a
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Cathelynn Kenway
List z Hogwartu
Niestety jak to często bywa, coś się kończy, a coś innego zaczyna. Czas Listu z Hogwartu dobiega końca. Mam nadzieję, że część osób będzie wspominało tę stronę z pewnym sentymentem, a nawiązane tutaj znajomości przetrwają pomimo zakończenia naszej działalności. Dziękujemy za te dwa lata! Administracja


 

 Cathelynn Kenway

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Cathelynn Kenway



Liczba postów : 7

PisanieTemat: Cathelynn Kenway   Pią Maj 15, 2015 9:36 pm

Imię/imiona: Cathelynn Jane
Nazwisko: Kenway
Czystość Krwi: 3/4
Data urodzenia: 06.05.1954
Miejsce urodzenia: Rochester, Anglia.
Miejsce zamieszkania: Londyn, Anglia.
Była szkoła:
• Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, Ravenclaw (z wyróżnieniem);
• Uniwersytet im. Gunhildy z Gorsemoor w Bristolu.
Posada: Uzdrowiciel w Klinice Magicznych Chorób i Urazów Świętego Munga (Oddział Urazów Pozaklęciowych).
Różdżka: Dziki bez, 11 cali, włos z grzywy kelpii.
Patronus: Gronostaj.
Bogin: Ona sama – ubrana w łachmany klęczy na środku ruchliwej ulicy i żebrze. Ludzie nie zwracają na nią nawet uwagi. Jest nikim, nic nie osiągnęła i nigdy nie osiągnie.

Wygląd: Słychać stukot obcasów, nie za wysokich – w końcu nie chodzi tylko o to, żeby wyglądać dobrze – liczy się również wygoda. Na wietrze powiewa lekka, jednolicie biała sukienka. Cathelynn porusza się wdzięcznie, z gracją – wygląda bardzo kobieco i delikatnie. Jej atutem są zdecydowanie nogi – odziedziczone po matce, długie i zgrabne.
W dzieciństwie była dosyć pulchna i miała ogromne kompleksy na punkcie swojej wagi, dlatego też za cel postawiła sobie wypracowanie ładnej sylwetki, na którą koleżanki będą spoglądały z zazdrością. Dzięki regularnym ćwiczeniom i ograniczeniu słodyczy do minimum (jednak szarlotką nie pogardzi), do tej pory udaje jej się utrzymać nienaganną figurę – może jest odrobinę zbyt szczupła, matka wypomina jej to przy każdej możliwej okazji.
Cathelynn lubi subtelne, jasne barwy – najlepiej czuje się w bieli i delikatnych, pastelowych kolorach. Stara się unikać obszernych szat – zwyczajne ubrania nie tylko odpowiednio podkreślają sylwetkę, ale są przede wszystkim znacznie wygodniejsze.  Jeśli sytuacja tego wymaga, wkłada typowo czarodziejskie ubrania – w pracy, tak jak wszyscy uzdrowiciele, nosi żółtozieloną szatę – której, zresztą, szczerze nienawidzi, to zdecydowanie nie jej kolor, więc poza szpitalem nigdy się w niej nie pokazuje. Ze względu na jasną karnację kobiety, jej szafa jest bardzo uboga w ciemne kolory – wygląda w nich jak chodząca śmierć. Latem sytuacja się nie zmienia – podczas, gdy inni świecą ładną opalenizną, Cathelynn smaruje się najmocniejszym filtrem, aby ochronić się przed promieniami, które natychmiast powodują oparzenia i czerwonawy kolor skóry – jej cera jest bardzo wrażliwa, a skutki działania słońca są dla niej wręcz tragiczne.
Cathy posiada długie blond włosy, naturalnie nieco ciemniejsze – obecny kolor uzyskała dzięki rozjaśnieniu. Mają skłonność do przesuszania i rozdwajania końcówek, dlatego Cath stosuje odpowiednie, sprawdzone środki pielęgnacji i podcina je od czasu do czasu, tak, aby zawsze prezentowały się jak najlepiej. Zwykle delikatne fale opadają na jej szczupłe ramiona, czasem spięte są w wysoki kucyk, aby nie wchodziły w oczy. Cathy nie ma z ich układaniem większych problemów – chyba, że niefortunnie wyjdzie z domu w czasie deszczu – wtedy włosy wariują i każdy wykręca się w inną stronę, tworząc ciekawy artystyczny nieład.
Kobieta ma pociągłą twarz z trójkątnym podbródkiem. Uważa, że jej czoło jest trochę zbyt wysokie – kiedyś próbowała przykryć je grzywką, ale stwierdziła, że w ten sposób wygląda jeszcze gorzej. Spod naturalnie dosyć krótkich, przedłużonych tuszem rzęs, spoglądają jasnoniebieskie oczy. Ogromnym kompleksem Cathy są fioletowawe cienie, spowodowane prawdopodobnie niewystarczającą ilością snu, które nauczyła się skutecznie kryć makijażem. Ma ładnie wykrojone usta, obowiązkowo pomalowane pomadką bądź błyszczykiem – Cathelynn ma nawyk przygryzania warg, wpływający niekorzystnie na ich wygląd zwłaszcza zimą – w ten sposób stara się zapewnić im odpowiednie nawilżenie. Kobieta bardzo często uśmiecha się, pokazując proste, białe zęby – pomimo nałogowego palenia i picia kawy, udaje jej się uzyskać taki efekt dzięki domowemu wywarowi z rdestu ptasiego.
Już dawno pozbyła się wszelakich problemów dermatologicznych związanych z wiekiem dojrzewania, ale pozostało jej po tamtych mrocznych czasach kilka blizn na prawej skroni. Poza tym, kondycja jej skóry jest bardzo dobra, jeszcze nie zauważyła na swojej twarzy żadnych oznak starzenia.

Charakter: Cathelynn Jane Kenway to kobieta obdarzona wielką ambicją – do wyznaczonych celów brnie wręcz po przysłowiowych trupach, jest nieugięta i nigdy nie poddaje się bez walki. Zawsze dotrzymuje wcześniejszych ustaleń i jeżeli już podejmie jakieś działania, da z siebie wszystko, nawet, jeśli będzie zmuszona zarywać noce, aby osiągnąć zamierzony efekt. Jeśli na czymś jej zależy, działa z wielkim zapałem i rozmachem, dopracowuje nawet drobne detale – jest typem perfekcjonistki. Nie lubi, kiedy coś idzie nie po jej myśli – wszystko ma być tak, jak w planach, nie ma nawet mowy o zmianach w ostatniej chwili – to zburzy całą ideę.
Nigdy nie bała się wychodzić przed szereg – wręcz przeciwnie, wszelkiego rodzaju wyróżnienia zawsze dawały jej ogromną satysfakcję, a z myślą, że przewyższa innych czuła się bardzo dobrze i chętnie zbierała pochwały. Podziw, tak samo jak zazdrość, zawsze dodatkowo motywowały ją do działania. Bardzo przyjemnie było patrzeć, jak inni za wszelką cenę próbują ją pokonać – rywalizacja specjalnie jej nie pociągała, zawsze na pierwszym planie stawiała wielkie ambicje, jednak taki wyścig szczurów był miłym urozmaiceniem. W końcu jej pracowitość przerodziła się jednak w pewnego rodzaju pracoholizm. Co prawda, nie przebywa w szpitalu dwadzieścia cztery godziny na dobę i siedem dni w tygodniu, ale chętnie wykonuje działania wykraczające poza jej zwyczajne, codzienne obowiązki. Nie lubi monotonii, więc praca uzdrowiciela daje jej dużo satysfakcji – spotyka się bowiem z wieloma różnymi, ciekawymi przypadkami, które dogłębnie analizuje.
Panna Kenway umiejętnie odgradza sprawy prywatne od zawodowych – nawet, jeśli nie układa jej się w życiu cywilnym, stara się nie wyżywać na swoich podopiecznych. Jeśli chce zdobyć uznanie i podbić świat magomedycyny, nie może patrzeć na ludzi jedynie przez pryzmat ich dolegliwości – w każdym widzi człowieka, którego należy wyleczyć, a nie jedynie chorobę, której trzeba się pozbyć. Obcowanie z innymi i możliwość niesienia im pomocy również daje jej mnóstwo radości – dlatego tak bardzo kocha swoją pracę i w pełni się jej poświęca.
Prywatnie, Cathelynn ma zdecydowanie mniej cierpliwości. Ciągła huśtawka nastrojów jest u niej normą – po burzy z piorunami przychodzi spokój i wyciszenie. W tej chwili, jako dorosła kobieta, potrafi już w pewnym stopniu kontrolować swoje nerwy. Zdaje sobie sprawę z tego, że nie ma po co ich strzępić – zewnętrzne opanowanie, nawet, jeśli w środku wszystko kipi i bulgocze, jest o wiele lepszą bronią.  Stara się nad nimi zapanować, ale to bardzo trudne zadanie i nie zawsze daje sobie z tym radę. Zaciska dłonie w pięści, boleśnie wbijając w nie paznokcie, liczy w myślach do dziesięciu – a jeśli nawet to nie pomaga… Cóż, bywa.
Cath jest bardzo szczera – nie tylko dlatego, że sama oczekuje od ludzi szczerości, ale również ze względu na to, że kompletnie nie potrafi kłamać. Choćby nie wiadomo jak się starała, rozmówca zawsze jest w stanie przyłapać ją na łganiu. Świetnie zdaje sobie sprawę z tego, jak wielki wpływ na rozwój choroby ma chęć walki  – dlatego w kontaktach z pacjentami stara się wyolbrzymić dobre wiadomości i w ten sposób lekko zatuszować te złe – ale to w końcu nie jest kłamstwo, prawda? Prywatnie, Cath nie jest z tych, które podają chusteczki i głaszczą po głowie – powie otwarcie, co myśli, nawet, jeśli będzie to trudne. Uważa, że postawienie do pionu szczerą rozmową jest o wiele lepsze niż wspólne szlochanie w kącie.
W kontaktach z ludźmi Cathelynn jest otwarta, ale ma tendencję do oceniania książki po okładce. Zdobycie jej sympatii nie jest jednak aż tak trudne jak się wydaje, gorzej z zaufaniem – potrzeba się trochę natrudzić, aby je sobie zaskarbić.
Cathy uwielbia wszelkiego rodzaju zakłady i wyzwania. Jest gotowa zrobić praktycznie wszystko, aby wygrać – bo wygrywać uwielbia. Nie ma jednak na względzie zdobycia poważania wśród znajomych, zabłyśnięcia w towarzystwie – to raczej przyjemny efekt uboczny. Główną iskierką jest chęć do przezwyciężania samej siebie, pokazania nie tylko innym, ale przede wszystkim samej sobie, ile jest warta i na jak wiele ją stać.

Biografia: Meredith Julianne Kenway właśnie zaczynała praktyki w Ministerstwie Magii. Z jej orientacją w terenie nigdy nie było zbyt dobrze, więc w tak ogromnym budynku przejście z jednego końca korytarza na drugi wydawało się wręcz niewykonalne. W tym piekielnym labiryncie, pełnym zdradzieckich zakamarków i krwiożerczych istot człekokształtnych, które tylko czekają, żeby wyssać z młodziutkiej, rezolutnej kobietki całą chęć do życia, spotkała jednak wybawienie. Niejaki Lyssander Chambers pojawił się znikąd, jakby sfrunął prosto z nieba, osłonił własną piersią i wskazał drogę.
Prosto do swojego łóżka.
Cóż, weselne dzwony dla nich nie zabiły – mężczyzna nie był zainteresowany związkiem, a już zwłaszcza z Meredith, która absolutnie nie nadawała się na żonę przyszłego spadkobiercy pokaźnego majątku rodziny Chambersów. Po pierwsze i najważniejsze – nie miała statusu krwi. Pożądana była kobieta ze starego, szanowanego, szlachetnego rodu – ktoś musi w końcu odbudować reputację ich nazwiska, zniszczoną przez liczne błędy krewnych. Po drugie – nie miała wystarczająco dużo pieniędzy. Mezalians byłby kolejną wielką plamą na honorze ich rodu, a na to nie mogą sobie pozwolić.
A dziecko?
Wypieraj się! Nikt nie musi o tym wiedzieć.
Meredith była zmuszona porzucić studia. Wróciła do Rochester, na garnuszek rodziców – okoliczności nie były najprzyjemniejsze, ale Viveca i Ebeneser skutecznie kryli żal, jaki mieli do córki – serca i tak im się krajały, kiedy słyszeli szloch zza drzwi jej pokoju.

Szósty maja tysiąc dziewięćset pięćdziesiątego roku był pięknym, słonecznym dniem – na błękitnym niebie nie sposób było dostrzec choćby jeden malutki obłoczek, radosne dzieci biegały po zielonej trawie, lekki, ciepły wietrzyk powiewał sukienkami kobiet. Ptaki właśnie rozpoczęły swój koncert – a towarzyszył im akompaniament w postaci przekleństw i bliżej nieokreślonych dźwięków, jakie wydawała z siebie Meredith. Poród nie należał do najłatwiejszych, po drodze wynikły drobne komplikacje, dopiero w ostatniej chwili kapryśne dziewczę przyjęło odpowiednią pozycję. Wszystko zakończyło się szczęśliwie i zarówno świeżo upieczeni dziadkowie, jak i matka nie posiadali się z radości.
Cathelynn (C-A-T-H-E-L-Y-N-N, na ineksprymable Merlina. Niech Tartar pochłonie wszystkie plugawe istoty, które w przyszłości dopuszczą się popełnienia błędu w czcigodnym imieniu naszej bohaterki. To naprawdę bardzo męczące, kiedy musisz pięć razy literować swoje dane pani w okienku – a ona i tak popełni błąd!) bardzo szybko zaczęła wykazywać zdolności magiczne, już za czasów kołyski normą były spadające z półek porcelanowe talerze z ulubionej zastawy babci. Wszystkie cenne przedmioty zostały więc w ekspresowym tempie owinięte w folię bąbelkową, popakowane w pudełka i wyniesione na strych – gorzej, niż przy dziecku, które uczy się chodzić – one  tylko ciągają za obrusy i firanki, a nie zrzucają portrety rodzinne na głowę dziadka. Cathy dorastała wśród mugoli – Viveca, czarownica czystej krwi, zupełnie odcięła się od magicznego świata, kiedy poznała Ebenesera. Prowadzili niewielką, acz dobrze prosperującą kwiaciarnię w centrum miasta – może nie zbili fortuny, ale dochody były na tyle duże, że mogli utrzymać siebie, wnuczkę i córkę. Meredith nie wytrzymała jednak długo siedząc bezczynnie – kiedy tylko Cath poszła do szkoły, rozpoczęła poszukiwania pracy.
Dzieciństwo Cathelynn było szczęśliwe i beztroskie, pomimo tego, że wychowywała się bez ojca – dziadkowie bardzo ją rozpieszczali, Meredith natomiast, jako prawdziwa nadopiekuńcza matka, dosłownie wyrywała sobie włosy z głowy, kiedy córka huśtała się za wysoko lub wyszła z domu bez czapki – z czasem dziewczynka nauczyła się, że trzeba grzecznie zakładać ją na głowę, jak każe mamusia, a za rogiem upchnąć do plecaka.
Panienka Kenway oczywiście od początku wiedziała, kim jest i co ją czeka. Siedmioletnia, szczerbata Cathelynn (na listę została wpisana jako Kathelyn, bywa) podzieliła się tą tajemną wiedzą  ze swoją koleżanką i obiecała, że kiedy tylko skończy edukację w Hogwarcie, wróci do Rochester i zamieni znienawidzoną przez wszystkich panią Harvey w kretoszczura – niestety, dziewczynka nie uwierzyła i przesiadła się do innej ławki. Cathy obiecała, że na niej też się kiedyś zemści.
Na list z Hogwartu czekała z wielką niecierpliwością – w mugolskiej szkole nie było wcale tak źle – łatwo nawiązywała kontakty z rówieśnikami i przyswajała nowe wiadomości, jednak czym może być zwyczajna podstawówka w Rochester przy Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie? Więc kiedy w końcu stanęła na peronie 9 i 3/4, nic nie było w stanie zepsuć jej humoru – ani ta śmieszna szata, w którą siłą wcisnęła ją matka, ani tysiąc całusów cioci, ani kufer dwa razy większy i cięższy od przeciętnego (tak to jest przy nadopiekuńczej rodzicielce), ani Ślizgoni, którzy musieli dosłownie wynosić ją ze swojego przedziału – na upartą jedenastolatkę nie działały ani groźby, ani przekupstwa.
Tiara długo zastanawiała się nad przyszłym domem Kate Cath – podniecona dziewczynka musiała ją wręcz popędzać, co nieco uraziło Starą Czapkę (nasza bohaterka posunęła się nawet do tak straszliwej zniewagi) – w ostateczności zadecydowała, że Kenwayówna najlepiej odnajdzie się w Ravenclawie.
Przez pierwsze lata Cathelynn dawała z siebie wszystko, cały wolny czas przeznaczając na naukę. Kiedy nawet Krukoni nazywają cię kujonem – wiedz, że coś się dzieje. W kolejnych latach coraz trudniej było jej godzić życie towarzyskie z książkami – panienka Kenway postanowiła więc skupić się na tych przedmiotach, które zamierza kontynuować i do niczego się nie zmuszać. Wiedziała już, że w przyszłości zamierza zostać uzdrowicielem – eliksiry były jej ukochanym przedmiotem, z ogromną satysfakcją poszerzała wiedzę w tym kierunku, z zielarstwem nigdy nie miała problemów – po babci odziedziczyła rękę do roślin. Bardzo przykładała się również do zaklęć i uroków – w końcu im więcej wyniesie ze szkoły, tym bardziej ułatwi sobie dorosłe życie, oraz OPCM – zawsze warto mieć kilka zaklęć obezwładniających w rękawie. Oceny dziewczyny, zwłaszcza z transmutacji i historii magii, bardzo na tym ucierpiały, jednak pozwoliło jej to skupić się na przedmiotach, z którymi wiązała przyszłość. Z wróżbiarstwem nigdy nie miała problemów – dużo czytała, więc zawsze miała bujną wyobraźnię – pewnego dnia nauczycielka orzekła nawet, że Cathelynn ma dar, nad którym musi tylko trochę popracować. Największy problem zawsze sprawiało jej jednak... latanie na miotle, które nie idzie w parze z wrodzonym lękiem wysokości. Pierwsza lekcja wryła się w pamięć Cath na zawsze – miotła zupełnie odmówiła jej posłuszeństwa i w efekcie panienka Kenway wylądowała w krzakach, cała połamana. Następne dwa miesiące spędziła w skrzydle szpitalnym. Nic dziwnego, że nienawidzi Quidditcha!

Po ukończeniu Hogwartu, z bardzo wysokimi wynikami na OWuTeMach, została przyjęta na prestiżową uczelnię – Uniwersytet Magomedyczny im. Gunhildy z Gorsemoor w Bristolu. Tam jej zapał do pracy docenił znany profesor, Robert Landers, który wziął pod swoje skrzydła grupę najbardziej obiecujących młodych uzdrowicieli – w tym również Cathy. Pod czujnym okiem eksperta, Cathelynn nabyła praktycznych zdolności w miejscowym szpitalu, a potem, dzięki bardzo dobrej opinii wystawionej przez Landersa, otrzymała pracę w Klinice Magicznych Chorób i Urazów Świętego Munga, na Oddziale Urazów Pozaklęciowych. Dzięki zapałowi do pracy i ogromnym ambicjom, szybko stała się prawą ręką Naczelnego Uzdrowiciela.


Rodzina:
Meredith Julianne Reagan (z domu Kenway) – matka; 53 lata; półkrwi; wychowanka Hufflepuff'u; oficjalnie: bezrobotna, utrzymuje ją mąż - Joseph Reagan, nieoficjalnie: pisarka – na swoim koncie ma już kilka niezłych książek, jednak żadna nie przyniosła jej wielkiego rozgłosu (Van Gogh'a też doceniono dopiero po śmierci, Josephie! I nie, nie zrobię ci kanapki.). Z Cathelynn łączą ją bardzo dobre relacje. Kobieta utrzymuje stały kontakt z matką, pomimo tego, że dzielą je setki kilometrów – Meredith mieszka obecnie wraz z mężem w jego rodzinnym mieście – Corck w Irlandii. Pani Reagan, pomimo dobrych chęci, bywa dosyć irytująca – a już zwłaszcza wtedy, kiedy wtrąca się w życie córki (Cathy, mogłabyś sobie w końcu kogoś znaleźć... Jeśli tak dalej pójdzie, spędzisz całe życie ze stetoskopem po drugiej stronie łóżka!).

Lyssander Travis Chambers (a.k.a. Psychrolutes marcidus) – ojciec; 60 lat; krew czysta; wychowanek Slytherinu; członek Wizengamotu - ach, te znajomości! Cóż, kontakty Lyssandra i Cathelynn ograniczają się jedynie do słodkiego, acz przesyconego jadem Dzień dobry, panie Chambers! i bezczelnego uśmieszku na twarzy naszej bohaterki – mina Lyssandra to piękny prezent, który za każdym razem daje tyle samo satysfakcji – ale nie wynagrodzi cierpienia – ani jej, ani matce.

Joseph Reagan – ojczym; 54 lata; mugol; wraz z bratem prowadzi kancelarię adwokacką. Cathelynn i Joseph świetnie się dogadują – już na pierwszy rzut oka widać, że Meredith jest z nim naprawdę szczęśliwa – a szczęście matki jest dla Cathy najważniejsze. Po toksycznym małżeństwie z poprzednią kobietą, Josh – bo tak właśnie nazywa go Cath – odnalazł w końcu spokój i stabilizację.

Genevieve Marie i Aleister Cormac Chambers – przyrodnie rodzeństwo; 17 i 23 lata; krew czysta; wychowankowie Slytherinu. Nigdy nie zamienili słowa – tylko łypią na siebie groźnie z przeciwnych stron ulicy. Lepiej, żeby żadne nie trafiło w jej łapki – a jeśli będą mieć takiego pecha... Cóż, wyjdą ze szpitala w jeszcze gorszym stanie, niż kiedy do niego weszli.


Dodatkowe informacje:
• Cathelynn lubi eksperymentować w kuchni, łączyć przepisy, a czasem nawet wymyślać własne – wszystko zapisuje w specjalnym notatniku;

• Jest uzależniona od kawy – przy jej trybie życia, kawa jest wręcz niezbędna i Cath nie potrafi bez niej normalnie funkcjonować;

• Pali mugolskie papierosy – brzydki nawyk, jeszcze z czasów studenckich. Wiecznie stara się rzucić, jednak bezskutecznie. Ilość wypalonych papierosów zależy od stopnia poddenerwowania – takie "zapalanie" stresu w jakiś sposób pomaga jej się wyciszyć;

• Stroni od alkoholu – ma słabą głowę, a nie lubi tracić nad sobą kontroli. Jeśli już pije, to w niewielkich ilościach, z grzeczności;

• Wynajmuje niewielkie mieszkanie w  Londynie, skromnie, ale gustownie urządzone. Odkłada pieniądze, aby zakupić coś większego na własność – wie, że może liczyć na pomoc finansową matki i Josepha, ale woli zapracować na wszystko własnymi siłami;

• Nie cierpi, kiedy ludzie przekształcają jej imię – co, niestety, jest zjawiskiem dosyć często spotykanym (uczcijmy chwilą ciszy pamięć wszystkich, którzy dopuszczą się takiej zniewagi);

• Ma lęk wysokości – nienawidzi więc wszystkiego, co łączy się z oderwaniem stóp od podłoża;

• W jej małym królestwie rządzi Lucy – wredna fretka z ostrymi ząbkami, która skutecznie odstrasza od ukochanej właścicielki wszystkich adoratorów.

Wybrany wizerunek: Teresa Palmer.
Inne konta: Aktualnie tylko Cathy.
Dane kontaktowe: GG: 49514997.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3528-cathelynn-kenway
Jessi Mall



Liczba postów : 2424

PisanieTemat: Re: Cathelynn Kenway   Sob Maj 16, 2015 12:35 am



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t866-jessica-jessi-mall
 

Cathelynn Kenway

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
List z Hogwartu :: Bohaterowie :: KRONIKI :: DOROŚLI-