a
IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Parkiet
List z Hogwartu
Niestety jak to często bywa, coś się kończy, a coś innego zaczyna. Czas Listu z Hogwartu dobiega końca. Mam nadzieję, że część osób będzie wspominało tę stronę z pewnym sentymentem, a nawiązane tutaj znajomości przetrwają pomimo zakończenia naszej działalności. Dziękujemy za te dwa lata! Administracja


 

 Parkiet

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Parkiet   Sob Lis 30, 2013 5:35 pm

Zabawa Andrzejkowa to nie tylko okazja do wróżb i rozmów, ale także do spędzenia czasu na tańcu. W miejscu, gdzie znajdował się zawsze stół nauczycielski teraz stoi wielki sprzęt grający. Każdy może tam podejść i powiedzieć tytuł i wykonawce piosenki, wtedy jest zmieniana. W tym momencie leci wielki mix, nie wiadomo na co trafisz. Na środku sali jest wyznaczone miejsce dla tancerzy.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Parkiet   Sob Lis 30, 2013 8:34 pm

Gdzieś koło sprzętu grającego pojawiła sie Ven. Tak Uwielbiała wszystkie nowości muzyczne a zwłaszcza gdy mogła przyjrzeć sie im bliżej. z resztą kto jak kto ale ona musiała chociaż na chwile pojawić się na tej zabawie... Bo przecież nie dało się inaczej. A skoro już tu była to mogła sobie na to pozwolić. Oj tak na swój sposób lubiła tego typu przedsięwzięcia są one takie inspirujące. Może nawet owa zabawa zagości na jej nowej płycie jeśli dożyje jej skończenia... Jednak nie wybiegajmy w przyszłość. Przecież jest tu i teraz.
-To dopiero początek.
Stwierdziła pod nosem patrząc na całą salę. Gdzieniegdzie przecież można jeszcze zobaczyć wchodzących uczniów, a także ta pustkę, która tak raziła po oczach. Czy dziewczyna wierzyła w wróżby? Nie do końca. Przecież każdy sam swój los ustala i nikt nie będzie mówił przynajmniej jej że ma być inaczej. Z resztą nie przyszła tu dla zabawy lecz dla własnych celów. Muzyka i ten klimat. Tak dawno nie czuła się tak spokojnie. Poza tym nie wolno było jej zapomnieć że jest tu niechcianym gościem bo przecież ani z niej nauczyciel ani uczeń mimo iż z wyglądu raczej bardziej przypominała uczniaka niż dorosłą osobę no ale nic nie poradzimy takie geny a genów nie oszukamy.
Jednak wracając do Ven. Stała ona sobie spokojnie opierając sie o mur szkolny i patrzyła na to wszystko swoim przenikliwym spojrzeniem. Czyżby chciała zabawić się w wredną nauczycielkę?
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Parkiet   Sob Lis 30, 2013 8:41 pm

Przystanął z boku od prawej przy drzwiach, czując się jak jakiś zapóźniony element wsteczny całego tego eventu. Nie spodziewał się, że sprawy obiorą tak katastrofalny obrót; Dostał mu się w przydziale Puchon, i nikt nie przyjmował zwrotu towaru, ani nawet nie honorował (nie)uczciwej wymiany. Widać Rowan nie był na gwarancji, cholera.
Miał na sobie czarne, proste spodnie, popielatą koszulę puszczoną luźno i nieco przyciężki płaszcz, skrojony na modłę garnituru bankietowego. Rękawy trzymały się ciasno przy ciele, mankiety były za to dość duże, sztywne. Nie mógł odmówić sobie tej przyjemności zaprojektowania tego cuda osobiście, poświęcił na to... w porządku, jeden dłuższy wieczór.
Liczył na to, że Rowan nie zbłaźni się... okay, bien. Liczył na to, że Rowan ma na względzie kruchość i kuriozium tej sytuacji, i ma dość instynktu samozachowawczego, by nie przynieść mu wstydu. Jego byt albo niebyt zależał obecnie od tego, jak się spisze, bo Francuz solennie obiecywał, że słuch po nim zaginie jeśli obleje ten test. Miał nie rzucać się w oczy, wyglądać... dobrze. Po prostu dobrze, niczego więcej nie wymagał. Nie odzywać się zbyt wiele, bo i skąd miał wiedzieć, czy Puchon nie pieprzy jak potłuczony o rzeczach, o których nie ma pojęcia.
Przy okazji, nigdy nie przyjrzał się mu z bliska, będzie to więc dobra okazja, by stwierdzić, jakiego kalibru jest to stuff. Młody, vraiment. Ale poza tym, czy jego w ogóle trzymały się jakieś normy etyczne? Zestaw pyta niezbyt odpowiedni dla Marcela.
-Je jure que je vais le tuer si vous ne venez pas.
Powrót do góry Go down
Rowen Varnish

avatar

Liczba postów : 436

PisanieTemat: Re: Parkiet   Sob Lis 30, 2013 9:05 pm

U wejścia do sali dowiedział się, ze został sparowany z jakimś Marcelem. Nie znał gościa zbytnio, no ale cóż. Nie pozostaje mu nic innego jak go znaleźć. Ledwie wszedł zauważył stojącego niedaleko parkietu blondyna. Instynktownie zgadywał, ze to właśnie jest Marcel. Poprawił nieco swoją czarną bluzę i odgarnął przydługą już nico grzywkę.Cóż, pierwsze wrażenie jest podobno najważniejsze. Miał nadzieje, że on wywrze dobre. Ubrany zwyczajnie, w trampki, ciemne dżinsy, białą koszulkę i przypominającą nieco krojem marynarkę bluzę. Jak na niego to nawet dość elegancko.Poszedł bliżej i usłyszał słowa chłopaka.A wiec to francuz, może być ciekawie, pomyślał. Często wyjeżdżał z rodzicami, między innymi do Francji i podłapał trochę języka. Teraz nadarzała się okazja by go trochę pod szlifować przed następnym wyjazdem. Uśmiechając się szeroko dotknął lekko ramienia chłopaka.
-Je suis. Ne me tuez pas- nie był pewien swojej wymowy,ale zdanie chyba miał sens. Przynajmniej miał taką nadzieję.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _





Life is too short

to waste time

hating anyone

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t464-rowen-varnish
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Parkiet   Sob Lis 30, 2013 9:20 pm

Rozumiał koncepcję "luźno, bez spiny, oszczędnie", ogólne pojęcie minimalizmu, ale... to było bardzo luźno. Puchon był niższy, i to dość dużo, ale przy Marcelu to akurat nie zaskoczenie. No i Rowan był z trzeciej klasy. Jakby nie patrzeć, odskocznia. 
Blondyn otaksował go spojrzeniem cal po calu, bynajmniej nie okazując jakiegokolwiek onieśmielenia. Mogło być gorzej, i tego się w sumie spodziewał, zatem nie sposób było nie zauważyć jego pełnego ulgi westchnienia. Zanim powiedział cokolwiek, wyciągnął różdżkę i stuknął nią w rękaw pseudo-marynarki dzieciaka, wymruczał coś; materiał zawinął się w mankiet, poprawki poczynił również przy jego kozuli i zlikwidował wstawkę zamka z tyłu. Nie pasowało, z artystą polemizować nie należy i nie wypada - chyba, że życie ci nie miłe.
-Bien, il reste à voir. Ja nie mieć pewność... oh, nie ważne. Jak dużo ty móc wypić, by nie stracić orientacja?
Istotna kwestia, jeśli mieli wyjść z tego w miarę na plus. Przynajmniej na początku, przed dwunastą na bank nie pozwoli Rowanowi wypić zbyt wiele. Później nikt już nie zwraca na to uwagi, więc odrobinę mu odpuści. 
Chwycił go za ramię i przestawił płynnie na swoją drugą stronę, bo szatyn stanął w przejściu; 
-Ciesz się, szczeniaku, ja właśnie uratować ci tyłek przed konfrontacja z część mojego domu, eh. Jakie to roztrzepane - przeszło mu przez myśl, bo Puchon pewno nawet nie zwrócił na to uwagi. Jakby to rozegrać? Mah, najlepiej z klasą, porządnie, żeby nikt się nie przyczepił. Luźno chwycił go z rękę i pokazał jak chwycić za ramię, by wyglądało to poprawnie i nie wywołało salwy śmiechu na wstępie. 
-Non, lżej. Strasznie się... spinasz.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Parkiet   Sob Lis 30, 2013 9:30 pm

Dziewczyna została przydzielona do puchonki. Jakie ona miała dzisiaj CHOLERNE szczęście. Przyszła w dość krótkiej, czarnej sukience z dość dużym dekoltem opinającym jej jędrny biust. Do tego wieczorku się trochę szykowała, chciała pokazać, że mimo, iż nie jest już z Orionem to i tak jego strata. Wchodząc do sali uśmiechnęła się, gdy zobaczyła Astrid. Kiwnęła jej głową na przywitanie, złapała ją za rękę...i wtedy zaklęcie przylepca zaczęło działać. Masakra... wywróciła oczami, gdy zauważyła Marcela trzymającego jakiegoś puchona, musiała powstrzymać się przed wybuchnięciem śmiechem. Postanowiła podejść do nich i zamienić chociaż słówko. Zaproponowała przejście się po sali koleżance, która nie miała zbyt dużo do gadania. Ruszyła szybkim krokiem na parkiet, ciągnąc za sobą dziewczynę. Gdy znalazła się koło tej cudacznej parki wyszczerzyła się do przyjaciela, a w jej oczach można było zauważyć radosne iskierki. Jak na razie bawiła się znakomicie.
-Widzę, że jesteś bardzo zadowolony kochanie.- powiedziała i musiała powstrzymać się przed wybuchnięciem śmiechem. Chłopak miał niesamowicie niezadowoloną minę, co potęgowało jej wesołość. Potem spojrzała w stronę stołu i omal nie przewróciła się z wrażenia. Mrugnęła dwa razy, żeby przekonać się, że nie śni...
-Czy nasz Barty... nie siedzi trzymając za rękę z naszym woźnym?-zapytała i nie wytrzymała. Tym razem wybuchnęła śmiechem.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Parkiet   Sob Lis 30, 2013 9:40 pm

Ven patrzyła na to wszystko z nieukrywanym rozbawieniem. Przecież te dzieciaczki najwyraźniej nie przepadały za sobą no ale widać w tej szkole są jakieś dziwne tradycje, których ona nie musiała znać. Poza tym nie ukrywajmy takie obserwowanie całego tego zamieszania sprawiało jej niezła frajdę. Brakuje tylko tego by pojawiła się jeszcze bardziej dziwniejsza para niż te jakie udało już jej się zobaczyć. Z resztą co ona mogła? Nic. Nadal stała oparta o ścianę koło kolumn i wsłuchiwała się w dziwne mixy. Z resztą nie lubiła zbytnio tłumów. Dziwne? No ale ona już taka była.
Poza tym cała ta szkoła i jej zwyczaje były zbyt dziwne. Jednak czego się spodziewać gdy wychowywało się w surowych warunkach przy surowych nauczycielach a tu? Cóż tu wydawało się iż wszystko jest takie łatwe i proste. I nawet było przynajmniej tego wieczora, w którym to wszystkie dzieciaczki wydawały się być bardzo szczęśliwe z tego co je spotkało... Oj tak nawet zrobiło by jej się żal lecz ona przecież nie odczuwa tego typu uczuć wiec trudno zostanie przy rozbawieniu z całej komicznej sytuacji jaka tu najwyraźniej ma miejsce. Poza tym miała szczęście gdyż nie rzucała się w oczy a to przecież takie dobre... Mozna w spokoju obserwować całe to zamieszanie.
Powrót do góry Go down
Rowen Varnish

avatar

Liczba postów : 436

PisanieTemat: Re: Parkiet   Sob Lis 30, 2013 9:52 pm

Blondyn zmierzył go wzrokiem, a potem zaczął mu zmieniać ciuchy. Rowan popatrzył na niego z mieszanką zdziwienia i śmiechu. Ten gość jest dziwny, pomyślał powstrzymując śmiech. Na zabiegi chłopaka jedynie wzruszył ramionami. Jemu na ciuchach jakoś specjalnie nie zależało, ale jak widać Marcelowi bardzo. Postanowił więc nie protestować, niech se zmienia jego ciuchy skoro mu się nie podobają. Rowan chciał się tylko dzisiaj dobrze bawić i miał nadzieję, ze Marcel ma na dzisiejszy wieczór podobne plany i że jakoś się dogadają. No cóż chyba będą musieli. Są na siebie skazani. Rowan już zaczął odczuwać skutki zaklęcia, w postaci chęci złapania drugiego chłopaka za rękę. Jakoś się powstrzymał. No bez przesady! Mógł z nim spędzić wieczór, ale trzymać go za rękę nie miał zamiaru. I choćby wymagało to od niego nadludzkiego wysiłku będzie sie powstrzymywał.
Słysząc pytanie chłopaka nieco się zdziwił. Halo! Mam 13 lat! Nie pijam aż tyle by stracić świadomość. Myślał, ale odpowiedział:
-Nie jestem do końca pewien, ale raczej sporo- jak do tej pory jedyną okazja na jakiej pił był ślub jego siostry. Oficjalnie wypił wtedy tylko pół kieliszka szampana w pierwszym toaście. Nieoficjalnie, mając cudownego szwagra wypił nico więcej, ale z umiarem i nie stracił świadomości.
- Spoko wiem kiedy przestać- zapewnił z szerokim uśmiechem. Nagle Marcel go przestawił. No tak, stanął w przejściu.
-Dzięki- uśmiechnął się szeroko. W nerwowym ruchu sięgnął do włosów. No cóż był roztrzepany, ale taki już jego urok.
- Sorki. Nie zbyt często trzymam pod ramię faceta. - powiedział rozluźniając nieco rękę.
-Tak lepiej?- spytał.
- Może chodźmy stąd? Możemy iść do jasnowidzów. - zaproponował.
-Jestem ciekaw co Andre mi przepowie. Ostatnio nie był zbyt rozmowny jak go prosiłem o jakąś przepowiednie.-pożalił się jeszcze. Już chciał pociągnąć Marcela w stronę stołu jasnowidzów, gdy podeszła do nich jakaś dziewczyna.
-Hej-przywitał się serdecznie.
-Jestem Rowan-przedstawił się tak jak wymagała tego kultura. Widział, że dziewczyna ledwo powstrzymuje śmiech patrząc na nich, ale co miał zrobić? Byli na siebie skazani i już.
-To się dzieje na prawdę-stwierdził-Albo oboje mamy takie same halucynacje- dodał z teatralnie poważna miną.
-Widocznie jemu trafił się nasz drogi Pan Filch do pary. Ciekawe gdzie Pani Norris-rozglądnął się.-Czyżby ją też ktoś wylosował- rzucił i wybuchł śmiechem-Współczuje temu komuś...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t464-rowen-varnish
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Parkiet   Sob Lis 30, 2013 10:08 pm

Tak, coś już słyszał o zaklęciu przylepca. Ktokolwiek... co za indywiduum wymyśliło coś tak bzdurnego? Jemu ostatecznie nie przeszkadzała płeć towarzystwa, nie imały się go jakiekolwiek normy moralne. Był zdania, że życie zdecydowanie jest zbyt krótkie na takie bzdury.  
W kwestii picia, jego nie dziwiło to tak bardzo, w jego wieku był w stanie przyswoić już całkiem sporo. Pociągnął go lekko w stronę drzwi, bo tak naprawdę to cholera wie, gdzie ma go teraz zabrać. Za stoły? No, w sumie nie trafiło mu się tak znowu najgorzej, można się było pochwalić łutem szczęścia. Tak, mógł nie wyglądać na zachwyconego, ale to nie był też tan, w którym miał ochotę rozgromić każdego napotkanego na swojej drodze. A skoro o tym mowa...
-Lizzy! Mon petit chaton... zobacz, co mi się trafiło. Nie tak źle, myślałem, że będzie gorzej. Aż szkoda, że taki młody, vraiment.
Rudą nie sposób było przeoczyć, już choćby przez ten niebagatelny dekolt, jaki prezentowała każdemu przechodzącemu. Chcąc nie chcąc, trzeba było spojrzeć.
W tym momencie zaklęcie przylepca zaszturmowało ze zdwojoną siłą i dłoń Francuza zsunęła się wzdłuż przedramienia Puchona, chwytając go za dłoń, najpierw zdecydowanie zbyt mocno; aż poczuł jak coś chrupnęło młodemu w stawie, więc szybko rozluźnił uścisk. Nie był w stanie jednak go puścić, więc dał za wygraną. 
-Ja widzieć, że ty też mieć ciekawe... mah, towarzystwo, oui? Rowan być znacznie bardziej wygadany, mon dieu! Całe szczęście.
Zerknął na dzieciaka kontrolnie, na wypadek, gdyby jednak miał palnąć coś głupiego.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Parkiet   Nie Gru 01, 2013 1:03 am

Dziewczyna przyjrzała się chłopcu stojącemu obok Marcela. Trafił genialnie, bo obydwoje wyglądali oryginalnie i przyciągali wzrok. W sumie…na pewno woleliby towarzystwo płci przeciwnej, tak jak ona. No dobra! Z Marcelkiem nigdy nie mogła być pewna na sto procent. Artyści już tak po prostu mieli. Na słowa chłopaka, uśmiechnęła się szerzej. Młody czy nie i tak był na niego skazany przez cały wieczór. Taką zabawę wymyślił ich dyrektor, a oni postanowili wziąć w niej udział, więc muszą ponosić konsekwencje swoich decyzji. Podeszła do niego bliżej i stanęła tak, żeby wyszeptać mu prosto do ucha. Oczywiście powiedziała to tak, żeby do nie chcianych uszu.
-Muszę zapytać, bo nie wytrzymam…jaka była twoja pierwsza reakcja, gdy dowiedziałeś się, że Varnish to twój dzisiejszy partner?-wyszeptała i wyszczerzyła do niego. Miała genialny humor, choć sama nie zdawała sobie z tego sprawy. Wydawało jej się, że ten dzień cały będzie taki. Tylko czy tak będzie miało się okazać. Popatrzyła po chwili na swoją towarzyszkę, która od dłuższej chwili znosiła ją bez słowa. W sumie podziwiała ją za cierpliwość. Lizzy popatrzyła na nią współczująco, tak naprawdę Lancaster nie była łatwą osobą, więc Lawson miała ciężki orzech do zgryzienia. Ruda wierzyła w nią z całych sił i mimo iż byłą puchonką postanowiła nie być dla niej jakaś okropna.
-Marcelku poznaj Astrid. – powiedziała uroczyście przedstawiając chłopcom swoją nową koleżankę. Wiedziała, że nie będzie to jakaś super przyjaźń. Nie mogła przecież wszystkim ufać na około, bo później mogą się okazać całkiem kimś innym, niż tym na kogo się kreowali. Musiała jednak wziąć taką opcje pod uwagę, więc zdecydowała się teraz uważać komu ufa. Przecież całkiem nie dawno Beka…taka dobra przyjaciółka, zawsze lojalna, okazała się być zdrajcą. No tego się nie spodziewała, więc był to cios poniżej pasa.
Powrót do góry Go down
Rowen Varnish

avatar

Liczba postów : 436

PisanieTemat: Re: Parkiet   Nie Gru 01, 2013 3:58 pm

Przewrócił oczami. Tak był młodszy, i co z tego? Musieli to ciągle podkreślać? Jemu też nie za bardzo podobało się jego dzisiejsze towarzystwo, ale postanowił nie narzekać wszem i wobec, tylko w miarę możliwości dobrze się bawić. Stanowczo wolałby być tu z Rebecą, ale ona też już miała parę. Popatrzył uważnie na dziewczyny. Jedna stała cierpliwie z tyłu i milczała. Zauważył spojrzenie Marcela. " Spokojnie, umiem się zachować. Nie jestem takim dzieciakiem jak myślisz", zdawało się mówić spojrzenie którym odpowiedział chłopakowi. Miał ochotę zwrócić koleżance Marcela uwagę, ze w towarzystwie się nie szepcze, ale się powstrzymał. Nie będzie uczył starszej od siebie dziewczyny manier.Postanowił jednak iść w ślady, jak ją przedstawiła Lizzy, Astrid i się nie odzywać za często. Uśmiechnął się tylko do dziewczyny i ukłonił lekko na przywitanie.
-Może pójdziemy skorzystać z atrakcji jakie zapewniła nam na dzisiejszy wieczór dyrekcja...-zaproponował cicho-Słyszałem, ze gdzieś jest McGonagall w jakimś ciekawym przebraniu-dodał z błyskiem w oku.

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _





Life is too short

to waste time

hating anyone

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t464-rowen-varnish
Gość
Gość
avatar


PisanieTemat: Re: Parkiet   Nie Gru 01, 2013 4:11 pm

No tak, Lizz i ta jej cicha konspiracja. Powstrzymał z trudem śmiech i sugestywnie zerknął na Puchona, nadal z deka spiętego. Potem znów spojrzał rudej w oczy i uśmiechnął się dość dwuznacznie, akurat ten grymas Lancaster znała dość dobrze.
-Ja wtedy mieć nadzieja, że on przynajmniej dobrze wyglądać. 
Zapewne gdyby Rowan odważył się wparować im do rozmowy z próbą pouczenia, jego przyszłość byłaby krótka. Chyba każdy głupi wie, że Ślizgoni to ciężki temat, na dodatek większość członków Domu Węża z góry patrzyła na żółtych. Dobrze, że dzieciak wykazał się rozumem, bo Marcel chyba nie ratowałby mu skóry. Prędzej pierwszy zdzielił przez łeb, i tyle by było z jego dobrego nastroju.
Astrid? Rzucił okiem na niecodzienne ciche dziewczę, bezczelnie zawieszając na niej oko i bez wątpienia wyceniając. Cóż za tragikomedia. 
-Vous savez que większość osób trafiać na takie dziwne przypasowanie?
Nie spieszyło mu się zbytnio, a co za tym idzie, jeśli Francuz nie zdecydował, że gdzieś się wybierają, to znaczyło, że zostają gdzie są. Rowan był niestety na przegranej pozycji i za wiele do powiedzenia nie miał.
Słysząc znów coś o wróżbach i innych wygłupach, westchnął ciężko, ramiona mu nieco opadły. W porządku, widać diabelnie chciał zejść z parkietu, co w sumie było dobrym pomysłem.
-Bien, mały. Idziemy do Takawy, może on mi powiedzie coś zabawnego. 
Pociągnął go krótko w swoją stronę, siląc się na kurtuazję. W tym momencie przed dość rozwiązłymi poglądami Marcela ratował go wyłącznie jego młody wiek.
Powrót do góry Go down
Rowen Varnish

avatar

Liczba postów : 436

PisanieTemat: Re: Parkiet   Nie Gru 01, 2013 4:42 pm

Zauważył dziwny uśmieszek i spojrzenie Marcela i zaczął bać się o swoją skórę. Patrzył to na Ślizgona to na jego koleżankę i coraz mniej rozumiał. I on miał nie być spięty. Pal licho, że na co dzień był bardzo otwarty i entuzjastyczny, a wręcz nadpobudliwy, przy tym chłopaku jakoś nie miał ochoty na entuzjazm. Marcel był...osobliwy. Rowan wziął głęboki oddech, starając się uspokoić. Mają się dobrze bawić. Jutro zaklęcie puści i pewnie nawet nie spojrzą na siebie na korytarzu.
Usłyszał ciężkie westchnienie chłopaka i uśmiechnął się szeroko. Czyżby denerwował swoimi propozycjami biednego Ślizgona? Upsik. Chłopak mimo swojej widocznej początkowej niechęci zgodził się iść do stolika z jasnowidzami. Rowan tylko uśmiechną się zwycięsko i ruszył za nim.
[z/t x2?]

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _





Life is too short

to waste time

hating anyone

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://list-z-hogwartu.my-rpg.com/t464-rowen-varnish
Mistrz Gry

avatar

Liczba postów : 4357

PisanieTemat: Re: Parkiet   Wto Gru 03, 2013 9:54 pm

Impreza dobiegała końca zmodyfikowane zaklęcie trwałego przylepca, przestało działać. Każdy kto był nimi związany mógł teraz ruszyć w swoją stronę. Większość ludzi przyjęła to z ulgą i rozstali się w mniej lub bardziej przyjaznej atmosferze. Każdy uczestnik czuł się wyluzowany po całym przyjęciu ciesząc się że coś takiego miało miejsce.Pora wrócić do rzeczywistości bo Magia Andrzejek prysnęła niczym bańka mydlana


z/t wszyscy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Parkiet   

Powrót do góry Go down
 

Parkiet

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Mały salon
» Parkiet
» Lodowy parkiet

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
List z Hogwartu :: Wspomnienia :: Zabawa Andrzejkowa-