a
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Dach Wieży Astronomicznej
List z Hogwartu
Niestety jak to często bywa, coś się kończy, a coś innego zaczyna. Czas Listu z Hogwartu dobiega końca. Mam nadzieję, że część osób będzie wspominało tę stronę z pewnym sentymentem, a nawiązane tutaj znajomości przetrwają pomimo zakończenia naszej działalności. Dziękujemy za te dwa lata! Administracja


 

 Dach Wieży Astronomicznej

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Mistrz Budowy



Liczba postów : 299

PisanieTemat: Dach Wieży Astronomicznej   Pon Cze 08, 2015 10:19 pm



Do tego miejsca prowadzi klapa usytuowana tuż nad biurkiem profesora. Wejść przez nią można tylko za pomocą spuszczanej drabiny. Dach Wieży łączy się z dachem usytuowanym tuż nad salą zajęć Obrony Przed Czarną Magią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Viktor Dragov



Liczba postów : 75

PisanieTemat: Re: Dach Wieży Astronomicznej   Pon Cze 08, 2015 10:20 pm

Zabawa w Pokoju Wspólnym nie brzmiała najlepiej, zwłaszcza dla Dragova, który nie należał do najlepszych imprezowiczów. Prawdą było, iż nie znał się na dobrej zabawie i choć próbował stać się nieco bardziej towarzyski, to wciąż mu nie wychodziło. Zupełnie jakby zły los drwił z niego, nie pozwalając na jakąkolwiek zmianę ku lepszemu. Nie przepadał za głośną atmosferą, lejącymi się hektolitrami piwa kremowego, a już na pewno nie znosił, kiedy ktoś deptał mu po piętach. Jak teraz.
Żwawym krokiem skręcił w kolejny korytarz, prowadzący do Wieży Astronomicznej, gdzie miał nadzieję, że wreszcie zgubi węszącego za nim prefekta. Anarhold nie przeszkadzała mu, dopóki zajmowała się swoimi sprawami i na siłę nie próbowała go przekonać do choćby najmniejszej rozmowy - co miało miejsce podczas imprezy. Nie poskutkowało chowanie się po kątach, więc postanowił przejść na wyższe obroty i zbadać miejsce, do którego wejście zauważył podczas zajęć z Astronomii. Dach.
Do klapy dochodziło się po niewielkiej, drewnianej drabinie, która sprawiała wrażenie niezwykle kruchej, choć w rzeczywistości była solidna na tyle, że zdołała utrzymać postać rosłego chłopaka. Wyciągnąwszy różdżkę otworzył zamek i dosłownie po kilku minutach stał na dachu Wieży Astronomicznej, który, ku jego zadowoleniu, nie był tak stromy, na jaki wyglądał. Chłopak bez pośpiechu wdrapał się po dachówkach i usiadł w zagłębieniu, które łączyło się z sąsiednim budynkiem, a dachem okrywającym salę Obrony Przed Czarną Magią. Przyjemny, letni zefir koił rozgrzaną od wysiłku skórę, pozwalając Viktorowi choć na chwilę cieszyć się wolnością od tych całych zabaw oraz ludzi. Nigdy nie narzekał na samotność i tym razem również nie miał takiego zamiaru.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

There are no HEROES, no VILLIANS.



Just SURVIVORS.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3591-viktor-dragov
Anarhold Tempest



Liczba postów : 522

PisanieTemat: Re: Dach Wieży Astronomicznej   Wto Cze 09, 2015 3:03 pm

Mimo, że nie miała ochotę na zabawę próbowała się jakoś wkręcić w towarzystwo. Z częścią ludzi trochę pogadała, z innym się napiła, jednak jedna osoba nie dawała jej spokoju. Victor, nie znała go najlepiej, może dlatego ją tak intrygował, jednak wydawało jej się, że jest jakiś smutny. Przecież to ona powinna siedzieć sama w kącie i próbować zapomnieć o całym świecie. Jednak to on siedział z boku.
Podeszła do niego raz, drugi, trzeci. Próbowała wciągnąć go w jakąkolwiek rozmowę, czy grę z innymi. W końcu butelka potrafiła naprawdę rozluźnić atmosferę, a jak jeszcze do tego dochodził alkohol mogło być naprawdę wesoło. Jednak nim ta się zdążyła rozkręcić próbował zwiać. Unikał ją, a jak coś odpowiadał nie patrzył się na nią. Czy to było w ogóle normalne? Lekko ją już irytował, miała dać sobie spokój. Naprawdę, przecież co ją obchodzić życie innych, sama ze swoim nie umiała sobie poradzić, co dopiero on…
Jednak w momencie, kiedy wyszedł coś w niej pękło. Jak on śmiał ją tak ignorować. Starała się przecież cały wieczór, Gryfoni świadkami. Ten jednak miał jej starania gdzieś, tak się nie robi. Wyszła za nim. Zdążyła krzyknąć, że już dawno po północy i ma wracać, ona za niego odpowiada itd. Nie chciał jednak słuchać, więc ruszyła za nim.
Czy on musi być taki uparty… i mieć takie długie nogi. Marudziła pod nosem próbując go dogonić. Był wysoki. 25 cm różnicy miało swoje efekty. Dłuższe nogi, większe kroki. Ona musiała prawie biec. Dobrze, że tak zrobiła. Nie wiedziałaby, gdzie on wlazł. Potrafił się tak schować, że wielokrotnie Jessi, kiedy go szukała stwierdzała, że zapadł się pod ziemie. Weszła do sali i stanęła przed klapą, miejscem które było wejściem na dach. Nie wiedziała czy chciała tam w ogóle wchodzić, musiało być naprawdę wysoko. Wzięła głęboki oddech i spróbowała tam doskoczyć, żeby się podciągnąć. Nie dało się tak, była za niska. Podrapała się po głowie zastanawiając się, co zrobić. Jej wzrok padł na biurko nauczyciela, najwyżej kiedyś ją zabije. Przywołała je zaklęciem, stanęła na nie i podciągnęła. Ćwiczenia górą! Udało się. Jednak od razu jak się tam znalazła usiadła. Wolała czuć pod tyłkiem podłoże, upadek mógłby być bolesny. Rozejrzała się, w sumie spróbowała, bo zaraz jak tam się znalazła, wiatr zadbał oto, żeby włosy zasłoniły jej widok. Wyciągnęła z kieszeni gumkę do włosów, zrobiła sobie koka na czubku głowy. Wygoda ponad wszystko i spojrzała na Victora. Miała ochotę go udusić.
-Czy ty zawsze musisz robić wszystko na przekór? Wiesz, że to wszystko jest wbrew regulaminowi, jak ktoś nas tu zobaczy będziemy mieli kłopoty. Po drugie to niebezpieczne, po trzecie wołałam cię po wyjściu z Pokoju Wspólnego. Nie słyszałeś? Wątpię. Nie lubię być ignorowana, bardzo.- potok słów poleciał w kierunku pana Dragova. Po prostu dziewczyna była poirytowana. Zresztą zaczynało jej być zimno. Wiedziała, że będzie musiała szybko skłonić chłopaka do powrotu. Nie było opcji, nie mogła go tutaj zostawić. Co powiedziałaby na to profesor McGonagall. Zrobiła z niej prefekta naczelnego wierząc, że jest niezwykle odpowiedzialna. Ona i odpowiedzialność. Śmieszne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t10-anarhold-roddy-tempest?hig
Viktor Dragov



Liczba postów : 75

PisanieTemat: Re: Dach Wieży Astronomicznej   Wto Cze 09, 2015 4:31 pm

Siedząc tak w ciszy przerywanej jedynie co jakiś czas szumem wiatru, biegnącego pomiędzy drzewami Zakazanego Lasu, przypominał sobie, dlaczego tak bardzo cenił wszelką formę spokoju oraz samotności. Nie musiał skupiać się na czymkolwiek innym, poza sobą; ewentualnie otoczeniem. Żaden jazgot nad uchem nie przyprawiał go o ból głowy, a przede wszystkim - nikt nie zadawał cały czas idiotycznych pytań.
Widok z dachu był niesamowity, wielu zapewne odebrałby dech w piersiach,  a światło dobiegające z niektórych okien zamku dodawało całej, nocnej atmosferze uroku, jakiego nie mógł do tej pory dostrzec za dnia, okupując błonia. Pierwszy raz, od dość długiego czasu, mógł powiedzieć, że czuje się nawet w porządku w Hogwarcie, choć wymagało to nie tylko złamania regulaminu, ale także wymknięcie się prefektowi Gryffindoru. Ta impreza i tak się nie kleiła, zaś on nie będzie się zmuszał do jakichkolwiek rozmów czy gier godnych pożałowania. Mentalność pana Dragova, a pozostałych uczniów, różniła się prawie jak ogień i woda, co tylko napędzało jego motor myśli. Nie rozumiał, dlaczego z tego wszystkiego musiał skończyć w tym przybytku głośnych, pijących egoistów, chwalących się na każdym kroku jacy to oni są odważni i niedoścignieni. Czy on również taki był? Może tiara przydziału dostrzegła w nim coś, czego nie potrafił zauważyć?
Mógł zamknąć klapę. Takie podsumowanie do niego dotarło, gdy muzykę lasu przerwał zdenerwowany głos, dochodzący prawie zza jego pleców. Niechętnie obrócił głowę w bok, aby kątem oka dostrzec postać siedzącą kawałek dalej na dachu. No tak, pani prefekt na posterunku. Zawsze czujna, zawsze gotowa do działa oraz dawania reprymendy.
Nawet nie prychnął pod nosem w odpowiedzi, co było prawie tak samo rzadkie, jak choćby wymówienie jednego, głupiego słowa "tak", "nie" przez niego. Wywrócił teatralnie oczami, podnosząc się przy pomocy rąk do pół stania, a wiatr delikatnie smagał jego luźną, szarą bluzą, pod którą miał bordowy t-shirt. Dobrze, że nie zdecydował się na te niepraktyczne szaty, które musiał nosić na zajęcia - chociaż jeden plus tej całej imprezy godnej pożałowania. Czy to było takie złe, że chciał mieć jedynie święty spokój? W Pokoju Wspólnym balowali, natomiast, gdy chciał pójść do sypialni, jacyś koledzy Jessi nie pozwalali mu przejść. Mógł ich zmiażdżyć. Jak nie magią, to ręką. Mógł, ale perspektywa afery nie pasowała Gryfonowi.
Nawet nie spojrzał w kierunku Anarhold, gdy powoli, uważając na kroki, sunął po dachówkach na drugą stronę, gdzie kończyło się wgłębienie, a zaczynał nowy dach. "Zaczynał" to dość mocne słowo - on znajdował się te dwa metry obok wieży, więc aby się tam dostać należało przeskoczyć. Co to za problem dla niego? Może przynajmniej w taki sposób odetnie się i od tej dziewczyny. Miał gdzieś konsekwencje. I tak nie były miarowe w stosunku do czynu. Były... za łagodne.
Przy krawędzi przyśpieszył krok i truchtając do samego końca, odbił się od kilku dachówek, z gracją atlety lądując na sąsiednim dachu. Przeturlał się przez ramię, niwelując tym samym prędkość i już otrzepywał się z niewidzialnego pyłu, zerkając z boku w kierunku wieży. Nie było mowy, aby Anarhold Tempest poszła za nim aż taki kawał.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

There are no HEROES, no VILLIANS.



Just SURVIVORS.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3591-viktor-dragov
Anarhold Tempest



Liczba postów : 522

PisanieTemat: Re: Dach Wieży Astronomicznej   Sro Cze 10, 2015 1:58 pm

Zastanawiała się, dlaczego on nie wypowiedział do niej ani jednego słowa, jedynie to przewracanie oczami. To nie było normalne, a ją niesamowicie irytowało. Miała nadzieję, że chociaż pokrzyczy na nią, pozłości, że chodzi za nim. COKOLWIEK. Ale nie to. Był niesamowicie nieprzewidywalny i chyba napawało ją to niepokojem. Nie znała Viktora dobrze, nawet nie mogła stwierdzić że znała go dostatecznie. Po prostu chciała, żeby poznał trochę towarzystwa, nie koniecznie ją. Jednak to co zrobił po chwili wytrąciło ją całkowicie z równowagi. Miała ochotę wstać, tupnąć nogą jak mała dziewczynka i kazać mu się tutaj pojawić. Przecież tak się nie robi, on przed nią najwyraźniej w świecie uciekał.
Chyba była straszna… Żaden mężczyzna nigdy nie zachował się w podobny sposób w stosunku do niej, czy to nie uwłaczające? Ona… musiała za nim biegać, jakby cokolwiek dla niej jeszcze znaczył. Po prostu lubiła być górą.
Tempest ogarnij się. Powinna chyba skierować się na dół, wrócić na imprezę. Napić się więcej. Tak to byłby doskonały pomysł. Wstała, zachwiała się odrobinę, jednak utrzymała równowagę. Przecież nie ukaże słabości. Wcale się nie bała. Stwierdziła, że nie da za wygraną. Pokaże mu, co znaczy zadzierać z panią Prefekt. Powinien przecież jej się słuchać. Mogła odebrać mu punkty, dać szlaban.
I tak tego nie zrobisz głupia. Stwierdziła prawdziwie w myślach. Przecież Gryffindor to jej dom, była lojalna… choć w sumie gdyby musiała to by to zrobiła, postanowiła najpierw spróbować swoich sił. Podeszłą ostrożnie do krawędzi. Nie było dużo do przeskoczenia, może dałaby radę. Ale w razie czego upadek byłby bolesny, bardzo. Poza tym gdyby zginęła, dołączyłaby do rodziców. W sumie całkiem niezły pomysł. Ale teraz miała inną misję.
Zagryzła nerwowo wargę zastanawiając się, jak powinna postąpić. Ryzykować. Tak ona miała świadomość swojego pecha życiowego i bycia niezdarą, ale żeby aż tak…
Odeszła trzy kroki… Rozpędziła się i skoczyła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t10-anarhold-roddy-tempest?hig
Viktor Dragov



Liczba postów : 75

PisanieTemat: Re: Dach Wieży Astronomicznej   Sro Cze 10, 2015 4:00 pm

Gdy już upewnił się, że otrzepał całe spodnie i bluzę z pyłu, spojrzał przed siebie, a jego oczom ukazał się dach z usytuowanymi nań potężnymi rzeźbami otaczającymi niewielką kopułę z czymś na pozór tarasu pod jej sklepieniem. Rozpoznał gryfa, postać rycerza na koniu, podobną do tej, której używano do gry w szachy, a także figurę Godryka Gryffindora, która w świetle księżyca i gwiazd sprawiała wrażenie żywej.
Nie pałał się dzisiaj do poznawania nowych osób. Najzwyczajniej w świecie miał gorszy dzień. Tych, których zdążył już poznać, za sprawką, Jessi, jakoś znosił, ale również nie rozmawiał z nimi za często. Żeby nie skłamać - prawie w ogóle. Na korytarzach jedynie kiwał w ich kierunku głową, o ile pierwsi postanowili się z nim przywitać. W innym przypadku kompletnie ignorował ich obecność, idąc w swoją stronę. Anarhold nie była złą dziewczyną i w roli prefekta sprawowała się nawet w porządku, ale to również nie wywarło na Dragovie takie wrażenia, aby zacząć z nią rozmawiać. Na pytania jedynie odburkiwał coś pod nosem, czasem nawet po bułgarsku, ale częściej omijał jej towarzystwo, nieskutecznie uciekając z kąta w kąt. Mimo wszystko zaskoczyła go. Nie spodziewał się, że pójdzie za nim aż na dach, ale na tym potencjalne zainteresowanie miało swój koniec. Poszła za nim. Kropka. Goniła go. Kropka. Weszła na górę. Kropka. Biegła...
Dźwięk uderzeń butów o dachówki nakazał mu odwrócić się przodem do Wieży Astronomicznej. Tego widoku raczej nie zapomni za szybko, bo która dziewczyna była na tyle uparta, aby skoczyć za nim z jednego dachu na drugi, kiedy pod spodem rozpościerała się długa droga upadku? Strach pierwszemu lepszemu nakazałby posłusznie wrócić do wnętrza zamku, a tymczasem pani prefekt skoczyła i... Podbiegł do krawędzi. To był odruch. Nie przewiadywał odgrywania dzisiaj bohatera, a tym bardziej niani przyszłych skoczków olimpijskich. Wyciągnął ręce przed siebie i zaparł się nogami, licząc z tym, że jego permutacje były słuszne. Ledwo zdążył złapać za rękaw Any, podtrzymując ją przed przechyleniem do tyłu i natychmiast pociągnął ją ze sobą.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

There are no HEROES, no VILLIANS.



Just SURVIVORS.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3591-viktor-dragov
Anarhold Tempest



Liczba postów : 522

PisanieTemat: Re: Dach Wieży Astronomicznej   Sro Cze 10, 2015 5:03 pm

Nie spodziewała się jakiejkolwiek reakcji ze strony Gryfona. W sumie pewnie nie mylnie, ale miała wrażenie, że po prostu mają gdzieś. Myślała, że sam chętniej zrzuciłby ją z tego dachu niż pomógł, a tutaj taka niespodzianka.
Kiedy znalazła się już bezpiecznie po drugiej stronie spojrzała za siebie. Było blisko, na szczęście nie była tutaj sama. No ale… gdyby nie ON, nie musiałaby robić nic tak szalonego. Możliwe, że w ogóle nie wychodziłaby z Pokoju Wspólnego. Może miotła… przywoła miotłę i wrócić lecąc. Będzie bezpieczniej.
-Dziękuję, ale nie musiałeś. Poradziłabym sobie sama.- stwierdziła. Musiała mu okazać w jakiś sposób wdzięczność, ale nie chciała wyjść na ostatnią ofiarę losu. Ten wizerunek naprawdę do niej nie pasował. Lubiła być czuć, że sama sobie zawsze poradzi, w końcu nie wiedziała kiedy los zabierze jej kolejną bliską osobę. Nie była gotowa na kolejną stratę.
-Jesteś zadowolony? Zaciągnąłeś mnie, aż tutaj. Dalej nie masz już, gdzie uciekać. –zastąpiła mu drogę. Zadarła głowę do góry próbując spojrzeć mu w oczy. Chłopak miał dwie opcje, zostać tutaj albo wrócić do szkoły tym samym schodząc z dachu. W sumie Tempest wolała, żeby postanowił wrócić. Zostawiłby ją tutaj samą. Wtedy mogłaby wykombinować jak wrócić do zamku. Ponowne skakanie jakoś nie było przyjemną myślą. Nie miała pewności, że jej wyjście prawda? Poza tym nie chciała się zbłaźnić przed nikim, tym bardziej przed Viktorem. Wiedziała, że nikomu by raczej o tym nie opowiedział, no może prócz Jessi. Ale tego, co sobie o niej pomyśli to było zagadką, a takie zagadki ją bardzo interesowały.
Chłopak był taki skryty i milczący, wręcz intrygujący. W normalnej sytuacji zostawiłaby go w spokoju, ba... może nie zauważyła. Źle... zauważyć to by na 100% zauważyła, trudno nie zauważyć 188 cm chłopaka. Nie zainteresowałaby się jego osobą, gdyby jej nie sprowokował do tego.
Zapewne teraz tego niesamowicie żałował, bo wbrew pozorom Anarhold była niezwykle upierdliwa. Jak taka mucha latająca ciągle koło ucha, szybka i bzycząca, nie da się jej pozbyć, bo nie możesz w nią trafić packą. Uśmiechnęła się na tę myśl, w tych okolicznościach wydała jej się niesamowicie zabawna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t10-anarhold-roddy-tempest?hig
Viktor Dragov



Liczba postów : 75

PisanieTemat: Re: Dach Wieży Astronomicznej   Sro Cze 10, 2015 5:34 pm

Utrzymanie dziewczyny prawie na krawędzi nie było wcale aż tak trudnym zadaniem, ale niewielki cień obawy zdążył go otoczyć, kiedy jeszcze widział ją w locie. Była uparta i wyraźnie nie miała zamiaru dać mu świętego spokoju, ale przy tym wszystkim posiadała jakieś swoje plusy. Z reguły nie przepadał za towarzystwem płci pięknej - prosimy źle tego nie zrozumieć - a to ze względu na ten utarty schemat z jakim identyfikowano jej przedstawicielki. Kruche, delikatne, niczym chińska porcelana, a przy tym też niesamowicie upierdliwe i drażniące. Widząc ten jeden skok, bez żadnego ale skreślił z listy dwa pierwsze przypadki. Zostały pozostałe. Udowodni Viktorowi, iż wcale nie jest taka stereotypowa?
Cofnął się dwa kroki do tyłu i puścił rękę Anarhold, wywracając oczami w wyrazie powątpiewania. Jasne, na pewno by sobie poradziła sama... Lecąc w dół.
Obrócił się i już miał iść w kierunku rzeźb, kiedy pani prefekt zastąpiła mu drogą, co spotkało się z uniesieniem brwi w jego odpowiedzi. Pokrzyżowanie planów? Nie w tym przypadku. Krótko spojrzał w dół, oceniając sytuację. Nie powinno być tak źle.
Rozchylił lekko wargi, ale słowa zastygły mu w gardle, więc natychmiast zaniechał tego pomysłu i jedynie cofnął się o pół kroku, aby móc schylić i złapać Tempest w talii. Sprawnym ruchem przewiesił ją przez lewe ramię, idąc kilka kroków przed siebie, z dala od krawędzi. Po przejściu może pięciu metrów obrócił się o sto osiemdziesiąt stopni, postawił dziewczynę w jednym miejscu, a następnie wrócił na poprzedni tor, jasno dając jej do zrozumienia, że nigdzie teraz nie wróci. Poprawił kaptur szarej bluzy, przyśpieszając nieco krok ku rzeźbom, lecz wtedy, gdy zmienił mu się kąt widzenia, dostrzegł przy spiczastym kącie dachu jeszcze jedną, której nie potrafił rozpoznać, bo akurat chmury zasłoniły księżyc. Potruchtał do niej i dopiero, gdy stanął bliżej dostrzegł coś na wzór wielkiego ptaka. Dziób miała skierowany w kierunku uchylonych okien emanujących światłem, kilka metrów po skosie na lewo od krawędzi dachu, przy której teraz stał. Czuł się przez chwilę znowu jak ten mały dzieciak, który odkrywa sekrety strychu tego strasznego, opuszczonego domu na przedmieściach.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

There are no HEROES, no VILLIANS.



Just SURVIVORS.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3591-viktor-dragov
Anarhold Tempest



Liczba postów : 522

PisanieTemat: Re: Dach Wieży Astronomicznej   Sro Cze 10, 2015 8:28 pm

Była pewna, że to ona była największym uparciuchem na świecie, jednak Viktor bił ją na głowę. Jednak milczała, tak jak on. Nie zamierzała odezwać się już ani słowem. Patrzyła tylko, co robi. Kiedy ją podniósł, pozwoliła mu na to. Kiedy „odłożył” ją na odpowiednie, według niego miejsce i zaczął odkrywać nowe miejsca na dachu, stwierdziła, że też może skorzystać z czasu, który musi tutaj spędzić. Tak, ona nie zamierzała teraz stąd wychodzić. Zmarznie to zmarznie… zresztą niedługo i tak wracała do domu, a potem nie będą musieli na siebie nawet patrzyć. Wzięła głęboki oddech… Ściągnęła swoją bluzę, położyła ją na dachu i się na niej położyła. Skierowała głowę w stronę chłopaka i zaczęła go przez chwilę obserwować.
Mimowolnie się uśmiechnęła, wydawał się być teraz jak takie dziecko odkrywające świat. Szukał, próbował czegoś nowego. Stwierdziła, że to jego prywatne doświadczenie. Ona zajmie się sobą. Spojrzała prosto górę, zrobiła się piękna noc. W końcu czerwiec, na niebie pojawiły się tylko pojedyncze chmurki. Księżyc tego dnia był niezwykle piękny, było już po pełni, jednak dalej robił na niej niesamowite wrażenie. Czytała kiedyś historię o Evangelinie, która wierzyła w magiczną moc księżyca, kierowała ku niemu wszystkie swoje życzenia. Ba! Potrafiła kierować do niego wszystkie swoje smutki, był jej takim bogiem… czymś wyższym pomagającym jej w najtrudniejszych chwilach życia.
Ana wiedziała, że takowe były jeszcze przed nią. Szykowała się wojna, Voldemort z każdym dniem rósł w siłę, a ona… leżała sobie na dachu oglądając gwiazdy. Jednak uśmiech nie schodził jej z twarzy. Było jej tutaj tak błogo. W końcu nie musiała się niczym przejmować, mogła zapomnieć, pogrążyć się w marzeniach o lepszym świecie. Tempestówna miała czasami naprawdę wybujałą wyobraźnie. Zastanawiała się właśnie, co by było gdyby faktycznie istniało coś tam wyżej, ważniejszego. To śmieszne. Podłożyła jeszcze ręce pod głowę, zamknęła na chwilę oczy. Hmm… w sumie może dzisiaj nie wróci do dormitorium. Było jej tu całkiem wygodnie, a noc gdyby nie zimny wiatr była naprawdę piękna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t10-anarhold-roddy-tempest?hig
Viktor Dragov



Liczba postów : 75

PisanieTemat: Re: Dach Wieży Astronomicznej   Sro Cze 10, 2015 8:54 pm

W przeciągu zaledwie krótkiej, ulotnej chwili znowu wrócił na podwórze starego domu z winnicami na obrzeżach Sofii. Popadający w ruinę przy jednej z ulic wylotowych, stary dom zapomnianego już dzisiaj przez wszystkich, mugoloskiego rodu straszył okolicę swymi murszejącymi murami, porastającym go z każdej strony bluszczem i mchem, ale nic nie przyprawiało o tak wielkie ciarki, jak zabite deskami okna z powbijanymi w nie strzałami. Wydawał się pochodzić z czasów zamierzchłych, a najwidoczniej władze miasta albo nie miały pieniędzy na wyburzenie budynku, albo uznały go za pomnik dawno zapomnianej ery z niewielkim dodatkiem pod postacią "Uwaga! Obiekt grozi zawaleniem!" na zardzewiałym, artystycznym ogrodzeniu. Nie przeszkodziło to jednak paczce przyjaciół w planach, wręcz przeciwnie. Jedynie podsyciło iskrę ciekawości. To zabawne, bo właśnie teraz, gdy tak podchodził co raz bardziej do krawędzi dachu, celem dokładnego przyjrzenia się pyskowi rzeźby, czuł się jakby znowu miał te osiem lat. Nic nie było w stanie go powstrzymać przed odkryciem tajemnic tamtego domostwa.
Przyłożył dłoń do czegoś, co zdawało się być szponami wyrzeźbionego ptaka i wychylił się nieznacznie, patrząc od spodu na monstrualny, najbardziej karykaturalny dziób, jaki kiedykolwiek widział. Rzeźba miała coś w oczodołach, ale gdy chciał zrobić jeszcze jeden krok, stopa nie napotkała żadnego oporu i tylko instynktowne zaciśnięcie palców na jednym z wielkich pazurów uchroniło go przed wywinięciem, o ironio, orła. Niemalże w podskokach cofnął się, przylegając plecami do piedestału rzeźby z szeroko otwartymi oczami. Temperatura wewnątrz podskoczyła, tak jak i poziom adrenaliny. O mały włos... Kilka niewielkich kamyczków zleciało w dół, odbijając się z trzaskiem o parapety okien. Spojrzał w kierunku Anarhold, licząc po cichu, że nie widziała tego całego przedsięwzięcia. Przełknął ciężko ślinę.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

There are no HEROES, no VILLIANS.



Just SURVIVORS.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3591-viktor-dragov
Anarhold Tempest



Liczba postów : 522

PisanieTemat: Re: Dach Wieży Astronomicznej   Sro Cze 10, 2015 9:17 pm

Oczyma wyobraźni widziała swój rodzinny dom. Pełen śmiechów, hałasu. Taki jak zawsze. Ona i jej brat biegający dookoła ławy i ten głos mamy „Co wy tutaj do cholery robicie”. Przypominały jej się po kolei kolejne sceny z jej życia. Te najszczęśliwsze. Najdziwniejsze było jednak to, że nie wywoływały już łez na oczach dziewczyny…
Usłyszała dziwny hałas. Szybko podniosła się i rozejrzała. Czy ktoś do nich się zbliżał? Oczywiście, że nie. Był to lekko przestraszony Gryfon. Czyżby ktoś się potknął? Pan perfekcyjny, nie jest jednak tak idealny jak się wydaje. Spróbowała ukryć uśmiech, jednak nie wytrzymała. Wybuchła gromkim śmiechem. To po prostu było silniejsze od niej. Dało jej taką satysfakcję i tak poprawiło humor. Po prostu… Viktorek wydawał jej się normalniejszy, jeżeli w ogóle można było użyć tego słowa określając go.
Miała właśnie powiedzieć, żeby sobie nie przeszkadzał. Zapewnić z szerokim uśmiechem, że nic nie widziała i może kontynuować, jednak w porę przypomniała sobie o swoim postanowieniu. On się nie odzywa, to ona też. Wzruszyła, więc ramionami i wróciła na swoje miejsce.
Matko! Jakie to było ciężkie, uświadomiła sobie, że była gadułą. Ciężko jej było tak milczeć. Wzięła głęboki wdech… musiała napełnić czymś usta, żeby nic nie powiedzieć. Było bardzo, ale to bardzo blisko.
Postanowiła nie zwracać na niego większej uwagi, jednak mimowolnie (naprawdę to działo się tak automatycznie) jej wzrok wędrował w stronę chłopaka. Nie chciała tego, ale przecież co powstrzyma zwykłą kobiecą ciekawość. No, bo przecież nie było to nic innego. O.. co to, to nie. Tym razem jednak zabrała bluzę, założyła ją. Noc dawała się we znaki… Siedziała i patrzyła przed siebie. Widok zapierał dech w piersiach. Szczególnie jezioro w oddali było magiczne.
Postanowiła… może nie będzie to do końca mądre, ale… wróci tutaj w dzień. Chciała zobaczyć to wszystko jeszcze przed ukończeniem szkoły w promieniach słońca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t10-anarhold-roddy-tempest?hig
Viktor Dragov



Liczba postów : 75

PisanieTemat: Re: Dach Wieży Astronomicznej   Sro Cze 10, 2015 9:35 pm

Serce biło mu młotem w klatkę piersiową i był przekonany, że zaraz wyłamie mostek, kawałek żeber, po czym ucieknie w siną dal, bo nie lubiło takich mini demonstracji zawałów. Niefart w sztuce, tak ująłby to jego kolega, Nikolai, jeden z nielicznych artystów w Durmstrangu.
Myślał, że już po wszystkim, ale wtedy Anarhold się podniosła, a on odruchowo przestał oddychać. Wstrzymywał choćby krótki dech, w obawie, że zaraz się zdradzi, lecz było to kompletnie niepotrzebne. Ten śmiech należał do durnych, niepotrzebnych, głupich, przyjemnych dla ucha, nieirytujących, nawet dźwięcznych... Potrząsnął głową, odganiając od siebie irracjonalne, wręcz abstrakcyjne, myśli. Jakim prawem się z niego śmiała?
Odrobinę naburmuszony, ale już panujący nad dygoczącymi nogami, wyprostował się i rozejrzał dookoła, mrucząc coś pod nosem w ojczystym języku. Jezioro, błonia, dziedziniec, dach, kopuła z rzeźbami... Wtedy wpadł na pomysł.
Ściągnął z siebie bluzę od tej całej temperatury po doznaniu niewielkiego szoku i przewiązał w pasie, wyciągając z tylnej kieszeni spodni ukradkiem różdżkę. Poruszał się powolnie, bezgłośnie, jakby w obawie, że zakłóci spokój prefekta. Po może dwudziestu metrach zbliżył się do pierwszej z rzeźb przy kopule. Jeździec na koniu. Obok niewielkiego, jak na rozmiary dzieła, smoka europejskiego. Schował się w cieniu piedestału, przy którym uklęknął i wycelowawszy różdżkę, wyszeptał pod nosem zaklęcie, którym pociągnął mocno bluzę Anarhold. Chwilę walczył z ewentualnym sprzeciwem, aż wreszcie materiał doleciał do niego. Ciepłą bluzę złapał w drugą dłoń i czym prędzej zaczął obiegać kopułę, szukając choćby drabiny na górę. Śmiejemy się z pana Viktora?

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

There are no HEROES, no VILLIANS.



Just SURVIVORS.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3591-viktor-dragov
Anarhold Tempest



Liczba postów : 522

PisanieTemat: Re: Dach Wieży Astronomicznej   Czw Cze 11, 2015 6:49 pm

Leżała sobie tak spokojnie wdychając zimne powietrze. W bluzie było jej naprawdę przyjemnie, nawet wiatr jej nie przeszkadzał. Mogła podziwiać widoki, nawet przestała zwracać uwagę na chłopaka, który nie wiadomo, co robił... W sumie, to już wiadomo. Poczuła dość duże szarpnięcie. W pierwszej chwili miała wrażenie, że coś w nią wleciało. Jednak okręciło ją i poczuła zimno. Rozejrzała się, jednak nikogo nie zauważyła.
Magia.
Oczywiście mała zemsta za nabijanie się z biednego Viktorka. Wiedziała, że to on, przecież raz - nikogo innego tutaj nie było, dwa- tylko on mógł mieć powód do zrobienia jej psikusa.
Nie ze mną takie numery panie Dragov. Pokręciła głową i tylko się uśmiechnęła. Miała odkrzyknąć mu, że nie robi to na niej najmniejszego wrażenia, że niech sobie siedzi w tej swojej małej kryjówce i się ciśnie. A tego, że się tam cisnął wiedziała. Był wysoki, wydawał jej się po prostu duży.
Czuła z tego powodu nie małą satysfakcję, w końcu nie dała się sprowokować. Nie planowała zemsty. Nic. Siedziała sobie dalej na swoim miejscu i nic sobie nie robiła z jego obecności.
W sumie teraz to ona go ignorowała. Jak już przestanie, będzie musiała mu podziękować, gdyby nie jego upór nie odkryłaby tego miejsca. Było niezwykłe, ciche... przede wszystkim trudno dostępne. Mogła mieć pewność, że przez większość czasu będzie wolne, a jedynym gościem byłby Viktor.
Ten jednak za bardzo się nie liczył. Był milczący, chował się między rzeźbami.
Wydało jej się to w tym momencie niezwykle komiczne. Powstrzymała się jednak, uśmiechnęła się tylko szerzej. Zapowiadała się w końcu długa i przede wszystkim piękna noc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t10-anarhold-roddy-tempest?hig
Viktor Dragov



Liczba postów : 75

PisanieTemat: Re: Dach Wieży Astronomicznej   Czw Cze 11, 2015 7:16 pm

Stojąc za czymś, co przypominało figurę uczonego, nasłuchiwał jakiegokolwiek dźwięku, który brzmiałby inaczej, aniżeli zwykły podmuch wiatru na dachu. Minęło dziesięć sekund, dwadzieścia, trzydzieści... Nic. Wyjrzał zza rzeźby, dostrzegając, że dziewczyna nawet nie ruszyła się z miejsca i w jakiś sposób to go tknęło. Nie, nie był zawiedziony, ale raczej oczekiwał więcej po pani prefekt, która goniła za nim przez praktycznie cały zamek tylko po to, aby wrócił do Pokoju Wspólnego. Karma została odwrócona i choć miał ten upragniony spokój, o jaki mu chodziło przez cały wieczór w pokoju Gryffindoru, tak teraz było mu najzwyczajniej w świecie dziwnie. Albo nie rozumiał zasad kierujących kobietami, albo to wszystko stanowiło durne przedstawienie i nikt nie poinformował go o jego roli. Prawdopodobnie to pierwsze. Spojrzał na trzymaną w lewej ręce bluzę dziewczyny, która pachniała damskimi perfumami, a drugą podrapał się po karku, unosząc orzechowy wzrok ku Anarhold. Dalej tam siedziała. Wzruszył ramionami. Co miał do stracenia? Może i był sztywny, ale tego wieczoru Gryfonka wcale nie była lepsza, a oznaki tego zauważył już podczas imprezy. Rozmawiała, śmiała się, niby nic wielkiego, potencjalne znamiona radości, a jednak czegoś w tym brakowało. W roli obserwatora był niezastąpiony i każdy mógł to potwierdzić; w przeciwieństwie do odgrywania towarzystwa rozmów. To akurat stanowiło jego piętę Achillesową.
Ten manewr musiał wywołać jakąś reakcję u dziewczyny. W końcu nie codziennie najpierw w przeciągu kilku sekund zabierają człowiekowi bluzę, aby potem oddać z hukiem - dosłownie, ubranie niemalże wleciało na Tempest, jak spragniony dementor na więźnia Azkabanu, zasłaniając Gryfonce widok. To dało Viktorowi chwilę na spokojne podejście do rzeźby smoka europejskiego, za którą się schował, gdzie, mamrocząc pod nosem kolejne zaklęcie, buchnął ogniem z ust, co było wręcz znakiem firmowym uczniów Durmstrangu, pozorując tym samym scenę, jakoby wspomniana figura ożyła i zaczęła zionąć jasnym płomieniem. Gdy już wszystko wydmuchał, złożył dłonie w specyficzny sposób i dmuchnął w nie, manipulując powietrzem w środku tak, że powstający dźwięk przypominał skrzek. Potem znowu buchnął ogniem, kontynuując przedstawienie "Ten smok żyje!". To mu przypominało o starych czasach, kiedy dla dzieciaków z podwórka organizował takie pokazy, z tą różnicą, że nie było pięknej rzeźby smoka czy innej bestii, a zrobiony z kamieni i patyków. Surowy na zewnątrz, a jednak przepadał za tamtymi uśmiechniętymi twarzyczkami dzieciaków.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

There are no HEROES, no VILLIANS.



Just SURVIVORS.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3591-viktor-dragov
Anarhold Tempest



Liczba postów : 522

PisanieTemat: Re: Dach Wieży Astronomicznej   Pią Cze 12, 2015 12:58 pm

Westchnęła tylko kiedy bluza do niej wróciła. Bardzo dobrze, zrobiło jej się chłodno. A potem co? Viktor po prostu się popisywał, stwierdziła, że koniec jej milczenia. Po prostu nie wytrzymywała już. No to najwyżej zagada go na śmierć i dwa problemy z głowy. Pierwszy- wygada się komuś, kto wszystkie jej tajemnice zabierze do grobu, drugi – po prostu pozbędzie się irytującego kolegi. Czyż świat nie będzie wtedy o tyle piękniejszy?
Nie no, dobra. Viktor był całkiem w porządku, o ile jej nie ignorował. No dobra, on był cichutki jak myszka i jak wypowiedział choćby słowo to po prostu mogłaby mu przez godzinę bić brawo. Naprawdę było to tak rzadkie zjawisko, porównywalne z zaćmieniem słońca. O tak!
Wstała i rozejrzała się. W płuca wciągnęła zimne powietrze i jakoś się tak zrobiło lepiej. Szukała wzrokiem chłopaka, jednak nie zauważyła go.
Znowu się bawił w chowanego, czy jak? Odpowiedzią był ogień pojawiający się jakby z rzeźby. Wyglądało to tak niesamowicie i prawdziwie.
Popisywał się. Taka była pierwsza myśl, gdy zorientowała się, że to nie wytwór samego przedmiotu, tylko Gryfona. Faktycznie pasował na gryfa, miał w sobie coś takiego potężnego. Może gdyby nie była sobą, nawet trochę by się go bała…
Nie, to odpada. Anarhold zawsze wchodziła w paszczę lwa. No po prostu już taka była. Tam gdzie kłopoty, tam zawsze pojawiała się Tempestówna. I właśnie dotarło do niej, że to może dlatego chłopak tak przed nią uciekał.
Nie, to było zbyt śmieszne, żeby mogło być prawdziwe. Podeszła do rzeźb. Nie patrzyła przed siebie, czego szybko pożałowała. Potknęła się, a na jej policzkach pojawiły się rumieńce. Jak dobrze, że nikt tego nie widział. Dragov był zajęty sobą, więc wątpiła, że to zauważył. Podeszła bliżej i po prostu obserwowała. Nie miała często okazji do oglądania takich rzeczy, a widok warty był swojej ceny – wdrapania się na ten cholerny dach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t10-anarhold-roddy-tempest?hig
Viktor Dragov



Liczba postów : 75

PisanieTemat: Re: Dach Wieży Astronomicznej   Pią Cze 12, 2015 2:09 pm

Niestety, milczenie było już w jego krwi i nawet spuszczenie hektolitra płynów ustrojowych nie przyczyniłoby się do usunięcia "denerwującego przypadku". Choć niektórzy wcale na to nie narzekali. Wręcz przeciwnie. Viktor Dragov jest osobą, przy której siedzenie w ciszy może wydawać się niezręczne, za pierwszym razem, ale po drugiej, trzeciej, czwartej rundce wspólnego nieodzywania się, łatwo było dojść do wniosku, że (A) ma cię serdecznie gdzieś lub (B) nie przeszkadza mu twoje towarzystwo i w zasadzie nawet miło mu, kiedy siedzisz obok. Przypadek B miał miejsce raz na ruski, okropnie długi, rok, ale był. Tego nie mógł mu nikt zarzucić. Inna sprawa, kiedy towarzysz bądź towarzyszka są rozgadanymi megafonami, niepotrafiący powstrzymać się od mówienia na dłużej niż minutę. Tak myślał z początku o Anarhold. Z początku, bo teraz, dziewczyna siedziała cicho, nikomu nie wadząc i to go chyba przekonało.
Wydmuchał ostatnie centymetry sześcienne powietrza z płuc, a po kilku sekundach ogień pozostał jedynie wspomnieniem minionych sekund. Uśmiechnął się pod nosem, kiedy otarł wierzchem dłoni usta, czując na języku gorzki smak. Kto by pomyślał, że Dragov zechce wrócić do tych niewielkich przedstawień. Wystarczyło na następne dziesięć lat.
Poprawił odruchowo bluzę, kiedy obszedł rzeźbę i wyszedł przed nią, patrząc pod nogi. Kaptur zaczepił się o coś z tyłu, więc potrzebował chwili, aby go uwolnić, a wtedy usłyszał przed sobą dźwięk i automatycznie podniósł głowę.
Zaśmiał się. Niegłośno, raczej zachichotał pod nosem, co było najzwyczajniejszym w świecie odruchem, o jaki by się nie posądzał. To taki przypadek. Prędko zatkał usta dłonią, ale to niewiele dało, bo już po chwili trzęsące się ramiona zdradziły jego dobry humor. Nic przecież nie miało miejsca. Tempest jedynie się potknęła, a jednak...
- I w tym momencie jesteś łatwym łupem dla smoka - powiedział cicho z akcentem, chowając różdżkę do tylnej kieszeni spodni, gdy powoli podszedł kilka kroków w jej kierunku, zachowując jednak pewien dystans.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

There are no HEROES, no VILLIANS.



Just SURVIVORS.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3591-viktor-dragov
Anarhold Tempest



Liczba postów : 522

PisanieTemat: Re: Dach Wieży Astronomicznej   Pią Cze 12, 2015 4:25 pm

Nie, wcale nie zauważyła rozbawienia Viktora. I nie, wcale jej to nie ruszyło. Niech się śmieje, przecież to zdrowie.
Założyła ręce na piersi i patrzyła na jakże rozbawionego chłopaka, w sumie sama była rozbawiona. Przygryzła wargę, żeby tylko się głośno nie roześmiać. Jednak kiedy się odezwał… TAK PROSZĘ PAŃSTWA NAJWIĘKSZY MILCZEK HOGWARTU wypowiedział, aż dziewięć słów. Anarhold była w takim szoku, że chcąc odpowiedzieć poruszyła tylko nieznacznie ustami.
-Słucham?- zamrugała kilkakrotnie oczami próbując dotrzeć do sensu jego słów. Łup, smoki. Myśl logicznie Tempest. W sumie ostatnio jej to niezbyt szło, ale bardzo się starała. Przepraszam bardzo, ale czy Viktor uważał, że w jakikolwiek sposób można jak to mówią zapędzić ją w KOZI róg. Ale jedno musiała mu przyznać… porównanie do smoka była doskonałe. Wielki, potężny i dostojny. Tak, coś w tym jego sposobie bycia było wyróżniające. Z tego, co zauważyła na zajęciach mówił zawsze kiedy musiał, jednak nie było tego ani za dużo, ani za mało. Nauczycielom to wystarczało. Ona mogła jedynie powiedzieć, że jego głos był przyjemny dla ucha, czasami aż żal, że go tak rzadko używał. Ktoś milczał, żeby ktoś inny mógł gadać. Tak panno Tempest jesteś temu winna! Uśmiechnęła się jednak do niego.
-Dlaczego tak myślisz?- zapytała zadzierając głowę do góry. Bardzo chciałaby być w tym momencie wyższa. Mogłaby spokojnie patrzeć mu w oczy. Jak równy z równym, ale było inaczej. Trochę ją to irytowało. Przynajmniej w tym momencie. Wzięła głęboki wdech i z zaciekawioną miną czekała na odpowiedź. Poza tym znowu miała usłyszeć jego akcent, w sumie był z tym całkiem uroczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t10-anarhold-roddy-tempest?hig
Viktor Dragov



Liczba postów : 75

PisanieTemat: Re: Dach Wieży Astronomicznej   Pią Cze 12, 2015 5:36 pm

Sam uniósł nieznacznie brwi, co było odpowiedzią na zaskoczenie Anarhold. Powiedział coś nie tak? Może jedynie wydawało mu się, że mówi, a w rzeczywistości burczał pod nosem? Nie, był święcie przekonany, iż wyraził się jasno i na tyle głośno, aby Gryfonka go usłyszała. W końcu nawet on, potencjalna niemowa Hogwartu, potrafił czasami otworzyć usta i wydać z siebie jakiś dźwięk. Nie obcięto mu języka... To po prostu sposób bycia oraz radzenia z natrętami, choć niektórzy z nich, jak chociażby Jessi, po czasie, okazali się całkiem w porządu... Dopóki na siłę nie wlewali mu do gardła alkoholu. Obrzydliwe.
- Rzeźba? - przerwał, patrząc w miarę cierpliwie, kiedy pani prefekt przetwarzała informacje, aż wywrócił teatralnie oczami i pomasował się po karku. - Nie uczyli was, że nie podchodzi się do ziejących ogniem smoków? No i to był żart...- odpowiedział, wskazując krótkim ruchem głowy na kamiennego jaszczura za nim. Chyba powinien przestać próbować żartować. Nie wychodziło to tak, jak powinno.
Wsadził dłonie do kieszeni bluzy, wodząc spojrzeniem dookoła, jakby szukał czegoś, aż spuścił je w dół i po krótkiej chwili zastanowienia, uniósł je nieznacznie, zwracając się do Tempest:
- Słyszałaś baśń o smoku, który miał zjeść córkę arystokraty w zamian za zaprzestanie nękania wioski? - zapytał, powoli idąc w głąb dachu. - Gdy w noc dlań ostatnią ujrzał dziewczynę, zamienił się w człowieka i zaoferował jej ujście z życiem, w zamian za jedną rzecz. - przystanął, gdy wyszedł z cienia rzeźby woźnicy. Księżyc nie był przysłonięty. - Wiesz, co to było? - odwrócił się do Gryfonki i wyciągnął z bluzy dłonie.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

There are no HEROES, no VILLIANS.



Just SURVIVORS.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3591-viktor-dragov
Anarhold Tempest



Liczba postów : 522

PisanieTemat: Re: Dach Wieży Astronomicznej   Pią Cze 12, 2015 6:48 pm

Przewracanie oczami mogłoby być znakiem firmowym Viktora. Kiedy to zobaczyła, a tak dla przekory zrobiła to samo z szerokim uśmiechem. Chyba chłopak nie miałby łatwego życia, gdyby tak się do niego przyczepiła na dłużej. Miała serce i chyba mu tego zaoszczędzi.
-Niby uczyli, ale co poniektórzy nie uwierzą póki się nie sparzą. – dokładnie do takich osób należała Tempestówna, ale nie zamierzała mówić tego głośno. Uwielbiała próbować nowych rzeczy, co nie zawsze przecież kończyło się dobrze. W końcu taka rola gryfonów, ich odwaga była nieraz tożsama z głupotą. Wiedzieli to, ale dalej brnęli w kłopoty. Typowe zachowanie, Viktor był inny. Może dlatego, że większą część edukacji spędził w Durmstrangu. Różnice kulturowe były widoczne, jednak dziewczynie ani trochę to nie przeszkadzało.
Przekrzywiła głowę w zaciekawieniu słuchając o tej dziwnej baśni. No może nie dziwnej, ale Anarhold jej nie znała, więc odrobinę (bardzo) się nią zainteresowała. Oczy jej się zaświeciły. Smok… przecież one nie są istotami świadomymi, są dzikie i nie da się ich przechytrzyć. Słuchała, jednak do końca. Wielkoduszny potwór.
-Nie mam pojęcia, ale nie ma smoków zamieniających się w ludzi.- zauważyła obserwując kolejne kroki chłopaka. Zastanawiała się, do czego on dąży. Może do stwierdzenia, że milczenie jest złotem i należy je doceniać. Nie miała jednak pomysłu. Nie zamierzała, jednak stać tak w miejscu i dołączyła do niego. Chyba znowu nie będzie przed nią uciekał.
-No ale kontynuuj. Jak skończyła się ta baśń?- zapytała doganiając go. W końcu nie chciała stracić wątku, więc im ona była bliżej niego, tym lepiej słyszała. Czyż nie było to bardzo logiczne? A to, że mogła odrobinę zakłócać przestrzeń osobistą Bułgara, to już inna sprawa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t10-anarhold-roddy-tempest?hig
Viktor Dragov



Liczba postów : 75

PisanieTemat: Re: Dach Wieży Astronomicznej   Pią Cze 12, 2015 7:34 pm

W odpowiedzi na zmałpowanie jego wywrotu oczami, pokręcił jedynie głową, unosząc głowę ku granatowemu firmamentowi, prosząc w myślach gwiazdy, aby to się już nie powtórzyło. Choćby ze względu na fakt, iż połączenie tego niewielkiego gestu z szerokim uśmiechem Gryfonki wywołało dziwne zainteresowanie ze strony chłopaka. Gdyby mógł, uwieczniłby ten łuk na pergaminie. Niestety, nie miał żadnego przy sobie, a i nie był też na tyle zdolny artystycznie, aby narysować coś więcej, aniżeli zwykłego patyczaka. Za to miał dryga do innych rzeczy.
O ile odpowiedź Tempest dokładnie, co do słowa, określała naturę uczniów Gryffindoru, o tyle sam Viktor (nie-Gryffindor, nie-Gryffindor) mógł się dopisać na tę listę. Chłopak był ryzykantem, uwielbiał poznawać nieznane, a zatopiony w jego żyłach i sercu perfekcjonizm nie pozwalał mu odpuścić odkrywania nowych rzeczy do samego końca. Jeżeli już w coś się zaangażował, to całym sobą.
- Tak samo, jak nie ma magii, według niektórych mugoli.
Skwitował dygresję na temat smoków i choć na twarzy nic się nie zmieniło, to dziewczyna mogła wyraźnie usłyszeć w jego głosie nutę rozbawienia. Chyba na coś zachorował. Prawdą było, że jeżeli już zaczynał być aktywną stroną w konwersacji to mówił, mówił, mówił i mówił, ale tym razem nie robił tego z przymusu lub ekscytacji nagłą możliwością wykazania się zdolnością, jaką bawił młodsze dzieciaki podczas wspólnych ognisk na wysuszonych, piaszczystych polanach na przedmieściach. Wymyślanie opowieści na poczekaniu.
Odwrócił głowę w bok i posyłając Anarhold spojrzenie typu "dzięki ci łaskawcze, za pozwolenie", spowolnił krok, odsuwając się odrobinę w bok. Odruch. Nie za blisko.
- W zamian za darowanie życia i bezpieczeństwo wioski, zażądał, aby dziewczyna przychodziła przed jego pieczarę, co miesiąc, w noc poprzedzającą pełnię, ubrana w najpiękniejszą suknię, jaką dysponowała. - ciągnął dalej, gdy zatrzymał się w miejscu i odwrócił przodem ku towarzyszce. Księżycowe światło padało na nich teraz z boku. - Haczyk tkwił w tym, że musiała też za każdym razem pokazać się w takiej, której kolor odpowiadał wierzeniom miejscowych. Każdy miesiąc miał swą niepowtarzalną barwę. W styczniu granatowa, jak noc, w lutym błękitna, jak Atlantyk, w marcu ciemna zieleń lasu, a kwiecień załamywał granicę pomiędzy świeżą trawą, a żółtymi liliami. - przerwał, łapiąc oddech i wyglądając jeziora, które było w oddali, dokładnie za plecami Anarhold. Odbicie księżyca tworzyło iluzję, jakoby ciało niebieskie leżało swobodnie na spokojnej tafli. - I kazał jej tańczyć. - mruknął, powoli opuszczając wzrok, aż jego uwaga całkiem była skupiona na Gryfonce. Cofnął się o krok. Ukłonił i wyciągnął ku niej dłoń. - Czy mogę? Zawsze zadawał to pytanie, chociaż nie musiał, bo przecież nie było innej opcji. Arystokratka przystanie na warunek albo zginie... A jednak zawsze pytał o zgodę.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

There are no HEROES, no VILLIANS.



Just SURVIVORS.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3591-viktor-dragov
Anarhold Tempest



Liczba postów : 522

PisanieTemat: Re: Dach Wieży Astronomicznej   Pią Cze 12, 2015 10:06 pm

To był już szczegół. Zresztą dobrym przykładem mogłaby być ona sama. Mugolaczka, która dostała szansę od losu. Mała okazję poznać magię, przeżyć niesamowite rzeczy. W sumie mała łatwiejszą sytuację, w końcu jej brat poszedł na pierwszy ogień. Potem pojechał na swoją wojenkę i ona została.
Słuchała go z naprawdę dużym, jak na nią, skupieniem. Faktycznie mogła przyznać, że ta historia była fascynująca.
Zamknęła na chwilę oczy wyobrażając sobie tą arystokratkę. Piękną blondynkę, tak one były zazwyczaj ślicznymi pannami, mającymi tysiące adoratorów. I wtedy nadchodzi ten moment. Zawsze jest, w każdej bajce, baśni i historii. Wchodzi do gry zła postać. Tylko czy ona zazwyczaj jest negatywna. Smok… wielki i potężny. Taka Bestia dla swojej Pięknej, pragnie tylko towarzystwa. Ukazuje swoje wielkie serce, pozwala jej żyć. Ona i tak jest bohaterką, chce lub jest zmuszona poświęcić swoje życie za CAŁĄ wioskę.
Chyba dla najbliższych też by tak postąpiła. Otworzyła oczy i obserwowała każdy jego krok. Uśmiechnęła się lekko kiedy się odsunął się lekko i ukłonił. No proszę przedstawienie, jednak nie spodziewała się, że to jej przyjdzie wcielić się w arystokratkę. Ha, ona i dama.
-To chyba nie jest najlepszy pomysł…- stwierdziła, jednak podała mu rękę, powoli i z wahaniem. Co Anarhold w życiu nie wychodziło? Mogła z czystym sumieniem odpowiedzieć, że tańce. Z cichą nadzieją, że nic takiego się nie zdarzy stanęła blisko niego, trzymając go za rękę. Czuła przyjemne ciepło przechodzące przez jej palce. Jakby malutkie prądy wędrowały jej po ciele. Złapała mocnej jego rękę, jednak tak, że w każdej chwili mógł ją puścić. Nie czuła się pewna w tej sytuacji, w tym momencie to Viktor był panem sytuacji.
-Widzisz ze mnie żadna arystokratka. Mugolaczka i to nie umiejąca tańczyć. – stwierdziła lekko się odsuwając i patrząc na niego z zakłopotaniem w oczach. No cóż… za to miała całkiem inne talenty. Była niezwykle upierdliwa, chłopak doskonale się dzisiaj o tym przekonał. I jeszcze tutaj z nią był. Brawo! Należy mu się nagroda za cierpliwość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t10-anarhold-roddy-tempest?hig
Viktor Dragov



Liczba postów : 75

PisanieTemat: Re: Dach Wieży Astronomicznej   Pią Cze 12, 2015 10:52 pm

Ta na poczekaniu wymyślona historia byłaby zdecydowanie schematyczna, gdyby sam Viktor był chodzącym planem, działającym automatycznie i wciąż tak samo; jak maszyna. To mu pasowało - był panem sytuacji, mógł potoczyć smoczy los jak tylko chciał. Mógł zabić gada, mógł zabić dziewczynę, mógł uczynić ich Romeem i Julią.
Nie ścisnął mocno dłoni Anarhold, jedynie złapał na tyle stabilnie, aby mogła w każdej chwili wycofać się. Do niczego nie będzie jej zmuszał. Takie zagrywki nie były w jego stylu, co z kolei tym razem było przeciwieństwem dla wzoru ucznia Durmstrangu. Czarnoksiężnicy z północy byli bezwzględni i potrafili przydusić innych, ku powodzeniu swych interesów. Owszem, czasami tak postępował, ale teraz? Nie odczuwał potrzeby. To tylko zwykły wieczór na dachu, a nie mistrzostwa w Quidditchu.
- No to się dobraliśmy, bo ze mnie żaden smok i szczerze? Nawet nie wiem, jak wygląda ten kolor załamania pomiędzy trawą, a żółtymi liliami- odpowiedział spokojnie, wzruszając jedynie ramionami, jednak nie pociągnął Tempest bliżej do siebie ani się nie uśmiechnął. Cierpliwie czekał. - Możesz stanąć na moich butach. Pokieruję cię.
Przytaknął pokrzepiająco, spoglądając krótko w błyszczące oczy Gryfonki, co jednak nie trwało długo, zanim uniósł głowę. Nagle nie mógł utrzymać kontaktu wzrokowego, a przecież nie miał z tym najmniejszego problemu wcześniej.
- Lata mijały, dziewczyna stała się dorosłą kobietą i cały czas przychodziła do pieczary smoka - kontynuował powoli. - Ale stworzeniu nagle było za mało.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

There are no HEROES, no VILLIANS.



Just SURVIVORS.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3591-viktor-dragov
Anarhold Tempest



Liczba postów : 522

PisanieTemat: Re: Dach Wieży Astronomicznej   Sob Cze 13, 2015 5:05 pm

Nie miała pojęcia czy chłopak wymyśla tę historię na bieżąco, czy tak dużo czytał. Bardzo jej się podobała, w końcu nigdy takowej nie słyszała. Poza tym na pewno miała jakiś morał, swój głęboki przekaz. Nie wiadomo czy tylko nie jest ukryty.
Zmrużyła oczy, kiedy stwierdził, że marny byłby z niego smok. Miała o tym swoje, odmienne zdanie. Mruknęła tylko pod nosem ciche „nie sądzę”, jednak nie skomentowała. Starała się, naprawdę nie chciała przerywać tej historii. Ale przecież…
Proponował jej wejście na jego butki, okej. W sumie zauważyła, że zawsze lubił mieć wszystko uporządkowane. Nie widziała go chyba w czymś pogniecionym, a jego zadania zawsze były dopracowywane niemal do perfekcji.
Zdała sobie sprawę, że chyba za dużo obserwuje ludzi, a może to on zwracał na siebie uwagę. Teraz jednak stała przed dylematem – zabrudzić mu buty, czy nie. W sumie stwierdziła, co jej szkodzi. To nie ona będzie je czyściła.
-No nie mów, że nagle zgłodniał i zaczął mieć ochotę na ludzkie mięsko. – zmarszczyła czoło zastanawiając się nad kontynuacją historii. Znając życie pewnie zaraz każe jej jeszcze śpiewać. O nie. Na to się nigdy by nie pisała. Potem pewnie zażyczyłby sobie dodatkowo obiadków codziennie na 15, z dostawą pod samą jego jamą.
Anarhold zadowolona z tego, że była trochę wyższa, jednak pozycja ani trochę nie była wygodna. Dobra, może troszkę, ewidentnie jednak wolała polegać na sobie.
-Kontynuuj proszę.- mruknęła czując, że chyba jest za blisko. Jej osobiście jakoś szczególnie to nie przeszkadzało, jednak nie chciała wkraczać zbytnio w jego przestrzeń osobistą, która w gwoli ścisłości była pewnie dla niego ważna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t10-anarhold-roddy-tempest?hig
Viktor Dragov



Liczba postów : 75

PisanieTemat: Re: Dach Wieży Astronomicznej   Sob Cze 13, 2015 5:39 pm

Westchnął ciężko, kiwając głową na boki. Spojrzał na nią tym spojrzeniem nieco zirytowanym, nasuwającym pytanie z jego strony "Czy mogę dalej?". Nie, naprawdę nie lubił, kiedy mu się wcinano albo przeszkadzano. Podczas zajęć, gdy tylko ktoś inni wchodził mu w dialog prowadzony z profesorem, potrafił przerwać w połowie myśl i już nie dokończyć. Nie pomagały nawet słowa prowadzącego, zachęcające go do kontynuowania, które zbywał milczeniem. Anarhold miała dzisiaj więc wyjątkowe szczęście. Zaniechał pomysłu zamknięcia ust.
- Smoki to, wbrew pozorom, inteligentne stworzenia, a ten... - złapał pewniej ciepłą dłoń Gryfonki, drugą ręką pokierował jej wolną i ułożył na swoim barku, zanim przyłożył swoją do jej talii. - Miał świadomość upływającego czasu. - zrobił pierwszy krok do przodu prawą nogą, potem powoli przesunął lewą w bok. Dostawił pierwszą do drugiej, to samo, tylko tym razem do tyłu. Obrót. - Nikt nie wynalazł złotego środka, który zagwarantowałby nieśmiertelność, a i do długowieczności ludziom było daleko. - zatrzymał krok, upewniając się, że z Tempest wszystko w porządku. - Arystokratka, według nadwornego jasnowidza, w końcu miała umrzeć, choć ledwo dwadzieścia zim niepełnych przeżyła. Rozpacz ojca w krótkim czasie obiegła okolicę, roznosząc się, jak nieuchronna zaraza. Dżuma, powodując ból w sercu każdego mieszkańca, bo jak coś tak szatańskiego może dotykać bohaterkę ich miasta? - ściszył głos, nie przestając patrzyć w niebieskie oczy Any. Wtedy go natchnęło. - Pewnej czerwcowej nocy, dziewczyna przyszła przed jamę do smoka o wiele za późno, aniżeli powinna. W mieście urządzili przyjęcie z okazji Nocy Kupały i nie sposób było się z niego szybko ulotnić, ale... - nagły obrót, kolejne kroki waltza. - To go nie obchodziło. Smok był rozzłoszczony, bo myślał, że nadszedł jej czas, a przecież przysięgła przychodzić co miesiąc o tej samej porze, żeby z nim zatańczyć. - krok do przodu, krok do boku, dostaw nogę. - Za tę niesubordynację, skazał ją na wieczny sen. Zamienił ją w kamień. Szafir, bo jej oczy miały najpiękniejszy odcień nieba, jaki widział, a potem spalił miasto.
Wyczekał kilka chwil i jeszcze parę kroków, zanim zaprzestał jakichkolwiek ruchów.
- Morał już znajdziesz sama.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

There are no HEROES, no VILLIANS.



Just SURVIVORS.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3591-viktor-dragov
Anarhold Tempest



Liczba postów : 522

PisanieTemat: Re: Dach Wieży Astronomicznej   Sob Cze 13, 2015 9:08 pm

Jak na swoje gabaryty, chłopak był bardzo zwinny i poruszał się z niepasującym do niego wdziękiem. Pierwszy krok był, jednak niepewny, potem poszło jak z górki.
Na twarzy Anki malowało się, nie często spotykane skupienie. Trybiki w jej głowie zapisywały i analizowały każdy krok, każde słowo. Po prostu Smok przywiązał się do swojej towarzyszki. Chciał z nią spędzić całe swoje życie, w końcu stworzenia były długowieczne, a człowiek…. Człowiek to istota niezwykle krucha, której żywot jest określony i w porównaniu do wielkich, potężnych „potworków” był on bardzo krótki.
Tak myśląc o tym, na chwilę się zawiesiła. Nie zauważyła kiedy chłopak się zatrzymał, gdy się zorientowała szybko w zakłopotaniu się odsunęła. Podrapała po głowie nie wiedząc, co powinna w tej sytuacji powiedzieć.
Spojrzała w stronę jeziora. W odbiciu był widoczny księżyc. Było już bardzo późno. Sama zaczynała się robić senna. Musiała powstrzymać ziewnięcie. Spojrzała na niego odrobinę zmęczonymi oczkami.
-Może jednak skusisz się i wrócisz ze mną do Pokoju Wspólnego? Chyba, że mam się tutaj kłaść spać?- zapytała zastanawiając się, jakby to było spać właśnie na dachu Hogwartu. Bardzo, bardzo daleko od ziemi.
Nie zamierzała teraz o tym myśleć, potem nasuną się myśli o upadku. Przypomni jej się upadek z miotły i potem powrót będzie niemożliwy. Będzie musiała tutaj zostać…
Jej oczy mówiły, zabieraj dupkę i skacz z powrotem. Potem byłaby ona, pewnie jako dobra duszyczka pomógłby jej. No chyba, że pomógłby jej spaść. Oczyma wyobraźni wdziała taką scenę, jak udaje jej się przeskoczyć, a tutaj Gryfon podaje jej rękę i spycha w dół. Pewnie niektórzy byliby zadowoleni z takiego „niespodziewanego” zbiegu okoliczności, ale nie tym razem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t10-anarhold-roddy-tempest?hig
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dach Wieży Astronomicznej   

Powrót do góry Go down
 

Dach Wieży Astronomicznej

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Wieża Wiatrów
» Szczyt Wieży
» Wieża Północna
» Hightower/ Wysoka Wieża
» Dach

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
List z Hogwartu :: Wspomnienia :: Porządki 3. :: HOGWART :: ZAMEK :: Wieże :: Wieża Astronomiczna-