a
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Morfina S.
List z Hogwartu
Niestety jak to często bywa, coś się kończy, a coś innego zaczyna. Czas Listu z Hogwartu dobiega końca. Mam nadzieję, że część osób będzie wspominało tę stronę z pewnym sentymentem, a nawiązane tutaj znajomości przetrwają pomimo zakończenia naszej działalności. Dziękujemy za te dwa lata! Administracja


 

 Morfina S.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Morphine Schroder



Liczba postów : 2

PisanieTemat: Morfina S.   Czw Paź 01, 2015 6:33 pm




Morphine Schroder
data i miejsce urodzenia

11.07.1959r. w Monachium

miejsce zamieszkania

obskurny pokój w jednym z londyńskich hosteli

Status krwi

1/2

zawód

ex-auror, aktualnie płatny morderca na zlecenie śmierciożerców, ale i zakonu.

ugrupowanie

neutralna

Różdżka

10 cali, krzew różany, włos z głowy kelpii


charakter


Jest psychicznie chorą personą.
Azkaban, zbyt długie przebywanie pod odurzającym działaniem eliksiru miłosnego, a także niestronienie od używek wszelkich sprawiły, że popadła w paranoję.
Żyje w wiecznej wojnie, która nigdy się nie skończy. Bywa nieprzewidywalna, złośliwa, opryskliwa i skłonna do potyczek wszelakich.
Nie uznaje kompromisów.
Ma ogromne poczucie własnej wartości, ale nigdy nie przecenia przeciwnika. Potrzebuje wiecznej dawki adrenaliny, ale też poczucia zagrożenia życia. Wtedy czuje, że naprawdę funkcjonuje.
Nie przeżyłaby bez narkotyków i leków, które ściąga sobie przez przemytników. Musi mieć poczucie, że jej umysł funkcjonuje na zwiększonych obrotach, wykorzystując wszelkie możliwe pokłady energii.
Jest w pełni skoncentrowana na swojej pracy i robi to co kocha.
Ale potrafi być miła, kiedy kogoś lubi. Kompanka do tańca i do łóżka. Najlepsza, z najlepszych.




biografia


Morphine urodziła się w bardzo niemieckiej rodzinie dokładnie 11. marca 1959 roku, co w aktualnych rozliczeniach daje jej miano rezolutnej dwudziestolatki.
Tatuś Hans był czarodziejem czystej krwi, mamusia... no już nie. Ale chyba żadnemu z nich to nie przeszkadzało, bo Schroderowie byli kompletnie spłukani. Dziedzic nie miałby nic. Więc wszystko się rozwiązało dość szybko, gdy zakochany mężczyzna wyznał, że jego wybranka jest mugolką, matrona domu „babcia Schroder” odetchnęła z ulgą.
I w taki oto bezkrwawy sposób Bernadeta uzyskała status pani doktorowej.

Po pięciu latach ich bezkolizyjnego małżeństwa narodziła się Morphine. Przeurocze dziecię półkrwi. Mała miała naprawdę spokojne dzieciństwo. Wychowywana w ogromnym domu zamieszkałym przez pięciu synów „babci Schroder”, ich żony i ich pociechy obracała się w towarzystwie siedmiu podobnych jej wiekiem kuzynów.
Chyba właśnie dlatego zawsze była chłopaczarą. Z piskiem uciekała przed sukienkami, a wszelkim porcelanowym lalkom domolowywała wąsy, preferując zabawy w stylu „pobijmy się przy otwartych drzwiach, a kto pierwszy wrzaskiem ściągnie babcię, śpiącą pokój obok ten przegrywa i oddaje drugiemu miesięczny przydział czekoladowych żab”.

Przeżyła tak dziewięć lat swojego jestestwa, aż... umarła seniorka rodu  i wszystkim odbiło na punkcie przejmowania rzeczy po matce.
Dom przypadł jednemu ze starszych braci ojca, który za nic mając obowiązki rodzinne postanowił otworzyć w nim hotel i wyrzucił resztę wręcz na bruk.
Hans, Bernadeta i mała Morphine spakowali swój niewielki dobytek w parę zniszczonych walizek, lądując w Londynie. Tam też szpital świętego Munga zaproponował Schroderowi pracę na oddziale urazów pozaklęciowych, gdzie dogląda do dziś pacjentów oszalałych od zaklęcia cruciatus  i oblivate.

Ogromne nadzieje ojciec wiązał z młodą Morphine, w której widział szansę do wyprowadzenia rodziny z ruiny. Jego skromna pensja starczała na podstawowe życie, więc gdy dziewczyna trafiła do Hogwartu miała być najlepsza ze wszystkich.
Skończyła w Slytherinie – domu, który jedynie wzmógł w niej ambicje i pragnienie bycia przewodniczką. To właśnie tam nauczyła się, że nie ma rzeczy nie do zdobycia jeśli potrafi się dążyć do niej po trupach. W ogóle dziwna z niej była ślizgonka.
Półkrwi panna, z zubożałego domu, wiecznie w poszarpanym mundurku... wyróżniała się na tle uczniów. Przez pierwszą klasę próbowano z niej zrobić worek treningowy i choć nie miała szansy w starciu na magię, to jednak była wystarczająco silna, żeby w wieku jedenastu lat obić buźkę jakiegoś paniczyka z rodu Blacków. Wtedy zrobiło się dość zabawnie. Zyskała szacunek w swoich kręgach i bardzo szybko zaprzyjaźniła się z całą bandą głupich osiłków. Była „ziomalem”, kumplem. Zresztą niezwykle brutalnym i skutecznym w dręczeniu wrogów.

Odbiło jej w wieku szesnastu lat. To właśnie wtedy zaczęła się jej przygoda z „ciemnym światkiem”. Dzieciakiom wciąganym w kręgi śmierciożercze przez rodziców powoli zaczęło naprawdę przygrzewać pod kopułą. Zwłaszcza tym „lepszym”, z czystą krwią. Mało kto pozostał normalny w Slytherinie.
Niestety... w pannie Schroder odkryto ogromny potencjał. Świetna z zaklęć, pozbawiona czegoś tak głupiego jak sumienie, wybitna wręcz z eliksirów... Miała tylko jedną wadę. Nie zamierzała się podporządkować za darmo. Idee władzy mało ją obchodziły.
Liczyły się pieniądze, które mogła dostać za spełnianie rozkazów śmierciożerców. Wiedziano, że opowie się po tej stronie, która więcej zapłaci.
Dlatego postanowiono ją zwerbować innym sposobem. Upojono eliksirem miłosnym i wplątano w związek z rówieśnikiem o nazwisku Rosier. Z czasem nie potrzeba było eliksiru, ich uzależnienie od siebie było ogromne. Chłopak uwielbiał w niej najgorsze odruchy, ona pożądała jego bogactwa.

Wszyscy oczekiwali, że tuż po zakończeniu szkoły stanie się jedną z najbardziej zagorzałych śmierciożerczyń i... w sumie było blisko.
Wylądowała w ministerstwie magii jako aurorka-podpucha. Miała czekać na sygnał, żeby powyrzynać wszystkich od środka. Wyszkolona przez najlepszych, wysyłana na misje, działała na korzyć śmierciożerców za każdym razem, gdy tylko była w stanie.
Do czasu. Rosier okazał się być okropnym maminsynkiem i stanął przed ołtarzem z głupiutką panną Avery. A Morphine krew zalała. Dosłownie. Czysta krew młodej blondyneczki. Zbuntowały się czystokrwiste rody, a Ministerstwo zapragnęło ją mieć po swojej stronie.
Jednak nie uniknęła Azkabanu. Przesiedziała w nim przez cały rok, tworząc sobie w umyśle wizję wiecznej wojny, której tak bardzo pragnęła być częścią. Chłonęła desperację, dementorzy nie mogli pożywić się jej satysfakcją z dokonanego mordu. Nie żałowała niczego. Wyprano z niej wszelkie radosne wspomnienia, ale stan w którym się znajdowała gotowy był niszczyć wszystkich dookoła, poza nią samą. Strach napędzał adrenalinę, ta wzbudzała pragnienia, jakich nigdy w sobie nie czuła.
Właśnie wtedy zrozumiano, że taki auror jest skarbem.
Odzyskała wolność, różdżkę, broń i... zlecenia. Zabijała, wciąż pozostając pod wpływem swojej szalonej wojny. Była bronią masowego rażenia i wcale nie było jej z tym źle. Miała mieszkanie, znajomych i wieczną dawkę adrenaliny.
Co ważniejsze... płacono jej całkiem nieźle. Wszystkie pieniądze wysyłała rodzicom.

Gdy Voldemort zaatakował istniały dwie możliwości. Mogli ją zamordować już na wstępie. Lub też wciągnąć ją do gry mordując źródło nienawiści do środowiska czarnego pana jakim była rodzina Rosierów.
Niestety grupka bogatych popleczników była ważniejsza od jednej z najlepiej wyszkolonej aurorki, więc postanowiono ją wyeliminować.
Posłano szlamcowników, chcąc dostarczyć ją do getta. Trzech zabiła, ostatni bronił się całkiem nieźle. Dziewczyna miała całkiem niezły plan. Pozbawiła przeciwnika pamięci i napoiła eliksirem wielosokolwym . Wystarczyło też dla niej. Posiniaczona i obolała dostarczyła samą siebie do getta i odebrała zapłatę, po czym rozpłynęła się w powietrzu nim odkryto pomyłkę.

Od tego czasu robi dla ludzi „z podziemia”. Zna się na swojej robocie, a tam nikt nie zadaje pytań. Nie ma różnicy w mordzie na byłym członku zakonu feniksa, czy na śmierciożercy. Wszystko to jedna wielka wojna.




informacje dodatkowe

» Kiedyś była w ciąży. Niestety z przyczyn on dniej niezależnych (do tego warto zaliczyć ucieczkę, narkotyki i alkohol)
» Często śpiewa "pod wściekłym ponurakiem". Ponoć jej to wychodzi.
» Niewiele osób wie jakiej tak naprawdę jest krwi. W półświatku nie ma to większego znaczenia.
» Funkcjonuje pod fałszywymi danymi. Mało kto potrafi w niej odkryć prawdziwą Morfę zwłaszcza, że przez długie lata pracy w Ministerstwie  ukrywała się pod błękitnymi warkoczami i zaklęciami zmieniającymi kolor oczu. Zawsze miała wybitne z kamuflażu.
» Przez wypadek ze cruciatusem wydaje się być niespełna rozumu i miewa zaniki pamięci.
» Pije. Pali. I ćpie po najgorszych melinach.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Morfina S.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
List z Hogwartu :: Bohaterowie :: KRONIKI :: Karty postaci-