gdy Lis chciał ją usadzić obok siebie uwolniła się z więzów jego ogonów, lecz tylko na chwilę. Wstała i zdjęła ciepłą kurtkę w którą była ubrana. W końcu jest już listopad i na dworze jest zimno. Jednak w norze, szczególnie będąc oplecionym grubymi lisimi ogonami, było wyjątkowo ciepło. Tak więc zdjęła ciepłe okrycie zostając tylko w sweterku z rękawami trzy-czwarte i dekoltem w serek,który w jej przypadku, czy jej się to podobało czy nie, był dość głęboki i usiadła koło Lisa bokiem opierając się o niego, tak by móc patrzeć na jego pysk. Gdy ją podniósł i zaczął nieść w głąb nory, udało jej się złapać swoje notatki, z którymi tu przyszła. Teraz położyła je sobie na kolanach, bo na razie nie były potrzebne.
Nie mogła się oprzeć i starając się nie śmieć zaczęła palcem wskazującym tykać, a raczej” wciskać” nos Liska, po chwili lekko pociągnęła za każdy z ogonów, by na koniec zacząć delikatnie wykręcać jego uszy we wszystkie strony. Zastanawiała się po jakim czasie Lis zapyta co ona wyprawia.
Gdy spróbowała już wszystkich wymyślonych przez siebie metod na kontrole światła w jaskini, w ramach zadość uczynienia zaczęła drapać Liska za uchem, wiedząc, że on to bardzo lubi.
-Okropnie- przyznała- wszyscy czegoś  ode mnie ciągle chcieli. Nie miałam ani chwili wolnego, tak tylko dla siebie by usiąść i chociaż coś w spokoju poczytać. Jakby… chcieli coś przede mną ukryć choć nie wiem co i nie wiem czy chce to wiedzieć- spuściła smutna wzrok. Bo jeśli jej przeczucie i zachowanie jej przyjaciół były jakoś powiązane…  Nie. Nie chciała znać prawdy. A raczej wolałaby to nie było to co podejrzewała.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.]
Amelia Mary Fern
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t382-amelia-mary-fern
The author of this message was banned from the forum - See the message
Amelia Mary Fern

avatar

Liczba postów : 1107

PisanieTemat: Re: Nora Kitsune   Pon Gru 01, 2014 12:23 am

Wierzyła zapewnieniom Lisa, ze w okolicach jego nory, a szczególnie w niej nic jej nie grozi nic jednak nie była w stanie poradzić na całkiem naturalne reakcje. Lis zaszedł ją od tylu i zaskoczył, więc się przestraszyła. Szybko jej minęło i jedynie po chwili posłała Lisowi karcące spojrzenie.
-Wiem- Pogłaskała go delikatnie między uszami - ale jakiej reakcji oczekiwałeś tak się skradając i zachodząc mnie od tyłu?- spytała raczej retoryczni.
Odetchnęła z ulgą nie odnajdując żadnych śladów poparzeń jedynie sadze i popiół.
Odchyliła się lekko próbując uciec, czując jak Lis liże ją po twarzy. Zaśmiała się i odsunęła delikatnie jego łeb siłując się z nim w zabawie. Pozwoliła mu wtulić łeb w swoje ramię i zaczęła delikatnie drapać go po karku. Skuliła się lekko pod pacnięciem, może i lekkim, jednak lisia łapa ważyła sama w sobie dość sporo.
-Uspokajałeś wulkan? W sense, że…. wszedłeś sobie do krateru i “Stary słuchaj! Wyluzuj bo ci lawa drugą stroną wypłynie.”?-rzuciła lekko zdezorientowana nie za bardzo wyobrażając sobie jak takowe uspakajanie wulkanu może wyglądać.
-Chwila… Siedziałeś w kraterze?! I wyszedłeś tylko osmolony? Żadnych oparzeń?- spytała lekko przerażona wizją Lisa skąpanego we wrzącej lawie.
-Przepraszam- skupiła się by odrobinę się uspokoić, choć nie było to łatwe, pamiętając, że od jej spokoju zależy jakość ich komunikacji. Szło to jej dość opornie, gdyż nałożyło się na siebie wiele czynników. Jej przeczucia, zachowanie przyjaciół, zmartwienie stanem Lisa, a także to przypadkowe wyznane i sposób w jaki Kitsune je skwitował, choć w najmniejszym stopniu.
Zamknęłą oczy na kilka sekund starając się nieco uspokoić burzę w swoim umyślę, by ułatwić Lisowi komunikację.
-Tylko się nie śmiej… za głośno. Sprawdzam jak włączyć te kryształy. Wpadłam na pomysł, ze włącznikiem jesteś ty i tak… się bawię.- lekko zawstydzona wzruszyła ramionami i zaśmiała się cichutko pod nosem.
-Ty kontrolujesz kryształy prawda? Telepatycznie?- dopytywała dalej drapiąc go za uchem.
-W szkole ciągle coś się dzieje, ale jak do tej pory nie miałam poczucia, że coś usilnie jest przede mną ukrywane. Jestem niemal pewna, że stało się coś co bardziej tyczy się mnie niż szkoły i dlatego tak się wszyscy zachowują. Może komuś się coś stało i nie chcą mnie martwić więc ukrywają przede mną to. Gdyby to tylko Afrah mnie ciągle gdzieś ciągała nawet bym się nie zastanawiała, ale Lilly pisze do mnie list za listem, ale w żadnym nie odpowiada na moje pytania o Stephena czy Daniela. Piszę tylko o jakiś zdarzeniach z pracy czy innych takich dość nieistotnych rzeczach…- żaliła się dzieląc swoimi przypuszczeniami i zmartwieniami.
Ułożyła się na miękkim brzuchu Lisa wtulając w ciepłe futro niczym male dziecko.
-Wydaje mi się, ze akurat ten powinnam jak najszybciej poznać. To coś ważnego- powiedziała cicho.
Zaczęła chichotać i starała się uciec od wilgotnego języka Lisa, a po chwili także jego ogonów wkradających się pod jej ubranie i łaskoczących delikatną skórę. Na początku starała się jak najbardziej oddalić, ale po chwili wtuliła się mocno w miękkie futro i zaczęła przez śmiech prosić by przestał.
-A możemy tak pół na pół? Chwilę po odpoczywać i popatrzeć w gwiazdy, a resztę czasu poćwiczyć. Nie koniecznie w j kolejności. Przygotowałam się- pomachała dumna z siebie zwojem na którym były jej notatki.
-A na początek… dasz radę coś zrobić z tą całą sadzą?- wskazała na siebie i jego, gdyż teraz oboje byli szarzy od popiołu i wulkanicznych pyłów.
- Lubię tę bluzkę- powiedziała cicho.Nie chciała wyjść na materialistkę więc dodała- to prezent od… kogoś bardzo ważnego...

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.]
Amelia Mary Fern
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t382-amelia-mary-fern
The author of this message was banned from the forum - See the message
Amelia Mary Fern

avatar

Liczba postów : 1107

PisanieTemat: Re: Nora Kitsune   Pon Gru 01, 2014 8:45 pm

Będzie musiał zacząć zwracać uwagę na to, że zmysły Amelii są całkowicie ludzkie i nie jest ona w stanie zauważyć go, gdy się skrada. No chyba, ze chce doprowadzić ją do zawału serca, gdy po raz kolejny ją przestraszy lub na jeszcze inne niebezpieczeństwo, jeśli dziewczyna przyzwyczai się do tego, że Lis zachodzi ją od tyłu by zrobić jej niespodziankę, a pewnego dnia to może nie być on, tylko ktoś, kto chce skrzywdzić Puchonkę.
-Czyli nie tylko zwierzęta ale także wulkany się ciebie słuchają…-zauważyła z podziwem uśmiechając się do Liska i jakby w ramach gratulacji złożyła na jego nosie szybkiego całuska.
- Czyli przekazujesz do nich swoją energię, a one świecą tak długo jak tylko chcesz?A dużo potrzebują energii? Jak długo byłbyś w stanie podtrzymać światło w nich? Nauczysz mnie je włączać?- strzelała pytaniami z prędkością karabinu, aż na koniec dostała lekkiej zadyszki, na co sama z siebie zaśmiała się cicho.
-Czy mam używać twojego nosa jako włącznika?- puściła Lisowi oczko.
-Czemu akurat ja miałabym być obserwowana? -potrząsnęła nerwowo głową-Znaczy wiem, ze jestem. Ale Bella raczej się w łapanie sów nie bawi. Zresztą co to za szyfr, którego nie rozumiem?- spojrzała na lisa krytycznie. Widziała, że Kitsune stara się ją jakoś pocieszyć i podać inne wytłumaczenie sytuacji niż to, które ona przedstawiła.
-Myślę i dochodzę do wniosku, ze Stephowi albo Danielowi, a może obu coś się stało, a wszyscy usilnie starają się to przede mną ukryć- powiedziała głosem, który przywodził na myśl wyroki sądu najwyższego.
Posłała Lisowi lekko zranione spojrzenie.
- Nie spisuje zaklęć tylko robiłam notatki dotyczące medytacji.Nawet gdyby ktoś to przez przypadek przeczytał pewnie doszedł by do wniosku, ze zajęłam się jogą czy czymś podobnym- pokazała mu notatki, w których rzeczywiście zapisane było tylko czym jest dokładnie medytacja i w punktach różne rady jak ją poprawnie przeprowadzić, jak się wyciszyć i skupić na sobie. Ani słowa o magii, zaklęciach czy ogniu.
-Uwag dotyczących bezpośrednio zaklęcia nie spisywałam- spojrzała na Lisa jakby mówiąc “ nie jestem aż taka głupia” i naburmuszyła się lekko wydymając usta.
Kryształ ich oczyścił, a ona zapominając o swojej złości przyglądała się zafascynowana jak sadza unosi się i barwi kryształ na czarno.
-Zapytać zawsze można. Od Poola-odpowiedziała spuszczając po chwili smutno głowę i wtulając policzek w miękkie futro na brzuchu Lisa-Mojego brata- dopowiedziała jeszcze nim po jej policzku spłynęła słona łza ginąc gdzieś w lisim futrze.
-To zaczynamy od odpoczynku czy nauki?-spytała podnosząc się po dłuższe chwili i ocierając wilgotny policzek. Nim Lis zdążył zadecydować, zrobiła to sama i jedynie ciągnąc go lekko za jeden z ogonów, na znak, ze ma iść za nią, wyszła przed norę.
Zaczęła z wysoko uniesioną głową szukać w gałęziach prześwitu na tyle dużego by można było oglądać gwiazdy.
Odeszła spory kawałek od nory, gdy wreszcie udało jej się takowy znaleźć. Ułożyła się więc na jakiejś kłodzie tak by móc patrzeć na niebo i zaczęła szukać znajomych konstelacji.
-Wenus dziś pięknie świeci, a tuż obok niej jest Orion- uniosła dłoń i zaczęła pokazywać kolejne konstelacje, a w jej głosie słychać było pasje i ogromną fascynację.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.]
Amelia Mary Fern
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t382-amelia-mary-fern
The author of this message was banned from the forum - See the message
Amelia Mary Fern

avatar

Liczba postów : 1107

PisanieTemat: Re: Nora Kitsune   Sro Gru 03, 2014 8:55 pm

Lekko się zmieszała i spuściła głowę, by długie loki zakryły jej twarz.
-Przepraszam. Cierpliwość nie jest moją mocną stroną- wzruszyła ramionami uśmiechając się niewinnie i niesfornie , niczym dziecko, które coś zbroiło i dobrze o tym wie, ale wie też, ze niezależnie od wszystkiego zrobi to ponownie.
Ponownie, już ostatni raz tknęła go w nos czubkiem palca, bardzo delikatnie, ale wolno zmuszając go do tego by zrobił lekkiego zeza patrząc na jej zbliżający się palec, a gdy tak zrobił zaśmiała się i delikatnie podrapała między uszami.
-Może masz rację- niechętnie przyznała Lisowi rację zastanawiając się głęboko nad tą opcją, aż do chwili gdy dotarła do niej reszta zdania- Chcesz śledzić Belle? Nie sądzę by było to szczególnie potrzebne, zapewne niedługo zjawi się gdzieś w pobliżu by mnie sprawdzić-powiedziała wyraźnie zrezygnowanym głosem. Widać było po niej, ze bynajmniej nie wyczekuje tej wizyty.
-Dobrze jeszcze raz przeczytam te listy, może rzeczywiście coś mi umknęło- rzuciła, choć nie wyglądało na to by była przekonana o pozytywnym rezultacie tych poszukiwań.
-Rozumiem- uśmiechnęła się wyrozumiale wysłuchawszy opowieści Lisa. Poczuła trochę dotknięta, ze nie do końca jej ufa, ale już jej przeszło. Teraz na prawdę rozumiała, dlaczego nauki Lisa muszą pozostać tajemnicą, tak jak i to, że ona je pobiera.
Opowieść Lisa trochę ją zasmuciła.
Gdy na polanie położył się obok niej spuściła rękę i sięgnęła do jego grzbietu delikatnie przeczesując palcami gęste futro. Uniosła lekko głowę, by mógł położyć pod nią swój ogon i położyła się na miękkiej kicie mrucząc jakieś podziękowania zbyt zaaprobowana niebem pełnym gwiazd. Wolną ręką zaczęła delikatnie głaskać ogon leżący jej na kolanach .
Oderwała się jednak od swoich obserwacji słysząc pytanie Kitsune.
-Nie nie słyszałam, ale zaraz usłyszę- uśmiechnęła się szeroko drapiąc Liska za uchem.
-Piękna opowieść- skomentowała, gdy opowieść dobiegła końca- Tak wielka miłość się nie zdarza nigdzie poza legendami i bajkami, którymi karmione są dzieci od małego, a potem każdego spotyka rozczarowanie, gdy miłość i związki okazują się wcale nie tak bajeczne i cudowne. A komety, które mają spełniać życzenia są równie ulotne jak marzenie, gdy tylko wejdą w ziemską atmosferę spalają się stając zwykłym pyłem. Nic po nich nie zostaje, tak jak po marzeniach, które boimy się spełniać sami i czekamy na gwiazdę spadającą z nieba, by zrobiła to za nas.Te, którym powierzamy nasze pragnienia w większości, giną nim skończymy myśl.A nie chodzi nawet o to, że nie chcemy spełnić swoich marzeń, uczynić je rzeczywistością, tylko o to, ze to zaburzyło by porządek świata, który już znamy. Boimy się zmian, a to czasem blokuje rozwój. Nawet niebo, choć wydaje się tak stałe, każdej nocy jest inne. Gwiazdy gasną i się rodzą, planety wędrują. Raz niebo jest bezchmurne, a następnego dnia nie widać nawet księżyca w pełni poprzez gęste chmury. Skoro natura nie boi się zmieniać, czemu ludzie tak się tego bają?- mówiła długo, a po jej głosie można było poznać, ze jest nieobecna duchem. Podniosła się i przytuliła do Lisa obejmując jego kark ramionami. Sama nie wiedziała czemu to robi, po prostu potrzebowała się przytulić.
-Może dziś tu poćwiczymy? Tu jest tak ładnie i spokojnie- zaproponowała.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.]
Amelia Mary Fern
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t382-amelia-mary-fern
The author of this message was banned from the forum - See the message
Amelia Mary Fern

avatar

Liczba postów : 1107

PisanieTemat: Re: Nora Kitsune   Pią Gru 05, 2014 4:06 pm

Amelia czuła się czasem przy Lisie niczym małe dziecko. Fakt, był od niej starszy i to znacząco, ale ona już dawno przestała uważać siebie za dziecko. Dzieci są beztroskie i niewinne, a jej obie te cechy zabrano.Życie zmusiło ją by porzuciła dziecięce marzenia. Troska, zmartwienie, strach, smutek i żal były jej najbliższe przez tak długi czas, że właściwie już nie pamiętała dni, gdy mogła zachowywać się zgodnie z własną, w gruncie rzeczy dość dziecinną naturą. Zdarzały jej się chwilę, takie jak ta, gdy przez kilka sekund mogła pozwolić siebie na zabawę, jednak były rzadkie.
I właśnie dlatego korzystała z nich i czerpała pełną garścią.
-Ale… to nie właściwe…-zaprotestowała niepewnym głosem.
-Nie można tak po prostu miesza w ludzkiej psychice. To złe- powiedziała cicho. Pomysł wydawał się kuszący, ale miała wciąż negatywne do niego podejście.
Patrzyła na niego uważnie, a kącik jej ust powoli się unosił się pod wpływem zaobserwowanego widoku, a mianowicie Lisa, który starał się znaleźć odpowiednie słowa. Wyglądało to dość zabawnie, ale mimo to gdy dokończył zdanie nie zaśmiała się lecz zarumieniła, rozumiejąc co dokładnie miał na myśli.
-Bezwarunkowa miłość… istnieje, ale tylko u dzieci i matek. Matka nie zastanawia się dlaczego, tylko bezgranicznie kocha swoje dziecko, staje w jego obronie niezależnie od niebezpieczeństwa, a dziecko… nie rozumie nawet do końca pojęcia “ miłości” ale kocha swoich rodziców szczerze.- mówiła melancholijnym głosem.
-A na co zasługujemy?- zaśmiała się kpiąco.- najczęściej na niewiele więcej niż pogarda. Mówiliśmy o tym… ułatwiamy sobie życie kosztem przyrody, a ta wydaje się tego nie zauważać i ciągle jet nam przychylna. Może dlatego zwiemy ją “MATKĄ NATURĄ” - podsumowała smutno.
-Czyli ci którzy nie potrafią poradzić sobie ze strachem są według ciebie fałszywymi ludźmi?- rzuciła nieco oskarżycielskim tonem odsuwając się o kilka centymetrów.
Gdy zaczął machać jej ogonem przed oczami złapała kitę i spojrzała na niego wymownie:
-Zrozumiałam. Nie hipnotyzuj mnie- zaśmiała się i usiadła tak jak ją poprzednim razem ustawił Lis.Początkowo trzęsła się trochę z ziemna i walczyła ze sobą by się nie zakryć. Krępowała ją nagość, jednak chęć opanowania Świętego Ognia była silniejsza.
Medytacja wciąż była dla niej czymś nowym, więc potrzebowała czasu by się wyciszyć, jednak poszło jej dużo łatwiej niż za pierwszym razem. Poznała już mechanizm, dzięki swoi notatką wiedziała co powinna robić.
Nadal potrzebowała kilku podejść by utrzymać skupienie. Starczył jednak zaledwie cztery, więc sporo mniej niż wcześniej. Gdy już jej się udało podążyła w głąb siebie w poszukiwaniu ognia.. Tu zaczynały się schody. Odnalazła ogień, jednak musiała zwalczyć w sobie strach przed nim. Za pierwszym razem nie wiedziała, co się stanie więc się nie bała. Teraz zdawała sobie sprawę, ze za chwilę zapłonie. Potrzebowała długiej chwili by opanować się. Przekonywała samą siebie ze przecież jej własny ogień nie może jej skrzywdzić, że jeśli będzie spokojna to nic jej się nie stanie. Lis przecież nie pozwoliłby, by stała jej się krzywda, prawda?
Po chwili płonęła. Tym razem jednak nie otworzyła oczu tylko pozwoliła by jej własny ogień ją pochłonął. Dążyła do scalenia się z nim. W momencie, gdy poprzednim razem przeraziła się uznając, ze już koniec i otworzyła oczy, czuła niewyobrażalny gorąc. Czuła jak jej ciało płonie, jednak nie przerwała medytacji. Gorąc, choć wydawało jej się to niemożliwe rósł, a potem...jakby tajał. Po kilku chwilach wciąż było jej ciepło, ale nie czuła się już jakby płonęła. Nie otworzyła jednak oczu, za to poszła za pomysłem na który wpadła podczas swoich rozmyślań nad świętym ogniem. Coś jej mówiło, ze wciąż płonie, wyobraziła sobie więc ten ogień i skupiła się na swoich dłoniach oraz tym, by przekierować swój wewnętrzny płomień właśnie tam. Powoli przekręciła dłonie wierzchem do góry.
Nie otwierała wciąż oczu. Miała wrażenie, że jej się udało, jednak czekała na instrukcji Lisa i jego opinię.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.]
Amelia Mary Fern
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t382-amelia-mary-fern
The author of this message was banned from the forum - See the message
Amelia Mary Fern

avatar

Liczba postów : 1107

PisanieTemat: Re: Nora Kitsune   Pon Gru 08, 2014 8:58 pm

Spięła się słysząc słowa Lisa i widząc jego spojrzenie. Na początku miała ochotę wstać i zwyczajnie sobie pójść, nie słuchać tych wszystkich przykrych dla niej słów, pokazać, ze nie da  tak do siebie mówić. Jednak została i wysłuchała wszystkiego do końca, choć z każdym następnym wypowiedzianym przez Lisa słowem coraz więcej łez złości zbierało jej się w oczach, aż błękitne oceany patrzyły na Kitsune zza  szklistej powłoki. Siłą woli jednak powstrzymała słone krople przed wypłynięciem.
Gdy skończył wstała i odeszła kilka kroków. Zatrzymała się i stojąc wciąż tyłem o niego trwałą przez kilka chwil oplatajac się ramionami. Obróciła się do niego przodem i powoli, bardzo spokojnie, wręcz zbyt i niepokojąco spokojnie poddziadziała.
-Nikomu nie wolno czegoś takiego robić. Mów co chcesz. Dla mnie implikowanie czegokolwiek w czyimkolwiek umyśle jest naruszeniem przestrzeni której naruszać nie wolno. Może nie znam swojej wartości. Moze i mam niską samoocenę. Nie specjalnie mnie to interesuje. To co myślę o sobie jest nieistotne. Nie dla mnie. Bo nic nie wnosi do tego co robię. Walczę. Nie o siebie, bo nie widzę większego sensu w tym. Może rok temu mówiłabym inaczej. Nie, na pewno mówiłabym inaczej. Ale zbyt wiele przeżyłam, zbyt cierpiałam przez ten rok. Straciłam tych kilka osób, które były dla mnie najważniejsze. Zostało niewielu, na których mi zależy i...nie walczę dla siebie. Walczę dla nich. Dla tych kilku osób nie skoczyłam z wieży astronomicznej, choć nie raz miałam na to ogromną ochotę.- powiedziała patrząc mu prosto w oczy. Jej własne ukazywały ogrom cierpienia jaki przeżyła i o którym teraz mówiła.
- Jestem tu właśnie dlatego, ze nie chce więcej być tą, którą się wykorzystuje i poniża. Nie chce im pomagać, służyć, jak zwał tak zwał. Chcę walczyć by móc stawić czoło tym, którzy chcą skrzywdzić moich bliskich- mówiła dalej tym samym tonem, lekko pocierając ramiona, przez co wyglądała nieco żałośnie, ale właśnie tak się czuła.
-Nie mów do mnie jak do jakiegoś wojownika czy żołnierza, bo nim nie jestem. Nie potrzebuję ciebie by mieć motywację do działania. Wystarczą wspomnienia tego, co śmierciożercy zrobili  Alex’owi, Pool’owi i Sebastianowi. A już na pewno nie waż się mówić, ze mi na nich nie zależy-zakończyła.
-Ja nie uciekam, tylko nie chce się zniżyć do ich poziomu. Voldemort nie ma żadnych oporów przed wykorzystywaniem ludzi jak marionetek. Każdy w jego rękach jest tylko narzędziem. Ja nie chce zrobić czegoś takiego, bo stałabym się taka jak on- wytłumaczyła spokojnie i usiadła, ale kawałek dalej niż przedtem.
-W sumie racja- przyznała cicho, kiwając głową potakująco . Ludzkość sama się wreszcie zniszczy. To nieuniknione.
Westchnęła tylko na jego kolejne słowa odnoszące się do strach. Miała odmienne zdanie, jednak miała dość dyskusji na dziś, więc początkowo milczała. Lis miał sporo racji, jednak ...
- Czasem trauma jest zbyt wielka by tak po prostu sobie z nią poradzić. Potrzeba czasu by z pewnymi rzeczami sobie poradzić. Można to nazywać słabością i ułatwianiem życia, jednak tylko osoba, która przeżyła coś traumatycznego może zrozumieć jak wiele siły, trudu i uporu potrzeba by czasem się podnieść i iść dalej. Przeszłość zadaje ból, do którego można się przyzwyczaić, nie można niestety o nim zapomnieć, bo czasem największy strach budzi myśl, że o czymś się zapomni mimo, że sprawia to ból.
Zajęła się ćwiczeniami i po jakimś czasie Lis zakomunikował jej, że na jej dłoniach zgodnie z jej zamiarem płoną dwa płomyki. Uśmiechnęła się lekko zadowolona z siebie, przez co na ułamek sekundy była nieco mniej skoncentrowana i płomyki objęły całe jej dłonie. Jednak szybko się opanowała i ponownie w pełni skupiła, a płomienie znów zaczęły wesoło igrać jedynie po wewnętrznej stronie dłoni.
Postąpiła zgodnie z poleceniami Lisa i wyobraziła sobie, że oba płomienie rosą powoli, coraz wyżej i wyżej, aż mniej więcej na wysokości jej twarzy pochylają się ku sobie i łączą w jeden jasny płomień, a ona wygląda jakby trzymała na dłoniach płonącą trójramienną gwiazdę.
Wzięła głęboki oddech i teraz wyobraziła sobie dwa koty- białego w rude łatki i całkowicie czarnego, czyli Portosa i Moxie, dostojnie podążające przed siebie.
Dokładnie wymówiła inkantację skupiona na wytworzonym  myślach obrazie. Wciąż miała zamknięte oczy więc nie wiedziała czy jej się udało, ale w pewnym momencie zaczęło jej się kręcić w głowie. Straciła koncentrację. Poczuła jak jej płomień gaśnie. Opadła opierając się o siedzącego obok Lisa.
-Ubranie- zakomunikowała mu cicho. Było jej teraz nico zimno i zwyczajnie źle czuła się pozbawiona ubioru. Gdy już doszło odrobinę do siebie, otworzyła oczy i podniosła się siadając prosto. Zobaczyła jedzenie i na ten widok zaburczało jej w brzuchu. Wstała powoli i bez słowa zabrała się za jedzenie.
Najedzona usiadła koło Lisa, opierając się o niego i po chwili… zasnęła. Śnił jej się jej własny ogień. Ten który podczas medytacji widziała wewnątrz siebie. Zaczęła przez sen powtarzać cicho inkantacje. W jej śnie ogień uformowała się w małego, słodkiego Lisaka, który usiadł jej na kolanach grzejąc lecz nie parząc, ani nie paląc jej ubrania.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.]
Amelia Mary Fern
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t382-amelia-mary-fern
The author of this message was banned from the forum - See the message
Amelia Mary Fern

avatar

Liczba postów : 1107

PisanieTemat: Re: Nora Kitsune   Pon Gru 15, 2014 4:54 pm

Amelia zawsze byłą zbyt dojrzała jak na swój wiek. Musiała. Tego od niej wymagano. Miała być idealną wnuczką, dziedziczką rodu Fern. Na każdym kroku miała reprezentować prestiż i wysoką pozycję swojej rodziny. Nie miała więc prawa na beztroską zabawę, bo przecież to się wiąże z rozrzuconymi wszędzie zabawkami, których tak na marginesie za wiele nie było, a te które posiadała były wystawką dla gości jej dziadków mającą pokazać jak bardzo dbają o swoją wnuczkę i zapewniają jej wszystko. Nie mogła się więc bawić nimi mimo, ze przecież willa rodowa miała kilkanaście skrzatów, które latały za nią w krok w krok i sprzątały, a przede wszystkim były dla niej jedynym towarzystwem przez większą część dzieciństwa. Dlatego właśnie gdy tylko osiągnęła jedenaście lat i wymknęła się spod czujnego oka dziadków zaczęła korzystać, a wiązało się to przede wszystkim z tym, że przy osobach którym ufała i które były jej bliskie czasem zachowywała się zupełnie inaczej. Stawała się dziecinna i może nieco infanylna. Tą.Tą stronę jej natury nie wielu dane było zobaczyć. Właściwie w całym zamku tylko Sebastian Afrah i Charles wiedzieli, ze panna Fern nie zawsze jest poważna i dumna, ze czasem zachowuje się jak małe dziecko, lubi skakać po łóżku, a jak wpadnie na jakiś pomysł to wprost ją nosi i zaciągnie ich choćby siłą by jej w jego realizacji pomogli. Tak choćby było, gdy chciała rozweselić Sebastiana i zaciągnęła go na błonia, gdzie spędzili cały dzień beztrosko się bawiąc, lepiąc bałwana i rzucając się śnieżkami, choć żadne z nich nie miało na sobie ciepłych ubrań. Zwyczajnie wyszli tak jak stali. Swoją drogą ciekawe czy Lis to widział...bo kilku centaurów wyszło wtedy na skraj lasu chyba ciekawi co też tak hałasuje. Nie zwrócili co prawda na nich większej uwagi, jedynie zauważając ich obecność kłaniając się uprzejmie i po chwili wracając do zabawy.
Umiała jednak o siebie zadbać. Dbała o siebie odkąd pamiętała. Niewielu znalazło się tych, którzy chcieli jakoś ją wesprzeć, otoczyć przynajmniej iluzją bezpieczeństwa i troski. Ale jednak w swym, trzeba smutno przyznać samotnym życiu spotkała kilka takich osób, dzięki którym zaczynała wierzyć w siebie. Lis powoli stawał się kimś takim.
Raz a nawet dwa razy była zmuszona podejmować decyzję dotyczącą czyjegoś życia lub śmierci i do tej pory żałowała swoich decyzji. Według niej nikt nie powinien decydować o życiu innych. Każdy odpowiada za siebie i tylko za siebie powinien podejmować decyzję. Cóż… “ wolność jednostki kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiej osoby” jak kiedyś przeczytała w jakiejś książce i uważała, ze te słowa są jednymi z najbardziej prawdziwych.
Co gdyby potrafiła się bronić? Gdyby zwyczajnie się nie bała? Zapewne wtedy w lesie staruszkowie by nie zginęli, a Bella co najmniej gniła w więzieniu, a dzięki temu i Pool by żył.
-Może masz rację- powiedziała cicho nieskora do przyznawania Lisowi w tej chwili racji w czymkolwiek, nie mogła jednak zaprzeczyć, że to co mówił było prawdą.
-Zrozum tylko proszę, ze nie chodzi o to, ze nie chce podjąć walki, tylko o to, ze nie chce być taka jak Voldemort. Chce z nim walczyć a nie stać się taka jak on. Wiem, ze czasem dla dobra sprawy trzeba sięgnąć po środki nie koniecznie uczciwe i zgodne choćby z moim pojmowaniem moralności, ale zwyczajnie mam opory. To tak jakby tobie kazać zabić kogoś, kto chciałby i mógłby zniszczyć świat, którym się przecież opiekujesz. Cel dobry, bo nie możesz pozwolić by świat był zniszczony, a jednak nie wmówisz mi, że jako uosobienie dobra i życia nie miałbyś najmniejszych oporów przed zabiciem takiego kogoś- spojrzała na niego niepewnie, nie do końca wiedząc czy ej słowa maja jakikolwiek sens. Mogła się przecież mylić. Wciąż nie do końca pojmowała jaki właściwie jest Lis i do czego byłby zdolny. Wszystko co o nim wiedziała w większej mierze było jej własnymi przypuszczeniami
-Sądzę, ze tak jak wszyscy niemal podejrzewają, ze w szkole jest kilku jego szpiegów, on ma świadomość, ze i w jego szeregach może być przynajmniej jeden. Przynajmniej według mnie. On… nie wygląda na osobę, która ufa bezgranicznie wszystkim swoim .. sługom. Podejrzewam, że przynajmniej dwójka spośród jego śmierciożerców jest szpiegami albo ministerstwa, albo samego Dumbledore’a- powiedziała pozwalając by lisie ogony oplotły ją i ogrzały
-Belli raczej się to podoba. Jest taka jak Voldemort jeśli nie gorsza. On przynajmniej trochę przypomina normalnego człowieka, ona to zwyczajna wariatka- skomentowała przypominając sobie pannę Black. Ta kobieta z całą stanowczością normalna nie była.
-Przeszłość i wspomnienia są czymś co nas buduje, więc chyba normalne, że jesteśmy do nich przywiązani. Gdy zrobi się coś złego i uświadamia sobie to po fakcie, chęć cofnięcia czasu jest czyś naturalnym. Ale nie zawsze o to chodzi. Czasem nie chce się cofać czasu, a go zatrzymać, a ból sprawia świadomość, że każda chwila kiedyś umknie, minie i stanie się wspomnieniem. Największy ból sprawiają te wspomnienia w których jest najwięcej światła i świadomość, że to tylko wspomnienie- powiedziała cicho wyraźnie zamyślona i pogrążona we własnych wspomnieniach. Na jej usta wpłynął delikatny uśmiech lecz oczy zaczęły się lekko szklić.- Carpe diem. Chwytaj dzień i ciesz się chwilą- powiedziała przenosząc wzrok z gwiazd na Lisa, którego głos nieco ja zaniepokoił. Słuchać było, że dość niechętnie mówi o tych całych nekromantach.
-Kim są...nekromanci?- spytała ostrożnie nie chcąc przekroczyć jakiejś niewidzialnej granicy tematu tabu, jakim wydawali się być dla Lisa owi nekromanci. Widać było,że niezbyt chętnie nawet o nich myśli, więc podejrzewała,że może nie odpowiedzieć na jej pytanie, ale mimo to patrzyła na niego wyczekująco lecz z nutką troski.
Jedząc czuła się jak po co najmniej kilkudniowej głodówce. Wszystko było takie pyszne, jej żołądek taki pusty. Mimo głodu ie rzuciła się jednak najedzenie i starała się jeść dość wolno, by nie zbłaźnić się, choć miała ochotę pochłonąć wszystko co znajdowała się na stoliku na raz. Spała głęboko i nie miała pojęcia co dzieje się wokół niej.
Po bardzo przyjemnym śnie o lisku z ognia przyszedł dużo gorszy. Koszmar. choć czy można nazwać koszmarem sen w którym wszystko wydaje się tak idealne? Sen, w którym są przy tobie wszyscy których kochasz i wiesz, że i oni ciebie kochają? A jednak właśnie taki sen była dla Amelii najgorszym koszmarem. Nie chodziło nawet o to, ze jej się nie podobał. Uwielbiała śnić o wieczorach spędzonych na pogaduszkach z przyjaciółkami, nocach w salce muzycznej lub na dachu wieży z Sebastianem, wieczorze na głazie z Alexem i wielu innych tego typu scenach. I pewnie byłyby to najlepsze sny, gdyby, każda z tych scenach nie kończyła się śmiercią jej przyjaciela.
Wystraszona tymi właśnie końcami scen swoich snów zaczęła się rzucać. Zacisnęła mocno powieki i święcie przekonana, że jest we własnym łóżku w dormitorium, podświadomie sięgnęła gdzieś w bok szukając maskotki, którą kiedyś dostała od Sebastiana i czekała, aż podejdzie Af by ją przytulić i uspokoić, jak to się działo niemal każdej nocy przed wakacjami. Afera chyba nawet już przyzwyczaiła się do tego, że jej współlokatorka w środku nocy rzuca się jak ryba wyciągnięta z wody, bo już kilkukrotnie, Am była świadkiem, jak dziewczyna przychodziła do niej mimo, że nie miała koszmaru. Może sama tego potrzebowała… któż o to wie…
Jednak maskotką okazał się być nie ukochany pluszak, a jakiś królik, który chyba nie był zadowolony z tego, ze dziewczyna tuli go do siebie, a tulącą ją Af ogony Lisa. Do tego rzucając się nieco zmieniła pozycję, przez co jej głowa wylądowała na grzbiecie leżącego obok niedźwiedzia.
Obudziła się z dziwnym wrażeniem, ze coś jest poważnie nie tak. Powoli otworzyła oczy, rejestrując najpierw, ze jest bardzo wcześnie i jest w lesie. Skoro jest w lesie to raczej nie trzyma swojego pluszaka… spojrzał w dół i ujrzała króliczka z niezadowoloną minką.
-Praszam króliczku- Uśmiechnęła się do niego przepraszająco i puściła, ten usiadł powąchał jej nos i odbiegł gdzieś na bok. Gdy spojrzała przed siebie ujrzała Lisa…
Powoli podniosła się i przysunęła do niego dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że przynajmniej przez jakiś czas robiła sobie poduszkę z niedźwiedziego futra, które było na żywym niedźwiedziu
-Praszm panie niedźwiedziu- wtuliła się w Lisa.
-Raczej już nie zasnę nie po takiej pobudce.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.]
Amelia Mary Fern
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t382-amelia-mary-fern
The author of this message was banned from the forum - See the message
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Nora Kitsune   

Powrót do góry Go down
 

Nora Kitsune

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Lisia Nora
» Frau

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
List z Hogwartu :: Wspomnienia :: Porządki 3. :: HOGWART :: TERENY ZAMKOWE :: Zakazany Las-