a
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Dyskoteka
List z Hogwartu
Niestety jak to często bywa, coś się kończy, a coś innego zaczyna. Czas Listu z Hogwartu dobiega końca. Mam nadzieję, że część osób będzie wspominało tę stronę z pewnym sentymentem, a nawiązane tutaj znajomości przetrwają pomimo zakończenia naszej działalności. Dziękujemy za te dwa lata! Administracja


 

 Dyskoteka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mistrz Budowy

avatar

Liczba postów : 299

PisanieTemat: Dyskoteka   Pon Cze 22, 2015 9:16 pm


Popularny lokal, w którym bawią się mugole, wzorowany na amerykańskim odpowiedniku Studiu 54. Leży w jednej z biedniejszych części miasta, ponieważ nie odniósł takiego sukcesu jak w USA. Za wstęp płaci się kilka funtów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dorcas Meadowes

avatar

Liczba postów : 368

PisanieTemat: Re: Dyskoteka   Pon Cze 22, 2015 9:39 pm

Jak na czerwiec przystało, dzień był długi i ciepły. Ostatnie promienie słońca muskały jeszcze dachy budynków, gdy z wnętrza dyskoteki popłynęły pierwsze takty skocznej melodii. Na ten dźwięk Dorcas przestąpiła niespokojnie z nogi na nogę i po raz kolejny rozejrzała się po ulicy z wyczekiwaniem. Gdzie ta Blythe? Była pewna, że umawiały się na tą godzinę, a tej małej paskudy jeszcze nie ma! Brunetka lekko wydęła usta i oparła się plecami o ścianę budynku, w którym mieściła się dyskoteka. Wokół kręciło się sporo mugoli, którzy powoli schodzili po wąskich schodach w dół do piwnicy, gdzie zaczynała się impreza. Panna Meadowes ściągała na siebie uwagę wielu z nich. W kusej sukience i dżinsowej kurteczce, prezentowała się wszak nadzwyczaj apetycznie. Na stopach miała jednak zwykłe trampki, a za paskiem stanika (najlepsza kryjówka ever) schowała różdżkę. Mogli gwizdać i zagadywać ile chcieli! Bez swojej przyjaciółki nie zamierzała wchodzić do środka. Czas oczekiwania się jednak wydłużał, a nogi same rwały jej się do tańca... Doris niecierpliwym gestem przeczesała włosy. Stojący przy drzwiach bramkarz przyglądał jej się coraz bardziej natarczywie.
- Wchodzisz paniusiu, czy nie? - burknął do niej, gdy większość zgromadzonych młodych ludzi zeszła już na dół. Ściany budynku drżały od muzyki. Czuła to nawet tutaj, opierając się o niego ledwie łopatkami.
- Czekam na kogoś. - mruknęła w odpowiedzi. - Masz może papierosa? - dodała szybko z błyskiem nadziei w oczach. Facet miał. I może zrobiło mu się żal wypindrzonej i wystawionej do wiatru dziewczyny, a może liczył na to, że sobie pójdzie, ale dał jej tego wymiętolonego papierosa, którego przyjęła z wdzięcznością. Odpaliła go mugolską zapalniczką, którą nosiła w torebce na takie właśnie wypadki i odeszła kilka kroków stronę ulicy, by dalej wypatrywać swojej osoby towarzyszącej.
- Najpierw mnie namawia żeby imprezować w mugolskim Londynie, a potem zapomina. - wymamrotała pod nosem pomiędzy jednym zaciągnięciem, a drugim. Szary dym zawisł nad jej głową na kilka sekund nim rozwiał go lekki podmuch wiatru znad Tamizy. Śmierdziało ściekiem. Wreszcie kiedy zostały jej może dwa machy, na horyzoncie pojawiła się znajoma sylwetka.
- Blythe! - wrzasnęła Meadowes i zamachała energicznie. Ale zaraz, czy jej się dobrze wydaje, czy ta niecna Floyd idzie w towarzystwie? Usteczka Dorcas rozciągnęły się w drapieżnym uśmieszku. Co to mała diablica knuła? Już nie mogła się doczekać!

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _


She is beauty, She is grace, She will punch you in the face.


Mean Girls:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3639-dorcas-meadowes
Blythe Floyd



Liczba postów : 25

PisanieTemat: Re: Dyskoteka   Pon Cze 22, 2015 11:24 pm

Blythe jako uczennica nigdy specjalnie nie dbała o to, w którą stronę pójdzie jej wizerunek. Miała zaufane sobie osoby, które były dla niej ważne i nie liczyła się opinia innych. Wtedy była tylko małą Puchonką z włosami ściętymi w grzybka, zawsze z ciemną grzywką osuniętą na czoło. Wesoła, błyszczała w swoim gronie przyjaciół jak mała iskierka, trochę jednak gasła przy nieznajomych. Była doskonałym przykładem kobiety, która z wiekiem przechodzi metamorfozę. Może będzie to powiedziane wyjątkowo chłodno, ale śmierć rodziców wywarła dobry wpływ na jej pewność siebie. Parę lat temu pewnie na taką zaczepkę jak dzisiaj zareagowałaby rumieńcem i chichotem... Rękę do tego przyłożyli jej przyjaciele, najlepsi na świecie.
A skoro o przyjaciołach mowa.
Naprawdę, do tej księgarni miała zajść tylko na chwilę, zerknąć na ten jeden tytuł. I tak była już spóźniona i nie sądziła, że akurat tak się sprawy potoczą. Wędka została już zarzucona, a z całym szacunkiem, takiej ofierze jak Syriusz nie trzeba było specjalnie wyszukanej przynęty. Typowy facet! Przynajmniej miała pewność, że ten wieczór nie będzie nudny. Nie miała pojęcia czy imprezował już w miejscach dla mugoli. Nawet jeśli, to ten lokal jest zdecydowanie wyjątkowy. Był bardzo w guście Blythe, można było posłuchać tam dobrej muzyki
Podróż zaczęła się wyjściem na Pokątną, a stamtąd deportacją na jakąś ciemną, zapuszczoną uliczkę, kawałek drogi od miejsca wypadu. Nie mogli na siebie zwrócić uwagi mugoli, prawda? Należało więc kawałek przejść piechotą. W trakcie tego krótkiego spaceru dziewczyna oddała się krótkiej rozmowie z czarodziejem, śmiała się cicho z jego żartów, odpowiadała na nie z przekąsem. Zastanawiała się nad reakcją Dorcas na tę sytuację. I był tylko jeden sposób, żeby się przekonać jaka będzie.
Już kiedy wejście zaczęło majaczyć przed oczami, usłyszała krzyk, który wywołał na jej twarzy najszczerszy uśmiech. Pomachała brunetce od razu, w odpowiedzi na jej powitanie, po czym w zupełnym odruchu porwała młodego Blacka za dłoń, aby przyspieszyli kroku. Uśmiech Meadowes był bezcenny.
- Hejka. Wybacz spóźnienie, siła wyższa. - mruknęła, po czym zabrała prosto z jej dłoni wymiętego papierosa. - Widzę, że o mnie pomyślałaś, kochana. I to pewnie dla mnie też się tak odstawiłaś, co? - zagwizdała z podziwem. Mam tu nowicjusza.
Skinęła głową na Syriusza, po czym uniosła papierosa do ust i zaciągnęła się porcją szarego dymu. następnie zwitek tytoniu oddała przyjaciółce do rąk własnych.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3619-blythe-lyndey-floyd
Syriusz Black

avatar

Liczba postów : 570

PisanieTemat: Re: Dyskoteka   Wto Cze 23, 2015 2:12 am

Gdyby po ubiorze Floyd miał stwierdzić, gdzie ta postanowiła go porwać, pewnie nawet nie domyśliłby się, że wybierają się na mugolską dyskotekę. Przyzwyczajony był raczej do tego, że dziewczyny ubierały się w bynajmniej inny sposób. Śmiać mu się zachciało, gdy po krótkim spacerze od teleportacji na pewne nieuczęszczane przez niemagicznych miejsce w Londynie, wyszli na uliczkę, skąd dochodziła głośna muzyka, a srogo wyglądający bramkarz wyglądał jakby chciał pożreć czekającą na nich dziewczynę swoim wzrokiem. Syriusz uniósł lewą brew do góry, dostrzegając Dorcas, a na jego twarzy rozkwitł nieco drwiący uśmiech. Przez jakiś czas mijali się zupełnie i chłopak dawno nie widział jej takiej wypindrzonej i nastawionej albo na dobrą zabawę, albo na szybki i krótkotrwały podryw. Nie zmieniało to jednak faktu, że sytuacja zaczynała mu się coraz to bardziej podobać. Aż żałował, że nie sprowadził ze sobą Pottera. Chociaż z nim miał nieskończenie dobry kontakt, a wszystko za sprawą dwukierunkowych lusterek, których nie wyrzekli się nawet po skończeniu Hogwartu. Właściwie, kiedy już opuścili mury zamku, stały się one dużo bardziej użyteczne. Huncwoci wiecznie trzymali się razem, ale teraz mieli większe pole do popisu i miejsc, w których mogli bywać bez wcześniejszego pytania o zgodę któregoś z profesorów. Wsadził dłonie w kieszeni spodni i przyglądał się z przymrużonymi oczami facetowi w wejściu. W tym miejscu jeszcze nie był, jednak nie mógł go zaliczyć do tych, które przykułoby jego uwagę na pierwszy rzut oka. Jedynie towarzystwo dziewczyn skłoniło go do pozostania na miejscu. Albo nie tyle, co wyeksponowane nogi w sukience Meadowes a spojrzenie tamtego gościa, który zapowiadał obecność tylko innych, podobnych sobie pseudo samców alfa. Nie wiedzieć czemu, ale Łapa nagle doszedł do wniosku, że zostanie, nie tylko dlatego by się dobrze bawić, ale też, by mieć je na oku, by nie wpadły w poważniejsze kłopoty niż wysadzenie muszli klozetowej w Hogwarcie łajnobombą. Zamrugał, powracając do rzeczywistości, akurat w odpowiednim momencie by dotarły do niego słowa Floyd. Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i poczęstował obie dziewczyny, ponieważ żal mu się zrobiło, że musiały dzielić się na pół jakimś rozmemłanym ścierwem beznadziejnej jakości.
- Dla uściślenia, ja siła wyższa, a ona – skinął głową na Blythe. – to nowicjusz. – Mruknął przez zaciśnięte usta, nie unosząc wzroku znad końcówki papierosa, którą odpalał właśnie mugolską zapalniczką. Schował przedmiot do kieszeni i obrzucił spojrzeniem Dorcas, od stóp do głów, pocierając kciukiem lewą brew.
- No, no, może gdybyś się tak nosiła już na piątym roku to coś by z tego wyszło. – Odezwał się z przekąsem, proponując jednej i drugiej, że obsłuży je z odpaleniem ich papierosów.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Sryriusz Black
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3039-syriusz-black
Dorcas Meadowes

avatar

Liczba postów : 368

PisanieTemat: Re: Dyskoteka   Wto Cze 23, 2015 12:34 pm

Słodka Morgano, miej litość! Czy ona dobrze widzi? Niewątpliwie. Za Blythe maszerował raźno nie kto inny jak panicz Black. Na jego widok Dorcas roześmiała się serdecznie i ze szczerym rozbawieniem, bo był ostatnią osobą, którą spodziewałaby się tutaj zobaczyć. Szczególnie w ich towarzystwie. W prawdzie w czasach Hogwartu panna Meadowes zawsze krążyła gdzieś niedaleko, gdy panowie znani jako Huncwoci urzędowali czy to w Pokoju Wspólnym czerwonych, czy to na zamkowych korytarzach. Jednak ich relacje były... różne. Szczególnie po tym nieszczęsnym incydencie na piątym roku, który mógł się skończyć uroczo, ale wyszło jak zawsze. Dorcas nigdy nie była dobra w długoterminowych zobowiązaniach, co poradzić? Jedyna osoba, która miała jej pełne oddanie to stojąca tu obok panna Floyd. No, ale ona to jak rodzina. Widywała czasem Blacka na zajęciach, ale jakoś nigdy nie było okazji do dłuższej rozmowy, o imprezowaniu nie wspominając. Aż do teraz... Wieczór, który miał być tylko wesoły właśnie stawał się wybitnie interesujący.
- Zawsze o Tobie myślę, moja droga. Szczególnie dużo czasu na myślenie mam jak tak stoję i czekam. - odpowiedziała z nutką złośliwości w głosie, ale chętnie oddała Floyd papierosa, a pogodne błyski w jej oczach jasno mówiły, że nie nosiła żadnej urazy. No bo jak mogłaby się złościć, skoro Blythe przyprowadziła jej taki uroczy prezent? - Jasne, że dla Ciebie się stroiłam. Nie sądziłam, że będziemy mieć obstawę. - dodała zerkając jednocześnie na Syriusza. No patrzcie na niego, jaki elegancki. I jak zawsze wygadany. Och i szarmancki! Z miłą chęcią przyjęła papierosa, który jakością znacząco przewyższał to czym raczyła się przed chwilą (a czego niedopałek właśnie wgniatała w chodnik). Pochyliła się lekko w jego stronę, by końcówka papierosa musnęła płomień zapalniczki. Zaciągnęła się głęboko i zamruczała z zadowoleniem, komplementując bez słów jakość tytoniu. Zaraz wydmuchnęła chmurkę popielatego dymu i uśmiechnęła się do Syriusza. Grymas jej ust znów nabrał drapieżnego wyrazu, oczęta zmrużyły się minimalnie.
- Cóż ja Ci poradzę, Łapo? Do niektórych rzeczy trzeba dorosnąć. - westchnęła przybierając nieco filozoficzny ton. - Wprawdzie jestem już na tyle duża, by nosić mini, ale wciąż nie stać mnie na zobowiązania. - dodała i udawaną powagę zastąpił figlarny uśmiech. - Ale bądź cierpliwy, może kiedyś. - dodała nim znów zaciągnęła się dymem. Niewiele sobie robiła z jego drwin, ale przecież zawsze tak było. Meadowes miała grubą skórę i wbicie w nią szpilki graniczyło z cudem. Jednocześnie sama miewała nieco niewyparzony język i nie przysparzało jej to fanów. Na szczęście z paniczem Blackiem dawali sobie nieźle radę. Wspólne przekomarzanki stanowiły ich wspólną rozrywkę przez siedem lat nauki.
- No, ale nie po to tu jesteśmy, by stać i gadać o pierdołach! - podjęła szybko, nie kryjąc swojego entuzjazmu. - Mam nadzieję, że masz dziś wygodne buty, Black! Bo przed nami radosny wieczór pełen wszystkich możliwych mugolskich pląsów. Dodam, że świętujemy moje urodziny! Wiec nie ma wymówek! - obróciła się na pięcie z iście tanecznym wdziękiem i z papierosem w kąciku ust ruszyła w kierunku wejścia, najwyraźniej przekonana, że pozostali podążą za nią. Warto też tutaj zaznaczyć, że dziewczęta świętowały urodziny Dorcas już drugi tydzień z rzędu imprezując w bardzo dziwnych miejscach w obu częściach Londynu. Meadowes uważała to za świetną wymówkę, by nie uczyć się do egzaminów końcowych i ciągać Blythe na melanże.
- Mówiłam, że czekam. - rzuciła radośnie do bramkarza, wciskając mu do ręki zwitek mugolskich funtów za wejście dla całej trójki. Na całe szczęście jeszcze wiele lat dzieli nas od przepisów zabraniających palić w lokalach, bo Dorcas właśnie znikała na schodach, a drogę oświetlał jej jedynie żar na końcu papierosa.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _


She is beauty, She is grace, She will punch you in the face.


Mean Girls:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3639-dorcas-meadowes
Blythe Floyd



Liczba postów : 25

PisanieTemat: Re: Dyskoteka   Wto Cze 23, 2015 2:22 pm

Każda potwora znajdowała jakiegoś amatora, a od reguł były wyjątki. W tym przypadku wyjątkiem i amatorem była Blythe, której serce zostało podbite przez Dorcas. Na początku to wszystko było zwykłym koleżeństwem, w Hogwarcie Gryfonka pakowała Floyd w kłopoty i razem musiały odbębniać szlabany. Takie rzeczy zbliżają ludzi! Rozpoczęcie studiów tylko zacieśniło ich więź, zwłaszcza, że zamieszkały razem w mieszkanku należącym do Blythe. Podczas studiów stały się niemal nierozłączne. Przy tym Dorcas była tą, która namawiała do najdziwniejszych pomysłów na spędzenie czasu, a Blythe obie je pchała do nauki. Nudziara z niej... Chociaż ostatecznie i tak to Doris wygrywała jeśli chodzi o wymyślenie sposobu na spędzanie czasu. Nie miała pojęcia czy Black wiedział o ich aż tak bliskim kontakcie... Jego uśmieszek zdradzał, że nie.
Brunetka uśmiechnęła się niewinnie. To małe spóźnienie będzie jej na pewno wybaczone jak wszystkie inne. Czasem los ją zatrzymuje w niektórych miejscach, już taka prawda. Bo nie można się tak z piętnaście minut zagapić na jakąś wystawę! Takie myśli właśnie uświadamiały ją, że stawała się z każdą jesienią coraz mniej sumienna, a coraz mocniej bujała w chmurach. Wpływ Dorcas. Wszystko jej wina!
Na komentarz Syriusza jedynie parsknęła śmiechem, zakrywając zaraz usta dłonią. Dowcipniś się znalazł.
- Mało wiesz o swoich koleżankach ze studiów. - powiedziała. Papierosem się poczęstowała, owszem, było to lepsze wyjście niż dzielenie się jednym z Dorcas, choć nie można było powiedzieć, że którejkolwiek z nich to przeszkadzało. Uniosła filtr do ust i odpaliła, zapalniczką tkwiącą w dłoni bruneta, przy tym zerkając błękitnymi oczami prosto w jego twarz.
- Dobra, dobra, rusz swoją mini na swoje czwarte w ciągu tego miesiąca urodziny. - powiedziała rozbawiona po czym klepnęła lekko koleżankę prosto w ukryte za tą miniówką pośladki, żeby w końcu ruszyła do przodu, bo najwyraźniej ich mała rozmowa zaczęła nieco przeszkadzać panu na bramce, do którego Blythe posłała lekki uśmiech. Mugol, znała go z widzenia, ponieważ czasami wybierała się tutaj nie tylko z Doris, ale i ze swoimi mugolskmi znajomymi. Miała ich znacznie więcej niż Meadowes. Na flirty z Blackiem będzie jeszcze czas, a w tej chwili Floyd tylko uśmiechała się pod nosem widząc to przekomarzanie.
Sama pozbyła się tylko koszuli, zostając w samej koszulce na ramiączkach, odkrywającej jej tatuaż. Uniosła brew zapraszająco, zerkając na Blacka, który również został przepuszczony do wejścia. Nowicjusza trzeba było poprowadzić, jeszcze się biedak zgubi w ciemności, bo Doris ruszyła przodem w najlepsze. Brunetka kroczyła niedaleko za nią, wprost do piwnicy budynku, a z każdym krokiem muzyka stawała się głośniejsza, aż w końcu dotarli do sporej wielkości białych, ciężkich drzwi, prowadzących wprost ku zabawie.
- Nie zgub się, Black. I pilnuj portfela. - rzuciła z zaczepnym uśmiechem na ustach, po czym pchnęła ów wrota. Jej słowa nie powinny pójść na wiatr. Piwnica takiej wielkości powinna być chłodna, jednak tutaj, wypełniona ilością ludzi tak ogromną, że wydawało się nie być nawet miejsca do podpierania ściany, było bardzo duszno. Właśnie dlatego zdjęła z siebie koszulę, to się prędzej czy później musiało stać. Do uszu uderzały dźwięki piosenki Whole Lotta Love, jedna z tych na odrobinę odpoczynku. Ludzie zajmowali duże sofy ze sztucznej skóry, rozmawiali, śmiali się. Przez tłum trzeba było przeciskać się ścieżkami, które Dorcas i Blythe dobrze znały. Z kilkoma osobami brunetka się przywitała, lekkim skinieniem głowy, bo słowa i tak trudno było usłyszeć. Po prawej stronie od wejścia rozciągał się bar, który był ich celem podróży. Nim tam dotarli, zdążyła spalić pół papierosa. Pachniało tu tytoniem bardziej nawet niż tymi wszystkimi ludźmi, w ustach niemal połowy zebranych tliły się papierosy (ale niekoniecznie z tytoniu).

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t3619-blythe-lyndey-floyd
Remus Lupin

avatar

Liczba postów : 663

PisanieTemat: Re: Dyskoteka   Wto Cze 23, 2015 11:20 pm

Od rozstania z Jessi, a konkretniej odkryciu prawdy o niej, Lupin był jak duch. Zamknął się w sobie, nie odzywał do nikogo nawet słowem. Miał ochotę na zawsze zrezygnować z magii. Zresztą i samo czarowanie coś ostatnio mu nie szło, więc uznał to za dobrą kartę ku światu mugoli. Po co mu świat magii skoro nie było Jessi? Nie tej, którą kochał. Którą kocha.
Tej nocy porzucił swój czarodziejski wizerunek i na powrót stał się mugolem. Tak zdecydował. Nie brał różdżki, po co? Co może mu się stać w lokalu pełnego mugoli, którzy opowieści o czarodziejach wkładają między bajki albo śmieją się z magicznych sztuczek, próbując rozgryźć triki? Nic. Nikt nawet go tu nie znał. Celowo wybrał dyskotekę, chociaż unikał takich miejsc, a nawet rzec by można, był tutaj pierwszy raz. Kolejny pierwszy raz, trzeba dodać. Choć nie kolejny raz był już na dzień dobry ostro nawalony. Dla poprawy humory wychylił przynajmniej połowę mugolskiego trunku, zwanego wódką. Paliła jak diabli, ale przynajmniej odganiała natrętne, złe myśli.
Zmierzał w stronę wejścia, gdy kilka metrów tuż obok bramki dostrzegł kogoś łudząco podobnego do Syriusza. Zachichotał. Nawet mugole mają swojego Blacka. Kiedy jednak rozpoznał Meadowes i Floyd, spochmurniał. Nawet tutaj go prześladują! Postanowił podejść i przekonać się czy to faktycznie oni. Nie palił. Nie miał nigdy papierosa w ustach, ale dlaczego by nie spróbować kiedy nadarzy się okazja?
- Słuchajcie, nie chcę wam przeszkadzać, ale poczęstujecie mnie papierosem? Tak jakoś mnie naszło - powiedział starając się nie bełkotać. Nerwowo przeczesał włosy i nawet zabłysnął zębami dla rozluźnienia atmosfery.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Remus Lupin

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1368-remus-mow-mi-lunio-john-
James Potter

avatar

Liczba postów : 743

PisanieTemat: Re: Dyskoteka   Sro Cze 24, 2015 6:40 pm

James miał akurat bardzo leniwy wieczór. Co z tego, że koniec roku. Jakieś egzaminy? No może... Traktował je jeszcze mniej poważnie niż w Hogwarcie. Siedział w opustoszałym salonie, bo większość studentów albo poszła do biblioteki, albo uczyła się w swoich pokojach lub - w niewielu przypadkach - oddawali się temu, co on. Lenistwu. Pogrązył się niemal we śnie, kiedy wokół panowała błoga cisza. Zza otwartego okna słychać było jedynie lekki szum wiatru. Drgnął jednak gwałtownie, kiedy usłyszał bardzo blisko siebie jakiś dźwięk. Dłuższą chwilę zajęło mu otrząśnięcie się z sennych marzeń i dopiero wtedy zdał sobie sprawę, co usłyszał. Natychmiast wyciągnął dwukierunkowe lusterko.
Dyskoteka w mugolskim lokalu? Czemu nie i tak nie miał nic lepszego do roboty, a perspektywa spotkania się ze znajomymi skutecznie go pobudziła. Podążył więc do swojego pokoju. W końcu trzeba się jakoś prezentować. Ze przykrością stwierdził, że jego ulubiona koszula w kratę gdzieś się zapodziała, więc z ciężkim westchnieniem włożył na siebie gładką szarą i do tego luźno zawiązany czarny, cienki krawat. Słynnym gestem wzburzył swoje włosy i z zadowoleniem stwierdził, że ułożyły się idealnie. Zabrał różdżkę i sakiewkę z galeonami. Zastanowił się jednak chwilę. W końcu to mugolska knajpa, potrzebował mugolskich pieniędzy. Palnął się w głowę i sięgnął do szuflady, gdzie schowane były jakieś pieniądze z dnia kiedy z Syriuszem również zapragnęli przejść się po mugolskiej części miasta.
Nie przedłużając więcej zjawił się po chwili pod lokalem, obrzucając go taksującym spojrzeniem. Nie wyglądał zbyt schludnie, ogólnie okolica prezentowała się raczej marnie, ale co za różnica? Zapłacił za wejście i wszedł do środka, bo na zewnątrz nigdzie przyjaciół nie zauważył. Stanął jak wryty tuż przy wejściu. Takich tłumów nie ma nawet w Hogwarcie w Wielkiej Sali na rozpoczęciu roku! Na Merlina, jak on ich znajdzie wśród tych ludzi? Domyślał się jednak, że skierowali się najprawdopodobniej do baru. Uniósł się na palcach, aby zlokalizować owe miejsce, a że był wysoki udało mu się przewyższyć wzrostem większość tego pląsającego, pijanego tłumu. Namierzył bar i zaczął się przeciskać między ludźmi. Ukradkiem, choć to chyba niepotrzebne w takim tłumie, wyjął różdżkę i zaczął nią dźgać ludzi, którzy stanęli mu na drodze, a którzy teraz z sykiem odskakiwali kilka kroków dalej na swoich sąsiadów. James śmiał się po nosem. W końcu dotarł do lady i wzrokiem odszukał znajomą gromadkę. Syriusz, Dorcas i Blythe. Wiedział, że będą, Syriusz mu powiedział, ale Remus? Może sam na nich wpadł bez uprzedzenia tuż po tym jak Syriusz wezwał Jamesa? Nieważne, zaraz się wszystkiego dowie.
- Witam, witam – zawołał z szerokim uśmiechem, przekrzykując dziwną muzykę. Cała czwórka zdążyła już sobie coś zamówić, więc James poprosił o to samo.
- Dzięki za zaproszenie, prawie umarłem z nudów w Kolegium – skrzywił się. – Witam, miłe panie – powiedział szarmancko, kiwając głową w ich kierunku. Zerknął na Remusa, który nie wyglądał zbyt dobrze, a w dodatku w rękach trzymał papierosa. James uniósł brwi tak wysoko, że prawie wplątały się w gęstą czuprynę.
- Od kiedy Ty palisz, Luniak? – nie żeby chciał mu prawić kazania, mógł robić, co chciał, po prostu niezmiernie się zdziwił, bo zdawało mu się, że Remus był raczej tego przeciwnikiem.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _


James Potter

"Rogacz"
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t1530-james-potter
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dyskoteka   

Powrót do góry Go down
 

Dyskoteka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
List z Hogwartu :: Wspomnienia :: Porządki 3. :: POZA HOGWARTEM :: LONDYN-