a
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Nora Kitsune - Page 3
List z Hogwartu
Niestety jak to często bywa, coś się kończy, a coś innego zaczyna. Czas Listu z Hogwartu dobiega końca. Mam nadzieję, że część osób będzie wspominało tę stronę z pewnym sentymentem, a nawiązane tutaj znajomości przetrwają pomimo zakończenia naszej działalności. Dziękujemy za te dwa lata! Administracja


 

 Nora Kitsune

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Amelia Mary Fern

avatar

Liczba postów : 1107

PisanieTemat: Re: Nora Kitsune   Nie Gru 21, 2014 8:33 pm

Nie dało się nie zauważyć dwoistości natury Liska. Emanował boską siłą i dostojnością, a jednocześnie zachowywał się jak słodki szczeniaczek. Było to dla Amelii trochę dezorientujące. Nie wiedziała jak go traktować, co wypada a co nie, czy urazi go robiąc to czy coś innego. Każdy ruch poddawała analizie, a jednak ostatecznie reagowała automatycznie, czysto instynktownie. Jak na razie dobrze na tym wychodziła w większości przypadków. Jednak jak długo tak będzie? Traktowanie boga jak słodkiego szczeniaczka, może wreszcie okazać się mieć nieprzyjemne konsekwencje, a jednak przez większość czasu, gdy przebywała z Lisem nie potrafiła traktować go inaczej, Był słodki i uroczy i nie była w stanie traktować go poważnie, choć wiedziała, ze powinna.
Zastanawiała się jak jego Pan i Ojciec, bóg Inari reaguje na to, zę jego lisi podwładny zachowuje się tak a nie inaczej. Wyglądało na to, ze nie miał nic przeciw lub po prostu przymykał oko na wybryki Kitsune. W sumie zastanawiające, jak zapatruje się na znajomość dość bliską Lisa i Amelii. Będzie musiała z nim o tym porozmawiać. Ale to kiedy indziej.
Uśmiechnęła się lekko słysząc jego żart, choć jej minę trudno nazwać uśmiechem. Było to bardziej lekkie, prawie że wymuszone, a przynajmniej na takie wyglądające, wygięcie ust.Zaledwie uniesienie kącika ust. Wiedziała, ze starał się rozładować trochę napiętą atmosferę, jaka sie miedzy nimi wytworzyła i nie miała mu tego za złe, starała się nawet mu na to pozwolić, jednak jej emocje same sobą kierowały. Czuła się jakby jej serce i umysł toczyły nieustanną walkę. Rozdarcie wewnętrzne, które obudziła ich rozmowa było zbyt głębokie by można je było zatrzeć zwykłym żartem. Ale doceniła wysiłki Lisa i dlatego uśmiechnęła się. Milczała jednak wciąż głęboko zamyślona i jakby nieobecna, starając się przynajmniej minimalnie dojść do ładu z samą sobą.Choćby dlatego, zę chaos jej myśli utrudniał rozmowę z Lisem. Już jego głos w jej myślach był cichszy, a tylko jego dźwięk pozwalał jej zachować względny spokój w tej chwili.
-Rozumie. Zrozum mam po prostu opory przed takimi metodami. Zresztą, jak będziesz chciał i tak to zrobisz i albo powiesz mi o tym albo nie. Nie mogę ci nic zakazać ani kazać. Prawda?- spojrzała na niego lekko przekrzywiając głowę i uśmiechając się krzywo, przez co jej wypowiedz stała się lekko smutno kpiąca.
Wysłuchała jego słów, z każdym kolejnym coraz szerzej otwierając oczy.-To straszne i sadystyczne- skomentowała szczerze przestraszona tym co usłyszała. W porównaniu do opisanych przez Lisa metod, zabicie było by aktem humanitaryzmu.
-Już zabójstwo było by lepsze od tego co mówisz. Po tym wszystkim ten ktoś umarłby w męczarniach- powiedziała a jej strach przeradzał się w odrazę. Odsunęła się od Lisa patrząc na niego jak na kogoś całkiem obcego, a jednocześnie w jej oczach widać było zawód. Byłą totalnie zdezorientowana, ponieważ … zaczynała bać się Lisa. Odgarnęła zaplątany kosmyk z twarzy, a jej dłoń widocznie drżała.
-Boisz się ich- stwierdziła obserwując Lisa gdy opowiadał o nekromantach- znaczy wygląda na to, ze obawiasz się ich…- zaczęła się plątać. Nie chciała być zbyt bezpośrednia. Powoli zaczęła się uspokajać, ale nadal gdzieś na krańcu świadomości odczuwała strach przed Lisem i jego metodami karania.
-Tylko dziki niedźwiedź, który gdyby nie ty pewnie zrobiłby sobie ze mnie śniadanie- powiedziała wtulając się w Lisa.Była a lekko zdezorientowana po tym dziwnym przebudzeniu i już nie bała się Lisa, choć nadal myślała o tym, ze lepiej mu nie podpadać.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.]
Amelia Mary Fern
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t382-amelia-mary-fern
The author of this message was banned from the forum - See the message
Amelia Mary Fern

avatar

Liczba postów : 1107

PisanieTemat: Re: Nora Kitsune   Czw Gru 25, 2014 10:55 pm

Oboje byli trochę leniwi. Lis poddawał się jej pieszczoto, a ona lubiła go głaskać, leżąc spokojnie obok, bez żadnych trosk i problemów. Po Lisie widać było, ze najchętniej nigdy by tych pieszczot nie kończył. Był z niego wielki pieszczoch i to nie tylko ze względu na jego wielkość gabarytową.
Może i była nieco idealistyczna, chciała by świat był… taki jak w jej snach choć wiedziała, ze to niemożliwe. Miała też swoje ideały i zdanie, o które walczyła. Uważała, że każdy powinien jakieś mieć, bo to daje cel, a człowiek bez celu bywa nieobliczalny.
Była nad dojrzała jak na swój wiek. Musiała. A jednocześnie była niczym małe dziecko. Lubiła być beztroska, szkoda że nie miała ku temu zbyt wielu okazji. Korzystała z każdej.
-Nie mam ani takiej mocy ani umiejętności czy wiedzy by  zrobić to o czym mówisz. Nie wiem czy w ogóle potrafiłabym w jakikolwiek sposób choć minimalnie zagrozić Voldemortowi i jego śmieciożercom. Przerażają mnie. Przeraża mnie łatwość  z jaką krzywdzą ludzi. Co ja mogę zrobić?- popatrzyła na niego pytająco i jakby błagalnie, prosząc by jej to powiedział. Pokierować.
Słuchała Lisa, ale jedynie do drugie słowo do niej docierało. Może i dokładniejsze przez niego wytłumaczenie co by zrobił było nieco mniej drastyczne. Ofiara by nie umarła, ale wciąż przez dość długi czas byłaby w bardzo trudnych warunkach, żeby nie powiedzieć, że byłaby torturowana.
-Voldemorta nie da rady zmienić...on … jest zbyt mocno przekonany o racji swoich idei.- powiedziała cicho.
-Boje się. Ale nie ciebie, tylko tego co mówisz. To wszystko jest takie.. okrutne. Chce..wierzę, że masz dobre intencje cele i wiesz co robisz, ale … to wszystko wydaje się takie…. straszne. Brzmi jak tortury, a nie sposób na przemówienie do kogoś.- powiedziała szczerze co myśli wciąż cicho przekonana, że Lis czyta w jej myślach więc ukrywanie czegokolwiek jest zwyczajnie bezsensu.
- Nie chce by było jak jest jednak zrozum, ze … to co mówisz wydaje się tak strasznie okrutne. Chce byś powstrzymał zło. Sama chce też to robić, a przynajmniej przyczynić się do tego jeśli tylko będę umiała. - powiedziała cicho czuj ac się przez niego lekko osaczona. Zasypywał ją pytaniami na które przecież znał odpowiedź. tyle razy już powtarzała co o tym wszystkim sądzi, opowiedziała mu co nieco o sobie. Może nie wszystko, ale dość by wiedział czego ona może chcieć. Po co więc te pytania? Zadawane dodatkowo tak natarczywie.
-Nie umiem walczyć, chcę, ale ie umiem. Boje się.Raz się sprzeciwiłam i skończyło to się śmiercią Poola. Nie chce by znów ktoś umarł...Dlatego chce nauczyć się walczyć… chce przestać się bać- po jej policzkach ciekły łzy. Nie strachu nie smutku, a bezsilności. Tej bezsilności którą czuła stojąc przed Bellą i nie mogąc nic zrobić gdy rzuciła na jej brata avadę, tak po prostu. Nagle. Nawet nie poruszając ustami. Jedyne co pamiętała z tamtej chwili to zielone światło i ciało  uśmiechniętego Poola opadające na deski altanki w jej ogrodzie.
-Nienawidze przemocy...wiem że czasem pewne działania nieco brutalne są konieczne, ale… po prostu … czuję wewnętrzny sprzeciw...choć sama najchętniej gołymi rękoma udusiłabym Voldemorta jego własnym wężem...on zasługuje na śmierć, ale jest człowiekiem i… wyobrażenie sobie nawet jego osoby zamurowanej w jakiejś ścianie jak ty to opisałeś… to okrutne, to wszystko…. Nie bronię ani jego ani jego popleczników. Zasługują na karę i to srogą. - mówiła nieco mętnie zdenerwowana i niepewna jak wytłumaczyć swój tok myślenia. Najprościej powiedzieć, ze była bardzo łagodna i niewinna, choć splamiono ją już okrucieństwem  okazując jej je i zmuszając do okazywania innym. Umiała stanąć do walki. Skrzywdzić kogoś w obronie swojej lub tych których kochała, ale zawsze czuła potem wyrzuty sumienia. Jej umysł po prostu sprzeciwiał się okrucieństwu. Zapewne gdyby to od niej zależało, karą dla popleczników Voldemorta jak i jego samego byłaby śmierć, szybka śmierć. Nie miała bowiem tyle wiary ile miał Lis. Nie wierzyła, że któregokolwiek z nich mogłaby się zmienić, a na pewno  nie Voldemort.
-Pewnie nie...Amy zapewne powinniśmy się cieszyć, że nie spotkała nas wątpliwa przyjemność poznania owych nekromantów. Ale skoro bali się ich nawet bogowie i dysponowali ta wielką mocą.. w jaki sposób zostali pokonani?- spytała szczerze zainteresowana. I jak to w jej przypadku bywa nader często… znalazła coś co ą zaciekawiło co chciała zgłębić i momentalnie się uspokoiła. Moze gdzieś tam jeszcze był owy strach i zmieszanie, ale w tej chwili siedziała na przeciw Lisa patrząc na niego z wyczekiwaniem, ciekawa dalszej powieści. Ciekawość niezaprzeczalnie była jej dominującą cechą. Często wykorzystywaną przez jej przyjaciół, gdy nie chcieli o czyś mówić. Wystarczyła porzucić jej jakiś inny temat do zgłębienia a miało się kilka godzin więcej spokoju, bo Amelia nie miała sklerozy. Gdy raz się czymś zajęła wracała do tematu prędzej czy później.
-A czy zrobienie sobie z niego poduszki nie jest powodem by choćby warknąć?- dalej patrzyła dość nie pewnie na miśka, który jak gdyby nigdy nic spał w najlepsze.
Posiedziała jeszcze z Lisem jakiś czas. Zjedli śniadanie, oczywiście po obowiązkowym co porannym błogosławieństwie dla mieszkańców lasu. Później Lis odprowadził ja na skraj, gdzie pożegnali się jak ostatnim razem i ruszyła do zamku.
Minął prawie miesiąc podczas którego Amelia pilnie się uczyła od Lisa zaklęć, a przede wszystkim kontroli jej wewnętrznego płomienia.
Nadszedł świąteczny poranek. Amelia wiedziała, że dziś do południa Lis będzie gdzieś tam zajęty, bo mówił jej o tym dzień wcześniej. Drogę do nory znała na pamięć wiec bez problemu, przy drobnej pomocy Defene dotarła na miejsce taszcząc ze sobą ogromne pudło pełne jakiś kolorowych przedmiotów.
Wiedziała, że ma niewiele czasu bo Lis pewnie już wie, ze jest ktoś w ego norze. Korzystając wiec z magii… udekorowała mu norę!
Gdy zjawił się jego mora była cała w girlandach, świątecznych łańcuchach, była nawet choinka ubrana w kolorowe światełka, bombki ana czubku miała… liska. Takiego ze zdobionego złotym brokatem styropianu czy innego podobnego materiału. A dziewczyna siedziała sobie w środku  kończąc sklejać kolorowy łańcuch, który za chwilę miał ozdobić ścianę nory. Obok niej stał talerz z pierniczkami.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.]
Amelia Mary Fern
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t382-amelia-mary-fern
The author of this message was banned from the forum - See the message
Amelia Mary Fern

avatar

Liczba postów : 1107

PisanieTemat: Re: Nora Kitsune   Sob Gru 27, 2014 1:14 am

Czy w stanie zapewnić coś takiego Lisowi? e będzie walczyć, ze się postawi? Chciała. Na prawdę chciała. Jednak wciąż się bała. Potrzebowała poczuć się pewniej. Poczuć, ze ma jakieś szansę . e próba walki nie zagrozi jej, a przede wszystkim jej bliskim. Dlatego potrzebowała Lisa. On dał jej nadzieję, że coś się zmieni. Że będzie mogła przestać się bać. Nie chciała być tchórze. Ale była nim. Bo tylko strach i brak wiary w siebie powstrzymywały ją od działania.
Kiwnięciem głowy potwierdziła słowa Lisa na temat różdżki. Współcześni czarodzieje byli od niej nijako uzależnieni.
-Istnieje magia bezróżdżkowa. Jest wielu czarodziei którzy używają różdżek z przyzwyczajenia, a nie konieczności. Tak na prawdę wszyscy dlatego używamy różdżek. Przecież przed przyjściem do szkoły każdy z nas używał magii. A nie mieliśmy ani różdżek ani nie znaliśmy zaklęć. Dla każdego czarodzieja magia to jakby coś instynktownego, w toku nauki zapomina się o tym, ze magia jest w nas a przez to nauczenie się nie korzystania z różdżki to podobno bardzo trudne zadanie. Różdżka po prostu wszystko ułatwia, szczególnie ukierunkowania zaklęcia i wzmacnia moc czarodzieja jeśli jest dobrze dobrana. - powiedziała jakby w obronie różdżek wiedząc, jaki ma do nich stosunek Lis.
-Ale masz rację. Dla większości czarodziejów zabranie różdżki oznaczałoby koniec- potwierdziła słowa Lisa.
-Tak teraz pomyślałam, że … za bardzo polegamy na naszych czarach. Gdyby w jakiś sposób zabrać magię większość czarodziejów byłaby po prostu bezbronna, bo znam niewielu, którzy wiedzieliby jak walczyć wręcz. I chyba w ogóle niewielu takich w magicznym świecie jest.- powiedziała cicho głęboko zamyślona.
-Jak długa musiałaby być to izolacja, by przekonać Voldeorta, ze jego rozumowanie jest złe? Nie wygląda na człowieka, który miałby jakiekolwiek wątpliwości. Jest raczej pewny tego do czego dąży.- powiedziała cicho. Chciała wierzyć, że Lis ma rację i nawet takiego człowieka jak Voldemort dałoby się zmienić, jednak poznała Czarnego Pana i nie potrafiła uwierzyć.
- Nawet nie wrak a papka dla niemowląt- poprawiła wyobrażając sobie jakie katusze musiałby przeżywać Voldeort, gdyby Lis kazał u przeżywać śmierć wszystkich których skrzywdził. Sam Sebastian była dwa razy tak przez niego, lub jego popleczników tak skatowany, ze Amelia do tej pory nie rozumiała w jaki sposób przeżył i wrócił do zdrowia. Miała w tym niby jakąś swoją rolę- chodziła za nim jak cień i zmuszała by jadł czy spał, czuwała nad nim gdy miał koszmary, pomagała z zadaniami. W skrócie robiła wszystko co było w jej mocy by wrócił do siebie, jednak widok jaki zastałą tamtego dnia razem z Julie przed bramą wciąż ją prześladował i podziwiała siłę i chęć życia Krukona. Ona pewnie umarłaby po pierwszych kilku godzinach, on wytrzymał niemal miesiąc. Jeśli więc było takich przypadków więcej, a Amelia nie wątpiła, ze były, Voldemort długo by nie wytrzymał. Nikt by nie wytrzymał.
Spuściła głowę słysząc następne słowa Lisa. Miał rację. Niestety miał rację. Miała krew na rękach b nie potrafiła się sprzeciwić.
-Będę- powiedziała cicho niemal do siebie, jednak w jej głosie i tak słychać było smutną pewność. Wiedziała,że potrafi, że jest w stanie skrzywdzić innego człowieka. Już to zrobiła.
-Już krzywdziłam. Co prawda ze strachu, ale zabiłam niewinną osobę. I choć wolałabym o tym zapomnieć, nauczyło mnie to jednego na mój własny temat- potrafię krzywdzić i zabić. Wtedy to była niewinna osoba i mam wyrzuty sumienia i nigdy sobie tego nie wybaczę. Pewnie gdyby to był śmierciożerca też bym miała wyrzuty sumienia, w końcu to też człowiek. Zły ale człowiek, jednak … wiem, że potrafię wycelować różdżkę w drugą osobę i wypowiedzieć zaklęcie, mające zadać ból a nawet śmierć…- mówiła cicho, monotonnie, bezbarwny głosem. Mówiła jednak szczerze. Była delikatna i może nieco niewinna, ale miała też w sobie zło. Jak każdy. Ona się przed nim broniła, ale wiedziała, że potrafi krzywdzić. Świadectwem tego była nie tylko sytuacja w lesie, ale choćby jej myśli na temat Belli. Niemożliwym jest zliczyć ile razy zabijała ją w myślach, gdy już wyszła z szoku po śmierci Poola. I nie była to szybka i bezbolesna śmierć. Wbrew naturze Puchonki jej myśli o Belli były pełne brutalności.
Wysłuchała opowieści o nekromantach, a właściwie Świętym Oficjum, które doprowadziło do ich zgładzenia. Była to bardzo ciekawa historia…
-Czemu nigdy dotąd o tym nie słyszałam? To przecież bardzo ważne wydarzenia w historii nie tylko magicznego, ale całego świata….- zmarszczyła brwi. Jakkolwiek ich nauczyciel historii magii był dość ekscentrycznym duchem ze zwyczajem mylenia ich ze starszymi i to zazwyczaj dość sporo rocznikami, tak wykładał swój przedmiot bardzo dokładnie, czasem aż nazbyt sprawiając, że większość uczniów mniej więcej w połowie zajęć zasypiała.
-Kocioł wina uczennicy?Której!? Muszę ją spytać jakim cudem przemyciła do szkoły cały kocioł wina! Ledwie można ognistą sprowadzić i to zazwyczaj parę butelek, nie mówić już o tym, ze to raczej domena Huncwotów. Wśród uczniów rzadko się zdarza by choćby Kremowe Piwo pić- patrzyła na niedźwiadka zdumiona.
-I to usiało być bardzo mocne wino. Ten niedźwiedź jest wielki, a nasze kociołki mają max półtora litra w porywach do dwóch- powiedziała zaczynaj ac się zwyczajnie śmiać z biednego miśka. Podeszła do niedźwiadka, który spał mocno i trochę niepewnie pogłaskała go, a ten tylko zamruczał pod nosem i przeciągnął sennie by po chwili przestraszyć Amelię wstając. Zatoczył kółko w miejscu i położył się ponownie łbem na kolanach dziewczyny. Wyglądało na to, ze był tak zaspany, że nawet tego nie zauważył. Puchonka zaśmiała się i bardzo delikatnie znów pogłaskała miśka między uszami.
-Milusi- rzuciła do Lisa uśmiechając się delikatnie. Wciąż trochę bała się niedźwiedzia, który spokojnie mógłby ją jednym ciosem łapy poważnie połamać.
Minął miesiąc podczas którego spadł śnieg a Lis okrył się mięciutkim zimowy futerkiem ku uciesze Amelii, która tuliła się do niego niczym do przytulanki przy każdej okazji, gdyż była wielkim zmarzluchem i nawet w ciepłym płaszczu, wełnianej czapce i w szaliku było jej zimno, a Lis był taki cieplutki i mięciutki. Oczywiście jej lisi nauczyciel nie pozwalał jej próżnować i cały czas się do siebie tulić. Przez ten miesiąc ciężko ćwiczyli, a Amelia powoli się rozwijała. Zauważyła też jedną ciekawą rzecz… Jakoś na początku grudnia Lis zaczął ją bardzo pilnować gdy była w norze, w której czuła się już całkiem swobodnie. Na czym polegało to pilnowanie… właściwie w praktyce na niczym poza tym, że dziewczyna czuła na sobie lisi wzrok, bardzo uważny. Jakby w norze było coś czego zobaczyć nie powinna…
Nic więc dziwnego, ze podczas zakładania ozdób nieco rozejrzała się po norze, jedna niczego nie znalazła.
-Chciałam ci zrobić niespodziankę. Mam nadzieję, ze miłą- spojrzała na niego nieco zawstydzona i spokojnie mogłaby mieć teraz wielkie znaki zapytania zamiast oczu.Pogłaskała Liska, gdy ten wtulił swój łepek w nią.
Zdziwiła się niemało widząc futrzane trzewiki. Były bardzo ładne. Gdy Lis postawił trzewiki przed nią podniosła je delikatnie, niepewnie patrząc na Lisa, który własnie czyścił talerz.
-To dla mnie?- upewniła się ,oglądając buty ze wszystkich stron. Wyglądały niby całkiem zwyczajnie poza niezwykły białym futrem którym były wyścielone. Zachwycona przebrała swoje czarne kozaczki na trzewiki od Lisa. Niemal od razu wybiegła przed norę by zobaczyć czy są wygodne. Były nawet bardzo. Ciepłe i miękkie miały jeszcze jedną cechę której Amelia nie zauważyła dopóki nie usłyszała chrzęstu śniegu pod łapkami Defene która podeszła do niej w swojej pełnej, prawie dwumetrowej postaci. Trzewiki nie wydawały żadnego dźwięku… Wzruszyła na to ramionami i wróciła do nory uprzednio uspakajając sówkę, która przybyła zaskoczona wybiegnięciem Amelii z nory, zapewne sądząc, ze coś się stało.
Podeszła do Lisa i przytuliła składając na jego lisim policzku delikatnego całusa.
-Dziękuję- zmarkotniała- Ale ja nie ma nic dla ciebie- posmutniała.
Zauważyła jak Lis zmienia stworzoną przez nią ozdóbkę.
-Nie ma to jak odrobina egocentryzmu- rzuciła drapiąc Kitsne za uchem. Gdy skończyła mu tłumaczyć, że lampki i inne ozdoby są magiczne i nie potrzebują prąd do działania wystarczy im zaklęcie specjalne zaklęcie pochodne od Lumos, przeszła do ćwiczeń uprzednio oczywiście marudząc:
-Są święta! Musisz mnie nawet dziś męczyć. Wiesz ile siły kosztowało założenie tego wszystkiego- pominęła, że użyła magii i tak właściwie jedynym wysiłkiem było machanie różdżką. Oddała magiczny patyk jak zawsze przed zajęciami i usiadła po turecku . Nie musiała się już ku własnej uciesze rozbierać. Panowała nad swoim płomieniem na tyle, że jeśli już paliły się jedynie jej dłonie i czasem włosy. Ubranie było bezpieczne. Skrócił się także czas jaki potrzebowała by przywołać płomień. I to znacząco skrócił. Nie siedziała już medytując godzinami, Teraz na skupienie się wystarczyło jej maksymalnie kilka minut, a i tak coraz częściej bywało, że czas nie był dłuższy niż ledwie półtorej minuty. Była to wciąż rzadkość i jej ogromny sukces, ale powoli osiągała wprawę. Tak było i tym razem.
Z dłońmi swobodnie położonymi na skrzyżowanych kolanach zamknęła oczy, a już po około trzech minutach była w pełni skupiona i z jej skierowanych ku górze dłoni zaczynały unosić się ogniki. Otworzyła oczy, Już nie mała się widzieć ognia wydobywającego się z jej dłoni. Dwa kontrolowane przez nią strumienie ognia połączyły się i spłynęły na ziemię, gdzie uformowały się w małego króliczka. A przynajmniej miał to być króliczek. Z formowaniem szczegółowych postaci wciąż bowiem miała problem. Jej króliczek był nieco koślawy i miał przydługie uszy które opadały mu dziwnie na oczy. Ognisty królik pobiegł w dal powoli rozpływając się. Tu był jej kolejny problem. Nie potrafiła utrzymać przy pierwszej próbie ogniowego patronusa na odległość. Im dalej od niej odbiegał tym bardziej się rozpływał.
Podjęła więc drugą próbę, która zazwyczaj była dużo lepsza niż pierwsza. Tym razem za ogniowego patronusa obrała fretkę, która dobiegła do lezącego nieopodal przewróconego pnia i tam usiadła.
-I jak?- zarówno Amelia jak i fretka patrzyły na Lisa wyczekująco ciekawe oceny.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.]
Amelia Mary Fern
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t382-amelia-mary-fern
The author of this message was banned from the forum - See the message
Amelia Mary Fern

avatar

Liczba postów : 1107

PisanieTemat: Re: Nora Kitsune   Pon Gru 29, 2014 3:16 am

Podejrzewała, ze Lis wie o istnieniu magii bezróżdżkowej, w kończy zaklęcia jakie jej do tej pory pokazał nie wymagały różdżki, a wręcz był z nią sprzeczne. Cała magia starożytna wydawała się Amelii trochę dziwna przez to. Przyzwyczajona do używania różdżki dziewczyna czuła się dziwnie i niepewnie nie mając w dłoni magicznego patyka pomagającego jej ukierunkować zaklęcie. usiała przez to dużo bardziej się koncentrować, by przypadkiem połowy lasu nie wysadzić, choć wiedziała, że póki trenuje praktykę tylko przy Lisie nic takiego raczej nie będzie miało miejsca. Panowanie i używanie mocy bez różdżki było po prostu dużo trudniejsze.
-Wiem. Jednak gdybyśmy od początku pracowali nad mocą i zaklęciami bez różdżek moglibyśmy używać magii bez użycia medium. Tak mi się przynajmniej wydaje. - powiedziała głęboko zamyślona.
-Co przez o rozumiesz? Czemu ktoś miałby specjalnie ograniczać potencjał magiczny, szczególnie w tak trudnych czasach jak obecne. Potrzeba czarodziei o wielkiej mocy by pokonać Voldemorta i jego popleczników- patrzyła na Lisa pytająco nie bardzo rozumiejąc o co mu chodzi. Ona wciąż miała w sobie jakąś cząstkę wiary w to, ze Ministerstwo dąży do obrony magicznego swata i jego mieszkańców.
-Istnieją takie? Można zatrzymać na jakiś czas wszelką magię na danym obszarze ? -była nie mało zdziwiona. I przerażona- Lepiej żeby Czarny Pan o tym nie wiedział...Wyobraź sobie co mógłby zrobić, gdyby nawet na kilka chwil wyłączył wszelką magię na terenie szkoły. Mógłby sobie zwyczajnie tu wejść, a potem roznieść Hogwart od środka… -powiedziała patrząc na Lisa wielkimi oczyma szczerze bojąc się takiej perspektywy.
-Kiedyś nie znano czegoś takiego jak dziedzictwo kulturowe i historia- skomentowała. Opowieść którą przekazał jej Lis miała ogromną wartość dydaktyczną.-Przecież to zdaje się wiele lat wyciętych ze świadomości tysięcy osób.- dodała kręcąc głową z dezaprobatą. Rozumiem cel, ale takie mieszanie ludziom w głowach raczej dobre nie jest samo w sobie…
Uniosła pytająco brwi patrząc na Lisa z ukosa.
-Z czego się śmiejesz?- zamyśliła się przyglądając się Lisowi.
-Mogłam się domyślić, ze maczałeś w tym pazurki- zawtórowała u śmiechem.
-Cóż patrząc na niego nie zdziwiłabym się, gdyby sam wypił całe 6 litów. Jest całkiem pijany. Ale to chyba oznacza że wino było dobre- dalej się śmiała.

-Widzisz ja pomyślałam. Ciesze się, ze ci się choć trochę podoba- na prawdę się ucieszyła. Może i używała magii, co ciekawe łapała się na tym, że wymawia zaklęcia bardziej w myślach niż na głos, czasem nawet w ogóle nie otwierała ust jedynie myśląc nad tym co chce zrobić, zupełnie jak podczas medytacji na zaklęciem Świętego Ognia. No i dodatkowo musiała ciągle się pilnować by wyciągać różdżkę, szczególnie na zajęciach, gdy przyzwyczajona już trochę do lisich zajęć chciała wykonywać zadania od nauczycieli bez pomocy magicznego patyczka.
Zaśmiała się widząc jak Lis zajęty wcinaniem ciastek, które przyniosła nawet nie ma czasu się odezwać,
a jedynie skinął jej głową.
-Mogłam przynieść więcej ciastek- zaśmiała się- Zostawisz choć jedno dla mnie?- spytała raczej dla śmiechu niż poważnie Ciasteczka były dla niego i wyglądało na to, ze mu bardzo smakują, co ją cieszyło, bo przekonać skrzaty, ze nie wysadzi kuchni i może sama coś upiec było iście syzyfową pracą. Jakoś jej się udało, ale i tak z pięćset razy mówiła skrzatom, ze nie potrzebuje pomocy.
Defene ufała Lisowi, jednak była jakby ochroniarzem Amelii. Wiecznie na posterunku i gdy zobaczyła wybiegającą z nory dziewczynę podleciała by zobaczyć co się stało, za co Amelia była jej wdzięczna. Miło jej było, że ktoś tak o nią się troszczy.
Zaśmiała się i wytarła policzek, Takie gesty ze strony Kitsune zawsze i niezmiennie poprawiały jej humor, ale miały też nieco negatywnych skutków-przez kilka chwil nie mogła się powstrzymać by nie patrzeć na Lisa jak na … pupila. Szybko się opamiętywała, ale jednak.
-No nie. Ale ja mogłabym mieć- uśmiechnęła się uroczo.
-Już- i niemal w tej samej chwili fretka zniknęła rozpływając się w powietrzu- Rozumiem… Myślisz, ze mogłabym stworzyć no nie wiem… smoka, który utrzymałby skoncentrowanie i ział ogniem zamiast się rozpłynąć?- spytała bo tak jakoś jej nagle taka opcja do głowy przyszła. Byłoby to całkiem ciekawe i… widowiskowe, a przede wszystkim skuteczne- nie dość, ze smok sam z siebie by palił wszystko na swojej drodze to jeszcze ział by ogniem.
Spojrzała na Lisa zainteresowana i uważnie wysłuchała jakiej to nowej techniki ją nauczy. Szczerze- miała już dość zabaw z ogniem.
Widząc jego pytające spojrzenie kiwnęła głową, ze rozumie i pamięta.
-Jasne-rzuciła słysząc, że znów będzie medytować. Jednak mina jej zrzedła gdy usłyszała inkantacje- w jakim języku są te inkantacje? Nie mogli wymyślić jakiś przy których język nie zawiązuje się w podwójny supeł?- jak na dziewczynę na diecie przed świątecznej przystało usiała sobie ponarzekać.- Słucham?- już miała siadać i zacząć medytacje, gdy usłyszała o ranach duszy. Lis szybko ją jednak nieco uspokoił.
Poczekała aż rozstawi pieczęcie i biorąc głęboki wdech zaczęła medytację.
Ponieważ przy Świętym Ogniu nauczyła się już co nieco sztuki medytacji, pierwszy etap czyli osiągnięcie pełnego skupienia, poszedł jej dość szybko i sprawnie. Gdy wyciszyła się już zupełnie i była maksymalnie skupiona rozpoczęła inkantować zaklęcie powtarzając formulę wielokrotnie, aż jej słowa nabrały rytmu i zaczęły jakby same z niej wypływać tworząc swoistego rodzaju … pieśń. Ponieważ używała tego zaklęcia pierwszy raz nawet nie próbowała inkantować w myślach, robiła to na głos, głośno i dokładnie. Ten etap poszedł też dość gładko, schody zaczynały się później, gdy musiał oddzielić swój umysł i duszę od ciała.
Najpierw musiała odnaleźć drogę by tego dokonać. Skupienie i inkantacja odrobinę pomagały. Nieco przypominało to poszukiwania wewnętrznego ognia. Teraz jednak musiała odnaleźć samą siebie i wyjść z siebie, dosłownie.
Odrobinę przerażała ją perspektywa wyjścia z ciała, a jej jedynym pocieszeniem była świadomość, ze sama widziała przecież jak Lis wykonał to tą sztukę i nic mu się nie stało.
Potrzebowała kilku prób by wreszcie choć minimalnie oddzielić duszę od ciała. Nie straciła jednak koncentracji, a po prostu była wykończona.
Po ostatniej próbie, gdy udało jej się wręcz zobaczyć samą siebie siedzącą po turecku w norze tuż obok Lisa, po prostu opadła z sił i położyła się.
-Może koniec na dziś? Nie mam już sił- spojrzała na niego z poziomu gruntu nie mając dosyć energii by chociaż wstać.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.]
Amelia Mary Fern
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t382-amelia-mary-fern
The author of this message was banned from the forum - See the message
Amelia Mary Fern

avatar

Liczba postów : 1107

PisanieTemat: Re: Nora Kitsune   Nie Sty 04, 2015 1:02 am

Co by było,gdyby ludzie nie byli tak wygodnymi istotami? Zapewne wiele by osiągnęli,a na pewno nie zaistniałoby zjawisko otyłości u dzieci, które w dzisiejszych czasach już zaczynają unikać ruchu a objadają się “śmieciowym jedzeniem”. Amelia na całe szczęście nie miała takich problemów. Jej dziadkowie pilnie strzegliby dziedziczką rodu była istotą reprezentacją,czytaj- ładna by się można było chwalić w towarzystwie.
Co do poziomu magii… wątpliwe by stał się tak wysoki by zrobić wrażenie na Lisie. On był bogiem, ludzka magia raczej nie miała szans stać się dla niego czymś wartym większej uwagi, choć może…. kto to tam wie. Chociaż, przecież z tego co do tej pory udało się Puchonce zaobserwować, nawet najbardziej zaawansowana znana ludziom magia- pradawna, nie robiła na nim najmniejszego wrażenia...Jednak czym tu się dziwić, skoro miał swój cudny ogon, którym mógł robić rzeczy, o których nie śniło się współczesnym magom.
-A mógłby… to znaczy ten byt odpowiedzialny za czas to … jakiś rodzaj boga, tak?
Mówiła niepewnie nie wiedząc jak wyrazić swoje myśli, które same w sobie były chaotyczne. Lecz czemuż tu się dziwić skoro w dość krótkim czasie jej wiedza o otaczającym ją świecie znacznie się poszerzyła i nie raz zostało podważone to w co wierzyła? Do tego nawet nie mogła z nikim o tym porozmawiać, bo istnienie Lisa było tajemnicą. Zdawała sobie co prawda sprawę z tego, że choćby Jessi wie o Kitsune, jednak nie była z dziewczyną na tyle blisko by rozmawiać z nią o swoich wątpliwościach. Chciała porozmawiać o tym wszystkim z Lilly lub Afrah...ale nie mogła i to ją w pewien sposób przytłaczało. Była zagubiona w tym nowym dla siebie świecie jaki otworzył przed nią Lis.
-Mógłby tylko dla rozrywki bawić się czasem? Sądziłam, że bogowie są raczej po naszej stronie.To znaczy nie chcą specjalnie utrudniać i komplikować życia ludziom, są raczej od tego by wszystkim kierować i… dbać o nas tu na Ziemi…
Dokończyła myśl mając nadzieję, ze wyraziła się dość jasno. Dalej wielu rzeczy nie rozumiała. Jak na przykład:
-Dlaczego właściwie uważasz,że wszystko idzie zbyt gładko?
Spojrzała na Lisa uważnie. Jak dla niej życie było dość skomplikowane, a on wyskakiwał,ze wszystko jest takie łatwe i gładkie… Może miał szersze spojrzenie na całą sprawę, ale jednak… wciąż wydawało jej się, ze może nie ma on do końca racji.
-No nie wiem.. Kilku z nich chodzi na siłownie i o ile wiem przynajmniej jeden trenował Sztuki walki, nie mówiąc o tym, ze przynajmniej dwójka jeśli nie więcej jest specami od tortur niemagicznych więc pewnie wiedzą jak posługiwać się zwykłą bronią
Powiedziała cicho zagłębiona we własne myśli. O ile dobrze zrozumiała… byli by w nie złych tarapatach jeśli Voldek opanowałby sztukę tworzenia pieczęci blokującej magię.
-To raczej my mielibyśmy problem. W szkole są same dzieciaki. Poza lataniem na miotłach większość nie wie nawet, że istnieją inne dyscypliny sportowe, które można trenować, a nauczyciele w większości mają czasy sprawności fizycznej za sobą…
Wyjawiła Lisowi swoje myśli, choć raczej bezwiednie. Zwyczajnie myślała na głos, co widać było po jej spojrzeniu wbitym gdzieś w odległy punkt.
-Nie mogę się doczekać
Uśmiechnęła się szeroko.

-Żartowałam. Są dla ciebie. Nieźle się nawalczyłam ze skrzatami przekonując je, że nie wysadzę kuchni w powietrze… Czy istnieje jeszcze na tej planecie istota, która nie wie, ze wysadziłam aptekę Danielowi? I słabo radzę sobie z eliksirami?
Rzuciła ze śmiechem widząc pozostawione na talerzu ciasteczka. Ciekawe kiedy Daniel opowiedział skrzatom o wypadku w aptece… Ciekawe, gdzie teraz sam jest? Jakby co nie miała z nim lekcji i to nie jej wina, że zniknął!
-Całe życie, ale czasem może mieć wolne...wtedy i nauczyciel by sobie odpoczął
Odwzajemniła uśmiech Lisa szczerząc do niego może mniej imponujące ale równie bielutkie ludzki ząbki. Normalnie pewnie, tak jak pierwszego dnia przestraszyła by się tej miny u Lisa. Jakby nie było szczerzył do niej kły, którymi mógłby zrobić jej nie małą krzywdę.Pewnie, gdyby ktoś go teraz zobaczył zacząłby uciekać, gdzie pieprz rośnie.Ona jednak zdążyła się przez te kilka miesięcy przyzwyczaić do jego kiełków i sposobu w jaki Kitsune ukazuje je w uśmiechu. Posiadając lisi pysk uśmiechanie nastręczało sporo trudności, jednak Liskowi jakoś się to udawało mniej lub bardziej.
Wysłuchała uważnie wszelkich rad co do Świętego Ognia z nie cierpliwością czekając na następną lekcję. Kiwała jedynie głową machinalnie, jednak wszystko zapamiętywała.
Podczas inkantacji kilka razy usłyszała w myślach poprawiający ją głos Lisa. Za każdym razem szybko się poprawiała i już po kilku próbach dokładnie wymawiała inkantację jeśli chodzi o słowa. Dobrze wiedziała, że musi skupić się nie tylko na dźwięku słów,ale także na płynącej z nich mocy i połączyć ją z jej własną magiczną energią.
Z każdą chwilą robiło się coraz trudniej, co było do przewidzenia. Najgorszym momentem było poznanie samej siebie. Bez tego nie dało się pójść dalej. Niestety dla Amelii zaglądanie w głąb siebie zawsze było zadaniem nie tyle trudnym co … bolesnym. Przy każdej medytacji musiała bardzo skupiać się ana tym by nie dać pochłonąć bólowi rozpadającego się serca, który od ponad roku był jej nieodłącznym towarzyszem, a do który udało jej się nijako zdusić w sobie,ale podczas medytacji wychodził na wierzch. Teraz to było jeszcze trudniejsze. Potrzebowała wiele czasu i sił by uporać się z samą sobą.
Trudnością był także punkt- akceptacja siebie. Jak osoba której całe życie wmawiano, ze jest nikim, która wreszcie w to uwierzyła miała akceptować siebie? Jak zaakceptować miała siebie Amelia, święcie przekonana, że jest osobą przeklętą? Jak inaczej wytłumaczyć, że wszyscy na których je kiedykolwiek zależało umierają?
Kiedy wreszcie udało jej się osiągnąć to… była zbyt wyczerpana by kontynuować.
Czując oplatające ją miękkie lisie ogony wtuliła się w białe pachnące lasem futro i pozwoliła sobie na chwilę odpłynąć. Nie zasnęła. Wpadła jedynie w stan.. zawieszenia między snem a jawą.Słysząc, że Lis coś jeszcze dla niej mam mruknęła coś pod nosem niby zainteresowana ale zbyt zmęczona by to okazać należycie.
Nie musiał mówić jej o zamknięciu oczu. Były zamknięte i nie prędko miały się unieść jej powieki. Juz ponownie odpływała przekonana,ze Lis jedynie coś jej tam opowie. Jakie było jej zdziwienie, gdy pod jej powiekami rozlśnił obraz,. który z całą pewnością nie był ani filmem, ani jej wspomnieniami… nike wiedziała czym właściwie to jest, ale siedziała cicho uważnie przyglądając się sceną rozgrywającym się przed jej oczami. Lekko wystraszyła się, gdy kula energii zwyczajnie przez nią przeleciała
-” Teraz wiem jak czują się szkolne duchy gdy przez nie przechodzimy”
Pomyślała dalej oglądając wydarzenia. Zapamiętywała szczegóły, które wydawały jej się najważniejsze by móc potem zapytać o nie Lisa. On z pewnością coś o tym wszystkim wie. W końcu to jego opowieść…
Herb, zombie, szkielety, płonący oręż..
Nie zdążyła niczemu przyjrzeć się dokładniej bo poczuła dziwne zawirowanie w brzuchu za który się złapała y po chwili zostać gdzieś wciągnięta. Wylądowała w nowym miejscu, które wyglądała na pole bitwy. Ostrożnie wstała rozmasowując sobie tyłek i rozejrzał się uważnie.
Ujrzała walczącą ze sobą parę.. stanęła jak najbliżej się dało by móc z bliska obejrzeć starcie. Ale na tyle daleko by przypadkiem któreś z nich nie przecięło swoim orężem jej szyi. Może nic by jej się nie stało, kto wie,ale uczucie nie mogło być miłe więc wolała unikać takich sytuacji.
Starcie było pasjonujące, a Amelii udało się nawet usłyszeć imiona walczących…
Gdy wizja minęła dziewczyna otworzyła oczy i wielkimi niczym spodki oczyma spojrzała na Lisa, choć równie dobrze zamiast oczu mogłaby mieć wielkie znaki zapytania.
-Co to było i kim byli ci ludzie? A przede wszystkim… czemu jej imię wydaje mi się dziwnie znajome? Ten herb z różą to herb Oficjum, prawda?
Zsypywała Lisa pytaniami nawet nie dając mu czasu by odpowiedział na pierwsze z nich.
Rozmawiali jeszcze długo, a potem Amelia swoim zwyczajem przenocowała w Lisiej norze.
Jakiś czas później wróciła na kolejną lekcję i może dalszą opowieść. Dopiero wchodząc do lasu zorientowała się jaki to dzień, a właściwie jaka noc…
-Dziś pełnia...

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.]
Amelia Mary Fern
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t382-amelia-mary-fern
The author of this message was banned from the forum - See the message
Amelia Mary Fern

avatar

Liczba postów : 1107

PisanieTemat: Re: Nora Kitsune   Pon Sty 19, 2015 10:45 pm

Kiwała głową, ze słucha i przynajmniej stara się zrozumieć zawirowania świata bogów i do kogo należy kierowanie czasem. Choć dla niej czas po prostu był, nie wnikała i nie czuła potrzeby wnikania w to na jakiej zasadzie on działa. Nie będzie i tak miała na jego upływ wpływu, więc po co zawracać sobie tym głowę? Jej ciekawość skupiała się na sprawach, które mogły jej się kiedyś przydać. Teraz kazała jej słuchać, ale nie koniecznie jej umysłowi to przyswajać.
-Jak to nie da się cofnąć w czasie? A zmieniacz czasu? Czytałam gdzieś o nim. Istnieje ich podobno zaledwie kilka na całym świecie, ale są i umożliwiają właśnie cofanie się czasie o określony przedział czasu
Zaprotestowała.
Uśmiechnęła się niemrawo na jego następne słowa odnośnie przychylności bogów. Cóż zawsze wierzyła, że jednak Bóg jest takim ojcem, który dba o swoje dzieci i to dawało jej jakąś nadzieję najlepsze jutro, a teraz Lis to zabił. Miała ochotę rzucić ironiczne “ dzięki”, ale się powstrzymała.
-Voldek jest raczej jeden
Zadrżała lekko.
-Może jest więcej czarnoksiężników gdzieś w innym kraju, ale wątpię by byli tacy jak Czarny Pan. On wydaje się być… inny. Złowieszczo wyjątkowy.
Zaczęła pocierać ramiona, jakby było jej zimno, choć nie było.
-Tak, on się brzydzi, ale jego podwładni niekoniecznie. Mogłoby być wciąż bardzo nieciekawie .
Nie chciała sobie wyobrażać walki z śmierciożercami. Bała się. Zwyczajnie po ludzku się bała.
Magiczna terapia Lisa odnosiła już skutki, których Amelia nie była do końca świadoma. Zauważali to raczej ludzie z jej najbliższego otoczenia. Zmieniała się na lepsze. Bardziej w siebie wierzyła i bardziej siebie akceptowała.
Wysłuchała uważnie Lisa wciąż będąc pod wielkim wrażeniem pokazu.
Wkrótce po tym zasnęła.
Jakiś czas później wróciła do nory i u wejścia oniemiała. Zresztą jaką kobieta potrafiłaby zachować zdolność mowy widząc Lisa w ludzkiej postaci. Do tego jeszcze rozłożył się nonszalancko, jak osobnik całkowicie świadom swojego uroku, całkowicie olewający świat. Czy on w ogóle zdawał sobie sprawę jak działa na kobiece zmysły? Jeśli nie to mógł zacząć się domyślać widząc teraz Amelię, która stała skulona u wejścia,chyląc głowę, by długie włosy zakryły jej policzki, które nabierały coraz bardziej czerwonej barwy. Niepewnie postawiła kolejny krok i pochylając się, by wejść do nory
-Witaj
Przywitała się, a jej głos był wyjątkowo cichy i niepewny, nawet jak na nią.Usiadła koło Lisa, układając się z głową na jego piersi, tak by miał jak największe trudności z zobaczeniem jej twarzy, wtuliła się w niego ciesząc zmysły ciepłem i poczuciem bezpieczeństwa.
-Jak tam?
Spytała wciąż bardzo cicho.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.]
Amelia Mary Fern
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t382-amelia-mary-fern
The author of this message was banned from the forum - See the message
Amelia Mary Fern

avatar

Liczba postów : 1107

PisanieTemat: Re: Nora Kitsune   Nie Lut 01, 2015 6:31 pm

A jak miała na niego zareagować? Siedzi sobie wyluzowany młody bóg i nie chodzi tu tylko o jego pochodzenie- on wyglądał jak młody bóg! Ona i tak nie źle się trzymała, ale głównie dlatego, że już go wcześniej widziała w ludzkiej postaci i idąc do jego nory zdążyła się nieco psychicznie na ten widok przygotować...ale pewnie, gdyby to była jakakolwiek inna dziewczyna już by musiał ją reanimować.
Trochę dziwnie się czuła tulona przez Lisa. Z jednej strony wydawało je się to tak naturalne i właściwie, z drugiej jednak gdy był człowiekiem było to w dziwny sposób.... pobudzające.A jakby tego było mało Lis traktował ją… jak swoją. W tej chwili cieszyła się,ze nie ma nikogo, bo to chyba zaliczało się do zdrady...
-Trochę
Przyznała cicho patrząc na niego z dołu i czując przyjemne dreszcze na karku, których pochodzenia nie potrafiła wytłumaczyć. Lubiła przebywać w norze. Tu był jej azyl. Tu nikt jej nie szukał nie zawracał głowy. Tu nie było problemów. Voldemorta i Jego śmierciożerców.
Bardzo niepewnie odwzajemniła pocałunek i wtuliła się zarumieniona w jego pierś ponownie, czując otulające ją ciepłe,puszyste i miękkie ogony. To było dużo lepsze niż kołdra. A dziewczyna czuła się … bezpiecznie. Zaczęła głaskać lisie kity, aż po chwili przeszła do przeczesywania gęstej sierści palcami.
-Masz pełno liści w ogonie
Skomentowała wyciągając zeschłe listki z futra Lisa. Zważywszy, ze na dworze wciąż leżała dość gruba  warstwa śniegu nie mogła nie zapytać:
-Gdzie byłeś?
Kontynuowała czyszczenie lisich ogonów uważnie i dokładnie penetrując każdy kawałek kit.
-Dzisiaj też będziemy ćwiczyć?
Spytała po dłuższej chwili, mnąc w palcach fałdę materiału jego bluzki. Uniosła ku niemu pytający wzrok.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.]
Amelia Mary Fern


Ostatnio zmieniony przez Amelia Mary Fern dnia Pon Lut 09, 2015 3:54 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t382-amelia-mary-fern
The author of this message was banned from the forum - See the message
Amelia Mary Fern

avatar

Liczba postów : 1107

PisanieTemat: Re: Nora Kitsune   Nie Lut 08, 2015 1:44 pm


Amelia nie do końca orientowała się w mechanizmach rządzących przyrodą. Niby człowiek należał do świata zwierząt, ale przez lata ewolucji zaszło w nim tyle zmian, ze część instynktów jakby się zatarła. Ludzie nie wiedzieli o zwierzętach nic poza tym co zaobserwowali, a Amelia niestety mieszkała w willi z dala od jakichkolwiek zwierząt, które nie zaliczają się do typu “ domowych pupili”. Jej dziadkowie ponad to brzydzili się wszystkim co mugolskie, więc wszelkie informacje i analizy na temat zwierząt dostępne w encyklopediach czy czasopismach były dla Puchonki niedostępne. Cały czas się więc uczyła jak powinna się względem Lisa zachowywać, co jej wolno, a co jest niedozwolone.
W Norze jak i na polanie czuła się bezpiecznie, szczególnie, ze leśne zwierzęta wydawały się ją zaakceptować,przyzwyczaić się do niej. Coraz częściej bywało, ze gdy medytowała przed Norą jakiś króliczek czy inny zwierz podchodził do niej i kładł się jak gdyby nigdy nic. Miała nawet swojego małego ulubieńca. Jeża, który często kulił się na jej kolanach i spał. Zwierzaczek zaufał jej na tyle, ze mogła go spokojnie głaskać po miękkim brzuszku, choć to akurat robiła rzadko. Zazwyczaj po prostu uśmiechnęła się i zostawiała jeżyka samemu sobie pozwalając by robił sobie z jej kolan łóżko.
Czyściła mu ogon uważnie każdy najmniejszy listek usuwając.
-Podarek?
Powtórzyła pytająco unosząc wzrok z lisiego ogona, na jego właściciela. Spojrzała na niego zauważając jak wyciąga coś spod ubrania. Zarumieniła się lekko sama nie wiedziała dlaczego, może dlatego, że przypomniała sobie pierwszą wspólną pełnię…
Wzięła od niego księgę przyglądając się jej uważnie. Podziwiała pentagramy na purpurowej okładce. Gdy otworzyła księgę zobaczyła czarne jak noc kartki. Pierwszą myślą było “ Czy ona bardziej rzucać się w oczy nie może?” Przecież z daleka widać, że to nie jest zwykła książka. Już wyobrażała sobie jak ją czyta gdzieś na korytarzu i wszyscy się zastanawiają, kiedy i jak weszła do działu ksiąg zakazanych. Bo chyba tylko tam mogłaby znaleźć księgę jakiej nikt do tej pory nie widział.
-Odejdziesz?
Spytała zaskoczona i jakby zasmucona. Nie chciała by Lisek odszedł. Przyzwyczaiła się do niego, polubiła i…. przywiązała. Nie wyobrażała sobie już nie przychodzić do lasu na spotkanie z nim.




_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.]
Amelia Mary Fern
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t382-amelia-mary-fern
The author of this message was banned from the forum - See the message
Amelia Mary Fern

avatar

Liczba postów : 1107

PisanieTemat: Re: Nora Kitsune   Sob Lut 14, 2015 5:21 pm

Podświadomie wiedziała, że leśne zwierzęta ufały jej głównie ze względu na to, że zarówno jej ubrania jak i przynajmniej częściowo włosy i skóra przesiąknęły zapachem Lisa, ale wlała myśleć, ze po prostu jej zaufały, a on nie miał z tym zbyt wiele wspólnego.
Posmutniałą na wieść, że Lis kiedyś odejdzie. Patrzyła na niego wielkimi oczyma, w których wypisane było by zaprzeczył i powiedział,że już zawsze będzie w tym lesie, tak blisko.
Znów bardzo niepewnie odwzajemniła pocałunek kładąc delikatnie dłoń na jego policzku, niczym muśnięcie motylich skrzydeł. Czuła drapanie i z jej gardła wydarł się cichy pomruk, przez który zarumieniła się jeszcze bardziej, jeśli to w ogóle możliwe.
Uśmiechnęła się nieznacznie słysząc owe nikłe pocieszenie, jednak po chwili zmroziła Lisa wzrokiem, gdy rozciągnął je policzki.
-To bolało
Rzuciła masując swoje policzki.
-Rytuał?
Powtórzyła nie bardzo rozumiejąc co Lis może mieć na myśli, poczuła jednak dreszcze przechodzące jej po karku.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.]
Amelia Mary Fern
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t382-amelia-mary-fern
The author of this message was banned from the forum - See the message
Amelia Mary Fern

avatar

Liczba postów : 1107

PisanieTemat: Re: Nora Kitsune   Sro Lut 25, 2015 8:22 pm

Spojrzała na niego zła za to rozciąganie policzków.
-Mam dość szeroki uśmiech. Nie musisz mi twarzy rozciągać
Rzuciła pocierając policzki, by ulżyć sobie nieco w nieprzyjemnym uczuciu, jakie wywołał gest Lisa.
Wysłuchała uważnie wytłumaczenia Lisa. Samo słowo "rytuał" jakoś dziwnie ją wystraszyło i... zawstydziło, a gdy zaczął tłumaczyć... nabrała ochoty by w tej chwili spłonąć żywcem. Ewentualnie zapaść się pod ziemię i już nigdy nie wyjść. Słowa Lisa zwyczajnie ją zawstydziły. A gdy jeszcze zaczął się rozbierać... była bliska omdlenia. Rumieniec oblał już swą czerwienią nie tylko jej twarz, ale i szyję uszy, a i pewnie pod włosami było czerwono.Szybko chwyciła jego dłonie by nie kontynuował.
Dla ciebie to TYLKO rytuał i nic zobowiązującego, ale dla mnie jednak to jest coś...
Nie dokończyła. Nie wiedziała właściwie jak. Zawstydzenie wiązało jej głos w gardle i ... było jej smutno. Bolało ją w pewien sposób to, że Lis tak po prostu mówi o stosunku, że traktuje to jako coś mało istotnego. Dla niej było to ważne. Bardzo ważne. W oczach stanęły jej łzy, gdy patrzyła na Lisa pragnąć by jakoś zrozumiał.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.]
Amelia Mary Fern
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t382-amelia-mary-fern
The author of this message was banned from the forum - See the message
Amelia Mary Fern

avatar

Liczba postów : 1107

PisanieTemat: Re: Nora Kitsune   Pon Mar 09, 2015 9:00 pm

Może i nie rozciągnął mocno, ale i tak poczuła lekki ból, gdy jego długie palce chwyciły ją za policzki. Nikt nigdy jej tak nie robił. W jej rodzinie nie było osób, które chciałyby się aż tak spoufalać z innymi, bo jakby nie było to był gest jakiejś tam zażyłości, a w jej rodzinie jedynym co łączyło jej członków, było nazwisko. To tylko sprawiło, ze gest Lisa ją zwyczajnie zawstydził. Powinna chyba już się powoli przyzwyczaić do tego, że Kitsune ciągle robi coś, co wprawia ją w zakłopotanie, ale się nie przyzwyczaiła. Gest ponad to był dość protekcjonalny, kojarzy się niemal jednoznacznie z dzieckiem i jakąś starszą ciocią lub babcią, a Amelia bardzo nie lubiła, gdy traktowano ją protekcjonalnie.
Niepewnie uniosła wzrok i spojrzała na Lisa, gdy ten położył jej swoją dłoń na policzku i zaczął po nim delikatnie głaskać. Już sam ten gest wlał w jej serce nieco ciepła, delikatnie odpędzając niepewność i strach, jaki czuła na myśl o zbliżeniu. Nijako właśnie ta niepewność wywoływała złość na myśl, ze dla Lisa to nic nieznaczący rytuał. Gdzieś tam na samym krańcu jej umysłu odzywał się cichy głosik mówiący, że wcale nie jest tak, że dla Lisa to też coś znaczy, ale jej niepewność nie pozwalała jej owego głosiku usłyszeć. Potrzebowała także usłyszeć to od Lisa.
Słysząc początek jego wypowiedzi zmarszczyła lekko brwi. Ciągle podczas pełni zapominała, że Kitsune to jednak wciąż Lis, zwierzę i myśli bardziej jak zwierzę niż jak człowiek, a przez to strasznie drażniło ją owe określenie “ samica alfa”. Była człowiekiem, a to określenie kojarzyło jej się bardziej z psami. Za każdym razem musiała sobie przypominać raz za razem, że Lis tak nie myśli i że dla niego to oznacza tyle ile dla niej “partner”.
Wysłuchała wypowiedzi Lisa, ale potrzebowała chwili by przyswoić jego słowa. Kitsune uparcie utrzymywał z nią kontakt wzrokowy. Trochę ją to krępowało, ale nie potrafiła odwrócić wzroku. Patrzyła mu w oczy, a jej policzki stawały się coraz cieplejsze. Nie odzywała się niepewna swojego głosu tego co by miała powiedzieć. Obserwowała więc tylko Liska poddając się mu. Czuła długie palce Lisa na swojej talii, pocałunek na dłoniach, a potem dłoń sunącą po jej plecach, bezpośrednio na skórze. Ze świstem wciągnęła powietrze i wstrzymała oddech drżąc lekko. Cały czas patrzyła Lisowi w oczy, chcąc chyba w nich coś zobaczyć, tylko sama nie wiedziała co. Może zapewnienia, ze to dobre, a może po prostu szukała własnej pewności. Tysiąc razy słyszała, że powinna czuć się gotowa. Tylko, że ona nie wiedziała, czy się taka czuje. Nie czuła się też niegotowa. Była po prostu niepewna, zmieszana, zawstydzona. Nie wiedziała co robić, jak reagować. Uniosła drżącą dłoń i ułożyła ją na klatce piersiowej Lisa, na jego sercu. Przymknęła powieki i wczuła się w miarowe uderzenia szukając w sobie spokoju i pewności. Czuła, że nie jest temu przeciwna, jej ciało, ona chciała być bliżej Lisa. Czując jego ciepłą skórę pod palcami i miarowe uderzenia serca powoli zaczęła się uspokajać. Uniosła się lekko i wsuwając ręce pod bluzkę Kitsune wtuliła się w jego nagą pierś obejmując go ramionami. Ułożyła dłonie na jego plecach a policzek na piersi, tak że słyszała bicie jego serca.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.]
Amelia Mary Fern
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t382-amelia-mary-fern
The author of this message was banned from the forum - See the message
Amelia Mary Fern

avatar

Liczba postów : 1107

PisanieTemat: Re: Nora Kitsune   Wto Mar 17, 2015 11:53 pm


***+18***


Wiedziała bardzo dobrze, że Lis nie tylko był dobry, ale był  samym dobrem, jego uosobieniem.  To ją nieco uspokajało. Pozwalało myśleć, że on jej na pewno nie skrzywdzi. Że jego intencje są jak najbardziej czyste. Nic jednak nie mogła poradzić na to, że bała się bliskości  i nie chodziło nawet o samego Lisa. Wszelka bliskość powodowała u niej zawstydzenie i krępacje.  
Drżała pod wpływem jego dotyku, ale  miękkie ogony, którymi ją oplótł dały jej poczucie bezpieczeństwa i nieco rozluźniły spięte mięśnie,  gdy pomyślała sobie o tym jak  Lis może sądzić, że jej jest teraz zimno, gdy  jej skóra wręcz parzyła, tak jakby miała gorączkę.  Uśmiechnęła się sama do siebie, czując jak serce Lisa przyspiesza pod jej dotykiem. Poczuła bowiem pewną satysfakcję, że na wpływ na Kitsune.
Uspokajała się  w jego ramionach głaskana delikatnie. Jej spokój jednak poszedł w zapomnienie, gdy zniknęły jej ubrania,  a także ubrania Lisa. Drżąc wtuliła się mocniej, próbując ukryć się w ramionach Kitsune,  choć czy miało to sens? Przecież Lis podczas ćwiczeń nie raz widział ją nago. Nic to jednak dla niej nie znaczyło w tej chwili. Potrzebowała czasu by ponownie się uspokoić. Uniosła niepewnie wzrok patrząc na Lisa  z dołu. Uniosła dłoń i delikatnie ułożyła ją na policzku Kitsune.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.]
Amelia Mary Fern


Ostatnio zmieniony przez Amelia Mary Fern dnia Sro Mar 25, 2015 9:23 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t382-amelia-mary-fern
The author of this message was banned from the forum - See the message
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Nora Kitsune   

Powrót do góry Go down
 

Nora Kitsune

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Lisia Nora
» Frau

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
List z Hogwartu :: Wspomnienia :: Porządki 3. :: HOGWART :: TERENY ZAMKOWE :: Zakazany Las-