a
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Cele
List z Hogwartu
Niestety jak to często bywa, coś się kończy, a coś innego zaczyna. Czas Listu z Hogwartu dobiega końca. Mam nadzieję, że część osób będzie wspominało tę stronę z pewnym sentymentem, a nawiązane tutaj znajomości przetrwają pomimo zakończenia naszej działalności. Dziękujemy za te dwa lata! Administracja


 

 Cele

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Budowy

avatar

Liczba postów : 299

PisanieTemat: Cele   Pią Cze 05, 2015 11:01 am


Hogwarckie cele zajmują najniższy poziom lochów i podzielone są na dwa, ciągnące się wzdłuż piętra, gdzie poza światłem rzadko zapalanych pochodni nie doświadczy się ciepłych promieni słońca czy księżyca. Dzisiaj cele nie pełnią żadnej konkretnej roli, a uczniowie niechętnie udają się do miejsc dawnych kaźni oraz wyciosanych w kamieniu pomieszczeń, gdzie przetrzymywano skazańców za stalowymi kratami, zakutych w kajdany, a nie rzadko przypiętych też do ścian. Czasami, poza szmerem opadającego kurzu i kapiącej wody, słychać cudze pojękiwanie oraz cichy, pełen rozgoryczenia szloch, i choć potencjalnie duchów tutaj nie ma, to Krwawy Baron zarzeka się, że czasami zjawa jakiegoś więźnia ubolewa w jednej z celi nad swym zmarnowanym w zamknięciu życiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alexandra Woods

avatar

Liczba postów : 81

PisanieTemat: Re: Cele   Pią Cze 05, 2015 12:00 pm

Zegarek, leżący przy materiałowej torbie, po drugiej stronie krat, wskazywał prawie północ, kiedy nieprzyjemny ból w szczęce wyrwał Alexandrę z głębokiego zamyślenia. Siekacze znowu się wydłużyły. Siedziała w celi niespełna siedem godzin, odkąd opuściła dormitorium Slytherinu, żegnając się z Katherin, która jeszcze przez jakiś czas towarzyszyła jej w Pokoju Wspólnym. Nie odważyła się zaproponować dziewczynie, aby poszła z nią na sam dół, żeby dotrzymała jej towarzystwa. Naraziłaby ją tylko na niepotrzebną złość nauczycieli albo Filcha, chociaż ten niechętnie pokazywał się w tej części Hogwartu, kiedy była pełnia. Wiedział, że może napotkać wilkołaka, więc trzymanie na dystans takiego zrządzenia losu było jak najbardziej wskazane dla paskudnego woźnego.
Procedura wyglądała zawsze tak samo - wyciągała z torby cienką, brązową płachtę z kapturem, którą zarzucała na siebie, wypijała ostatni łyk Wywaru Tojadowego, przeklinając pod nosem jego smak, a potem zostawiała wszystkie rzeczy przed celą, którą zamykała od środka, kładąc klucz obok leżącej na kafelkach różdżki oraz stojącej, metalowej piersiówki z wodą do picia. Potem pozostało już tylko przykuć nogę łańcuchem w kostce i siedzieć, walcząc z nieprzyjemnymi symptomami wilkołactwa. Tak co miesiąc. Od drugiego roku. Leciał szósty, pierwszy, kiedy była tutaj kompletnie sama, a nawet mrożących krew w żyłach pojękiwań nie słyszała z celi obok. Jedynie kapiąca woda i cichy szum chłodu.
Zimne poty zaczynały jej dokuczać, a chłód wiejący w lochu sprawiał, że trzęsła się jakby miała napad malarii. Jak tylko dowie się, kto ukradł szalik to zrobi z niego, lub niej, potrawkę dla hipogryfa. W torbie miała co prawda podarowany od Katherin szary, gruby sweter, prawdopodobnie o wiele cieplejszy od tego, która miała teraz na sobie, ale nie odważy się go teraz założyć. Głupie założenie cudzych rzeczy się nie niszczy chodziło za nią, odkąd Jared jej o tym powiedział w dzieciństwie.
Owinęła się mocniej płachtą, siedząc oparta plecami o kraty. Przez głowę Woods przechodził legion myśli, ale żadna nie miała najmniejszego sensu. Pod czaszką łupało, jakby ktoś zdzielił ją obuchem i wypuścił stado dzikich koni, tęczówki koloru ciemnego, iglastego lasu zmieniały się na brudne złoto, a oddech był niemiarowy. Nie znosiła pełni, a jeszcze bardziej bezradności Ministerstwa i dyrekcji. Przecież mogliby wymyślić coś lepszego. Akurat dzisiaj gajowy musiał robić obchód po Zakazanym Lesie i nie dostała zgody na przebrnięcie przez to tam. W lesie przynajmniej nie pamiętała, kiedy się zmieniała pod wpływem księżycowego światła i budziła, jakby ktoś uciął fragment filmu - było po wszystkim. W celi była świadoma tego, co się z nią działo i to chyba było gorsze od utraty zdrowego rozsądku.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3577-alexandra-woods#59873
Anarhold Tempest

avatar

Liczba postów : 522

PisanieTemat: Re: Cele   Pon Cze 08, 2015 9:51 pm

To był zdecydowanie zły dzień. Od początku zapowiadał się koszmarnie. Wróciła do Hogwartu naburmuszona i jakaś taka inna. Wkurzyła się, w końcu liczyła, że zostanie potraktowana sprawiedliwie. A tutaj co? Cały dom, jej wspomnienia i dzieciństwo przypadło w udziale Davidowi. Kochała brata, ale czym on sobie na to zasłużył? Chociaż połowa, mała cząstka, poddasze. Anarhold była z nimi cały czas, on był na wojnie. Pomagała im, wspierała kiedy mogła, pocieszała, gdy znikał brat na kolejnej wyprawie.
Była po prostu rozgoryczona wędrowała korytarzami Hogwartu i wlepiała nowe szlabany, odejmowała punkty. Nie patrzyła, czy coś się stało przypadkowo z czyjejś winy, czy może przypadkowo. Czy to było teraz ważne? Ani trochę. Miała ochotę kogoś zabić, kopnąć w ścianę. W kieszeni cały czas miała mały, złoty łańcuszek. Pamiątka po matce… ciekawe czy w ogóle kiedykolwiek ją kochali. Może była tylko zastępczym towarem po synku- wojskowym, dumie ojca. Ba! Całej rodziny.
Tempest, uspokój się, nie myślisz racjonalnie. Próbowała się uspokajać w myślach, jednak nic jej to nie pomagało. Przydałby się kubeł zimnej wody na ten głupi łeb Any, jednak nic tego nie zapowiadało. Spojrzała w okno na pierwszym piętrze. Pełnia, wilkołaki miały tego dnia przekichane, wtedy w jej głowie pojawiła się jedna myśl o bardzo bliskiej jej osobie. Alexandra.
Co się teraz z nią działa. Jej obowiązkiem było sprawdzić, czy nikt się nie kręci w okolicach jej celi. Nie chciała, żeby komuś się stała krzywda. Jednak zostało w niej coś z dawnej Anki, w sumie co miesiąc w tą noc sprawdzała, czy wszystko w porządku. Miała pelerynę niewidkę, więc było to łatwiejsze. Nie chciała, żeby Ślizgonka ją widziała. Teraz jednak nie wytrzymała i weszła tam. Zobaczyła tam dziewczynę z tą samą miną co zwykle. Ana wiedziała, że ona chciałaby mieć już to za sobą i doskonale ją rozumiała. Widziała już jej przemianę i była straszna, sama się tego bała. Musiała bardzo uważać. Raz… na samego wilkołaka, dwa… na nauczycieli. Nie miała zezwolenia na przebywanie w tym miejscu i raczej nigdy go nie dostanie. Jednak czego nie robi się dla najbliższych. Najbliższych? Spojrzała jej prosto w oczy.
Nie odezwała się jednak ani słowem. Stała tak przez chwilę wpatrując się w ciemnowłosą. Do głowy nie przychodziły jej żadne słowa, które chciałaby wypowiedzieć. Wystarczyło jej to, że po prostu była obok, a nie chciała psuć tej chwili. Wiedziała, że może powiedzieć jej coś przykrego, bo to był ZDECYDOWANIE ZŁY DZIEŃ.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t10-anarhold-roddy-tempest?hig
Alexandra Woods

avatar

Liczba postów : 81

PisanieTemat: Re: Cele   Pon Cze 08, 2015 11:30 pm

Wewnątrz przeżywała istny koszmar. Treść żołądka wywoływała tsunami w środku, a mózg zaczynał poddawać się wpływowi przypadłości. Choć Wywar Tojadowy pozwalał na zachowanie trzeźwości umysłu, a także kodowanie obecnych wydarzeń, nie był całkiem w stanie zablokować pływu lykanotropii na zachowanie. Owszem, Lexa nie była dzięki niemu tak agresywna i rządna krwi, nie uwłaczało to jednak zmianie osobowości, a konkretniej to sprowadzeniu jej na drogę dzikiego zwierzęcia, jak nie bestii.
Zaciskała mocno palce na krawędzi brązowej płachty, przygryzając dolną wargę, aby przetrzymać ból płynący z wnętrza. Każdy centymetr sześcienny skóry parzył i przyprawiał o szaleństwo uczennicę z domu Slytherina. To był ten jeden z gorszych momentów przed pełną przemianą, a pełna świadomość dziejących się wydarzeń jedynie go potęgowała, czyniąc niemalże nie do zniesienia. W gardle ją paliło, mięśnie i kości przypominały rozgrzane do granic węgle, zaś umysł gubił się pomiędzy nicością, a kolejnymi, abstrakcyjnymi myślami. Wracała między innymi do Pokoju Wspólnego, gdzie, bodajże, pierwszy raz widziała łzy Katherin, lecz obraz ten wydawał się być zamglony, okropnie niewyraźny. Potem miała w pamięci zajęcia, z których wiele nie mogła sobie przypomnieć. Coś na transmutacji było, profesor wywołała ją do odpowiedzi...
Dzikie oczy otworzyły się szeroko pod wpływem chwili. Obcy zapach, inni, aniżeli zgnilizna lochów oraz perfumy ze swetra Kat, obudziły zmysły Lexy, która mozolnie odwróciła się przodem do krat celi. Kojarzyła tę woń, ale ułożenie układanki potrafiło zająć jej dłuższą chwilę.
W ułamku sekundy zerwała się na nogi, a brązowa, cienka płachta zsunęła się po cichu z jej ramion. Drżała przez ten przeciąg panującego w lochu, a zimne poty wciąż nie ustępowały. Czuła narastającą złość, której nie potrafiła okiełznać. Żywe wspomnienia sprzed jednego dosłownie dnia napatoczyły się, jak niechciany gość, atakując myśli Alexandry, która zdecydowanie miała dość wysłuchiwania oskarżeń czy pretensji. Nie winiła, naprawdę, nie winiła za cokolwiek swej niegdyś przyjaciółki, lecz podczas pogrzebu rodziców Tempest coś w niej pękło na dobre. Odebrało chęć ratowania czegokolwiek, a pozostawiło jedynie pustkę, której nie sposób było wypełnić. Pragnęła krzyczeć, a jeszcze bardziej rozszarpać tę, która naruszyła jej prowizoryczny spokój we własnych torturach przemiany.
Po chwili nasłuchiwania, prychnęła, chwytając zardzewiałe pręty krat, cały czas wpatrując się w podłogę. Dobrze rozpoznała zapach unoszący się w powietrzu. Te przeklęte, wyostrzone zmysły wilkołaka czasami jednak miały swoje plusy. Poruszyła gwałtownie nogą, a doczepiony do niej łańcuch zabrzmiał niebezpiecznie.
- Chyba pomyliłaś piętra - warknęła, zaciskając palce na podłużnym metalu. - Z drugiej strony, jeżeli przyszłaś odwiedzić cyrk, to też muszę cię rozczarować! - jej głos roznosił się echem pośród mroźnych, surowych kamieni celi. Atmosfera niczym w grobie.
- Mamy tylko jednego dziwoląga do obejrzenia... Nic, czego byś już nie znała...

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3577-alexandra-woods#59873
Anarhold Tempest

avatar

Liczba postów : 522

PisanieTemat: Re: Cele   Sro Cze 10, 2015 11:02 am

Nie była do końca pewna, co ją tutaj przywiodło. Może poczucie odpowiedzialności za Alexandrę, może po prostu zwykła ciekawość, ewentualnie tęsknota. W końcu w momencie, kiedy się jeszcze przyjaźniły życie wydawało się Ance takie proste. Wszystko było na odpowiednim miejscu. Przyjaciele… Rodzice. A teraz? Nic już nie było takie samo. Darła koty z niemal najbliższą sobie osobie, na którą zazwyczaj mogła liczyć. Co ona zrobiła. W tym momencie miała ochotę zapaść się pod ziemie i nigdy nie wracać do tej rzeczywistości. Czy odejście w świat marzeń i książek nie byłby najlepszym wyjściem.
Tok myślenia przerwał jej głos Ślizgonki. Zimny, wręcz lodowaty i taki wrogi. Zresztą czego Anarhold mogła się spodziewać po swoim ostatnim zachowaniu. Nie zamierzała, jednak uciekać. Popatrzyła jej odważnie w oczy. Tak jak dawniej, zawsze potrafiły sobie wyrzucić wszystko. To było cenne. Teraz już jednak nie było jak kiedyś.
-Z tego, co mi wiadomo mogę przebywać wszędzie, gdzie mi się podoba. Jestem prefektem i do moich obowiązków należy pilnowanie porządku i przestrzeganie regulaminu.- dzień, w którym dostała odznakę był jednym z najlepszych w jej życiu. Mogła bezkarnie chodzić po zamku, sprawdzając czy czasem ktoś nie przestrzega ciszy nocnej. Funkcja dla Tempestówny idealna. Kiedy potrzebowała samotności po prostu zabierała się i wędrowała, a gdy ktoś się pytał co robi- patroluje.
Przekrzywiła głowę obserwując każdy ruch Alex, jednak nie spuszczała z niej wzroku nawet na chwilę. Była czujna, w końcu była pełnia. Nie było pewności, że dziewczyna będzie panowała nad sobą, jej druga natura może dać o sobie znać.
-Nigdy nie uważałam cię za dziwoląga, ale sobie chwilę tutaj posiedzę. –stwierdziła, siadając naprzeciwko dziewczyny. Podłoga była zimna, dawało jej się to we znaki, jednak była uparta. Wiedziała, że ślizgonka chciałaby się jej pozbyć. Ana po prostu robiła wszystko na przekór. Czasami chyba musiało być to niezwykle irytujące. Na jej ustach pojawił się półuśmiech. Nie da się ponieść emocją. Obiecała sobie w myślach.
-Oczywiście, jeśli ci to nie przeszkadza.- dodała jeszcze kierując swój wzrok w jej oczy. W tym dniu były takie inne. Co miesiąc zmieniały się, ale dziewczynie nigdy to nie przeszkadzało. Chciała ją wspierać, teraz kiedy nie miały zbyt dobrych relacji chciała i tak ją wspierać, choćby obecnością. Jednak nigdy się do tego nie przyzna, nie w tym życiu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t10-anarhold-roddy-tempest?hig
Alexandra Woods

avatar

Liczba postów : 81

PisanieTemat: Re: Cele   Sro Cze 10, 2015 11:53 am

- Spójrz na siebie - wtrąciła z warknięciem, zaciskając mocniej palce na zimnych kratach, czując jak rdza wbija się w dłonie. - Raczej nie wyglądasz na osobę, która szczególnie umiłowała sobie ten loch przez te wszystkie lata "patrolowania go" - tu zaznaczyła palcami w powietrzu cudzysłów i znowu złapała za pręty, napinając mięśnie, nieprzychylnie patrząc na dziewczynę. Pamiętała te wszystkie noce, kiedy przypadkiem się spotykały to w bibliotece, to jeszcze innym miejscu w Hogwarcie. W dużej mierze, większość tajnych przejść odkryła z pomocą Anarhold oraz jej niezawodnej peleryny niewidki. Gdyby nie ona, prawdopodobnie nie raz musiałaby odsiadywać po zajęciach karę za nieprzestrzeganie regulaminu. Dobrze było mieć naczelnego prefekta za przyjaciółkę. Właśnie, dobrze było...
W celi miała wystarczająco dużo czasu, przed przybyciem Any, aby móc to wszystko jeszcze raz przemyśleć i dojść do pewnych wniosków, które kładły się cieniem na ich relacji. O ile o jakiejkolwiek można było jeszcze mówić. Nie śmiała zapomnieć o tych wszystkich pełniach, podczas których starsza dziewczyna jej towarzyszyła, ale wystarczyło tylko kilka elementów, aby ten wielkoduszny gest Gryfonki nie miał już tak wielkiego znaczenia, jak kiedyś. Po prostu wszystko się Alexandrze przejadło...
Prychnęła głośno, odsuwając się od krat kręcąc głową na boki, kiedy tylko Gryfonka postanowiła usiąść. Zahaczyła skutą nogą o brązową płachtę, w wyniku czego zaplątała półbuta w materiał i nie obyło się bez kilku nerwowych strzepnięć, aby uwolnić stopę.
- Za dziwoląga? Nie. Za potencjalne zagrożenie? Pytanie retoryczne...- podniosła z podłogi odzienie, gdy dreszcze jej na to pozwoliły. Wredny uśmieszek wymalował się cieniem na bladej twarzy Ślizgonki, gdy spojrzała w kierunku Anarhold, ściskając płachtę w dłoniach.
- Zastanówmy się - zaczęła iść przy ścianie celi, szczelnie okrywając się brązowym materiałem. Było jej tak strasznie zimno... - Czy nie przeszkadza mi to, że teraz tutaj siedzisz? Czy nie przeszkadza mi to, że akurat TY tutaj jesteś? - mówiła półtonem, starając się nie patrzeć na Tempest i jej półuśmiech. Woods przekonywała samą siebie w duchu, że to nic takiego, że to nic nie znaczy i powinna najzwyczajniej w świecie to zignorować. Ciężko na sercu. Momentalnie znalazła się przy kratach na kolanach, zaciskając na metalu zabliźnione dłonie z dzikimi oczami na wysokości tych dziewczyny. Jedynie brzdęk łańcucha informował potencjalnego widza o wykonanym ruchu. Wigor bestii. Pozwoliła sobie na krótkie milczenie, aż uśmiechnęła się, błyszcząc kłami.
- Owszem, przeszkadza mi, ale jesteś na tyle uparta i dumna swego, że nie pójdziesz od tak, prawda, pani naczelny prefekcie Tempest? Czego chcesz? Po coś tu przylazła?

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3577-alexandra-woods#59873
Anarhold Tempest

avatar

Liczba postów : 522

PisanieTemat: Re: Cele   Sro Cze 10, 2015 1:31 pm

Miała ochotę roześmiać jej się w twarz. Czy ona chciała zrobić jakieś przedstawienie. Aż wstała z wrażenia, oparła się o ścianę zakładając ręce na piersi. Pokręciła tylko głową słuchając jej wyrzutów. Alex wydawała jej się teraz taka wściekła. Chyba, że chciała jej pokazać swoje zdolności aktorskie. Chodzenie po celi, te pytanka retoryczne… no proszę, proszę. Czyżby panienka Ślizgonka ćwiczyła przed lustrem.
-Proszę cię skończ już to przedstawienie na nikim nie zrobisz nim wrażenia. Na mnie na pewno nie. Znam cię już dostatecznie długo.- stwierdziła odrzucając myśl o tym cholernym zagrożeniu. Wiedziała, że przebywanie podczas pełni z wilkołakami było niebezpieczne. Ale przecież huncwoci tak robili, spędzali z Lupinem czas w Zakazanym Lesie i chyba tylko raz zdarzyło się, że nie wszyscy wrócili cali. Jednak nic gorszego się nie stało. Przecież ona przez tyle czasu spędzała tutaj większość wieczorów podczas pełni. A teraz? Teraz to było już całkowicie bez znaczenia. Nie obchodziło to ani jej, ani Alexandry.
-Kto by pomyślał, że przez tak krótki czas, może się tak wiele zmienić. Ludzie się zmieniają nieprawdaż? – zaczęła Anarhold obserwując każdy ruch łańcucha. Nie bała się o swoje bezpieczeństwo, ba… chyba w tym momencie nic nie czuła prócz złości. Może dramatyzowała, może zbyt brała do siebie wszystko, ale taka już po prostu była. Poza tym ona nie będzie robić tego, co inni jej każą, szczególnie, że tym znaczącym innym była ŚLIZGONKA.
-Owszem jestem uparta, ale nie duma. To już zabrali mi tacy jak ty. Myślisz, że wiem, co tak naprawdę sobie myślisz. Szlama. Mugolaczka. Cały czas byłam przekonana, że jesteś inna. Ale już nie mam wątpliwości. Wszyscy, co do jednego jesteście siebie warci.- cedziła każde słowo powoli. W końcu udało jej się wszystko powiedzieć, tak jak czuła. Zawsze była gorsza, nadrabiała umiejętnościami. Tyle… Zresztą oni i tak zazwyczaj mieli do niej o wszystko pretensje, czy to była jej wina, że urodziła się w rodzinie mugolskiej. Zresztą chyba to było najlepsze, co mogło jej się przytrafić. Nie była tak zepsuta, nie miała obowiązków względem jakiegoś rodu. Mogła decydować o sobie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t10-anarhold-roddy-tempest?hig
Alexandra Woods

avatar

Liczba postów : 81

PisanieTemat: Re: Cele   Sro Cze 10, 2015 2:01 pm

Zamrugała kilka razy, kręcąc głową z niedowierzaniem, aż prychnęła krótkim, złośliwym śmiechem, opierając czoło o zimną kratę. Była wściekła. Prawdopodobnie, gdyby nie łańcuch i zamknięta cela, nie potrafiłaby powstrzymać się przed zrobieniem czegokolwiek dziewczynie. Czara goryczy została przelana w momencie, gdy Tempest odesłała Woods z kretesem podczas pogrzebu. Chciała jedynie spełnić swą powinność, jako przyjaciółka, za którą wtedy jeszcze się uważała. Jej celem było bycie wtedy przy Gryfonce oraz zagwarantowanie wsparcia na wszelki możliwy sposób. Nie wiedziała, jak to jest stracić rodziców, ale od rozwodu swoich praktycznie ich nie miała, więc może coś było między nimi podobnego. Nie potrafiła i już nie chciała nawet zrozumieć do końca złości oraz jadu, jakimi uraczyła ją Anarhold. Dość już plucia w twarz, wystarczyło, że przez rok została odsunięta na odległość większą niż od barku do końca czubków palców.
- Dokładnie - odpowiedziała gorzko, łapiąc Anę za słowo.- Kto by pomyślał, że pozostawienie przyjaciela samemu sobie na cały pieprzony rok i ignorowanie go na każdym kroku, może doprowadzić do takiej zmiany.
Wygarnęła jej to wreszcie, a gdy miała jeszcze dodać parę kwiecistych słów, ukłucie w płucach zmusiło odebrało mowę, zmuszając Woods do walki o kolejny oddech. Dlaczego nie mogła wybrać sobie innego dnia, aniżeli pełnia? Pochyliła się przed kratą z otwartymi ustami, cicho dysząc, kiedy ból rozchodził się po kościach. Złapała kurczliwie komin swojego szarego swetra, śmiejąc się pod nosem nad absurdalnością słów prefekta, aż wreszcie uniosła głowę i pomimo trudności z oddychaniem, wycedziła.
- Widzisz, to jest twój problem... - przerwała, aby podciągnąć się rękoma na kratach do stania. Nogi miała jak z waty, a na twarzy mieszankę rozczarowania, złości oraz zmęczenia. - Szufladkujesz nas wszystkich, jakbyśmy to my odpowiadali za wszystkie. "Tacy jak ty", nie jesteś fair... - wysapała na bezdechu, z trudem patrząc w oczy Tempest. - Tak łatwo jest ulec stereotypom. Nie widzisz mnie, a moją matkę.- uśmiechnęła się smutno, zerkając na podłogę. - Ale to nie to tak bardzo cię denerwuje. To zaskakujące, jak bardzo nie jesteś w stanie tego dostrzec, a jest tuż przed twoim nosem.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3577-alexandra-woods#59873
Anarhold Tempest

avatar

Liczba postów : 522

PisanieTemat: Re: Cele   Sro Cze 10, 2015 2:23 pm

Faktycznie. Odsunęła dziewczynę od siebie, ale ona tego nie rozumiała i nigdy nie zrozumie. Anarhold nie miała zamiaru niczego jej tłumaczyć. Zresztą było to całkowicie zbędne, w tym momencie nie chciała mieć z nią już niczego wspólnego.
Po śmierci Poola zdała sobie sprawę, że jej najbliżsi są w niebezpieczeństwie. Jeśli mogła uchronić chociaż jedną osobę z całego grona, za taką cenę zrobi to. Skierowała wzrok na swoje buty. Postępowała źle, ale kto nie popełnia błędów. Właśnie. Czy to był błąd? Kto wie, czy czasem nie uratowała jej tym życia. Teraz była całkowicie bezpieczna. Nikt nie oskarży ją o jakiekolwiek kontakty ze szlamami i mugolami. Misja wykonana? Może.
Nie zamierzała jednak dzielić się z nią tą informacją. W dzisiejszych czasach im mniej się wie, tym jest się bezpieczniejszym. Uśmiechnęła się kierując wzrok na byłą przyjaciółkę. Tak byłą…
Zbliżyła się do niej kilka kroków. Stanęła przy wejściu do celi. Dotknęła zimnego metalu. Trochę przywróciło ją to do rzeczywistości.
-W każdej plotce jest ziarno prawdy, w stereotypach też.- powiedziała cicho przyglądając się celi. Pamiętała dzień, gdy pierwszy raz się tu znalazła. Przyszła w to miejsce przez przypadek. Jak zwykle szukała kłopotów. Ewentualnie to one szukały ją.
-I widzisz to nie jest mój problem, tylko twój. Ja już się od tego odcinam.- stwierdziła wycofując się. Chyba nie miała ochoty już patrzeć na tę dziewczynę. Sprawiało jej to niemal fizyczny ból. Zaczęła kierować się do wyjścia. Nie chciała przeszkadzać wielmożnej pannie Alexandrze w przeżywaniu kolejnego horroru w samotności. Trochę jej współczuła… Przy wyjściu zatrzymała się jednak i spojrzała w stronę Ślizgonki.
-Czasami żałuje, że tak się stało, jednak tak już jest w życiu. Nie zawsze można mieć wszystko, czego by się pragnęło. Każde zachowanie ma jakiś powód… - stwierdziła na koniec, może trochę ze smutkiem, a może z rozżaleniem. W końcu nic w życiu nie dzieje się przypadkowo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t10-anarhold-roddy-tempest?hig
Alexandra Woods

avatar

Liczba postów : 81

PisanieTemat: Re: Cele   Sro Cze 10, 2015 2:56 pm

Znała konsekwencje zadawania się z szlamami. Matka od małego jej wpajała, że to diabelski pomiot, który należy tępić, bo są jedynie zakałą dla całego świata czarodziejów. Jak wielce sięta kobieta myliła wiedziała jedynie Alex. Nie obyło się oczywiście bez pomocy i Woods wiele razy pragnęła powiedzieć rodzicielce prosto w twarz, że prefektem naczelnym w Hogwarcie jest właśnie taki ktoś, kogo ona określała mianem "robactwa", tylko po to, aby zrobił jej na złość i udowodnić, iż tacy czarodzieje również są wiele warci. Chciała zagrać starszej na nosie, ale za każdym razem docierało do niej, że skazałaby tym samym Anarhold na niebezpieczeństwo. Lepiej było, żeby matka nigdy nie dowiedziała się o tym z kim jej córka wiąże przyjaźnie. Cóż, wiązała...
Z bólem przyglądała się dziewczynie, gdy podeszła do krat. Każde słowo igrało z rosnącą, zwierzącą agresją, ale i atakowało wyrzuty sumienia, które, jak na złość, postanowiły teraz wrócić.
- Ta, odcinasz - zacisnęła dłonie mocniej. - Odcinasz, bo tego naprawdę chcesz, czy odcinasz, bo nie wiesz kogo masz nienawidzić i to cię tak irytuje? Potrzebujesz osoby, na której możesz skupić gniew, ale nie możesz jej znaleźć, więc wyżywasz się na wszystkich Ślizgonach. - skwitowała, wodząc spojrzeniem przed sobą. Przez te lata nic nie uległo zmianie. Cela naprzeciwko wciąż była pusta, kapiąca gdzieś woda wciąż spadała, a pojękiwania jakiegoś ducha wróciły, jak za dotknięciem różdżki. Krwawy Baron ucieszy się że jego znajomy wrócił.
Z paniką wewnątrz obserwowała, jak Gryfonka oddala się o kolejne metry od celi. To naprawdę miał być finish?
- Tak więc niech będę tym obrzydliwie dumnym Ślizgonem, ale w takim razie ty jesteś nieudolnym kłamcą! - krzyknęła za nią, uderzając w kraty bokiem obu pięści ze złości, a te zadrżały pod tak brutalnym ciosem. Chciała płakać. - Nie oszukuj, że czasami żałujesz! Nie wierzę, abyś przyszła tutaj tylko po to, żeby mi to powiedzieć! Już wolałabym umrzeć niż znowu widzieć, jak odchodzisz, do jasnej cholery, Ana!
Szarpnęła mocno za ogrodzenie, ale musiało już być za późno. Przez ociosany kamień z boku nie widziała za dobrze wyjścia, więc i dostrzeżenie czy Gryfonka poszła, czy nie również nie należało do najłatwiejszych zadań. Jej zapach wciąż roznosił się w powietrzu, ale to tylko ze względu na to, że jeszcze przed chwilą stała tutaj. Przed nią. Przed tą celą. Jak dawniej.
Odbiła się od krat i obróciwszy w miejscu, naparła na nie plecami. Zjechała powoli w dół, aż siedziała na zimnym kamieniu, chowając twarz w kolana. Koniec, naprawdę poszła, pozostawiając to w takim stanie. Teraz dopiero zaczęła błagać, aby móc już zmienić postać i po prostu zapomnieć. Odciąć się od tego wszystkiego. Straciła ją na dobre.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3577-alexandra-woods#59873
Anarhold Tempest

avatar

Liczba postów : 522

PisanieTemat: Re: Cele   Sro Cze 10, 2015 9:46 pm

Odeszła kawałek, zatrzymała się zaciskając dłonie w pięści. Zamknęła oczy. Było jej w tym momencie bardzo źle. Czuła jakby już na zawsze traciła osobę, z którą łączyło ją tak wiele. Jakby umierała. Chyba nigdy tak tego nie odczuwała, myślała, że ją chroniła. Tak naprawdę sprawiając jej taki ból. Łamała jej serce za każdym razem kiedy ją odtrącała. Była taką kretynką. Pojedyncza łza zleciała na jej policzki… Szybko ją otarła, nie chciała, żeby ktokolwiek ją zauważył. Żaden duch… szczególnie nie ona.
Była kłamcą oszukiwała wszystkich dookoła, a przede wszystkim siebie. Chciała uchodzić za zimną, pokazać że inni nic jej nie obchodzą. A jak wyszło? Fatalnie, wyszła na kretynkę raniącą swoich najbliższych. Wróciła.
Nie wiedziała, co ma powiedzieć. Przeprosić? Milczała. Tak Tempestówna, największa gaduła na świecie milczała, zabrakło jej w tym momencie słów. Chciałaby wydusić z siebie jaka była głupia, prosić o wybaczenie. Powiedzieć, że nie powinna oceniać Alex przez pryzmat jej domu czy matki- śmierciożerczyni. Przecież ona była bogu ducha winną osobą, a An ją bezpodstawnie oskarżyła. Wzięła głęboki oddech.
-Masz rację. A-ale… myślałam, że swoim zachowaniem cię chronię. Nie zadając się ze mną byłaś… jesteś bezpieczna. Mamy bardzo trudne czasy Alex, znajomość z mugolakiem nie jest dla ciebie bezpieczna.- stwierdziła przybliżając się do niej. Nie bała się, po prostu czuła zwykłą niepewność. Przecież powiedziała dziewczynie tyle przykrych słów w złości. A Ana była zła, jak nigdy wcześniej… na życie, los… tego tam u góry, a najbardziej na śmierciożerców. Czuła, że musi od tego odpocząć nabrać dystansu.
-Nie chce odchodzić. Łamie mi to serce na tysiące kawałków, ile razy cię widzę. Przecież jesteś mi jak siostra. Nie chcę cię ranić Wood. Przepraszam.- powiedziała tylko i spróbowała spojrzeć jej w oczy. Było to chyba jedna z najtrudniejszych rzeczy, które próbowała zrobić.
Powinnaś odejść, pozwolić jej żyć, bezpiecznie… mówił jej wewnętrzny głos, ale ona tak za nią tęskniła. Czy była to oznaka egoizmu…
Głupia.
Miała przeczucie, że może tego żałować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t10-anarhold-roddy-tempest?hig
Alexandra Woods

avatar

Liczba postów : 81

PisanieTemat: Re: Cele   Sro Cze 10, 2015 10:38 pm

To było jak koszmar przeżywany na nowo i na nowo. Czasami, kiedy już śniła jakiekolwiek sny, które zapamiętywała, budziła się z ostatnimi obrazami. Urywkami, które za każdy razem były takie same. Nie śniła o Anie ani o kimkolwiek. Koszmarem było życie w świecie gdzie nic, poza pustką, nie egzystowało, a jedynym miejscem, jakie mogła odwiedzić był cmentarz i te murszejące, kamienne tablice z nazwiskami. Była ostatnim człowiekiem, ostatnim czarodzieje na tym padole i choć na jawie miała tego świadomość, to gdy prefekt Gryffindoru opuścił loch, coś w niej umarło.
Po dłuższym czasie siedzenia przy kracie, przeniosła się niezdarnie na czworaka ku przeciwnej ścianie, z której wystawał łańcuch trzymający ją na uwięzi. Pazury u dłoni drapały po kamieniu przy tym nieudolnym czołganiu. Skóra na plecach paliła niemiłosiernie i teraz marzyła tylko o tym, aby usiąść przy wielkim lodowcu, żeby ją ostudzić. Albo strzelić sobie w łeb. Usiadła z wyciągniętymi nogami przed siebie, a zbolałe spojrzenie wodziło po wnętrzu celi. Różdżka, piersiówka. Woda. Za daleko...  Była teraz niemalże żywymi zwłokami, w kwestii psychicznej, co przekładało się na ruchy. Straciła osobę, na której szczerze, bezinteresownie jej zależało, a wszystko przez przeklętych Śmierciożerców. Odebrali Tempest rodziców, wprowadzili chaos, zamieszanie oraz odór śmierci, którego pewnie nie mogła się pozbyć - w końcu to dopiero jeden dzień po pogrzebie. Tak bardzo chciała wreszcie płakać, ale ilekroć mrużyła oczy o barwie brudnego złota, tylekroć nic nie skapnęło. Stała się bezuczuciowa? Niemożliwe, inaczej nie odczuwałaby tego bólu i smutku tak dotkliwie, jak nie wcale. Przeklinała swoje pochodzenie, przeklinała swą matkę, przeklinała Voldemorta, przeklinała siebie...
Mozolnie, prawie bez siły, nakryła się płachtą. Niech wreszcie pełnia przeminie.
Otworzyła natychmiast oczy, gdy usłyszała kroki, i nie chciała im wierzyć, kiedy przed celą zobaczyła Anarhold. Czego znowu chce? Zapomniała dodatkowego żalu przydać? Miała odejść, nie wracać.
Nie śmiała jej przerwać wywodu, ba, nawet chciała w niego uwierzyć. Naprawdę, chciała, ale coś w przeciągu ostatnich chwil uległo drastycznej zmianie. Zwiesiła głowę, jak udręczony skazaniec, oczekujący wezwania na arenę gladiatorów. Siedź cicho, zamknij się, przestań mówić, powtarzała w myślach nieprzyjemne mantry, aż uniosła czerep i pusto spojrzała na twarz Any,  która w słabym świetle pochodni lochu wyglądała, jakby była sina.
- Przestań opowiadać bajki, nie mam pięciu lat. - głos miała załamany, choć chciała brzmieć, jak zawsze. Nieustraszona, z podniesioną głową, podejmująca decyzje bez krzty zwątpienia. Obolała i trochę tak, jakby była poza swoim ciałem, podniosła się na ugięte nogi i bardzo powoli podeszła do krat, opierając o nie cały ciężar. Podtrzymywała się tylko jedną ręką. Naprawdę chciała uwierzyć we wszystko, co teraz usłyszała.
Pokręciła przecząco głową, patrząc prosto w oczy Any.
- Nie wierzę ci, Anarhold. Nie chcesz odchodzić, ale musisz, bo pewnie tak będzie dla mnie najlepiej? - prychnęła, łapiąc kraty obiema dłońmi. - Nie kupuję tego. Po prostu powiedz wreszcie, raz, a klarownie, że odchodzisz i że nie chcesz mieć nic wspólnego. Że mnie nie chcesz widzieć, wtedy przyznam ci rację i nigdy już nie zakłócę spokoju - prędkim ruchem wyciągnęła rękę przed siebie pomiędzy kratami i pazurami chwyciła szatę prefekta, przyciągając dziewczynę na tyle, że jedynie pręty były pomiędzy nimi. Nie chciała tego, ale zdobyła się, aby krótko pocałować dziewczynę i choć wiedziała, co po tym zajdzie, popchnęła Tempest ręką, rozdzielając je, zanim to Gryfonka by od niej odeszła. Nie odwróciła jednak spojrzenia od niebieskich oczu, z którymi niegdyś tyle się śmiała. Żal chyba zaczął z niej wypływać. - Wracaj do siebie - wyszeptała z bólem, zniżając się do klęczenia przed kratami. - Masz teraz powód, aby mnie nienawidzić. Masz kogoś, w kim możesz ulokować całą swoją złość świata...
Idź już... Nie chciała, aby szła... To wszystko było tak porąbane...

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3577-alexandra-woods#59873
Anarhold Tempest

avatar

Liczba postów : 522

PisanieTemat: Re: Cele   Pią Cze 12, 2015 12:27 pm

Oczywiście, brała pod uwagę, że dziewczyna nie weźmie jej wersji pod uwagę. Anarhold uśmiechnęła się gorzko, a więc to właśnie w ten sposób to ma się skończyć. Nie wierzyła? Dobrze, niech więc tak będzie. Alexandra będzie bezpieczna, a jeśli kosztem tego miały być ich relacje… niech tak będzie.  Zbliżyła się, a raczej została przyciągnięta.
Była pewna, że to właśnie ten moment kiedy czara goryczy się wylała i po prostu dostanie w twarz. Już powtarzała sobie uspokajające formułki. W końcu ona nie chciała prowokować dziewczyny. Nie w tym dniu i nie w takich okolicznościach. Jednak dziewczyna zrobiła coś, czego Ana nigdy by się nie spodziewała….
Czy ona właśnie… kiedy Al ją puściła, odsunęła się krok. Popatrzyła na nią w niemym zdziwieniu. W końcu co to miało znaczyć. Chciała ją tak uciszyć, może pozbyć się.
-Dlaczego…- wyszeptała wbijając wzrok w podłogę. Próbowała powoli dojść do siebie. Sytuacja była na tyle zaskakująca, że ogólne nigdy nie była brana przez nią pod uwagę. Tym samym gadule numer jeden Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart po prostu zabrakło słów. Miała ochotę zapytać się kogoś. „Ej, jakbyś się zachował w takiej sytuacji”, jednakże telefonu do przyjaciela nie było. To nie milionerzy, to życie.
-Jeśli chciałaś mnie tym przekonać, że mam wyjść i nigdy się tutaj nie pojawiać, to przykro mi to mówić, ale nie zrobię tego.- postanowiła, że jeszcze chwilę tutaj pobędzie. Przynajmniej do czasu całkowitej przemiany. Wtedy dziewczyna nie będzie sobą, więc nic sobie nie wyjaśnią. Zresztą, teraz to było bez znaczenia. Zaczęła coś, więc należało to skończyć.
Czy ona miała nierówno pod sufitem, czy może to burza hormonów. Poczuła się nagle jakaś taka zmęczona, co chyba pozwoliło jej zwolnić tok myślenia. Uspokoiła się, milczała. Zastanawiając się, co powinna jeszcze zrobić.
-Tym powodem do nienawiści ma być jeden pocałunek? Nie bądź śmieszna. Jeśli myślałaś, że coś takiego mnie stąd wykurzy spróbuj jeszcze raz.- stwierdziła lekko się uśmiechając. Czy to nie zbyt komiczna sytuacja? Przecież przed chwilą miały się rozstawać w bólach, łzach. Jeszcze bardziej na siebie krzywo patrzyć, a teraz co? Tempest miała ochotę się roześmiać.  Alex chyba traciła zmysły, ewentualnie chciała wykazać się kreatywnością. Udało jej się. Ana zamilkła i przez dłuższą chwilę nie miała pojęcia jak się zachować.
-Nigdy nie czułam do ciebie nienawiści i to raczej nie jest możliwe. Jesteś dla mnie jak siostra, wielkim błędem byłoby kierowanie mojej złości na ciebie. Zresztą mam już swoją ofiarę…- stwierdziła pewnie. Bellatrix Black pozna, czym jest nienawiść człowieka, który stracił już niemal wszystko.  Nie mogła, jednak zostać już dłużej…
-Wrócimy jeszcze do tej rozmowy.- stwierdziła szybko i wyszła. Ktoś mógł jej szukać, a nie powinien trafić, aż tutaj. Po drodze do dormitorium złapała jeszcze kilku uczniaków pałętających się w okolicach lochów. Odprowadziła ich do Pokoi Wspólnych i poszła dalej.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t10-anarhold-roddy-tempest?hig
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Cele   

Powrót do góry Go down
 

Cele

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Dwie cele

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
List z Hogwartu :: Wspomnienia :: Porządki 3. :: HOGWART :: ZAMEK :: Lochy-