a
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Trybuny Gryffindoru
List z Hogwartu
Niestety jak to często bywa, coś się kończy, a coś innego zaczyna. Czas Listu z Hogwartu dobiega końca. Mam nadzieję, że część osób będzie wspominało tę stronę z pewnym sentymentem, a nawiązane tutaj znajomości przetrwają pomimo zakończenia naszej działalności. Dziękujemy za te dwa lata! Administracja


 

 Trybuny Gryffindoru

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz Budowy

avatar

Liczba postów : 299

PisanieTemat: Trybuny Gryffindoru   Pon Lis 10, 2014 7:17 pm

1/4 trybun należy do uczniów domu lwa. Zazwyczaj na meczu przystrojone są one w czerwone barwy. Chłopcy i dziewczęta Gryffindoru mają ze sobą szaliki i wielkie transparenty. Znajdują się tutaj miejsca siedzące i stojące dla wiernych kibiców drużyny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 4357

PisanieTemat: Re: Trybuny Gryffindoru   Pon Lis 10, 2014 8:07 pm

Zawodnicy zaczęli wychodzić na murawę. Najpierw widoczni byli gracze Hufflepuffu:
Varnish, Sinlair, Miller, Suey,Moneyy, X,X...
Wlecieli na miotłach i przelecieli nad tłumem wiwatujących im osób.
Kolejni Zieloni :
Black, Levis, Ashdown, Levis, Brown, Lloyd, Wu.
I kolejne wiwaty. Czy uczniowie byli pewni swojego zwycięstwa? Czy trening zielonym da jakąś przewagę? Myślimy, że ma.
Profesor Hooch weszła na murawę, a za nią dwóch uczniów wnoszących wielką skrzynię.
-To ma być uczciwa rozgrywka!- zaczęła mówić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
William Vargas

avatar

Liczba postów : 61

PisanieTemat: Re: Trybuny Gryffindoru   Pon Lis 10, 2014 11:37 pm

Wszedł na trybuny dopiero kiedy Profesor Hooch rozpoczęła mecz. Wybrał trybuny Gryffindoru, chyba dlatego, że sam kiedyś był Gryfonem. Wcześniej stał w pewnym oddaleniu od kobiety, ponieważ był praktykantem sportowym. Miał skrycie nadzieję, że kolejny mecz będzie mógł rozpoczynać on. Nie przejął się jednak rolą obserwatora, ponieważ miał okazję w spokoju obejrzeć sobie mecz. Kiedy zawodnicy obu drużyn przelecieli nad trybunami, prezentując swój skład, oklaskiwał ich z taką samą energią. Nie faworyzował ani Puchonów, ani Ślizgonów, sport był najważniejszy. Siedział dosyć blisko wyjścia z trybun, ponieważ był również Ratownikiem pierwszej pomocy. Gdyby nadarzyła się taka potrzeba, mógł zająć się kontuzjowanym graczem, miał jednak nadzieję, że do czegoś podobnego nie dojdzie, nikomu z graczy nie życzył guza, ani nic gorszego. Mecz zaczął się na dobre. William oparł łokcie na kolanach, a brodę podparł na lewej dłoni, skupiając się na meczu. Pogoda tego dnia wyjątkowo dopisywała, więc warunki do gry były znakomite. Pokiwał z uznaniem kiedy pałkarz Hufflepuffu celnie odbił tłuczka, który poszybował w stronę szukającego drużyny przeciwnej. Widział dosyć niepewne zagranie ślizgońskiej ścigającej, która nie trafiła do pętli Hufflepuffu. Ojojoj, przed Tobą jeszcze wiele treningów, malutka. Pomyślał, kryjąc uśmiech rozbawienia.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.]
William Vargas
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3109-william-vargas
Jessi Mall

avatar

Liczba postów : 2424

PisanieTemat: Re: Trybuny Gryffindoru   Pon Lis 10, 2014 11:53 pm

Tak na prawdę Jessi miała średnią ochotę iść oglądać mecz, miała spore zaległości w listach i sporą pracę domową z eliksirów. Ponieważ nie znalazła nic w notatkach od Remusa na ten temat znaczyło to wycieczkę do biblioteki. Była już w połowie korytarza gdy uzmysłowiła sobie że to pierwszy mecz Sofie a do tego przecież grali puchoni, w ostatnim sezonie ich szukający dobrze się spisywał nie zaszkodzi zobaczyć jak idzie mu po wakacyjnej przerwie. Tak też zbiegła schodami w dół i popędziła na czerwoną trybune. Wpadła na nią gdy mecz trwał już w najlepsze, postanowiła zająć jakieś miejsce blisko wyjścia by się teraz już nie przepychać, niestety miejsce te było zajęte! Ba i to przez kogo...
- dzień dobry - przywitała praktykanta z uśmiechem - coś mnie ominęło? - zapytała zajmując pierwsze wolne miejsce

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Jessi Mall
Zanim ty to rozwiążesz
wymienię ci pięć osób, które nas jutro znienawidzą.
[You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.]

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t866-jessica-jessi-mall
William Vargas

avatar

Liczba postów : 61

PisanieTemat: Re: Trybuny Gryffindoru   Wto Lis 11, 2014 12:08 am

William siedział dłuższy czas w milczeniu, a ręka zdrętwiała mu od podpierania brody, przez co od dłuższej chwili wbijał sobie łokcia mocno w kolano. Dopiero, kiedy zobaczył, że ma towarzystwo i to jakie doborowe!, zdał sobie sprawę, w jak niewygodnej pozycji siedzi. Spojrzał na dziewczynę z łobuzerskim uśmiechem, który nie wiedzieć dlaczego cisnął mu się na twarz, za każdym razem kiedy widział ją od ich pierwszego spotkania na boisku, pomimo tego, że próbował go stłumić.
- Dzień dobry, Jessi Mall! - Przywitał uczennicę z uśmiechem. - Jedyne co Cię ominęło to celne zagranie pałkarza Hufflepuffu, który wybił tłuczka prosto na szukającego Ślizgonów, jednak było to zwykłe otarcie i nieudany rzut do pętli tej ścigajęcej Ślizgonki, o tej w blond włosach. - Wskazał na dziewczynę, która latała nad boiskiem, starając się przechwycić kafel. - Nie uda jej się, jest za mało pewna swojej gry. - Skomentował tonem znawcy, żeby trochę podroczyć się z Jessi.
Zerknął kątem oka na Gryfonkę i dodał po krótkim namyśle.
- Nie lubisz oglądać Quidditcha z trybun, czy coś Ci wypadło przed meczem? A może nie interesują Cię rozgrywki innych domów? - Spytał bez cienia złośliwości, jedynie, żeby podtrzymać luźną rozmowę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3109-william-vargas
Jessi Mall

avatar

Liczba postów : 2424

PisanieTemat: Re: Trybuny Gryffindoru   Wto Lis 11, 2014 12:26 am

Zaśmiał się krótko na tak oficjalne powitanie godne profesor Mcgonagall.
Jej wzrok powędrował najpierw na Blacka - No Black jest świetny muszę się zawsze sporo nawyginać by nie dostać a Ros ma pełne ręce roboty.- a wraz z kolejnymi słowami Willego na Sofie.
- To jej pierwszy mecz w drużynie, denerwuje się nic dziwnego że nie trafiła. Znam ją na pewno będzie próbować do skutku. - cóż okazało się że mecz niedawno się zaczął więc w sumie była na bieżąco.
- Lepiej się czuję na miotle. - uśmiechnęła się szeroko - Ale zawsze przychodzę popatrzeć na taktykę przeciwników, dziś Chciała w sumie skorzystać z luzów w bibliotece ale mecz okazał się być silniejszą pokusą niż wypracowanie z eliksirów. - pobiegła wzrokiem po graczach później po niebie szukała znicza zupełnie z przyzwyczajenia.
- koło trybuny nauczycielskiej... - powiedziała zdając sobie sprawę że robi to głośno i spłonęła rumieńcem.
- A tak właściwie to praktykanci nie siedzą z nauczycielami? - no to ją delikatnie zdziwiło co praktykant robi na trybunie Gryffindoru?

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Jessi Mall
Zanim ty to rozwiążesz
wymienię ci pięć osób, które nas jutro znienawidzą.
[You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.]

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t866-jessica-jessi-mall
William Vargas

avatar

Liczba postów : 61

PisanieTemat: Re: Trybuny Gryffindoru   Wto Lis 11, 2014 12:58 am

William słuchał wypowiedzi dziewczyny, kiwając głową, a imiona zawodników jak mu jednym uchem wpadały tak drugim wypadały. Wiele wody upłynie w rzekach nim spamięta wszystkie te imiona. Kiedy Jessi zaczęła opowiadać pokrótce o swojej koleżance, kiwnął głową, jednak wzruszył ramionami.
- No i niech próbuje. Pierwszy mecz, pierwszym meczem, ale powinna wyłączyć na ten czas myślenie w kategoriach 'trafię czy nie trafię?', bo wtedy wydaje się być niepewnym graczem, chwiejnie trzyma się na miotle, kiedy robi wyrzut, a Black może to wykorzystać. - Odparł, nie wiedzieć czemu zapamiętał imię pałkarza Hufflepuffu.
William nie odpowiedział na szczerą odpowiedź Gryfonki, ponieważ aż takiego wkładu w rozmowę się z jej strony nie spodziewał. Kiwnął jedynie głową i spojrzał na nią wzrokiem, który mówił, że on postąpiłby bardzo podobnie. Tylko, że on na jej miejscu odrobiłby pracę z eliksirów przed meczem. Po prostu taki już był, wszystko co miał do zrobienia, zawsze wykonywał na czas, a później mógł się cieszyć takimi przyjemnościami jak oglądanie meczu Quidditcha na żywo. Usłyszał jak Jessi wypowiedziała na głos aktualne miejsce pobytu złotego znicza, a następnie spąsowiała. No doprawdy? Nie spodziewał się, że akurat ta dziewczyna, która rano na boisku przywodziła mu na myśl Strzygę, będzie oblewać się rumieńcem tylko dlatego, że ma sportowy nawyk. Wywrócił oczami, śledząc uważnie grę, tak, że nie mogła tego zauważyć. Po chwili otrzymał ciekawskie pytanie, na które odpowiedź była bardzo prosta.
- Może i siedzą, ale gdyby nastała taka potrzeba, musiałbym szybko zbiec ze schodów, żeby zająć się rannym graczem. Jestem tutaj w tej chwili bardziej w roli ratownika medycznego niż praktykanta. Nie chciałbym podczas wybiegania z trybun nadepnąć na szatę profesor McGonagall. - Odparł, uśmiechając się z rozbawieniem. - Poza tym Gryffindor to był mój dom w Hogwarcie, gdzie indziej miałbym siedzieć? - Spytał, unosząc brew.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.]
William Vargas
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3109-william-vargas
Jessi Mall

avatar

Liczba postów : 2424

PisanieTemat: Re: Trybuny Gryffindoru   Sro Lis 12, 2014 5:12 pm

Cóż stwierdziła że William ma sporo racji jeśli chodzi o Sofie jednak on brał wszystko w kategoriach zawodowego grania a zapominał że nie każda z osób która tu gra chce wiązać z tym swoją przyszłość.
- Co racja to racja, jednak Sofie jest w drużynie tylko dla tego że brakowało im zawodników a ona całkiem dobrze sobie radzi na miotle. Ma zostać uzdrowicielem w Mungu więc raczej można jej wybaczyć pewne rzeczy. - w tej samej chwili w której wypowiedziała te słowa dotarło do niej coś jeszcze.
- Kurcze ślizgoni musieli na prawdę nisko upaść skoro nie mają nawet z kogo powołać drużyny. Wiedziałam że są leniwi ale żeby aż tak. - na jej ustach zamajaczył uśmiech choć ciężko było stwierdzić co go wywołało. Może to że zauważyła że produkuje się z gadaniem a praktykant tak na prawdę jest pochłonięty meczem i wcale nie zwraca uwagi na nią, to dało jej nadzieję że był tak zapatrzony że nie usłyszał jak ta gada sama do siebie a co za tym szło nie widział jak spaliła raka.
Gdy tylko wspomniał o szacie opiekunki Gryffindoru Jessi pokiwała głową.
- Tak, tak nadepnąć szatę naszej kochanej pani profesor to prawdziwe świętokradztwo ! Ale prawdziwa zbrodnia to zbeszcześcić zielony szlafroczek. - wtedy też kolejny raz się zaśmiała. W duchu zgromiła samą siebie że nie powinna się tak ciągle chichrać w towarzystwie praktykanta, ok może nie był wcale taki stary ale jednak był profesorem ! A Mall łapała się na tym że zbyt swobodnie czuje się w jego towarzystwie, nie , nie, nie tak być nie mogło. Pełna powaga.
Uhum żeby tylko tak dało radę...
- No tak mogłam się domyślić , na swój sposób jesteśmy podobni ... - urwała, miała chęć palnąć się ręką w czoło i to mocno, to dopiero musiało zabrzmieć ! - Chodziło mi o to że niektóre nasze cechy charakteru są podobne , no i masz niektóre cechy podobne jak u moich przyjaciół i ... - znowu urwała pozwalając sobie na ciche westchnięcie, teraz to już się całkiem pogrążyła ...
Postanowiła po prostu zamknąć usta i nie pogrążać się dalej, zamiast gadać zaczęła baczniej przyglądać się poczynaniom zawodników. Tak też skierowała się twarzą prosto na boisko i zaczęła udawać że jej nie ma.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Jessi Mall
Zanim ty to rozwiążesz
wymienię ci pięć osób, które nas jutro znienawidzą.
[You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.]

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t866-jessica-jessi-mall
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 4357

PisanieTemat: Re: Trybuny Gryffindoru   Czw Lis 13, 2014 11:31 am

Gra rozgrywała się dzisiaj w bardzo wolnym tempie, co było dość dziwne jak na rozgrywkę w tej szkole.
Jednakże powoli, ale do przodu, jak było widać.
Ścigający Hufflepuffu podleciał do pętli zielonych i PUNKT!
10-0!
-Puchoni na prowadzeniu!- krzyczał komentator.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 4357

PisanieTemat: Re: Trybuny Gryffindoru   Sob Lis 15, 2014 1:49 pm

Reguls Black zauważył znicza. Przyspieszył, wycelował i jest !
Slytherin wygrywa w pięknym stylu z Puchonami!
170-10!
Gratulujemy. To koniec meczu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
William Vargas

avatar

Liczba postów : 61

PisanieTemat: Re: Trybuny Gryffindoru   Nie Lis 16, 2014 12:39 am

Może i William miał zaślepiony umysł zawodowym graniem w Quidditcha, jednak nie do końca. Uważał, że jeśli ktoś już rozpoczyna reprezentować swój dom w rozgrywkach to powinien to robić na najwyższym możliwym poziomie, a nie odwalać manianę tylko dlatego, że w przyszłości chce być aurorem albo aptekarzem. Co prawda, takie było jego zdanie na ten temat, nie znaczyło to wcale, że uważał tak o Ślizgonce. Częstwo swoje wypowiedzi układał tak, żeby trochę podrażnić się z Jessi, która w jego obecności szybko potrafiła się zirytować. Jessi w tej chwili powiedziała właśnie słowa bardzo zbliżone do jego myśli, puścił je mimo uszu obserwując z uwagą rozgrywkę. Mecz toczył się wolno, ale wpadły pierwsze gole, więc może zawodnicy zaczęli się rozgrzewać. Odpowiedział na kolejne słowa Jessi.
- Pierw mówisz, że panna Brown dobrze lata na miotle, a dwie minuty później, że Ślizgoni nie mają z kogo powołać drużyny. - Zaśmiał się i dodał po chwili. - Nie powinnaś nigdy lekceważyć przeciwnika, panno Mall. - Uśmiechnął się, co mogło wyglądać na uśmiech wyższości. Nie zwracał się do dziewczyny po imieniu, żeby zaznaczyć, że nie jest starszym Gryfonem, a praktykantem.
Owszem William był bardziej pochłonięty meczem, nie na tyle jednak, żeby nie dosłyszeć jej świergoczącego dziewczęcego głosu, który wybijał go co chwilę ze skupienia na akcji. Która swoją drogą też nie była jakaś wyrafinowana. Podstawowe podania, wyrzuty. Kilka dobrych odbić tłuczka, jednak i tak jego wzrok nieustannie śledził rozwój sytuacji. Nie oceniał już, po prostu oglądał. Rozciągnął usta w uśmiechu kiedy temat rozmowy przeszedł na zielony szlafroczek.
- Masz rację, teraz więc widzisz, dlaczego chciałem usiąść tutaj, a nie z profesorami. - Mruknął zdawkowo. Nie zwracał uwagi na jej nieustanne chichoty. Taki stary to on jeszcze nie był, a tytułu profesora to też się jeszcze nie dorobił. Widział, że dziewczyna czuje się swobodniej niż podczas ich pierwszego spotkania i nie czynił powodów, aby było inaczej. Jednak mimo wszystko nie rozumiał tego chichotu. Wtedy dziewczyna zaczęła mówić, a raczej dukać całkiem interesujące rzeczy, obserwował jak prawie klepie się otwartą ręką w czoło, było to wypisane na jej twarzy, tylko fizycznie tego nie zrobiła. W końcu postanowił się odezwać, żeby nie przeciągać niezręcznej sytuacji.
- Masz rację, ale chyba dlatego ludzie trafiają do jednego domu, bo mają podobne cechy charakteru? - Odparł, uśmiechając się zdawkowo. - Tylko, że ja należę do Hatstalls. Dodał, z tajemniczym uśmiechem.
Siedzieli chwilę w milczeniu oglądając rozgrywki Quidditcha. Kiedy było 20:10 dla Slytherinu Regulus Black złapał znicza w garść i rozbrzmiał gwizdek kończący mecz. William wstał z ławki i przyjrzał się z daleka zawodnikom, jednak żaden nie wyglądał jakby potrzebował opieki medycznej. Spojrzał na Jessi z porozumiewawczym uśmiechem.
- [b]To był dobry mecz, nieporywający, ale dobry, nieprawdaż?
- Mrugnął do dziewczyny i zaczął schodzić powoli po schodach trybun.
/zt 2x
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3109-william-vargas
Bryan Carell

avatar

Liczba postów : 180

PisanieTemat: Re: Trybuny Gryffindoru   Wto Kwi 07, 2015 12:23 am

Och, na pewno to się okażę, ale faktycznie - im później tym lepiej. Bo po co mieli to teraz sprawdzać kto lepiej opanował kłócenie się, skoro tak świetnie się dogadywali? W sumie miał nadzieję, że nigdy się nie pokłócą, ale to chyba niemożliwe, prawda? Stwierdzenie, że są jak dwa płomienie...to chyba mało powiedziane. Raczej jak dwa pożary zjadające las z dwóch różnych stron, tylko kiedy się spotkają i złączą w końcu wygasną. No cóż, skoro tak miało być...chyba należało się do tego przyzwyczaić.
-Z grzeczności..? Wiesz, że mówię prawdę. - odparł również kończąc już ten temat. Nie było sensu go już dłużej ciągnąć, on wiedział swoje, a ona swoje, dlatego po co w ogóle na ten temat rozwijać. Nie mógł się od niej w ogóle oderwać, a mało tego...naprawdę nie chciał tego robić.
Po tym niegrzecznym przerwaniu jej monologu dziewczyna zdjęła dłoń ze swojej twarzy i bawiła się nią, a on patrzył na jej poczynania ciągle uśmiechnięty, oczywiście ciągle jej słuchając - miał podzielną uwagę...
W końcu po tym, gdy on opowiedział jej trochę o sobie, stwierdziła, że miał opowiadać o sobie. Nie do końca zrozumiał. Albo było tam za dużo wstawek na jej temat, albo byli tak bardzo do siebie podobni. Chociaż on przypuszczał, że i jedno i drugie stwierdzenie było prawdziwe. Chciał dodać coś jeszcze, ale to było teraz mało ważne, bo dziewczyna wstała (na co zareagował westchnięciemi), a potem przechyliła swój kubek czekolady wypijając ją całą. Powtórzył po nie, również opróżniając swoje naczynie i dał jej się wyciągnąć z pokoju wspólnego..Za nią poszedł by teraz pewnie wszędzie.
Ciekawe gdzie ich nogi poniosą..

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3416-bryan-carell#57308
Rosemarie Cleverly

avatar

Liczba postów : 963

PisanieTemat: Re: Trybuny Gryffindoru   Wto Kwi 07, 2015 1:20 am

Oczywiście chodziło jej o te wstawki na jej temat, niewątpliwie były miłe i dobra mogłaby to słyszeć częściej i wcale jej to tak bardzo nie przeszkadzało, ale musiała chociaż poudawać nie!? Poza tym to bardzo rozpraszało w skupianiu się na nim i jego słowach oraz zapamiętaniu tego wszystkiego.
Nie musiał od razu tak iść za nią wszędzie… wystarczyło, że zawędrowali na trybuny, na które przyprowadziła ich trochę nieświadomie., bo nie skupiała się na tym gdzie ich prowadzi, po prostu szła wpatrując się w niebo, na którym dość wyraźnie odznaczały się gwiazdy, a nogi same ich poniosły, a przynajmniej ją, bo chłopak zapewne szedł nieświadomie za nią.
Usiedli sobie na ławeczkach należących do Gryfonów i co z tego, że na fotelach było wygodniej, co z tego, że w pomieszczeniu było sto razy cieplej, ale powiedział, że lubi spacery? Powiedział… Wspomniał o gwiazdach? Pewnie, że tak! No to urządziła mu spacer pod gołym niebem, chciała mu tylko sprawić przyjemność, ale jak jej nie wyjdzie to w sumie żadna nowość.
Przysunęła się do niego jak najbliżej, w końcu przyjemniej i cieplej i zaczęła wpatrywać się w niebo i pojedyncze świecące punkciki, z których nie potrafiła odnaleźć żadnej konstelacji.
Przez moment zapanowała między nimi cisza, którą dziewczyna postanowiła przerwać kolejnym pytaniem.
- Jakie masz plany na przyszłość!?- Zadała je, ale po takim milczeniu zabrzmiało dość śmiesznie, a nawet dziwnie. Jak do tej pory mówili tylko o tym co lubią albo nie, ewentualnie o przeszłości czas poznać jego plany…

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t608-rosemarie-rose-cleverly
Bryan Carell

avatar

Liczba postów : 180

PisanieTemat: Re: Trybuny Gryffindoru   Wto Kwi 07, 2015 1:34 am

Mogła być praktycznie pewna, że będzie to teraz słyszeć często, w końcu...piękno należy komplementować, dlatego też zamierzał dość często mówić jej takie rzeczy? Jak wyjdzie zobaczymy, na tą chwilę to tylko lista celów do zrezlizowania, chociaż zazwyczaj jak sobie coś planował...było dokładnie tak, jak tego chciał, mimo wszystko jednak życie to życie i różnie bywa.
Doskonale wiedział, że nie musiał za nią wszędzie iść, co nie zmieniało faktu, że jednak właśnie takie miał teraz nastawienie i tak by zrobił. Nie miał na to aktualnie zbyt dużego wpływu. Faktycznie, wystarczyły trybuny. Po drodze machnął różdżką przywołując sobie skórzaną kurtkę, którą narzucił na siebie - miał tylko koszulkę na ramiączka, a tak było by mu zimno..I w sumie nie ważne czy to były by trybuny, czy jakiekolwiek miejsce, ważne było to, że był tutaj z nią. I miała rację w jeszcze jednej kwestii - kompletnie nie świadomie podążał za nią, dał jej się poprowadzić. Właściwie nie był do końca pewien czy i ona z pełną świadmością wybrała to miejsce czy po prostu...jej ciało samo zdecydowało. Raczej to drugie, ale to było nie ważne.
Och, jak ona dokładnie go słuchała! Faktycznie mówił, że uwielbia spacerować i patrzyć w gwiazdy, a ona teraz umożliwiła mu obie te rzeczy, jeszcze przy niej. No po prostu żyć nie umierać.
W końcu zasiedli, a on ją objął, przenosząc na nią wzrok. Zastanowił się nad jedną rzeczą przez moment, a potem ściągnął z siebie kurtkę, zarzucając ją jej na plecy. Wolał, żeby jej było ciepło, on i tak nie odczuwał tak mocno chłodu.
Objął ją znowu mocno jedną ręką przyciskając do siebie i spojrzał w górę.
-Plany na przyszłość...nie wiem sam, chyba chciałbym zostać aurorem, albo zająć się czymś związanym ze sportem. Może Quidditch, albo coś mugolskiego..Oczywiście założę rodzinę, postaram się zapewnić im godny byt...Chciałbym po prostu, żeby było normalnie. - odpowiedział nie odrywając wzroku od gwiazd.
-A Ty? - zapytał, odwracając twarz w jej stronę, a potem pocałował ją w głowę i znów spojrzał w górę.
Chciałby teraz wznieść się w powietrze..

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3416-bryan-carell#57308
Rosemarie Cleverly

avatar

Liczba postów : 963

PisanieTemat: Re: Trybuny Gryffindoru   Wto Kwi 07, 2015 10:24 am

Poczuła materiał kurtki na sobie i od razu pojawiły się wyrzuty sumienia, przecież to ona nie wzięła nic do ubrania i to ona powinna ewentualnie cierpieć, a nie on.  
-Nie trzeba… przeze mnie zmarzniesz i będziesz chory!- Zaprotestowała zsuwając z siebie kurtkę, nie wybaczyłaby sobie gdyby tak się stało, więc wolała zapobiec temu od razu, jej raczej nic nie będzie. Poprawiła się tylko, żeby było jej wygodnie i położyła głowę na jego ramieniu, wsłuchując się w jego słowa. Ze zdziwieniem, a nawet z pewną nutą przerażenia stwierdziła, że ich plany są niemożliwie podobne do siebie. To było aż dziwne, w końcu mogli robić tyle rzeczy, a i tak na koniec wybraliby identyczne rzeczy, nawet jeżeli by się nigdy tak naprawdę nie poznali. Chociaż z drugiej strony podejrzewała, że nawet gdyby nie trafili na siebie teraz, w szkole to później na pewno i tak, by się to wydarzyło. Chociaż normalność nigdy nie była rzeczą, która towarzyszyła jej życiu i raczej chyba nie miało to się zmienić.
-Ja oczywiście zostanę najlepszym aurorem w tym stuleciu!-Oświadczyła dość entuzjastycznie, spoglądając na zmianę to na niego, to na niebo i gwiazdy.
- Wiesz… nawet sam Voldemort będzie drżał na dźwięk mojego imienia.- Tu się zaśmiała, wiedziała  że to tylko marzenie, które zapewne nigdy się nie spełni, ale marzenia w końcu po to chyba są… to ona dawały nadzieję, a nawet czasami jako jedyne utrzymywały przy życiu.
-A kiedy już go załatwię i wszyscy jego poplecznicy znajdą się w azkabanie, będę mogła spokojnie założyć rodzinę… ładny dom… trójka pięknych i utalentowanych dzieci i tak dalej…- zaśmiała się z własnych planów, jakby osobiście je wyśmiewała, dobrze wiedziała, że życie bardzo dokładnie będzie je korygować, ale teraz póki jest jeszcze w szkole mogła sobie na nie pozwolić. Chociaż znając życie, gdyby ktoś inny jej to powiedział, to nie wytrzymałaby ze śmiechu.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t608-rosemarie-rose-cleverly
Bryan Carell

avatar

Liczba postów : 180

PisanieTemat: Re: Trybuny Gryffindoru   Wto Kwi 07, 2015 11:33 am

Ale akurat w tej kwestii Bryan nie zamierzał znieść sprzeciwu. Nie obchodziło go, że ona jej nie chce. Chciał, żeby było jej ciepło, a on i tak był przyzwyczajony do wychodzenia na zimno nie do końca odpowiednio ubrany, dlatego ponownie zarzucił jej kurtkę na ramiona.
-Nie będę chory, niech tak zostanie, proszę. Poza tym...pasuje Ci. - powiedział uśmiechając się do niej lekko, faktycznie ładnie jej było w jego kurtce, może nawet na niej wyglądała lepiej niż na nim?
Jedną dłonią zaczął gładzić ją po włosach, czasami zakręcając końcówkę jakiegoś niesfornego kosmyka na palcu - jakoś tak miał, robił to odruchowo, kompletnie bezmyślnie. Podobno jak był mały czasami usypiał bawiąc się włosami swojej mamy i tak mu chyba zostało.
Faktycznie, można było zauważyć coraz więcej podobieństw między nimi, między ich charakterami, planami na dalsze życie...To było wręcz niesamowite jak dwójka zupełnie obcych ludzi może okazać się bratnimi duszami. Można faktycznie zaryzykować stwierdzenie, że ich spotkanie po prostu było zaplanowane przez kogoś wyżej, być może teraz ich życie diametralnie się zmieni? Fajnie było w sumie czasem tak pogdybać na temat przyszłości...Ale i tak zwykle to się nie sprawdzało, bo los już na pewo dawno ma dla nich plan.
-Najlepszym w tym stuleciu? Wysoko mierzysz, ale to dobrze...Ja na pewno w jakiś sposób stanę przeciwko Voldemortowi. W końcu to oni zabrali mi rodzinę, muszę się zemścić, nie? To w sumie jeden z moich celów, ale jest mnóstwo sposobów by z nimi walczyć, nie trzeba do tego zostawać aurorem...Dlatego sam nie wiem, czy chcę by najbliżsi ciągle zamartwiali się, że mogę następnego dnia nie wrócić.. Na razie jeszcze i tak mam sporo czasu przed podjęciem decyzji, więc po prostu nie myślę o tym.- odparł, słysząc jej słowa. No tak, najlepszy w stuleciu...to naprawdę wysoko postanowiona poprzeczka, oby jej się udało, oby dążyła do celu i nie poddawała się a osiągnie to co chce. Tak myślał właśnie Pan Carell.
-Czemu akurat trójka? Mi by wystarczyło jedno, taka córeczka na przykład. Córunia tatunia. - zaśmiał się, widząc oczyma wyobraźni jak posranego tatusia miało by jego dziecko i na kogo by wyrosło. Na pewno na dobrego człowieka, ale też nie do końca normalnego, ojj...postanowił zaprzestać o tym myśleć.
Patrzył w górę, gdy akurat na nieboskłonie pojawiła się spadająca gwiazda...
-Pomyśl życzenie.. - szepnął wskazując jej palcem właśnie na ten opadający szybko świecący punkcik.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3416-bryan-carell#57308
Rosemarie Cleverly

avatar

Liczba postów : 963

PisanieTemat: Re: Trybuny Gryffindoru   Wto Kwi 07, 2015 1:50 pm

Chyba w tej kwestii też nie było się co kłócić, ani też nie widziała sensu protestować. Z resztą ona też jej się podobała i nie cierpiała z tego powodu, że musi ją nosić. Na znak swojej kapitulacji włożyła ręce w rękawy, które były mocno za długie, nie dość, że zasłaniały całe jej dłonie to jeszcze zwisały kawałek za nimi. Dziewczyna oparła łokcie o kolana, a głowę o dłonie tak, że teraz mogła spokojnie rozkoszować się zapachem, którym było przesiąknięte ubranie. Nie wiedziała co to za mieszanka… ale niewątpliwie podobała jej się.
-Oczywiście, że wysoko! Inna opcja nie ma sensu!- Po co stawiać sobie poprzeczkę nisko skoro nie jest to żadne wyzwanie i jesteśmy w stanie pokonać to bardzo szybko, to pójście na łatwiznę co nie było w jej stylu.
Nie podobała jej się jego chęć zemsty, to nie było dobre uczucie, na pewno nie pomagało. Zemsta nigdy nie miała pozytywnych skutków, nie przynosiła ulgi tylko posuwała człowieka do coraz gorszych rzeczy. Walkę dla dobra innych, dla chęci ochrony najbliższych dla bezpieczeństwa może nawet dla idei rozumiała, ale nie dla zemsty.
-Zemsta nie przywróci ci rodziny.- Powiedziała tylko cicho, to chyba nie był dobry moment, aby odwodzić go od tej myśli, nie była chyba jeszcze dla niego na tyle ważna, aby tak bardzo liczył się z jej zdaniem. Z każdą pracą wiązało się jakieś niebezpieczeństwo, z jedną większe, a z drugą mniejsze. W czasie gry można spaść z miotły, albo na twój sklep mogą zrobić napad i po prostu cię zabić, tylko do nas należy decyzja czy chcemy pozostać w tym bierni czy nie.
-No właśnie… mamy jeszcze czas.- Wszystko mogło się jeszcze zdarzyć, może i na nią coś jeszcze wpłynie i zmieni swoją decyzję, chociaż teraz jest taka pewna.
-Życie jedynaka musi być nudne! Wyobraź sobie, że nawet nie masz się z kim bawić, ani pokłócić. Z resztą zawsze chciałam mieć bliźniaki, wyobraź sobie więź takiego rodzeństwa…- Oczywiście nie od niej to zależy, ale gdyby mogła wybierać, właśnie tak to by u niej wyglądało.
-No tak, najpierw kobieta się będzie męczyć z brzuchem, bólem kręgosłupa i spuchniętymi stopami, później poród, nocne wstawanie i tak dalej, a na koniec się okaże, że to córeczka tatusia!?- Zaśmiała się z takiego biegu wydarzeń…
Spojrzała w ostatniej chwili na spadającą gwiazdę szybko szukając w głowie jakiegoś życzenia. Pierwsze co się wybiło z jej myśli było, żeby takie chwile się nigdy nie kończyły, kiedy była szczęśliwa, radosna… kiedy była po prostu sobą, a nie byłoby to możliwe gdyby nie było gryfona obok niej… uśmiechnęła się do swoich myśli zaciskając palce na rękawach jego kurtki.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t608-rosemarie-rose-cleverly
Bryan Carell

avatar

Liczba postów : 180

PisanieTemat: Re: Trybuny Gryffindoru   Wto Kwi 07, 2015 2:59 pm

Poprawił jej trochę kołnierzyk kurtki, co by wyglądała jeszcze lepiej w jego nakryciu wierzchnim...I tak naprawdę jej pasowała taka kurtka. Już oczyma wyobraźni widział ich we dwójkę, oboje w takich właśnie kurtkach, mknących na motorze przez ulicę Londynu...Och, co za wspaniała wizja! Chciałby ją kiedyś przewieźć swoją maszyną, która stoi niedaleko jego domu i tylko czeka na powrót Pancia.
Może pokochała by jazdę na motocyklu dokładnie tak samo jak on i stało by to się kolejną rzeczą, która by ich połączyła?
Prawda, stawianie sobie niskiej poprzeczki było kompletnie bezsensowne...Najlepiej było postawić sobie trudny do zdobycia cel i walczyć o niego, a wtedy, gdy już się zdobędzie to czego się pragnie zwycięstwo smakuje jeszcze lepiej.
-Masz rację. Fajnie, podążaj za swoimi marzeniami. Mam nadzieję, że uda Ci się spełnić ten plan na przyszłość w stu procentach, że wszystko będzie dokładnie tak jak tego chcesz. - powiedział całkiem szczerze, nie przerywając zabawy jej włosami. Nie mógł oderwać wzroku od gwiazd, oparł swoją głowę o jej, spoczywającej na jego ramieniu. Och...mógł by tak spędzać każdy wieczór, a gdyby było już lato takie siedzenie było by jeszcze przyjemniejsze.
Być może i miała rację w kwestii jego rodziny, ba, na pewno miała rację, ale...i tak to pewnie nic nie zmieni. I tak będzie dalej ślepo podążał ścieżką, którą wybrał już dawno - ścieżką zemsty, jego celem była walka z nimi, chciał ich krzywdzić, tak jak oni skrzywdzili jego, pozabierać im to co kochają najbardziej, zupełnie jak oni jemu..Był tym zaślepiony, gniew rósł w nim cały czas. To może sprawić, że będzie miał kiedyś poważne kłopoty, stanie się potworem, albo...uspokoi się i przemieni swoją złość w coś dobrego, w siłę, która będzie mu potrzebna.
-Masz rację, nie przywróci mi bliskich, ale sprawi, że poczuję się lepiej. Może przestaną mnie nawiedzać demony przeszłości, a koszmary, które miewam co noc w końcu się skończą.. - odparł cicho...Miał własne poglądy na to wszystko, które nie były do końca dobre, ale może, gdy minie kilka lat, gdy dorośnie...wszystko się zmieni. Chociaż szczerze wątpie.
-Nie wiem czy takie nudne, ja jestem jedynakiem i nigdy nie było mi źle, czy też nudno...Ale to też zależy od rodziców, jak dużo czasu są w stanie poświęcić dziecku. Jeśli za mało - i tak znajdzie sobie ludzi, których będzie uważał za swoją drugą rodzinę, ucieknie w ulicę i tam się odnajdzie. Tak jak Bryan, mimo, że to nie było dobre, na pewno kształtowało charakter i pozwalało stworzyć sobie swój własny kodeks, kredo według którego się postępuje..
[b]-Może i masz rację, ale to facet będzie znosił wszystkie humorki kobiety, będzie latał o 4 nad ranem po ogórki kiszone, będzie znosił wyzwiska, bicie i inne rzeczy, na końcu usłyszy jakim jest ch*jem podczas porodu, sam również będzie wstawał w nocy, gdy kobieta będzie zmęczona, a na dodatek będzie musiał pilnować wszystkich, bo tak już jest - jak masz syna pilnujesz syna, a jak córki całe osiedle. I dlatego też córeczka tatusia, o.
- wytłumaczył swój tok myślenia, a potem się krótko zaśmiał, naprawdę szczerze i radośnie..
On również zażyczył sobie czegoś, gdy gwiazda spadła, a jego marzenie było aktualnie podobne do jej. Chciał, żeby było więcej takich chwil, najlepiej z nią obok.
-Chciałbym wiedzieć o czym pomyślałaś, ale wtedy to może się nie spełnić. Chociaż myślę, że Twoje życzenie było podobne do mojego...Pewnie się nie mylę, co? - ujął jej podbródek wolną dłonią i odsunął się troszeczkę by spojrzeć jej w oczy, a potem znów ją pocałował, dalej z uśmiechem na ustach.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3416-bryan-carell#57308
Rosemarie Cleverly

avatar

Liczba postów : 963

PisanieTemat: Re: Trybuny Gryffindoru   Wto Kwi 07, 2015 8:16 pm

Ona siebie też widziała w takiej kurtce… tylko przynajmniej w mniejszym rozmiarze i też nie miała nic przeciwko przejechaniu się jego motorem, co więcej byłaby chętna nauczyć się na nim jeździć. Nie pochwalała oczywiście szybkiej i bezmyślnej jazdy na takich pojazdach, ale wszystko jest dla ludzi, trzeba tylko robić to z głową, mądrze, mimo że na świecie królują idioci.
-A ty o czym marzysz?- Zapytała jak już rozmawiali o marzeniach. Jej zdaniem właśnie dla nich warto żyć. To uczucie kiedy się spełniały było niesamowite, a później możliwość tworzenia nowych i nowych i tak bez końca.
-Wydaje mi się, że chęć zemsty cię jedynie zaślepia i nic ci to nie da. Koszmary odgonisz jedynie czymś dobrym… uczuciami i wspomnieniami.- Nie chciała tu filozofować, w końcu co ona mogła wiedzieć? Przecież nigdy nie była na jego miejscu, nie potrafiła się na nim postawić, mogło jej się tylko wydawać, a jej zdaniem jedynie wybaczenie i miłość może sprawić, że poczuje się lepiej. To takie zastąpienie zła dobrem… Miała nadzieję, że zrozumie to zanim będzie za późno, nim pogrąży się w chęci mordu i krzywdzenia innych, bo później mógłby tego żałować.
Nie była pewna czy ulica to dobre miejsce na wychowywanie dzieci. Owszem ci którzy są silni nie tyle fizycznie co psychicznie, potrafią wyjść na ludzi, kształtują swój własny system wartości,wychodzą z tego o wiele silniejsi, ale kiedy nie jest się wystarczająco wytrzymałym ląduje się na dnie, stacza się i ciężko jest się podnieść w szczególności samemu.
Oboje mieli trochę racji, obie płci miały przesrane w czasie ciąży i w ogóle, ale czemu to faceci mają zyskiwać. Podniosła głowę z jego ramienia gotowa na ożywioną dyskusję i przekonanie go do swoich racji.
-Czyli jak facet zniesie swoje to ma swoją ukochaną córeczkę, a nawet jeżeli kobieta spisze się równie dobrze to nie zyskuje nic!? (No oprócz wspaniałego dziecka, ale każdy wie  o co chodzi) To nie fair!- Oburzyła się całkowicie na to nie zgadzając. I tak na koniec wychodziło, że to matki są te złe, bo goniły do lekcji, kazały sprzątać, ścielić łóżka, a nawet dawały kary i tak dalej… a ojcowie głaskali po główkach, spędzali czas na zabawie i byli tym najukochańszym rodzicem.
Chciała aby jej życzenie się spełniło więc nawet nie było mowy, żeby zdradziła mu chociaż jedno słowo z tego o czym sobie pomyślała.
-Oczywiście, że ci nie powiem!- Zarzekła się.- A tego to ja już nie wiem… nie mam pojęcia o czym pomyślałeś… i nie chcę wiedzieć! Niech ci się spełni!- Na koniec zasłoniła mu usta dłonią, aby czasami nie przyszło mu na myśl, aby cokolwiek jej zdradzić.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t608-rosemarie-rose-cleverly
Bryan Carell

avatar

Liczba postów : 180

PisanieTemat: Re: Trybuny Gryffindoru   Wto Kwi 07, 2015 10:57 pm

Mało tego, że widział ją w takim okryciu, wiedział, że wyglądała by w niej po prostu świetnie! Nie mógł się doczekać, aż wsiądzie na jego ukochaną maszynę, to było by wspaniałe, po prostu chciałby, żeby przejechała się z nim. Ale, ale! Nie długo ferie, nie długo to życzenie mogło by się spełnić! Faktycznie, jeszcze w ogóle nie rozmawiali o przerwie od szkoły, która zaraz ich czeka..
-O czym marzę? Aktualnie tylko o tym, żebyś przejechała się ze mną moim motocyklem podczas ferii. A ogólnie...Sam nie wiem. W sumie moim marzeniem jest zemsta, ale chyba to nie jest najlepsze wyjście..Chciałbym by nikt przeze mnie nigdy nie cierpiał, ale to nie wykonalne, dlatego...w sumie o niczym szczególnym. - odpowiedział na pytanie, które mu zadała. Nie miał żadnych sensownych marzeń, dlatego może lepiej skończyć ten temat. Chyba, że chciała mu coś jeszcze powiedzieć - wtedy był by bardzo szczęśliwy, uwielbiał jak wypowiadała się na temat jego osoby, zdradzała swoje przemyślenia, mówiła co powinien zrobić - wbrew temu co myślała...Naprawdę uważał, że miała rację w wielu kwestiach i liczył się z jej zdaniem, mimo, że znali się tak krótko.
Nic nie powiedział na temat jej stwierdzenia, iż zemsta go zaślepia. Kiwnął tylko głową, potakując. I tak się nie zmieni. Taki już był i nikt nie miał mocy naprawić jego i tak już spaczonej psychiki.
Akurat ulica była pod pewnym względem dobra, dzięki jej mackom Bryan nauczył się wielu zasad, wyrósł na kogoś...godnego zaufania, być może nawet na dobrego człowieka.
-Mówimy tutaj o córeczce, z reguły tak jest, że jest tatusia. Natomiast synuś jest mamusi, co Ty, nie wiesz? Na przykład ja z każdym problemem do mamy leciałem. Tata tylko uczył mnie bić się...No cóż, taka reguła, nic nie zrobisz. - odpowiedział i znowu się zaśmiał. Chciałby mieć córkę, to była by druga kobieta, poza jej matką, której mógłby oddać wszystko.
Domyślał się, że mu nie powie, no cóż..może i lepiej, żeby mu nie mówiła. Wtedy może się spełnić.
Zasłoniła mu usta zaraz po pocałunku, którym ją obdarował, zupełnie nie potrzebnie.
-Pff..zasłaniasz mi usta? Ok. Więcej Cię nie pocałuję i co Ty na to? - powiedział udając powagę. Chciał, żeby chociaż przez chwilę pomyślała, że mówi prawdę, a może się uda!

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3416-bryan-carell#57308
Rosemarie Cleverly

avatar

Liczba postów : 963

PisanieTemat: Re: Trybuny Gryffindoru   Wto Kwi 07, 2015 11:48 pm

Jak zemsta może być marzeniem!? To było całkowicie nielogiczne w szczególności, że marzenie kojarzyło się z czymś przyjemny i dobrym, a zemstą… co najwyżej ulga, która na koniec i tak nie przychodziła. Wątpiła by nie marzył o niczym, może po prostu jego pragnienia są w nim tak głęboko zakorzenione, że nie obiera ich jako takowe, przez co wydaje mu się, że ich nie ma.
Tym razem nie miała mu do przekazania żadnych przemyśleń, w końcu jak sama nazwa mówiła, to były jej myśli i jakoś wolałaby, a by pozostały one w jej głowie, nie wszystkie brzmiały tak inteligentnie jak jej się na początku zdawało.
Wiedziała, że istnieje jakiś sposób, aby zmienić jego myślenie, przywrócić jego psychikę na właściwe tory, tylko że jeszcze go nie znała, ale na pewno zrobi wszystko aby .się tego dowiedzieć. Czuła się teraz jak jakaś superbohaterka, która szuka rozwiązania zagadki, jakby ratując jego, miała uratować cały świat. Brakowało jej jeszcze kostiumu i jakichś supermocy.
-To jest jakiś głupi stereotyp, nie ma genetycznie zaprogramowanej przynależności. Wszystko zależy od rodziców. Ja na przykład do nikogo nie leciałam z problemami, sama musiałam sobie radzić.- No co najwyżej dziewczyna mogła liczyć na pomoc skrzata, ale to przecież nie było to samo.
-Pff! Nie musisz!- To co, że mówił poważnie, ona również.- Ważne, że ja mogę pocałować ciebie!- Powiedziała i podnosząc się delikatnie przybliżyła swoje usta do jego łącząc je w pocałunku. Rose była niemal pewna, że na niego odpowie...

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t608-rosemarie-rose-cleverly
Bryan Carell

avatar

Liczba postów : 180

PisanieTemat: Re: Trybuny Gryffindoru   Sro Kwi 08, 2015 1:00 am

Jak widać może - być może zemsta to nie jest odpowiednia rzecz, jeśli chodzi o marzenia, ale była właśnie rzeczą do której dążył. Wiedział, że to sprawi, iż poczuje się lepiej, to był aktualnie jego jedyny cel i chociaż by bardzo chciał - niestety nie potrafił tego zmienić. Uśmiechnął się sam do siebie, a może do niej. Szkoda, że nie miała żadnych przemyśleń, które chciała by mu przekazać...Naprawdę szkoda, ale jeśli tak było trudno. Jakoś musiał to przeżyć.
Zastanowił się przez chwilę nad tym co powiedziała na temat dzieci...
-Nie prawda. Żadne stereotypy, tak jest z pokolenia na pokolenie. Po prostu tak jest uwarunkowany człowiek, córeczki zawsze lgną do tatusiów, natomiast synkowie potrzebują o wiele bardziej uwagi swoich mam. Tak było zawsze, jest, i pewnie będzie. - odpowiedział krótko. Wiedział, że tak jest. Sam zawsze o wiele bardziej pragnął porozmawiać z mamą, gdy coś się działo, oczywiście kiedy jeszcze żyła. Och...jak bardzo zabolały go te słowa w jego myślach. 'Kiedy jeszcze żyła'...Być może to zależało od osoby, gdyby była złą matką być może mniej by go to wszystko bolało, ale...Była cudowną kobietą, na dodatek złoty jastrząb którego nosił nad sercem zawsze mu przypominał o niej. Może powinien go w końcu schować, być może to sprawiło by, że ból przestał by być tak silny? Nie wiedział czy kiedykolwiek uda mu się zdobyć na ten krok. Być może..
Oczywiście odpowiedział na jej pocałunek tym samym, było dokładnie tak jak przypuszczała - nawet jeśli on nie chciał jej całować (taa, nie chciał!), to ona mogła zrobić to zawsze. Przerwał po chwili tą niesamowitą przyjemność, ponownie zaglądając jej w oczy. Wyglądał tak jakby zmagał się z wyrzuceniem z siebie czegoś ważnego, i faktycznie tak było:
-Rose...wiesz, czemu to wszystko się wydarzyło, czemu teraz siedzimy, całujemy się tak po prostu, rozmawiamy, staliśmy się tacy bliscy dla siebie? - spytał robiąc krótką przerwę, zanim jej wszystko wytłumaczył. To nie było takie proste.
-Posłuchaj.. - zaczął, nie odrywając spojrzenia od jej oczu. Gdy ma się do powiedzenia coś ważnego kontakt wzrokowy jest potrzebny. Przynajmniej będzie wiedziała, że nie kłamie, bo w jego oczach dało się wyczytać wszystko, a on o tym akurat doskonale wiedział. No nic, w każdym razie...kontynuował:
-Jestem złym człowiekiem. Zaślepionym zemstą, tym wszystkim, ogarnięty bólem..ale nie potrafię tego zmienić. Nie zasługuję na to wszystko, na to, żebyś była obok. Ale mimo tego wszystkiego...nie potrafię Cię po prostu zostawić samej. Może za wcześnie, żebym o tym mówił, ale to prawda. Przy nikim nie znikało cierpienie, które noszę, przy nikim nie czułem się tak swobodnie. Mimo wszystko...pragnę, żebyś była obok tak często jak tylko się da. Nie mam pojęcia jak tak szybko zaczęłaś zdobywać moje serce, oraz duszę, ale robisz to każdego dnia skutecznie biorąc mnie w posiadanie. To wszystko dzieje się za wcześnie, za szybko...przepraszam, że mówię to wszystko, ale...chcę, żebyś wiedziała. Zawsze masz jeszcze czas, żeby się odwrócić. Nie chcę tego i nie żałuję ani jednej rozmowy z Tobą, niczego co związane z Tobą, ale chcę żebyś wiedziała.. - powiedział w końcu, przestał się uśmiechać. Zamilkł, czekając na to, co mu na to wszystko powie. Teraz dopiero ważyły się losy ich znajomości, ich relacji. Złapał ją za dłoń, tak bardzo pragnął ją teraz poczuć. Zacisnął na niej mocno palce, nie odrywając wzroku od jej tęczówek. Teraz może go po prostu zostawić. Doskonale wiedział, że był potworem, złym człowiekiem...Ale być może ona widzi w nim coś innego i zdecyduje się razem z nim topić w tym bagnie, brnąć w to?

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3416-bryan-carell#57308
Rosemarie Cleverly

avatar

Liczba postów : 963

PisanieTemat: Re: Trybuny Gryffindoru   Sro Kwi 08, 2015 7:27 am

-W takim razie jeżeli to prawda, to ja chcę mieć samych synów!- Oświadczyła niemal obrażona, że tak musi być, ale nadal z jej twarzy nie znikał uśmiech.- Ależ my jesteśmy niewdzięczne…- Powiedziała jakby sama do siebie, mając na myśli oczywiście całe córki, do której bezsprzecznie należała.
Patrzyła na niego trochę zmartwiona kiedy tak nagle posmutniał, wiedziała że myślał o swojej mamie… w końcu o kim innym jak właśnie rozmawiali o rodzicielstwie i dzieciach!? Chciała go jakoś wesprzeć, ale żadne słowa tutaj nie byłyby dobre. Przytuliła go i pocałowała w policzek prawie krzycząc tym gestem „Hej! Jestem tutaj! Chcę ci pomóc! Będzie dobrze!”, no przynajmniej mniej więcej coś takiego…
Zdjęcie pamiątki po mamie przecież nie wymaże jego wspomnień o niej… a przynajmniej jastrząb dawał mu pretekst do „odświeżania” tych dobrych, które powinien pamiętać zawsze.
Kiedy oderwał się od niej, przygryzła wargę, aby powstrzymać uśmiech, zadowolona z siebie, wiedziała że nie będzie mógł się powstrzymać. Po chwili zaczął mówić dość niepewnie, jakby miał jej do przekazania coś ważnego… nigdy jeszcze tak się do niej nie zwracał, więc zrobiła się czujna i usiadła tak, aby być naprzeciwko niego i móc patrzeć mu w oczy. Na początku nie reagowała na to co mówił, po prostu słuchała nie do końca wiedząc o co mu chodzi. Gdy tylko usłyszała, że twierdzi iż jest złym człowiekiem ożywiona pokręciła głową, przecząc jego słowom, ale nie mówiła jeszcze nic, pozwalając mu dokończyć. Siedziała tam zdumiona i urzeczona jego wyznaniem. Odwzajemniła uścisk dłoni i mimo że chłopak nie wiedział to właśnie on dodał jej sił, aby zacząć mówić.
-Bryan…- Zwróciła się do niego niepewnie, mając zamiar zaprzeczyć jego stwierdzeniu o nim samym.- Wcale nie jesteś złym człowiekiem, tylko wiele ludzi bardzo cię skrzywdziło… i musisz się teraz w tym wszystkim odnaleźć.- Dziewczyna chyba nawet nie do końca wiedziała co mówi… ale kontynuowała.
- Ktoś mądry kiedyś powiedział…- Tutaj powstrzymała parsknięcie, które było całkowicie nie na miejscu, ale nigdy się nie spodziewała, że będzie kogokolwiek cytować.-… że „wszyscy mamy w sobie tyle samo dobra co zła i tylko od nas zależy, jaką drogą pójdziemy.” Ja się całkowicie zgadzam z tymi słowami. To jest twój wybór i potrafisz to zmienić, ja w to wierzę.- Po tych słowach przymknęła na chwilę oczy, aby móc poukładać sobie w głowie to co chciała powiedzieć dalej.
-Nie można zasługiwać na ludzi, właśnie na tym polega magia uczuć, obdarzamy nimi innych bez względu na to kim są i jacy są, ale nawet gdyby było tak jak mówisz, zasługiwałbyś na więcej niż ci się wydaje. I bardzo się cieszę, że mi to powiedziałeś, bo mam niemal tak samo i w sumie nawet zaczęłam się bać o samą siebie… że coś ze mną nie tak i za szybko się angażuję. Nie potrafiłabym się teraz odwrócić i cię zostawić. Bardzo powoli, mój organizm zastępuje sobie tobą tlen, a ja chyba boję się tak uzależnić.- Dziewczyna bała się, że mimo wszystko chłopak ją kiedyś zostawi mimo słów, które przed chwilą powiedział, że później będzie cierpieć. Nie chciała aby odebrał tego, że nie chce się angażować czy coś… było wręcz przeciwnie, ale jeżeli mówili sobie całą prawdę, to nie mogła tego pominąć.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t608-rosemarie-rose-cleverly
Bryan Carell

avatar

Liczba postów : 180

PisanieTemat: Re: Trybuny Gryffindoru   Sro Kwi 08, 2015 8:37 am

Cóż, ciężko było o niej nie myśleć - minęło tak nie wiele czasu odkąd jej zabrakło, jej obraz w jego głowie ciągle był wyraźny - być może z czasem to wszystko przestanie tak boleć, ale na tą chwilę...Tak nie musiało być. To nie choroba, czy starość odebrała jej życie, a obcy ludzie, zwolennicy Voldemorta. Była...mugolem, więc czarodzieje nie powinni się nią zainteresować. Czy to było związane z jego zaginionym ojcem? To wszystko go dręczyło, nie pozwalało spać...Uśmiechnął się naprawdę szczerze, zamykając na moment oczy, gdy go przytuliła. Och, niemalże natychmiast jego myśli przeniosły się na nią, a smutek został zastąpiony innym - do tej pory nieznanym mu uczuciem...Naprawdę dobrze było ją mieć przy sobie. Być może było to prawdą - ta pamiątka przywoływała co prawda same dobre wspomnienia, ale dobre czy złe..dalej go dręczyły, nie pozwalając mu normalnie żyć. Rosita nie chciała by, żeby tak się tym wszystkim zamartwiał, wiedział o tym doskonale, aczkolwiek...na tą chwilę nie umiał tego zrobić i prawdopodobnie jeszcze długo nie będzie potrafił. Matka - jeśli gdzieś tam z góry na niego patrzy - będzie musiała mu wybaczyć, że nie potrafi przestać o tym wszystkim myśleć. Dostrzegł ten uśmiech i zrozumiał, iż właśnie pokazał dziewczynie, że faktycznie nie potrafi się powstrzymać, więc jakieś głupie 'kary' pod tytułem 'nie będę Cię całował' raczej się tutaj nie sprawdzą...Kurde, nie dobrze. Chyba koniec z droczeniem się...Jakoś będzie musiał to przeżyć.
Spuścił głowę, wbijając spojrzenie w ich złączone dłonie i uśmiechnął się pod nosem, gdy zaczęła mówić. Musiał na chwilę jej przerwać, by wyrazić swoją opinię na temat pierwszych słów, które wydostały się z jej ust.
-Nie masz racji. Jestem, wiem o tym. Mogę się zmienić, ale na tą chwilę? Sam sobie chyba nie ufam, moje ciało czasami...robi rzeczy, których nie chcę, których potem żałuję. Tak jak w tym pokoju wspólnym, gdy się poznaliśmy. Myślisz, że chciałem Ci zrobić krzywdę? Nie, ale reakcja była naturalna, a jeśli następnym razem złapię Cię za gardło, zrobię krzywdę, odruchowo? Nie będziesz mnie chciała znać, i całkiem słusznie...boje się tego kim jestem. I..kto tak powiedział? Kogo cytowałaś? - odpowiedział nie podnosząc na nią wzroku, cały czas patrzył na ich ręce. Jak zwykle jego kciuk zaczął delikatnie przesuwać się po wierzchu jej dłoni, a on wysłuchał jej do końca, nie przerywając jej już.
-Może i dobrze, że się boisz...ludzie pojawiają się i znikają, życie jest kruche, można się przyzwyczajać, ale nie zawsze to się kończy dobrze. Mimo wszystko...bez ryzyka nie ma zabawy, ta? - powiedział, na samym końcu wreszcie podnosząc głowę i zajrzał jej w oczy.
-Chyba...jeśli nie spróbujemy nie dowiemy się czy te obawy były słuszne... - szepnął jeszcze, a kąciki jego ust delikatnie drgnęły...Po chwili [You must be registered and logged in to see this link.] nie wiedząc, czy będzie chciała się w to pchać, pogrążył się w swoich myślach...

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

[You must be registered and logged in to see this image.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3416-bryan-carell#57308
Rosemarie Cleverly

avatar

Liczba postów : 963

PisanieTemat: Re: Trybuny Gryffindoru   Sro Kwi 08, 2015 4:33 pm

Doskonale wiedziała, że nie będzie mu łatwo pozbyć się tej całej nienawiści, ale miała nadzieję, że mu się to uda, przecież nie można wiecznie tak żyć, w końcu ta wściekłość zacznie zbierać swoje plony. Jego mama na pewno nie chciałaby aby się tym zadręczał, szukał winnego, a później się mścił. Była prawie pewna, że chciałaby aby chłopak był szczęśliwy.
W sumie to nie wiedziała co ma mu powiedzieć, nie miała żadnej rady, a co gorsze nawet przekonania. Nie wierzyła, że jest zły, ale nie wróżyło zbyt dobrze kiedy sam sobie nie ufał, bo tylko on mógł zapanować nad sobą na tyle by powstrzymać swoje odruchy.
Oczywiście, że wiedziała, że nie chciał zrobić jej krzywdy, automatycznie nawet pokiwała głową nadal milcząc.
-Nie zrobisz mi krzywdy.- Tego akurat była całkowicie pewna, gdyby było inaczej nie siedziałaby tutaj, nie czułaby się tak bezpieczna jak się czuje. Gdyby było inaczej cały czas miałaby w głowie tamten incydent, a nie miała. Tym bardziej nie miała zamiaru chcieć przestać go znać… to to już całkowicie był jakiś absurd.
Przezwyciężenie lęku przed samym sobą musiało być chyba trudne.. ale zazwyczaj boimy się chyba nieznanego, więc wydawało jej się, że poznanie całkowite samego siebie mogło pomóc.
-W sumie to nie pamiętam.- Dziewczyna zapamiętała te słowa, bo jej się spodobały, były niesamowicie trafne i przypominały jej, to że może wybrać, każdego dnia na nowo musiała wybierać, w którą stronę chce iść, choć nie zawsze wybór był taki prosty. W tym wypadku autor nie był dla niej zbyt ważny.
Miał całkowitą rację, życie nie było wieczne, a ludzie odchodzą i to jest naturalna kolej rzeczy, ale co to za życie w strachu przed utratą?
-Oczywiście, że nie ma!- Potwierdziła i odpowiedziała spojrzeniem na spojrzenie z nikłym cieniem uśmiechu na ustach. Była gotowa spróbować, w końcu chyba nie ma nic do stracenia, jej serce było już tyle razy połamane, że kolejny ewentualny raz tak bardzo jej mu nie zaszkodzi. Chłopak odwrócił głowę, więc położyła dłoń na jego policzku odwracając sobie jego twarz w stronę swojej i pocałowała go bardzo delikatnie, wręcz nieśmiało wyrażając tym samym swoją gotowość, aby spróbować.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t608-rosemarie-rose-cleverly
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Trybuny Gryffindoru   

Powrót do góry Go down
 

Trybuny Gryffindoru

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Stół Gryffindoru
» Nauczyciele fabularni
» Trybuny
» Trybuny
» Pokój Wspólny Gryffindoru

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
List z Hogwartu :: Wspomnienia :: Porządki 3. :: HOGWART :: TERENY ZAMKOWE :: Boisko Quidditcha-