a
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Opuszczona pracownia
List z Hogwartu
Niestety jak to często bywa, coś się kończy, a coś innego zaczyna. Czas Listu z Hogwartu dobiega końca. Mam nadzieję, że część osób będzie wspominało tę stronę z pewnym sentymentem, a nawiązane tutaj znajomości przetrwają pomimo zakończenia naszej działalności. Dziękujemy za te dwa lata! Administracja


 

 Opuszczona pracownia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Budowy

avatar

Liczba postów : 299

PisanieTemat: Opuszczona pracownia   Wto Gru 23, 2014 11:29 pm

Przestronne pomieszczenie na co dzień niedostępne dla studentów bez nadzoru prowadzącego. Przestronna sala z gobelinami na ścianach pogrążona jest w półmroku. Zakurzone, ciężkie zasłony przysłaniają okna wychodzące na zachód. Pracownia dawno zapomniała jak wyglądają ławy studenckie. Można tu znaleźć wiele zapomnianych, nadgryzonych zębem czasu sprzętów, których lata świetności dawno minęły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morganit Underwill

avatar

Liczba postów : 10

PisanieTemat: Re: Opuszczona pracownia   Sro Gru 24, 2014 12:20 am

Stała przed drzwiami opuszczonej pracowni na trzecim piętrze, ściskając w drżącej dłoni list od profesora Riordana. Już dawno nie czuła takiego lęku przed naciśnięciem klamki (ostatni raz jak schodziła do piwnicy po ziemniaki w rodzinnym domu). Nie miała pojęcia co zrobi, jak już tam wejdzie, jak się wytłumaczy, czy Riordan będzie zły czy spokojny…Na zajęciach zwykle sprawiał wrażenie kumpla wszystkich studentów, jeśli czasem załamywał nad nią ręce to raczej było to na tyle łagodne, że nie czuła presji, ale ten list….Był o wiele poważniejszy niż zwykle bywają takie listy. Zwykle? Chyba była pierwszą studentką, którą Riordan ściągnął na konsultacje.

Westchnęła nad własną głupotą. Jak mogła zapomnieć o podstawowych zaklęciach? Dyshaste i Golveranium, to jak wątroba i nerka całego organizmu obronnych zaklęć, a ona tak po prostu je pominęła. Jak ma wytłumaczyć, że studentka B e z p i e c z e ń s t w a Magicznego nie pamięta zaklęć obronnych?

O Merlinie, miej mnie w opiece – wyszeptała pod nosem i nacisnęła klamkę. Drzwi otworzyły się z cichym skrzypieniem. Profesora Riordana jeszcze nie było. Na moment poczuła ulgę, mając nadzieję, że ta chwila samotności pomoże jej w znalezieniu dobrego wytłumaczenia, ale zaraz pomyślała, że przecież dobre wytłumaczenie nie istnieje. Powoli podeszła do wielkiego gobelinu, starając się skupić na nim myśli, choć cała drżała ze stresu i, co tu dużo mówić, strachu. A co jeśli Riordan powie, że z tak marnymi wynikami nie nadaje się by studiować Bezpieczeństwo magiczne? Co wtedy? Wyleci z kolegium na zbity pysk i co dalej?

Skrzypnięcie drzwi. Odwróciła się i ujrzała profesora Riordana, zamykającego właśnie drzwi.

-Dzień dobry, panie profesorze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3237-morganit-underwill
Máirtín Riordan

avatar

Liczba postów : 61

PisanieTemat: Re: Opuszczona pracownia   Pon Gru 29, 2014 4:17 am

Stał przed drzwiami opuszczonej pracowni na trzecim piętrze, ściskając mocno w dłoni uchwyt od klatki, którą przykrył czarną płachtą. Ze środka dobiegały piski i wrzaski, których nie dało się niczym zagłuszyć. Nie zaprzątał sobie jednak nią głowy. Chociaż bardzo utrudniała mu nasłuchiwanie, czy panna Underwill znajduje się już w środku czy też nie. W drugiej ręce trzymał zwiniętą równo jej pracę. Na ustach błąkał mu się uśmiech. Owszem, na zajęciach był kumplem wszystkich studentów, załamywał czasem ręce nad Morganit, czasem coś podpowiadał, albo twierdził, że w dziedzinie transmutacji nie nadaje się do niczego, by po chwili pochwalić, jeśli udało jej się zmienić kolor jednej brwi u swojego partnera ćwiczeniowego. Nie wiadomo od czego zależne były te jego zachowania. Mimo na ogół luzackiego podejścia, często udowadniał jednak, że to on tam rządzi i kiedy chciał, potrafił wywołać presję u studentów. Tak, jak ten list… Tak, to był pierwszy list, który Riordan wysłał do studenta w tym semestrze i zdawał sobie doskonale sprawę z tego, że trochę dziewczynę nastraszył.
- O, Slyherinie, miej ją w swojej opiece. – Mruknął i nacisnął klamke, a drzwi otworzyły się ze skrzypnięciem. A jednak zawartość nakrytej płachtą klatki zagłuszyła mu dźwięki dobiegające z wewnątrz. Nie spodziewał się tutaj Morganit tak wcześnie, ale kiedy tylko zamknął za sobą drzwi, odwrócił się z luzackim uśmiechem na ustach.
- No cześć, panno Underwill. – Rzekł wesoło, zwracając się do swej studentki, po czym odszedł do najbliższej ławki i postawił na niej klatkę. Gdy tylko to zrobił, stracił nią kompletnie zainteresowanie. Co było dosyć dziwne, bo nikt nie robił takiego hałasu jak tajemnicza zawartość pod płachtą.
- Jak tam, prezenty już zapakowane? Wybierasz się do rodziny? – Spytał, mimo, że niespecjalnie go ta pierwsza informacja interesowała. Chciał jakoś rozładować napiętą sytuację. W końcu nie wytrzymał i rozwinął jej esej, czytając na głos fragmenty, które, tak, właśnie! Najbardziej mu się podobały. Dziewczyna wydawała się zdezorientowana, więc pospieszył z wyjaśnieniami.
- Świetna praca, Morga… yy… panno Underwill! Mówię poważnie! Widać, że się przykładałaś do teorii i jako jedna z nielicznych dostałaś za nią Zadawalający. A nie ma wyższych ocen. Brawo. – Mruknął i odłożył jej pracę na biurko, po czym podszedł bliżej do dziewczyny, zakładając ręce na piersiach.
- Tak, mój list brzmiał groźnie, zdaję sobie z tego sprawę. Musiałem Cię postraszyć, żebyś tu dzisiaj przyszła. – Ciągnął, nie odrywając spojrzenia z jej twarzy. – Musiałem jednak Cię zobaczyć, to znaczy, zobaczyć czy masz opanowane zaklęcia, które pominęłaś w pracy, a które postanowiłem Ci wybaczyć i jednak zaliczyć. Co powiesz na wspólne przećwiczenie tych dwóch zaklęć i na koniec ładne Z do karty studenckiej tak na dobry początek świąt? – Wyszczerzył zęby w uśmiechu.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Máirtín Riordan
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3190-mairtin-riordan
Morganit Underwill

avatar

Liczba postów : 10

PisanieTemat: Re: Opuszczona pracownia   Czw Sty 08, 2015 9:27 pm

O cześć panno Underwill? Prezenty spakowane? Zgłupł czy co?…w jej głowie jedna myśl goniła drugą. Przecież spodziewała się połajanki, miał jej powiedzieć, że się nie nadaje na studentkę Bezpieczeństwa Magicznego, że pływa w płytkim brodziku intelektualnym i że jej żałosne wyczyny na zajęciach transmutacji są poniżej jego tolerancji i cierpliwości, a ten ustawia sobie jakąś skrzeczącą klatkę i wypytuje się o prezenty!

Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć (choć nie bardzo miała pomysł co), kiedy wyciągnął jej esej i przeczytał kilka fragmentów. Ach, to o to chodzi…już na wstępie uczynił aluzję, że czas pakować się do domu i lepiej nie wracać, a teraz, żeby ją pogrążyć, czyta sobie z uśmiechem fragmenty jej pracy. I to akurat te, które według niej były jednymi z lepszych! Może to jednak pan profesor jest niedouczony. Otworzyła usta jeszcze szerzej, wzięła głęboki oddech i…

"Świetna praca panno Underwill!” – kpi sobie? Poważnie? Jakby na potwierdzenie jej myśli dodał „mówię poważnie!”. Nic już nie rozumiała. Wysłuchała go spokojnie do końca z każdą chwilą rozumiejąc coraz mniej. To znaczy, że dobrze napisała? To czemu jej burczał w liście, że źle? O kopa się prosi, jak nic. I jeszcze ta jego mina, cieszy się jak szczur na otwarcie kanałów.

– To znaczy, że pan profesor chciał tylko sprawdzić czy znam te dwa zaklęcia, o których zapomniałam? O rany, a ja byłam przekonana, że moja studencka kariera właśnie się skończyła, hihihi, ale ulga – zachichotała, na co Riordan uniósł brew – przepraszam, zawsze chichoczę jak się okazuje, że coś, czym się stresowałam, okazuje się pierdołą. To znaczy..yyy…nie było takie przerażające, jak myślałam. Także ten… – zakołysała się na stopach, nie mając pojęcia co powiedzieć. Riordan nadal przyglądał jej się z uprzejmym zainteresowaniem, co było na swój sposób przerażające. Jakby koniecznie chciał usłyszeć resztę zdania, którego nie mogła sklecić w głowie – to co tam? Chochliki kornawalijskie, tak? – powiedziała wskazując na skrzeczącą klatkę – To ja może pokażę co potrafię.

Riordan nadal patrzył na nią z dziwną miną. Uśmiechał się lekko, a palcem wskazującym przesuwał po ustach. Wygląda jakby mnie chciał zjeść – pomyślała, ale jednocześnie zrobiło jej się gorąco. Nigdy się nikomu do tego nie przyznała, ale Mairtin Riordan wywoływał w niej uczucia, jakie nie powinny się nigdy pojawić między studentką, a profesorem. Wystarczyło spojrzenie czy choćby ten uśmiech…jeden kącik ust podnosił nieco wyżej, zauważyła to już dawno. Pojawiało się w nim wtedy coś z cwaniaczka, ale tez coś takiego…niebezpiecznego. Niesamowicie ją ten widok hipnotyzował. Wbrew temu, co powiedziała przed chwilą, nie mogła ruszyć się z miejsca. Gapiła się na te usta, po których przesuwał palcem i nagle nawiedziła ją myśl, że sama chciałaby to zrobić. Dotknąć jego ust albo nawet sprawdzić jak smakują…

Potrząsnęła głową, jakby wybudzając się z jakiegoś transu. Riordan uśmiechnął się szerzej i wskazał palcem klatkę, jakby chciał powiedzieć „śmiało panno Underwill, pokaż mi co potrafisz”. Podeszła do klatki i zdjęła z niej czarną płachtę. Tak jak myślała, siedziały w niej dwa chochliki kornwalijskie, które robiły tyle rabanu. Przez tę krótką chwilę, kiedy myślała o ustach Riordana, w ogóle nie zwróciła uwagi na hałas, jakby świat dookoła przestał istnieć… Ale teraz nie mogła się rozpraszać. Musiała pokazać, że zasługuje na dobrą ocenę.

– Alohomora – mruknęła. Klatka natychmiast się otworzyła i oba chochliki wyleciały z niej z okropnym piskiem. Hałas, jaki robiły był nie do zniesienia. Darły się jak stare prześcieradło. Starała się oba śledzić wzrokiem, ale te dwa niebieskie stworki były niesamowicie szybkie. Utrzymać oba w polu widzenia było, mimo wszystko, dość trudne. Jak tylko zorientowała się, że w klatce siedzą dwa chochliki była zła na Riordana, że przyniósł jej do pokonania potworki, o których uczą się drugoklasiści w Hogwarcie. Ale teraz zrozumiała, że chochliki mają tę wspaniałą cechę, że wymagają od obrońcy oczu dookoła głowy. Tak jak podczas walki ze śmierciożercami. Uniosła różdżkę. Kątem oka zauważyła, że Riordan zrobił to samo. O nie, panie profesorze, poradzę sobie sama…Wiedziała, że nie może jej się nie udać.

– Dyshaste! Golveranium! – krzyknęła celując najpierw w jednego, potem w drugiego stworka. Zaklęcia trafiły bezbłędnie. Nagle w sali zrobiło się zupełnie cicho. – Accio chochliki – powiedziała spokojnie. Oba ciałka nieprzytomnych chochlików podleciały do niej posłusznie. Wzięła je na ręce i przeniosła do klatki – Colloportus.

Odwróciła się do Riordana z nieco wyzywającą miną.

– I jak? Zadowoliłam pana profesora?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3237-morganit-underwill
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Opuszczona pracownia   

Powrót do góry Go down
 

Opuszczona pracownia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Opuszczona pracownia
» Opuszczona Kapliczka
» Opuszczona stacja kolejowa
» Opuszczona radziecka baza
» Pracownia alchemika

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
List z Hogwartu :: Wspomnienia :: Porządki 3. :: III piętro-