a
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Park za wioską - Page 2
List z Hogwartu
Niestety jak to często bywa, coś się kończy, a coś innego zaczyna. Czas Listu z Hogwartu dobiega końca. Mam nadzieję, że część osób będzie wspominało tę stronę z pewnym sentymentem, a nawiązane tutaj znajomości przetrwają pomimo zakończenia naszej działalności. Dziękujemy za te dwa lata! Administracja


 

 Park za wioską

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Asmodeus Dekker

avatar

Liczba postów : 126

PisanieTemat: Re: Park za wioską   Sob Lis 22, 2014 12:19 am

[...] I w tym momencie stanął twarzą w twarz z Anarhold Tempest. Naj - ... piękniejszą wśród wszystkich gwiazd kobietę, jaką poznał świat. - wymamrotał dość zadziwiająco wyraźnie i uniósł butelkę, by na nią spojrzeć, a potem wręcz w popłochu, czy pijackim przypływie wstydu wyrzucić na trawnik nieopodal. Odchrząknął głośniej i zrobił krok, choć nieco nierówny w tył. Inteligentnie pomyślał, by przypadkiem nie zepsuć jej zmysłu węchu swoim oddechem. Poprawił koszulę, która z jednej strony nieco mocniej wystawała ze spodni i odchrząknął. -Nie powinnaś być gdzieś w bezpieczniejszym miejscu, panno Tempest? - Widocznie u pana Dekkera, pomimo stanu nietrzeźwości ewidentnej, chociaż nie całkowitej, włączyć potrafił się moralizatorski ton. Zmrużył oczy i nawet nie zwracając uwagi na jej brata, spojrzał jej głęboko w oczy. - Niebezpiecznie jest tutaj. Słyszałem niezbyt fajne historie, które dzieją się na naszych ... oczach, właśnie tu i teraz. - pogroził palcem, a potem ręka mu opadła. Odczuwał potrzebę opiekowania się tą małą kobietą, pomimo wszystko. Poczuł, że stężenie procentowe, jak wielkie jeszcze niedawno, teraz w przypływie mobilizacji, powoli opada. - Co tu do cholery robisz i czemu starasz się wpaść w kłopoty, co?

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Der Gott weiß ich will kein Engel sein.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1444-asmodeus-dekker
Anarhold Tempest

avatar

Liczba postów : 522

PisanieTemat: Re: Park za wioską   Sob Lis 22, 2014 12:55 am

Nie spuszczała z niego wzroku. Wydawał jej się taki... no po prostu on. Nie potrafiła tego określić, coś ją po prostu do niego przyciągało. Może skrywał jakąś tajemnice i to ją przyciągało? Nie miała pojęcia, jednak postanowiła się tego dowiedzieć. Przez chwilę straciła rezon...
Że on to powiedział o niej. Mrugnęła jeszcze raz zdziwiona, zdecydowała się puścić to mimo uszu. Skupiła się na dalszej części, czy on pozwalał sobie ją umoralniać? Mówić, co ma robić?
O nie, panie Dekker. Nie tym razem i nie do Anki. Przecież wiadome było od poczatku, że ona w jednym miejscu nie usiedzi. Musi łazić, wpadać w kłopoty, a potem jakimś cudem z nich wychodzić. Mała wojowniczka, dokładnie tak.
-Bezpieczniejsze miejsca są nudne.-odpowiedziała od razu. Była to po prostu prawda. W Hogwarcie ostatnio było nawet zbyt bezpiecznie jak dla niej. Zero ataków, zero wypadków, śmierci... no prócz tej sytuacji z Jessi. Ale jej to wcale nie przeszkadzało. Jej przyjaciele byi bezpieczni. Nie było też żadnego meczu Quidditcha, a przydałoby się jej trochę adrenaliny
-Może po prostu taka moja natura? Kłopot to może moje drugie imię, przyciągam je jak magnes. Nie istnieje bez tego, ale nie przeszkadza mi to. Przez to moje życie jest ciekawsze...- stwierdziła patrząc mu głęboko w oczy. Przysunęła się do niego nieznacznie. W sumie działała instynktownie. Ciekawa była, co zrobi, jak zareaguje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t10-anarhold-roddy-tempest?hig
Asmodeus Dekker

avatar

Liczba postów : 126

PisanieTemat: Re: Park za wioską   Sob Lis 22, 2014 1:10 am

Patrzył na nią jakby próbował ją odgadnąć, chociaż jej nieokiełznane i nierozważne postępowanie, dość znacznie różne od niego... nie, żeby Asmodeus nie lubił ryzyka, ale zawsze za tym ryzykiem musiały kryć się korzyści. Inaczej nie było celu psuć sobie świętego spokoju, było praktycznie nie do ogarnięcia przez jego zdawało się dość otwarty umysł. W normalnej sytuacji nazwałby to 'głupotą', jednak kiedy patrzył na jej twarz, na jej uśmiech i chęć doświadczeń, nie był gotów na to określenie. Mimowolnie się uśmiechnął, mógł wyglądać przy tym dość głupkowato, ale i procenty w żyłach i ponowny jej widok, po prostu spowodował, że nie przejmował się tym zbytnio. - To by wyjaśniało, czemu na siebie ciągle trafiamy. I do tego zawsze w niezbyt spokojnych momentach. - zamrugał kilkakrotnie. Zbliżyła się do niego, pomimo lekkiego szumu w głowie, zanotował to. Jego wzrok przesunął się po niej całej i na chwilę ledwie zauważalnie wstrzymał oddech. Ręce mu drgnęły jakby chciał ją objąć, ale się powstrzymał. - Istotnie zadziwiającą jesteś istotą, chociaż nadal nalegałbym byś przynajmniej ze mną się oddaliła do bram Hogwartu, bo mimo Twojej wielkiej chęci przygody, ryzyko jest znaczące, a Twoje doświadczenie - tu nie wątpię oczywiście w nie, bo wierzę, że masz go aż nadto jak na swoje lata, jest śmiertelnie zagrażające życiu. - teraz on się przybliżył do niej, byli rozdzieleni niewielką szczeliną pomiędzy sobą. Uchwycił jej dłonie i nachylił się nad uchem "nieważne jakbym był pod wpływem, zawsze wyczuję śmierciożerców w pobliżu. Są tutaj. Udawaj, że jesteś ze mną. Nic Ci się nie stanie." - wyszeptał jej wprost do ucha. Zimne powietrze i świadomość zagrożenia całkowicie prawie spowodowało, że otrzeźwiał. Ścisnął jej dłonie i odsunął się od niej z uśmiechem. - Może jednak zaryzykujemy przechadzkę w stronę cieplejszego miejsca?

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Der Gott weiß ich will kein Engel sein.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1444-asmodeus-dekker
Anarhold Tempest

avatar

Liczba postów : 522

PisanieTemat: Re: Park za wioską   Sob Lis 22, 2014 1:49 am

Asmodeus i kłopot? Możliwe.... Ale faktem było, że również ją przyciągał. Podświadomie, czy nie...
Jednak wiedziała, że przypadkiem akurat dzisaj nie przechodził. Przeznaczenie? Nie mogła, jednak powiedzieć, że ze spotkania nie jest zadowolona. Coś drgnęło w jej małym, ankowym serduszku. A kiedy się do niej zbliżył...
Tak mimo tego pijackiego oddechu i w ogóle, to było coś niesamowitego. Dawno nie czuła czegoś takiego. Jakieś pozytywne prądy przeszły przez jej ciało, jednak po chwili zamieniły się w ciarki.
Śmierciożercy? Ale jak to, przecież nic nie zapowiadało się na jakiś atak, spotkanie? To może w ich gronie jest Bellatrix.
Wtedy Ana będzie mogła się odegrać za wszystkie czasy, albo ona na dziewczynie. Do tej pory pamiętała chwilę, kiedy panna Black uderzyła głową w pień drzewa. Sprawcą tego była Tempest. Widok niesamowicie śmieszny...
Chyba tego Blackówna jej nigdy nie wybaczy. W ogóle to ciekawe, że ministerstwo nic nie robi, żeby zamknać ją w Azkabanie. Już dawno powinna tam siedzieć, zgnić za kratkami albo dostać całusa od dementora. Chyba lubiła buziaczki.
Odsunęła się od Asmodeusa i spojrzała w stronę drzew. Widziała jakieś cienie, a więc to oni. Od początku miała jakieś złe przeczucia.
Tylko skąd o tym wiedział Dekker. Czy to byłoby możliwe? W końcu jak inaczej mogłaby wyjść z tego cało, a jak on czuł się bezpiecznie wiedząc, że tutaj są oni, słudzy Voldemorta. Mózg Anki pracował na najwyższych obrotach.
Spojrzała za siebie na Davida. Teraz on był w niebezpieczeństwie. Czy powinna jednak zawrócić? Nie mogła się zdecydować. Gdyby była sama decyzja byłaby prostsza.
Zerknęła na twarz Asa.
-Skąd ty to wszystko wiesz? Ile mamy czasu...?-zapytała zaczynając nerowowo bawić sie palcami. Tylko bardzo dobry obserwator zauważył by to. Ogólnie dziewczyna stała poważnie wpatrzona w mężczyznę. Zmrużyła niebezpiecznie oczy i zaczęła nasłuchiwać, musiała być gotowa na wszystko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t10-anarhold-roddy-tempest?hig
Asmodeus Dekker

avatar

Liczba postów : 126

PisanieTemat: Re: Park za wioską   Sob Lis 22, 2014 2:03 am

Zacisnął zęby i wpatrywał się w jej mimikę bardzo uważnie. Przyuważył, że spojrzała na swojego brata. Cóż, to było oczywiste. Troszczyła się o niego. Asmodeusowi był co najmniej obojętny. Nie żeby nie lubił Davida. Asmodeus po prostu dbał o to, na czym mu zależało, bądź na kim mu zależało. A w danej sytuacji była to Anarhold. Sam jeszcze niezbyt zanotował, czemu, ale tak było, więc się tego trzymał. Jednak, skoro jej ewidentnie zależało na nim, co z punktu zdrowej rodziny, było normalne, postanowił w razie czego i jemu pomóc. Ból na przedramieniu nieco się zaostrzył, chociaż to nie było wezwanie. To była informacja, że są blisko, on łączył ich w lokalizację. Mieli podążać za większym bólem, by zjednoczyć się w danym miejscu, gdzie osiągnie apogeum. Ból nie był aż tak wielki, więc byli oddaleni od głównego miejsca spotkania. Przynajmniej na tyle by Ana i jej brat mogli uciec. - Zaufaj mi. Nie mam na celu Cie okłamywać. Powinnaś iść. Są wystarczająco daleko. Nie dasz im rady, zwłaszcza, że jesteś pewnie oficjalnie na terenie zamku, także zaistniałaś jako łatwy cel dla nowo - przyjętych. Do tortur. I znikniesz. Ty i Twój brat. Na zawsze. Jako "Oficjalnie zaginieni". Nie rób tego. Proszę. - minę miał nad wyraz poważną. Wręcz błagalną. Nie należał do osób które proszą bez powodu. Miał nadzieję, że nawet ze swoją nadgorliwością, zrozumie i odejdzie bezpiecznie. - Zajmę się tym.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Der Gott weiß ich will kein Engel sein.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1444-asmodeus-dekker
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 4357

PisanieTemat: Re: Park za wioską   Nie Lis 23, 2014 1:05 am

Asmodeus miał dobrego nosa, co do śmierciożerców, a raczej rękę.
Już z oddali z Aną oraz Davidem mogli zauważyć idącą w ich stronę postać,
Była nią Alecto Carrow.
Ale co ona tu robiła?

Aktualnie przebywała niedaleko parku razem z Hope Henderson oraz Bellatrix Black, jednakże ta zaniepokojona jakimiś szmerami w oddali miała sprawdzić, co się dzieje.
Jej "koleżanki po fachu" czekały w oddali. Wszyscy zmierzali w stronę miejsca spotkania z samym Lordem Voldemortem.

Alecto zbliżyła się do Anki oraz Asa.
Jak wielkie było zaskoczenie ze spotkania tych dwóch dziewczyn...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alecto Carrow

avatar

Liczba postów : 56

PisanieTemat: Re: Park za wioską   Nie Lis 23, 2014 1:30 am

Alecto zawsze czuła ten niesamowity dreszczyk emocji, za każdym razem gdy zbliżało się spotkanie z Czarnym Panem. Nie chodzi tutaj o znak na ręce, on również dawał o sobie znać kiedy Voldemort ją wzywał. Chodziło o zwyczajną ekscytację samego spotkania z kimś tak potężnym. Było to jej całe życie, c a ł e. Wszystko podporządkowała byciu Śmierciożercą. Nic innego nie miało już znaczenia. W jej życiu zabrakło miejsca na miłość, i inne dziwne emocje. Liczyło się tylko to co rozkaże Czarny Pan.
Alec należała do tych porywczych ryzykantów i mało kiedy przejmowała się konsekwencjami, mimo wszystko od jakiegoś czasu zaczęła się bardziej pilnować. W końcu nie chciała skończyć jak swoi rodzice. Ledwo zaczęła pracować w Brygadzie Uderzeniowej, co wcale nie było łatwym zajęciem, zwłaszcza dla Śmierciożercy! Musiała cholernie uważać, co było do niej niepodobne. Słysząc innych w oddali postanowiła to sprawdzić. Przecież nie potrzebowali nieproszonych gości. No chyba, że tamci chcieli szybko zginąć, muahaha~ Mimo wszystko ostatnio coraz częściej robiło się gorąco, nie chciała trafić na aurorów, albo odkryć swojej tożsamości, więc rzuciła do koleżanek, żeby poczekały i ruszyła pewnym krokiem w kierunku nieznajomych. Nie musiała długo czekać, a jej oczom pokazały się trzy osoby. Dokładnie lustrując każdą z nich, nie zatrzymała się. Na jej usta wypełzł szelmowski uśmiech, omal nie padła ze śmiechu widząc tą całą dziewuchę Tempest. Oj, towarzystwo wyglądało bardzo ciekawe. Niepokoił ją jedynie widok szefa, mimo wszystko była świeżakiem w Brygadzie, może nie wiedział o jej istnieniu? Jeszcze. Bez większych przeszkód podeszła do zebranych. Oczywiście całkowicie ignorując An. A kto to w ogóle? Długo nie czekając zrobiła jeszcze kilka kroków w stronę Asmodeusa i zwyczajnie, oczywiście jeśli ten się nie burzył, pocałowała w policzek. Zaraz po tym zrobiła bezpieczne dwa kroki do tyłu.
- Ass! Miło Cię widzieć, ty tutaj, o takiej godzinie? Co za niespodzianka.
Powiedziała siląc się na idealnie wyćwiczony słodki uśmiech, który zawsze serwowała w towarzystwie. To nie tak, że chciała wkurzyć tą małą An, zwyczajnie przy Asmodeusie czuła się swobodnie. W końcu nie znali się od dziś, prawda? Alecto była bardzo ciekawa co ta dwójka robiła tutaj razem. Czyżby r a n d k a? Cała aż drżała z podniecenia, że będzie mogła im ją zepsuć. Problemem okazał się tylko David, któremu skinęła głową i posłała blady uśmiech. Trzeba sprawiać pozory miłej i dobrze wychowanej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3608-alecto-carrow
Asmodeus Dekker

avatar

Liczba postów : 126

PisanieTemat: Re: Park za wioską   Nie Lis 23, 2014 1:47 am

I było za późno. Któryś z wysłanników musiał się wybić oczywiście przed szereg. Tak to jest z nowicjuszami. Sam dopiero przecież ogarnął swój temperament i podekscytowanie każdą misją. Odsunął się płynnym krokiem w tył od Any, puszczając ją. Odwrócił wzrok w kierunku skąd dobiegał szelest i cichy chichot. Tego chichotu nie da się zapomnieć. Nawet nie musiał się przyglądać uważniej w ciemnościach, by doskonale wiedzieć, kto właśnie przyszedł na zwiady. Carrow we własnej osobie. Nie wiedział, czy się cieszyć, czy nie, że akurat na nią trafili. W razie czego wiedział co zrobić. Chociaż istniała też druga strona tego medalu, którą była ich wspólna dość ...intensywna przeszłość i aktualny zarys relacji. Wyprostował się wręcz nienaturalnie i uniósł kącik ust do góry, kiedy ta przybliżyła się do niego wręcz w podskokach i pocałowała go w policzek. - Alecto, co za niespodzianka. - Wysunął nieco rękę, by objąć ją w pasie. Ich relacja raczej była luźna, w zależności jak kto potrzebował, chociaż Asmodeusz miewał wrażenie, że wybuchowa i mocno nieprzewidywalna, na miarę samej Bellatrix, Alecto, czasami zapędzała się aż za daleko ze swoją zazdrością. Postanowił dać jej poczucie, że nie ma co marnować swojego gniewu. Taka postawa mogła też przy okazji spowodować uniknięcie dalszych konsekwencji, w razie gdyby panna Carrow nagle zechciała poturbować Anę. - Jak widzisz, przyszedłem nieco się rozluźnić ze współpracownikami, jednak są marnymi kompanami do picia niestety. - pokręcił teatralnie niezadowolony głową. - I postanowiłem się przejćć. A ty? Bawisz się w chowanego tak po zmroku? - kątem oka spojrzał na Anę, jednak usilnie chciał skupić uwagę na Alecto, by ta zajęła się nim, a nie Gryfonką i jej bratem obok.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Der Gott weiß ich will kein Engel sein.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1444-asmodeus-dekker
Anarhold Tempest

avatar

Liczba postów : 522

PisanieTemat: Re: Park za wioską   Nie Lis 23, 2014 1:58 am

Nie miał na celu jej okłamywac, oszukiwać? Nic z tych rzeczy? Oczywiście, że nie tylko...W tym momencie nie miała czasu nawet zastanawiać się nad sytuacją. Sprawdziła w kieszeniu,czy aby na 100% wzięła ze sobą różdżkę. Odetchnęła z ulgą posyłajac spojrzenie swojemu bratu. Westchneła cicho kiedy przez chwilę nic się nie działo. Dopiero po chwili zauważyła zbliżającą się w ich stronę dziewczynę.
No nie... czy to zawsze musi być ktoś TEGO pokroju. Do dzisiaj Anarhold pamięta z jaką ulgą przyjeła fakt opuszczenia przez Alecto szkoły. Miała święty spokój i nie musiała na nią patrzeć. Przecież ta znęcała się nad małą Anką, choć ta nie zostawała dłużna również potrafiła zajść jej za skórę. I ta dziwna zażyłość dziewczyny z Asmodeusem. Co ich łączy...
Baczni przyglądała się tej dziwnej parze. Dziwne kołatanie serca odsunęła na koniec swojej świadomości i skupiła się na ich rozmowie. Czy miała się wtrącać? Powiedzieć, coś? Zapytać. Nie rozumiała tej całej cholernej sytuacji.
-Niespodzianka...- mrukneła pod nosem. Chyba dla niej. Nie dość, że po długim okresie czasu spotkała swojego brata, który przez kilka miesięcy miał ją gdzieś. Spotkała podchmielonego Asa, w którego towarzystwie dziwnie, dobrze się czuła i ona...
Właśnie, dlaczego ona? Co kombinowała o tej porze...?
Kiedy Asmodeus z Alecto zajęli się rozmową spojrzała w ciemność. W oddali widziała jeszcze dwa cienie. To nie była przyjazna i bezpieczna sytuacja,ale podobało jej się. Czuła adrenalinę we krwi, a przede wszystkim David. Czemu on nic nie mówił?
W sumie cieszyła się, że raczej dziewczyna nie zwracała na nią uwagi. Wycofała się w stronę ławki, na której zostawiła swoje rzeczy. Kiedy złapała już w swoje ręce swoją torbę poczuła się lepiej. Miała ochotę zarzucić na siebie oraz brata pelerynę niewidkę i uciekać. Ale z drugiej strony przygoda, niebezpieczeństwo to to, co ją pociągało.
Nie wiedziała, co ma robić. Przez chwilę po prostu tak stała i przyglądała się im zastanawiając po prostu, co dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t10-anarhold-roddy-tempest?hig
Alecto Carrow

avatar

Liczba postów : 56

PisanieTemat: Re: Park za wioską   Nie Lis 23, 2014 2:17 am

Jednym z największych komplementów dla Alecto było kiedy ludzie się jej bali. Uwielbiała patrzeć jak cierpią, walczą sami ze sobą. Jak nie potrafią się ruszyć mimo ogromnej chęci. Jak przestają czuć wolę walki i godzą się ze swoim losem, modląc się, żeby umrzeć jak najszybciej, bez zbędnych męczarni. Oczywiście Al proponuje im inną śmierć, tą powolniejszą, okrutniejszą. O tak, przywykła do zabijania pomimo młodego wieku. W końcu do tego się urodziła, tak została wychowana. Nie znała innego życia, oprócz tego, które zaserwowali jej rodzice. Teraz Śmierciożercy byli jej jedyną rodziną, nie potrzebowała żadnej innej.
Cieszyła się, że to właśnie ona postanowiła iść obczaić nieznajomych. Gdyby była to Bellatrix pewnie już w pierwszej sekundzie zaczęłoby się machanie różdżkami. Alecto mimo, że podobnie nieprzewidywalna była inna. Lubiła gierki, uwielbiała przeciągać całą sytuację, aż niepewność następnych sekund stawała się nieznośna. Nie potrzebowała siłą pokazywać tego co potrafi, wystarczyła odpowiednia aura strachu i niepewności. I tym razem nie było inaczej. Działała impulsywnie, nie planowała jak rozegrać to spotkanie. Postanowiła się jedynie dobrze bawić, jak zawsze zresztą. Zabawa przede wszystkim! Tylko jej pojęcie tego słowa zazwyczaj znacznie różniło się od tego, które znali inni czarodzieje.
Kiedy Ass ją objął w pasie i przytrzymał w miejscu nie miała zamiaru protestować. Oparła się jedynie o niego biodrem, jak gdyby chciała zaznaczyć, że nigdzie się nie wybiera. Słysząc jego słowa zaśmiała się teatralnie.
- Wiesz, że lubię się bawić. Przechodziłam niedaleko ze znajomymi.
Powiedziała zadziornie, przejeżdżając ostrym paznokciem po jego szyi. Zgrywała się, coś ich kiedyś łączyło, teraz relacje były co najmniej pokręcone i kto wie co z tego by wyrosło, ale w tym momencie miała inny c e l. Oczywiście chciała mu również dać do zrozumienia, że nie przyszła sama. Dawno nie widziała się z Asmodeusem, chętnie nadrobiłaby zaległości, ale jej wzrok już powędrował na Gryffonkę. Nowy c e l. No chyba nikt nie myślał, że Alecto tak zwyczajnie jej odpuści.
- A ty co tutaj robisz o tej porze, dziewczynko? Nie powinnaś być w szkole?
Rzuciła w jej stronę uśmiechając się jak drapieżnik. Ciekawiło ją, czy Ass wiedział, że dziewczyny się znają. Jeśli to on ją tutaj zabrał nie mogla uwierzyć w jego lekkomyślność, no chyba że sam zamierzał zrobić jej krzywdę - to wtedy całkiem inna bajka, Alecto chętnie popatrzy na takie przedstawienie. Mimo wszystko David stanowił tutaj ostatnią linię obrony, dzięki której dziewczyna nadal trzymała fason normalnej czarownicy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3608-alecto-carrow
Asmodeus Dekker

avatar

Liczba postów : 126

PisanieTemat: Re: Park za wioską   Nie Lis 23, 2014 2:39 am

W istocie zabawna sytuacja się wywinęła. W najśmielszych wyobrażeniach, nie przewidziałby takiego obrotu spraw. Przecież miał po prostu wyjść na piwo i kulturalnie się urżnąć. Czy nie może być chociaż raz tak pięknie, oczywiście, bez zbędnego zamętu? "Czego ty od siebie oczekujesz, Dekker, jesteś skurwysynem z krwi i kości. Karma Cię ściga i zawsze dopada, nie łudź się." Przeklął w myślach, jednak nadal nie przestawał się uśmiechać zawadiacko w odpowiedzi na słowa Alecto i jej gesty. Przeszedł go chłodny dreszcz kiedy jej długi paznokieć pokierował się po jego skórze. Wspomnienia wracały, a wśród tych całkiem pokręconych, zdarzały się i te dobre. Zsunął dłoń na jej biodro i odchrząknął cicho. - Rozumiem, że bawicie się znakomicie? - wciągnął głośniej powietrze, czując jak przedramię pulsuje coraz mocniej. Mimowolnie zacisnął palce na niej w przypływie bólu, a potem poluzował. Nie wątpił, że ona się domyśliła przyczyny tego gestu. Jego umysł pracował na najwyższych obrotach, by znaleźć rozwiązanie sytuacji. Dobrze wiedział, że ani jedna ani druga strona nie ulegnie, a nie tylko Alecto teraz szykowała się do ataku, jak na razie słownego. Ana się oddaliła, kątem oka zauważył, że sprawdzała, czy ma różdżkę. Grzeczna dziewczynka, nie zapomniała jej - pogratulował jej w myślach. A ty co tutaj robisz o tej porze, dziewczynko? Nie powinnaś być w szkole? słowa Al wybiły go z rozmyślań. Zaczyna się. Zanim Gryfonka odpowiedziała, Asmodeusz wtrącił się dość szybko, jednak z odpowiednią przerwą, by nie wzbudzić większych podejrzeń w byłej kochance. - Natrafiłem na pannę Tempest, jak za zezwoleniem dyrektora, przyszła porozmawiać z bratem. Wypytałem ją dokładnie. Poczucie dobrze spisanego obowiązku wzorowego obywatela mnie do tego podkusiło. - tutaj lekko zironizował, nawet nie musiał udawać, a ten ton mógł nieco uspokoić Alecto. - Ale z tego co wiem, panna Tempest już wraca do zamku, prawda? - Nagle kroki ze strony zarośli stały się dużo intensywniejsze, a ból w przedramieniu jakby nieco malał. - Nie musisz Alecto angażować tutaj koleżanek, naprawdę. - głos stał mu się nieco ostrzejszy, chociaż nadal jego mimika wydawał się być całkowicie uspokojona.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Der Gott weiß ich will kein Engel sein.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1444-asmodeus-dekker
Anarhold Tempest

avatar

Liczba postów : 522

PisanieTemat: Re: Park za wioską   Nie Lis 23, 2014 12:32 pm

Spojrzała na Asmodeusa z nie małym zdziwieniem, że niby ktoś pozwolił jej tu być. Musiała ukryć za powagą uśmiech, miała ochotę wybuchnąć śmiechem. Rozumiała jednak,iż chciał powstrzymać Carrow przed atakiem na Ankę. Nie wiedział, jednak, że Ana ma pewne rachunki do wyrównania z kobietą tutaj. Jedynie obecność Davida powstrzymywała ją przed zwykłym wydrapaniem oczu tej młodej kobiecie. Nawet nie wiedziała jaką krzywdę wyrządziła Ance w szkole, pamiętała wszystko... łapanki na korytarzu, podłe komentarze, wyzywanie od szlam... Anarhold nie zamierzała jej tego darować.
Westchnęła tylko kręcąc głową, no cóż. David będzie musiał przeżyć fakt, że Ana nie posiada czegoś takiego jak instynkt samozachowawczy i ryzykuje. Ba... W ogóle niech się cieszy, iż Tempestówna nie jest świadoma bliskiej obecności Bellatrix Black, bo już dawno w ruch poszłyby zaklęcia. Dodatkowo znając życie straciłaby rękę, nogę, ewentualnie zwiariowałaby... przynajmniej nie musiałaby się męczyć, może udałoby się jej pomścić Poola. Któż to wie.
W tym momencie jednak skupiła się na obecności blondynki. Te blond kłaki śniły jej się w dzieciństwie, to były koszmary. Ślizgonów Anka nie trawiła po prostu, za ich złośliwość i podłe zachowanie do uczniów innych domów było nieakceptowalne przez nią. Poza tym podejrzewała ich o kontakty ze śmierciożercami, a wtedy to już w ogóle są skreśleni do końca życia.
Włożyła ręce do kieszeni i przekrzywiła głowę w zaciekawieniu. Czy ona kpiąco zwróciła się do niej per "dziewczynko"? Oj to był błąd panno Carrow.
-Chyba ktoś tutaj ma za długi nosek, bo wpycha go w nie swoje sprawy.- stwierdziła dość spokojnie, jak na sytuację, w któej się znalazła. Ta dziewczyna ją po prostu wyprowadzała z równowagi, czego oczywiście Anka nie dała po sobie poznać. Potrafiła ukrywać swoje emocje i uczucia. W końcu życie bywa trudne, a ją jak na młody wiek bardzo doświadczyło.
-Poza tym, z tego, co zauważyłam nikt cię tutaj nie zapraszał. Znajdź sobie inne towarzystwo. Ja sie nigdzie nie wybieram.- tutaj jej spojrzenie powędrowało do Asmodeusa. Uśmiechnęła się do niego przeuroczo, jednak za tym uśmiechem kryło się coś wiecej. Wyzwanie... chyba tak. Dlaczego on wątpił, że sobie nie poradzi? Przecież przez taki okres czasu była sama, musiała liczyć na siebie. Teraz też tak będzie. Instynkt jej nie zawiódł od początku czuła, że w tym miejcu coś się zdarzy. Anarhold jakoś dziwnym trafem zawsze znajdowała sie w złym czasie w tak samo złym miejcu. No cóż takie szczęście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t10-anarhold-roddy-tempest?hig
Alecto Carrow

avatar

Liczba postów : 56

PisanieTemat: Re: Park za wioską   Nie Lis 23, 2014 1:41 pm

Alecto też nie spodziewała się tak miłej niespodzianki w postaci głupiej Gryffonki i Asmodeusa. Miała zamiar iść prosto na spotkanie, nie chciała się spóźnić, w końcu Czarny Pan nie należał do cierpliwych osób, mimo wszystko nie potrafiła odpuścić sobie takiej okazji do zabawy. Przecież życie było tylko jedno i każdy musiał się jakoś pobawić, na swój własny, pokręcony sposób. Nie żałowała, że zboczyła z kursu, jednak wiedziała, że nie może przeciągać, inaczej ściągnie w to miejsce resztę Śmierciożerców. Alecto nie lubiła się dzielić i nie potrzebowała pomocy. Typowa Zosia Samosia, inni tylko popsują wszystko, zresztą wątpiła, żeby Hope i Bell umiały wytrzymać bez różdżko-bicia przez dłuższą chwilę, a nasza Al miała inny plan. Nie miała zamiaru zaniechać powierzonego jej zadania przez Czarnego Pana na rzecz zwykłej Gryffonki i szefa. Oczywiście w razie czego istniały sposoby, żeby się ich pozbyć, ale za żadne skarby nie chciała ściągać na siebie gniewu Voldemorta.
Dziewczyna nie była przekonana czy wyjaśnienia Asmodeusa odnośnie możliwości przebywania tej dziewczynki poza szkołą w takich godzinach były prawdziwe, ale tak na prawdę miała to głęboko w poważaniu. Ważne, że tutaj wszyscy byli, prawda? I właśnie trzeba to było wykorzystać, bo przecież nikt nie przepuści takiego smakowitego kąska w postaci prawie szlamy. Słysząc słowa Any uniosła brwi ku górze i zaśmiała się słodko, jak najsłodsze cukiereczki.
- Słyszałeś? Twoja koleżanka nigdzie się nie wybiera.
Powiedziała prostując się lekko. Nie wiedziała do czego zmierzał Asmodeus, ale jego obecność tylko pchała ją do przodu. Czuła się pewniej, miała widownię, wręcz idealnie. Ciekawiło ją tylko po której stronie stanie. Nie przekonała ją gadka o przykładowym obywatelu. A co jeśli pojawi się tutaj większe grono Śmierciożerców? Ciężkie życie przed Asmodeusem. Dziewczyna również czuła znaczne pulsowanie na ręce, coś miało się wydarzyć, bezwiednie zacisnęła dłoń w pięść, starając się zmniejszyć ból. Była w z y w a n a, a jej dłoń tak rozkosznie znajdowała się blisko różdżki, aż nabierała ochoty, żeby potrzymać ją w ręce...
- Chętnie pomogę Ci wrócić do siebie. Powinnyśmy nadrobić zaległości, tak dawno się nie widziałyśmy, Ana.
Powiedziała uśmiechając się pogodnie. O tak, spotkanie budziło nie jedno wspomnienie. Aż Alecto mogła się poczuć jak dawniej w szkole! Kochała robić sobie z innych żarty i tutaj nic się nie zmieniło, tym razem jednak nie użyłaby już zwykłych zaklęć do pojedynków... Jeśli As chciał zapobiec niekontrolowanemu rozrzutowi czarów, był to ostatni dzwonek.
Nasz kochany As miał ostatnią szansę, jeśli chciał jakoś załagodzić spór.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3608-alecto-carrow
Lucjusz Malfoy

avatar

Liczba postów : 290

PisanieTemat: Re: Park za wioską   Nie Lis 23, 2014 4:03 pm

Przedramię piekło jak cholera. Spodziewał się tego, minęło dostatecznie dużo czasu od ostatniego spotkania, by być gotowym na kolejne. Noc przeważała nad dniem. Dosyć wcześnie robiło się ciemno, a mimo wszystko, by zachować środki ostrożności, zgromadzenie odbywało się późnym wieczorem. Było około 22, kiedy Lucjusz poczuł pierwszy ból. Przerwał pracę, przebrał się w ‘strój roboczy’, nie chcąc ewentualnie zabrudzić drogich szat. Nie zapomniał też o masce.
Czarny Pan umiejętnie wybierał miejsca spotkań. Malfoy nie był sentymentalny, ale z parkiem przy Hogsmeade wiązało się wiele jego wspomnień, szczególnie tych ze szkoły. Zatrzymał się na skrzyżowaniu uliczek wioski, miał właśnie skręcić w prawo, w tę prowadzącą do parku, ale… Ten głos. Czy to był As? Panowała głucha cisza, gwar karczmy Lucjusz zostawił dawno za sobą. Cisza, którą  przerywały trzy głosy. Bycie Śmierciożercą to trudne zadanie. Trzeba uważać, szczególnie w tak ponurych miejscach o tak nieciekawej porze. Lucjusz zawsze zachowywał dystans, rozglądał się, był czujny. Wyjrzał zza rogu, wtopiony w ciemność, przyglądał się sytuacji. Asmodeus Dekker, we własnej osobie. Nie pomyliłby się, nigdy. To musiał być on. Poza tym dwie kobiety i mężczyzna. Ten ostatni stał z tyłu, nie odzywał się, choć chyba był w gotowości. Teraz niewiasty. Alecto, to chyba ona, nie za wysoka, smukła, całkiem ładna. A druga? Stała tyłem, ale znał jej głos. Nie kłóciły się, ale wymiana zdań między paniami była dość ostra. Konflikt wisiał w powietrzu, a pośrodku nich stał As. Miał dylemat wypisany na twarzy, był jak między młotem a kowadłem. Druh i kompan, kamrat, towarzysz od piwa. Wyglądał na zmieszanego. Wstrząśniętego mniej, aczkolwiek miał problem. Kierował się ku tej drugiej dziewczynie, ale wyglądało to tak, jakby Carrow była pewna swego. Tego, że Dekker stanie po jej stronie. Ciekawa sytuacja.
Ruszył szybkim, pewnym krokiem w ich stronę. Gdy dostrzegł twarz tej drugiej dziewczyny, już wiedział. Uznali ją wtedy za Mugolkę, choć, jak się okazało, należała do Gryffindoru. Nie potrzebowali burdy, a spotkanie Śmierciożerców nie mogło wyjść na jaw. Uczennica musiała stamtąd zniknąć i to jak najszybciej, a najlepiej, gdyby jeszcze wyszła z tego cała. Alecto bywała nieobliczalna, choć czuła respekt do starszych kolegów po fachu. Czyżby na twarzy Asa pojawiła się ulga, gdy ten dostrzegł zmierzającego ku nim blondyna?
– Prosiłem, żebyś poczekała. Szukam cię wszędzie!  
Lucjusz, niby nie dostrzegając wszystkich wokół, bez żadnego zahamowania podszedł do Alecto. Wpasował się idealnie między blondynkę a starszego kolegę. Dłonie Lucjusza, uniesione w górę, znalazły miejsce po obu stronach jej szyi i szczęki. Wpadł na nią, powodując  i zmuszając swoim ciężarem, by zrobiła parę kroków w tył. Całował ją, jej pełne, kształtne usta, dosyć długo, tak długo, jak pozwalał mu jej szok i dezorientacja. Zasłonił ją całym sobą, a był na tyle wysoki i masywny, że nikt poza nimi dwojgiem nie słyszał jednego słowa, które do niej wyszeptał.
– Zamilcz.
I wtedy poczuł, że chwilę wcześniej zapadła kompletna cisza, a wszyscy tam zgromadzeni patrzyli na niego, a właściwie jego plecy, i Alecto. Zdębieli, lekko mówiąc. Odwrócił się, trzymając młodą kobietę blisko siebie, by przypadkiem nie wpadła na inny głupi pomysł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1118-lucjusz-malfoy
Asmodeus Dekker

avatar

Liczba postów : 126

PisanieTemat: Re: Park za wioską   Nie Lis 23, 2014 4:59 pm

Alecto chciała się dzisiaj zabawić. Miała to wypisane jawnie na twarzy. Ana również była gotowa do ataku. Wyglądały jak dwie kotki, które zaraz rzucą się sobie do gardeł. Przez moment wydawało mu się, że Alecto właśnie muska palcami różdżkę. Zjeżył mu się włos na karku, Ana była gotowa już od dawna, wystarczył jeden zbędny ruch Carrow, zresztą to też działało, jak nie ze zdwojoną siłą, w drugą stronę. I co miał zrobić? Nie chciał, by Tempest umarła, pomimo inklinacji typowo anty "to co całe życie robisz i jaki jesteś Asmodeusie Dekker". Może to wynikało z niewielkich niepewności Asmodeusza co do swojej działalności? Bo te pojawiły się tego samego dnia, kiedy musiał zabić tę dziewczynę. Miała może z 14 lat, a na imię miała Eve. To zapamiętał. Zapamiętał, jak matka krzyczała jej imię przez łzy. Powinien nie mieć żadnych zahamowań, przecież to było brudne, mugolskie dziecko, które nie zasługiwało na życie na tym świecie, prawda? Powinien. Jednak od tamtej pory żył cieniem siebie, wykonując swoją robotę, by potem wrócić do domu i upić się do nieprzytomności. Chociaż i nawet wtedy widział przerażoną twarz dziewczyny.
Nie mógł się wycofać. Zresztą egoistyczne pobudki i to, co posiadał, wiązało się także ze Śmierciożerstwem. Cały jego życiowy dobytek. Musiał w to brnąć. I nagle pojawia się taka Anarhold. Zwyczajna, mugolska czarownica. Szlama, można rzec jak każda inna. A jednak. I właśnie wtedy wszystko niczym pokuta powraca, a on nie potrafi sprawić, żeby zniknęła. Ba, nawet nie chce. Nienawidził karmy i tego, jak ona wpływała na jego życie. Kiedyś w nią nie wierzył, ale jak uświadomił sobie, że jest ona suką, to istnienie ów fatum zwyczajnie się urzeczywistniło. W zło łatwiej uwierzyć, a na fatum zawsze dobrze się zwala wszystko. To łatwiejsze.
Przysłuchiwał się wymianie zdań obu pań i powoli zaczął tracić nadzieję na wszystko. Znów wprowadził w życie swój ostrzejszy ton, jednak tym razem nie spojrzał na śmierciożerczynię, jednak jego wzrok ulokowany był ponad głową Anarhold.
- Nigdzie jej nie będziemy odprowadzać Alecto, mamy do załatwienia kilka spraw, jak mniemam, prawda? Nie chcemy robić niepotrzebnego...zamieszania. - Powiedział to niczym coś oczywistego, jednak ostatnie słowo nieco zaakcentował, by dać jej do zrozumienia, że chyba najbardziej niedorzecznym byłoby zrobić jatkę prawie w centrum Hogsmeade. Jednak to co nastąpiło chwilę potem było tak niespodziewane, że zaniemówił całkowicie. Stało się to chwila moment, jednak fala ulgi i iskra nadziei, że jednak życie Asmodeusza nie jest samym pechem usłane, sprawiło, że nawet jeśli jakiekolwiek procenty zostały w jego krwi, to właśnie teraz teleportowały się na Madagaskar i piły słodki kolorowy drink z parasolką na plaży. - Lucjusz?! - zdołał wykrztusić, jako pierwszy przerywając tę niezręczną ciszę. Musiał się ocknąć, zmrużył powieki i zrozumiał nagle oczywiste. Przecież Lu nie był tutaj z Alecto. To był czysty przypadek, Lucjusz też odczuwał przecież ból na przedramieniu, a As szczerze wątpił, by Carrow zechciała z Malfoyem razem gdzieś się pojawić. Wydawali się mieć nie raz sprzeczne zdanie. Lucjusz, jako jego przyjaciel, po prostu... mu pomógł. Odchrząknął głośniej, musiał trochę znormalizować sytuację. Jedyne co mu wpadło do głowy to niezbyt zabawny tekst, ale zanim zdążył się pohamować, po prostu to rzucił - O tej porze? Dość niefortunne miejsce na schadzkę. Jak mi się zdaje.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Der Gott weiß ich will kein Engel sein.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1444-asmodeus-dekker
Anarhold Tempest

avatar

Liczba postów : 522

PisanieTemat: Re: Park za wioską   Nie Lis 23, 2014 5:25 pm

Oczywiście, że dawno się nie widziały. Kilka lat? Miesięcy, ale cała złość, która do tej pory chowała się tam gdzieś głęboko w duszy dziewczyny nagle się pojawiła. To całe upokorzenie... Kim by była, gdyby jej to wszystko darowała. W momencie kiedy wiedziała i potrafiła więcej. Jedno niewerbalne i leży...
Ale nie mogła. Ona była zbyt czujna. Mimo całej tej sytuacji trzymała się na baczności. Miała śwadomość, iż wcale nie pałała do niej uczuciami sympatii oraz miłości. A David? Stał jak ten słup soli i milczał. Chyba pozwolił jej przejąć inicjatywę albo był pewny, że jest bezpieczna. W końcu jakby mogło być inaczej. Nie pozwoliłby zrobić jej krzywdy. Prawda?
Oczywiście Ana nie potrzebowała od Alecto żadnej pomocy, ba... pomocy? Ona już widziała sposób, pewnie użyłaby zaklęcia, które wyrzuciłoby ją prosto za mury Hogwartu. Westchnęła sobie głośno, miała właśnie to wszystko skomentować, kiedy zauważyła kolejną osobę. Czy ona trafiła na jakieś tajne spotkanie, czy po prostu to jakiś kabaret.
Spojrzała prosto na idącego w ich stronę blondyna. Skąd ona go znała... Myśl Anka, myśl.... Wtedy w jej głowie pojawiły się kolejne obrazy. Las, domek...dwóch mugoli, gejów. Tak pamiętała to!
-I pojawił się Lucjusz Malfoy? Ktoś jeszcze?- zapytała rozglądajac się, troszkę dalej widziała jeszcze cienie dwóch osób, nie mogła jednak ich zlokalizować. Jednakże nie zaprzatała sobie nimi głowy. Dalej miałą w niej obraz sytuacji z przeszłosci. Dzięki temu na jej ustach pojawił się szeroki uśmiech, a kiedy zauważyła niezwykłe zdziwienie na twarzy panny Carrow wybuchła śmiechem. Nie mogła się powstrzymać. Jej śmiech chyba doszedł do ludzi w oddali, bo zauważyła niezłe poruszenie. Mówiła, że kabaret!
-Znalazłam sie w jakimś cyrku? Kabarecie? Bo widze tutaj, conajmniej jednego klowna...- stwierdziła patrząc prosto w oczy blondynki. Nie mogła się powstrzymać przed tą drobą złośliwością, no po prostu jej mina... widok bezcenny. Będzie musiała podziękować później swojemu braciszkowi za to, że zaprosił ją na to spotkanie. Odetchnęła... Musiała się uspokoić i zastanowić, co ma robić. Przecież nie może tutaj tkwić całej nocy. Rano się zorientują, że w łóżku nie ma szanownej pani prefekt naczelnej, nie... ta woli szlajać się w Hogsmeade i wpadać w kłopoty oraz to zacne towarzystwo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t10-anarhold-roddy-tempest?hig
Alecto Carrow

avatar

Liczba postów : 56

PisanieTemat: Re: Park za wioską   Nie Lis 23, 2014 9:05 pm

No i masz. Miało być tak dobrze, a cholera, wyszło jak zawsze. Musiał się znaleźć jeden z drugim i wszystko popsuć. Czy nikt tutaj nie potrafi się dobrze bawić? Nawet Śmierciożercy? Alecto miała genialny pomysł: wysadzenie dziewczyny w powietrze w centrum Hosmeade. Super nie? Oczywiście N I E, stare pryki już nie wiedziały co dobre, ale Alcia jeszcze im pokaże. Jeszcze ją zapamiętają. Jeśli nie tym razem, to następnym wymyśli taki plan, że nikt jej nie powstrzyma.
Różdżka znajdowała się tak nieznośnie blisko. Tykała ją niemal palcem wskazującym. Miała już przygotowane tyle zaklęć, od których Ana nigdy już by się nie pozbierała. Tyle możliwości jak pozbyć się tej głupiej szlamy, że musiała się powstrzymywać, żeby nie uśmiechać się głupkowato. Niestety nie było jej dane tak dobrze z a b a w i ć się z Ancią. Usłyszała kroki za sobą, ale nie raczyła się odwrócić. Była zbyt skupiona, jej jasnoniebieskie oczy wpatrywały się czujnie w swoją ofiarę. I oto stała, dziewczyna mugolak, brudna, wszystko to czego nienawidziła Alecto. Nie rozumiała dlaczego Asmodeus tak usilnie starał się ją powstrzymać, może rzeczywiście coś chciał od tej szlamy, ale dla dziewczyny to była prosta sprawa. Jedno, dwa zaklęcia, po co więcej? Tyle wystarczy, żeby skończyła jak warzywo. No i nikt nie będzie tęsknił, za takim czymś! Kroki były coraz bliżej, jednak nadal starannie je ignorowała. Dopiero, kiedy blondyn stanął między nią a Asem, spojrzała na niego ponuro. Chyba się przesłyszała... Jednak nie dane jej było powiedzieć jakiejkolwiek kąśliwej uwagi, gdyż za chwilę cały świat przysłonił jej widok Lucjusza Malfoya, który najwyraźniej miał jakiś niecny plan. 1, 2, 3 sekundy później jego usta wylądowały na jej. Dziewczyna niemal nie padła na zawał z zaskoczenia. Wszystko działo się wyjątkowo szybko, że nie zdążyła zareagować. Oczywiście cofnęła się, pod jego naciskiem. Kiedy już odzyskała rezon delikatnie, acz stanowczo przyłożyła obydwie dłonie do torsu Malfoya i odepchnęła go lekko, tak żeby cała widownia tego nie widziała. Przez kilka chwil mogła jedynie wpatrywać się prosto w jego oczy nienawistnym wzrokiem. Cała kipiała ze złości, jednak zdradzały ją lekko zaróżowione policzki i rozchylone wargi. Mimo wszystko była tylko kobietą, nie ważne jak złą do szpiku kości, w tym momencie czuła się totalnie bezbronna. O dziwo, z ulgą dla całej reszty - usłuchała.
Dopiero słowa Any przywróciły ją na ziemię. Czy nikt nie nauczył tej szlamy, żeby trzymać język za zębami? Wyraźnie szukała guza, jednak tym razem miała szczęście.
- Dwóch mężczyzn musi pilnować jednej kobiety?
Zaśmiała się teatralnie chwytając Lucjusza pod ramię i opierając się o niego lekko. Nie żeby miała nogi jak z waty wcale. Spojrzała jeszcze spod przmrużonych powiek na Asmodeusa. Chyba mięli do pogadania, nie spodziewała się, że przyjaciel nie stanie po jej stronie. W powietrzu wisiała dosyć ostra wymiana zdań, jednak Alecto postanowiła zostawić ją na później, kiedy będą sami.
- Masz szczęście, Ana. Następnym razem przyjdź bez obstawy. Zabawimy się, szlamo.
Zaćwierkała jak skowronek kierując w stronę Gryffonki wskazujący palec, niczym celując różdżką i wybuchnęła słodkim śmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3608-alecto-carrow
Lucjusz Malfoy

avatar

Liczba postów : 290

PisanieTemat: Re: Park za wioską   Wto Lis 25, 2014 2:33 pm

Plan teoretycznie się powiódł. Lucjuszowi udało się odciągnąć Alecto od Any na bezpieczniejszą odległość, a i Asmodeus odetchnął z ulgą, że posiłki przybyły. Blondyn nie do końca wiedział o co w tym wszystkim chodzi. Domyślał się generalnego zarysu sytuacji, nie znał natomiast szczegółów. Najważniejszym było przytrzymać Alecto, by nie robiła awantury i nie zwróciła uwagi mieszkańców obrzeża wioski. Tylko tego brakowało, by jakiś ciekawski czarodziej sprawdził, co tam się dzieje i ruszył za Śmierciożercami, którzy docierali ze wszystkich stron na zebranie.
Zaskoczyć Alecto to nie lada wyzwanie. Tym razem się udało. Przez ułamek sekundy widział na jej twarzy pragnienie i zawód, rozczarowanie, że go odepchnęła. Potem wróciła jej świadomość, a była wściekła. Opanowała się i wsunęła rękę pod jego ramię, chwytając się i opierając o niego. Powstawało pytanie, czy zrobiła to by zachować pozory i udawać, że jednak miała się tam pojawić z Lucjuszem, czy zrobiła to z własnej woli, wykorzystując sytuację. Najważniejsze, że obie opcje pozwalały blondynowi na trzymanie tej młodej, acz mało powściągliwej kobiety przy sobie.
Szlama szlamą pozostawała. To, że Lucjusz miał przyjemność ją wcześniej poznać nie miało żadnego znaczenia. Była do odstrzału tak czy inaczej. Porywczej panience Carrow brakowało trochę doświadczenia. Rozsądny Śmierciożerca nie zrobiłby tego przy ewentualnych świadkach, a mowa tu oczywiście o mieszkańcach wioski. Te krzyki na pewno ktoś słyszał, a biorąc pod uwagę zwiększone patrole aurorów, ich czujność, należało być bardziej ostrożnym. Czarny Pan miał swoich szpiegów w Ministerstwie i pośród aurorów, ale to mogło działać w drugą stronę. Nie istniało coś takiego jak zaufanie.
– Kochanie, czas już na nas – powiedział i odchrząknął cicho, pełen nadziei, że Alecto ustosunkuje się do jego słów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1118-lucjusz-malfoy
Bellatrix Lestrange

avatar

Liczba postów : 234

PisanieTemat: Re: Park za wioską   Wto Lis 25, 2014 3:29 pm

Gdy Alecto oddaliła się by sprawdzić kto też nie może spać tej pięknej nocy Bellatrix była prawie że pewna że sprawa zostanie załatwiona szybko i sprawnie. Pogrążyła się w cichej rozmowie z Hope wykorzystując okazję że są same, w końcu nie miały zbyt wiele okazji do rozmów. Morderstwa i knowania były straszliwie absorbującymi zajęciami. Po kilku minutach Black miała jednak już dosyć tego oczekiwania. Nie miała zamiaru przez dziewczynę spóźnić się na zebranie do tego rosnący tłumek i dochodzące głosy z oddali sprawiały że zaczynała się denerwować. Zmrużyła swe powieki by w ciemności rozpoznać kto jest sprawcą ich opóźnienia a to co zobaczyło sprawiło że na jej ustach pojawił się wredny uśmiech.
Niespiesznym krokiem wyszła z cienia niczym duch. Obejmując spojrzeniem całe te zbiegowisko.
- Na prawdę wystarczą blond włosy i odrobina testosteronu by zdrowa na umyśle kobieta zapomniała po co tu przybyła? - zapytała lodowatym tonem Pannę Carrow. Nie spodziewała się że dziewczyna jest aż tak lekkomyślna że da się wciągnąć w jakieś dziwne gierki w obliczu wezwania ich przez Pana na spotkanie. Lekkomyślność Alecto zadziwiła Bellatrix niezmiernie.
Panna Black zmierzyła wzrokiem zarówno Malfoya jak i Dekkera wszyscy już dawno powinni być w zupełnie innej części parku a powodem tego zamieszanie był nie kto inny jak...
- Panna Tempest. Jak tam Twoje szlamowate serduszko? Znalazłaś już ukojenie po tym jak zamordowałąm swojego ulubieńca? Jak on tam miał? Ach Pool. - wyszczerzyła się złośliwie patrząc jak ta dziewucha cierpi na wspomnienie tej chwili, a było widać że tak jest, choć Anarhold starała się to ukryć.
- Wiesz nie mam dziś na ciebie czasu ale wiedź że jeszcze się pobawimy. I ta twoja koleżaneczka cię nie uratuje. Trzeci raz jej na to nie pozwolę. - zmrużyła oczy, nie znała jeszcze nazwiska dziewczyny która wyciągnęła Tempest z jaskini i która zabrała ją podczas bożonarodzeniowej kolacji do skrzydła szpitalnego ale z pewnością odpowie za swoją głupotę. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować Bellatrix wyciągnęła różdżkę i przy pomocy Petrificus Totalus obezwładniła Anarhold i jej braciszka.
- Niech ktoś wyśle wiadomość do szkoły żeby ich zabrali. Nie mamy czasu na takie głupoty! Jeśli chcecie się bawić to może wtedy gdy macie czas wolny. - zgromiła wzrokiem wszystkich zebranych. Zachowywali się jak dzieci. Prychnęła niczym wściekła kotka i odeszła w stronę Hope nie czekając za resztą. Na głowie miała w tej chwili poważniejsze rzeczy i oni powinni również mieć je na uwadze. W końcu spotkanie z Czarnym Panem powinno być dla nich najważniejsze.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _


Is it wrong wrong that I think it's kinda fun

When I hit you in the back of the head with a spell?


Diamonds on my wrist, whiskey on my tongue
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1297-bellatrix-black
Sarah Collins

avatar

Liczba postów : 129

PisanieTemat: Re: Park za wioską   Sro Lut 25, 2015 10:22 pm

Szmer wiatru tłumił oddech rudowłosej dziewczyny, która wciskając ręce do kieszeni przemierzała jedną ze ścieżek miejscowego parku. Czuła jak policzki drętwieją jej od zimna, ale po prostu poczuła wewnętrzną potrzebę zjawienia się tutaj. Dzisiaj. W tej właśnie chwili. Czujnie rozglądała się dookoła upewniając, że wokół nie kręci się nikt podejrzany – dzisiejsze czasy nie są bezpieczne i trzeba być szczególnie ostrożnym. Kroki młodej Collins kierowały ją w jedno, dobrze znajome jej miejsce. Już niewielki dystans dzielił ją z celem w stronę którego zmierzała, a jej brwi marszczyły się coraz bardziej.
Nie powinnam tu przychodzić, przeszło jej przez myśl kiedy stanęła nad jedną z parkowych ławek. Niby nic nadzwyczajnego, prawda? Mimo wszystko coś nie dawało jej spokoju kiedy nachylała się nad nią. W końcu dostrzegła znajome jej słowa i mnóstwo wyrytych w starym drewnie dat.
„Przychodzę tutaj..czekam, czasem siedzę do wieczora..patrzę w gwiazdy. A Ciebie nie ma. Jestem tu sam.” – czytała to raz po raz, przypominając sobie czas spędzony wspólnie z Ryanem. Ohhh, kiedy to było! Dawno, cholernie dawno temu. Nie widzieli się równie długo i… cóż, musiała w głębi serca przyznać, że często o nim myślała. Mimo, że dorosła, zmieniła się i przeszła zdecydowanie więcej niż podczas ich ostatniego spotkania… Cóż. Wciąż pamiętała mężczyznę. Niegdyś jej mężczyznę.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Sarah Collins
Ona jest tak mądra w swej niewinności, tak niewin­na w swej mądrości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1392-sarah-collins
Ryan Lyns

avatar

Liczba postów : 340

PisanieTemat: Re: Park za wioską   Sro Lut 25, 2015 10:36 pm

Blondyn wolnym krokiem przemierzał parkowe alejki - było ciemno, nie wiele było widać, jedynie rozmieszczone gdzie nie gdzie latarnie dawały odrobinę światła - zdecydowanie za mało jak na tak mały obszar. Ale Ryan raczej nie był typem człowieka, który bał się "podejrzanych typów", bo raczej sam był właśnie tym typem. Nieliczni ludzie spogladali na niego często z jakimś..przerażeniem w oczach. Ale przywykł, zdecydowanie przywykł. Ostatnim czasem był tutaj często. Sporo czasu minęło, trochę się zmieniło, ale nie to co czuł. Ciągle to samo, przez ten cały czas. Zawsze. Kobieta, która wydawała się być tą jedyną po ich kłótni, która odbyła się jakiś czas temu stwierdziła, że ma dość jego wyskoków. Wtedy był wściekły, kazał jej odejść, ale każdego dnia żałował. Zmierzał w kierunku ławki, niegdyś ich ławki...nie...ona zawsze będzie ich. Wyciągnął z kieszeni papierosa i rozpalił go wciagajac dym do płuc. Był przybity, jakby nieobecny...ale tak było już jakiś czas. Był już blisko, widział kontury jakiejś postaci. W miarę jak zbliżał się do tego magicznego miejsca tamta osoba stawała się co raz większa i większa, aż w końcu znalazł się na tyle blisko by określić kim ona jest. Nie mógł w to uwierzyć, z początku zaniemowil...
Wciągnął powietrze do płuc stojąc dość blisko jej, nie wiedział czy juz zdała sobie sprawę z jego obecności - stała odwrócona..
-Sarah..? - szepnął, nie mogąc zdobyć się na nic wiecej. Chciał być twardy - dalej udawać, że już jest okej..ale chyba mu nie wyszło.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

"Coura­ge is to re­sist fear, mas­te­ry of fear - not ab­sence of fear. "
Ryan Lyns
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sarah Collins

avatar

Liczba postów : 129

PisanieTemat: Re: Park za wioską   Czw Lut 26, 2015 7:56 am

Nachylała się nad tą głupią ławką, co dla niektórych przechodniów mogłoby być zdecydowanie dziwnym zjawiskiem. No bo spójrzmy prawdzie w oczy - kto normalny w godzinach wieczornych wpatruje się jak zaczarowany w jakiś kawałek drewna? No właśnie... Ale dla Sarah to nie była wyłącznie przypadkowa sytuacja. W tym miejscu było coś sentymentalnego, a że Sarah w głębi duszy była romantyczką... Cóż, to już inna sprawa.
Uśmiech wpłynął na jej wargi pokryte czerwoną szminką, kiedy wróciła wspomnieniami do ich pierwszego spotkania. Z początku nieufna, z czasem stawała się coraz bardziej otwarta na mężczyznę, aż w końcu oddała mu całą swoją duszę i serce. W sumie czasem przychodziło jej na myśl, że jakiś kawałek został u niego i to dlatego nie może o nim zapomnieć. Tak naprawdę starała się usprawiedliwić swoje uczucia którymi wciąż go darzyła, choć zdawała sobie sprawę z tego, że nie powinna. Przecież to już przeszłość, nie ma co tego rozpamiętywać. Właśnie wyprostowała się chcąc odejść, ale usłyszała za sobą jakiś ruch. W jej umyśle zapaliła się czerwona lampka i ręka drgnęła w poszukiwaniu różdżki. Zamarła. Ten głos. Pozna go wszędzie, nawet na końcu świata. Przez chwilę nie była w stanie się poruszyć, ale potem w końcu przywołała na twarz obojętną minę. Odwróciła się w stronę blondyna i zmierzyła go wzrokiem. Serce zaczęło bić szybciej, gdy zdała sobie sprawę z tego, że praktycznie wcale się nie zmienił.
- Witaj, Ryan. Co za niespodzianka. - rzuciła chłodno gdy w końcu mogła zaufać swojemu głosowi. No, na pierwszy rzut oka można było zauważyć, że młoda Collins wydoroślała. Twardo i śmiale patrzyła w jego oczy a głos nie miał już w sobie tej nutki niepewności. Postawa chłodna, niemal obronna. Całkiem inna osoba...

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Sarah Collins
Ona jest tak mądra w swej niewinności, tak niewin­na w swej mądrości.


Ostatnio zmieniony przez Sarah Collins dnia Czw Lut 26, 2015 5:58 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1392-sarah-collins
Ryan Lyns

avatar

Liczba postów : 340

PisanieTemat: Re: Park za wioską   Czw Lut 26, 2015 9:26 am

Faktycznie, na pierwszy rzut oka widać było, że coś w tej dziewczynie było inne, jakby jakaś jej część w niej umarła, zmieniła się na zawsze. Tym razem to zdecydowanie blondyn był bardziej zdenerwowany niż ona, gdy się tutaj spotkali po raz pierwszy. Nie chciał dać tego po sobie poznać. Ale dlaczego ona jest taka obojętna..? Czyżby wymazała z pamięci wszystkie te chwile, które razem spędzili? Uczucie które ich połączyło...to nie była już jakaś miłość nastolatków. Ryan zawsze pędził, nie dostrzegał wielu rzeczy w tym swoim szaleńczym biegu, a ona była osobą przy której naprawdę chciał zwolnić. Zaskoczyły go jej słowa, była chłodna...
Postanowił odpowiedzieć tym samym.
-Faktycznie, nie spodziewałem się Ciebie tutaj...ja...właściwie tylko przechodziłem...co u Ciebie? - odparł, wiedząc, że każde jego zdanie było jakby..bez sensu, wypowiedziane machinalnie.Nie wiedział czy wyczuje jego zdenerwowanie, ale nie mógł dłużej patrzeć jej w oczy. Odwrócił wzrok unosząc papierosa do ust. To ona była górą w tym starciu czuł się taki..mały.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

"Coura­ge is to re­sist fear, mas­te­ry of fear - not ab­sence of fear. "
Ryan Lyns
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sarah Collins

avatar

Liczba postów : 129

PisanieTemat: Re: Park za wioską   Czw Lut 26, 2015 3:17 pm

Sarah od zawsze była dobrym obserwatorem więc zauważyła zarówno jego niemałe zdziwienie, jak i coś na kształt speszenia. Wygięła wargi w nieznacznym uśmieszku, gdy tylko chłopak próbował wytłumaczyć się ze swojej obecności w owym parku. Czy młoda Collins puściła w niepamięć ich szalenie prawdziwą miłość? A skądże. Wracała do wspomnień każdego wieczoru i nie raz łkała przytulając poduszkę, przypominając sobie zapach mężczyzny. To było zdecydowanie więcej, niż szczeniacka miłość - to było coś naprawdę prawdziwego. Coś, czego nigdy więcej Sarah nie doświadczyła. Do dziś.
Gdy tylko ujrzała jego twarz, w jej wnętrzu wybuchł armagedon. Masa emocji i wspomnień zalała ją gorącą falą. Niestety jednak ognistowłosa nauczyła się ukrywać emocje pod grubą warstwą nieprzenikalnego pancerza. Tak to już bywa, prawda? Najczęściej po bolesnych przeżyciach, a tych dziewczyna miała aż zbyt wiele.
- No, ja niestety nie jestem tutaj przypadkiem. Przyszłam tu z pełną premedytacją. Co u mnie? Oh, niewiele się zmieniło. Wciąż pracuję w szkole i wciąż dużo czytam... Chociaż zdecydowanie mniej niż kiedyś. Nie mam na to czasu. - odparła całkowicie szczerze machając niedbale ręką. Wciąż była prawdomówna i nie czuła potrzeby wykręcania się jakimiś tanimi wymówkami. Jeśli o nią chodzi, to była w stanie nawet powiedzieć mu, że jej uczucia wcale nie zniknęły. No ale czy to ma jakiś sens? W jej przekonaniu nie, bo była przekonana o obojętości Ryana. W końcu minęło tyle czasu, nieprawdaż? To tylko ona jest niepoprawną romantyczką, której szczere uczucia zostają na wieczność.
- A co u Ciebie?

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Sarah Collins
Ona jest tak mądra w swej niewinności, tak niewin­na w swej mądrości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1392-sarah-collins
Ryan Lyns

avatar

Liczba postów : 340

PisanieTemat: Re: Park za wioską   Sob Lut 28, 2015 8:10 pm

Był zdenerwowany, widać było na pierwszy rzut oka. Zapomniał w ogóle o tym, że pali papierosa, gdy otrząsnął się z chwilowego zamyślenia znów uniósł go do ust. Jakoś wytrzymywał to cholerne rozstanie, bo nie było jej obok, ale gdy ją w końcu zobaczył po takim czasie zdał sobie sprawę jak bardzo mu jej brakowało i ta gorąca fala uczuć zalała go od nowa. Cholera jasna. To nie tak miało być, miał być twardy, a teraz? Teraz jedyne o czym marzył to ponownie ją dotknąć. Właściwie nie do końca wiadomo po co komplikowali sobie życie, zamiast od razu wyznać co czują.. Ale skoro tak musi być.
-Tak, spodziewałem się, że raczej w kwestii czytania się nie zmienisz. Wiem, jak kochasz książki. U mnie? Rutyna. To co zwykle. Pracuje, czasem coś wypije..ja..wiesz, Sarah, ja już..nie ruszam tego gówna.. - spuścił wzrok na swoje buty, w końcu to właśnie te cholerne narkotyki były powodem ich rozstania. Chciałby jej tyle jeszcze powiedzieć, a zdobył się tylko na jedną rzecz..
-Czy Ty...no wiesz...masz..masz kogoś? - wybełkotał w końcu. Pragnął by odpowiedź była przeczaca.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

"Coura­ge is to re­sist fear, mas­te­ry of fear - not ab­sence of fear. "
Ryan Lyns
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Park za wioską   

Powrót do góry Go down
 

Park za wioską

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Pomnik Piotrusia Pana
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen
» Bryant Park

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
List z Hogwartu :: Wspomnienia :: Porządki 3. :: POZA HOGWARTEM :: HOGSMEADE-